Właśnie…
4 lata małżeństwa, roczne dziecko. Mam dość. To ja podjęłam decyzję o
rozwodzie.
Wychodząc za mojego męża popełniłam błąd i cała reszta była już tylko tego
konsekwencją. My zwyczajnie od początku do siebie nie pasowaliśmy. To, ze się
spotkaliśmy i jakoś poszło wynikało z nastroju chwili i okoliczności. On jest
dobrym człowiekiem. Ja naprawdę nic do niego jako człowieka nie mam. Tylko
zwyczajnie jego wizja życia to mieć prace, dom, żonę, dziecko, samochód i
czekać na emeryturę. A moja to mieć to wszystko i odkrywać świat. On skończył
realizację życiowych celów tu, gdzie ja dopiero zaczynam. Od 2 lat walczę
tylko ze sobą, doszłam do klasycznej depresji, która zwyczajnie trzymam pod
kontrolą lekami. Zaczęłam chodzić na terapie, gdzie psycholog zmusił mnie w
końcu do powiedzenia pewnych rzeczy głośno. Nasze małżeństwo to klasyczna
niezgodność charakterów. Nie ma czego naprawiać, ratować. Nie ma na czym
odbudowywać. Zgodziłam sie na czasową separacje do września, żeby on miał
szanse, a ja mogła zmienić decyzje. Wyprowadził się na początku maja w ramach
prezentu imieninowego dla mnie

I ja tej decyzji nie zmienię. Jest mi tak
dobrze. Juz z chęcią wracam do domu, już z niego nie uciekam. Zaczęłam się
uśmiechać.
Najgorsze już jest za mną, choć reszta też będzie pod górkę. Technicznie i
prawnie prosto, bo od początku mam rozdzielność majątkową, a ja dostępu do
dziecka ograniczać nie zamierzam. Kupuje właśnie mieszkanie bardzo blisko
obecnego, żeby i ojciec i dziadkowie mieli do Małego blisko.
Ja jestem pewna, ze po rozwodzie, jeśli on tylko będzie chciał to
zdecydowanie szybciej znajdzie nową partnerkę niż ja.
Ten rozwód to moja największa życiowa porażka. Mam tego świadomość i na pewno
nie jestem z tego dumna. I tez jest mi źle i mam fazy „jestem gruba, brzydka
i nikt mnie nie kocha.” I już pewnie nie pokocha a nawet jeśli to czy będę
miała odwagę zaufać jemu i sobie, ze to się uda.
Najgorsze w tym wszystkim są chyba wszelkie testy otoczenia pt: „odbiło Ci.
Przecież on nie pije, nie bije, nie robi awantur i tak Cię kocha”.
Czy skoro był w stanie doprowadzić mnie do stanu, w którym nie chciałam już
dłużej żyć to mnie kocha?
Trochę dziwnie się wśród was czuje. Wy wspominacie, żałujecie, tęsknicie. Źle
Wam bo exs ma nowa żone/ męża, dzieci. Bo zapomniał o urodzinach… A mi teraz
jest już tylko lepiej, choć mój mąz nadal nie wierzy, że ja ta ostateczna
decyzje podjęłam.