martusia_1980
30.06.07, 01:26
rozstania/rozwodu. Mam 26 lat, mój mąż 25, małżeństwem jesteśmy od prawie 2
lat. Nie mamy dzieci. Często mam dosyć tego związku, czuję się jak na
karuzeli, mąż ma zmienne nastroje, każdego dnia zastanawiam się czy dziś
będzie miły, kochany a czy może uszczypliwy, nie miły, chamski. Męczy mnie
takie życie. Czuję się nie jak żona ale jak jego kucharka, sprzątacza, jak
przedmiot na którym może wyładować swoje złe nastroje. Czuję, że odbija się to
na mojej psychice, bo jak można wytrzymać z osobą która jednego dnia mówi że
kocha, że jestem dobrą żoną a następnego zaprzecza temu mówiąc że jestem jego
największym błędem i każe się wynosić. Jest mi ciężko, smutno i przykro, że
mój mąż tak mnie traktuje. Przestałam mieć ochotę na częsty seks, często w
łóżku odpycham go. Seks nie jest tak często jak kiedyś, ale zauważyłam że nie
jest on dla mnie przyjemny jak dawniej, czasem kocham się z nim z obowiązku
aby dał mi święty spokój i nie upokarzał mnie. Bo gdy mówię "nie" wtedy mówi
że jestem złą żoną, a nawet spytał czy ma mi płacić abym miała ochotę, pod
wpływem alkoholu groził że pójdzie na kur...
Pogubiłam się w tym wszystkim, już sama nie wiem co mam robić. Wiele przykrych
słów od niego usłyszałam, za wiele razy mnie zranił. Tak bardzo mnie to boli.
Przez te wszystkie wspólne lata byłam mu oddana i wierna, starałam się jak
mogłam. A dziś mam za to zapłatę, nerwy zszarpane. Rośnie we mnie agresja,
jestem nadpobudliwa, nerwowa.
Chciałabym mieć normalnego męża, czułego, troskliwego, w którym miałabym
oparcie, któremu ufałabym, który by mnie szanował.
Boję się rozstania, że sobie nie poradzę, że ta życiowa porażka mnie zniszczy.
Wiem, że jak odejdę on mi nie da spokoju.
Często myślę o śmierci, że chciałabym umrzeć, bo to wszystko tak mocno boli.
Tak bardzo mi szkoda tych 9 lat spędzonych razem. Tym bardziej że jest jedynym
mężczyzną któremu się oddałam, nigdy go nie zdradziłam.
Bardzo ciężko mi podjąć decyzję o odejściu, a jeszcze trudniej ją zrealizować.
Czasem zastanawiam się czy to jeszcze miłość a czy już kwestia
przyzwyczajenia. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie
Mam jeden mętlik w głowie
Boję się samotności, że już nigdy nie zaznam szczęścia u boku inngo