Dodaj do ulubionych

i już :-(

08.01.07, 16:19
Właśnie wrociłam z sądu, smutno. Jestem rozwodka, a raczej bede nia za 21
dni. Piszę ku pokrzepieniu serc oczekujących, nie jest tak zle sad
Generalnie miałam wrażenie ze sedzina od razu wydala wyrok ... una pura
formalita .... czysta formalność i chyba nie lubiala mezczyzn :- (
Pozdrawiam
nie pozostalo nic tylko zyc dalej sad
Obserwuj wątek
    • bursztynowe no i git! 08.01.07, 16:41
      Prawda, że cudowne uczucie.... i jaka ulga.

      A teraz kopnij przeszłość i zacznij nowe!
      • crazysoma Re: no i git! 08.01.07, 17:24
        Tak jest. Kopniak i sie nie ogladaj jakie szkody wyrzadzil ow kopniak. Nie
        warto patrzec na "tylek", lepiej patrzec na "biust" tongue_out
        • phokara Re: no i git! 08.01.07, 17:57
          > Nie warto patrzec na "tylek", lepiej patrzec na "biust" tongue_out

          Crazy...

          No - ewentualnie na tylek kogos co idzie przodem!
          • crazysoma Re: no i git! 08.01.07, 18:15
            No to zawsze, tylko trzeba sie zastanowic, skad wziac dobry do patrzenia tylek.
            Meski oczywiscie.
            • phokara Re: no i git! 08.01.07, 18:17
              Nie ma takich. Trzeba zrobic mokap. Inaczej nie da rady.
        • z_mazur Re: no i git! 08.01.07, 18:16
          Może to będzie szowinistyczne, ale ja lubię patrzeć na jedno i drugie.
          • phokara Re: no i git! 08.01.07, 18:18
            zez rozbiezny.
            lubiezny.
            • z_mazur Re: no i git! 08.01.07, 18:23
              phokara napisała:

              > zez rozbiezny.
              > lubiezny.

              Patrzenie na jedno, ale u dwóch osób też grozi zezem rozbieżnym.
              I stąd można wyciągnąć kolejną korzyść z monogamii. Jest zdrowa dla wzroku. smile
    • sbelatka Re: i już :-( 08.01.07, 19:02
      Tez bym chciala JUZ...
      chyba...
      mysle, ze jak juz cos sie jakos formalnie skonczy to mozna zaczac po tym
      SPRZATAC...

      OBYm miala racje!

      no to tworczego sprzątania..
      życze...

      • piekna_julia Re: i już :-( 08.01.07, 19:28
        a ja siedze w domu i zapijam swoj smutek ... zaloba? sama nie wiem, mysle ze to
        bolesna formlnosc bolesna bo to tylko formalnosc trudno wyrucic to z glowy,
        podobno czas leczy rany... wby do jutra i Wasze zdrowie smile))
        pozdrawiam cieplo ...
    • fiducia_32 Re: i już :-( 08.01.07, 20:04
      Od mojego rozstania z mezem minely prawie 3 lata. Jednego nie moge zapomniec.
      Po rozprawie wyszlismy z sali,podal mi reke, a potem sie odwrocil i poszedl.
      Patrzylam na niego jak szedl w naszym slubnym garniturze zreszta. Tego
      odchodzenia nie moge zapomniec. Zawsze jak mysle "rozwod" to mam przed oczami
      te scene. Nie odwrocil sie, bo szedl do kogos kogo kochal...I kocha smile Jest
      mezem II i ojcem. Bardzo dobrym.
      • cosmopszczolka Re: i już :-( 09.01.07, 08:04
        A ja wciąż wierzę mocno, ze ten dzień nigdy nie nastąpi w moim życiu.Pozew juz
        złozył a ja nadal wierzę ze stanie sie cud. Ciągle sobie wyobrażm, że po tym
        kryzysie byłoby tylko lepiej bo odkrylismy swoje żale i niedomówienia. Nie chcę
        tego rozwodu, byłam w stanie wybaczyć zdrade, zmienić dla niego wszystko, ale
        on jest nieugięty od samego początku sad(((((. Nie mogę w to uwierzyć, bo zawsze
        jego postepowanie wskazywało ze jestem jego nr1. Nie moge sie pogodzic ze nie
        podjął zadnej walki, ze nie dał nam żadnej szansy, że nie poczekał na mój
        powrót do domu ( o moim wyjeździe decydowalismy wspólnie i za jego zgodą). Boli
        tak, ze nie do wytrzymania!!!!. Nie wyobrażam sobie tego dnia w sądzie i
        oddalam go w myślach jakby nigdy miał nie nastąpić....tego że on się odwróci i
        wyjdzie, że będzie mężem,ojcem, juz z kimś innym a byliśmy dla siebie i
        mieliśmy mnóstwo dobrych chwil za sobą i myślałm ze całe mnóstwo przed sobą.
        Serce pęka mi na milion kawałkówsad(((.
        • 0lana Re: i już :-( 09.01.07, 12:08
          cosmopszczolka napisałasuspicious Serce pęka mi na milion kawałkówsad(((.

          Rozumiem twoj zal i smutek...,czuje tak samo,tez nie moge pogodzic sie z mysla ,ze to juz koniec...Tez mysle,ze nasze TO ,co sie wydarzylo powinno raczej sprawic,ze zwiazek staje sie lepszy i mocniejszy,ale przewaznie okazuje sie ,ze nie ma juz wiezi emocjonalnej z tej jednej strony,bo zostala zastapiona wiezia z kims innym,dlatego tej drugiej stronie nie zalezy juz na tym ,co bylo...i nie walczy ,bo po co(?)
          Gdzies przeczytalam,ze mezczyzna jest jak malpa...,"nigdy nie puszcza sie jednej galezi, dopoki nie zlapie sie drugiej..." i zycie to potwierdza.

          Tez nie chce rozwodu...,ciagle licze na cud...,a jesli moj maz w koncu bedzie chcial sie rozwiezc...,to dojdzie do tego tylko z wyroku sadu,bo slub koscielny jest dla mnie najwazniejszy i nawet po rozwodzie cywilnym nie przestane byc jego zona,a on moim mezem...,ale poki co wierze,ze dobry Bog nie opusci nas w tym kryzysie...

          " i już sad "
          Smutne,ze to takie proste...i nie chodzi mi o kwestie formalne,tylko o uczucia...,ze tak nagle znikaja,ze mozna odwrocic sie tak po prostu od osoby ,ktora sie kiedys kochalo...,tak ODEJSC PO PROSTU...

          Cosmopszczolka,pozdrawiam...,jest nas wiecej w tym bólu(chociarz wiem,ze to zadne pocieszenie),ale dobrze ze sa inni,ktorzy nas rozumieja...
        • marek_gazeta Re: i już :-( 09.01.07, 12:27
          Pszczółko... trafił Ci się zatruty truteń. Po prostu. Nie zdradza się żony dlatego, że jest źle w małżeństwie, albo dlatego, że wyjechała, tylko dlatego, że się jej nie kocha i nie jest się odpowiedzialnym. Nie można zrobić niczego, co by usprawiedliwiło zdradę, oszustwo to najgorszy cios w związek. Twoje poświęcanie się dla kogoś, kto ma to gdzieś, jest bez sensu. On po zdradzie nie może dyktować warunków, nie wolno do tego dopuścić. Szanuj się, bo inaczej on Cię szanował nie będzie. On odejdzie, a Ty dojdź do siebie, odpocznij. Może jeszcze zrozumie błąd i będzie chciał wrócić? Ale jeśli będzie chciał wrócić, pamiętaj, nie bezwarunkowo, czeka Was długa praca. Zresztą do tego czasu Ty też wiele zrozumiesz i na wiele spraw spojrzysz inaczej.

          No i są jeszcze inne trutnie.

          PS. Chce rozwodu - niech bierze, razem z winą.
          • piekna_julia Re: i już :-( 09.01.07, 13:01
            własnie najgorasza ta wina. szkoda czlowieka ktory ma ja dzwigac, ogromna
            szkoda. przeciez nie odcina sie wraz z rozwodem meza i zony jak pepowiny,
            uczucia i wspomnienia pozostaja.
            chyba mam dola sad
            • michal_wawa3 Re: i już :-( 09.01.07, 14:26
              Ludziska,

              w kwestii winy... pamiętajcie nie jest tak, że cała wina leży tylko po jednej
              stronie... skoro tu w tym wątku piszemy to znaczy, że coś się wydarzyło między
              dwojgiem ludzi (samych sobie zwykle świetnych) coś takiego czego się naprawić
              nie dało, coś co musiało się wydarzyć... i stało się ... jak pisze piekna_julia
              "już po" ... fakt, że jest ciężko zaraz po bo musi boleć... ale ..proszę
              przerwijcie ten letarg jak najszybciej.. ktoś wyżej już napisał, że trzeba
              patrzeć w przód i nie oglądać się... pewnie tak... z doświadczenia wiem, żeby
              mieć więcej siły do parzenia w przyszłość w swój nowy (obecny) związek trzeba
              umieć uszanować Waszą przeszłość wraz z osobą którą teraz jesteście (jeśli
              jesteście) nie oszukujcie się, że to sprawa tylko między Wami a Ex... nie, nie
              ... trzeba to "przeżyć" też w obecnym związku... inaczej będzie jeszcze trudniej..

              piekna_julio nie miej dola ! ... uczucia i wspomnienia są i będą zawsze .. ale
              jeśli nie spróbujecie choć częściowo "wnieść ich" w Wasze nowe związki to
              myślę, że w samotności będzie Wam z nimi walczyć najtrudniej...

              Przepraszam jeśli nie myślicie o nowych związkach dziś a ja tu o nich pisze ale
              tak tu zajrzałem trochę przypadkiem a sam kiedyś czułem co Wy. A jeśli
              jesteście z kimś teraz to pamiętajcie, że ta osoba również bardzo przeżywa Wasz
              rozwód. Gdy ja się rozwodziłem, byłem już z obecną Żona, pamiętam jak bardzo
              ją wtedy raniłem... niepozwalając jej przeżyć, być obok, "dzielić" tego bólu i
              uciętej pępowiny... odmawiałem jej jakichkolwiek uczuć.. no bo co ona mogła
              wiedzieć o moim rozwodzie, co mogła ona czuć skoro to ja się rozwodziłem, skoro
              to ja musiałem spojrzeć w oczy mojej Ex i rozmawiać z nią przed i po sali
              sądowej. Pamiętam, że tuż po rozwodzie nazwałem bycie z nią największą moja
              porażką, sam rozwód za wielki błąd życiowy... oj człowiek czasem w chwilach
              słabości i własnej niemocy potrafi krzywdzić... a krzywdzi tych, którzy są
              najbliżej, którzy nas najbardziej kochają... jak tydzień lub dwa po .. wszystko
              wróciło do normy to dopiero wtedy zauważa się (co najmniej ja) najbliższe
              otoczenie. A dziś... ech... już 4 rok jesteśmy razem... jest pięknie..aż się
              chce żyć i patrzeć do przodu odważnie a i za siebie nie strach, bez poczucia
              winy i krzywdy.. tylko tak spokojnie ... może to niepopularne ale mam wrażenie
              (i doświadczenie kilku znajomych par) to potwierdza...że im trudniejsze
              początki, więcej znaków zapytania w związku dwojga ludzi - tym więcej radości i
              szczęścia gdy ciemne chmury przejdą...


              Pamiętajcie, że w gruncie rzeczy ważniejsza jest przyszłość bo zawsze jest ten
              ktoś dla kogo warto żyć i walczyć o lepsze jutro. jeszcze będzie przepięknie..

              ściskam Was serdecznie!
              • bursztynowe Re: i już :-( 09.01.07, 14:37
                fajnie chopie napisałeś! dzięki wielkie!

                To że jesteśmy w dole i światła nie widać nie znaczy że tak będzie zawsze.
                trzeba tylko zacząć się wdrapywać
                Ku słońcu!
              • marek_gazeta Re: i już :-( 09.01.07, 14:40
                > w kwestii winy... pamiętajcie nie jest tak, że cała wina leży tylko po jednej
                > stronie... skoro tu w tym wątku piszemy to znaczy, że coś się wydarzyło między
                > dwojgiem ludzi (samych sobie zwykle świetnych) coś takiego czego się naprawić
                > nie dało, coś co musiało się wydarzyć... i stało się ...

                Zależy o czym piszesz - jesli o rozpadzie związku, to może nie warto dochodzić, czyja wina, chociaż warto znać przyczyny, ale jeśli (jak to opisuje niejedna forumowiczka) mąż zdradza żonę, która ciągle kocha, z kochanką, nie kryje się z tym i w dodatku mieszka z żoną pod jednym dachem, to jest to jakaś forma qrestwa, chyba się zgodzisz? Przecież można to w jakiś cywilizowany sposób załatwić, choćby ze względu na kogoś, kto kiedyś zaufał, i kogo się kiedyś kochało.
                • bursztynowe Re: i już :-( 09.01.07, 14:48
                  Może ja jestem jakiś porąbany i niedorozwinięty, ale...

                  Trudno mi sobie wyobrazić żeby w zdrowym związku facet poszedł w bok. Facet
                  który kocha nie zdradzi. Nie, kurna, nie! Jesli to robi to nie kocha. Może jakis
                  zboczony jestem...
                  Nie mówię, że to się nie zdarza (palantów-hedoniostów nigdy nie brakło), ale
                  wydaje mi się że najcześciej problem leży głebiej niż tylko w kwestii penetracji
                  osób trzecich. I to jest zwykle rzeczywista przyczyna, a zdrada (bo tez jest
                  pojęcie względne) jest wtedy wtórna. Nie umniejsza to winy zdrajcy, ale też nie
                  upraszczajmy sprawy do tego stopnia, że zgubimy z oczu rzeczywiste kwestie i
                  problemy, w tym przypadku przyczyny rozpadu.
                  • z_mazur Re: i już :-( 09.01.07, 15:05
                    Ech, wszyscy poruszamy się w świecie stereotypów.

                    Zdrada -> facet.
                    Według ostatnich badań 40% kobiet przyznaje się do zdrady.

                    Mówmy więc o zdradzających partnerach.
                    Kobiety mimo wszystko są silniejsze psychicznie i łatwiej im publicznie przyznać, że zostały zdradzone, ale to nie znaczy, że zdradzającymi są tylko (a nawet nie głównie) faceci.

                    Zadzam się z tezą, że zdrada jest w większości przypadków tylko symptomem tego, że w zwiazku coś jest nie tak, ale z drugiej strony nie jest to dla zdrady żadne usprawiedliwienie. Zawsze jak mi coś nie pasuje to mogę się rozstać, a dopiero potem szukać kogoś kto mi będzie bardziej pasował od dotychczasowego partnera.

                    Ech, wiem to nie realne. smile
                    • marek_gazeta Re: i już :-( 09.01.07, 16:02
                      > Zdrada -> facet.
                      > Według ostatnich badań 40% kobiet przyznaje się do zdrady.

                      Nie, ja akurat opisałem konkretną sytuację. W drugą stronę to też działa i jest to takie same q...o.

                      > Zawsze jak mi coś nie pasuje to mogę się rozstać, a dopiero potem szukać
                      > kogoś kto mi będzie bardziej pasował od dotychczasowego partnera.

                      I właśnie o to chodzi - do końca trzymać fason. Nawet, jeśli jest cholernie ciężko.
                  • fiducia_32 Re: i już :-( 09.01.07, 21:31
                    Fajny facet z Ciebie smile
                • michal_wawa3 Re: i już :-( 09.01.07, 15:03
                  Marek,

                  dziękuje za posta - pisałem, że na to forum zajrzałem przypadkiem i wyświetliłem
                  pierwszy wątek, więc nie zdawałem sobie sprawy, że mogłem niejednoznacznie się
                  wypowiedzieć.... w kwestii winy to oczywiście chodziło mi o rozpad mojego
                  wczesniejszego związku - ale nie przez zdradę czy takie tam. Ja z moją Ex nie
                  mieszkaliśmy przed rozwodem juz 4 lata, mieszkaliśmy w innych miastach (taka
                  emigracja za pracą). Nie pytajcie się więc dlaczego dopiero po 4 latach w końcu
                  rozwód i te formalności.. ano jakoś tak wyszło... jakoś nie było po drodze..
                  jakoś nie mogliśmy sie dogadać... przed wyprowadzeniem się też sielanki -jak się
                  domyślacie nie było - niektórzy twierdzili, że taka długa rozłąka - sklei nas na
                  nowo.. ale czas biegł a tu ani chęci ani potrzeby do powrotu nie czuliśmy.. i
                  tak trwało nasze "małżeństwo". Po pewnym czasie oboje jakoś staraliśmy sie na
                  własną rękę poukładać sobie życie i sie udalo.. i moja Ex i ja jesteśmy w
                  nowych związkach i jak czasem rozmawiamy to tak sobie myśle... że odżyliśmy
                  oboje .. choć pewnie to nie brzmi najpiekniej...

                  • marek_gazeta Re: i już :-( 09.01.07, 16:00
                    To OK - jeśli oboje uznaliście, że się związek skończył. Ale... pisałeś o emocjach okołorozwodowych, czyli jakieś emocje pozostały?
              • fiducia_32 Re: i już :-( 09.01.07, 21:48
                Fantastyczny i madry post. Dzieki smile
          • cosmopszczolka Re: i już :-( 09.01.07, 18:05

            > PS. Chce rozwodu - niech bierze, razem z winą.

            Tak, on bardzo qo pranie ale najlepiej to bez orzekania o winie. A czasem to
            tak czuje, ze jeszcze lepiej to jak bym to ja winę wzięła na siebie i
            pobłoqosławiła mu na nowej drodze życia.
    • z_mazur Re: i już :-( 09.01.07, 15:19
      Pewnie żyją wink

      Ktoś ich podobno nawet widział. big_grin
    • z_mazur Re: i już :-( 09.01.07, 15:23
      brzoza75 napisała:

      > uf uf ;-D

      Widzę, że mi "ufasz" w tej kwestii. wink
    • bursztynowe Re: Bursztynowe 09.01.07, 15:39
      no to w takim razie razie ja jestem zboczeniec

      Biorę to na klatę...
      Możecie mnie w zoo pokazywać... big_grinDDDD


      Tylko prosze nie rzucać, można karmić
    • piekna_julia Re: i już :-( 09.01.07, 21:39
      dziekuje za odpowiedzi smile milo sie czyta, staram sie opanowac emocje i upijam
      sie drugi dzien z rzedu sad powtarzam sobie ze czas zrobi swoje i wierze ze
      jutro w koncu wezme sie za siebie, a swoja droga chwala bogom ze dzis nie bylo
      w pracy mojej kierowniczki bo chyba ... musialabym obejrzec swoje zwolnienie na
      biurku. zupelnie nic mi dzis w pracy nie szlo, tak jak dawniej, jak przed
      poniedzialkiem. A juz prawie 3 lata nie mieszkalam z ex myslalam ze to
      formalnosc takie spotanie w sadzie a jednak szarpnelo mna ... podobno naturalna
      kolejnosc rzeczy poczucie straty i czas zaloby..ale o tym juz marudzilam,
      faktycznie znowu sie upilam wink))
      trzymajcie sie cieplo
      pozdrawiam
      • cosmopszczolka Re: i już :-( 10.01.07, 21:17
        Jak widze czym dalej w las tym trudniej, a wydawałoby sie ze powinno byc
        odwrotnie bo w koncu ten czas, który ma leczyc, juz zaczął biec od kiedy
        usłyszałyśmy ze zostajemy porzucone. Ja wciąz nie wyobrażam sobie jak wytrzymam
        sprawe w sądzie. A po tym to pewnie wezmę urlop, wyjade i zamknę sie przed
        swiatem....
        • piekna_julia Re: i już :-( 10.01.07, 22:38
          sprawa w sadzie ..hmmm, tak jak ja to widze o formalnosc, jesli masz ustalone
          wczesniej z druga strona co i jak w sprawach finansowych i ewentualne dziecka,
          nie musisz sie obawiac niczego, najgorsze to to ze niestety wytrzymasz sad
          chyba nie pozostaje nic poza powiedzeniem sobie ze konczysz rozwodem pewnien
          dlugi i smutny proces w Twoim zyciu, pozniej powtorzyc to sobie jeszcze kilka
          razy smile
          pozdrawiam cieplo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka