Dodaj do ulubionych

Czy ja jestem z innej bajki?

31.05.07, 10:47
Właśnie…
4 lata małżeństwa, roczne dziecko. Mam dość. To ja podjęłam decyzję o
rozwodzie.
Wychodząc za mojego męża popełniłam błąd i cała reszta była już tylko tego
konsekwencją. My zwyczajnie od początku do siebie nie pasowaliśmy. To, ze się
spotkaliśmy i jakoś poszło wynikało z nastroju chwili i okoliczności. On jest
dobrym człowiekiem. Ja naprawdę nic do niego jako człowieka nie mam. Tylko
zwyczajnie jego wizja życia to mieć prace, dom, żonę, dziecko, samochód i
czekać na emeryturę. A moja to mieć to wszystko i odkrywać świat. On skończył
realizację życiowych celów tu, gdzie ja dopiero zaczynam. Od 2 lat walczę
tylko ze sobą, doszłam do klasycznej depresji, która zwyczajnie trzymam pod
kontrolą lekami. Zaczęłam chodzić na terapie, gdzie psycholog zmusił mnie w
końcu do powiedzenia pewnych rzeczy głośno. Nasze małżeństwo to klasyczna
niezgodność charakterów. Nie ma czego naprawiać, ratować. Nie ma na czym
odbudowywać. Zgodziłam sie na czasową separacje do września, żeby on miał
szanse, a ja mogła zmienić decyzje. Wyprowadził się na początku maja w ramach
prezentu imieninowego dla mnie wink I ja tej decyzji nie zmienię. Jest mi tak
dobrze. Juz z chęcią wracam do domu, już z niego nie uciekam. Zaczęłam się
uśmiechać.
Najgorsze już jest za mną, choć reszta też będzie pod górkę. Technicznie i
prawnie prosto, bo od początku mam rozdzielność majątkową, a ja dostępu do
dziecka ograniczać nie zamierzam. Kupuje właśnie mieszkanie bardzo blisko
obecnego, żeby i ojciec i dziadkowie mieli do Małego blisko.
Ja jestem pewna, ze po rozwodzie, jeśli on tylko będzie chciał to
zdecydowanie szybciej znajdzie nową partnerkę niż ja.
Ten rozwód to moja największa życiowa porażka. Mam tego świadomość i na pewno
nie jestem z tego dumna. I tez jest mi źle i mam fazy „jestem gruba, brzydka
i nikt mnie nie kocha.” I już pewnie nie pokocha a nawet jeśli to czy będę
miała odwagę zaufać jemu i sobie, ze to się uda.
Najgorsze w tym wszystkim są chyba wszelkie testy otoczenia pt: „odbiło Ci.
Przecież on nie pije, nie bije, nie robi awantur i tak Cię kocha”.
Czy skoro był w stanie doprowadzić mnie do stanu, w którym nie chciałam już
dłużej żyć to mnie kocha?
Trochę dziwnie się wśród was czuje. Wy wspominacie, żałujecie, tęsknicie. Źle
Wam bo exs ma nowa żone/ męża, dzieci. Bo zapomniał o urodzinach… A mi teraz
jest już tylko lepiej, choć mój mąz nadal nie wierzy, że ja ta ostateczna
decyzje podjęłam.
Obserwuj wątek
    • menab Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 10:50
      Mi jest duzo lepiej bez ex.
      • rafanetka Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 11:01
        mi też smile
    • ivone7 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 11:05
      lilyrush..kazdy z nas jest z innej bajki..kazda historia jest inna, bo ludzie
      ktorzy tworza ta historie sa inni..
      wiec nie ma coz tego robic ze tak powiem problemu..
      mimo, ze kochalam meza, tesknilam za nim dlugo, a rozstawalam sie gdy mloda
      miala 4 lata...to teraz tez mi lepiej..w lutym minelo 4 lata odkad jestesmy
      same, usmiecham sie, wracam do domu szczesliwa, nic nie musze...ogladam to na
      co mam ochote...czytam, pisze..i jakos wyrzutow sumienia nie mam hihi
      a to ze mam takie same fazy jak ty, bo jestem sama, bo nie chce sie rozmieniac
      na drobne..to juz para zupelnie innych kaloszy smile))
    • phokara Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 11:12
      Jak dla mnie nie jesteś z innej bajki, choć moja love-story miała zupełnie inny
      scenariusz. Pewnie rożne opinie się tu pojawią, i pewnie trochę się nasłuchasz
      o nieodpowiedzialności i 'okrucieństwie wielkim', ale ja Ci mogę powiedzieć od
      siebie, że szanuję taką postawę, bo wymaga sporej odwagi i szczerości, która
      acz szlachetna z założenia bywa najczęściej niezbyt wygodna.
      I doskonale rozumiem, że "nie pije, nie bije i tak bardzo kocha" to może być za
      mało, żeby z takim człowiekiem w pełni przejść przez życie.
      Jak sama napisałaś popełniłaś błąd, za błędy trzeba płacić, ale nie ma sensu
      ich naprawiać do końca świata, bez wiary w jakiekolwiek powodzenie. Mówiąc
      wprost, zawsze tu klepię, że zdechłych małżeństw, w sensie trupa się nie
      reanimuje. Zawiodłaś pewnie swojego męża strasznie, sama poczułaś się nim
      rozczarowana, porażkę ponieśliście oboje. Życze i Tobie i jemu, żebyście
      potrafili uczynić z niej wartość w przyszłości.
      • libra22 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 11:18
        Nie jesteś. Po prostu Twoja historia jest trochę inna od ogółu tu. Dobrze, że
        ktoś zmusił Cię do uświadomienia sobie, czego chcesz i że masz siły do
        realizacji tego. Powodzeniasmile
        Tylko wydaje mi się, że nie mąż "był w stanie doprowadzić mnie do stanu, w
        którym nie chciałam już dłużej żyć" tylko samo trwanie w tym związku i taki
        dysonans między pozornymi powodami do szczęścia, a Twoimi prawdziwymi
        odczuciami.
        Myslę, że oboje macie szanse być szczęsliwismile
        • lilyrush Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 11:22
          libra22 napisała:

          > Tylko wydaje mi się, że nie mąż "był w stanie doprowadzić mnie do stanu, w
          > którym nie chciałam już dłużej żyć" tylko samo trwanie w tym związku i taki
          > dysonans między pozornymi powodami do szczęścia, a Twoimi prawdziwymi
          > odczuciami.

          No pewnie, ze tak- czasami nie bardzo potrafie napisac co tak, jak chciałbym
          wytłumaczyć.
    • anurek Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 11:30
      Lilyrush..
      ostatnio odezwałaś sie do mnie. Teraz ja chciałm Ci powiedzieć, że Cię rozumiem
      aż nadto dobrze. Wiesz o czym mówię...każda z nas ma jakis kres. Kobiety i tak
      znacznie częściej naginaja sie w zwiazkach i przeczekują gorsze czasy. Wiele
      wybaczają. A życie jest jedno i ucieka jak zwariowane. Kiedy zajrzysz w swoją
      duszę sama najlepiej wiesz kiedy jest o tę jedna kroplę za dużo. I nie ma co
      chować głowy w piasek, choć decyzja jest mega trudna. Rozumiem Cię. To Ty
      najlepiej wiesz czego juz masz dość i że nie masz ochoty wiecej czekać...
      Życzę Ci szczęśliwego końca tej historii...
      • anula36 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 12:22
        mysle ze cie kocha tylko nie potrafi cie uszczesliwic, bo chcesz czegos wiecej
        niz tylko jego obecnosci.
        W sumie mialam podobnie, wiem ze mnie kochal, ale nasze sposoby na zycie nie
        byly kompatybilne.Nie wiem czy jemu lepiej bo nie utzymujemy kontaktow ( na do
        widzenia oswiadczyl ze zmarnowalam mu zycie), ale mnie na pewno tak.
        • lilyrush Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 12:40
          anula36 napisała:

          > mysle ze cie kocha tylko nie potrafi cie uszczesliwic, bo chcesz czegos
          wiecej
          > niz tylko jego obecnosci.
          > W sumie mialam podobnie, wiem ze mnie kochal, ale nasze sposoby na zycie nie
          > byly kompatybilne.Nie wiem czy jemu lepiej bo nie utzymujemy kontaktow ( na
          do
          > widzenia oswiadczyl ze zmarnowalam mu zycie), ale mnie na pewno tak.

          U mnie nie ma opcji nieutrzymywania kontaktów- dziecko mamy, a on jest fajnym
          tatą.
          Ale pewnei takei podsumowanie tez usłysze...
          • anula36 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 12:43
            mam tego swiadomosc ze przy dziecku nie da sie " zerwac wszystkich kontaktow",
            my dzieci nie mielismy. Napisalam to bardziej w kontekscie ze nie wiem jak sie
            jemu zycie uklada, wiec moge mowic tylko za siebie ze jest mi lepiej.
    • bet66 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 12:52
      Nie rozumiem !!
      skoro " wyjście za mąż było twoim błędem " , to rozwód nie moze być
      twoją "największą życiową porażką" tylko naprawą wczesniej popełnionego błędu.
      • z_mazur Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 13:10
        bet66 napisała:

        > Nie rozumiem !!
        > skoro " wyjście za mąż było twoim błędem " , to rozwód nie moze być
        > twoją "największą życiową porażką" tylko naprawą wczesniej popełnionego błędu.

        Bet i Ty to napisałaś???!!!
        Rzeczywiście nic na tym świecie chyba nie jest w stanie mnie już zaskoczyć. smile
        • bet66 mazury 31.05.07, 13:19
          a łoco ci chodzi ??
          • z_mazur Re: mazury 31.05.07, 13:21
            bet66 napisała:

            > a łoco ci chodzi ??

            A ło nic. smile)
            Jestem na tym forum na tyle długo, żeby pamiętać kilka Twoich "krucjat", a tu
            nagle racjonalny i wyważony post...
            Po prostu zaskoczenie.
            • bet66 Re: mazury 31.05.07, 13:57
              moje " krucjaty" były po to, aby mnie zapamiętac i nie zapomnieć - taka
              virtualna kreacja.....odnosząca skutek
        • nangaparbat3 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 17:19
          z_mazur napisał:

          > bet66 napisała:
          >
          > > Nie rozumiem !!
          > > skoro " wyjście za mąż było twoim błędem " , to rozwód nie moze być
          > > twoją "największą życiową porażką" tylko naprawą wczesniej popełnionego b
          > łędu.
          >
          > Bet i Ty to napisałaś???!!!
          > Rzeczywiście nic na tym świecie chyba nie jest w stanie mnie już zaskoczyć. smile
          >
          >
          Hmmmm... Chciałam napisać dokladnie to samo. Co Bet.
      • lilyrush Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 13:55
        Naprawą błedy byłby, gdybym po drodze nie urodziła dizecka. Teraz jest porażka
        bo nie potrafie dać moejmu dziecku normalnego domu z obojgiem rodziców, choć
        chciałam. I raczej nie jestem z tego dumna
        • bet66 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 13:59
          a czy to po drodze rodzi się dzieci ????
          • lilyrush Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 14:24
            bet66 napisała:

            > a czy to po drodze rodzi się dzieci ????

            moze tak, choć moje akurat na sali operacyjnej w szpitalu

            Nie napisałam, ze decyzja o dziecku mądra była, ale nie tego ze mam dizecka
            napewno nie bede teraz żałować!
    • czamon Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 13:27
      lilyrush napisała:


      > Trochę dziwnie się wśród was czuje. Wy wspominacie, żałujecie, tęsknicie. Źle
      > Wam bo exs ma nowa żone/ męża, dzieci. Bo zapomniał o urodzinach… A mi te
      > raz
      > jest już tylko lepiej, choć mój mąz nadal nie wierzy, że ja ta ostateczna
      > decyzje podjęłam.


      ja nie żałuje rozwodu, mam co wspominać bo na początku malżenstwa i wczesniej
      było naprawdę dobrze ale potem się popsuło, było coraz gorzej. Mam dwie
      wspaniałe córeczki i to jest dla mnie najwazniejsze. Teraz zaczynam zycie na
      nowo, spokojniejsza, pewniejsza siebie, radośniejsza smile
      • mary171 Czytając, co napisała lilybrush czułam się jakbym 31.05.07, 14:23
        troszkę czytała o swoim związku, tylko to ja byłam w sytuacji jej mężą. Nie
        chodzi o to, że nie miałam celów czy pragnień. Ale mój mąż też często zarzucał
        mi, że prowadzimy nudne zycie a on by chciał cos robić. Ja tez, tylko jak? Małe
        dziecko, codziennie praca, średnio pieniędzy. I on też zaczął uciekać z domu
        ode mnie choć i tak mało w nim przebywał. Nie wiem może pzresadzam. Jak
        mogluiśmy co weekend gdzies wychodzić skoro nie było z kim syna zostawić lub
        nie było kasy. Ja nie byłam nudna, też sie nudziałm, ale chciałm tez związek
        urozamicic drobnymi przyjemnościami. Nie docenił tego.
        • lilyrush Re: Czytając, co napisała lilybrush czułam się ja 31.05.07, 14:39
          kochanie
          my mamy tony rodziny do opieki nad dzieckiem
          pieniadze tez mamy, jeśli sa nam potrzebne
          co ciekawe-jak mi brakuje to znajde czas i sposób, zeby dorobić
          Myśmy co weeknd wychodizli- na zakupy do hipermarketu
          co innego powody obiektywne a co innego przyrośniecie do monitora i klawiatury
          Mój mąż nie potrafił powiedzec, gdzie chciałby wyjechac na urlop nawet jak go
          ktos nie pytał o kase
          Ty chciałaś.
          On nie.
          • mary171 lilyrush 31.05.07, 19:12
            Masz rację. Przesadziłam. Właśnie u nas to ja załątwiałam wakacje (uzganiajac z
            mężem). Inna sytuacja. Tylko tak mi sie skojarzyło, bo on tez zaczął uciekać z
            domu, albo kogoś zapraszać, byle nie siedzieć sam ze mną. Teraz to dostrzegłam.
            Po czasie. Nie mówię, żal mi tego wszystkiego. Tęsknię za nim. Mam nadzieje ze
            mi przejdzie. Dobrze ze w pracy dostałąm nowe wyzwanie i mam sie czym zając smile
    • misbaskerwill Nie jesteś z innej bajki... 31.05.07, 19:26
      W wielu związkach wygasa faza ajlawki, haju (czy też zakochania) i pozostają
      jedynie zgliszcza po ogniu.

      Wszystko ok, niezgodność charakterów, przejrzałaś na oczy i zobaczyłaś, że Twój
      men to nudziarz i pantoflarz. Zwłaszcza w porównaniu z innymi menamiwink

      Martwi mnie tylko, że masz roczne dziecko. Całe 2 lata wszystko było ok (mimo,
      że Wasze spotkanie "wynikało z nastroju chwili i okoliczności" - coś długa ta
      chwila), a tu, po okresie karmienia, nagle Cię olśniło, że tatuś Twego dziecka
      to zwykła pomyłka.
      Ja bym Ci zaproponował, żeby to on opiekował się dzieckiem.
      Bo z Twojego opisu wynika, że ten nudziarz jest o wiele dojrzalszym człowiekiem
      i zapewne będzie lepszym rodzicem.
      A Ty baw się dobrze i odkrywaj świat bez zbędnego balastu w postaci dziecka.
      Skoro nie zdążyłaś tego zrobić przed ślubem...
      • cornis Re: Nie jesteś z innej bajki... 31.05.07, 21:20
        Z Twojej wypowiedzi wynika,że wszystko jest albo czarne albo białe.Dlaczego tak
        surowo osądzasz autorkę postu?I dlaczego uważasz, że dziecko jest dla niej
        balastem?
        • misbaskerwill Nie czytaj tylko końcówek:) 31.05.07, 21:41
          Jak mawiał Sztyrlic - możesz mówić, co Ci żywnie podoba, ludzie i tak
          zapamiętają ostatnie zdaniesmile.

          Nie oceniam surowo autorki, nie aż taksmile
          Uważam, że wszystko, co zrobiła i napisała jak najbardziej się zdarza i jest
          jednym z wariantów wygaśnięcia uczucia, końca związku.
          Zdziwiło mnie tylko, że dziecko jest tak małe - wydawałoby się, kobieta wtedy
          raczej woli potomstwu ułatwić życie, niźli utrudnić.
          Ale, widać, warunki są na tyle dobre, że mogła Sobie na tę decyzję pozwolić.

          > surowo osądzasz autorkę postu?I dlaczego uważasz, że dziecko jest dla niej
          > balastem?

          "Tylko zwyczajnie jego wizja życia to mieć prace, dom, żonę, dziecko, samochód i
          czekać na emeryturę. A moja to mieć to wszystko i odkrywać świat."

          To "odkrywanie świata" tak mi podpowiedziałosmile Czy naprawdę mąż był takim
          balastem, że nagle oślepła i nie mogła już "odkrywać"?
          Nie twierdzę, że to niemożliwe - tak bywa w toksycznym związku. Ale, znowu,
          nudziarze zwykle nie są toksyczni. Nie narzucają się, są po prostu nudnismile

          Wiem, że trochę za bardzo skróciłem wywód w pierwszym poście, przepraszam.

          I uważam, że Autorka postu postąpiła słusznie, na siłę związku utrzymywać się
          nie da (i może to być bardziej bolesne od rozstania), tylko żal mi dziecka.

          Sam podjąłem decyzję o rozwodzie, gdy syn miał 2 lata. Podjąłem bardzo słuszną
          decyzję (co wykazało i dalej wykazuje postępowanie ex), jednak myliłem się, że
          na tak małe dziecko będzie mniej cierpieć.

          Wiele tu jednak zależy od osoby, przy której będzie dziecko. Skoro Autorka nie
          ma zamiaru utrudniać kontaktów i rozstają się we względnej zgodzie, będzie to z
          niewątpliwą korzyścią dla dziecka.
          W najgorszym razie, kiedyś ten pan może okaże się mniej nudny i znowu się
          zejdą... W życiu nawet takie tragedie się zdarzająsmile
          • anula36 Re: Nie czytaj tylko końcówek:) 31.05.07, 21:54
            czytalam ostatnio ciekawy artykul prof Jacka Bomby o depresyjnej matce - i nie jest to najlepsza mozliwa matka jaka dziecko moze miec.Autorka postu sama pisze ze jest w depresji - moze dzieki uwolnieniu sie z malzenstwa ujazmi chorobe, odstawi leki i bedzie lepsza matka dla wlasnego dziacka?
    • tricolour Odkrywać świat... 31.05.07, 21:53
      ... a co to znaczy?
      • lilyrush Re: Odkrywać świat... 31.05.07, 22:37
        żubrów w Białowieży nigdy nie widizałam wink

        No i wyszłam na pustą panienkę, której sie znudziło..jak ja kocham słowo pisane
        i net smile
        Odkrywać świat czyli cos jeszcze w zyciu zrobić, zobaczyć. Pokazać to dziecku.
        Grać z nim w piłke i jezdizc na rowerze a nie spedzac weekend przed TV. Samej
        zrobic kolejne studia.
        Nie gnuśnieć w domu.
        To aż takei nienormalne? Dlaczego co poniektórym to skojarzyło sie natychmiast z
        imprezowaniem w klubach i zaliczaniem co noc nowego faceta????
        Akurat odpoweidzlanosic i powagi to ja mam w tym zwiazku zecydowanie wiecej. To
        akurat na mojej pracy i głowie opoerało sie to małzeństwo.
        A rozwalac zaczeło sie juz w ciązy, drobiazgami typu: "jak chcesz, zebym coś
        zrobił to mi napisz maila"
        A wiecie co jest najlepsze- mój mąż sie całkowicie ze mną zgadza po miesiaca na
        przemyślenie, ze przeez ten cały czas fatalnie nawalił. W sumie dizisaj
        uzgodniliśmy formalna separacje.
        • nangaparbat3 Re: Odkrywać świat... 31.05.07, 23:31
          a czy on Ci bronił jeździc na rowerze i studiować?
        • tricolour Mało konkretne jest to "wszystko"... 01.06.07, 07:56
          ... bo "coś" zrobić oznacza tyle, co "nie wiadomo co". Bierz rower i jedź do
          Białowieży. Jak jeszcze zabierzesz ze sobą dziecko i piłkę, to pełnia szczęścia
          murowana...

          No i na drugi raz lepiej przyglądaj się facetom, za ktorych wychodzisz.
    • der1974 Re: Czy ja jestem z innej bajki? 31.05.07, 23:54
      Każdy sobie robi ze swoim życiem co zechce - jego sprawa. Jakoś dziwnie mi
      ostatnio przeszła chęć do oceniania kogokolwiek, choć nie tak dawno się
      zarzekałem, że każdego się siłą rzeczy ocenia.

      Ja tylko się dziwię, że wizja życia: "mieć pracę, dom, żonę, dziecko, samochód
      i czekać na emeryturę" jest dostatecznym powodem do rozwodu czy rozstania. Ja
      myślę, że to wizja, którą podziela większość mężczyzn i kobiet. Tylko to wcale
      nie znaczy, że obok tej wizji nie ma miejsca na suplementarny model zycia -
      mieć pasje, zainteresowania, przyjaciół, odwalić jakieś szaleństwa w miarę
      możliwości. To może spokojnie iść w parze, o ile pamięta się, że:
      - wszystkiego w życiu mieć nie można,
      - w związku nie ma miejsca tylko na swoją wizję.
      Nie można czasem małą łyżką przez dłuższy czas pożreć miodu?

      Nie obwiniaj męża. Sama się doprowadziłaś do tego stanu w jakim byłaś i zapewne
      z każdym następnym facetem tak samo skończysz przy tych założeniach. Po prostu
      się znudzi znowu.

      A Ty mu kiedykolwiek zaproponowałaś żeby odkrywał świat z Tobą? Może chciał
      tylko nie wiedział że Ty chcesz.

      Odkrywanie świata z partnerem to jest najpiękniejsze co się może przytrafić w
      życiu, ale nie tylko do tego dorosłe życie się sprowadza.

      Pozostaję ze zrozumieniem jednak, bo i ja "niechcący" zacząłem odkrywać świat
      po rozstaniu z b.żoną
      • lilyrush Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 09:55
        der1974 napisał:

        > A Ty mu kiedykolwiek zaproponowałaś żeby odkrywał świat z Tobą? Może chciał
        > tylko nie wiedział że Ty chcesz.
        >
        > Odkrywanie świata z partnerem to jest najpiękniejsze co się może przytrafić w
        > życiu, ale nie tylko do tego dorosłe życie się sprowadza.
        >
        > Pozostaję ze zrozumieniem jednak, bo i ja "niechcący" zacząłem odkrywać świat
        > po rozstaniu z b.żoną

        Czy ja mu powiedziałam? No proszę, nie rośmieszajcie mnie. Mój mąż był w stanie
        znajdowac powody dla których ja nie powinnam isc uprawiac mojego kochanego
        sportu i nie chodizło tu o 20h tygodniowo.
        W ciąży, kiedy musiałąm leżec i poprosiłam go, zeby cos zrobił (wyjął np.
        naczynia ze zmywarki)to kazał mi napisać maila.
        W styczniu chciałam (bo mielismy taką możliwosc) zebyśmy na tydzien gdzies
        razem wyjechali. Nie chciał.
        Można samemu mieć swoje pasje i życie.
        Tylko jak to ślicznie Der napisał- najpiękniejsze jest robienie czegos razem. A
        myśmy ostatni rozmawiali ze soba w domu przez gg.
        Nie chciałm i nadal nie che pisać tu o wszytkich przykrych sprawach i w zwiazku
        z tym mam świadomośc, ze mozecie ta sytuacje odbierac inaczej niż ona wygląda w
        rzczywistosci. Ale, na Boga, troche kredytu zaufania na poczatek...
        Już teraz wiem o co choidzło w wątku powitalnym, ze tu mozna zostać nieźle
        objechanym. Bo podchodizcie z sympatią tylko do tych, którzy zostali porzuceni
        przez eksów dla innych mowszych modeli.
        A powody rozwodów są rózne. I wcale nie trzeba sie zdradzać.
        Pytanie czy jest Wam juz tak dobrz razem, ze nie chcecie na tym forum nikogo
        nowego i dlatego tak pilnie zniechęcacie nowych?
        Miałam pytanie z gatunku prawnyhc, ale pewnie jak je zadam to usłyszę, ze
        wydziwiam i mam dorosnąc....


        • phokara Lilyrush 01.06.07, 15:51
          >Bo podchodizcie z sympatią tylko do tych, którzy zostali porzuceni
          > przez eksów dla innych mowszych modeli.

          Bzdura. W dodatku napisana bardzo kategorycznym tonem.

          > Pytanie czy jest Wam juz tak dobrz razem, ze nie chcecie na tym forum nikogo
          > nowego i dlatego tak pilnie zniechęcacie nowych?

          Co to znaczy 'zniechęcacie'? Prześledziłam Twój wątek i wydaje mi się, że nie
          ma w nim nic, co by Cię mogło skłaniać do takich wniosków.
          Powiem Ci, gdzie jest różnica - i tylko w tym tkwi problem. Reagujesz bardzo
          emocjonalnie, jak każdy, kto w temacie rozwodowym jest 'na świeżo'. Klasyka.
          Reakcje są nazbyt emocjonalne, bo nie ma siły, żeby było inaczej. Sama
          doskonale pamiętam, jak odbierałam wszystko dwa lata temu. Dziś się z tego
          smieję, ale pamiętam. To jest kompletny amok i nawet ze zwykłej wymiany zdań
          jest się w stanie zrobić tragedię do kwadratu, taka prawda. Nie ma się dystansu
          ani do sytuacji ani do siebie. A ten bardzo pomaga, to cenna świadomość.
          To, co dziś nazywasz "przejeżdżaniem się" po nowych, to wyłącznie Twój problem
          i Twój brak dystansu - nic więcej. Nie piszę tego złośliwie - piszę to po to,
          żebyś miała świadomość, jak to wygląda, bo wtedy tylko bedziesz mogła cos z tym
          zrobić.
          Nie chcesz pisać tu wszystkiego (rozumiem i szanuję) więc niech Cię nie dziwi,
          że są różne reakcje na Twój post. Tu nie siedzą wróżki ani wróżbici, tylko
          ludzie z bardzo różnym doświadczeniem - sama napisałaś, że "powody rozwodów są
          różne" - więc to żadne odkrycie. Pewnie znajdziesz tu bardzo podobne historie
          do Twojej ale jakby ... napisane z drugiej strony, ze strony Twojego męża.
          Rozumiesz? I warto się z nimi zapoznać, bez obrażania się, że ktoś może mieć
          inne zdanie - to naprawdę dobrze robi. Jak się nie potrafi złapać dystansu w
          świecie wirtualnym, to w rzeczywistości jest jeszcze gorzej.
          Nie pisz o "kredycie zaufania" (zaufanie to w ogóle trudne słowo na tym forum)
          tylko staraj się z nami rozmawiać. Sądząc z opisanych przez Ciebie taktyk z
          własnym mężem, rozumiem, że nie masz najlepszych wzorców, ale właśnie po to
          jest m. in to forum, żeby takie rzeczy zmieniać. Tylko jeszcze trzeba chcieć.

          > Miałam pytanie z gatunku prawnyhc, ale pewnie jak je zadam to usłyszę, ze
          > wydziwiam i mam dorosnąc....

          Wydziwianie i brak dorosłości, to wynika dopiero z tego zdania. Nie zadając
          pytań - projektujesz nasze reakcje, co nie ma żadnego sensu. Jeśli w taki
          sposób komunikowałaś się z mężem, to właściwie wszystko jasne. Możesz się teraz
          obrazić i strzelić focha, tylko nic Ci to nie da. A to forum naprawdę dużo
          daje, dużo więcej niż głaskanie po główce i przytakiwanie, że wszystko bedzie
          dobrze, i że w ogóle jesteś wspaniała i to cud prawdziwy, że sie tu znalazlaś i
          że bardzo się z tego cieszymy. To by dopiero był kiepski żart, co?

          Spróbuj wysłuchać innych, zamiast się na nich złościć, że nie widzą świata tak,
          jaak Ty. Nie ma takiego obowiązku.

          DYSTANS.


        • marieta_makieta Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 23:46

          lilyrush napisała:
          > Już teraz wiem o co choidzło w wątku powitalnym, ze tu mozna zostać nieźle
          > objechanym. Bo podchodizcie z sympatią tylko do tych, którzy zostali
          porzuceni
          > przez eksów dla innych mowszych modeli.
          > A powody rozwodów są rózne. I wcale nie trzeba sie zdradzać.
          > Pytanie czy jest Wam juz tak dobrz razem, ze nie chcecie na tym forum nikogo
          > nowego i dlatego tak pilnie zniechęcacie nowych?
          > Miałam pytanie z gatunku prawnyhc, ale pewnie jak je zadam to usłyszę, ze
          > wydziwiam i mam dorosnąc....
          Lily, trochę przesadzasz. Ja akurat nie zaliczam się do porzuconych przez exa.
          Choć to mój mąż złożył pozew, to niestety ja przyczymiłam się do rozpadu
          naszego małżeństwa. I nie chodziło bynajmniej o zdradę, przemoc itp. rzeczy
          ciężkiego kalibru. Zatruwałam mężowi życie, i tyle. Jak pisałam pierwszego
          posta, to byłam pewna, że ludzie mnie zlinczują. Otrzymałam mnóstwo wsparcia i
          nie da się ukryć-także lekki objazd. Ale należało mi się, przyznaję obiektywnie
          i wiem, że ci forumowicze, którzy coś tam mi przykrego napisali, także chcieli
          mi pomóc. Świadomość, że tylu ludzi trzyma za mnie kciuki i myśli o mnie
          naprawdę mi pomaga w trudnym dziele ratowania małżeństwa.
          Na tym forum naprawdę każdy jest mile widziany. Ale jeśli ktoś pisze posta, bo
          chce całkowitego i bezwarunkowego poparcia dla swoich działań, to się może
          rozczarować. Wiesz, zachowujesz się trochę jak rozkapryszona księżniczka " Albo
          będziecie mnie kochać bezwarunkowo i bezkrytycznie, albo sobie pójdę i dobrze
          wam tak! POżałujecie jeszcze!!!" MOże jednak rzeczywiście powinnaś dorosnąć.
      • marie.walewska Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 10:00
        A ja mam postulat do autorki watku. Kup mieszkanie, zarzadz separacje, ale nie podejmuj daleko idacych
        decyzji bedac na prochach przeciw depresyjnych, zakoncz psychoterapie, odstaw leki, i potem dopiero
        sama, bez wplywu psychoterapeuty i chemii podejmi decyzje. Wtedy ocen czego naprawde w zyciu
        chcesz. I wtedy to realizuj.
        • lilyrush Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 13:09
          Mari-no właśnei tak robię.
          Tyko jak znam siebie to jak odżyje po lekach i terapii to ise tylko utwierdze w
          decyzji
          • marie.walewska Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 13:55
            To bardzo prawdopodobne lily, ale wtedy nie bedziesz sobie zadawac pytania, czy to na pewno Ty
            podjelas taka a nie inna decyzje i co by bylo gdyby.
    • izasobol Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 13:49
      Ja wychodząc za mąz też popełniłam błąd - tyle że trwałam w nim rok dłużej, mam
      dwoje dzieci... też podjęłam decyzję. Tyle że mój M nie jest taki swięty, nie
      stroni od alkoholu, jest całkowicie nieodpowiedzialny - całe utrzymanie domu
      przez 5 lat było tylko i wyłącznie na mojej głowie (łącznie z utrzymaniem
      jego) - nawet tuż po urodzeniu dzieci. Opieka nad dzieć i prowadzenie domu
      oczywiście też do niego nie należała. Więc teraz mam wrażenie że pozbywam się
      balastu i oczekuję zmian jedynie na lepsze (za miesiąc wyprowadzam się, jeszcze
      miesiąc musze tu tkwić bo sprzedaję dom, a kupujący boją się, że przez kilka
      tygodni jak będzie tu sam zdemoluje im dom - wiedzą że lubi imprezy).
      Tylko dzieci mi szkoda - choć teraz poswięca im 15-20 minut dziennie i to
      głównie krzycząc na starszego... nie sądzę że przy ojcu który nie szanuje
      nikogo i tylko rozładowuje na wszystkich stres byłoby im lepiej, dorastać w
      atmosferze ciągłych kłótni i wysłuchiwania jak tata opowiada dzieciom że mam
      jest chora na głowę... ech szkoda słów.
      Ale to nie zmienia faktu, że popełniłam błąd i szkoda że tkwiłam w nim tak
      długo...
    • sbelatka Re: Czy ja jestem z innej bajki? 01.06.07, 22:14
      zastanawiam sie czy gdybym mogła to wybrałabym bycie pozrucona po 20 latch
      bycia zadowolona z tego jak wyglądało moje życie małzęnskie i rodzine; rozwód
      to dla mnie naparwde cos na kształt dramatu

      czy wybralabym kilka lat zycia, ktore chciałabym opuścic; w tym przypadku
      podejrzewam, że rozwód to wyzwolenie..

      no i sama nie wiem...

      pewnie łatwiej zaczyanc nowe gdy za plecami zostaje cos co bylo balastem...
      ale nie wiem...na pewno

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka