Dodaj do ulubionych

Ciekawy artykuł, ku przestrodze

22.01.07, 10:11
Rodzina do naprawy

....Na przykład w domach prowadzonych tylko przez matki zanotowano trzy razy
wyższy poziom ubóstwa niż w domach małżeństw, a prawdopodobieństwo pozostania
w biedzie przez kolejne lata w domach samotnych matek jest osiem razy większe.
Prawdopodobieństwo, iż młodzi mężczyźni wychowani w domu bez ojca trafią do
więzienia, jest dwa razy większe niż w przypadku tych, którzy wychowali się w
pełnych rodzinach (dla wychowywanych przez ojczymów jest trzy razy większe).
Na statystyki te nie mają zresztą wpływu czynniki rasowe, ekonomiczne,
wykształcenie rodziców i miejsce zamieszkania.

Podobnie rzecz się ma z liczbą uczniów porzucających szkołę. Procent białych
uczniów (unieważnia to zresztą stereotyp rasowy), wychowanych tylko przez
jednego rodzica, porzucających szkołę, jest znacznie wyższy (28 proc.) niż
czarnoskórych uczniów pochodzących z pełnych rodzin (17 proc.). To właśnie
tego typu statystyki źle wróżą na przyszłość. Najbardziej jednak zatrważający
jest fakt, że więcej niż jedna czwarta wszystkich dzieci (co drugie dziecko
murzyńskie) żyje w domach z jednym z rodziców, co stanowi trzykrotny wzrost w
stosunku do 1960 roku.

Mimo to nadal wyczuwa się niechęć do zaakceptowania prawdziwej natury
problemu. Dużo pisze się o kwestii maltretowanych kobiet, ale niektóre istotne
fakty pomija się w tej niby obiektywnej retoryce, na przykład brak
rozgraniczenia między małżeństwem a wolnym związkiem. David Blankenhorn,
dyrektor Instytutu Amerykańskich Wartości (Institute for American Values),
zauważa, że przemoc domową często nazywa się "przemocą małżeńską" lub
"maltretowaniem żony", a sprawców - "mężami" albo "partnerami", bez względu na
ich faktyczny stan cywilny (czasami tworzy się jedną kategorię "mężów i
partnerów"). W ten sposób mężowie postrzegani są przez opinię publiczną jako
winni przemocy, a małżeństwa jawią się jako siedliska problemów, podczas gdy
to właśnie stosunki pozamałżeńskie o wiele częściej są źródłem tego rodzaju
przestępstwa............

...Wpływ rozwodu i samotnego rodzicielstwa na dziecko jest o wiele bardziej
dalekosiężny niż wpływ fizycznego molestowania. Badania dowodzą, że
czarnoskóre dzieci, wychowywane przez jednego bogatego rodzica, w szkole
średniej uczą się o wiele gorzej niż czarnoskóre dzieci z pełnych, choć
biedniejszych rodzin. Córki samotnych rodziców pięć razy częściej rodzą
nieślubne dzieci niż córki wychowywane przez oboje rodziców. Wszystkie badania
ogólnego samopoczucia dziecka dowodzą, że dzieci mieszkające z macochą lub
ojczymem wykazują taki sam poziom ogólnego samopoczucia jak dzieci samotnych
rodziców, ale o wiele niższy niż dzieci z pełnych rodzin. Autorzy jednego z
badań formułują końcowe wnioski w następujący sposób: "Przeciętnie dziecku
wychowywanemu przez jedno z biologicznych rodziców powodzi się gorzej niż
dziecku wychowywanemu przez dwoje biologicznych rodziców", bez względu na
rasę, zaplecze edukacyjne i powtórne małżeństwa rodziców..........

www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3862692.html
Mówię to z przekonaniem: o ile się da, to warto ratować swoją rodzinę. Na ogół
nie jest łatwo żyć przez kilka lat w nieustannym kryzysie i na krawędzi, ale
za to też jest nagroda warta poświęceń, wychowane przez obojga rodziców,
wspaniałe, udane, kochające dzieci, ceniące wartość rodziny i przekazujące tę
wartość swoim dzieciom...

Wiem, wiele osób na tym forum miało za partnerów takich nicponi, którzy nie
wnosili do rodziny nic pozytywnego, być może lepiej dla dzieci było oddalić
takiego człowieka z rodziny.... czytając od długiego czasu to forum, już wiem,
że to wcale nie jest tylko cienki margines, jak kiedyś sądziłem. Jednak
pozostało we mnie przekonanie, że wiele osób zbyt lekko i egoistycznie do tego
podchodzi, małżonek nie tak spojrzał, zbyt późno wrócił z pracy do domu, niech
"się buja", znajdę lepszego, bogatszego, nieważne co chcą i myślą dzieci.
Obserwuj wątek
    • blue_a1 psychologia, obecnie, 22.01.07, 10:19
      to nauka, "nauka", bo miękka, tworzona przez amerykańskich psychologów dla US.

      - czy te dane podobnie wyglądają dla polskiego społeczeństwa?
      - czy warto ratować małżeństwo "za wszelką cenę"? wybacz(cie) prywatę -
      absurdalnie mówię do mamy, gdy słyszę poważne i stałe narzekania na ojca, że
      rozwiodłabym się z nim już 58 razy. serio serio.
      • phokara Re: psychologia, obecnie, 22.01.07, 10:30
        Przeklenstwem wspolczesnego swiata jest fakt, ze kazdy znajdzie dzisiaj "naukowe"
        uzasadnienie dla wlasnych, nawet najglupszych i tchorzliwych teorii.


        • tricolour Skoro jest to taka bzdura... 22.01.07, 16:17
          ... to skąd takie żywiołowe reakcje?

          Może założe wątek 2+2=7 i zobaczę, co się bedzie wyrabiało?
        • scriptus Re: psychologia, obecnie, 23.01.07, 17:02
          No dobrze, Pho, następnym razem znajdę jakiś artykuł na temat "pochwała życia
          singla", który dowiedzie, że singlom żyje się wygodniej, bo wszystkie pieniądze,
          które zarobią, mają dla siebie, nie muszą rano czekac w kolejce do łazienki i
          nikt im się nie awanturuje w domu, kiedy później wróci z pracy.... Co nie
          zmienia faktu, że optymalny z punktu widzenia społecznego model rodziny, to
          pełne małżeństwo z dziećmi, a statystyki wydają sie to potwierdzać. Ale to już
          jest o czymś innym. I, nie przeczy faktowi, że niepełna rodzina też może
          wygenerować wartościowych członków społeczeństwa, a pełna lumpów.
    • jagoda4444 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 10:30
      Baaardzo ciekawy artykuł i jaki napawający optymizmem np. mnie matkę z dwojgiem
      dorastających dzieci. Poziom ubóstwa bez tego artykułu i tak zapewniony. Może
      przesłałabym to mężowi, ale od czerwca ubiegłego roku nie znam jego adresu.
      Wczoraj miał imieniny, dzieci przez cały dzień dzwoniły do niego z życzeniami
      na komórkę, którą miał wyłączoną. I jak tu jemu przekazać aby zaczął się starać
      o rodzinę. Przepraszam za sarkazm ale jestem naprawdę zła. Czasami tak bywa, że
      lepiej się rozstać nawet z tym cholernym piętnem, które idzie za osobą
      rozwodzącą się. A dzieci wspaniałe, udane mam i to się nigdy nie zmieni. Chyba
      jednak nieuważnie czytasz to forum (nie mówię o sobie). Czasami sprawy
      się "dzieją" i nie mamy na to wpływu. Przepraszam za złośliwość
      • phokara Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 10:32
        Jagoda,
        Ty sie tak nie przejmuj. Do tego baaaaardzo ciekawego artykulu mozna znalezc jeszcze
        ciekawszy i bardziej aktualny psychologicznie kontrartykul. To tylko kwestia wyboru, co sie chce
        czytac.
        • jagoda4444 Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 10:42
          pho wiem o tym, sorki to była chwila słabości, na którą czasami sobie pozwalam
          bo inaczej zwariuję. Chyba moja wypowiedź była podyktowana wczorajszymi
          wydarzeniami i nieuchwytnym tatusiem. A właściwie wieloletnim "programem
          naprawczym rodziny" no i po co. Aby być w punkcie wyjścia.
          • phokara Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 10:48
            Nie ma za co przepraszac. Podobalo mi sie to, co napisalas. Nie pamietam z tego forum, zeby
            ktos sie pochopnie rozwodzil dla kaprysu. Wszyscy wiedza, ile kosztuje taka decyzja.
            Dowalanie do tego tendencyjnych i skrajnych artykulow, gdzie w pierwszych zdaniach pada, ze
            synowie samotnych matek maja spora szanse na trafienie do kryminalu jest po prostu bez
            sensu, juz pomijajac fakt, ze jest to artykul z ewidentna "teza".
            • 13monique_n Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 12:11
              Pho, Jagoda i Libra
              dzieki. Ja tez sie ugotowalam. Moze i mi sie przyda "wysoki poziom ekspresji",
              bo zaraz mam spotkanie, na ktorym zmiazdze ewentualnych oponentow. I to
              bedzie "zasluga" owego artykulu z "teza" jak slusznie napisalas Pho. Dzieki.
              Scri. Jako admin czytajacy nas od dawna, naprawde uwazasz, ze ktokolwiek z nas
              obecnych obecnie na forum zasluzyl na tezy z tego artykulu? Naprawde?
        • libra22 Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 10:45
          Się wqrwłam Scri. W moim domu nie było przemocy, było nawet całkiem fajnie,
          tylko nijak nie mogę zrozumieć, jak mogłam uratowac małżeństwo, kiedy mąż
          zdecydował, że to koniec i sobie poszedł w cholerę?! Mam czekac grzecznie przez
          kolejne lata, az zmądrzeje, wróci i przyjać go z otwartymi ramionami? Mam to
          gdzieś. Próbowałam, nie pomogło, zamierzam być szczęsliwą rozwódką.
          I...już (chciałam napisac gorzej).
          • phokara Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 10:52
            Libra, spokojnie.
            Jesli bedziesz SZCZESLIWA rozwodka to Twojemu synowi wyjdzie to jak najbardziej na zdrowie.
            Zapewne lepiej niz takiemu, co zyje w chlodni emocjonalnej i wyrasta na uczuciowego
            autystyka, a potem latami sie nad nim glowia psychologowie "a skad sie to niby wzielo?".
            • blue_a1 Re: Ciekawy artyku?, ku przestrodze 22.01.07, 10:59
              stał się schizofrenikiem, bo matka była chłodna emocjonalnie - kocham
              psychologię smile Libra, uwaga, ja nie do Ciebie, absolutnie. Może to taki
              mechanizm obronny wink bo rzuciłam te studia w cholerę.
    • kruszynka301 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 10:49
      Już na pierwszym wykładzie ze statystyki dowiedziałam się, że nauka powyższa
      jest jednym z 3 największych kłamstw ludzkości. Jeśli chodzi o interpretację
      wyników - każdy może wyciągnąć takie wnioski, jakie mu aktualnie pasują.

      Artykuł napisany pod zdesperowanych, szukających na siłę argumentów za
      utrzymaniem czegoś, czego już nie ma.
      • libra22 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 11:00
        smile
        Wiem, co mnie tak wkurzyło. To, że Scriptus dla uzasadnienia swego życia
        wrzucił mnie do jakiegos jednego uogólnionego worka żon, które - skoro nie były
        bite - "zbyt lekko i egoistycznie do tego podchodzi, małżonek nie tak spojrzał,
        zbyt późno wrócił z pracy do domu, niech "się buja", znajdę lepszego,
        bogatszego, nieważne co chcą i myślą dzieci".
        • madii77 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 11:06
          mam koleżankę, która ma dorosłe dzieci...
          i poświęciła swoje małżenstwo dla nich...
          a dzieci powiedziały , dlaczego nie zostawiła taty nie odeszła..
          mają jej za złe....
          nadal mieszkają razem niby tworza rodzinę..
          i co z tego??
          dzieci z każdym problemem, pytaniem, troską nie przychodza do swojego taty
          tylko do mamy...
          mają do niej żal....
          i czy jest sens robić "to w imieniu dzieci"?/

          nie...
        • tricolour Teraz przeczytałem... 22.01.07, 17:45
          ... Twój post. Nie dziwię sie wzburzeniu...
      • blue_a1 słówko o psychologii 22.01.07, 17:34
        warto troszeczkę poznać, aby móc ją kwestionować
        i "wywalić" smile (czyt. odrzucić)

        ale to tak na margienesie
    • joasia69 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 11:36
      nie łatwo podejmuje się decyzję o rozwodzie. Jeśli się ją podejmuje, to czeka
      się często na reakcję drugiej strony. Jeśli reakcji nie ma to jest rozwód.
      przykre to, ale tak jest.
      Nienawidzę takich artykułów! Czy na prawdę dzieci z rodzin rozbitych (fatalnie
      to brzmi!) są aż tak bardzo zagrożone? gorsze? głupsze?
      Na pewno by były szczęsliwsze mając obojga rodziców. Ale skoro maja jednego, to
      czy są nieszczęsliwe?
      Według mnie nie.
      Małżeństwo ratuje sie do pewnego momentu. W pewnej chwili przestaje się chcieć
      ratować.
      Dzieci są najważniejsze też do pewnego momentu. W pewnej chwili stajemy się
      ważni my sami.
      może to samolubne, ale oprócz szczęscia moich dzieci chcę również swojego
      własnego szczęscia.
      Wydaje mi się, że wklejanie takich artykułów na tym włsanie forum jest
      delikatnie mówiąc nietaktowne.
      Zwłaszcza jeśli samemu stoi się rozkrakiem nad swoim życiem....
      • blue_a1 gdybam, ale 22.01.07, 11:41
        gorszą sytuację finansową mają matki dzieci, których tatusiowie zwiali od razu.
        przed urodzeniem dziecka czasem. do kaloryfera ich? z kulką u nogi? przecież nie
        zero winy matek
        • 13monique_n Re: gdybam, ale 22.01.07, 12:17
          Blue smile))) Przykuwanie ewentualnie odkuwanie mlotem pneumatycznym do
          kaloryfaera, sciany nosnej, badz innego, trwalego elementu konstrukcji domu
          (mieszkania) byl wielokrotnie obsmiewany w licznych watkach w "sezonie
          ogorkowym". Dobra lektura na dolki, ale zle o nas swiadczy - swirowalismy
          troszke big_grinDDD
          • blue_a1 a przerabianie na confetti 22.01.07, 12:21

            było? poszukam sobie
            • 13monique_n Re: a przerabianie na confetti 22.01.07, 12:24
              blue_a1 napisała:

              >
              > było? poszukam sobie
              Przerabianie na confetti? Niestety, nie. A co mozna wirtualnie przerobic?
              artykuly "z teza"? (ojjjjjjj, ale zla ciagle jestem)
    • sbelatka Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 12:23
      Słuchaj.

      Nie wiem po co nam zaserwowales taki cudny tekst???

      Osobiscie pzrerwalam czytanie po pierwszm zdaniu.

      Chy\ba, ze jestes jakims wlasnie radosnym tatusiem - ktory maltretowal żonę,
      zdradzał - ale nie chcesz odejśc od niej. I nie dajesz jej odejśc od siebie.

      I szukasz dal siebie i dal niej argumnetow.

      POZA tym, moj drogi.
      Nie zamierzam zyc w ubóstwie.
      Chociaz bede samotna matka.

      Choc coczywiscie - jelsi jest dwoje rodziców pracuyjacych na utzrymanie domu -
      dom ma sie lepiej.
      Nikt z nas nie kwestionuje sensowanosci wychowywania szie dzieci w DOBREJ,
      pelnej rodzinie.

      Nim zaserwujesz komus takie wtrakcje jak nam - zastanow sie CO TOBA KIRUJE.
      Chlopcze!!!
    • bursztynowe Nie wiele z niego wynika, Scriptus 22.01.07, 12:24
      Jakie są wyniki dla, przykładowo, matek wchodzących w kolejny związek?
      Czyżby to nie pasowało to z góry założonej tezy?

      Z kolei kiedyś natrafiłem na wyniki badań produkcji szwedzkiej, na temat wpływu
      rozwodów na dzieci - akurat Szwecja jest liderem w Europie pod tym względem.
      I okazało się, że znacznie większy wpływ na dzieci ma nie to czy małżeństwo
      rodziców rozpadło się, czy też nie, lecz jakie są między nimi (rodzicami) relacje.

      Innymi słowy rodzina MOŻE być dysfunkcyjna zarówno w przypadku rozwodu, jak też
      i jego braku. A kluczem są stosunki wzajemne dorosłych, a nie sam fakt rozpadu.

      To ku przestrodze, Scriptus.
    • crazysoma Scri 22.01.07, 13:40
      Powiedz a co Toba kierowalo, ze akurat TUTAJ umiesciles ten artykul?

      Bo wiesz, ja to sobie pomyslalam, ze to tak jakbys na oddzial MLODYCH weteranow
      wojennych, gdzie kazdy stracil minimum po jednej nodze, rozrzucil ulotki z
      informacja (potwierdzona przez psychologow), ze zycie bez nog jest
      przejebane...
      • phokara Re: Scri 22.01.07, 13:45
        Crazy, kocham Cie.

        > informacja (potwierdzona przez psychologow), ze zycie bez nog jest
        > przejebane...

        Na szczescie za moment spadly ulotki z informacja (potwierdzona przez psychologow), ze bez
        glowy jeszcze bardziej.
        • libra22 Crazy:-))) 22.01.07, 13:46
          oplułam przez Ciebie monitor!
          a potem przez Pho
          • bursztynowe Re: Crazy:-))) 22.01.07, 14:04
            Szczególnie, że te nogi odrastają...
            Tak w drodze wyjątku.
            • blue_a1 i ogony też 22.01.07, 17:37
              jak u jaszczurek nie przymierzając

              (uwielbiam Wasze poczucie humoru smile
          • 13monique_n Re: Crazy:-))) 22.01.07, 19:28
            Ja mam przerabane! Oplulam monitor jak juz moglam przed nim w domu suaisc! I tak
            jestescie lepsi niz zwiazkowcy !!! Dzieki big_grinDD
      • pudeleczko_75 Crazy!! 22.01.07, 15:24
        uwielbiam Cię - tak po prostuwink
    • kasiar74 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 13:53
      Sriptus, jesteś boskiwink) ostatnio mnie wszystko bawi, a ten wyczyn mnie nieźle
      ubawił
    • nangaparbat3 a moze? 22.01.07, 14:58
      Nienawidzę konserwy. Artykuł jest bzdurny, dam tylko jeden przykład. Pisze pani
      Himmelfarb:
      >>>Prawdopodobieństwo, iż młodzi mężczyźni wychowani w domu bez ojca trafią do
      więzienia, jest dwa razy większe niż w przypadku tych, którzy wychowali się w
      pełnych rodzinach <<<<

      Zazwyczaj domy "bez ojca" z początku są domami "z ojcem", najważniejsze lata
      zycia dzieci upływaja w pełnej rodzinie - skad wiadomo, ze nie to, co działo
      sie w tym czasie zadecydowało o poźniejszych wyborach synów?

      Ale.
      Byłam wczoraj w zaprzyjaźnionej biednej pełnej rodzinie z 10 dzieci. I Żona
      opowiedziała mi losy swego małżeństwa - tego, które postrzegam jako zgodne,
      kochajace się, naprawdę dobre.
      Początki - jeden wielki koszmar ciągnacy sie latami, picie, bicie, niechęć
      żony, złość męża. Ale z mężem jest się do końca życia, więc ona została. I
      wszystko się odmieniło. Naprawdę. Bywam u nich często, nie zapowiadam się, więc
      wiele widzę, zresztą mnie akurat nie jest łatwo oszukać. I ona jest szczęśliwa -
      promienieje szczęściem. I mówi, że teraz jest dobrze.
      Wiec cuda się jednak zdarzają.
      Scri, z całego serca Ci życzę, żeby i w Twoim taki cud się zdarzył, żeby tak
      się odmieniło.
      I myślę, że każdy z nas ma pełne prawo sam wybrać - czy przetrwać za wszelką
      cenę wierząc w cud, i pomagając mu przyjść, czy rozstać się i żyć samodzielnie.
      Artykuł budzi wściekłość, bo jest do bólu tendencyjny - bardziej złości atak
      zawoalowany, zwłaszcza kiedy woalką są ponoć badania naukowe, niż
      wypowiedziany wprost, mnie, kiedy go czytałam, przypomniały się posty Mangoldy.
      • phokara Re: a moze? 22.01.07, 15:14
        Cud wydaje mi sie w tym kontekscie duzo bardziej prawdopodobny niz podane wyzej badania
        naukowe. I jest duzo bardziej potrzebny zalozycielowi watku niz ten durny artykul, ktory sam tu
        wklei choc wcale go nie dotyczy, bo zyje w pelnej rodzinie.

        Wobec powyzszego, zdecydowanie jestem za 'cudem'. Jakimkolwiek.
    • tricolour Źle trafiłeś Scriptusie... 22.01.07, 16:04
      ... bo większość naszych Pań jest zwyczajnie zdradzona i porzucona. Na nic Twoje
      naukowe argumenty, bo kobieta poniżona nie myśli w pełni. Nawet żyjąc w ubóstwie
      nie przyzna się, że to konsekwencja jednego portfela i mniejszych możliwości
      zarobkowych. Nie przyzna, że odbije się to na przyszłości dzieci...

      Żeby było zabawniej, to ja wierzę w to, co przytoczyłeś. Bo jest logiczne.
      • phokara Re: Z´le trafi?es´ Scriptusie... 22.01.07, 16:16
        tricolour napisa?:

        > ... bo wie˛kszos´c´ naszych Pan´ jest zwyczajnie zdradzona i porzucona.
        > Na nic Twoje naukowe argumenty, bo kobieta poniz˙ona nie mys´li w pe?ni.

        Az mnie zatkalo ze wzruszenia, ze w takim razie chce Ci sie z nami tutaj siedziec i dyskutowac
        z niepelnosprawnymi myslowo. Mi by sie nie chcialo.


        • tricolour No właśnie... 22.01.07, 16:21
          ... nawet teraz Twoja reakcja odbiega od zwyczajnego zachowania pełnego dystansu
          i przekory.

          A sprawa jest dość prosta - artykuł pokazał nielubiany i nieakceptowany status
          kobiety. Oczywiście nie każdej, ale statystycznie jest to bardzo prawdopodobne.
          Wywołał taką reakcję, bo jest właśnie prawdziwy...
          • crazysoma Re: No właśnie... 22.01.07, 16:34
            Rany
            Mnie tez zatkalo ze wzruszenia (w koncu jak moja dziewczyne to i mnie)
            Ale wiesz co Tri.
            Ja nie jestem przekonana, czy Ty jestes w tym temacie dobra "grupa"
            opiniotworcza.
            Bo po pierwsze - zdrada Cie ominela, jak sie czuje zdradzony czlowiek znasz z
            opowiesci (jesli chce Ci sie sluchac) a jak zdradzona kobieta to raczej w ogole
            nie wiesz.
            Po drugie Twoje Dziecko "defakto" wychowuje Twoja byla zona.
            Tak wiec, rowniez Ty nie wiesz jak sie na codzien zyje bez nogi...

          • wiewiorka29 Re: No właśnie... 22.01.07, 16:34
            A to ciekawe, dlaczego więc własne dziecko skazałeś na to, żeby w całej
            rozciągłości podlegało danym z artykułu? Na "ubóstwo, biede, przyszłe
            więzienie, złe wyniki w szkole, różnorakie problemy, przyszły wręcz pewny rozwód
            i płodzenie nieślubnych dzieci w przyszłości, itd" kiedy, jak wynika z artykułu
            "mniej żle by było jak by podlegało fiztycznemu molestowaniu ale zostało w
            pełnej rodzinie"... sic.
            • tricolour Ja nie zostawiłem rodziny... 22.01.07, 16:39
              ... było dokładnie odwrotnie...
              • wiewiorka29 Re: Ja nie zostawiłem rodziny... 22.01.07, 16:40
                to już rozumiem twoje stanowisko. Subiektywnie twoje.
                • tricolour Tak - subiektywnie moje. 22.01.07, 16:43
                  I wiem, że mogę się mylić.

                  We mnie też ten artykuł wywołał bunt, ale lubię się zastanowić dlaczego tak na
                  coś żywiołowo reaguję...
          • julka1800 Re: No właśnie... 22.01.07, 16:43
            "... nawet teraz Twoja reakcja odbiega od zwyczajnego zachowania pełnego
            dystansu
            i przekory.

            A sprawa jest dość prosta - artykuł pokazał nielubiany i nieakceptowany status
            kobiety. Oczywiście nie każdej, ale statystycznie jest to bardzo prawdopodobne.
            Wywołał taką reakcję, bo jest właśnie prawdziwy..."
            Tri, moim zdanoiem artykul pokazał sytuacja kobiet i DZIECI, równiez Twojego
            dziecka, moich i wielu tu na forum

            naprawde jest komu dogryzac i cieszyc sie ze przez lajdakow cierpia dzieci


            • tricolour Nie dogryzam... 22.01.07, 16:45
              ... nie cieszę się, że ktoś ma źle. Wręcz przeciwnie...

              Zanegowanie tego artykułu powoduje, że Wasza rzeczywistośc pozostaje bez zmian,
              a Wy jedynie chowacie głowy w piasek. Chciałem zmienić odcinanie się od artykułu
              na rzecz refleksji...
              • julka1800 Re: Nie dogryzam... 22.01.07, 16:47
                ale jakiej reflekcji Tri?
                sam piszesz ze my kobiety gorzej zarabiamy, czy przez to ze mam swiadomosc
                takiego stanu rzeczy przebije sie i zaczne wiecej zarabiac na stanowisku? NIE,
                Wiec?
                • tricolour Dlaczego nie? 22.01.07, 17:00
                  Zamierzam mieć żonę i jak jakiś prezesunio zapłaci jej mniej tylko dlatego, że
                  jest kobietą, to zarobi kopa w dupę. Ode mnie.

                  Jeśli zanegujecie ten artykuł, to nie dostaniecie wsparcia od tak myslących jak
                  ja, bo po co?
                  • julka1800 Re: Dlaczego nie? 23.01.07, 10:16
                    no i co z tego Tri "ze dasz kopa", po prezesie to splynie, bo lista kandydatow
                    czekajacych jest dluuuga i rak do pracy mu nie zabraknie
                    A Kobieta odwiedzi kolejnych i kolejnych presesow i byc moze znow spotka ja to
                    samo itd itd.
                    Tą droga bedzie zarabiala tyle ile dotychczas, a Ciebie zaboli noga od kopania.

                    Wez tez pod uwage ze nie wszystkie kobiety mają Takich mezczyzn u boku, ktorzy
                    stana w obronie ich rownosci.

                    A tak w ogole to coz z tego ze mam te swiadomosc, moze nie mnie jest ona
                    konieczna, ale odchodzacym mezczyznom? i to nie tym odchodzacym od żon, ale od
                    dzieci.

                    ps. i jeszcze jedno wybacz ze pisze o tym publicznie, ale napisales w ktoryms
                    poscie, ze Ty nie zostawiles, ale ze Ciebie zostawiono. Mylisz sie: Ciebie
                    zostawila zona, Ty natomiast zostawiles dziecko, bo chyba nie myslisz ze
                    kilkuletnie dziecko winno zabiegac o kontakty ojca?
          • phokara Re: No w?as´nie... 22.01.07, 16:52
            > A sprawa jest dos´c´ prosta - artyku? pokaza? nielubiany i nieakceptowany status
            > kobiety.
            Nie wiedzialam, ze to jest artykul o statusie kobiety. Zapewne nieuwaznie czytalam. Serio - nie
            odczytalam tego w ten sposob.

            > Wywo?a? taka˛ reakcje˛, bo jest w?as´nie prawdziwy...
            Acha.
            Z ktorej strony... podrecznika psychologii? I jakiego autora?

            > ... nawet teraz Twoja reakcja odbiega od zwyczajnego zachowania pe?nego dystansu
            > i przekory.
            Zostalam zdiagnozowana. Nie wiem, jak sobie teraz z tym poradze. buuuuuu.... Popelnie se
            puku w glowe. Albo moze zapije sie na smierc. Przemysle.

            Mnie ten artykul bezposrednio nie dotyczy. Z wielu powodow. I nie poczuwam sie do solidarnosci
            jajnikow. Ale razi mnie miernota 'psychologiczna' w nim zawarta. Kazdy kumaty psycholog albo
            socjolog by padl ze smiechu jakby przeczytal ten tekst. Jest rozbrajajaco tendencyjny. To
            niewazne, bo czytalam w zyciu oczywiscie wieksze idiotyzmy i faktycznie nigdy mi do lba nie
            przyszlo zeby sie nimi przejmowac. Wolalam sie posmiac.
            Ale wiem jak rozny jest przekroj osob, ktore pisza na tym forum i na jak bardzo roznych etapach
            'zalamki' sie znajduja. Nawet jesli sa to, jak Ty to ladnie i subtelnie piszesz "nie w pelni myslace
            kobiety".
            Ale to nie ma nic do tego, ze jest to "nie w pelni madry artykul".










            • crazysoma Re: No w?as´nie... 22.01.07, 16:55
              Teraz ja Cie kocham
              na wieku TFo-Ja
              Moi
      • nangaparbat3 Re: Źle trafiłeś Scriptusie... 22.01.07, 20:03
        Nie zostałam ani zdradzona, ani porzucona. O zyciu z pojednyczym portfelem wiem
        aż za dobrze. I jest to cena, ktorą jestem gotowa zaplacic za niezależność.
    • tricolour Zmarnowana energia... 22.01.07, 16:41
      ... i słowa te kieruję do naszych Pań, które tak żywiołowo zareagowały po poście
      Scriptusa.

      Prawdą jest, że gorzej zarabiacie tylko dlatego, że jesteście kobietami. Z tego
      samego powodu trudniej Wam o odpowiedzialne stanowisko i przegrywacie z
      mężczyznami. Prawdą jest, że nie dostajecie wystarczających (albo wcale)
      alimentów. Jesteście niesłusznie pogardzane nawet jako kierowcy - wiadomo - baba.
      To o tym jest ten artykuł... Nie jest głupi - ukazuje złe relacje, że ofiara ma
      zawsze gorzej od sprawcy. Że prawo bardziej chroni sprawców, a nie ofiary.

      Zamiast napadać na Scriptusa za przytoczenie niegłupiego artykułu lepiej
      wykorzystać tekst do zmiany małego kawałka świata wokół siebie. Odcięcie się od
      rzeczywistych problemów niczego nie rozwiąże...
      • wiewiorka29 Czarnoskórzy w Ameryce 22.01.07, 16:44
        to idealny odnośnik dla moich realiów. No super.
        • tricolour Zastanów sie i powiedz... 22.01.07, 16:47
          ... czy artykuł jest zły, bo nieprawdziwy, czy zły, bo dotyka niewygodych spraw?
          • wiewiorka29 Re: Zastanów sie i powiedz... 22.01.07, 16:49
            zastanów się i powiedz- czy lepiej że żona cie zostawiła i odeszla z dzieckiem,
            czy może lepiej by było, jakby fizycznie molestowala dziecko ale dalej
            bylibyscie małżenstwem?
            • tricolour Artykuł nie mówi o tym... 22.01.07, 16:57
              ... co by było (ale moim zdaniem zrobiła dobrze, że odeszła) tylko mówi, że
              kobiety samotne mają gorzej.
              • blue_a1 Tri, 22.01.07, 17:15
                odpowiedz. Czy z kiepskiego mayteriału zbudujesz
                świetny dom? Bo ja to bym się raczej postarała
                o lepsze cegły.
                • tricolour To jest zupełnie inna sprawa... 22.01.07, 17:20
                  ... i poruszanie jej w kontekście artykułu, to typowy temat zastępczy, by nie
                  kontaktować się ze stwierdzeniem, że "... w domach prowadzonych tylko przez
                  matki zanotowano trzy razy wyższy poziom ubóstwa niż w domach małżeństw... "

                  Oczywiście, że z kiepskiego materiału nie zbudujesz świetnego domu i dlatego
                  napisałem, że dobrze się stało, że żona mnie zostawiła.
            • scriptus Re: Zastanów sie i powiedz... 23.01.07, 16:33
              Gdyby żona molestowała dziecko.....

              Ciekawa kwestia, co byś zrobił, gdyby żona molestowała dziecko...

              Moja, pierwsza nasuwająca mi się męska odpowiedź - nie dopuścił bym do tego.
              Ale jak, przemocą ?? Jestem wrogiem przemocy.... zatem, nie wiem, co bym zrobił
              i Bogu dziękuję, że nie mam takiego problemu. Brrrr... Ale jest to doskonały
              przykład dylematu, jaki w małżeństwie nieraz musi być rozwiązywany, bądź to
              przez ucieczkę z małżeństwa, rozwód, bądź przez znalezienie jakiegoś
              racjonalnego rozwiązania, bądź kapitulację, poddanie się, uległość.

              Daleki jestem od zarzucania komukolwiek błędnej decyzji. Zdaję sobie sprawę, że
              tego pola dla racjonalnej decyzji pomiędzy ucieczką, a kapitulacją często po
              prostu nie ma i tak naprawdę Wasze, drogie Panie, wybory były często jedyne
              mozliwe. Wybór, czy dziecko ma być pokaleczone, posiniaczone, czy głodne i
              obdarte nie jest łatwym wyborem. Jednak w przypadku młodych, wykształconych,
              ustawionych zawodowo i dobrze zarabiających kobiet wybór jest dużo prostszy.
              Stąd kilka Pań się oburzyło na mnie za zacytowanie artykułu, jak to, przecież
              one sobie doskonale dają radę, jaka nędza.
              Ja wierzę statystykom, dopóki podają liczby, nad interpretacjami mozna się
              zastanawiać, spierać. Jeżeli ja zjem dwa pączki, a ty żadnego, to statystycznie
              zjedliśmy po jednym, ale stwierdzenie "statystycznie żadne z nas nie powinno być
              głodne" to już jest tylko interpretacja.

              • crazysoma Re: Zastanów sie i powiedz... 23.01.07, 17:30
                Scri.
                To wszystko prawda. Tak jest, tak byc moze, tak bedzie. kazdy niech sobie
                wybierze wlasciwe.
                Jedno jest pewne - TAK BYC NIE POWINNO.
                Tylko - wiesz co - caly paradoks umieszczenia przez Ciebie tego artykulu polega
                na tym, ze jakas pani w niemieckim landzie napisala artykul, z ktorego oprocz
                statystyk, nic nie wynika. Nie sadze, zeby nagle jakis X sie przestraszyl i
                zawrocil z obranej drogi (wypieprzam z domu) nie sadze, zeby nagle panowie XYZ
                wrocili do domu bo bez nich rosnie w domu psychopata i kryminalista jedzacy
                tynk ze sciany bo na nic innego ich nie stac ...
                Byc moze (tak jak w przykladzie Nangi) znajda sie tacy, ktorzy sie zastanowia,
                nad konsekwencjami I to wtedy ma sens.
                Ale tutaj, przynajmniej wsrod tych ujawnionych sa Ci, ktorzy ida juz ta
                samodzielna droga. I takie artykuly, w naszych polskich realiach (nie
                niemieckich) tylko im dokopuja.
                Ty spojrzales na to ze swojej perspektywy. Niech Ci bedzie. Wybaczone.


                • scriptus Re: Zastanów sie i powiedz... 24.01.07, 12:04
                  Szczerze, nikomu nie chciałem dokopać, sprawić przykrości...
                  Owszem, przyznaję, jestem przeciwnikiem liberalnego podejścia do życia,
                  wygodnictwa, chodzenia na łatwiznę, wierzę, że pewnych wartości trzeba bronić za
                  wszelką cenę, nawet kosztem własnej wygody.
                  Masz rację, ten artykuł na pewno nie sprawi, że jakiś X zawróci ze złej drogi,
                  nic nie da tytm, których rodziny już nie istnieją, ale może jeszcze być tym
                  piórkiem, które przeważy szalę w dobrą stronę u tych, którzy są na krawędzi.
      • phokara Re: Zmarnowana energia... 22.01.07, 17:00
        >Jestes´cie nies?usznie pogardzane nawet jako kierowcy - wiadomo - baba.
        > To o tym jest ten artyku?... Nie jest g?upi - ukazuje z?e relacje, z˙e ofiara ma
        > zawsze gorzej od sprawcy. Z˙e prawo bardziej chroni sprawców, a nie ofiary.

        Z tym, co piszesz wyzej, nie bede dyskutowac, bo to sa fakty.
        Ale gdzies to wyczytal... to ni cholery nie wiem.
        Albo ja nie umiem czytac (jak to nie w pelni myslaca, haha) albo zes sie tak rozpedzil w
        (nad)interpretacji materialu wyjsciowego, ze teraz bedziemy dorabiac dupie trabe i udawac, ze to
        taki modelowy slon.

        Moze byc. Modelowy slon na szczescie.
        • tricolour Nie trzeba dorabiać żadnej trąby... 22.01.07, 17:08
          ... stawiam hipotezę, że artykuł tak Was wkurzył, bo zaczęto z grubej rury: "Na
          przykład w domach prowadzonych tylko przez matki zanotowano trzy razy
          wyższy poziom ubóstwa niż w domach małżeństw".

          Podejrzewam, że jest to niechciana prawda... i zaczęło się. Ja chciałem się
          skupić nie tylko na tym "jak jest", ale "dlaczego tak jest i co z tym można zrobić"
          • phokara Re: Nie trzeba dorabiac´ z˙adnej tra˛by... 22.01.07, 17:28
            > ... stawiam hipoteze˛, z˙e artyku? tak Was wkurzy?, bo (...)

            Wlasnie Twoje stawianie hipotez i pozniejsze 'podejrzenia' sa dla mnie dorabianiem dupie traby.
            Bo ja tu komentowalam konkretny artykul i zawarte w nim 'prawdy' psychologiczne, a nie Twoje
            interpretacje zjawisk spolecznych i skupienie sie na tym "dlaczego tak jest i co z tym mozna
            zrobic".

            • tricolour Nie przekonasz mnie... 22.01.07, 17:35
              ... że durnowaty i nieprawdziwy artykuł wzbudzi aż takie emocje.

              Nawet wyraźnie pytałem o to, dlaczego tak żywiołowo reagujecie, skoro uważacie
              artykuł za bzdurę? Odpowiedzi brak.
              • phokara Nawet nie zamierzam... 22.01.07, 17:54
                Az taka idiotka nie jestem, zeby toczyc z Toba do konca swiata (bo Ty gangreno za cholere nie
                odpuscisz, ja zreszta tez nie) dyskusje o sloniowej trabie. No wez.

                > Nawet wyraz´nie pyta?em o to, dlaczego tak z˙ywio?owo reagujecie, skoro uwaz˙acie
                > artyku? za bzdure˛? Odpowiedzi brak.

                Mysle (to tylko podejrzenia, z gory zaznaczam, zeby nie bylo), ze reakcja jest tak zywiolowa, bo
                dopada nas irracjonalny (psychologicznie) i paralizujacy strach, ze gdzies w tym steku bzdur
                moze sie kryc ziarno prawdy, ze cos takiego moze sie nam przydarzyc. Nawet nie nam -
                dzieciom. I to jest strach najokropniejszy, bo nie dotyczy nas samych tylko tych, na ktorym nam
                najbardziej zalezy. I jesli kobieta - najcudowniejsza matka na swiecie - czyta, ze zwiekszyla
                szanse swojego dziecka na 'kryminal' albo 'na zycie w ubostwie' to ja sie jej nie dziwie, ze
                reaguje zywiolowo. Ty piszesz, ze z glupoty (nazwanej kurtuazyjnie nie-pelnym mysleniem), ja -
                ze z milosci. To roznica.

                Ale to naprawde nie ma wplywu na tendencyjnosc tego artykulu i dobieranie odpowiednich
                informacji i statystyk. To mnie wkurza, ze taka bzdura jest w stanie wywolac w ludziach bardzo
                konkretny bol.

                A jesli chodzi o mnie, to najbardziej mnie wkurzyl fakt, ze ten artykul wkleil tu Scriptus.
                Wkurwilo mnie to niemilosiernie, przyznaje sie bez bicia. To oczywiscie bardzo brzydko i
                'nieprofesjonalnie' ale postanowilam sie przyznac. W domu przeprowadze w tym zakresie
                stosowna autoanalize.

                Usatysfakcjonowany odpowiedzia?
                Dorzucilabym jeszcze wsciekly pms, ale niestety go nie mam. Cholera, co za pech.

                • tricolour I tym zamknęłaś mi usta. 22.01.07, 18:01
                  I o to chodziło, że w cholernym, amerykańskim artykule może byc ziarno prawdy,
                  które uruchomiło lęki. Nawet jeśli dane są nieprawdziwe, to lęki realne.

                  I, że wkleił to Scriptus, który zagłodzi milion murzyńskich dzieci, by znaleźć
                  "usprawiedliwienie" dla swej bierności.

                  Moja morda w kubeł.
                  No... na razie.
                  • phokara Re: I tym zamkne˛?as´ mi usta. 22.01.07, 18:22
                    >Nawet jes´li dane sa˛ nieprawdziwe, to le˛ki realne.

                    Tak.
                    To wlasnie mialam na mysli.

                    > Moja morda w kube?.
                    > No... na razie.

                    A moja w kieliszek z winem.
                    No .... paaaaaaa.






            • tricolour I jeszcze jedno.... 22.01.07, 17:37
              ... w kontekście Scriptusa jawi się artykuł wodą na młyn jego bierności, ale to
              też inna sprawa.
    • blue_a1 dla Tri, co tu mogło zastanowić 22.01.07, 17:23
      scriptus napisał:

      > Rodzina do naprawy
      >
      > ....Na przykład w domach prowadzonych tylko przez matki zanotowano trzy razy
      > wyższy poziom ubóstwa niż w domach małżeństw,

      Czyżby? Czy to są polskie dane? Czy jednak amerykańskie
      suberbia?

      a prawdopodobieństwo pozostania
      > w biedzie przez kolejne lata w domach samotnych matek jest osiem razy większe.

      Pukam się w głowę.

      > Prawdopodobieństwo, iż młodzi mężczyźni wychowani w domu bez ojca trafią do
      > więzienia, jest dwa razy większe niż w przypadku tych, którzy wychowali się w
      > pełnych rodzinach (dla wychowywanych przez ojczymów jest trzy razy większe).

      Znowu: chodzi o Polaków?
      A jakie są dane dla konkubinatów, w których oboje rodzice
      z upodobaniem ten alkohoel etc.? Dobra, coś tworzę, ale
      mam wrażenie, że to jest fajny art., ale nie tu.

      > Na statystyki te nie mają zresztą wpływu czynniki rasowe, ekonomiczne,
      > wykształcenie rodziców i miejsce zamieszkania.

      Oj, przegięcie. Nie mają?!

      >
      > Podobnie rzecz się ma z liczbą uczniów porzucających szkołę. Procent białych
      > uczniów (unieważnia to zresztą stereotyp rasowy), wychowanych tylko przez
      > jednego rodzica, porzucających szkołę, jest znacznie wyższy (28 proc.) niż
      > czarnoskórych uczniów pochodzących z pełnych rodzin (17 proc.).

      Tak strasznie polscy uczniowie porzucają edukację?
      O ile pamiętam, jednak jest to obowiązek do któregoś
      tam r.ż.


      To właśnie
      > tego typu statystyki źle wróżą na przyszłość. Najbardziej jednak zatrważający
      > jest fakt, że więcej niż jedna czwarta wszystkich dzieci (co drugie dziecko
      > murzyńskie) żyje w domach z jednym z rodziców, co stanowi trzykrotny wzrost w
      > stosunku do 1960 roku.

      Że coraz więcej par się rozwodzi - to znany fakt.

      >
      > Mimo to nadal wyczuwa się niechęć do zaakceptowania prawdziwej natury
      > problemu. Dużo pisze się o kwestii maltretowanych kobiet, ale niektóre istotne
      > fakty pomija się w tej niby obiektywnej retoryce, na przykład brak
      > rozgraniczenia między małżeństwem a wolnym związkiem.

      Wolno bić, tak?

      OK, starczy.
      • tricolour Dlaczego poświęcasz tyle czasu na taki... 22.01.07, 17:39
        ... bezsensowny artykuł? Pytam kolejny raz, ale odpowiedzi nie mam.

        Jeśli ten artrykuł rzeczywiście jest bez sensu, to powinien spaść jak każdy mało
        interesujący wątek.
        • phokara Re: Dlaczego pos´wie˛casz tyle czasu na taki... 22.01.07, 17:57
          Napisalam Ci odpowiedz. Mnie juz wiecej nie pytaj. Musze isc do domu rozmrozic rybe... haha i
          wino czerwone otworzyc coby pooddychalo.

          ps.
          To normalne, ze najglupsze rzeczy wywoluja najdluzsze dyskusje. Nie zauwazyles?
          • tricolour Smacznego. 22.01.07, 18:01
            smile)
          • tricolour Przez Ciebie idę kupić rybę... 22.01.07, 18:11
            ... baby kierują. Cholera.

            Smaku mi narobiła... Powaga.
        • wiewiorka29 Artykul jest niesmacznie tendencyjny 22.01.07, 18:02
          a przede wszystkim nie na miejscu. (przyklad ktory ktos przytoczyl z oscieta
          noga pokazuje). I przykre jest, ze Scri go cytuje jako "argument" (jesli za
          czyms, to nalezalo by sie tez zastanowic rownoczesnie o drugiej stronie medalu)
          na tym forum, chyba zbyt wpatrzony w swoja sytuacje. A to, ze ty wyczytujesz
          tylko te odnosniki, ktore ci pasuja tworzac kreacje "innego" "trzezwo"
          oceniajacego to nihil nowi,.. tylko literki, tylko, dla ciebie.

          Artykul twierdzi, ze skutki spoleczne molestowania dziecka w pełnej rodzinie
          są mniejsze niz skutki rozwodu. Czy popierajac artykul poprzesz te teze,
          twierdzeniem, ze lepiej zeby twoje dziecko bylo molestowane niz fakt ze zona
          sie z toba rozwiodła?
          • tricolour Co ma piernik do wiatraka? 22.01.07, 18:09
            Artykuł twierdzi, że "skutki ze skutki spoleczne molestowania dziecka w pełnej
            rodzinie są mniejsze niz skutki rozwodu".

            Nie mam podstaw, by kwestionować taką tezę. Nie mam stosownej wiedzy, nie mam
            odpowiedniego wykształcenia, nie zajmuje się tym tematem nawet pobieżnie. Nigdy
            z nikim na ten temat nie rozmawiałem, nie czytałem itp.

            A Twoje pytanie jest bez sensu, bo moje dziecko nie było molestowane.

            • wiewiorka29 Re: Co ma piernik do wiatraka? 22.01.07, 18:17
              Twierdzisz, ze artykul jest niegłupi. Dziwisz się, że inni są nim oburzeni.
              Więc powinieneś się zgodzić z tym co twierdzi autor, że lepiej było dziecko
              molestować niż fundować mu rozwód.
              • tricolour Nieprawda. 22.01.07, 18:28
                Nie mam podstaw do kwestionowania tego artykułu. Z tego nie wynika, że "lepiej
                było dziecko molestować niż fundować mu rozwód".

                Dokonujesz manipulacji. Artykuł mówi jedynie "ze skutki spoleczne molestowania
                dziecka w pełnej rodzinie są mniejsze niz skutki rozwodu". Z tego nie wynika co
                jest LEPSZE - nie używa sie tego słowa.

                Ty stawiasz problem na zasadzie "molestowanie albo rozwód - co jest lepsze".
                Artykuł mówi, że oba są złe, ale "skutki społeczne... i tak dalej.

                • wiewiorka29 Re: Nieprawda. 22.01.07, 18:44
                  Autor manipuluje uzywajac slowa "mniejsze" w polaczeniu skutkow molestowania i
                  rozwodu. Bo nadaje im wage. Nie przerzucaj na mnie wymiaru durnoty tego
                  artukulu. Nie wiem kto sie pod nim podpisal , moze po prostu jakis
                  Seksimuminek albo inny oszolom ktoremu dano kilka tabelek statystyk i kazano za
                  godzine oddac gotowy artykul do skladu.
                  Bo co za odkrycie Ameryki (doslownie Ameryki!) pseudonaukowym dowodzeniem, ze
                  jeden rodzic w rodzinie to jedna wyplata na rodzine a nie dwie, i jeden rodzic
                  ma mniej czasu na dopilnowanie dziecka niz dwoje rodzicow. Do tego podlaczona
                  otoczka "ku przestrodze... bo dzieci po rozwodzie czeka patologia,
                  nieszczęście, niedouczenie, synow przestepczosc, a corki plodzenie nieslubnych
                  dzieci"... moja wiekowa ciocia uwaza , ze zmiany klimatyczne na ziemi to kara
                  boska za grzechy ludzkosci... Ten sam wymiar. I dziwie sie, ze ktos ten
                  artykul uwaza za dobry. Zapewne jest mu taka swiadomośc do CZegos potrzebna.
                  • tricolour A kto napisał, że jest "dobry"? 22.01.07, 19:15
                    Jak ktos tak napisał, to też mu się dziwię...
        • blue_a1 Re: Dlaczego poświęcasz tyle czasu na taki... 22.01.07, 18:29

          Wspólny gniew łączy smile
    • crazysoma Raz dwa Tri 22.01.07, 18:45
      Ale my, te kobiety z artykulu to wszystko wiemy i bez tego artykulu.
      I stad nasza zywiolowa reakcja, na Ciebie Tri, bo my o dupie (co wynika z
      kontekstu artykulu, bo jestesmy w dupie) a Ty o slupie.
      Tez sobie kupie rybe. Nie Rybe, ale rybe. Lososia. I zjem.


      • phokara Re: Raz dwa Tri 22.01.07, 18:58
        No i co?
        No i pstrag!

        hahaha...
    • warisw Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 22.01.07, 19:06
      co za bezsens, a z czego mają czerpać nasze dzieci te pozytywne wzorce na swoje
      przyszłe życie? Z obserwacji? Czego?

      wspaniałe, udane, kochające dzieci, ceniące wartość rodziny i przekazujące tę
      > wartość swoim dzieciom...


      Na ogół
      > nie jest łatwo żyć w nieustannym kryzysie i na krawędzi

      Miłego wieczoru.
      • libra22 ja odnosnie jednego postu Tri 22.01.07, 21:32
        Ja nie czytałam całego watku (przepraszam, nie mam czasu),
        ale do Tri - Ty czytaj chłopie ze zrozumieniem, jak chcesz oceniać. Bo
        inteligencja zobowiązuje.
        "A sprawa jest dość prosta - artykuł pokazał nielubiany i nieakceptowany status
        kobiety. Oczywiście nie każdej, ale statystycznie jest to bardzo prawdopodobne.
        Wywołał taką reakcję, bo jest właśnie prawdziwy..."

        Mojej reakcji nie wywołał artykuł, tylko dopisek Scriptusa, który była (o ile
        dobrze zrozumiałam) zupełnie odautorski.
        • tricolour Na drugi raz jak będę... 22.01.07, 21:39
          ... pisał cos o kobietach, to wielkimi literami będę dopisywał NIE DOTYCZY LIBRY22.

          Widzę, że samo sformułowanie "oczywiście nie każdej" jest za mało wyraźne.
          • dwujka Re: Na drugi raz jak będę... 22.01.07, 21:47
            czuję się wyrózniona Tri tak szybka reakcją
            możesz małymi literkamiwink
            • dwujka Re: Na drugi raz jak będę... 22.01.07, 21:48
              no tak, brak zrozumienia w czytaniu-przepraszam
    • akacjax Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 23.01.07, 00:12
      Przestroga chyba przed czytaniem tekstów gazety pisanych pod jedyne słuszne racje....

      Niedawno był taki program w tv o rozwodach, co rusz próbowano udowodnić jaka to trauma dla wszystkich. Na koniec było takie dziewczę, które zgodnie z zamysłem prowadzącego odpowiadało na pytania...aż do ostatniego zdania...ale nie wiem, co byłoby gdyby się nie rozwiedli...

      Od pewnego czasu daje się czytającym w klapkach takie artykuły pod nos...i oni już robią propagandę dalej...gratis.

      Jestem zaskoczona, że Scri pokazuje ten artykuł.
      Czytałam go rano i byłam zaszokowana, że gazeta już się zaprzedała.
    • weekenda Dopiero teraz go przeczytałam 23.01.07, 09:48
      Artykuł znaczy. Nie czytałam wypowiedzi.

      Artykuł jak artykuł, odnosi się kogoś, gdzieś.

      Po pierwsze statystyka zawsze była moją ulubioną dziedziną: jak na spacer idzie
      pies z właścicielem to wg statystyki po ile mają nóg? po trzy. I czegobyśmy nie
      mówili, jakich argumentów nie używali to jest to podstawowa zasada jaką rządzi
      się statystyka: wrzuca wsio do jednego wora, miesza, przecedza przez sito i
      wycieka COŚ.

      Artykuł odnosi się do Stanów Zj.Am. więc tu już dla mnie jest nieprzedkładalny
      na Polskę. My nie mamy za sobą rasizmu, życia w "najbogatszym kraju na świecie,
      o największej wolności i swobodzie człowieka".

      Z jednym napewno się zgodzę. Bez względu na dalsze życie rodzica, który zostaje
      sam z dzieckiem po rozwodzie, życie takiego dziecka po rozwodzie ulega
      pogorszeniu. Nie mówię o patologiach, degeneracjach, czy zboczeniach rodzica.
      Mam tu na myśli rozwalenie się DOMU dziecka, rozstanie z drugim rodzicem, w
      sumie na zawsze. I czego byśmy nie pisali, wymyślali, jakich argumentów czy
      przykładów nie używali, to jest to fakt. Dziecko kocha oboje rodziców
      bezwarunkowo. I nawet jak coś dla nas jest chore w rodzinie, to dla dziecka
      jest jego życiem, standardem. Podam wam taki spektakularny przypadek: przez
      wiele lat trwały walki, wrzaski i kłótnie pomiędzy rodzicami. W tym wszystkim
      była ich córeczka. Wreszcie rozwód i batalia o dziecko. Na przesłuchaniu
      córeczki (i przez sąd i przez fachowców) za każdym razem dziewczynka
      potwierdzała, że nie było żadnych awantur pomiędzy rodzicami, żadnych krzyków,
      awantur. ŻADNYCH. Rodzice toczyli pomiędzy sobą wojnę a ona nie słyszała nic.
      Potwierdził to szereg kolejnych badań. Jasne, że zadziałały tu przeróżne
      mechanizmy u dziewczynki ale fakt jest faktem. Dla niej to był jej jedyny znany
      świat, życie. I takim go kochała.
      I jasne jest, że z dużym prawdopodobieństwem ona powieli ten schemat w swojej
      rodzinie jak ją założy - bo nie zna innego. Może używać rozumu i pracować nad
      swoimi zachowaniami, wymiesza się ze schematem rodziny swojego męża ale to czym
      nasiąknęła zostanie.

      Czasami też rozstanie następuje z rodzicem, którego dziecko "bardziej" kocha.
      My, jako rodzic możemy o tym nie wiedzieć, ale tak bywa. I tu już jest tragedia
      dziecka.

      Jasne też jest, że kolejna/y mamusia/tatuś dla dziecka nie będzie tą/ym
      jedyną/ym, "pierwszym".

      I jasne też jest, że nie pieniądze dają szczęście.
      • tricolour Zły przykład. 23.01.07, 22:24
        Mój profesor analizy matematycznej zwykł mawiać, że nic tak dobrze nie zaciemnia
        sytuacji jak dobrze dobrany przykład. Ty też tak zrobiłaś:

        "jak na spacer idzie pies z właścicielem to wg statystyki po ile mają nóg? po
        trzy" - i to jest guzik prawda. Bo nie "według statystyki" a wedłu średniej
        atytmetycznej, a to co innego.

        Statystyka jest takim samym narzędziem jak inne. Młotkiem można wbić gwóźdź i
        wybić komuś oko - kwestia użycia. Kruszynka pisała, że już na pierwszym semstrze
        zrozumiała, że ze statystyki można wyciągnąć dowolne wnioski - a to oznacza, że
        Kruszynka jeszcza małym dzieckiem jest. Bo dowolne wnioski może wyciągać
        dokładnie ze wszystkiego - jeśli sie tylko chce.
        • weekenda Dobry dobry :) 24.01.07, 00:03
          tricolour napisał:

          > Bo nie "według statystyki" a wedłu średniej
          > atytmetycznej, a to co innego.
          >

          Wszystkie badania statystycznie opierają się w end efekcie na wyliczaniu też
          średniej arytmetycznej.


          > Kruszynka pisała, że już na pierwszym semstrz
          > e
          > zrozumiała, że ze statystyki można wyciągnąć dowolne wnioski - a to oznacza,
          że
          > Kruszynka jeszcza małym dzieckiem jest. Bo dowolne wnioski może wyciągać
          > dokładnie ze wszystkiego - jeśli sie tylko chce.


          Troszkę źle Kruszynka zrozumiała i Ty też: ze statystyki można wyciągnąć takie
          wnioski, jakie pytanie się postawi. Jak badanie nie potwierdza postawionego
          pytania, to odpowiada się tak, jak badanie wychodzi. Tyle statystyka. Pies z
          panem na spacerze mają po trzy nogi. Koniec kropka. A usłyszałam to cudowne
          stwierdzenia u prof. Śpiewaka, na zajęciach smile I bardzo mnie przekonuje! Od
          tylu już lat!
          • crazysoma Re: Dobry dobry :) 24.01.07, 00:12
            Weeku Drogi a dlaczego Ty nie spisz? Pilnujesz czegos, raz kapiacego, raz nie,
            w lazience? smile

            Buziaki.

            A w piatek (ew. sobote) lezymy pod sksowym stolem Drogie, SKSowe Panie. Pisze
            tu bo zanim odpowiem w meilu to jakies pol roku minie.
          • tricolour Nieprawda - zły. 24.01.07, 06:50
            Z założenia zły. Nie można do badań używać tak róznych przedmiotów - wtedy
            dostaje się bzdurne wyniki, jak w Twoim przykładzie. To nie wina statystyki - to
            błąd obliczjącego wynik na podstawie błędnych założeń: liczenia średniej liczby
            nóg u przedstawicieli róznych gatunków.

            Można pójść krok dalej i obliczyć średnią inteligencje kobiety i psa.
            Piećdziesiąt. Kiepsko z Wami. Dobrze z psami.

            Profesor Śpiewak do filharmonii!
            • weekenda ??? 24.01.07, 09:45
              dżizes Tri... wyciągnij korek i wypuść powietrze, albo się nakłuj i też wyjdzie
              ale będzie syczało... co Ty Chłopie? nie jesteś w stanie wyczytać żartu?
              dowcipu? plizzzz... to, że pojęcie empatii tu na forum, na słowie pisanym jest
              Tobie kompletnie obce to już wiem ale żeby aż tak? Jakie założenia? jakie
              gatunki? ja kręcę...


              I widzisz... i jak mamy Cię tu lubić czy nawet tolerować. Sam przeczytaj co
              napisałeś:

              > Można pójść krok dalej i obliczyć średnią inteligencje kobiety i psa.
              > Piećdziesiąt. Kiepsko z Wami. Dobrze z psami.

              I co? dalej będziesz twierdził, że lubisz kobiety? Wyluzuj Chłopie i
              przynajmniej przemyśl to co chcesz napisać. A jeśli nie to nie dziw się, że
              jeśli ludzie reagują na Ciebie negatywnie. Ty po prostu jesteś niekulturalny i
              niegrzeczny.
              A mnie nie lubisz, bo jako jedna z nielicznych walę Ci prosto z mostu kim
              jesteś przez słowo pisane.

              Uważaj co piszesz. Bo to co na monitorze to w głowie... jeśli ofkors chcesz
              stworzyć poprawny związek nomen omen z kobietą co to niekorzystnie wygląda w
              porównaniu z psem.

              Zresztą to nie moja sprawa. ech sad szkoda słów.

              ps. prof. Śpiewak jest socjologiem - fantastycznym zresztą.
              • tricolour Ja też żartowałem... 24.01.07, 14:53
                ... a i Ty nie wyczułaś żartu.
                Jako znawca problematyki psychologicznej powinnas wiedzieć, że zarzuty stawiane
                innym są często nieuświadomionymi zarzutami wobec siebie... smile

                No i widzę, że bardzo wrażliwa jestes na każde negatywne zdanie na temat kobiet.
                Krzywdę Ci kiedys zrobiłem?

                tongue_outPP
              • tricolour A przykład z psem był Twój. 24.01.07, 14:58
                Nogi liczyć można, a inteligencji nie można. Widac wynik wyszedł niedobry, to
                znaczy, że to ja zły jestem choć przykład wziąłem od Ciebie...

                I ta asymetria jest bardzo pouczająca.
    • sonrisa3 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 24.01.07, 03:49
      Potwornie tendencyjny ten artykuł.
      Uważam też, że przesadziłeś z twierdzeniem, że wystarczy byle bzdura i ludzie
      się rozwodzą. No, może jestem naiwna ale nie wierzę, że są, może poza jakimis
      nielicznymi wyjątkami, ludzie, którzy przed podjęciem takiej decyzji sto razy
      jej nie przemyślą. Nawet, jesli jakiś lekkomyślny ludek chciałby rozwodu z
      powodu "bo taki mam kaprys" to powstrzymują go przed tym te, nazwijmy
      to "niedogodności okołorozwodowe" czyli myśl o dzieciach, podział majątku,
      presja rodziny, konieczność całkowitej zmiany życia.
      No i rzecz ostatnia - sądy też tak na zawołanie tych rozwodów nie dają.
      • bursztynowe Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 24.01.07, 10:56
        Biorąc pod uwagę łatwość zawarcia zw. małż. oraz schody przy jego rozwiązaniu,
        powiedziałbym, że znacznie bardziej nieprzemyślana i powierzchowna jest decyzja
        o tym pierwszym.
        A powinno być raczej odwrotnie. Zanim ślub i te rzeczy, to ścieżka zdrowia,
        badania psychologiczne, testy na wytrzymałość...
        • sonrisa3 Re: Ciekawy artykuł, ku przestrodze 24.01.07, 14:12
          > Biorąc pod uwagę łatwość zawarcia zw. małż. oraz schody przy jego rozwiązaniu,
          > powiedziałbym, że znacznie bardziej nieprzemyślana i powierzchowna jest
          decyzja
          > o tym pierwszym.

          DOKŁADNIE!
    • 13monique_n Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 10:15
      Wsadziłeś kij w mrowisko, Tri broni tez artykułu jak lew, kilka z nas sie
      niewąsko wściekło nie tyle na artykuł, co na to, że ma on "służyć" Twojej tezie
      o bierności i wartości "za wszelką cenę" zachowywanej rodziny (razem, ale
      osobno). A Ciebie nie ma. Hm.
      • scriptus Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 11:53
        Jestem, jestem Moniko smile ledwo nadążam czytać...
        Doceniam wysiłki Tri... dzięki.
        Bierność.... zachowanie status quo....
        Mimo wszystko po iluś latach dobrze oceniam wyniki tej strategii. Cieszę się, że
        nie dopuściłem do rozpadu rodziny. Alternatywą była wojna, w której wszyscy
        byliby przegrani. Bowiem, czy wygranym może być ktoś, kto zakrwawiony podnosi
        się po bitwie na polu pełnym trupów? A ja, mimo wszystko mam dom, w którym jest
        czysto i ciepło, wszyscy są najedzeni, oprani, wyprasowani, dzieci się dobrze
        uczą, mają chęć i czas na zabawę, a że to wszystko współtworzy para, pomiędzy
        którą wieje emocjonalnym chłodem? I tak mogę Bogu dziękować, gorsze są
        nieszczęścia, kalectwo, bezrobocie, bieda....
        • akacjax Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 12:50
          Tez myślałam kiedyś, że dla dobra dzieci...przecież to nasz chłód, nasza niełączność...
          I wyszło szydło z worka...gdy dzieci zaczęły mówic dorosłym głosem.
          Na szczęście wyszło teraz, jeszcze można to przerabiać, naprawiać...ale złą jestem na siebie, ze tak głupio kiedyś myślałam.
          Bo dobro dzieci, to wcale nie pozory domu.
          • phokara Re: Gdzie jestes´, Scriptusie? 24.01.07, 12:52
            > Bo dobro dzieci, to wcale nie pozory domu.

            Akacjo, chyle czola.
        • bursztynowe Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 13:08
          Kwestia nazewnictwa. Ty to nazywasz rodziną, a ja - fikcją. W hotelu też czysto
          i ciepło, ludzie są najedzeni, a dzieci sie fajnie bawią.

          Samooszukiwanie nie zmienia rzeczywistości. Tylko po co oszukiwać samego siebie?
        • berek_76 Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 13:17
          Tak, Scri. Teraz masz wszelkie podstawy, żeby wiedzieć, że zrobiłeś dobrze.

          Obejrzyj rodziny swoich dzieci i ich życie za 20-30 lat. Zobacz, jakimi będą
          małżonkami i rodzicami. I wtedy mówi "zrobiłem dobrze".

          Bo na razie zrobiłeś tak, jak chciałeś. Dalszych przesłanek brak.

          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • sonrisa3 Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 14:23
          Scriptus, ja powiem tylko tyle - poczytaj na róznych forach wypowiedzi
          dorosłych, wychowanych w takich pozornie normalnych rodzinach. To powinno Ci
          powiedzieć więcej niż suche statystyki.
          Daj Ci Boże, żebyś po iluś tam latach powiedział, że warto było, może się z
          zoną jeszcze zbliżycie do siebie, ale...za dużo w życiu widziałam, za dużo mam
          lat, żeby w taki happy end bezkrytycznie wierzyć.
        • betuana Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 14:44
          Wiem, że kiedyś moja mama miała już dość bycia z ojcem (z powodów dużo różnych,
          ale jak mawiał Aslan opowiadam tylko swoją historię) i zaproponowała rozwód. W
          odpowiedzi usłyszała "No co ty, a dzieci?" i tak zostali razem, co uważam za
          największą pomyłkę w ich życiu. Teoretycznie miałam zupełnie normalny dom,
          byłam oprana, nakarmiona, tylko dlaczego cały czas dręczyło mnie pragnienie,
          żeby stamtąd uciec. Śietna uczennica, radząca sobie z najróżniejszymi sprawami
          ale nie potrafiąca sobie radzić z własnymi emocjami i uczuciami bo tego nie
          miałam się od kogo nauczyć. Dom i ludzie to nie wszystko, coś jeszcze musi ich
          łączyć oprócz konwencjonalnych więzów rodzinnych.
        • 13monique_n Re: Gdzie jesteś, Scriptusie? 24.01.07, 15:00
          scriptus napisał:

          > Bierność.... zachowanie status quo....
          Lekcja bierności i chłod emocjonalny ludzi, którzy powinni sie wpierać,
          podpierać, dawać sobie czas, uwagę i przyjaźń jest lepsza niż w wielu wypadkach
          w miarę kulturalne rozstanie, póki potrafią sie choćby na tyle szanować? (nie
          poruszam świadomie przypadków bardzo częstych na forum, kiedy pojawił/a się
          ten/ta trzecia/a).
          Jasne, ze masz prawo widzieć to jako korzyść, co robisz. Ale przyznaj chociaż,
          że choćby raz w życiu czytałeś coś o ludziach wychowywanych w domu, gdzie
          rodzice nie okazywali sobie przywiązania (miłości w wersji idealnej) i o
          problamach emocjonalnych tych ludzi. I jeśli możesz, przyznaj, że artykuł, jaki
          tu zamieściłeś był dla Ciebie artykułem z tezą.

          > A ja, mimo wszystko mam dom, w którym jest
          > czysto i ciepło,
          Ofc. masz na mysli ciepło z kaloryferów, albo kierowane od pojedynczego rodzica
          do dzieci, tak?
          Bo jako admin to chyba znajdziesz w archiwum swoje posty o lodowni w domu
          (Twoje odczucia)?
          Trzymaj się ciepło. Przykro mi, że nie zauważyłeś, ile przykrości sprawiłeś tym
          jednym "wpasowanym" wklejeniem artykułu. Monika
        • tricolour Nie dziękuj, Scriptusie... 24.01.07, 15:15
          ... bo faktem jest, że taki wątek Twojego autorstwa podziałał troche jak płachta
          na byka. Przywaliłeś z grubej rury, a że sam nie masz zamiaru brać rozwodu, to
          nie dziw się, że postawiłeś się po drugiej stronie barykady. I teraz strzelanka.

          Zresztą widac jak bardzo ludzie poranieni wychodzą z nieudanych małżeństw -
          żadnego dystansu, żadnej refleksji nad artykułem, który nie miał na celu dowalić
          kobietom, tylko cos pokazać. Niestety ślepy nie chce niczego oglądać, a oczy
          otwierają sie w kilka lat po rozwodzie.

          Mnie też tu jedna taka od rónych wyzywa, bo sama ze sobą nie może dojść do ładu
          i myśli, że każde moje zdanie w jej sercę mierzę. Nie rozumie babina jak bardzo
          zdradza podeptaną przez kogoś godność, partnerstwo, poczucie wartości. Myśli,
          nieszczęsna, że to ja podeptałem - na tej zadadzie obrywasz i Ty.
          • wiewiorka29 Re: Nie dziękuj, Scriptusie... 24.01.07, 16:09
            a wiesz co? gdybys sam naprawde wyszedł juz ze swojego rozwodu i miał do tego
            dystans , to tez by cie tu dawno nie było. I w wielu sprawach nie farmazoniłbyś
            całkiem spaczenie z subiektywnym zakretem. smile
            • tricolour Hehe. 24.01.07, 16:46
              Właśnie ten wątek z całą wyrazistością pokazuje na jakim etapie jest ktoś po
              rozwodzie. Na przykład Pho napisała otwarcie co ją wkurza i rozumiem jej pogląd,
              bo mam podobny. Wkurza ja jej własny lęk, że artykuł może być odrobine prawdziwy.

              Ci wszyscy, co sie złoszczą, a piszą, że artrykuł jest do bani pokazują, że nie
              potrafią kontaktować się ze swoimi uczuciami. Daleka droga przed nimi...
              • wiewiorka29 Re: Hehe. 24.01.07, 17:11
                No jasne. W tym widać ktora sprawa z tematu rzuconego przez Scri kogoś jeszcze
                zbyt boli/wkurza. Wcale sie kobietom nie dziwie, zapewne zadna nie jest 10 lat
                po rozwodzie, wiekszosc w trakcie. I nie zawsze z wlasnej woli.
                A jak się poczytasz na tym forum troche wstecz w innych tematach blizszych-ci,
                to zobaczysz swoje nieprzerobione sprawy : i te "dlugie drogi" ktorzy inni tez
                widza, hehe.
                • tricolour I tu się mylisz... 24.01.07, 17:16
                  ... nie jestem w stanie zobaczyc własnych nieprzerobionych spraw. Właśnie po to
                  jestem, by mi je ktos jeszcze pokazał, a nie odsyłał gdzieś...

                  Masz ochotę pogłówkować i napisać coś sensownego, co mnie zainteresuje, dotknie
                  do żywego, zmusi do refleksji i zmobilizuje do działania?
                  • wiewiorka29 Re: I tu się mylisz... 24.01.07, 17:26
                    Ja tam widzę wstecz, co i kiedy miałam nieprzerobione i nawet przypuszczam z
                    dużym prawdopodobieństwem dlaczego. I wiem co jeszcze szwankuje i nad czym
                    musze chuchac-dmuchac. Będąc wśród ludzi, w związkach i z sama sobą.
                    Ty nie? Bez autorefleksji? Przecież to nie tworzenie nowego człowieka od
                    początku, nie zmiana pod dyktando...Halo, gdzie baza?
                    • tricolour Dlaczego się wymigujesz? 24.01.07, 17:31
                      Ja naprawdę przykładam się do tego, co piszę, nawet wtedy, kiedy sa to rzeczy
                      niepopularne. Ludzie mnie nie lubia nie za to, że im włażę do dupy (jak
                      niektórzy na forum), ale dlatego, że napiszę coś, co ich dotknie.
                      A jesli dotknie, to nie jakaś bzdura, ale coś, co jest dla nich ważne i ukrywane.

                      Prosiłem Cię o jakieś spotrzeżenia, a Ty sie mnie pytasz, czy sam tego nie
                      widzę... No nie widzę.
                      • wiewiorka29 Re: Dlaczego się wymigujesz? 24.01.07, 18:24

                        jesli nic nie widzisz, co mogłbys zmienić, to musi znak, ze ideałem jesteś dla
                        siebie, znaczy tak ci z soba absolutnie dobrze , ze nikt z zewnątrz tego stanu
                        nie zburzy i zadne wypowiedzi foremek nie przedra sięsmile. CHyba.

                        Niby z westernów "dobry bezwzgledny"? smile

                        Mozna pisac ważne nie-bzdury tak, żeby zbyt nie dotknąć bardziej niz trzeba.
                        Nie można? Myslisz, nie lubią za to "co"? czy za to "jak"?

                        A gdzie kto komu włazi na tym forum do d...? I dlaczego tak uważasz? Nie
                        czytam wszystkiego, widze ludzi ktorzy sie lubią, starają pomóc, pocieszyć itd.
                        ale włazic do d...? kędy?

                        • tricolour Nadto rzeczowa nie byłaś... 24.01.07, 18:28
                          ... trudno.

                          A kto włazi w dupę? No... wybacz... publicznie tego nie powiem, ale na
                          spotkaniach takie rzeczy sie omawia...
                          • wiewiorka29 Re: Nadto rzeczowa nie byłaś... 24.01.07, 18:31
                            Nie wypunktuję Ci. Musisz sam. Wedle chęci wink

                            A na spotkaniach?..... wstrętni plotkarze! (ale... Ty to chyba na spotkaniach
                            rzadko bywasz, to skad wiesz?)


                            • tricolour Raz tylko byłem... 24.01.07, 19:02
                              ... i nasze urocze Panie zbierały wazelinę w słoje...
                              • wiewiorka29 Re: Raz tylko byłem... 24.01.07, 19:09
                                nie wiem co na "to" Panie,
                                ale
                                statystycznie Twoja pojedyncza probka nie jest reprezentatywna.
                                • tricolour Nie jest reprezentatywna. 24.01.07, 19:12
                                  Ale wykluczone jest nieobgadywanie innych na takich spotkaniach. To jest w posób
                                  naturalny wykluczone...

                                  smile)
                                  • wiewiorka29 Re: Nie jest reprezentatywna. 24.01.07, 19:17
                                    Pracuję z samymi facetami... Ci to dopiero plotkują... smile)) A ja wczesniej
                                    przypuszczałam, że bardziej "naturalne" jest to u kobiet.
              • akacjax Re: Hehe. 24.01.07, 18:12
                a Pho jest po rozwodzie?

                Może to kwestia widzenia przez pryzmat posiadania dzieci?

                Szkoda, że celem artykułu jest negowanie rozwodów, zupełnie jakby ojcowie nierozwiedzenie byli lepsi...

                I na pewno nie nierozwodzenie się lekarstwem na problem, bo leży on gdzie indziej.
          • crazysoma Re: Nie dziękuj, Scriptusie... 24.01.07, 23:32
            Zresztą widac jak bardzo ludzie poranieni wychodzą z nieudanych małżeństw -
            > żadnego dystansu, żadnej refleksji nad artykułem, który nie miał na celu
            dowali
            > ć
            > kobietom, tylko cos pokazać. Niestety ślepy nie chce niczego oglądać, a oczy
            > otwierają sie w kilka lat po rozwodzie.

            A te OGOLNE wnioski to skad? Prowadzisz jakies badania? Wiesz Tri nie mozna
            uogolniac. Poranienie nie wyklucza pracy nad soba. Ja wlasnie dzis, w
            konkretnych okolicznosciach stwierdzilam, ze to niesamowite, jak wiele sily
            dala mi praca nad soba, terapia, przemyslenia, walka z wlasnymi streotypami
            itp. Jak nieprawdopodobnie "inna" (nie umiem tego wytlumaczyc, nie znam
            synonimu - silna?) stalam sie osoba, dlatego, ze bylam na samiusienkim dnie i
            odbijalam sie od niego, tak, nie boje sie tego powiedziec, w madry sposob. Nie
            jestem pewna, czy idac w miare prosta bez wahan droga bylabym tym kim teraz
            jestem.
            Ten artykul kompletnie nie jest np. mnie do czegokolwiek potrzebny. Ja pisze
            codziennie swoje artykuly, poprawiam je, autoryzuje i aktualizuje. Muru glowa
            nie przebije. Ale probuje.
    • misbaskerwill od siebie 24.01.07, 18:11
      Artykuł...ku przestrodze?

      chyba za późnowink

      Napiszę od siebie. Widząc to, jak moje dziecko nagle zachorowało po złożeniu
      przeze mnie wniosku rozwodowego, uważam, że coś w tym jest (jak w każdej teorii).
      To całe granie dzieckiem, zemsta żony poprzez ograniczanie kontaktów, itd...
      Rozwód zawsze ma negatywny wpływ na dziecko (podobno niektóre młodsze dzieci
      przestają nawet mówić, nagle znów mają kłopoty z tzw. "treningiem czystości").

      Jednak gdy sama sytuacja w "pełnej" rodzinie jest nienormalna, to rozwód pomoże
      również dzieckuwink.

      U mnie - przed tymi wydarzeniami synek miał codziennie kochających rodziców, a
      jak jest teraz... sami wiecie.
      Żona bez przerwy mówiła mi, że krzywdzę dziecko żądając rozwodu. I miała rację.
      Tylko zapomina o tym drobnym szczególe - jej postępowaniu, które do wszystkiego
      doprowadziło...
      Gdybym "darował sobie" ten rozwód - miałbym pewnie jeszcze kilka lat spędzonych
      wspólnie z dzieckiem. Aż w końcu małżonka by znalazła lepszy model, który tym
      razem nie uciekłby z powrotem do swojej żonywink.
      A potem - rozwód równie miły jak ten teraz, albo i gorszy.
      • akacjax Re: od siebie 24.01.07, 18:16
        No właśnie...może lepszy byłby artykuł, który mówi-jak rozwieść się bez manipulacji, kłamstw...
        Odnosze wrazenie, że nasz system prawny generuje jednak takie, a nie inne zachowania okołorozwodowe, jakby mało było emocji innych.
        • tricolour System prawny generuje? 24.01.07, 18:25
          Ludzie sami sobie generują, bo nawet na forum nie ma skarg na sądy. Na eksów
          jest skarg bez liku.
          • phimamdosc Re: System prawny generuje? 24.01.07, 18:33
            w życiu złego słowa nie powiem na "swojego" sędziego.
            niesamowicie sprawiedliwy człowiek.
            chciał dobrze i dla mnie i dla mojego wtedy jeszcze męża.

            co do poprzedniej wypowiedzi Misia o dzieciach.
            moje małżeństwo i wieczne ostatnie szanse w ostatnich latach spowodowały, że
            mój synek po wyprowadzce ojca i dowiedzeniu się o rozwodzie popłakał się i
            powiedział tylko jedno zdanie: "Mamusiu, tak jest lepiej".
            jeśli słychać było w tym czasie jakieś drgania w Polsce to był kamień, który z
            łomotem spadł z mojego serca.
            dzieci czują doskonale, a widzą jeszcze więcej.
            wszelkie choroby nerwicowe, jakie miały miejsce podczas trwania małżeństwa
            ustąpiły wspomagane oczywistą kontrolą lekarską w ciągu pół roku.
            a usmiech, spokój i bezpieczeństwo pojawiło się od razu.
            sorry, że tak się wdarłam w ten temat z biegu i ni w 5 ni w 9. nadrobię resztę.
          • bursztynowe Re: System prawny generuje? 24.01.07, 18:42
            System daje pole do destrukcyjnych zachowań.

            Oczywiście, to ludzie sobie robią na złość. Tylko gdyby mogli prościej załatwić
            formalności, myśle, że mniej byłoby przy tym cierpienia.

            "Utrudnienia" związane z rozejściem się zapewne miały na celu dobro związku (np.
            czas do namysłu, itp). W rzeczywistości w sądach odbywają się te same teatrzyki,
            ktore maja miejsce w zaciszu domowym, odpowiednio rozdęte na potrzeby, w sumie
            nie zainteresowanej widowni, jaką jest sąd.


            Tri, coś Ci się chyba pokręciło. Gdyby ludzi rozwodzili się z miłości i sympatii
            do siebie, to niniejsze forum byłoby pełne peanów na temat eksów.
            • tricolour Mnie się pokręciło? 24.01.07, 18:46
              Co mi sie pokręciło? Że dostałem pozew i po dwóch sprawach było po krzyku? Że
              takich opowieści jest tu wiele, gdzie ludzie mają wyrok po jednej rozprawie?

              A tak z drugiej strony - co chiałbys uprościć? Co w Twoim rozwodzie było
              PROCEDURALNIE tak skomplikowane, że masz pomysł na uproszczenie?
              • phimamdosc Re: Mnie się pokręciło? 24.01.07, 18:57
                > Że dostałem pozew i po dwóch sprawach było po krzyku? Że
                > takich opowieści jest tu wiele, gdzie ludzie mają wyrok po jednej rozprawie?

                ja miałam wyrok generalnie już po pierwszej rozprawie. dla sędziego sprawa była
                prosta - ci państwo razem już nie chcą być i nie będą.
                druga sprawa dotyczyła wyłącznie dzieci - gdzie będą mieszkać, wysokość
                alimentów itd.
                faktem jest, że nie chcieliśmy robić scen, awantur, byłam tym zmęczona, a on
                się wstydził rozdmuchiwać niektóre sprawy szerzej.
                można powiedzieć, że przystaliśmy na swoje warunki od razu, byle tylko to
                zakończyć.
              • akacjax Re: Dla mnie 24.01.07, 19:19
                to nie tylko kwestia procedur. To wiele innych spraw około-np. sprawy w sądach okregowych..dla mnie to trudny dojazd bez auta, dodatkowy problem; są ponoć kraje, gdzie przed rozwodem trzeba zrobić podział majątku, gdzie zabezpieczenia dla osoby zostającej z dzieckiem są lepsze (np. w mieszkaniu zostaje ten rodzic, który dostaje opiekę).
                Czas oczekiwania...o rozwód stara się, gdy jest trwały i zupełny rozpad..po co przedłużać gehennę?
                Mysle, że osoby, które miały skomplikowany rozwód, na pewno coś jeszcze mogłyby dorzucić.
              • bursztynowe Re: Mnie się pokręciło? 24.01.07, 20:28
                Tri: chociażby orzekanie o winie.

                W sensie prawnym wina znaczy coś zupełnie innego niż z moralnego i społecznego
                punktu widzenia. To są byty rozłączne.

                Tak naprawdę rozwód to (czy raczej powinien być) arbitralnym (czytaj określonym
                przez właściwego urzędnika państwowego) wyjaśnieniem kwestii opieki na
                dzieckiem, co raczej jest proste (nie opieka, tylko ustalenia) oraz kwestie
                majątkowe. Te ostatnie zresztą nie są przedmiotem sprawy rozwodowej.
                Jeśli do zawarcia związku małżeńskiego wystarczy podpis urzędnika USC, to z
                jakiej racji do jego rozwiązania potrzebny jest wyrok sądu? Tak jakby rozwód był
                "karą"... Najczęściej samo małżeństwo, od pewnego momentu, jest "drogą przez mękę".

                Ustalanie tzw. winy w sądzie nie służy tak naprawdę niczemu, bo z rzeczywistą
                winą nie ma nic wspólnego. A poza tym, ustalenie owej winy, tak naprawdę nic nie
                wnosi - bardzo jestem ciekaw jaki jest odsetek byłych współmałżonków,
                pobierających alimenty na siebie.
                Wątpliwa satysfakcja jednej ze stron nie jest uzasadnieniem dla tego bytu
                prawnego... Rozwód nie ma służyć łechtaniu czyjegoś ego, tylko zakończeniu
                kwestii formalnych związanych z rozpadem pewnego związku.
                • tricolour Darujmy sobie winę. 24.01.07, 21:08
                  Jak bierzesz ślub, to łączysz dobrowolnie nie tylko ludzi węzłem małżeńskim, ale
                  domyślnie także ich sprawy stają się wspólne.

                  A jak bierzesz rozwód, to musisz WPŁYWY rozwiedzionych stron ROZDZIELIĆ. Jeśli
                  strony się dogadują, to rzeczywiście sąd jest troche na wyrost, ale przecież
                  nigdy nie wiadomo, czy sie będą dogadywały do zakończenia sprawy. Wtedy od
                  roztrzygania konfliktów jest sąd, proces, świadkowie, dowody, itp, a nie
                  arbitralna decyzja urzędnika.

                  Rozwód nie jest karą - rozwód jest konsekwencją rozkładu związku. Ostatecznym
                  stwierdzeniem rzeczy, która już sie wydarzyła.
        • nangaparbat3 Re: od siebie 24.01.07, 23:48
          akacjax napisała:

          > No właśnie...może lepszy byłby artykuł, który mówi-jak rozwieść się bez
          manipul
          > acji, kłamstw...
          > Odnosze wrazenie, że nasz system prawny generuje jednak takie, a nie inne
          zacho
          > wania okołorozwodowe, jakby mało było emocji innych.


          Ja sie zgadzam. Generuje. Nie on sam, oczywiscie, ale sie przyczynia.
          Probowalam kiedys pisać na ten temat, ale mnie pogonili crying
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka