jak go nakłonić do terapii? albo co zrobić, żeby ratować dziecko (2,5 roku)
przed tą całą konfliktową sytuacją?
będę się tu chyba częściej pojawiać, to się zorientujecie co to jest "ta cała"
sytuacja. nie będę się na razie rozpisywać, bo nie chcę pocieszenia (na
razie

, tylko konkretnej rady.
nie mamy rozwodu. nie wiem, czy w ogóle do niego dojdzie, bo ja cały czas
ufam, że jakoś się ułoży... w ogóle mam wrażenie, że gorzej już być nie może,
że będzie tylko lepiej... i ciągle się mylę.
teraz mąż zaczął wciągać w to wszystko naszą córkę, wmawiać jej jakieś
głupoty, pytać z kim chce mieszkać (córka zbaraniała, ale odpowiedziała, że z
mamą. a mąż na to przy niej: "i tak nie dostaniesz prawa do opieki") etc.
córka bardzo dobrze mówi, ma doskonałą pamięć, wszystko powtarza, co kto
powiedział - na pewno nie puszcza niczego mimo uszu. martwię się o nią.
zawsze była bardzo spokojna. od urodzenia przesypiała noce. teraz jest
niespokojna, niegrzeczna, budzi się w nocy z krzykiem i trzeba ją długo tulić
i uspokajać, żeby ponownie zasnęła... tak mi jej szkoda!