Sytuacje mam taka, że właśnie kończe własne mieszkanie, sprzedalismy dom,
który byl jedynym wspólnym majatkiem,więc podziały finansowe mamy z głowy,
zresztą mamy od 1,5 roku rozdielnośc majatkową ustalona notarialnie. Mąz nie
zamieszka ze mną i synem 2,6 l , bo jak twierdzi ma dośc wszytskiego, chce byc
sam itp. zreszta nie istotne, temat jest zamkniety.
Kwestie alimentów obgadalismy- mam dostawać co miesiąc 800zł( ma własną firme-
nie znam obrotów, ale są spore i na poczatek jest to uczciwe, wiec ja jestem
jak najbardziej za, nie chce na poczatek sie szarpać), tyle, że mieszkam w
chwili obecnej u rodziców i jakoś przelewu pierwszego nie widze. Do adwokata
małzonkowi nie spieszno, bo sądy nigdy go nie pociagaly. Rodzinie opowiada, ze
mysli czy z nami zamieszkać, mnie wysyła do adwokata, ja się wstrzymuje, bo
znam go na tyle, że zacznie opowiadać, ze to ja chciałam rozwodu itp., ale z
drugiej strony tak wiem, że razem nie bedziemy, wiec czy to ma sens?MOże
wyjechać i nie ureguluje niczego!I co wówczas bedzie, za granica cięzko kogoś
szukac. Teraz pytania- mając małe dziecko chyba rozwodu tak szybko nie
dostaniemy. Separacja kosztuje 600zl i rozwód 600zł- watpie przy podejściu
męza , że nawróci sie - jest pracoholikiem i raczej egoista i kieruje sie
swoim dobrem, a nie rodziny- zawsze tak było zresztą. Jej sens wystepowac
teraz z wnioskiem rozwodowym?O separacje?Teraz, odczekac z pól roku- jedyne co
się może zmienic to, ze przybedzie nekst, bo panowie mają to do siebie, ze
szybka sie pocieszają, zreszta znam na tyle męza. Uregulowałabym sobie kwestie
alimentów przy okazji, bo jest to najwazniejsze dla mnie. Czy moge sie
spodziewac chęci godzenia nas i odwlekania decyzji i lepiej więc zaczekać a
wnieśc sprawe o orzeczenia alimentów? Przy sprawie alimentacyjnej lepiej
podeprzec sie ugoda notarialną w kwestii ustalonej wysokości? Co np. bedzie
jak mąz stwierdzi, że zmienia zdanie na rozprawie alimentacyjnej?Wziąśc
adwokata?Mąz jest uczulony na adwokatów, nie chciałabym go draznic

Czy w
pozwie ustalac kalendarz widzeń? Mąz jak pisałam jest pracoholikiem i juz
teraz widze jak to wygląda- dzwonie i prosze o wizytę, zalezy od humoru, jest
bardziej wylewny , chetniej zajmuje sie synem, albo przyjdzie posiedzi w
ubraniu, popatrzy na małego jak na obcego i idzie- aż strach mysleć co bedzie
później. Jest sens ustalac widzenia- nie chce aby było to żródłem konfliktów,
warto, niewarto?Ale tez wolałabym mieć usystematyzowane te sprawy, żeby nie
było, ze utrudniam, robie problemy itp.
Jak wygląda ograniczenie praw ojcowskich? Mąz nie ma absolutnie podejścia do
dzieci, zawsze synowi w czasie obecności sam na sam przytrafia się juz nie
wspominając o nerwach, skłonnościach do klapsów za np. upadek- tak
profilaktycznie, zeby uwazał na drugi raz? Czy żadając spotkań przy mnie np.
przez pierwsze lata musze mieć jakiś świadków?Jak ma się ograniczenie praw do
decydowaniu o zabieraniu w każdej chwili, dowodzie, paszporcie itp sprawach
dziecka- wolałabym nie szukać męza i nie byc zależna w tej materii?Jest to
rozsądne czy nie?Zalezy mi na donrej relacji męza z synem, bo syn jest bardzo
za nim mimo wiecznej nieobecnosci? Jakbyście to rozegrali?
jesli to haotyczne co pisze, to przepraszam, ale rzucam luzne mysli, nie wiem
od czego zacząc?