alone33
29.01.07, 15:41
Chcialabym poradzic sie odnosnie mieszkania kupionego wspolnie z mezem na
kredyt.On wyprowadzil sie do kochanki i oswiadczyl ze chce mojego i corki
dobra. W zwiazku z tym zadeklarowal ze nie chce nic z obecnego mieszkania i
po sprzedazy wszystko mi oddaje. Wiem ze to sa tylko slowa i boje sie co moze
byc za pare dni, m-cy...Deklaruje ze powinnismy razem wziasc drugi kredyt na
zakup nowego dla mnie mieszkanka a to w tym czasie sprzedawac i potem splacic
nowo zaciagniety kredyt. Nie wiem czy moge i powinnam jeszcze mu ufac i czy
decydujac sie na to, nie bede tego bardzo zalowac. Przeraza mnie tez
perpektywa planow, kupna z nim czegokolwiek. Chcialabym miec jak najmniej juz
z nim wspolnego. Rana jaka mi zrobil jest ogromna i ciezko mi nawet przebywac
z nim, bo nie potrafie zaakceptowac tego co zrobil. Jak myslicie, czy mozna
byc tak laskawym, pozbyc sie wszystkiego i nic nie oczekiwac w zamian?
Bylam juz u notariusza i jest mozliwosc przepisania czesci jego mieszkania na
mnie. To sa oczywiscie koszta. Nie place podatku od darowizny ale w chwili
sprzedazy mieszkania ponizej roku od chwili darowizny place podatek 19% od
sprzedazy nieruchomosci. Czyli musze rok byc w stanie utrzymac mieszkanie i
rate. On na dziecko placi ale mieszkania nie bedzie utrzymywal i ja nawet
tego bym nie chciala.
Prosze o opinie, nadmieniam ze nie jestem pozerna na wszystko, sam mi
zaproponowal ze wszystko zostawia wiec uwazam ze dobro moje i corki powinno
byc teraz dla mnie najwazniejsze. On mysle ze w ten sposob chce
zrekompensowac nam swoje odejscie i pokazac jak jest dobroduszny. Wiem ze da
sobie w zyciu rade i potrafi zaczac wszystko od zera.