Dodaj do ulubionych

Mąż wrócił

06.08.07, 10:08
jakiś czas temu rozstaliśmy się z mężem, spakowałam jego rzeczy i wyprowadziłam go i ze swojego mieszkania raz nazawsze, jak mi się zdawało. Nigdy wcześniej nie byłam tak przekonana do rozwodu, kłóciliśmy się wcześniej wielokrotnie i obie strony groziły rozwodem, jednak tym razem to nie była decyzja podjęta w przypływie emocji, chwili. Podeszłam do tego bardzo spokojnie, długo myślałam i świadomie zdecydowałam się na rozstanie. Byłam naprawdę zdecydowana na rozwód.

Nie oczekiwałam żadnej reakcji ze strony męża. Dla niego to ja zawsze miałam problemy, on czuł się świetnie prowadząc kawalerskie życie z żoną-kucharką i sprzątaczką w jednym. I tu szok. Parę dni temu mąż przyjechał do mnie, ponieważ poprosiłam go o rozmowę- chciałam ustalić szczegóły rozwodu, opieki nad naszym synem itp. Dziwne było już samo to, że przyjechał i chciał rozmawiać, z reguły "olewał" wszystkie moje tego typu prośby. I tu zaczynaja się schody. Długo rozmawialiśmy, czasami trochę podniesionym głosem, ale do kłótni nie doszło. Generalnie wylaliśmy wszystkie swoje żale, nawet te sprzed kilku lat- po raz pierwszy potrafiliśmy o tym w miarę spokojnie porozmawiać. Mąż chciał wrócić, spróbować jeszcze raz- nie zgodziłam się. Powiedziałam, że nie jestem gotowa, że muszę mieć czas na przemyslenie wszystkiego, że ja sobie nie wyobrażam, że się dogadamy. Pojechał.
Przyjechał wczoraj. Zachowywał się tak, że miałam wrażenie, że to nie ten sam facet. Przepraszał(w ciągu całego małżeństwa nigdy nie usłyszałam tego słowa), obiecywał, że się zmieni, że będzie się starał, że tęskni, przemyślał sobie wszystko i widzi, jaki był głupi i co może stracić....Zgodziłsię na wszystkie warunki, jakie mu postawiłam( kurde, pierwszy raz baba mu coś kazałasmile ). No i wrócił...

Sama nie wiem, co o tym myśleć. Widziałam przez ten ostatni okres, że się zmienił- zaczął zajmować się synem tak, jak nigdy dotąd, dla mnie był dziwnie miły....chciałabym wierzyć w jego przemianę, ale....tyle się wcześniej stało, że jakoś sceptycznie do tego podchodzę....
A wy? Miał ktos do czynienia z taką cudowną "odmianą"? I ile to trwało?
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Mąż wrócił 06.08.07, 10:37
      Hmmm, jestem dosyć sceptyczny.
      Jakoś niespecjalnie wierzę w takie gwałtowne przemiany.
      W refleksję i w potrzebę zrobienia wspólnie czegoś i owszem, ale w taką
      jednostronną metamorfozę jakoś niespecjalnie.

      Czy uważasz, że z Twojej strony wszystko było ok? Czy też masz wolę
      przeprowadzenia w sobie i w swoich zachowaniach zmian, które pomogą wam być
      razem na innych warunkach? Czy będziesz konsekwentna, czy dasz się ugłaskać
      jego zmianą i wrócisz do tych samych zachowań,które spowodowały że wasze
      relacje wyglądały tak jak wyglądały. Jeśli byłaś zbyt ustępliwa i usłużna, czy
      czujesz że jesteś to w stanie zmienić i stać się bardziej wymagająca i
      nastawiona na branie? To wszystko ma znaczenie.

      On teraz poczuł się zagrożony, przez jakiś czas będzie ok, będzie się starał,
      ale gdy nie zajdzie jakaś głębsza zmiana w podstawach waszych relacji,to
      wszystko za jakiś czas zacznie wracać do poprzedniego stanu.
      • libra22 Re: Mąż wrócił 06.08.07, 10:51
        A ja bym dała szansę. Nigdy się nie przekonasz, czy ta zmiana jest stałą, jesli
        tego nie sprawdzisz. Mysle, że szok wywołany mozliwością utraty i uświadomienie
        sobie, że jednak mu zalezy na was może wpłynąć na zmianę, na chęć dawania z
        siebie tego, co mógł Ci dawac, tylko mu sie "nie chciało". Każdy ma szansę
        zmądrzeć. Bo tak bym taką zmiane nazwała - jesli jest prawdziwa.
    • zuzka712 Re: Mąż wrócił 06.08.07, 10:49
      No cóż, to zależy od wielu czynników. Po pierwsze czy w tobie jest jeszcze wola
      i miłość.
      Po drugie co było powodem decyzji o rozstaniu - jeżeli pojawiał się choćby cień
      alkoholu lub przemocy (także słownej, manipulacji...) to sprawa jest bardzo
      poważna.
      Ja też nie wierzę w "cudowną przemianę". Przemiana jest możliwa pod warunkiem
      pracy nad sobą. Pewne przyzwyczajenia są silnielsze od nas, macie utarte
      zwyczaje, które doprowadziły do rozstania i moim zdaniem wszystko wróci na
      stare tory.
      Ja bym radziła terapię małżeńską. Nawet krótką.
      Możecie też założyć zeszyt, spisać w punktach obietnice (jak najbardziej
      konkretne) oraz oczekiwania i systematycznie czytać, uzupełniać i porównywać
      czy sytuacja nie wymyka się spod kontroli i nie wraca na stare tory.
      Z doświadczenia wiem, ze ustępowanie "dla świętego spokoju" nie prowadzi do
      niczego dobrego. Jeżeli coś cię "uwiera" to nie uciekaj przed tym, tylko
      przemyśl co to jest, a potem przedyskutuj z mężem. No i rozmawiajcie jak
      najwięcej.
      Powodzenia.
      • z_mazur Re: Mąż wrócił 06.08.07, 10:58
        No właśnie, ja bym obawiał się mniej więcej takiego przebiegu sytuacji.
        Mąż przerażony wizją rozwodu jest w tej chwili w stanie zgodzić się na
        wszystko, jednak w dłuższej perspektywie nie jest w stanie zmienić się tak
        bardzo. Swoją zmianę będzie postrzegał jako swego rodzaju poświęcenie. Ludzie z
        natury nie są bezinteresowni, z czasem więc będą w nim rosły oczekiwania, na
        zasadzie "skoro ja dla niej robię to i to, to może ona by dla mnie też coś
        zrobiła" jeśli nie pójdziesz na ustępstwa w nim będzie narastała frustracja,
        która skończy się wybuchem.

        Dlatego jeśli nie dogrzebiecie się podczas rozmów do fundamentów i nie
        ustalicie dokładnie czego oboje wzajemnie od siebie oczekujecie, to scenariusz
        za pół roku się powtórzy.
    • ivone7 Re: Mąż wrócił 06.08.07, 11:04
      myslec nalezy pozytywnie...ale jak kierowca zaufanie ograniczone..
      jesli sie zgodzi pojdzcie na terapie, pomoze wam uporac sie z emocjami i
      budowac nowe relacje..
      jest obawa, ze wszystko wroci do starego...ale im dluzej maz podtrzymuje chec
      zmiany..i chec pracy nad zwiazkiem tym szanse sa wieksze..
      powodzenia..
      • alexolo dała bym szanse 06.08.07, 11:13
        • z_mazur Re: dała bym szanse 06.08.07, 11:21
          Ja też uważam, że danie szansy jest ok. Chodzi mi bardziej o konsekwencje i
          podejście do tej szansy.
          Nie wierzę w to, że mąż jest w stanie się zmienić w dłuższej perspektywie tak
          diametralnie. Zresztą nie znamy sprawy dokładanie, nie wiadomo o jakie zmiany
          chodzi.
          • sbelatka Re: dała bym szanse 06.08.07, 14:03
            bo o to chodzi by nie upaśc od siebie za daleko - jak dwa łyse kamienie....

            jesli jeszcze nie jestescie zbyt daleko od siebie - uważam, ze warto próbowac
            raz
            dwa
            a nawet więcej

            bo druga szansa - zycie z nowym partnerem - jest tak samo niepewna jak ze starym

            czasem nie ma wyjścia...
            wtedy - sztandary w górę i do przodu marsz...

            ale nie ma sie co łudzic, że na innych pastwiskach trawa jest zieleńsza
            może jest
            a może z bliska okaze sie podobna do tej, której już nie chcieliśmy...

            w tym nieco poplątanym tekście chce dać wyraz swoejmu pzrekonaniu, że jesli
            jest szansa to nalezy probowac ....

            jesli - jest - szansa
            a to wiesz tylko Ty
            i nieważne co o tym mysli ktos z nas i jakie mielismy doświadczenia

            bo każdy związek jest inny po prostu

            powodzenia
            • a.niech.to Re: dała bym szanse 06.08.07, 14:15
              sbelatka napisała:

              > jesli - jest - szansa
              > a to wiesz tylko Ty
              > i nieważne co o tym mysli ktos z nas i jakie mielismy doświadczenia
              Warto próbować, żeby wiedzieć na pewno. Moim zdaniem to bardzo ważne.
              • to.ja.kas Re: dała bym szanse 06.08.07, 15:05
                Sprobowac a wpuscic do domu i łózka po jednej rozmowie bo obiecał sie zmienic
                to duza roznica. Reszte napisał madrze chłopak z mazur.
                Ja widziałam takie metamorfozy cudowne...jedne trwały z tydzien, najdłuzsza pol
                roku...ale moze ja mało widziałam.
    • brygida_jonska Re: Mąż wrócił 06.08.07, 15:56
      gwałtownych, cudownych przemian nie ma. ale w zmianę człowieka po jakimś
      czasie, który przemyślał swoje postępowanie, wierzę.

      jeśli wrócicie do siebie na starych zasadach to wróżę katastrofę. ale jeśli
      obydwoje będzie mądrze na tym związkiem pracować to czemu miałoby nie wypalić.
      do tego trzeba ogromnego zaangażowania i siły, ale myślę, że jest to możliwe.

      szansę więc zawsze warto dać. jeśli Ty widzisz choć jej cień to spróbuj. i
      obserwuj. jeśli mąż chce się szczerze zmienić, to za jakiś czas to zobaczysz. i
      dajcie sobie czas na ponowne dotarcie.

      życzę wytrwałości na początku i zmiany na lepsze na zawsze.
    • custom_babe Re: Mąż wrócił 07.08.07, 08:46
      Macie rację...niestety. Mnie też jest trudno uwierzyć w taką nagłą przemianę, ale jednak dam szansę chłopiniesmile Najwyżej dostanę nauczkę na przyszłość. W gruncie rzeczy nasze problemy wzięły się z braku okazywania szacunku i miłości. A ja jestem takim dziwnym stworzeniem, że nie umiem kochać i szanować kogoś, kto mi tego nie odwzajemnia, to po jakimś czasie zrobiło się piekiełko. Do tego doszła absolutna blokada u męża na wszelkie rozmowy o naszych problemach, no i katastrofa gotowa...Chyba właśnie nad tym musimy popracować. Czas pokaże.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka