phokara
19.07.07, 12:35
Kochany OZ-ie.
(Trzeba miło zacząć i miło skończyć, to środek się jakoś przetrawi - tak mnie
dady uczył).
Napiszę raz bardzo serio i bardzo po prostu.
I przepraszam, że zakładam nowy wątek, a potem sama neguje takie akcję. Raz
sobie pozwalam - bezprawnie. Niech to będzie mój mały kaprys i foch, po tych
2,5 latach tutaj - fajnych latach. No i Aron się ucieszy, że jednak ma rację
i strzelam te fochy. I niech się ucieszy - śmiech jest bardzo pozytywny i
bywa zaraźliwy. To dobrze.
Tak więc, Jarkoni...
Przestałam rozumieć, o co chodzi.
Jak nie wiadomo o co chodzi to podobno zawsze chodzi o pieniądze, albo o
rozgrywki personalne. Ponieważ mi tu nikt nie płaci za pisanie, chyba druga
opcja w tym przypadku.
Emocje. Gorące lato. Wiertarka u sąsiada. Nieskończona ilość codziennych
depresantów. I nieskończona ilość uśmiechów.
DYSTANS.
Do wszystkiego. Inaczej człowiek nie daje rady.
Wydaje się, że ludzie związani z tym forum powinni o tym wiedzieć, jak mało
kto.
Doświadczenie.
Ale to tylko moje zdanie. Być może błąd z założenia, ale każdy robi takie
błędy i odnosi takie sukcesy na jakie go stać. Można przeskoczyć wiele rzeczy
w życiu (to wiemy, prawda?) ale siebie się nie przeskoczy, żeby nie wiem, jak
się spinać i starać.
Szkoda prądu - jak to zawsze klepię... Cholera, naprawdę mam słabość do tych
słów. I wcale nie chodzi o to, że mam wszystko w nosie. Nie mam aż tak dużego
nosa, doprawdy. Ale cały czas pamiętam o tym, że życie to bezustanna
selekcja - osób, zjawisk, czasu. Doba ma 24 h a jednostka skończona ilość
energii - więc to chyba jasne.
Świat wirtualny to nie jest dobre miejsce na utratę energii, choć również
tutaj musi mieć ona ujście. Jakieś dziwne prawidła, a może wcale nie takie
dziwne tylko bardzo, bardzo typowe. Może trzeba założyć specjalny "post
wysokiego napięcia", zamiast mnożyć kolejne abstrakcje? Może ten post temu
posłuży?
Ale to już Ci ostatnio proponowałam - bez efektu, więc chyba nie ma sensu. A
nawet jeśli ma sens, to efektu wciąż nie ma. Więc - złota zasada: szkoda
prądu.
Jarkoni,
jakby to powiedzieć ładnie.
Pojechałeś po części tutejszych gości, aż miło. Po mnie (będę się wypowiadać
za siebie) Masz prawo. Masz też wirtualny sekator do ucinania tego typu akcji
po męsku - bez pytania o zgodę i wałkowania tematu w prawo i w lewo, jak
ciasta na pierogi. Możesz być szlachetnym despotą.
Szlachetnych despotów się bardzo kocha. Mówię Ci. (Skąd niby ta moja
wirtualna miłość do Tri? No pomyśl...)
Ale Ty wolisz bić pianę.
Dlaczego? Właściwie nie ma to znaczenia - jest, jak jest. Ok. Przyjmuję. Nie
mam z tym problemu.
Nie mam nawet problemu z tym, że ktoś mnie tu nazwał prymitywną babą, bo
doprawdy. Żeby kogoś zabolało to trzeba trafić w jego czuły punkt. Tak to
jest. W innym przypadku cios trafia w próżnię mojego poczucia humoru. I
obraca się w pieszczotę. To jest dopiero niezły numer.
Nie wiem, o co chodzi z tymi kosmitami, ale masz prawo do takiej ekspresji
własnej wrażliwości, jaka jest Ci w danej chwili potrzebna.
Szanuję. Serio - szanuję.
Każdy ma do tego prawo.
Tylko jeszcze jedna banalna rzecz. Mam wrażenie, że Twój szacunek i uwaga dla
piszących tu osób są mocno wybiórcze. Zaś Twoje sympatie zmienne, jak klimat.
Dlaczego? To jest retoryczne pytanie.
Tolerancja ma swoje granice, a w życiu nie ma sprawiedliwości. Nie ma - i też
szkoda prądu na ubolewanie w nieskończoność nad tym faktem. No bo po co?
Ustalasz tu własne reguły i zasady. Jak mi się nie podoba - to mogę się
wynosić. I to jest jasne. I to jest bardzo fair. I ja, jak się będę stąd
zbierać, to Ci jeszcze bardzo podziekuję i powiem ładnie wszystkim 'do
widzenia'. Stać mnie na to, bo wiem, za co dziękuję. I nie ma takiej opcji,
żeby poczucie niesmaku przerosło moje poczucie wdzięczności za to, co tutaj
dostałam. Powtórzę - nie ma takiej opcji.
To zapytam konkretnie.
Czy jest jakiś specjalny kodeks Ojca Założyciela tego forum, który powinniśmy
znać? Mógłbyś go humanitarnie ogłosić? To nie jest ironia - nie dam rady
stosować się do zasad głęboko ukrytych u kogoś w głowie, nie jestem Sybillą.
Jestem tylko trzepnietą, skrzywioną i pogietą 30+. Na dokładkę blondynką. I
jeszcze strasznie mi sie to podoba.
Dlaczego na mnie (m.in) krzyczysz, skoro nie dałeś mi żadnych wytycznych, jak
się zachowywać? To jakiś dziwny proces wychowawczy. Nie daje mi żadnych
szans, żebym nie wiem, jak się starała. Teraz to nie widzę już żadnego
powodu, żeby się starać, bo wszystko, co robię robię źle. Nawet tagliatelle
ze szpinakiem - moją popisową potrawę. Niezła trauma kulinarna, tak swoją
drogą.
Chłopak z Mazur świetnie skomentował w wątku "przepis na..." całą wczorajszą
sytuację. Nie widzę powodu, żeby powtarzać te same słowa. Oczywiście, my
jesteśmy z jednej mafii i grupy wzajemnej adoracji. Może być. Nie widziałam
człowieka na oczy, że już o żadnym adorowaniu nie wspomnę, ale mity zazwyczaj
są silniejsze od faktów. I też nie zamierzam z tym walczyć, bo szkoda prądu.
Encyklopedię napiszę, a Pan Aron i tak będzie wiedział swoje (i dobrze Aron -
trzeba wiedzieć swoje, robić swoje itd).
I Ty Jarkoni też.
I ja też.
I nawet Roman Giertych.
I nikt za jakiś czas nie będzie pamiętał, że Twoja wiedza była mocno
okrojona, choć Ty, jako OZ masz nie tylko większe prawa ale też większe
obowiązki. Teoretycznie niby.
Wściekasz się, że ktoś 'wyrywa wypowiedź z kontekstu' - a Ty robisz dokładnie
to samo - tylko na większą skalę.
I dopiero nie wiadomo, o co chodzi.
Ale czy to coś zmieni, jeśli napiszę, że czuję się Tobą rozczarowana? Nic nie
zmieni. Ty też jesteś rozczarowany, co nawet rozumiem, bo w końcu zajmuję się
jakimś trollem i przepisem na tuńczyka, zamiast rozrzucać Ci pod stopy płatki
róż.
Wydra ze mnie koszmarna, doprawdy (ale uprzedzałam do cholery!).
Nie ja byłam autorką wczorajszego wątku. Sprawdź sobie. Ja tylko postarałam
się (nie sama - i dziękuję za pomoc), żeby nie przerodził się w KU...Ę a w
KUCHNIĘ!
Udało się. Przyznam się i korona mi z głowy nie spadnie, bo nie jestem
królewną - miałam satysfakcję. Byłam z nas dumna. Serio. Nie było rynsztoku.
Była fantastyczna sałatka z czerwonej fasoli - zamiast. I odrobina poezji. I
sporo śmiechu.
I ten dystans, o którym ciągle piszę.
I na końcu NAGANA.
Masz prawo mi ją wręczyć, a ja mam prawo jej nie przyjąć, zwłaszcza, że nie
rozumiem za co niby ona jest. Jak pani od matematyki stawiała mi
konsekwentnie pały w liceum, to zawsze wiedziałam za co i nie mówiłam, że
jest wredna jędzą, bo ja byłam bardziej głupia w zakresie nauk ścisłych niż
ona wredna w zakresie wszystkiego innego. I to było sprawiedliwe - w moim
jakże subiektywnym odczuciu sprawiedliwości.
Kurcze, to jest chyba odpowiedź na dylemat "dlaczego Cię nie kocham". Jesteś
gorszy niż moja matematyczka... a ja jednak nie jestem masochistką.
To powyższe to był żart. Może kiepski, ale jakoś kiepsko się tu dziś czuję.
(Nie, Aron - to nie skutek upału ani skrzywienia czy pogięcia - mnie się już
bardziej pogiąć nie da. No, chyba że chwycą mnie korzonki).
Napisz Jarkoni, jak to widzisz, i jak chcesz, żeby było dobrze. Tobie. A ja
się potem zastanowię, czy jestem w stanie się do tego zastosować tak, żeby i
mi było dobrze. I może jeszcze parę osób się zastanowi, bo w końcu nikt tu
nie pisze pod przymusem ani z obowiązku, tylko dlatego, że lubi. Chyba?
Ja tak robię.
I dalej myślę, że jest to miłe miejsce na tym najniedoskonalszym ze światów
(wirtualnych). Ale tych światów jest dużo, podobnie jak planet - być może
trzeba sobie będzie poszukać nowej planety "Małego Księcia". To nie jest
aluzja do kosmitów, jakby co. Naprawdę nie.
Napisz konkretnie co i jak, bez wplatania w to Giertycha, cytatów sprzed lat
i popisywaniem się erudycja w zakresie ichtiologii. Bo mam wrażenie, że
chwilowo zamiast tłamsić ogień na forum (choćby przepisem na pasztet
zajęczy) -