Dodaj do ulubionych

przejmować sie czy olać ???

02.10.06, 00:08
ponieważ mąż widywał sie z dzieckiem mało regularnie... żądaja c widzenia
kiedy było mu wygodnie ..nie licząc sie z naszymi planami....wysłałam do męża
tekst " proponuje spotkania co druga niedziele od 9-15"
zgodził sie ..!!!
dzisiaj zabrał małego o godzinie 9
ja pojechałam do pracy...
jednak jak zbliżała się 15 okazało się że muszę coś zrobić za kogoś, ale
pojechałam odebrać dziecko a potem chwilke do koleżanki xxx
kolezanka zaproponowała żeby olo został u niej na 2 h i pojechałam skończyć
pracę ...
ale mój ex śledził mnie...
około godz 16 :20 zadzwonił domofonem do koleżanki..." czy jest u ciebie olek?"
xxx mówi "tak , wejdż"
ale mój ex powiedział że nie wejdzie i dodał" powiedz tej kobiecie( niby mi)
że nie będzie gwałtem wyrywać dziecka ...bo chyba lepiej że by był u ojca a
nie u ciebie..( cioci doroty)"

xxx wybiegła na korytarz i chciała otworzyć mu drzwi ale on odbiegł od
domofronu..i dosłownie biegł do auta.koleżanka była przekonana...że on
prosił mnie o przedłużenie wizyty...a ja sie nie zgodziłam ...ale nic takiego
nie miałao miejsca.... miesiąc wcześniej zgodził sie na ten termin i
godziny..!!!!!nie rościł pretensji
xxx nawet zapraszała mężą ...ale on zwiał
gdyby zależało mu na dodatkowych chwilach z dzieckiem..wszedł by do xxx
ale to raczej pozorant ..aferę chciał wywołać ...może nawet nagrał rozmowę
na dyktafon...tyle że nagrało sie też jak xxx go zaprasza a on odmawia!!!
co o tym myśleć ...na pewno nie chodziło mu o małego.... tylko ma nadzieje
mi zaszkodzić ...ale ja nie czuję sie winna
chciąłam do niego zadzwonić ..i zabytać gdzie był przez 250 nocek i dni
kiedy mały czekał. tęsknił i potrzebował go. ale odpuściłam..
czy ja mam obowiazek przebywać z dzieckiem 24 g na dobe???????? ... zawsze
jest w dobrych rękach,,u osób.. które wykazały się ogromna
odpowiedzialnościa ..kochaja malca i znaja go i wiedzą o nim więcej nić jego
tato.
ponowny, zamiar pójścia do pracy nie był zamierzony... to był wypadek...
gdzie musiałam dokończyć nieplanową robote ...i tylko dla tego że xxx
zaproponowała opieke na d olkiem ..a potem wspólna kolację ...- zostawiłam
małego( na 2 h )..olo ma tam swój kącik z zabawkami i kapcie i ciuszki.
to nie były godziny widzeń , które zaakceptował mąż...więc zupełnie nie wiem
o co chodziło...podniósł cisniemnie mi i mojej koleżance!!!!! a możę wysłać
mu sms o takiej treści"!!!!!!????
"mężu,,,wszelkie roszczenia, żale i pretensje na swoją niedolę ,prodszę
kierować do mnie a nie nękać dobrych ludzi"
?????????????????????????????

co wy na to?


Obserwuj wątek
    • sonrisa3 Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 01:20

      > żądaja c widzenia
      > kiedy było mu wygodnie ..nie licząc sie z naszymi planami....
      Z Waszymi czy z Twoimi?

      >wysłałam do męża
      > tekst " proponuje spotkania co druga niedziele od 9-15"

      12 godzin miesięcznie? Malutko. Rozmawiałaś z dzieckiem czy mu to wystarcza?

      > kolezanka zaproponowała żeby olo został u niej na 2 h i pojechałam skończyć
      > pracę ...

      Zamiast podrzucać dziecko obcej osobie, ustaliłabym z ex-mężem czy nie chce
      pobyć z dzieckiem dłużej. Co ci zależalo zostawic mu to dziecko na dodatkowe
      dwie czy trzy godziny jak i tak sama nie spędzałaś z nim czasu? Dziecko na
      pewno byłoby zadowolone jakby pobyło dłużej z tatą.

      > " powiedz tej kobiecie( niby mi)
      > że nie będzie gwałtem wyrywać dziecka ...bo chyba lepiej że by był u ojca a
      > nie u ciebie..

      Jak dla mnie miał 100% racji.

      > gdyby zależało mu na dodatkowych chwilach z dzieckiem..wszedł by do xxx
      Widząc jak podchodzisz do całej sprawy podejrzewam, że gdyby wszedł, to
      rozpętałabyś burzę, że chciał porwać dziecko, naruszyl spokój domu "cioci
      Doroty", pogwałcił ustalenia dotyczące jego spotkań z dzieckiem itd.

      > to nie były godziny widzeń , które zaakceptował mąż...
      Strasznie mnie razi to słowo "widzenia" w odniesieniu spotkań ojca z własnym
      dzieckiem. No razi mnie i już! Widzenia to są w więzieniu.

      > co wy na to?
      Ja na to tylko tyle, że po rozwodzie nie powinno się utrudniać kontaktów
      dziecka z drugim rodzicem. Ograniczanie ich spotkań do 12 godzin na miesiąc to
      już jest utrudnianie. A jeszcze coś takiego, że punktualnie z wybiciem danej
      godziny zabieram dziecko i.... podrzucam je komuś obcemu... nie do pojęcia dla
      mnie.
      Nasz (nie _mój_ a właśnie _nasz_ syn spotyka się z ojcem kiedy obaj mają na to
      ochotę i czas. Dla porządku ustaliliśmy jakieś stałe dni ich spotkań, po to,
      żeby na te dni nie robic sobie innych planów i żeby syn wiedział, że w te dni
      na pewno jest z tatą a ja mogę sobie na te dni zaplanować coś dla siebie. Ale
      jeśli mają ochotę się spotkać też w innym terminie a dziecko nie jest chore,
      nie ma umówionej wizyty u dntysty- proszę bardzo, niech się spotykają.
      Jeśli muszę gdzieś wyjechać a nie jest to akurat dzień "widzeń" (bleee!) to
      najpierw pytam ojca czy nie chce spędzić dodatkowego czasu z naszym dzieckiem.
      I tylko jeśli on jest wtedy zajęty, organizuję dziecku inną opiekę. I to jest
      jedyny normalny dla mnie układ w rozbitych rodzinach. Nie ma "widzeń", nie
      ma "wydawania" dziecka. Dziecko ma matkę i ojca i ma święte prawo spędzać czas
      z jednym i z drugim rodzicem. Tak samo jak oboje rodzice mają prawo do
      spędzania czasu z dzieckiem. Nie chciałabym żeby ktoś mi ograniczał czas na
      spotkania z moim dzieckiem do kilku godzin w miesiącu.
      • akacjax Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 08:14
        DZiecko ma dwoje rodziców, ale ustalone miejsce pobytu z jednym i nie można z powodu nagłych, niespodziewanych chetęk na pobycie drugiego rodzica z dzieckiem burzyć całego swojego planu życia.
        Bo trzeba odróznić wspólne ustalanie spotkań, aktywnośc drugiej strony w wychowywaniu od takich własnie widzeń.
        Autorka tematu raczej ma do czynienia włąsnie z przygodnym tatusiem, a nie z ojcem.
        I dla tych pierwszych polecam ścisłe trzymanie się ustaleń sądowych, a gdy dziecko chore i idzie sie do lekarza i nie może być "wydane" to trzeba brac zaświadczenie o chorobie. Za dużo jest przypadków, gdy ustalenia słowne, jak miedzy dwoma dorosłymi osobami, zmiana terminu spotkan itp. staje się nagle argumentem dla niby utrudniania spotkań z dzieckiem.

        Ale ktoś kto nie zna takich przypadków od razu uważa, że utyskujący z pierwszego postu ojciec ma rację.

        • scriptus Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 08:42

          Co ja na to? Wrrrr...

          Wczoraj wieczorem dostałem pogróżkę, że jak czegoś nie spełnię, to będę przy
          rozwodzie załatwiony na cacy, wybaczcie, szczegółów nie przytoczę, ale jednym z
          nich było sądowe ograniczenie widzeń z dzieckiem.
          Z tego akurat mogę się pośmiać, bo dziecko jest na tyle duże, że zobaczy się ze
          mną kiedykolwiek ma ochotę, ma własną komórkę, więc z umówieniem się nie ma
          problemu. Jednak sam sposób rozumowania i traktowania tej sprawy przez bliską
          niegdyś osoby jest tak bolesny, że aż cały się trzęsę.
          • akacjax Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 09:03
            No to masz Scri próbkę, jak to może być...że nagle najbliższa osoba staje się nie tyle obca, co wroga.
            Jednak dopóki dziecko nie ma 18 lat bardziej sąd i ew. RODAK wpływa na to z kim mieszka dziecko niż dziecko, które ma niby prawo do opowiedzenia się (ale musi być zgoda drugiej strony).
            Wychodza powoli pazurki żony. Już dawno pisalismy-zrób cięcie na budżecie,a lawina ruszy...
            Ja idiotyczne teksty zawsze ucinałam: zrobię, co sąd postanowi...
            Albo- prosze o konstruktywne wypowiedzi, opinie mnie nie interesują(to już pod koniec naszego wspólnego mieszkania).
          • libra22 Re: przejmować sie czy olać ? 02.10.06, 09:04
            Do autorki wątku - można próbować załatwić te sprawy jakoś spokojnie i bez
            złości (chyba dużo jej w waszych wzajemnych stosunkach). TY swoim spokojem
            możesz pokazać mu, że chcesz dobrze dla dziecka. Porozmawiaj z nim o tej
            sytuacji i ustal, czy w wzwiązku z tym, gdyby na przyszłość zaszła taka sama,
            chciałby być dłuzej z dzieckiem, bo Ty bardzo chętnie mu go zostawisz. Ale też
            nie tłumacz się, że u cioci ma dobrze itp, bo to tak jakbyś zrobiła coś złego,
            kiedy nie zrobiłaś.

            Scriptusie - w chwilach emocji niektórzy uderzają tam, gdzie najbardziej
            zaboli. A będąc ze sobą lata, doskonale się wie, gdzie boli. Były takie
            momenty, gdy eks odchodząc też potrafił nieraz w moje "miękkie podbrzusze"
            uderzyć. To jest przenoszenie swojego poczucia winy na drugą osobę - trudno
            wytrzymać z poczuciem, ze się robi coś nie tak, więc lepiej "przyłożyć" drugiej
            osobie i pomyśleć, ze to wszystko to jej wina.

            (może źle zinterpretowałam, ale tak jakos mi to wygląda)
    • semillla Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 09:16
      Chyba w sytuacjach rozstaniowych i rozwodowych nie można powiedzieć sobie nie
      będę się przejmować, czy też będę czy oleję.
      To jest część naszego życia, i to życia uczuciowego i oczywiste jest, że
      oderwać się od tego nie da.
      Z postu wynika, że nie masz najlepszych relacji z męzem, jeżeli jest tak ja
      piszesz, że przez kilka m-cy nie zabiegał o widzenia się z dzieckiem, a teraz
      robi Ci wyrzuty z takiego powodu to nie dziwię Ci się, że się wkurzyłaś. Tylko
      żale jakie są między Wami nie powinny w żaden sposób wpływać na relacje rodzić-
      dziecko. Dla mnie ta scena u Twojej koleżanki dowodzi o tym, że z Twoim mężem
      od strony emocjonalnej jest coś nei tak, bo
      -mógł do Ciebie zadzwonić i zapytać dlaczego zawiozłaś dziecko do koleżanki, i
      zaproponować, że następnym razem on może zostać dłużej;
      -robienie scen osobie trzeciej, śledzenie itp. to dowód na to, że próbuje
      znależć w Tobie jakąś winę, zrzucić ja z siebie (sam ma kochankę, nie opiekuje
      się dzieckiem);
      A może oprzytomniał i szczerze chce nawiązać znów kontakt z synem i jest
      zazdrosny i zły, ze osoba trzecia może z nim przebywać kiedy chce, a on nie,
      mimo że jest ojcem.
      Tak sobie analizuję.
    • kruszynka301 Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 09:19
      wiesz co, alexolo, wystarczyło puścić mu SMS-a, że musisz dłużej zostać w
      pracy - dziecko zostałoby u niego, i na tym sprawa by się skonczyła. Normalne
      jest, że zawsze może Ci coś wypaść, i naturalne w tym wypadku byłoby
      przedłużenie wizyty u taty.
      Dla mnie jest to sztuczny problem, sztywne trzymanie się godzin bez
      zastanowienia.
      • scriptus Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 10:22
        Podzielam zdanie Kruszynki smile
        Kochani, grajcie sobie znaczonymi kartami, oszukujcie się wzajemnie ile wlezie w
        sprawach majątkowych, to się jeszcze w miarę mieści w szeroko pojętych granicach
        dobrego smaku, nie jest zbyt istotne i jest powszechnie przyjęte przy rozwodach
        tongue_out, ale naprawdę nie próbujcie grać dzieckiem, to podłe.

        Może jestem trochę rozżalony, ale mam dzisiaj powód.
        • brzoza75 Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 10:43
          Scriptusie masz duże dzieci, jak napisałeś zdecydują same ile czasu i kiedy
          poświęcą na spotkania z Tobą, tego się trzymaj, to nie maleństwa rozum swój
          mają!
          Będzie dobrze, a teraz masz tylko strasznie, pomyśl co może być dalej...,
          pomyśl jak zrobić aby nikt nie ucierpiał bo zapewne ani Ty ani Twoja żona i
          dzieci nie zasługują na to....
        • akacjax Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 10:45
          Tym bardziej powinieneś wiedzieć, że z niektórymi się nie da grać normalnie, trzeba czuć wszędzie podstęp.
          Mój syn rzadko zwraca się o cokolwiek do ojca, prawie w ogóle się nie widują(z drugim ojciec nie utrzymuje żadnych kontaktów)i gdy zdarzyło się poprosić o coś ojca...to usłyszał, ok, ale jak znajdę czas.
          W pierwszym poście wyraźnie pisze, ze to nie partner do sms, rozmów, ustaleń.Więc nie radźcie jej co powinna była zrobić, bo ona nie o to pyta. Raczej, czy już bać się tego człowieka, czy jeszcze nie.
          A może najlepszym interesem dla tego dziecka jest jak najmniej kontaktów z ojcem?
          • scriptus Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 10:58
            Nie będe mówił Alexolo, co ma robić, każda sytuacja jest inna, ale tylko
            apeluję, żeby naprawdę nie grać dzieckiem.
            • akacjax Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 11:14
              Drażnią mnie te apele-myślę, że nikt nie apeluje do właściwego adresata tego apelu.
              Coś na zasadzie-przychodzi nauczyciel na zebranie i nadaje na uczniów-a po chwili-no właściwie to państwa nie dotyczy, tylko nieobecnych....
              • brzoza75 Re: przejmować sie czy olać ??? 02.10.06, 11:19
                zgadzam się z AK, cięzko wyczuć z kim ktoś ma do czynienia, czy to początek
                walki podjazdowej czy ma sie do czynienia z partnerem do rozmów, przykład
                Misia, dużo można było wynegocjować a swoje i tak zrobiła.
          • alexolo AKACJAX I DO WSZYSTKICH!!!! 02.10.06, 20:23
            dokładnie!!! myslałam o tym...
            generalnie tatuś trzylatka... jest typem rokendlolowca... ja i dziecko nie
            pasowalismy do jego życia... on lubi imprezy , alkochol i narkotyki( od
            czasu do czasu) nie ma pojęcia o potrzebach i bezpieczeństwie dziecka.
            nie widział pROBLEMU zapraszać pijanych kumpli do domu gdzie było malutkie
            dziecko, JECHAĆ Z MAŁYM AUTEM BEZ PASÓW,,FOTELIKA, jazda na rowerze była
            przednia" mały(2,5lat) na kierownicy trzymany za "fraki" przez tatę !!!
            a jak mały miał 4 miesiące wyszedł z nim z nosidełkiem na 0,5 h na
            spacer...wrócił po 8 godzinach!!!!!!!!!!!!!! ja postawiłam już obydwie
            rodziny na nogi... a on wchodzi i po piwku krzyczy" a co wy tu k....
            wszyscy robicie.." ręce opadają . oddawał małego na przechowanie na 2 godziny
            do rodziny i nie wracał po niego!!! ja przychofdziłam o 20 z pracy... a on
            pijany śpi a dziecka nie ma ..on nie był w satnie powiedzieć komu go
            zostawił!!!!! jak miał odebrać dziecko ze żłobka...to kierowniczka w sumie 4
            razy w ostatnim roku dzwoniła żę żłobek zamkniety a intendętka z małym na
            podwórku czeka!!!!!a jak wyszła na jaw zdrada..to jak tchórz zwiał we
            wrześniu to dopiero w połowie listopada zobaczył się z małym i to na moją
            prośbę !!!! potem widywał się średnio 1-2 w miesiącu. od marca toczy się
            sprawa!!! i od marca widzenia z dzieckiem przybrały jakieś formy.....jakieś
            bo on dzwonił np o 23 że jutro ma czas i zabierze syna.. i tak było do
            sierpnia.. dzwonił kiedy chciał nic nie mogłam zaplanować ... bo bałam mu się
            odmówić!!!i zawsze zgadzałam się na te nagłe wizyty.
            kilkakrotnie umówiony ..nie przyjechał .. 30 min przed spotkaniem wykrecał
            się nagłą pracą ..to nie było do wytrzymania.
            w sierpniu napisałam mu że PROPONUJĘ UREGULOWAĆ SPOTKANIA, CO DRUGA NIEDZIELA
            OD 9-15...I DZIEŃ W TYGODNIU .. KTÓRY USTALIMY WSPÓLNIE, do czasu aż widzenia
            nie ustali sąd!!!"
            PRZYSŁAŁ SMS "ZGADZAM SIĘ !!!!!" jednak już po paru dniach nie dotrzymał
            terminu i nie spotkał się z czekajacym dzieckiem..."może w przyszłym tygodniu"!!
            i teraz był ten drugi raz...ten opisany w tytułowym poście.
            KOCHANI ja tego człowieka uważam za nieodpowiedzialnego typka , chłoptasia ...
            kolesia tylko z nazwy jest ojcem...przykre ale prawdziwe.
            w sadzie oficjalnie powiedziałam..że nie ufam mężowi i jego rodzinie...
            osoby u których synek zostaje są moimi znajomymi od 30 lat wiedzą o olku i
            znają olka lepiej niż tatuć ... JA jestem spokojna jak olo jest pod opieka
            cioć...uwierzcie te 6 godzin widzenia z ojcem to dla mnie nerwy i
            niepokój!!!! a mały... 2 dni dochodzę z nim do porzadku...i nie chodzi o
            tęsknotę za ojcem( jednak nie mogę wykluczyć) a jedynie totalne
            rozdrażnienie..agresja.. ani słowem przez 2 tygodnie nie wspomina o ojcu, !!!!
            w śród osób które kocha nie wymienia ojca, gdy dzwoni domofon.. wymienia
            wszystkich ale nie tatę.
            mój mąż przegrywa proces.( mam nadzieją ). łapie sie czego może... po to była ta
            akcja!!!

            ten człowiek bbb mnie skrzywdził mnie i dziecko.. jestem z dzieckiem po terapi
            mały nadal jest pod kontrolą ...mój stosunek do męża: obijetny!!!!!
            gdyby wykazał że zalezy mu na dziecku, tak jak ja podał propozycje spotkań z
            małym.... przecież bym nie oponowała...ale on zatwierdził co mu dałam i
            odrzucał inne propozycje!!
            wczorajsze wyjście do pracy nie było zaplanowane!!! ale mąż był by i tak
            ostatnią osoba o której bym pomyślała aby oddać mu ola na kolejne 2 h

            tym bardziej widzę jak syn biegnie do mnie i ja go niemal zmuszam ..pomachaj
            tatusiowi!!!
            powiesiłam foto taty w olka pokoju...olo patrzy i mówi " tato tu nie ..on
            mieszka daleko z ciocia "
            czy teraz mnie lepiej rozumiecie?????
            • scriptus Re: AKACJAX I DO WSZYSTKICH!!!! 03.10.06, 07:44
              Rozumiem, przykro mi i współczuję...
              Niestety, wielu jest takich ojców i dorabiają gębę wszystkim.
              Z powodu takich typków w miarę normalni ludzie mogą się spotkać z szantażem ...
              "bo ci ograniczę dostęp do dziecka"
              • akacjax Re: Scri i re: do wątku 03.10.06, 10:19
                I jak skończyły się negocjacje? Czy uległeś pseudoszantażowi? A może ustąpiłeś inaczej nazywając powód ustąpienia.

                Przecież wcale nie jest tak łatwo ograniczyć kontakt z dzieckiem (generalnie-pomijam wyjazd poza aktualne miejsce zamieszkania na odległość powyżej 50 km). I raczej walczyć trzeba by rodzic niemieszkający z dzieckiem raczył zainteresować się swoim potomstwem.
                Ale osoby, które rozwiodły się ze sobą, nie z dziećmi czasem nie mogą zrozumieć jak to możliwe. W sumie nikt normalnie traktujący obowiązki rodzica(i czerpiący również radości z tego stanu)tego nie pojmie.
                • scriptus Re: Scri i re: do wątku 03.10.06, 11:03
                  akacjax napisała:

                  > I jak skończyły się negocjacje? Czy uległeś pseudoszantażowi? A może
                  ustąpiłeś
                  > inaczej nazywając powód ustąpienia.

                  Akacjo, u nas na razie był tylko arabski rozwód, tj. żona powiedziała mi trzy
                  razy, że nie jest moją żoną i zapewne, gdyby mogła, wyrzuciła by mnie z domu (u
                  Arabów zdaje się jest odwrotnie, po ich rozwodzie to kobieta zabiera biżuterię
                  i idzie na ulicę), jednak żadne sądowe kroki nie zostały podjęte. Zatem siła
                  oddziaływania takich szantaży jest raczej emocjonalna, dotąd uważałem Ją za
                  kobietę na jakimś moralnym poziomie, z niezmiernym żalem odnotowałem taki
                  szantaż dzieckiem, jako niegodny. Był to kolejny cios nożem w zmaltretowane,
                  ale ciągle jeszcze nie zupełnie zimne i nieczułe serce sad.
                  Pozostaje mi utrzymywać angielski uśmiech na twarzy i udawać, że się nic nie
                  stało. Próbowałem wczoraj położyć się na środku łóżka na znak, że nie ma tam
                  wstępu, i tak się rano obudziłem grzecznie na swojej połóweczce. Muszę zmienić
                  łóżko, bo już mnie drazni maksymalnie ta pusta połowa.

                  akacjax napisała:
                  >
                  > Ale osoby, które rozwiodły się ze sobą, nie z dziećmi czasem nie mogą
                  zrozumieć
                  > jak to możliwe. W sumie nikt normalnie traktujący obowiązki rodzica(i czerpiąc
                  > y również radości z tego stanu)tego nie pojmie.

                  To prawda, ja tego nie rozumiem....
    • wiedziona troche dymku na podst. wlasnych doswiadczen... :( 02.10.06, 12:02
      Jakbys do niego zadzwonila wczesniej,
      ze musisz zostac dluzej w pracy,
      i zapytala czy on moglby zostac z dzieckiem,
      to by Ci moze zaczal dokuczac,
      ze nie jestes w stanie sie opiekowac dzieckiem...?
      Dlatego ja jestem tez za tym,
      zeby trzymac sie ustalen,
      jesli do 3-ciej to do trzeciej.
      Oczywiscie, ze moglas go spytac,
      pod warunkiem, ze moglas oczekiwac odpowiedzi.
      A czy moglas????
      • alexolo biedny tato, a może to ja i syn jesteśmy ofiarami 02.10.06, 22:13
        a więc ... sa dwie możliwośći albo powiedział by " nie ma sprawy".. a na
        kolejnej rozprawie wytknie mi , że nie daje rady i mimo licznych obowiazków
        musiał , bez wcześniejszych zapowiedzi..zostać z dzieckiem dłuzej( nie
        koniecznie ale po jego ostatnim pozwie...nic mnie już nie ździwi)


        z drugiej strony jak zrobiłam tak jak wczoraj ...też bedzie żle!!!
        jednak nie mam sobie nic do zarzucenia..ciagle czekam na propozycje z jego
        strony planu spotkań z dzieckiem( bo bez planu z tym człowiekiem nie da
        rady!!!!) ...tak jak mały od kwietnia czeka na telefon od taty... bo mąż
        zapytał mnie kiedyś " czy może od czasu do czasu zadzwonić i porozmawiać z z
        dzieckiem" ( hm nie wiele mu powie trzy latek...ale koncepcja wzniosła)
        zgodziłam się , mały czeka do dziś.!!!
        jak kiedyś chciałam być spontaniczna i powiedziałam mężowi .. ze olo ma teraz 2
        h czasu wolnego...to tatuś odpowiedział w sms( mam go do dziś)" ee na dwie
        godziny sie nie opłaca!!!!" zaznaczam .. mieszka 10 min piechotą ( ale ma
        samochód kochanki)
        eee co ja się tłumaczę ....a ja pytam gdzie był od września 2005 gdzie
        ja i mały wyliśmy z tęsknoty i żalu.....gdzie był jak mały chorował ...a
        tato był powiadomiony o fakcie,,, gdzie był na mikołaja, i na święta???!!!
        i o utodzinach syna też nie pamietał!!!

        a moja praca jest bbb ważna .. bo jak zawsze tylko ja pracowałam w rodzinie!!!
        a obecnie jest to moje jedyne żródło utrzymania.. moje i dziecka!!!!!!
        ..bo tato nigdy nie łożył, a teraz mimo zobowiazania ... nawet alimentów
        nie płaci..200 zł w końcu oddałam do komornika...
        a niech to ..uważam żę mój mąż potrzebuje opieki i wskazówek na życie...
        jak człowiek bez honoru, bez ambicji( podstawówka), bez żadnych świętości i
        wartości.. człowiek który ma kłopoty z odróżnieniem dobra i zła....( "jak cie
        mały zaczepiają w żłobku to pier... w ryj") wskazówka dla 2,5 latka.
        No a hitem był jego tekst do mnie" jak nie masz gdzie małego zostawić ...to
        czas pomyśleć o domu dziecka, bo ja na pewno wychodzę ..!!)
        wylałam z siebie nieco.....wiem jaki był dla mnie i a zwłaszcza dla
        małego!!!! więc mam uzasadnione obawy. i mam prawo być zaniepokojona.....co do
        kontaktów syna z ojcem..mój adwokat walczył aby widzenia były tylko z
        moim udziałem..ale dla mnie było to wówczas nie do przejścia!!! wywalczyłam że
        w czasie widzeń jest obecna babcia...ale wiem żę róznie z tym bywa..
        aaa NAJNOWSZE WIEŚCI znajomy spotkał dziś mojego prawie exa..i zapytał co
        porabiasz a on na to" mam zajebi... robotę .. rozworzę luksusowe dziwki
        ...kurtyzany" nie dziwię się żę mu się podoba ... toż to demon seksu..
        tylko kto komu płaci bo jakoś komornikowi skamle ,że permanetnie nie ma kasy
        smile
        • scriptus Re: biedny tato, a może to ja i syn jesteśmy ofia 03.10.06, 11:08
          Wrrrr, nic tylko ukręcić mu łeb przy samej d...

          Masz rację, plan jest potrzebny, niech sam poda, kiedy się będzie spotykał i
          niech się tego potem trzyma

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka