Dodaj do ulubionych

siedem lat

05.11.06, 09:15
Nawlekłam właśnie pościel dla exa - wyjeżdżam na parę dni i on bedzie nocować
z wariatuńcią. I spać na moim tapczanie, bo mamy małe mieszkanko i innych
mozliwosci nie ma.

Przypomnialam sobie, jak jeszcze parę lat temu myśl, żeby miał nocować u mnie
budziła we mnie tak straszny opor, ze wolalam nawet rezygnowac z wyjazdu, niz
zgodzić sie na to. A teraz - spokoj, luz, zadowolenie, ze corka pobedzie z
tatą (maja teraz fantastyczny wspolny okres - ona bardzo sie rozwija w
kierunku, ktory zawsze byl jego pasją, a on ją w tym naprawdę cudownie
wspiera i chodzi dumny z corki jak pawwink.
Wiec wreszcie spokoj i luz, ale dochodzenie do nich zajeło mi jakieś siedem
lat (magiczna sodemka? czlowiek co siedem lat sie zmienia?)
Obserwuj wątek
    • dorka381 Re: siedem lat 05.11.06, 09:47
      aż tyle!!!!
      ja w tej chwili marzę o spokoju, tak bardzo chcialbym już nie mysleć, nie
      wiedzieć a nade wszystko nie czuć; nie czuc że boli;nie rzucac słowami, które
      tna jak miecz;nie wsciekać sie i nie miotac;nie robić strasznych głupot

      Potrzeba czasu i spokoju.
    • kasiar74 jakis wyższy poziom abstrakcji jak dla mnie n/txt 05.11.06, 09:59

      • 374.4w Re: jakis wyższy poziom abstrakcji jak dla mnie n 05.11.06, 12:32
        był czas, gdy zazdrościłam koleżance, która jest wdową, chciałam by były się
        zdematerializował;
        teraz gdy widzę energię z jaką dziecko wraca od ojca, cieszę się że on jest, dla
        dziecka;
        • libra22 Re: jakis wyższy poziom abstrakcji jak dla mnie n 05.11.06, 13:16
          Fajnie by było, gdybyśmy wszyscy osiągnęli kiedyś ten poziomsmile
    • la.loba Re: siedem lat 05.11.06, 13:37
      gratuluję luzu , opanowania, nie zaracenia sie we własnym bólu. Mam nadzieję że
      za 7 lat będe odczuwać tak podobnie. Póki co pracuję nad tym
      Pozdrawiam cieplutko z cholernie zimnego nadmorza
    • tricolour A ja nie wyobrażam sobie... 05.11.06, 13:41
      ... mieszkania i spania w łóżku po byłej małżonce. Czuję niechęć na sam pomysł.

      Z drugiej strony córka ma lat prawie 17 i mogłaby klika dni pomieszkać sama...
    • chalsia Re: siedem lat 05.11.06, 13:44
      a co na to nexia?
      Pytam, bo jak się rozstawalismy z eksem, on obiecał pomóc w mojej karierze,
      która wymagała wyjazdów a wtedy trzeba by było zająć się dzieckiem w nocy. No i
      jak dziecko miało rok poprosiłam by, zgodnie z obietnicą, przyjechał na noc do
      domu by być z dzieckiem. Niestety, nexia postawiła veto i tak oto pomoc spełzła
      na niczym.
      Chalsia
      • tricolour Zaborcza ta nexia... 05.11.06, 13:48
        ... ale z drugiej strony jeśli tych wyjazdów miałoby być wiele, to może miała
        rację...
        • chalsia Re: Zaborcza ta nexia... 05.11.06, 13:53
          pi razy drzwi 1-2 w miesiącu na 1-2 noce.
          • chalsia Re: Zaborcza ta nexia... 05.11.06, 13:57
            aaa, eks zaproponował, że owszem może mi pomóc ale w taki sposób, że na noc
            będzie zabierał dziecko do siebie. Odmówiłam, bo uważam, że dla rocznego
            dziecka zabranie z domu o ca. 19 (bo eks by wczesniej nie przyjechał) po to, by
            go znowu odwieźć do domu rano ok. 9.00 to wiecej niż bzdura. A droga między
            naszymi domami to ca. 40 minut. No i dla takiego malucha fakt zniknięcia mamy
            to już wystarczająco duże przeżycie i dokładanie do tego jeszcze zmiany
            miejsca, otoczenia to po prostu za dużo by było.
            Chalsia
          • tricolour To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 13:59
            Może bała się, że nagle wrócisz wcześniej do domu, a tu były mąż się krząta... i
            kłopot gotowy smile)

            A może mąz nie miał daru przekonywania, że powinien tez zadbać o własne dziacko...
            • chalsia Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 14:02
              > Może bała się, że nagle wrócisz wcześniej do domu, a tu były mąż się
              krząta...
              > i
              > kłopot gotowy smile)

              he he he, nie raz się "krzątał", bo np. w soboty przyjeżdżał do dziecka na ok.
              4-6 godzin. Czasami wtedy byłam w domu zajmując się swoimi sprawami (właczając
              w to np. 3 godzinne ablucje łazienkowe smile))) a czasami zostawiałam z go w domu
              samego z dzieckiem i śmigałam w świat smile)))
              Tak więc jakoś "jakościowej" różnicy między sobotą a noclegiem w czasie mojego
              wyjazdu nie widzę.
              Chalsia
              • tricolour Twardy facet... ja bym nie wytrzymał... 05.11.06, 14:03
                smile)
                • chalsia Re: Twardy facet... ja bym nie wytrzymał... 05.11.06, 14:10
                  drzwi od łazienki były zamkniete, co by nie tworzyć dwuznacznych sytuacji.
                  • tricolour Czy te drzwi były stalowe i wypełnione betonem... 05.11.06, 14:13
                    ... z tytanowymi zawiasami? Do tego zaminowane, a całośc otoczona drutem
                    kolczastym pod napięciem?

                    Jeżeli nie, to żadna przeszkoda...
                    • chalsia Re: Czy te drzwi były stalowe i wypełnione betone 05.11.06, 14:17
                      no fakt, TAKIE drzwi to to nie były.

                      Jednak wystarczyły zwykłe zamki smile))) bo wzajemnego zainteresowania sobą nie
                      było. Facet traktował mnie jak zło konieczne, ja jego również smile
                      Chalsia
              • chalsia Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 14:09
                co mi zresztą przypomniało, że jak dziecko miało kilka lat, eksiowi się np.
                zachciało w ramach kąpieli dziecka, wykąpać się razem z nim. Wyobraź sobie moje
                zaskoczenie gdy wchodząc do łazienki zobaczyłam eksa wycierającego się moimi
                ręcznikami (na szczęście zdążył założyć gatki). Taka sytuacja miała miejsce 2
                razy.
                Wściekła tez byłam, bo kurna, nie po to jestem po rozwodzie, by eks się
                szarogęsił w moim domu.
                Wystosowałam mu po 2 razie stosowne pismo i się skończyło.
                Ciekawe co by na TO nexia, jak by się dowiedziała smile))
                Chalsia
                • kat_maj Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 14:56
                  hmmm
                  dziwne
                  nie wyobrażam sobie by mi o mieszkaniu przez kilka godzin ex łaził i do
                  łazienki się pchał; to mój dom - mój i J; spotkania z dzieckiem odbywają się w
                  jego domu nie w moim; to jakiś dziwny dla mnie pomysł

                  • chalsia Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 16:08
                    Dziwny jak dziwny, w życiu różnie bywa - z racji wieku dziecka i odległości
                    między moim i eksa domem spotkania ojca z synem musiały być u mnie w domu.
                    • kat_maj Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 19:34
                      ok - nie wtrącam się
                      40 minut drogi to standard w zakorkowanym mieście

                      ja po prostu nie wyobrażam sobie by mój ex przebywał dłużej niż 2 minuty w
                      naszym domu; nie wyobrażam sobie, że zostawiam go tu a tym bardziej że siedzę z
                      nimi; nie znaczy to , ze nasze realcje sa złe - nie potrafimy całkiem dobrze
                      funkcjonować; z okazjo końca kazdego roku w przedszkolu a teraz w szkole
                      chodzimy na kolacje, mam bardzo ciepły kontakt z jego rodzicami...
                      ale nasz dom to oaza, ostoja, miejsce oderwania się od codziennego tempa życia,
                      tu nie ma wstępu ktoś z zewnątrz; co innego ktoś kobo zapraszam, przyjaciele...
                      oni są chwilę... po prostu nie zniosłabym exa przez 6 godzin np co sobotę...
                      • kat_maj Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 19:41
                        i jeszcze
                        tak mi się wydaje, ze dla zdrowia naszego własneo, relacji z ex oraz dziecka
                        (by miało pewność że dawny dom z mamą i tatą nie istnieje) to jednak zdrowiej
                        rozdzielać te światy...
                        inaczej mamy exa, ktory przekracza granice, bo czuje sie jak u siebie w domu...
                        no takie przemyślenia male
                        • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 20:28
                          > inaczej mamy exa, ktory przekracza granice, bo czuje sie jak u siebie w
                          domu...
                          > no takie przemyślenia male

                          I dziecko, ktore wciaz ma nadzieje, ze mama i tata beda razem... Bo niestety sa
                          dzieci, ktore strasznie dlugo nie moga sie pogodzic z rozpadem rodziny i wciaz
                          maja jedno postawowe marzenie, miec tego samego ojca i ta sama matke w tym
                          samym domu. Moja Mloda do takich nalezy, mimo, ze powinna juz pewne rzeczy
                          zaakceptowac. Ale ja tak sobie mysle, ze to zupelne rozwalenie kontaktow z jej
                          ojcem, (dla ktorego najwazniejze sa najpierw jego sprawy a potem dlugo nic) i
                          brak poczucia, ze tego ojca ma, powoduja takie a nie inne jej podejscie do
                          tematu rozwod rodzicow... i co dalej.

                          • kat_maj Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 06.11.06, 07:27
                            crazysoma napisała:

                            > I dziecko, ktore wciaz ma nadzieje, ze mama i tata beda razem...
                            dokładnie...
                            to dość normalne, e nase dzieci o tym marzą; niezależnie jak było źle przed, to
                            i tak takie marzenia w nic drzemią a czas zaciera wspomnienia złe (mówię o
                            rodzicach rozstajacych się gdy dzieci są dziećmi a nie nastolatkami, wtedy to
                            chyba inaczej przebiega);
                            myśl, że niezależnie od tego jak ukłdają się nasze relacje z drugim rodzicem
                            dziecko i tak marzy o tym by rodzice byli razem; jak napisałam wyżej mamy
                            relatywnie ok (poza okresowymi jazdami exa) i nasze dziecko te przechodziło
                            faze prób umawiania nas, w sumie nadal pewnie ta nadziej a gdzieś drzemie w nim
                            mimo że ex ma nową rodzinę;
                            Wiem też jedno - że wpusczenie go tu do naszeo domu, bycie ty przez jakiś czas
                            razem podsyciłoby te nadzieje...
                            w sumie z tego owodu rzadziej też spotykamy się na zewnątrz... właśnie by nie
                            robić J krzywdy; bo nam się wydaje, że jemu bedzie przyjemnie (i jest przez
                            chwilę) ale potem nagle okazuje się że negatywne konsekwencje kilku przyjemnych
                            chwil są niewspółmierne do pozytywnych...
                            ot i tyle...
                            pozdrawiam,
                            kat
                            • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 06.11.06, 09:11
                              Czytam Cie i widze pare zbieznych punktow - relacje OK, poza okresowymi jazdami
                              eksa, nowa rodzina exa, no i ta nadzieja. Ja jeszcze dorzuce nieumiejetnosc
                              eksa pogodzenia nowego zycia z obowiazkami wobec Mlodej (o Malej nie pisze bo
                              to sa dwie rozne bajki i inne zyciorysy na starcie, mimo, ze ojciec ten sam). I
                              mysle, ze ta nieumiejetnosc ma tez wplyw na tesknoty mojej Mlodej.
                              Tylko jak nagle zaczarowac Jej zycie, zeby przestala miec te irracjonalna
                              nadzieje na cos, czego nie bedzie miala juz nigdy. Mnie to strasznie boli,
                              niewiele rzeczy, az tak mnie boli jak ta... I nic nie daja rozmowy,
                              przytulania, prowokowanie moje, zeby sie wygadala, wyplakala. Kurcze czy to juz
                              zawsze sie bedzie za Nia ciagnelo? Czy przyjdzie taki moment, ze pogodzi sie na
                              tyle, ze przestanie o tym myslec?
                              pozdrawiam rowniez smile
                              p.s. Twoj nick kojarzy mi sie z osoba, ktora zakatowala miesiac maj smile))
                              • kat_maj Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 06.11.06, 22:18
                                crazysoma napisała:

                                > p.s. Twoj nick kojarzy mi sie z osoba, ktora zakatowala miesiac maj smile))
                                no co Ty - jakbym mogła zakatować swój własny osobisty miesiac urodzenia wink


                              • kat_maj Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 06.11.06, 22:42
                                crazysoma napisała:

                                > Czytam Cie i widze pare zbieznych punktow - relacje OK, poza okresowymi
                                jazdami
                                >
                                > eksa, nowa rodzina exa, no i ta nadzieja.

                                bo wbrew pozorom jest kilka scenariuszy i pare wariantów wink

                                Ja jeszcze dorzuce nieumiejetnosc
                                > eksa pogodzenia nowego zycia z obowiazkami wobec Mlodej (o Malej nie pisze bo
                                > to sa dwie rozne bajki i inne zyciorysy na starcie, mimo, ze ojciec ten sam).
                                I
                                >
                                > mysle, ze ta nieumiejetnosc ma tez wplyw na tesknoty mojej Mlodej.
                                Ja do tej pory nie postrzegałam , że ex ma tego typu problemy, dalam się
                                wpędzić że dużo to moje obowiązki a nie jego (wiadomo dlaczego); jednak teraz
                                widzę, że wśród innych w podobnej sytuacji nie jest tak, że jedna osoba
                                odpowiada za wszystko a druga tylko zabiera na dwa weekendy; męczy mie to, że
                                nie ma go nigdy na rozpoczeciu roku, na zebraniach, jak choruje, jak trzeba
                                latać na zajecia dodatkowe albo na wizyty do psychologa...
                                i takich róznych jest wiele...


                                > Tylko jak nagle zaczarowac Jej zycie, zeby przestala miec te irracjonalna
                                > nadzieje na cos, czego nie bedzie miala juz nigdy. Mnie to strasznie boli,
                                > niewiele rzeczy, az tak mnie boli jak ta... I nic nie daja rozmowy,
                                > przytulania, prowokowanie moje, zeby sie wygadala, wyplakala. Kurcze czy to
                                juz
                                >
                                > zawsze sie bedzie za Nia ciagnelo? Czy przyjdzie taki moment, ze pogodzi sie
                                na
                                >
                                > tyle, ze przestanie o tym myslec?

                                nie wiem sad

                                • chalsia Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 08.11.06, 18:07
                                  > widzę, że wśród innych w podobnej sytuacji nie jest tak, że jedna osoba
                                  > odpowiada za wszystko a druga tylko zabiera na dwa weekendy

                                  u mnie jest dokładnie tak - jedyny wkład (i kontakt z dzieckiem) ojca to
                                  weekend co 2 tygodnie
                                  Chalsia
                • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 15:06
                  Zamienilaby Ci w ekspresowo wanne na brodzik.
                  smile
                  p.s. A ja, przewaznie, jak eks przychodzi sie akurat kapie
                  • chalsia Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 16:07
                    > Zamienilaby Ci w ekspresowo wanne na brodzik.
                    pudło smile))))
                    te wspólne z dzieckiem kąpiele ojca odbywały się właśnie pod prysznicem
                    Chalsia
                    -------
                    Są tacy co lubią gady, ja nie.
                    • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 16:41
                      > pudło smile))))
                      No coz, mylic sie to rzecz ludzka. Dobrze, ze nie Pudeleczko wink)

                      ...mistyka stowarzyszenia kontemplariuszek dlugosci...
                  • libra22 Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 16:07
                    Kiedy eks się wyprowadzał i ustalalismy jego kontakty z synem wymyślił, że te
                    dwa weekendy w miesiący, co ma spędzić z nim, będzie spędzał w moim mieszkaniu
                    (tzn naszym byłym wspolnym). Ja byłam strasznie uległa i taka nawet bezwolna
                    przy tym całym jego odchodzeniu, ale tu akurat postawiłam veto i to nawet nie
                    argumentowałam niechęcią do niego, tylko tym, że skoro spędzam od tej pory 26
                    nocy i dni samam z synem to należą mi się 4 dni wolnego, a on będzie miał
                    ścislejszy kontakt z synem.
                    Jak w tygodniu odbierał go ze szkoły i przychodzili do mojego mieszkania to
                    małemu włączał komputer, a sam często gęsto się kładł spać na naszym już byłym
                    łóżku. Zaczęło mnie to denerwować i spokojnie powiedziałam, że sobie nie życzę:
                    dwa razy, za trzecim zrobił mi dziką awanturę: że to jeszcze formalnie jego i
                    że w ogóle całe życie byłam taka wredna i wszystko co złe w naszym małżeństwie
                    to przeze mnie.
                    I choć się prawie popłakałam to pierwszy raz odpowiedziałam mu ostro, a na
                    dodatek przypomniało mi się, jak bywało między nami i znowu zaczęłam się
                    cieszyć, że nie jesteśmy już razem (bo czasem żałuję i wspominam tylko te miłe
                    chwile).
                    • chalsia Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 16:13
                      > że w ogóle całe życie byłam taka wredna i wszystko co złe w naszym
                      małżeństwie
                      > to przeze mnie.

                      Też to słyszałam (ba, nawet dostałam na piśmie smsem smile)). Klasyka po prostu.

                      Jak zaczął się bawić z dzieckiem w mojej (kiedyś wspólnej) sypialni na moim
                      łóżku i postawiłam veto, to usłyszałam, że jak mi się nie podoba, to mogę
                      zamykać drzwi na klucz. No to zaczęłam zamykać i tyle.
                      Chalsia
                      • libra22 Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 16:52
                        Ech, tak smutne, że aż śmiesznesmile
                    • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 20:16
                      Zaczęło mnie to denerwować i spokojnie powiedziałam, że sobie nie życzę:
                      >
                      > dwa razy, za trzecim zrobił mi dziką awanturę: że to jeszcze formalnie jego i
                      > że w ogóle całe życie byłam taka wredna i wszystko co złe w naszym
                      małżeństwie
                      > to przeze mnie.

                      "Mózg kobiety i mężczyzny różni się budową i inaczej przetwarza informacje.
                      Dlatego też nikogo nie powinny dziwić odmienne zachowania przedstawicieli obu
                      płci."

                      Widzisz Libro, wystarczy, ze kobieta pozna budowe mozgu mezczyzny, mezczyzna
                      kobiety i szansa na udany zwiazek wzrasta do 99%
                      smile

                      Jak to bylo? - mistycyzm, mistyfikacja czy misja kontemplariuszek dlugosci?
                      • libra22 Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 20:38
                        Crazysmile))
                        no faktycznie: jakie to proste!

                        misja konteplariuszek długości brzmi zabójczo i nie wiem czy być może nie
                        jestem zboczona, skoro mi się kojarzywink
                        • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 20:51
                          Wiesz, nie moge Ci powiedziec czy Ci sie dobrze kojarzy. My wczoraj mialysmy
                          sympozjum Weekendowe, zakonczylo sie dzis, sniadaniem w duzym gronie, i
                          naprawde to trzeba przezyc, zeby uwierzyc, smile wiec, musisz sie chyba jednak
                          ruszyc z tego Gdanska do stolicy smile)
                          • phokara Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 05.11.06, 21:34
                            smile wiec, musisz sie chyba jednak
                            > ruszyc z tego Gdanska do stolicy smile)

                            Musi. Inaczej my pojedziemy wszystkie do tego tej GDYNI i dopiero bedzie
                            kaszana. Tylko najpierw zrobimy wiesz co. (Tylko nie pisz).
                            Na miejscu Libry wolalabym jednak przyjechac na SKS, haha.
                            • crazysoma Re: To rzeczywiście niedobrze. Przesada. 06.11.06, 09:14
                              > Tylko najpierw zrobimy wiesz co. (Tylko nie pisz).

                              Jasne, ze nie napisze. W tym temacie obowiazuje milczenie i mistyfikacja smile

                              > Na miejscu Libry wolalabym jednak przyjechac na SKS, haha.
                              No ja tez, "haha" smile

                              "Masz odpowiedz?"
      • nangaparbat3 Re: siedem lat 06.11.06, 08:35
        Szczerze mowiąc nie wiem, co Nexia. Cały czas zachowuje się bardzo przyzwoicie
        i nic nie wskazuje na to, zeby byla o mnie zazdrosna na przyklad. Poza tym nie
        ma wyjscia - jest jeszcze duzy pies, ktory nie nadaje się do zamieszkania nawet
        najkrotszego z ich malym dzieckiem.
        • crazysoma Re: siedem lat 06.11.06, 09:21
          Juz wiem Nanga, co mnie uderza, kiedy czytam o Twoich relacjach z eksem i zaraz
          potem mysle o moich. Twoj eks jest osoba, ktora zajmuje sie Waszym dzieckiem i
          Twoim psem kiedy wyjezdzasz, odrabia lekcje z corka, przychodzi do Waszego domu
          z nowym dzieckiem, relacje na jak filmach amerykanskich smile i robi pare innych
          rzeczy od ktorych odcial sie "moj" eks. Nie chodzi na wywiadowki, nie odrabia
          lekcji, generalnie chyba jest wiecej "nie robi" niz robi, nie, nie chyba, na
          pewno.
          Ale z drugiej strony, "moj" eks jest ostatnia osoba, ktora ja poprosilabym o
          zajecie sie moim kotem (kiedys wspolnym) i dzieckiem, gdybym nagle musiala
          wyjechac sama. Musialaby wybuchnac bomba unicestwiajaca moja rodzine,
          przyjaciol, znajomych a i to pewnie "za malo", zebym zadzwonila do niego po
          cos. Mimo, ze to jego dzieci i w sumie jego obowiazek, bo nie ma ograniczonych
          praw.
    • marcepanna Re: siedem lat 05.11.06, 17:28
      a baraszkujecie jeszcze razem?
      Nie jest to jakis dowcip , po prostu moj kolega pochodzi z takiego seksu po
      rozwodzie
      Serio
      Samo zycie
      Wiec: baraszkujecie?
      W zasadzie ktos z was powinien otworzyc nowy watek pt Seks z eksem po rozwodzie
      Ciekawe jak sie to u was uklada
      • libra22 wyczuwam 05.11.06, 19:22
        Wyczuwam jakąś "niezdrową" ciekawość.
        • kasiar74 Re: wyczuwam 05.11.06, 19:34
          hmm dosc bezposrednie pytanie
          • libra22 Re: wyczuwam 05.11.06, 19:52
            Sformułowanie "baraszkujecie" jakoś mi w tym kontekście nie pasuje.
      • nangaparbat3 Re: siedem lat 06.11.06, 08:41
        marcepanna napisała:

        > a baraszkujecie jeszcze razem?
        > Nie jest to jakis dowcip , po prostu moj kolega pochodzi z takiego seksu po
        > rozwodzie
        > Serio
        > Samo zycie
        > Wiec: baraszkujecie?
        > W zasadzie ktos z was powinien otworzyc nowy watek pt Seks z eksem po
        rozwodzie
        > Ciekawe jak sie to u was uklada

        Moze byc i taki wątek. Pewnie by byl ciekawy.
        Nie baraszkujemy - pomijając wszystkie inne powody trudno by bylo, bedąc na
        dwoch końcach Polski.
        Co do seksu po rozwodzie, to wiem, ze niektorzy panowie jakos roszczą sobie
        prawa do seksu z bylą żoną - szczęśliwie moj do takich nie należy. A moze po
        prostu ja nie dość atrakcyjna jestem?
    • anja_pl Re: siedem lat 05.11.06, 20:49
      przez dwa lata namiawiałam męża, żeby spał w domu z dziećmi, kiedy wyjeżdżałam.
      Zawsze odmawiał.
      Po tych dwóch latach sam zaproponował mi, że będzie spał w domu jak wyjadę i
      wiecie co, tym razem ja nie miałam ochoty, aby on w moim domu spał.
      Sama mnie to zdziwiło.
      • to.ja.kas Re: siedem lat 06.11.06, 08:47
        Moj ex mąż nie wie nawet gdzie mieszkamy, chociaz adres zna ale nigdy nie był.
        Jakby przyjechał to wpuscic bym go wpusciła. Spac bym nie pozwoliła, chociaz
        kto tam mnie wie i moja blond logike. Jakby nie miał ZUPELNIE gdzie a mieszka
        200 km od nas, to moze i bym sie złamała. Juz sie go nie boje.
        Ja dziwna jestem.
        Były narzeczony czasem nocuje jak np bardzo rano musi byc w Wawie i nie chce
        baaaaardzo wczesnie wstawac ( nie mieszka w stolicy). Wtedy nie spimy, ale
        równiez nie baraszkujemy (to tak gwoli zaspokojenia tej niezdrowej ciekawosci).
        Gadamy całą noc.
        A teraz jedzie z nami w góry i znajac zycie to na miejscu wynajmiemy jakas
        kwatere gdzie w cztery osoby bedziemy spac w jednym pokoju....

        Nanga niesamowicie madre i piekne jest to co piszesz.
        Weekenda kurcze czy zawsze jak sa jakies spotkania to ja musze byc umowiona na
        beton????? Żaluje, ze Cie nie posłuchałam smile
    • crazysoma Re: crazy 06.11.06, 09:48
      Po trochu, ale nie za duzo, wrecz za malo smile Mnie rano strasznie rozczulil
      fakt, ze w kazdym punkcie mojego mieszkania lezy jakas kobieta (z dziecmi sztuk
      8), a kolo mnie pod kocem w delflinki Weekenda (ktora wreszcie na chwile
      przestala gadacsmile)) a ja kolo niej pod kolderka 1,20 w jeżyki smile
      I Moja Mloda, ktora nagle rano zapytala (kiedy chyba Ty powiedzialas "ciekawe
      czy "Pho" juz wstala?) To "Pho" tez tu jest? A Ona gdzie lezy? smile))))
      Zycie w komunie to nasza przyszlosc smile
    • marcepanna Re: siedem lat-amerykanski film 06.11.06, 10:04
      Crazy dobrze pisze, ze to sa relacje jak z amerykanskiego filmu i raczej sa to
      Twoje projekcje rzeczywistosci
      Najlepsze ze to wszytsko chlonie Markus skadinand inteligentny facet i upaja
      sie zachwytem chcac tak wlasnie modelowo ulozyc sobie przyszle relacje z byla
      rodzina)))))

      Film to czy nie film?

      Ale fakt faktem ze jako docelowy model w ktorym rodzice rozwiedzeni
      bezkonfliktowo i bez chorych emocji wspoldzialaja wychowujac dziecko to takie
      cos jest najlepsze optimum
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka