Dodaj do ulubionych

o co rozwód?

12.01.07, 18:22
Obserwuj wątek
    • ka-aktus Re: o co rozwód? 12.01.07, 18:29
      Moje małżenstwo rozpada się. Rozwód to tylko kwestia czasu.

      Czytając Wasze wypowiedzi, zauważylam, że przyczyny mogą być różne.

      I ja się zastanawiam nad sensem mojego związku. Mąż mnie nie zdradza, nie pije,
      nie bije... Ideał. Cóż, wybrał mamusię, nie mnie. Nigdy nie ryzalizowałam z
      kobietą o faceta, a tym bardziej nie będę z "mamusią". Czy któraś z Was tez tak
      miała?

      Wiem - "mamusia" to tylko przykrywka. Po prostu z jego strony nie ma miłości.
      Nie "stanę na uszach" by ratować to prawie nieistniejące małżenstwo; nie widzę
      sensu.

      Żal, że tak się zawiodłam...
      • sbelatka Re: o co rozwód? 12.01.07, 18:51
        Ktos tu mądrze napisal kiedyś " nie da sie walczyc z brakiem milosci"

        moj mąż "po prostu" odchodzi do innej.
        czytelne, proste - choc cholernie bolesne.

        mamusia jako pzryczyna - to chyba jakis nowy wątek na tym forum.
        nie ma zdania ...

        ale jesli czujesz, ze to malżeństwo nie istnieje...
        no to może czas w droge...

        Sprawx tylko co Cię "wyciąga" z tego małżeństwa.
        bo co "wypycha" to z grubsza wiem...

        pozdrawiam.


      • marek_gazeta Re: o co rozwód? 13.01.07, 19:59
        Nie znam Twojej historii, może to i lepiej. Ale... nie za szybko skreślasz Wasze małżeństwo?

        Pojawił się problem - co zrobiłaś, by mu pomóc go rozwiązać? Byliście w jakiejś poradni, u psychologa? Co to znaczy, że "wybrał mamusię"? Czy to nie jest dla Ciebie wymówka, aby dać sobie spokój i poszukać innego faceta? Co to znaczy, że z jego strony nie ma miłości? Jeśli nie jest szczęśliwy, a nie zdradza, to chyba jednak kocha? Albo przynajmniej, jest odpowiedzialny.

        Nie ma idealnych facetów, NIE MA!!! A jeżeli nawet są, to codziennie "pukają" inną, bo babki na ich punkcie dostają fioła.
    • misbaskerwill Re: przyczyna zawsze jest jedna... 12.01.07, 19:08

      Gdzieś zanika miłość... czy raczej Miłość.

      Bo Ona cierpliwa jest, se ne vypina itd.

      A reszta - zdrada, lodowate relacje, znużenie, brak pieniędzy to pochodne bądź
      katalizatory rozpadu...

      Ale co ja tam wiemwink
      • dzidzia803 Re: przyczyna zawsze jest jedna... 12.01.07, 19:46
        U mnie była zdrada. Działał z premedytacją, jak morderca planuje zbrodnie
        doskonałą tak on planował rozstanie....Dopiero nie dawno to sobie uświadomiłam.
        Ja kochałam a on nie. No cóż....
        • ka-aktus Re: przyczyna zawsze jest jedna... 12.01.07, 20:38
          Przykro mi, wiem, że to boli i żadne słowa nie utulą cię w bólu. Pamiętaj, że i
          tobie słońce swieci.
        • misbaskerwill Re: dzidziu - [ telebusie mówią "tulimy" ;) ] 12.01.07, 20:57

          Nie Ty pierwsza, nie my ostatniwink.

          Zdrada... bosszze, to takie banalne... zawsze działają z premedytacją, no bo jak
          inaczej????
          Przecież wpadka przypadkowa może być jedna-jedyna - np. napotkanie zagłodzonej
          nimfomanki w parkuwink. Ale jak się potem po tym parku codziennie długo spaceruje,
          to...hmmm.

          A jeśli ktoś trwale i z premedytacją oszukuje partnera - to właśnie oznacza brak
          miłości (moim zdaniem).

          I to najbardziej boli - nie zdrada fizyczna, lecz wielkie nieskończone kłamstwo.

          To pierwsze można (należy?) wybaczyć, wybaczenie tego drugiego - zwykle jest
          dobrowolnym ściągnięciem na siebie nieszczęścia w przyszłości.

          A najważniejsze - odcierpieć swoje, a potem wyrzucić cały jad i zacząć pięknie
          żyć. Lepiej niż przedtemwink.

          Czego i sobie i Tobie życzę.

          Miś
          • misbaskerwill Re: miały być teletubisie;)) 12.01.07, 20:58
            to znak.














            tak.













            znak.














            koniec z forum na dzisiajwink

            • pomimo1 Re: miały być teletubisie;)) 12.01.07, 22:36
              czerwien czerwienie nierowna. mysle, ze raz zdrada jest fanaberia, a drugi raz
              wymuszonym "na zyczenie" katalizatorem dogorywajacego od dawna zwiazku. Kolory
              uczuc sa rozne. I rozne sa scenariusze rozstania. Dzis mam nostalgiczny nastroj.
              Pewnie kazdy z was mial taki ideal zwiazku - malzenstwo doskonale. Ja tez. Para,
              ktora stawialam na piedestal. dzis bylam na kolacji w restauracji. Przyszla
              "czesc pary", dorwala mnie w toalecie i... wyznala,ze sie rozwodza z powodu
              zdrady. I wiecie co? swiat mi sie zawalil. nie ma idealow! W co ja mam wierzyc?
              gdzie jest MILOSC? to byl taki piekny zwiazek. fajna, czysta milosc. piernicze
              takie zycie. chce wierzyc, chce widziec, chce czuc! AAAaaaaaaaaaa
          • dzidzia803 Re: dzidziu - [ telebusie mówią "tulimy" ;) ] 12.01.07, 22:20
            wszystko jest banalne....Tylko po co tyle poniewierania czy upokorzenia.....
            Siedziałam z dzieckiem w domu aon pakował rzeczy i co weekend jezdził do
            kochanki. Potem wyjezdzał z nia na urlop 3 razy w roku. To było z mojej strony
            SAMOBÓJSTWO kiedy tak na to wszystko patrzałam. Teraz wiem ile moge zniesc....
    • nangaparbat3 mamusia? - jak najbardziej 12.01.07, 22:26
      Moj tez nie pil, nie bił, (chyba) nie zdradzał.
      Mamusia dzialala podstepnie, prawie niedostrzegalnie, subtelna manipulacja,
      delikatne sugestie, ze JA nie jestem z nim szczęsliwa, nie jestem z niego
      zadowolona (ergo - nie sprawdza sie jako mąż, a brał rzecz poważnie, zależalo
      mu). Nigdy otwarcie nie wystapiła przeciwko mnie - przecież wtedy on stanąłby w
      mojej obronie, jak to robił kiedy juz sie rozstalismy. Ale cierpliwie, wytrwale
      podwazala jego i tak wątle poczucie pewnosci siebie, sącząc jad w aptekarskich
      dawkach.
      Moze powinnam była rozpocząć otwartą wojnę - nie wiem.

      Sadzę jednak, ze mamusia to nie przykrywka - to źrodło i palnik, co najmniej.
      • alexolo Re: mamusia? - jak najbardziej 12.01.07, 22:33
        u mnie zdrada..poczatkowo zabawa z kolezanką ..potem zauroczenie
        ...odkrycie wolnosci( bez żony ,dziecka obowiazków)..potem za póżno by
        chciec zostac.. ucieczka z kochanka ..
        mamuśka bagatelizowała moje sygnały!!! syn miał jej ciche
        przyzwolenie!!!! teściowa dla mnie miała tylkoo te słowa" daj mu sie
        wyszaleć..same wychowamy dziecko"
        tak ta kobiete posrednio uważam za winną upadku mojego małżeństwa!!! (
        winna nie winna w kazdym razie miała swój duży wkład)
        • ka-aktus teściowa 13.01.07, 14:58
          Moja teściowa to diabeł w przebraniu anioła. Ciągle mnie kontrolowała - co
          ugotowałam, jak posprzatałam, jak uprasowałam, co powiedziałam, czy dupy
          dałam... Przecież jej jedynakowi nic złego nie może się stać. On - cudowny,
          wszechwiedzący, inteligentny, oczytany, a ja... tylko baba. Nigdy nie zapomnę
          jej słów " zona zawsze słucha męża".

          mam dośc takiego zycia. Mimo, ze nie mieszkałyśmy razem, to jednak zbyt blisko.

          Ale najbardziej winię męża - nie stanął w mojej obronie, zazwyczaj po stronie
          matki, albo wcale się nie odzywał. I to mnie boli, cholernie boli;; ze trafiłam
          na takiego dorosłego dupka.

          Wygadałam się, dzięki za wysłuchanie.
          a tak z ciekawości: Ratowałybyście taki związek?
          • marek_gazeta Re: teściowa 13.01.07, 19:41
            Jasne.
            • marek_gazeta Re: teściowa 13.01.07, 19:42
              Co za pytanie?!
              • marek_gazeta Re: teściowa 13.01.07, 19:42
                PS. Jestem już po rozwodzie, wiem, co piszę.
          • z_mazur Re: teściowa 13.01.07, 20:01
            A moze wystarczyłoby podsunięcie mężowi lekturki w stylu "Toksyczni teściowie" i "przypadkowe" podrzucenie jej teściowej?

            Inna sprawa, że jak mąż nie kocha to cieżko samemu coś zrobić.
            • marek_gazeta Re: teściowa 13.01.07, 20:09
              A skąd wiadomo, że nie kocha? Nie chce przytulić żony, która go najwyraźniej nie szanuje?

              Trochę dystansu, ja wiem, jak to może wyglądać.
              • ka-aktus Re: teściowa 13.01.07, 21:50
                Tak? Dlaczego uważasz, że ja go nie szanuję?

                Zagryzałam zęby i ustępowałam. Ale facet nie jest dzieckiem ani gówniarzem. Ma
                swoje lata. A może nie dorósł do roli męża. Mnie wydaje się, że chciał miec i
                mamusię i zonę.

                Ratować małżenstwo? Bo ślubowałam Bogu?

                Zmieniać? Kogo? Dorosłego faceta?
                Nigdy nie chciałam ograniczyć kontaktów z rodzicami. To i tak nie rozwiązałoby
                problemów.

                tłumaczyć? Ile mi sił starczy? Nie chcę przezywać kolejnych kryzysów.
                Może będę żałowala, ale nie cofam podjętych decyzji.

                Marku, czy Ty próbowałes ratować związek?
                • maza15 Re: teściowa 13.01.07, 21:59
                  Może nie tylko tłumaczyć,a starać się zrozumieć?Może jakiś kompromis?Pozdrawiam
                • marek_gazeta Re: teściowa 13.01.07, 22:10
                  > Tak? Dlaczego uważasz, że ja go nie szanuję?
                  Nie znam całej sytuacji, wyraziłem przypuszczenie. Zresztą coś tam między wierszami można wyczytać.

                  > Zagryzałam zęby i ustępowałam.
                  No i może robiłaś błąd, zagryzając zęby i ustępując. Może trzeba było postawić sprawę na ostrzu noża wcześniej?

                  > Ratować małżenstwo? Bo ślubowałam Bogu?
                  Sama sobie odpowiedz.

                  > Zmieniać? Kogo? Dorosłego faceta?
                  Da się, zaręczam. W rozsądnych granicach. Nie zrobisz z niego Bonda, ale jeśli mu zależy, to się zmieni.

                  > tłumaczyć? Ile mi sił starczy? Nie chcę przezywać kolejnych kryzysów.
                  Zwrócić się po pomoc do specjalisty.

                  > Może będę żałowala, ale nie cofam podjętych decyzji.
                  No cóż, skoro decyzja podjęta, powodzenia.

                  > Marku, czy Ty próbowałes ratować związek?
                  Oczywiście. Próbowałem ratować małżeństwo, w którym nie czułem się szczęśliwy. Próbowałem do końca. Niestety, może jakbym wcześniej tu trafił... nie wiem. Nie wyszło mi, czego bardzo żałuję.
            • nangaparbat3 Re: teściowa 14.01.07, 01:44
              z_mazur napisał:

              > A moze wystarczyłoby podsunięcie mężowi lekturki w stylu "Toksyczni
              teściowie"
              > i "przypadkowe" podrzucenie jej teściowej?
              >
              > Inna sprawa, że jak mąż nie kocha to cieżko samemu coś zrobić.
              >
              Chyba raczej "Toksyczni rodzice". Ale moj byly czytał i i tak nic wtedy nie
              zrozumiał. Dopiero ostatnio zaczyna cos kumać, ale od chyba dwóch lat juz
              chodzi do psychologa.
      • monamam Re: mamusia? - jak najbardziej 13.01.07, 23:19
        Mojego męza wychowała...babcia, a rzadziej studiująca wtedy mama, obecnie babcia
        ma 90lat, a jej słowa i poglądy przedwojenne cytował mi mąż od zawsze, w
        momentach kryzysu mąż dawał drapaka do niej, ma ona dom,w którym mieszka-ła
        sama. Tam miał On wcześniej baze i ma do dziś. Babcia się cieszy, że wnuczek u
        niej mieszka, jak mu nie dobrze z żona. Teściowa? Żyje sama. Najpierw próbowała
        miec we mnie córkę, potem naprawiać jakieś jej niedociągnięcia w wychowaniu
        syna, a nastepnie wydzwaniała kiedy to ja sie wyniosę z jej mieszkania, za które
        jej płacil Mąż ( ja nie odmówiłam)najem. Oczywiście zawsze stał po stronie
        matki, bo ona sama itd. Zawsze z góry znał jej odpowiedzi na pytania i bronił,
        by spokój mamusi zakłócać. Mąż mawiał, że utrzymuje dyplomatyczne stosunki z
        Paniami, tzn bywał u każdej z nich raz na tydz, obecnie mieszkając z babcią co
        drugi dzień pod byle pretekstem bywa u mamusi. Oficjalnie z Teściowa jestem w
        dobrych stosunkach, taka gra...Teściowa przerzuciła się ze swoją miłością w
        końcu na wnuki.
        • ka-aktus Re: mamusia? - jak najbardziej 14.01.07, 13:40
          hmmm, tez masz sytuację nie do zazdroszczenia.
          Pocieszę Cię: mój mąż bywał codziennie u rodziców, albo oni u nas - dzieliło
          nas tylko 2 km. Kiedy postawiłam warunek - przeprowadzamy się do mojego
          rodzinnego miasta, małżenstwo skonczyło się.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka