scriptus
22.01.07, 10:11
Rodzina do naprawy
....Na przykład w domach prowadzonych tylko przez matki zanotowano trzy razy
wyższy poziom ubóstwa niż w domach małżeństw, a prawdopodobieństwo pozostania
w biedzie przez kolejne lata w domach samotnych matek jest osiem razy większe.
Prawdopodobieństwo, iż młodzi mężczyźni wychowani w domu bez ojca trafią do
więzienia, jest dwa razy większe niż w przypadku tych, którzy wychowali się w
pełnych rodzinach (dla wychowywanych przez ojczymów jest trzy razy większe).
Na statystyki te nie mają zresztą wpływu czynniki rasowe, ekonomiczne,
wykształcenie rodziców i miejsce zamieszkania.
Podobnie rzecz się ma z liczbą uczniów porzucających szkołę. Procent białych
uczniów (unieważnia to zresztą stereotyp rasowy), wychowanych tylko przez
jednego rodzica, porzucających szkołę, jest znacznie wyższy (28 proc.) niż
czarnoskórych uczniów pochodzących z pełnych rodzin (17 proc.). To właśnie
tego typu statystyki źle wróżą na przyszłość. Najbardziej jednak zatrważający
jest fakt, że więcej niż jedna czwarta wszystkich dzieci (co drugie dziecko
murzyńskie) żyje w domach z jednym z rodziców, co stanowi trzykrotny wzrost w
stosunku do 1960 roku.
Mimo to nadal wyczuwa się niechęć do zaakceptowania prawdziwej natury
problemu. Dużo pisze się o kwestii maltretowanych kobiet, ale niektóre istotne
fakty pomija się w tej niby obiektywnej retoryce, na przykład brak
rozgraniczenia między małżeństwem a wolnym związkiem. David Blankenhorn,
dyrektor Instytutu Amerykańskich Wartości (Institute for American Values),
zauważa, że przemoc domową często nazywa się "przemocą małżeńską" lub
"maltretowaniem żony", a sprawców - "mężami" albo "partnerami", bez względu na
ich faktyczny stan cywilny (czasami tworzy się jedną kategorię "mężów i
partnerów"). W ten sposób mężowie postrzegani są przez opinię publiczną jako
winni przemocy, a małżeństwa jawią się jako siedliska problemów, podczas gdy
to właśnie stosunki pozamałżeńskie o wiele częściej są źródłem tego rodzaju
przestępstwa............
...Wpływ rozwodu i samotnego rodzicielstwa na dziecko jest o wiele bardziej
dalekosiężny niż wpływ fizycznego molestowania. Badania dowodzą, że
czarnoskóre dzieci, wychowywane przez jednego bogatego rodzica, w szkole
średniej uczą się o wiele gorzej niż czarnoskóre dzieci z pełnych, choć
biedniejszych rodzin. Córki samotnych rodziców pięć razy częściej rodzą
nieślubne dzieci niż córki wychowywane przez oboje rodziców. Wszystkie badania
ogólnego samopoczucia dziecka dowodzą, że dzieci mieszkające z macochą lub
ojczymem wykazują taki sam poziom ogólnego samopoczucia jak dzieci samotnych
rodziców, ale o wiele niższy niż dzieci z pełnych rodzin. Autorzy jednego z
badań formułują końcowe wnioski w następujący sposób: "Przeciętnie dziecku
wychowywanemu przez jedno z biologicznych rodziców powodzi się gorzej niż
dziecku wychowywanemu przez dwoje biologicznych rodziców", bez względu na
rasę, zaplecze edukacyjne i powtórne małżeństwa rodziców..........
www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3862692.html
Mówię to z przekonaniem: o ile się da, to warto ratować swoją rodzinę. Na ogół
nie jest łatwo żyć przez kilka lat w nieustannym kryzysie i na krawędzi, ale
za to też jest nagroda warta poświęceń, wychowane przez obojga rodziców,
wspaniałe, udane, kochające dzieci, ceniące wartość rodziny i przekazujące tę
wartość swoim dzieciom...
Wiem, wiele osób na tym forum miało za partnerów takich nicponi, którzy nie
wnosili do rodziny nic pozytywnego, być może lepiej dla dzieci było oddalić
takiego człowieka z rodziny.... czytając od długiego czasu to forum, już wiem,
że to wcale nie jest tylko cienki margines, jak kiedyś sądziłem. Jednak
pozostało we mnie przekonanie, że wiele osób zbyt lekko i egoistycznie do tego
podchodzi, małżonek nie tak spojrzał, zbyt późno wrócił z pracy do domu, niech
"się buja", znajdę lepszego, bogatszego, nieważne co chcą i myślą dzieci.