29.09.06, 20:53
Planuje rozwód(o ile sie zdecyduje) przy maksymalnym porozumieniu stron aby
nie walczyć, bo od tej walki na miecze najbardziej dzieci obrywają.Mąz
wyprowadzony z domu (z powodu kochanki z usunieta ciąza i dalszy romans)
obecnie rewelacyjnie zajmuje sie nasza córka, nagle chodzi na wywiadówki,
odbiera z basenu, inetersuje lekcajmi itpNie twierdze że z niego zły ojciec
ale teraz potrafi znaleźc o wiele wiecej czasu. Zastanawiam się czy to
chwilowe skoro statystyki mowią podobno, że zainteresowanie dziecmi przez
ojca słabnie.Czy też może to kreaowany obrazek super tatusia dla sadu?Czy tez
może to taki dobry człowiek a ja złą kobieta i wypedzam...Co o tym myslicie?O
co w tym chodzi?
Trudne to.A przede mna samotny weekend bo corcia z ojcem. A ja chcialabym byc
z nimi,chcialbym zeby było jak dawniej ale jak po tym wszystkim...Pozdrawiam
ciepło.

Obserwuj wątek
    • tricolour Normalka. Syndrom utraty. 29.09.06, 20:59
      Mąz poprawił się, bo traci Ciebie, a właściwe to cała rodzinę. Jeśli masz
      wątpliwości co do rozwodu, to poczekaj rok, a stracisz wątpliwości i... rok.
      • a.niech.to Re: Normalka. Syndrom utraty. 29.09.06, 21:34
        tricolour napisał:

        > Mąz poprawił się, bo traci Ciebie, a właściwe to cała rodzinę.
        Jeśli facet jest przyzwoity, dobrze by było mu pomoc, by nie tracił nikogo
        oprócz żony, a i ta może wejść w rolę koleżanki, dobrej znajomej. Pożytek
        miałyby też dzieci. Warto taką opcję rozważyć.
        • nangaparbat3 Re: Normalka. Syndrom utraty. 29.09.06, 22:09
          Sprawdzaja się scenariusze, ktore sami piszemy. Wyprowadzony bardziej niż dotąd
          zajmuje się dzieckiem - bo potrzebuje kontaktu, zalezy mu, chce z nią byc.
          Jesli nawet robi to częsciowo dla sądu, lepiej się nad tym nie zastanawiać.
          Moj ex miał moment "wycofania", poklocilismy sie wtedy ostro, i nagle ja - sama
          nie wiem, dlaczego, i nie jestem pewna, czy mowiąc to wierzylam w to co mowię
          na 100% - powiedzialam mu, że jest bardzo dobrym ojcem. To byl jakiś przelom,
          facet sie odmienił, przestal na mnie warczeć, przestal sie wycofywac.
          Kiedy przyszla pani kurator na wywiad (tak jest chyba zawsze przed rozwodem)
          posadzilam dziecko obok nas przy stole i opowiedzialam o eksie wszystko, co
          najlepsze (nie musialam kłamać, ale zawsze mozna inaczej polożyć akcenty, ja w
          pełni swiadomie kładlam je na plus i myslę, że wszystkim nam wyszlo to na
          dobre). Dziecko siedzialo obok, bo nie chcialam przed nią niczego ukrywać
          (miała 11), jednak gdybym musiala powiedziec coś zlego o jej tacie, chyba
          wolalabym, zeby jej przy tym nie bylo.
          Ex zabieral ja do siebie na srodowe popoludnia i cale niedziele, tak bylo przez
          jakieś 5 lat. Kiedy zaczęla chodzić do gimnazjum zaczęlo jej brakować czasu,
          ustalilismy ze zamiast odwiedzania taty w srody on bedzie wpadal na chwilę,
          zapytac co slychać, przypomnieć, że jest.
          Raz była z nim jakieś 10 dni za granicą - po powrocie powiedzial, że dopiero
          teraz poczul smak ojcostwa.
          Od trzech lat ex ma nową żonę i teraz dwuletnia coreczkę - nasza corka
          pojechała z nim po porodzie odwiedzic siostrzyczkę, w zeszłym roku byla z
          siostrą i jej mamą na wakacjach. Macocha oczywiscie jest w porządku, inaczej
          nie byloby to mozliwe.
          W tym roku pojawiły sie momenty krytyczne zwiazane z dorastaniem corki (15) -
          szczęśliwie dogadalismy się z exem, ze oboje nas traktuje rowno źle (jak na
          nią, troche przesadzam z tym źle) - myslę, że wielu ojcow wlasnie w tym okresie
          odsuwa sie od dzieci, bo tez te robią się odpychajace. To trudny moment i
          trzeba chyba ojcom wyjaśniać, ze nie jest to przeciwko nim tylko dla własnej
          tożsamości - tak ma być, a rodzic ma przetrzymać.

          Ja mysle, ze jedyne, co ma sens, to wszystko co dobre brac za dobrą monetę i
          nie czepiac się raczej. Nie pobudzać w nim poczucia winy - co aż się prosi,
          sama mialam kilka takich odbic na początku, ale skutki sa zawsze oplakane,
          poczucie winy po osiagnieciu masy krytycznej obraca sie przeciko tym, wobec
          ktorych się zawinilo.

          Acha, nie wiem, jaki jest ten Twoj , ale mojemu exowi musialam na przyklad
          mowić, zeby na pożegnanie przytulil corkę - jak mu powiedzialam, robil to
          chetnie i byl szczęśliwy, ale sam jakoś nie śmial - nie wiem, dlaczego, ale tak
          byl.
          Trzymaj się cieplutko, to bardzo dobrze, ze sie zajmuje dzieckiem, oby tak
          dalej.
          • scriptus Re: Normalka. Syndrom utraty. 30.09.06, 11:47
            Podpisuję się pod tym, co napisane powyżej. Oczywiście, niech się zajmuje
            dzieckiem jak najwięcej, obojętnie z jakich pobudek. Jeśli nawet te pobudki
            oceniasz jako "niskie", z upływem czasu straci to na znaczeniu wobec "dobrej
            roboty", którą wykona z dzieckiem.
          • misbaskerwill Re: Normalka. Syndrom utraty. 01.10.06, 00:29
            Tak samo jak Scriptus - potwierdzam, jako ojciec. Nie ma nic gorszego niż
            uczucie, że (w pewnym sensie) traci się dziecko.


            I jeszcze jedno - moim zdaniem, to bardzo głęboka myśl Nangi:
            > Nie pobudzać w nim poczucia winy - co aż się prosi,
            > sama mialam kilka takich odbic na początku, ale skutki sa zawsze oplakane,
            > poczucie winy po osiagnieciu masy krytycznej obraca sie przeciko tym, wobec
            > ktorych się zawinilo.

            To by (przynajmniej częściowo) wyjaśniało postępowanie mojej żony. Poczucie winy
            za rozbicie rodziny wobec mnie i syna okazało się zbyt duże - zaczęła więc
            krzywdzić nas jeszcze bardziej (???)
            Trudne, ale kto wie - może tak jest...
            To co - mam pogłaskać i powiedzieć, jest wszystko ok? Zresztą i tak jej od dawna
            nie wypominam, ale, sądząc po jej postępowaniu, to chyba głaskanie krokodyla...
            • crazysoma Re: Normalka. Syndrom utraty. 01.10.06, 01:53
              > Tak samo jak Scriptus - potwierdzam, jako ojciec. Nie ma nic gorszego niż
              > uczucie, że (w pewnym sensie) traci się dziecko.
              >

              A wiesz Misiu, dzisiaj (a wlasciwie wczoraj) probowalam sobie wyobrazic jakbym
              sie czula jako facet gdyby mi sie rodzina rozleciala i ze zdziwieniem
              stwierdzilam, ze jeszcze gorzej niz jako baba, ktora zostaje z dziecmi.
              Podwojne obowiazki (za ojca i matke) kontra wolnosc, ktorej cena jest
              oddzielenie od dziecka (ci). I stwierdzam, ze normalnie reagujacy facet, w
              takiej sytuacji, ma naprawde niefajnie.
            • nangaparbat3 Misiu - chyba wpadne w narcyzm 01.10.06, 11:06
              To bardzo, bardzo miłe czytać, ze się ma głębokie myśli. Teraz myslę o sobie
              jeszcze cieplej. Miło.
              Ale prawda taka, ze mysl nie jest całkiem moja, tylko cadyka Izaaka Meira z Ger
              (Ger to po hebrajsku Góra Kalwaria):
              Ktokolwiek mowi o złym czynie, ktory popelnił, i rozmysla nad nim, mysli o
              podłości, ktorą opelnil, wowczas to, o czym mysli, chwyta go - cała jego dusza
              zostaje schwytana przez to, o czym myśli - i tak ciagle pozostaje w odlości. I
              z pewnością nie bedzie w stanie odejść od złych mysli, bowiem jego duch stanie
              się prostacki i jego serce zgnije, a ponadto ogarnie go smutek. Bo czego byś
              chcial? Rob z głupstwem co zechcesz, a ono zawsze bedzie plugastwem. Zgrzeszyc
              czy nie zgrzeszyć - jakąż to korzyść przyniesie w niebie? W tym czasie, gdy tak
              rozmyslam nad tym, mogłbym lepiej nizac perly ku radości nieba. Oto dlaczego
              jest napisane: "Odwroć się od zła i czyń dobro!" - odwroć się w pełni od zła,
              nie rozmyslaj nad jego drogami i czyń dobro. Zrobiłeś źle? Dla rownowagi zrob
              coś dobrego.

              To jedna z mądrzejszych rzeczy jakie w ogole w zyciu przeczytałam. Ale nie
              wymysliłam - łeee...
              • misbaskerwill Re: Dziękuję Nanga... 01.10.06, 17:53
                ...zarówno za szczerość, jak i za wspaniały cytat.

                To jest piękne. Może nawet odważę się to presłać jeszcze-żonie...
                Tylko nie wiem, czy warto (od prawie pół roku nie wysłałem jej mailasmile ).
                Szkoda tak mądre słowa wyrzucać w pustkę.
                Jej już nawet papież nie przekona...(żony, nie pustkiwink )
                • nangaparbat3 Re: Dziękuję Nanga... 02.10.06, 18:13
                  Cieszę się, że Ci sie podobało. Dla mnie to bardzo ważny cytat.
                  Znajdę chwilę, to pogrzebie jeszcze w opowieściach chasydów - tam jest tego
                  wiecej smile
    • dorka381 Re: ja trace corke 01.10.06, 09:51
      Tylko, ze widzicie ja mam uczucie ze to ja tracę córkę.Mala kiedy tylko może
      idzie spac do taty a ja zostaje sama.Nie jest wobec mnie niemiła ale za wszelką
      cene woli spać u niego.Jej zachownie wynika zapewne z tego że boi sie go
      stracic, pilnuje go ale rwoniez wydaje mi sie ze ma do mnie zal ze ja
      spowodowalam ze tata nie mieszka z nami (powody znacie-ona nie).Ona wie ode
      mnie bo ojciec nie chcial w tym brac udzialu, że nie mieszka z nami ze wzgledu
      na awantury jakie byly w nasym domu w ostatnich miesiacach.Zreszta awantury
      wywyolywalam ja ale nie umialam godzic sie na kochankę.Nie czuje abym byla zla
      mama czy tez miala z mala slaby kontakt ale jesli ona zdecyduje zostac przy
      ojcu to przeciez nie moge sie nie zgodzić ani nawet pisnac z tego powodu.Tylko
      jak to przezyć??
      • a.niech.to Re: ja trace corke 01.10.06, 10:16
        dorka381 napisała:

        > wydaje mi sie ze ma do mnie zal ze ja
        > spowodowalam ze tata nie mieszka z nami (powody znacie-ona nie).
        A gdyby wyakcentować w interesie dziecka swoje przewinienia? Nie przypuszczam,
        aby mieszkając z Wami, przyczyny rozejścia mogły stanowić dla niej tajemnicę.
        Może patrzy zbyt jednostronnie. Jeśliby to miało jej pomóc, warto by
        dopowiedzieć, nawet przejaskrawić.
      • nangaparbat3 Re: ja trace corke 01.10.06, 11:25
        To rzeczywiście sytuacja trudna i niebezpieczna. Zwłaszcza nastolatki dość
        często grają w ten sposób z rodzicami, wymuszając najrozniejsze ustępstwa,
        przeprowadzając się od taty do mamy i z powrotem - przeprowadzkę traktują jako
        element nacisku - widziala trochę takich przypadkow, uważam je za najgorszy
        możliwy wariant.
        Nie pamietam, ile lat ma Twoja corka, ja bym dziecku powiedziała, że tatuś to
        dobry tatus, ale zakochał się w innej pani i stąd awantury i rozwód. Jeśli juz
        chodzi do szkoły, zrozumie. Powiedziałabym jej, ze tak się czasem zdarza, nie
        zawsze, ale bywa. Nie widzę powodu, zeby jej tego nie powiedzieć. Byle
        spokojnie i bez złosci do eksa, jesli to w ogole mozliwe.
        Z drugiej strony na Twoim miejscu korzystałabym z wolnego czasu, zeby zająć się
        sobą, rozwód to nie zabawa, czlowiek robi się drażliwy, rozedrgany, reaguje
        nieadekwatnie - najlepsze co mozesz zrobić, to zadbać o siebie, w im lepszej
        formie bedziesz Ty sama, tym lepiej ułożą się Twoje relacje z córką. Tym mniej
        bedziesz się przejmować, ze śpi u taty. A moze u niego może poźniej chodzić
        spać?

        Wydaje mi się, ze pewnie zupelnie niepotrzebnie martwisz się, ze corka zachce
        na stałe zostać u taty. Ale jesli tak bardzo boisz się tego, wyobraź sobie, jak
        by to było - ona mieszka z exem, ty masz ja u siebie w weekendy - więc dla
        Ciebie wolność przez cały tydzień, a w weekend wielkie swięto. To tez nie
        jest koniec świata.
        • dorka381 Re: ja trace corke 01.10.06, 16:47
          Sęk w tym, że mąż wcale nie odszedl do tamtej pani, przynajmniej oficjalnie
          nie.Utrzymuje że romas skończony, tylko że juz pare razy taka bajkę
          słyszałam.Zrezygnowalam z bycia najwazniejszą w jego h(?)aremie.Gdy tylko ja
          powiem Małej (9 lat) o tym, że tatus sie zakochałitd to wyjdzie na to ze go
          obsmarowuje. On o takiej rozmowie nie chce słyszeć, on zwala na mnie nawet to
          żeby powiedziec jej o tym, że nie pojedziemy wspolnie na wakacje.
          • berek_76 Re: ja trace corke 01.10.06, 22:12
            IMHO nie tłumacz, dlaczego. To, co robi Twoja córka, jest normalne - po pierwsze
            usiłuje tatę zatrzymac, po drugie na pewno to Ty jesteś "ta gorsza", od wymagań,
            obowiązków. No i Ciebie córka jest pewna, wie, że Cię nie straci, więc może Ci
            pokazac swoje negatywne uczucia.

            A to, że nie wie, dlaczego? Wydaje mi się, że martwisz się na zapas. Nie
            wybielaj jej ojca na siłę ani go nie oczerniaj. Dopóki nie zapyta, dopóki Ci nie
            zarzuci, że to twoja wina, nie mów o tym. Jeśli zapyta, powiedz prawdę i tyle.

            Wydaje mi się zresztą, że Towje obawy są przede wszystkim wyrazem poczucia winy.
            Tzn widzisz, że on się "poprawił" i zaczynasz się obawiac, że "przesadziłaś".
            Nie, nie przesadziłaś. Pomijając wszystko inne, mąż to nie jest niańka.
            "Wartości" męża nie mierzy się tylko tym, czy jest dobrym ojcem i czy ładnie
            zajmuje się dzieckiem. Do wyrzucenia go z domu miałaś dobry powód, a do
            ewentualnego przyjęcia z powrotem (nie wiem, czy w ogóle jest o tym mowa?)
            musiałabyś miec co najmniej tak samo dobry. To, że zajmuje się własnym
            dzieckiem, to naprawdę żadne bohaterstwo. Nie daj sobie robic wody z mózgu.

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka