Dodaj do ulubionych

Pomóżcie, proszę

16.07.07, 13:56
To będzie przydługi post, ale inaczej nie wyjaśnię wszystkiego jak trzeba. Nie
pamiętam, bym kiedykolwiek była w takim impasie, nie mam już siły. Jestem
mężatką od ośmiu lat.(Zawarliśmy związek bez wpadki - bo chcieliśmy)Pierwszy
raz mój mąż "zakochał się" w innej trzy miesiące po ślubie. Dowiedziałam się o
sprawie długo po jej zakończeniu, i ponieważ wszystko było ok, potraktowałam
to jak jednorazowy nieprzemyślany wybryk i wybaczyłam. Od tamtej pory
"zakochiwał się" jakieś osiem razy, w tym kilkakrotnie tak, że był gotów mnie
zostawić. Wiem, że potępi mnie każda rozsądna kobieta, powinnam była odejść po
drugim razie, czy trzecim. Wtedy jeszcze nie mieliśmy dzieci, ale bardzo go
kochałam i wierzyłam, że kiedyś doceni nasz związek i uczucie itd. Kiedy byłam
w ciąży z pierwszym synem, w szóstym miesiącu - ciąża zagrożona, miał romans z
koleżanka z pracy, nie wracał na noce, bawił sie. Beczałam, świat mi sie
walił, urodziłam wcześniaka. Wróciła, gadał, ze wszystko zrozumiał, jesteśmy
najważniejsi i takie rzeczy. Z wiara jest tak, ze jak sie bardzo chce, to sie
wierzy... Cóż. Potem ciągle właściwie była huśtawka. Jak nie "szukał siebie"
po barach, to miał wątpliwości, potem wracał, jakiś czas było wspaniale i
potem w kółko znowu. Dwa lata temu urodził sie nasz drugi syn. Kiedy miał pół
roku mój mąż przeżywał frustrację z powodu kiepskiej i kiepsko płatnej pracy.
Zaczął szukać pracy w Warszawie i znalazł. Nie podobało mi sie to, ale
argumentował, że to dla naszego wspólnego dobra i dobra dzieci i ich
przyszłości. Wyjechał, my zostaliśmy. Byc moze to był błąd, a byc moze nie ma
to znaczenia. W miedzyczasie znowu były jakieś pijacko - romansowe wyskoki, az
w końcu rok temu wszystko wskazywało na to, ze sytuacja się ustabilizowała.
Setki rozmów przeprowadziliśmy, podczas których z całym przekonaniem
twierdził, że dojrzał, że rodzina, czyli ja i dzieci jesteśmy najważniejsi, że
musimy byc w końcu razem, bo inaczej bedzie z tego lipa. Powiedzialam, ze
czekamy ro, jesli wszystko bedzie dobrze, wyjedziemy z nim do tej Warszawy. I
było dobrze. Do czerwca. Poinformowałam w pracy, ze odchodzę, zaczęłam
porządkowac sprawy. W tym czasie mąż pracował nad skomplikowanym projektem,
który kosztował go wiele nerwów, był zmęczony itd. Więc zaczął sie relaksowac
w barach. Nie było go w domu 6 tygodni, w czasie których dwa razy postawił
mnie w bardzo kłopotliwej sytuacji - mial zająć sie dziećmi, ponieważ miałam
dwa planowane dużo wcześniej wyjazdy i musiałam w ostatniej chwili kombinować,
co zrobic z dziećmi. Wrócił i stwierdził, ze tak, był zmęczony i zestresowany,
a poza tym "zauroczył się" kolezanka z pracy, ale to nic nie znaczy, bo
zrozumiał, ze nie posiweci rodziny dla jakiegos romansu. Blagał, bym z nim
wyjechala, o zaufanie (ha, ha) i obiecywal,że jak wyjedziemy i bedziemy razem,
to wszystko sie zmieni. Glupia i naiwna zgodzilam się. Bylo dobrze tydzien. Od
dwoch tygodni znowu siedzi w barach, kiedy probowalam z nim rozmawiac i
pytalam co się dzieje, mowi: "nie wiem". Potem wyszlo, że sie boi jak to
bedzie, kiedy bedziemy razem, bo sie odzwyczail od życia rodzinnego. Mielismy
wyjechać 20.07. Oczywiscie w ostatni weekend też nie wrocil do domu. I się nie
odzywa. ja juz też nie. Pytanie brzmi: Co o tym mysleć, co zrobic? Tu mam
rodzine, mieszkanie i szanse na to, by wrocic do roboty. Musze przyznac, ze
facet jak już jest, jest dobry dla chlopców, ktorzy go uwielbiaja i swiata
poza nim nie widza. Trudno jest odpuścić pragnienie, by mieli calą normalna
rodzine. trudno uwierzyc, ze coś się zmieni. Co o tym myslicie? Potrzebuje
jakiegos komentarza z dystansu.
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 13:59
      Mija o rany....
      ...błagam niech ja nie bede pierwsza ktora sie odezwe , nic lepiej milcze....
    • angoisse Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:02
      wrócić do pracy, złożyć pozew o rozwód i żyć szczęśliwie bez faceta którego i
      tak, tak naprawdę, nie ma ani nie masz. I nie dać się dłużej rolować oszołomowi.

      trudno uwierzyć , ze ciągle z nim jesteś i ciągle wierzysz że jest kimś innym
      niż jest.
    • 13monique_n Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:03
      Mija, Ty już wszystko wiesz. szukasz potwierdzenia, że nie zwariowałaś. Nie,
      nie zwariowałaś. Ale tylko Ty możesz podjąć decyzję, nikt inny. Bo to Twoje
      życie, Twoje siły lub ich brak na taki związek (???), albo na życie w pojedynkę
      (zresztą do czasu), bez złudzeń. pozdrawiam.
      • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:14
        Tak, czasem się nad tym zastanawiam. Nie jestem w stanie sobie wyobrazic, jak
        mozna byc takim czlowiekiem. I mysle, ze to moze ja jestem zla. Bo skoro jest
        tyle, dla ktorych warto zostawić dwoch malych synow i mnie...
    • phokara Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:07
      Proszę - komentarz z dystansu.
      Masz trójkę dzieci. Tylko dwoje ma szansę kiedyś dorosnąć. Oczywiście - tym
      mniejszą, że 'przykład idzie z góry' czyli w tym przypadku od kogoś, kto
      przerasta Twoje dzieci wyłącznie wzrostem. Taka prawda.

      Czy on się zmieni?
      Nie.
      Bo po co?

      Czy coś z tym zrobisz?
      Nie - jeśli nie zmienisz się sama.
      Przeżyłaś 45654787 romansów - przeżyjesz kolejnych 6475689784.

      6455789857 romansów. Trójka dzieci. Jedno życie. Zero siły.

      Zacznij od końca tej wyliczanki, to rozwiążesz problem poczatkowy. Inaczej -
      nie masz szans.


      • angoisse Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:10
        i nie rozumiem tego upierania się że "pełna rodzina" = "normalna rodzina".

        te hasła "normalności" to zdecydowanie na wyrost są przypinane.
        • phokara Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:11
          Zawsze, jak ktoś pisze wartościująco "pełna rodzina" proponuję, żeby sie
          zastanowić CZEGO jest niby ta rodzina pełna.
          • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:15
            Ojciec jest wazny. Jest akurat u mnie tak, ze nie ma w poblizu zadnego meskiego
            wzorca. Moj ojciec nie zyje, tescie sa dalego i rzadko sie pojawiaja.
            • phokara Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:20
              mija111 napisała:

              > Ojciec jest wazny. Jest akurat u mnie tak, ze nie ma w poblizu zadnego
              >meskiego
              > wzorca.

              A ten, który jest jest ok?
              Wiesz co, myślę, że złe wzorce są jednak dużo bardziej druzgoczące niż żadne.
              • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:23
                Masz jakies doświadczenia, albo znasz takie przypadki. jesli tak, podaj mi
                jakies przyklady. Proszę. Nie sądzila, ze to forum tak mi pomoze. Ktoras z was
                miala racje - potzrebuje potwierdzenia, ze jesli odejde nie zrobie dzieciom
                krzywdy, ze dam rade sama wychowac ich na porzadnych ludzi.
                • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:26
                  Wolnego Mija.....pare wpisów nie jest w stanie dac Ci zadnej siły ani
                  potwierdzenia (a szkoda, powaznie)....jak nie masz bliskich ktorzy Cie
                  wspieraja idz na terapie...bo ten hurraoptymizm pt "wiem co mam robic" jutro
                  moze zamienic sie (i NIESTETY) pewnie zamieni sie w "jak my sobie bez niego
                  damy rade?"....Zrob jak radzi Pho.....idz do terapeuty lub poddaj sie opiece
                  bliskich ktorzy beda Cie wspierac w madrych działaniach!
                  • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:29
                    Wiem, nie jestem aż taka naiwna. Przez ostatni czas wlasnie tak mam. Od "moze
                    jedna" do"nic sie nie zmieni, trzeba to skończyć". Musze na cos się zdecydować.
                    To forum to dzisiejszy pomysl. Wszyscy mówią to samo. I moja siostra i
                    przyjaciółka i ostatnio nawet mama, która przez osiem lat trzymała buzie na
                    kłódkę, zeby się nie wtrącać. Skorzystam z Wszej rady i pójde do terapeuty. Nie
                    dam sobie rady ze sobą, przynajmniej na początku. Dzięki.
                    • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:31
                      Mozna z tego wyjsc....a ja jestem najlepszym przykładem, ze po 7 latach "i co
                      ja ze soba zrobie" wyszłam na ludzi...nie,...wyszłam na całkiem fajna
                      kobietke smile)))
                      I słuchaj siostry, mamy i przyjaciółki...Sluchaj ich !!!!!!!!!!!!
                      • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:36
                        Mam nadzieje, przez jakies paręnascie lat jestem potrzebna chlopakom.
                        Korzystalaś z terapii? Czy mam iśc do psychologa po prostu?
                        • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:44
                          Nie, nie wierze w terapie u siebie.....ale sa tacy ktorym pomoglo....miałam
                          przyjaciela ktory wspierał mnie w tym z całej siły....za to bede mu wdzieczna
                          do konca zycia....i tak znalazłam sie w szpitalu....ale to było chwilowe
                          załamanie.....na mnie terapie działaja jak płachta na byka....nauczyłam sie
                          dobierac towarzystwo tak by wrazie klopotów miec wsparcie...bardzo mi pomogło
                          to w tamtym okresie.
                • 13monique_n Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:39
                  mija111 napisała:

                  > Masz jakies doświadczenia, albo znasz takie przypadki. jesli tak, podaj mi
                  > jakies przyklady. Proszę. Nie sądzila, ze to forum tak mi pomoze. Ktoras z was
                  > miala racje - potzrebuje potwierdzenia, ze jesli odejde nie zrobie dzieciom
                  > krzywdy, ze dam rade sama wychowac ich na porzadnych ludzi.
                  Mija, dasz radę, ale te siły są w Tobie. Odnajdziesz je przy pomocy wszystkich
                  bliskich ludzi, którzy mają pojęcie, przez co przechodzisz. Plus terapia
                  obowiązkowo.

      • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:12
        Masz rację. Najtrudniej chyba jest przyjąć do wiadomości, ze rozwód to koniec.
        Obawiam sie, ze jesli odejde, nigdy sie z nim nie "zaprzyjaźnie", co nie będzie
        dobre dla dzieci. Ale mam dość. Dziekuje.
      • pomimo1 Re: Pomóżcie, proszę 17.07.07, 09:20
        Pho, ja Ciebie nie znam,ale Cie wielbiesmile
        W kilku zdaniach clue calego tego posta rozpaczliwego.
        Mia U C I E K A J !!!!!
    • angoisse Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:07
      i mogłabyś pogadać z psychologiem , tak dla siebie, bo musiał Ci niezłą wodę z
      mózgu robić, żebyś się na to wszystko ślepo godziła...
      • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:10
        To nie było slepo. Po prostu chcialam wierzyc, ze będzie inaczej. Już nie
        wierzę. Dzięki, jesteście super.
        • angoisse Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:13
          i właśnie dlatego terapia jest wskazana. zamykanie oczu na fakty oczywiste to
          talent, którego lepiej szybko się z przyzwyczajeń pozbyć.
          • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:17
            Musze gdzies isc, bo nie wiem, jak rozmawiac z chlopcami, szczegolnie ze
            starszym, który tak cieszyl sie na wyprowadzkę i mieszkanie z tatą. Nie wiem,
            jak mówić, bo tyle we mnie zalu i nienawisci. Do siebie też.
            • phokara Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:21
              Idź na terapię. Musisz mieć teraz siłę - a z próżnego, to i Salomon nie naleje.
              Psychika Ci trzasnie.
            • 13monique_n Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:26
              Idź do psychologa, zbierz siły i odzyskaj wiarę w siebie. Jedno Ci zaręczam,
              byle jaki wzorzec "taty" nie jest wzorcem. A "pełna" rodzina nie stanowi
              wartości dla dzieci, które nie czują się bezpieczne oglądając od środka
              wszystko, czego ta ich rodzina jest "pełna". O tym wiem.
              Dasz radę nie przelewac nienawiści do informacji kierowanych do dzieci. Dużo
              potrafiłaś dla ich dobra zrobić to teraz zrób dwie rzeczy - wizyty u psychologa
              i odróżnienie Twoich emocji od ich miłości do ich ojca.
        • em120777 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:22
          Walcz o siebie i swoje życie. Ktoś słusznie zauważył, że jesteś już sama. A
          normalna rodzina ... napewno zrobisz wszystko, żeby Twoi synowie kochali swojego
          ojca, a to chyba jest najważniejsze, to i Twój spokój, poszanowanie własnej
          osoby i Twój uśmiech - mnie sie wydaje, że wtedy i maluchy będą szczęśliwe.
          Trzymaj się!
          • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:24
            Dziekuje, naprawde.
            • phokara Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 14:28
              Nie dziękuj - szoruj na terapię.
              To forum nie jest magiczną pigułką rozwiązujacą problemy.
    • julka1800 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:10
      osiem lat zwiazku, zakochiwal sie 1+8 =9 razy czyli czesciej niz raz na rok,
      jesli zakladac, ze zakochiwanie trwa 3 do 6 miesiecy, to niewiele czasu zostalo
      na "wlasciwą" rodzine
      Ranyyy....
      nic wiecej nie napiszę poprzednicy napisali juz wszystko
      • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:11
        niezły jest, nie....smile
        Powiem ze jest w scisłej czołówce tego forum...zaraz po zonie Misia (to kolejny
        moj idol ) tongue_outPPPP
    • emde74 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:20
      ja bym dodała do tego jeszcze wysłanie męża na terapię. siedzi w nim jakaś
      cholera, to i jemu przydałoby się sprawdzić czemu. wiem - ciężko może być
      sądząc po Jego zachowaniu, ale spróbować nie zawadzi.
      • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:31
        W ostatnią sobotę, po tym, jak juz wiedziałam, ze nie wróci do domu, dostałam
        esemesa, że przeprasza, bardzo i chyba musi iść do jakiegoś psychologa. jest
        jeszcze jeden problem. Brakuje mi zdrowego egoizmu. czuje się jakoś tam
        odpowiedzialna za niego, w końcu na tym polega bycie we dwoje. I były takie
        momenty, gdy mówił "pomóż" i zawsze byłam z nim, starałam się go wspierać i
        pomagać wyłazić z dołów. nie wiem, czy będe miec tyle siły, by tym razem
        powiedzieć stanowcze :"nie"
        • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:33
          Ty odpowiedzialna za dorosłego, kochliwego chłopa ?????
          Poczytaj swoj pierwszy post i odpowiedz sobie na pytanie czy na tym polega
          bycie razem....
          • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:36
            Na tym też. Z tym, ze powinno to działać w wie strony. A tak naprawdę facet mnie
            bez skrupułów psychicznie niszczy. Nie to, ze nie wspiera - niszczy. I nie czuje
            się, jak sądzę, odpowiedzialny za moje psychiczne zdrowie. Ale cóż, ja jestem
            jaka jestem. Jednak zdrowego egoizmu mi brakuje. Może da się nad tym popracować?
            • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:41
              Tak da sie, jesli sie bardzo chce. Łatwe to nie jest...jak nad tym popracowac?
              Po pierwsze posłuchaj co Ci napisały dziewczyny, po drugie pomysl o wzorze jaki
              dajecie własnym dzieciom...tego chcesz ich nauczyc???? Po trzecie pomysl, ze
              zycie jest jedno i powtorki jak to zmarnujesz nikt Ci nie zasponsoruje.

              A tak zapytam, na co Ty liczysz w tej Wawie? Co chcesz zafundowac dzieciom?
              Ojca w knajpie z kochankami i Twoje łzy??? Pomysl...to boli czasem, ale
              myslenie sie opłaca!
      • mija111 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:34
        Z drugiej strony, ma 31 lat, od czterech jest ojcem - ileż razy można sie
        zgubić? Żałosna jestem i tyle.
        • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:39
          mija111 napisała:

          > Z drugiej strony, ma 31 lat, od czterech jest ojcem - ileż razy można sie
          > zgubić? Żałosna jestem i tyle.

          Nie to on jest załosny...(ok wyjdzie ze mnie bezpardonowa malpa)....Ty jestes
          totalnie głuia....głupia jak wiekszosc zakochanych ludzi, głupia jak kiedys my
          bylismy (w wiekszosci tongue_out)....masz szanse na to by w koncu nabrac rozumu...i on
          albo skorzysta z tej szansy i zacznie myslec i cos zrobi ze swoim zyciem
          (chociaz jakbys sie mnie zapytała o szanse to wielkich nie daje, moze na
          chwile, poki nieodpuscisz jesli postanowisz zajac sie soba), albo utonie w
          bagnie....Ty i dzieci nie jestescie zobowiazani do towarzyszenia mu.
        • angoisse Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:40
          Nie samobiczuj się, tylko bierz sama siebie w ryzy i tę energię, którą trwonisz
          bez sensu na budowanie z nim zamków na pisku i szukanie kolejnych
          usprawiedliwień do trwania w tym związku-nieporozumieniu - przeznacz na
          zbudowanie swojej i dzieci lepszej przyszłosci. Ty nie odpowiedasz za
          dojrzałośc męża, odpowiedasz ZA SWOJą DOJRZAłOść! i jesteś ją winna sobie.
    • em120777 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 15:39
      Nie jesteś żałosna tylko zagubiona! Ja nie umiałam zostawić człowieka, który się
      tak zachowywał i w końcu on zostawił mnie - chyba pierwszy raz w życiu był
      stanowczy i poniósł konsekwencje swoich czynów, na to jednak nie ma co czekać,
      bo szkoda życia. Może Ty będziesz miała wiecej siły - faktycznie psycholog to
      dobry pomysł.
    • ivone7 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 17:46
      droga mija...wspolczuje Ci bardzo i mocno Cie przytulam...
      a teraz kubel zimnej wody...
      dzieci potrzebuja ojca-nawet jesli bedzie on co drugi weekend...
      przeciez rozwod nie znaczy ze chcesz ojca pozbawiac kontaktu z dziecmi...
      dzieci potrzebuja matki-usmiechnietej, zadowolonej z zycia...i przede wszystkim
      szanujacej sie...
      swojego meza odciazylas od wszelkich obowiazkow...od stresow zwiazanych z
      wychowywaniem chlopcow...wzielas wszystko na swoje barki, oprocz tych jego
      zdrad, hulanek...
      idz na terapie..zacznij nowe zycie...
      to ze rozwiedziesz sie z mezem, nie znaczy ze zabierzesz ojca dzieciom...
      mojemu ex i corce to zrobilo na dobre, zajmuje sie nia, maja swoje
      sprawy...jest lepiej niz bylo kiedys...
      i przestan kobito sie obwiniac...nie jestes za wszystko i za wszystkich
      odpowiedzialna...
    • rumba65 Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 21:06
      Napiszę Ci tak...
      Na moje oko facet jest uzależniony (bary, kobiety potem obietnice poprawy,
      "miodowe miesiące" krótsze lub dłuższe, po których wszystko wraca do punktu
      wyjścia. Sama niewiele mu pomożesz, on musi zrozumieć, że ma problem i podjąć
      terapię.
      Ty jesteś współuzależniona. Poczytaj "Koniec współuzależnienia" Melody
      Beattle. Tak jak piszą dziewczyny, idź na terapię. Potem może grupa wsparcia.
      Możesz dużo dla siebie zrobić, zatrzymać się i pomyśleć co dla CIEBIE jest
      najważniejsze.
      Teraz dzieci - świetnie się z nim bawią, bo jest dla nich kumplem do zabawy,
      co niekoniecznie równa się dobry ojciec. Sama pisałaś że jest niezbyt
      odpowiedzialny. To czy będą miały z nim kontakt zależy bardzo od Ciebie. Czasem
      wystarczy nie przeszkadzać. Mój eks po rozwodzie poświęca dzieciom więcej czasu
      niż kiedykolwiek wcześniej. Szkoda, że to już nastolatki i pewien ważny okres
      ich życia minął bezpowrotnie.
      Skoro zaczęłaś już myśleć, że coś jest nie tak słuchaj przyjaciół i bliskich i
      działaj! Bo życie mija, Mija...
      • to.ja.kas Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 23:25
        A potem wydrukuj sobie ten watek i czytaj za kazdym razem jak tylko zaczniesz
        sie łamac....
        • turzyca Re: Pomóżcie, proszę 16.07.07, 23:38
          i zagladaj tu w chwilach zwatpienia. smile Zazwyczaj znajdzie sie jakas dusza
          sklonna przytulic Cie i powiedziec, ze to, przez co przechodzisz, ona sama
          przeszla jakis czas temu i nie jestes dziwna ze swoimi uczuciami.
          • adela38 Re: Pomóżcie, proszę 17.07.07, 07:53
            Masz tylko jedno zycie i nikt nie bedzie zyl twojego zycia za ciebie.Ty sama
            musisz podejmowac decyzje na to, jak to zycie bedzie wygladalo.Dzieci
            przychodza, daja nam radosc i odchodza by zyc swoim wlasnym zyciem- i dzieje sie
            to szybciej niz zauwazysz.Teraz jeszcze ci latwiej budowac zycie od
            nowa.Czekanie jeszcze 12-14 lat az dzieci wydorosleja oznacza dla ciebie tak
            samo dugi czas cierpienia i konsekwencja byc moze brak szans na szczesliwe
            ulozenie sobie zycia...Czy warto? dzieci im wieksze tym bardziej beda widzialy,
            ze cos nie gra- czy model waszej rodziny jest tym jaki chcesz przekazac swoim
            chlopcom? Czy chcesz by podazali w slad ojca? Jesli ojciec ma dobry kontakt z
            dziecmi mieszkajac na odleglosc, to co broni by mial taki sam kontakt po rozwodzie?
            • ladyhawke12 mija 17.07.07, 08:31
              Moge napisac ze podziwiam Twoje poświęcenie i upur w ratowaniu rodziny, ale jest to własnie "ale" po co to robisz, żeby mieć tzw. "normalną rodzinkę", zeby dzieci miały ojca?, a ty zebys miała faceta?. Dziewczyno ocknij się, nie masz "normalnej rodziny", dzieci ojca maja od przypadku, do przytpadku, i jeszcze uczą sie że bezkarnie mozna balować, i robić ich mamie przykrośc, uważasz że kiedys tego nie wykorzystaja, i nie zaczna tak samo sie zachowywać, a Ty masz faceta, nie masz, za to masz kogoś kto bezkarnie robi z Ciebie ofiare, współuzależnia. Każdy hmm moze nie każdy jak mu pozwola to będzie robił co chciał a później słodkie oczka kotka z shreka, i mu wybaczaja, to nie jest zycie, to jest tylko udreka dla Ciebie, wygoda dla niego. W innym watku juz ktos napisał który facet (też nie wszyscy ) by nie chciał miec czekajacej, wybaczajacej zonki, cipelgo gniazdka do którego chce wracać po szaleństwach, i kochanek ile dusza zapragnie. Kubeł zimnej wody na głowe i popatrz w lustro, wyobraz sobie jak bedziesz wygladala za 30 lat takiej hustawki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka