Trochę się tu rozglądam od jakiegoś czasu, ale wypada sie przedstawić, bo tak
nieładnie czytać o czyimś życiu a samemu ani słowa.
Jestem przed rozwodem, właściwie dopiero rozstanie jest w toku. Podjęłam
decyzję, jedną z ważniejszych w moim życiu, wyprowadzam sie od męża. Z
dzieckiem. Miałam czas na podjęcie decyzji... powód? banalny... zdrada.
Dowiedziałam sie ponad rok temu. Swoje wypłakałam, wycierpiałam, próbowałam
to wszystko jakoś posklejać. Przez rok z kawałkiem. Dzis wiem ,ze się nie da.
Nie umiem wybaczyć, może jakaś dziwna jestem... Czy sie boję? Jak cholera...
mało zarabiam, mieszkać będę kątem u mamy. Ale, to i tak będzie lepsze niz to
co jest teraz. Nie żałuję tego roku. Roku cierpienia, kiedy patrzyłam na
niego i nie wierzyłam w ani jedno słowo, które do mnie mówi... już nie
wierzyłam. Ale miałam czas, aby ochłonąć, na zimno przemyśleć pewne sprawy,
zaobserwować, szczególnie jaki tak naprawdę jest kontakt męża z dzieckiem. To
wszystko, aby podjąć słuszną decyzję. Podjęłam i wiem ,ze słuszną.
Chciałam sie przywitać, poprosic o wsparcie w zrealizowaniu tego zamierzenia
i życzcie mi szczęścia w życiu

Pozdrawiam,
Agnieszka.