Dodaj do ulubionych

jak nakłonić męża...?

20.07.07, 23:14
jak go nakłonić do terapii? albo co zrobić, żeby ratować dziecko (2,5 roku)
przed tą całą konfliktową sytuacją?

będę się tu chyba częściej pojawiać, to się zorientujecie co to jest "ta cała"
sytuacja. nie będę się na razie rozpisywać, bo nie chcę pocieszenia (na
raziesmile, tylko konkretnej rady.

nie mamy rozwodu. nie wiem, czy w ogóle do niego dojdzie, bo ja cały czas
ufam, że jakoś się ułoży... w ogóle mam wrażenie, że gorzej już być nie może,
że będzie tylko lepiej... i ciągle się mylę.

teraz mąż zaczął wciągać w to wszystko naszą córkę, wmawiać jej jakieś
głupoty, pytać z kim chce mieszkać (córka zbaraniała, ale odpowiedziała, że z
mamą. a mąż na to przy niej: "i tak nie dostaniesz prawa do opieki") etc.
córka bardzo dobrze mówi, ma doskonałą pamięć, wszystko powtarza, co kto
powiedział - na pewno nie puszcza niczego mimo uszu. martwię się o nią.
zawsze była bardzo spokojna. od urodzenia przesypiała noce. teraz jest
niespokojna, niegrzeczna, budzi się w nocy z krzykiem i trzeba ją długo tulić
i uspokajać, żeby ponownie zasnęła... tak mi jej szkoda!
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: jak nakłonić męża...? 20.07.07, 23:35
      u-hah napisała:

      > jak go nakłonić do terapii? albo co zrobić, żeby ratować dziecko (2,5 roku)
      > przed tą całą konfliktową sytuacją?

      Meza na siłe nie zaprowadzisz...dziecko...po prostu odciac sie od tego od czego
      trzeba ja ratowac...to jedyne wyjscie!!!!!!!!!!!!!!
      ,
      > teraz mąż zaczął wciągać w to wszystko naszą córkę, wmawiać jej jakieś
      > głupoty, pytać z kim chce mieszkać (córka zbaraniała, ale odpowiedziała, że z
      > mamą. a mąż na to przy niej: "i tak nie dostaniesz prawa do opieki") etc.

      Co Ty chcesz ratwowac??? dziecko czy meza??? Bo rodzina to chyba trudno
      nazwac...napewno nie troska o dziecko...to co wyprawia Twój mąż i na co Ty mu
      pozwalasz zgadzajac sie na to

      teraz jest
      > niespokojna, niegrzeczna, budzi się w nocy z krzykiem i trzeba ją długo tulić
      > i uspokajać, żeby ponownie zasnęła... tak mi jej szkoda!

      Jak Ci jej szkoda to zabierz dziecko gdzies gdzie znów bedzie mogła sni
      spokojne, szczesliwe sny.....z tego co piszesz ona przechodzi traume a Ty
      zastanawiasz sie nad nakłonieniem męża na terapie...skup sie bo to juz
      najwyzsza pora nad dzieckiem.....
      • u-hah Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:05
        to.ja.kas napisała:

        > Meza na siłe nie zaprowadzisz...dziecko...po prostu odciac sie od tego od czego
        >
        > trzeba ja ratowac...to jedyne wyjscie!!!!!!!!!!!!!!
        > ,

        > Co Ty chcesz ratwowac??? dziecko czy meza??? Bo rodzina to chyba trudno
        > nazwac...napewno nie troska o dziecko...to co wyprawia Twój mąż i na co Ty mu
        > pozwalasz zgadzajac sie na to

        ale co ja mam zrobić? złożyć pozew? co to zmieni? poważnie pytam. czy wtedy
        przestanie nastawiać ją przeciwko mnie? nie wyobrażam sobie tego. tzn. wyobrażam
        sobie, że będzie jeszcze gorzej. będzie jej mówić: "to przez mamusię nie możemy
        być razem."

        > Jak Ci jej szkoda to zabierz dziecko gdzies gdzie znów bedzie mogła sni
        > spokojne, szczesliwe sny.....z tego co piszesz ona przechodzi traume a Ty
        > zastanawiasz sie nad nakłonieniem męża na terapie...skup sie bo to juz
        > najwyzsza pora nad dzieckiem.....

        no właśnie - co to znaczy zabierz? mam się rozwieść i zabronić ojcu widywania
        się z dzieckiem? konkretnie proszę... uncertain
        • to.ja.kas Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:18
          konkretniej to mozesz tylko Ty, bo Ty znasz szczegółowo Waszą sytuację i Ty
          wiesz co mozesz zrobic i jak ....
          Ja wiem, ze krzyczace po nocach ze strachu dziecko nie jest w miejscu które
          jest dla niej przyjazne i dobre dla jej rozwoju...i albo zmienia sie klimat
          albo miejsce....ale robi sie cos by czuło sie bezpecznie. Jesli nie umiecie
          razem pod jednym dachem tego zapewnic jako rodzice powinniscie sie zastanowic
          jakie rozwiazanie jest dla Was do przyjecia....

          Ja przez siedem lat zapewniałam dziecku pełna rodzinę..az kiedys podsłuchałam
          pod drzwiami jak moja Mała modliła sie by tata juz nigdy nie wracał...wrócił
          niestety.....dlatego odeszłam i zabrałam ją... żałuję, że nie zrobiłam tego
          wcześniej, zanim jako dziecko poznała co to lęk na widok rodziców razem....

          Co Ty powinnas zrobic?? Nie wiem,jak sama napisałas nie podałas wielu
          szczegułów....powinnas myslec nad tym jak oszczedzic jej strachu bo niedługo to
          jej bedzie potrzebny terapeuta....i nie wierze ze tego własnie chcesz....

          Ja naprawde Cie rozumiem....niestety z autopsji...tez wysyłaam meza na
          terapie...nieskutecznie jak widac, skoro tu jestem
          • u-hah Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:35
            co do szczegółów - już się wyprowadziłam, więc nie żyjemy pod jednym dachem. ale
            to nic nie dało, bo mąż chce się widywać z córką, co jest dla mnie zrozumiałe i
            logiczne, więc na to pozwalałam.

            z tych spotkań córka wracała i bawiąc się (prowadziła dialog między lalkami)
            powiedziała: "mamusia wyrzuciła tatusia z domu".

            przy najbliższej okazji wspomniałam mężowi, co usłyszałam i powiedziałam, że
            musiała to usłyszeć od niego i czekałam na wyjaśnienia. on mi odpowiedział, że
            przecież ona wszystko rozumie i musiała słyszeć, jak go wyrzucam. fakt, że
            powiedziałam mężowi, żeby się więcej nie pojawiał (dokładnie tymi słowami), ale
            córki wtedy w domu nie było.

            czyli i ze mnie robi durnia. tak więc suma sumarum - bo się rozpisałam - nie
            mieszkamy razem. i jak widać niewiele to pomogło. uczepiłam się tego terapeuty,
            bo do męża musi dotrzeć, że skoro ja się nie dałam sponiewierać, to nie może
            teraz przelewać swojej złości na córkę. musi to do niego dotrzeć! bo ta wiedza
            będzie mu potrzeba aż do śmierci! mam czekać, aż sam do tego dojdzie??
            • tricolour Guzik musi. Nic nie musi. 21.07.07, 00:38
              Marnujesz energię.

              Najwyższy czas zacząć myśleć o rodzinie w kategoriach "ja i córka". Mąż jest
              obcy, a to wiele znaczy. Choćby to, że robi, co chce...
              • u-hah Re: Guzik musi. Nic nie musi. 21.07.07, 00:44
                dziękuję za szybki odzew, ale ciągle mało konkretów. pomyślałam o sobie i o
                córce - wyprowadziłam się. myślę dalej o sobie - szukam pracy (teraz jestem
                jeszcze na łasce męża i znoszę jeszcze jego fochy o kasę). i co dalej? zakazać
                mu widywania się z córką? złożyć pozew? a jak złożę pozew, to co w międzyczasie?
                • tricolour W między czasie będziecie żyły... 21.07.07, 00:45
                  ... same. Będzie tak, jak sobie zaplanujecie i zrealizujecie. Dokładnie NIKT Ci
                  nie powie więc nie masz po co pytać.
                • to.ja.kas Re: Guzik musi. Nic nie musi. 21.07.07, 00:48
                  Ty pytasz sie co zrobic a my tu nie od tego by Ci powiedziec "załóż sprawe o
                  rozwód"
                  Po złożeniu pozwu sie czeka na rozprawe zazwyczaj....

                  Odpowiedzi o konkrety jakich oczekujesz od nas, powinnas udzielic sobie
                  sama...z pełnym przekonaniem....my mozemy podtrzrmac Cie na duchu i zwrócic
                  uwage na cos co moze zdarzyc Ci sie pominąć
                  • u-hah Re: Guzik musi. Nic nie musi. 21.07.07, 01:01
                    to.ja.kas napisała:

                    > Ty pytasz sie co zrobic a my tu nie od tego by Ci powiedziec "załóż sprawe o
                    > rozwód"
                    > Po złożeniu pozwu sie czeka na rozprawe zazwyczaj....

                    no właśnie o to chodzi, że się czeka... a sam rozwód nie jest gwarancją tego, że
                    mąż oprzytomnieje. i to jest mój ból...

                    nie zakażę kontaktów z córką - źle, bo dalej będzie nią grał.
                    zakażę - będzie rozgoryczony i nie wiadomo kiedy zaatakuje ze zdwojoną siłą. np.
                    jak już dojdzie do spotkania, powie "nie mogłem się z tobą spotkać, bo mama nie
                    pozwoliła".

                    dzięki za wsparcie.
                    • tricolour Rozwód nie jest do nabierania przytomności... 21.07.07, 01:03
                      ... tylko jest definitywnym odejściem. Jednego to poruszy i zacznie mysleć, a
                      drugi zginie na wsze czasy.

                      Nie ma co liczyć, że rozwodem coś osiągniesz, bo to manipulacja.
                      • u-hah Re: Rozwód nie jest do nabierania przytomności... 21.07.07, 01:14
                        tricolour napisał:

                        > ... tylko jest definitywnym odejściem. Jednego to poruszy i zacznie mysleć, a
                        > drugi zginie na wsze czasy.
                        >
                        > Nie ma co liczyć, że rozwodem coś osiągniesz, bo to manipulacja.

                        rozwód nie ma być powodem do osiągnięcia mojego głównego celu, czyli ratowanie
                        córki. nie chcę w ten sposób nim potrząsać. to są dwie odrębne sprawy. wiem, że
                        tym niczego w związku z córką nie załatwię - dlatego te wszystkie moje
                        pytania... a od terapii wyszłam, bo tylko w niej widzę sens. i nie wiem, jak mu
                        przetłumaczyć, że nie chcę terapii małżeńskiej, tylko terapię rodzicielską.

                        może i uczepiłam się tej terapii, nie mam lepszych pomysłów. wy chyba też nie.
                        ból!!!
                        • tricolour Sens terapii jest taki... 21.07.07, 01:17
                          ... ze sie pomaga sobie. Oczywiście w pewnym momencie zaczyna się dostrzegac
                          błędy innych, ale nic z tym nie można zrobić - trudno. Chodząc na terapię nie
                          potrząśniesz nikim poza sobą i nikt nie zmieni swego postepowania - tylko Ty.
              • plathess Re: Guzik musi. Nic nie musi. 21.07.07, 18:51
                tricolour napisał:

                > Marnujesz energię.
                >
                > Najwyższy czas zacząć myśleć o rodzinie w kategoriach "ja i córka". Mąż jest
                > obcy, a to wiele znaczy. Choćby to, że robi, co chce...


                To usłyszałeś od swojej ex? Ech, boli... smile
            • to.ja.kas Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:39
              Niestety nie masz wyjscia tylko czekac az do tego dojdzie...sam czy z pomocą
              terapeuty
              czasem ludzie zachowuja sie irracjonalnie jak Twój mąż bo rozstanie jest
              swieze, moze mu przejdzie..a moze nie...
              Wiem, ze dziecko nie placze w ocyz zpowodu tego jednego zdania...warto
              zastanowic sie nad powodem


              Nakłonic do terapii mozesz go tylko rozmową.....w żaden inny sposób....Trzymam
              kciuki by Ci sie udało.
              • u-hah Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:53
                to.ja.kas napisała:

                > Wiem, ze dziecko nie placze w ocyz zpowodu tego jednego zdania...warto
                > zastanowic sie nad powodem

                problem w tym, że ona bardzo za tatusiem tęskni. ciągle pyta dlaczego go nie ma,
                kiedy przyjdzie. pieje, kiedy go widzi. obnosi się z prezentami od niego, chodzi
                dumna "tatuś mi to dał". tym bardziej chciałam, żeby się spotykali. ale nie
                sądziłam, że do tego dojdzie... myślałam, że ma trochę rozumu w głowie.

                dobrze by było uciąć to raz a dobrze, ale patrzę realnie i wiem, że rozwód
                przecież nie da mi kompletnego odseparowania.

                aha... czyli mam czekać, aż sam do tego dojdzie... porażka... tylko, że czasu
                się nie cofnie i nie odkręci się tego całego zła, które jej wyrządzi/my zanim on
                zmądrzeje.
                • sylwiamich Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 08:15
                  Nie jesteś w stanie zmienić drugiego człowieka.Nie bardzo rozumiem Twój
                  problem.Mąż nastawia dziecko przeciwko Tobie...Tyle zrozumiałam.W całym
                  dorosłym życiu Twoje dziecko będzie się spotykać z pomówieniami.Pod swoim i
                  innych adresem.Wiem...to trochę za wcześnie żeby zacząć taką naukę.Ale widac
                  tak musi być.Podstawową sprawą z której musisz sobie zdać sprawę to fakt że
                  córka widzi świat Twoimi oczami.Spija tak naprawdę Twoje lęki.I na to masz
                  wpływ.Staraj się być opanowana...nie reaguj zbyt emocjonalnie.I rozmawiaj z
                  nią...ona wiele zrozumie.
                  A w kwestii formalnej:
                  Żeby ograniczyć męzowi prawo do wizyt lub zastrzec sobie sądownie wizytowanie w
                  Twojej obecności...sąd musi przede wszystkim przeprowadzić badania w ośrodku
                  diagnostycznym.Dopiero na podstawie opinii z tamtąd ewentualnie dostaniesz taki
                  wyrok.W niektórych miastach czeka się do roku na takie badanie.
                  Ograniczyć kontakt z dzieckiem możesz bez wyroku sądu.W Polsce lepiej być
                  sprawcą niż ofiarą.Generalnie niewiele Ci zrobią.Ale reakcji męża nie
                  przewidzisz.Zresztą odradzam Ci to z całych sił....jesli nie jest to
                  konieczne...bo np.mąż dziecko krzywdzi.Zbyt mało wiem o Twojej sytuacji.Jeśli
                  chcesz...możęsz do mnie na priv napisać.Zajmuję się zawodowo takimi
                  sprawami...uzależnienia, praca z rodziną dysfunkcyjną...może cos pomogę?
                  • u-hah sylwiamich 21.07.07, 23:54
                    napisałam na priva
        • z_mazur Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:19
          No to może ja napiszę z punktu widzenia faceta.

          Twój mąż nie może pogodzić się z Twoją coraz większą nieależnością i stara się Ciebie cały czas wytrącić z równowagi emocjonalnej. Ponieważ coraz mocniej się uodparniasz, używa coraz innych, bardziej drastycznych metod. Szantaż dzieckiem to jedna z ostatnich.

          W praktyce facet widząc w takiej sytuacji zdecydowanie i konsekwencję kobiety odpuszcza. Dopóki jednak tego nie widzi, to będzie to wykorzystywał, bo to daje efekty - wytrąca Cię z równowagi.

          Zastanów się, czy nie stosował wcześniej innych chwytów i metod szantażu emocjonalnego, na które się jednak z czasem uodporniłaś? Czy realizował swoje groźby?
          • u-hah Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 01:56
            z_mazur napisał:


            > Zastanów się, czy nie stosował wcześniej innych chwytów i metod szantażu emocjo
            > nalnego, na które się jednak z czasem uodporniłaś? Czy realizował swoje groźby?
            >

            Raczej jestem osobą pewną siebie, nie mogę sobie przypomnieć żadnej takiej
            sytuacji. Nie pamiętam, czy groził. Nie pamiętam, czy realizował. Jeżeli tak, to
            chyba musiało to po mnie spływać. Tzn. wydaje mi się, że nigdy nie byłam czuła
            na szantaże emocjonalne. Aha! Dodam, że to mąż się pierwszy wyprowadził i to
            mnie chyba miało ruszyć (w kwestii, że nie jestem taka, jaką on sobie wyobrażał
            i miałam pod wpływem jego wyprowadzki oprzytomnieć). Mąż chyba nie przewidział
            mojej reakcji.

            Tak więc do tej pory nic mnie nie ruszało. Dopiero teraz wychodzę z siebie, jak
            wciąga w to córkę. Nie wiem, jak mam się zachować. Czyli to daje satysfakcję
            mężowi? Żenada... Znalazł czuły punkt. Tyle, że nie widzi, że niszcząc mnie,
            niszczy też córkę.
      • u-hah Re: jak nakłonić męża...? 21.07.07, 00:12
        to.ja.kas napisała:

        >z tego co piszesz ona przechodzi traume a Ty
        > zastanawiasz sie nad nakłonieniem męża na terapie...

        tak, właśnie nad tym się zastanawiam, bo jak mam mu inaczej przemówić do rozumu,
        że gra dzieckiem? mnie nie słucha. nikogo nie słucha. zerwał nawet kontakt ze
        swoim najlepszym kumplem.

        jak to w ogóle jest? załóżmy, że w poniedziałek złożę pozew. od złożenia do
        pierwszej rozprawy daleko, a od postanowień sądu jeszcze dalej. postanowień tych
        nie przewidzę. a co w międzyczasie? zakazać mu kontaktu z dzieckiem? czy nie
        użyje tego przeciwko mnie?
    • to.ja.kas Re: jak nakłonić męża...? 20.07.07, 23:38
      Wiesz czego żałuje mimo, ze od mojego odejscia upłynęło 8 lat...tego, ze
      narazałam tak dlugo moja córkę na kontakt z kims kto za milosc odpłacił
      agresją...i do tej pory przesladuje mnie pamiec o strachu w jej oczach....
    • ja_kobieta44 Re: jak nakłonić męża...? 20.07.07, 23:49
      Z doświadczenia Ci powiem, że jeśli sam nie zauważy, że jest taka konieczność,
      do niczego go nie zmusisz. A nawet jak dopniesz swego, jakiś podstęp, drobny
      szantażyk itp. to terapia nie będzie miała sensu.
      Co innego jeśli tak posterujesz rozmowami, że okaże się to jego inicjatywą.
      Nie ma złotego środka. Też chciałabym go znać.
    • u-hah zwracam uwagę 21.07.07, 02:11
      tak sobie czytam i analizuję wszystkie wypowiedzi i widzę, że chyba część osób
      nie do końca mnie zrozumiała. zwracam więc uwagę, że nie zależy mi na terapii
      małżeńskiej, nie dążę do ratowania męża czy małżeństwa - chcę ratować córkę!

      nie wiem, czy niejasno się wypowiedziałam w pierwszym poście...?

      wiem, że są takie programy, które uczą jak pomóc dziecku przejść przez to bagno,
      żeby jak najmniej ucierpiało. ja chodzę do psychologa indywidualnie i poruszamy
      różne sprawy. ale te specjalne programy są konkretnie ukierunkowane na dziecko.
      mąż oczywiście na małżeńską się nie zgodził, więc poszłam indywidualnie,
      pomyślałam: "twoja sprawa". bo tak, wtedy to była jego sprawa. ale teraz to już
      jest sprawa także dziecka. i jakoś do mnie nie dociera, że on nią tak pomiata.

      gubi mnie to poczucie, że on sam POWINIEN chcieć pomóc, jeżeli nie sobie to
      przynajmniej dziecku! a skoro sam nie umie, to pod czyimś kierownictwem.
      tak, to mnie gubi. muszę do tego inaczej podejść...
      • notting_hill Re: zwracam uwagę 21.07.07, 11:46
        To może po prostu, zamiast próbować wpływać na zachowanie męża (co jak się
        przekonałaś jest nieskuteczne), znajdź dobrego psychologa dziecięcego, który ma
        doświadczenie w pracy z rodzinami w konflikcie. To nie będzie oznaczało wizyt
        dziecka (chociaż może, to chyba zależy od sposobu pracy psychologa), ale nauczy
        przede wszystkim Ciebie jak reagować w takich jak opisałaś sytuacjach, co do
        dziecka mówić i jak ją chronić.

        A męża spróbuj odciąć emocjonalnie od Waszej rodziny, zostaw go po prostu
        samemu sobie i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka