Dodaj do ulubionych

dylematy...

06.05.07, 18:39
Po ciepłym powitaniu (wątek Pomimo) dojrzałam do kilku pytań które mnie
dręczą, ale żeby je zadać najpierw skrót mojej historii...
Źle się działo, zabrałam syna, wynajęłam mieszkanie i tak już dwa lata. Z
"jeszcze mężem" mamy dobre kontakty, odwiedza nas co niedzielę, uporczywie
odsuwa myśl że to już nie małżeństwo, zresztą nie na tym mu zależało, ale na
obiadach i takich tam. Za kilka dni (po komunii syna) powiem mu że składam
pozew, być może też o tym, że chcę z kimś zamieszkać...
I tu zaczyna się mój strach - o jego kontakty z synem, do tej pory jedliśmy w
trójkę obiad w niedziele, czasem jakiś wypad. Wiem że teraz tak to wyglądać
nie będzie, już czuję się winna że coś zniszczę, wiem że śmiertelnie się
obrazi jeśli z kimś zamieszkam i nie łudzę się - odbije się to na synu.
A teraz mam nadzieję przeczytać mądre rady, krytyczne uwagi czy cokolwiek...
Obserwuj wątek
    • julka1800 Re: dylematy... 06.05.07, 18:48
      "A teraz mam nadzieję przeczytać mądre rady, krytyczne uwagi czy cokolwiek..."

      no, nie za duzo wymagasz? smiletongue_out nie wiem czy moje slowa sie przydadza, ale
      napiszę:
      1. dziwny nieco uklad, od 2 lat nie jestescie razem i zadne nie zlozylo
      pozwu... hmmm nie piszesz o przyczynach wyprowadzenia sie, wiec trudno tu
      cokolwiek mowic, chodzi mi o to jak te 2 lata odebral Twoj jeszcze mąz: jako
      czas do zastanowienia sie nad zwiazkiem czy jako czas przeczekania do
      uroczystosci komunijnej a potem...Bedzie to dla niego niespodzianka czy jakos
      przygotowujesz go na taka ewentualność?

      2. Twoje zamieszkanie z kims na pewno zaburzy w jakims stopniu kontaktu dziecko-
      tata, a to czy po pierwszej fali przyjdzie rownowaga w tych stosunkach zalezy
      od tego jakim czlowiekiem jest Twoj maz.

      To tyle
      • inus30 Re: dylematy... 06.05.07, 19:03
        Dziwny układ...faktycznie, może to dziwnie wyglądać, myślę ze na początku, jak
        to często bywa, każde z nas myślało, że niech składa druga strona, potem opadły
        emocje, mogliśmy nawet porozmawiać bez wrzasków, więc nie chciałam tego burzyć,
        tym bardziej że nie było mi to potrzebne.
        Był to również czas który miał pokazać jak to jest - zawalczymy o siebie czy też
        nie, każde sobie odpuściło, chociaż wiem, że mąż nie dopuszcza do siebie myśli o
        swoich błędach, sama wiadomość o złożeniu pozwu wywoła na pewno burze,
        pretensje, gniew itd. Pomimo ewidentnych sygnałów z mojej strony, z pewnością
        będzie zaskoczony.
        Niestety myślę, że zanim przemyśli ile traci unosząc się dumą będzie za późno,
        dlatego zastanawiam się czy mogę coś zrobić żeby syn jak najmniej ucierpiał.
        Liczyłam na to, że ktoś miał podobne doświadczenia i coś mi podpowie
    • inus30 Re: dylematy... 06.05.07, 19:28
      myślę, że bardzo chciałam to też usłyszeć...dzięki wink
    • nangaparbat3 Re: dylematy... 06.05.07, 20:08
      Wydaje Ci sie, ze wiesz, jak on sie zachowa. I uwazasz, ze "odbije sobie na
      dziecku" - wiec z gory oceniasz go bardzo źle.
      Na pewno słyszalaś o samposprawdzajacych sie przepowiedniach. To naprawdę
      działa, zwłaszcza w sprawach miedzy ludźmi, kiedy gwałtowne emocje dochodzą do
      głosu.
      Jeśli mogę Ci cos radzic, to tylko uwolnic sie od takich przewidywań.
      Pogadać z nim otwarcie i z szacunkiem, i wyjasnic, dlaczego robiłaś mu wode z
      mozgu tymi obiadami co niedziela. Spokojnie przyjąć pierwszą burzę, ktora
      pewnie nastapi, i której nie ma się co dziwić. A potem spokojnie i z szacunkiem
      oraz otwarcie probować sie dogadać.
      • inus30 Re: dylematy... 06.05.07, 20:22
        liczyłam na krytyczne głosy, ale z "robieniem wody z mózgu" to się nie zgadzam.
        Chciałam mu udowodnić, że nie zamierzam nic utrudniać w jego relacjach z synem,
        że nie musi zabierać syna żeby z nim pobyć, a także żeby dziecko widziało
        między nami normalne relacje, pomimo że żyjemy osobno. A czasem nie było to
        wcale łatwe, jestem z kimś, a mimo to muszę się ukrywać we własnym domu z tym,
        bo mąż na obiad wpada...

        Wiem, czytałam ten watek chwile później jak założyłam własny - nie zazdroszczę
        mu, sytuacja patowa i nie chciałabym prowadzić takiej wojny
        • nangaparbat3 Re: dylematy... 06.05.07, 20:45
          Ja nie twierdzę, ze swiadomie i celowo to robiłaś. ale takie niedzielne wspolne
          obiady to jednak bardzo silny sygnal rodzinnej wiezi. Miał pelne prawo
          interpretować to jako sygnal, ze jeszcze możecie się zejść.
    • nangaparbat3 PS 06.05.07, 20:09
      Twoja sytuacja bardzo przypomina tę z wątku Nierozumiem. On tu zdrowo oberwał.
      • z_mazur Re: PS 06.05.07, 20:21
        Nierozumiem oberwał, bo w pewnym momencie trochę przegiął.
        Panie na tym forum są dosyć wrażliwe na stosunek mężczyzny do kobiety.
        Samo to, że się kogoś nie kocha to nie jest powód do tego, żeby tego kogoś nie szanować, tym bardziej jak się tego kogoś wcześniej kochało.
        • nangaparbat3 Re: PS 06.05.07, 20:56
          z_mazur napisał:

          > Samo to, że się kogoś nie kocha to nie jest powód do tego, żeby tego kogoś
          nie
          > szanować, tym bardziej jak się tego kogoś wcześniej kochało.
          >
          Ot co.
          Ale rzadko sie zdarza, jasno to widać w watku o trzech slowach
          charakteryzujacych eksie i eksów.
          • julka1800 Re: PS 06.05.07, 23:08
            to niestety smutna prawdasad

            co do Pana Nierozumiem to moim zdaniem oberwal, bo przyznal sie do wybrania
            najlatwiejszej drogi czyli ucieczki, a ja nie lubie takiego tchorzostwa
    • bazyliada Re: dylematy... 06.05.07, 22:54
      Rozumiem Twoje dylematy. Też miałam podobne, ale zdecydowałam inaczej.
      Jestem zadowolona, że podjełam sama decyzje. Posłuchałam siebie i wybrałam to z
      czym najlepiej się czuję.
      Jest mi ciężko, tęsknie, ale tak teraz musi być. To moja decyzja, zmienię ją
      gdy poczuję, że jest czas na zmiany.

      Inus to dobrze, że wiesz czego chcesz. To bardzo ważne. Wątpliwości są zawsze,
      one są nieodłączne przy ważnych zmianach.

      Myslę, że oprócz tego, że musisz poukadać relacje z mężem, musisz zadbać o
      dziecko, o jego samopoczucie, o jego świadomośc tego co się dzieje. Nie wiem w
      jakim wieku jest dziecko i co wie o całej sytuacji, ale na pewno konieczne jest
      aby ciepłymi, ale otwartymi ( stosownie do wieku dziecka )rozmowami i bliskim
      kontaktem wypełnić najbliższy czas.
      • inus30 Re: dylematy... 07.05.07, 08:49
        Staram się, syn nie jest malutkim dzieckiem, ma 9 lat, sporo rozumie, kilka
        rzeczy ja mu nakreslam, ale staram się go nie ranić.
        Czytałam to co napisałaś, chyba się domyslam jaką decyzję podjęłaś...i przyszło
        mi do głowy że żadna nie jest zbyt dobra, ale z drugiej strony to kształtuje
        takie wrażliwe kobiety jak my wink
        pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka