maza15
20.07.07, 19:30
No i mam.Dopadlo mnie.
A taka byłam madra i zdecydowana.
Wszystko wiedziałam w teorii..
Trzeci dzień wyję,już mam dość.
Jeszcze nic głupiego nie zrobiłam,jeszcze jakoś się trzymam,ale...
łapię sie na tym,że szukam usprawiedliwień /a może on jednak mówił prawdę/
Jak mam przebłysk świadomosci,to wiem,że kłamie.
Za karę,że go nie rozumiem obraził się na mnie i na dzieci.
Pytają o wakacje,na które mieliśmy jechać,a które się zbliżają.
Pytają co się stało,dlaczego się nie odzywa/robił to codziennie/.
Nie dzwonię,nie proszę o kontakt z Nimi,ale jest mi bardzo ciężko.
Zaczynam mieć wątpliwości,czy warto żyć dla zasad,ktore sobie wyznaczyłam...
Było by łatwiej zamknać oczy i udawać,że się nie widzi.
Lżej
Nie wiem już czy warto walczyć o prawdę,o zasady,bo kto wie ile mi życia
jeszcze zostało.
Co mi da odsunięcie się od tego bagna,jesli za rok mnie nie będzie?
Może lepiej się zgodzić i przeżyć udając,że jes ok...
Bredzę,ryczę,rozum trace.
Skończyły się moje siły