06.09.07, 14:14
Witam Was serdecznie, mam nadzieje, ze tak rowniez mnie
przywitacie...

Zagladam tu co jakis czas, czytam Wasze wpisy. Przewaznie bralam je
jako motywacje, by miec nadzieje w nasze (swieze) malzenstwo, ze nie
warto sie poddawac i trzeba wylczyc. Tym bardziej, ze jestem w
ciazy. Ale dzisiaj cos we mnie peklo, caly czas nie moge sie
uspokoic. Z drugiej strony boje sie przyszlosci. Nosze pod soba nowe
zycie, trzy miesiace temu wzielismy slub. Nie taki dom wyobrazalam
sobie dla moich dzieci i dla mnie.

Skonczylam 30 lat, on jest 6 lat ode mnie starszy. Obydwoje
przezylismy swoje, wybawilismy sie przed naszym czasem. Poznalismy
sie w ubieglym roku, wydawal mi sie taki, na jakiego od dlugiego
czasu czekalam, meski, odpowiedzialny i .... cichy. Boze, nawet nie
wiem jak sie mylilam! Ja jestem natura niespokojna, potrafie byc
ciepla i czula, ale musze przy facecie czuc sie kobieta. A on w
ostatnim czasie wydobywa ze mnie same zle strony. Jak dostaje atak
furii (a takowy dzis rano o 8ej mial miejscie) mowie sobie -
spokojnie, wykrzyczy sie, przejdzie mu. Ale on czasami nie ma
granic, wytrzasa sie nade mna, daje mi poczucie, ze jestem nic nie
warta, wrzeszczy bez opamietania. Wtedy mi nerwy puszczaja, tez
zaczynam krzyczec i mieszac go z blotem. Wiem, ze to jest nieladne,
sama siebie za to nienawidze. Ale nie rozumiem, dlaczego on mnie tak
traktuje. Czasami wydaje mi sie, ze zrobil to sobie za cel dolowanie
i ponizanie mnie.

Tak naprawde to od poczatku naszego malzenstwa byly tylko przeblyski
usmiechnietych czasow. W tej chwili jestem na rozdrozu - chwilowo
mieszkamy w moim mieszkaniu, od przyszlego miesiaca mamy wynajete
wieksze i wspolne. Musze sie zdecydowac i cofnac wymowienie na to
moje mieszkanie, bo inaczej zostane pod mostem. A jesli to zrobie,
oznacza to dla mnie pierwszy krok ku koncowi... Jestem naprawde
zrozpaczona, jak ja moglam sie na czlowieku tak pomylic?????

Prosze, doradzice jakos, bo nie wiem co mam ze soba zrobic!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Nowa 06.09.07, 14:36
      Jesli facet drze sie nad Toba i wytrzasa...pomimo Twego stanu (a
      nawet jakbys nie była w ciazy to nie zmienia to sytuacji)...to po
      takiej awanturze powiedz mu, ze to ostatni raz kiedy tolerujesz,
      powiedz czego oczekujesz, jak sie czujesz, o czym myslisz jesli sie
      to nie zmieni...a potem badz konsekwentna...od duzej agresji słownej
      do agresji fizycznej droga nie jest az taka daleka.
      • leeaah Re: Nowa 06.09.07, 14:43
        Nie pozwalaj sobą pomiatać.
        Mam przerobione wytrząsanie się nademną, gdy byłam w ciąży. Skutek - poronienie.
        Wierzyłam, że się zmieni. Zmienił się mój stan cywilny z mężatki na rozwódkę. O
        trzy lata za późno.
        • olowa Re: Nowa 06.09.07, 14:59
          nie powiemy (a przynajmniej ja) rozwiedz sie czym predzej, bo my
          podjelismy taka decyzje albo walcz, bo tak trzeba...
          na wlasnym przykladzie powiem: slub wzielam bez najmniejszego
          przekonania, najpierw jeden w ciazy...potem drugi, bo trzeba
          ochrzcici dziecko, bo jak juz bedzie przysiega to nam sie ulozy...a
          watpliwosci mialam od samego poczatku (!!!) i nie dosc, ze zaluje,
          ze nie posluchalam intuicji to, ze tak pozno sie zdecydowalam na
          koniec...Tez zaczelo sie od generowania w sobie najgorszych emocji
          nawzajem, wrzaski (w ciazy rowniez), a potem juz nie bylo granic...sad
          Kobieta chce walczyc, chce wierzyc, chce probowac, dawac
          szanse...ale nie wiem na ile ktorej sie to udaje, ja wiem, ze to bez
          sensu...eksploatujemy siebie, tracimy czas, poswiecamy, zaczynamy
          zatracac siebie pierwotna na rzecz tej, ktora dogada sie z znim,
          ktora bedzie ta madrzejsza, ta lepsza...i czas ucieka, przybywa ran
          na sercu (a czasem nie tylko)...

          Nie mozesz pozwolic sobie na brak szacunku! Powinnas szczerze i
          uczciwie porozmawiac, powiedziec o tym wszystkim, co boli, co Ci sie
          nie podoba, czego wymagasz...Takich rozmow nie mozna przeprowadzac w
          nieskonczonosc..musisz byc potem konsekwentna...
          sily zycze...nie uzalezniaj sie i walcz o swoje
        • bez_zycia Re: Nowa 07.09.07, 07:25
          Leeaah, bardzo mi przykro!

          Mi tez sie wydaje, ze taki facet sie nie zmieni, taka ma nature...

          Jak dlugo nosilas sie zanim podjelas ostateczna decyzje? Nie
          zalowalas? Jak on sie zachowal, probowal Cie przekonac, bys tego nie
          robila? Ile czasu minelo juz od rozwodu?

          Mam tyle pytan, tyle niewiadomych. Boje sie, czy sobie poradze!
    • a.niech.to Re: Nowa 06.09.07, 16:09
      Bez_zycia napisała:

      > Czasami wydaje mi sie, ze zrobil to sobie za cel dolowanie
      > i ponizanie mnie.
      Umiałabyś powiedzieć, co zyskuje poprzez takie form zachowania?
      • bez_zycia Re: Nowa 07.09.07, 07:22
        Nic nie zyskuje, on poprostu taki jest. Kiedys wspomnial (jego matka
        tez to potwierdzila), ze jego ojciec byl cholerykiem i ze jego matka
        nie miala latwego zycia. Powiedzial mi rowniez, ze sobie obiecal, ze
        nigdy taki nie bedzie.

        Odkad jestesmy malzenstwem jest coraz gorzej. Kiedys rozmowy byly
        przeprowadzane spokojnie, przeciez nie trzeba na siebie wrzeszczec,
        nawet jesli mamy odmienne zdania!

        A pomiata mna dlatego, ze nie pracuje. W ubieglym roku skonczylam
        studia, od tego czasu szukalam pracy w swoim miescie, ale tutaj jest
        ciezko. Przeprowadzka do innego miasta nie wchodzila w rachube. On
        natomiast jest dyrektorem banku, zarabia b.dobrze. Odkad jestesmy
        malzenstwem jestem na jego utrzymaniu. Wczesniej mowil, ze to nie
        jest problem, ze przeciez pieniadze sa wspolne. Teraz przy kazdej
        okazji mam to wypominane. Boze, gdybym mogla cofnac czas, skonczylam
        studia bardzo dobrze, bylam wolna, moglam sobie znalesc prace, nawet
        w innym miescie i zyc calkiem spokojnie.

        Rozmowa z nim nie ma sensu. Byly one przeprowadzane juz setki razy.
        Przewaznie tak, ze ja rozpoczynam, musze go odobruchac, on winy w
        swoim zachowaniu wogole nie widzi, nawet nie w najmniejszym detalu!
        Ciagle ja jestem winna. Nie widze tego co on dla mnie robi (nawet
        hego matka to powiedziala, mimo, ze powinna byc mi wdzieczna, bo
        synusia kiedys widziala raz na rok, od kiedy jest ze mna, ma z nim
        znowu normalny kontakt, wiele razy mi dziekowala etc). Jestem juz
        tak daleko, ze boje sie w jego otoczeniu oddychac, bo za to tez
        powinnam bc wdzieczna...

        Wczoraj wrocil wczesniej, ok. 18tej, ja bylam w pokoju, on w drugim,
        zero rozmowy, zero jakies samorefleksji, ze to jak sie rano zachowal
        bylo nie fair. NIC. On uwaza siebie za bezblednego i ciagle majacego
        racje.

        Zawsze mialam bardzo dobry konrakt z rodzina, wspieramy sie na
        kazdym kroku, moja mama jest moja najlepsza przyjaciolka. Na
        poczatku nic jej nie mowilam, ale kiedy juz bylam prawie zdecydowana
        na rozstanie sie, moja mama przekonywala mnie, ze powinnam starac
        sie, zeby w naszym malzenstwie bylo lepiej, ze powinnam czesciej
        przemilczec. Wiem, ze ona mnie kocha i martwi sie, chce jak
        najlepiej, byli tacy szczesliwi na naszym slubie. Bo on potrafi sie
        pokazac, w towarzystwie zachowac, nikt nie pomysli, ze w domu sie
        zneca i potrafi byc takim chamem!
        Nie chce jej zlamac serca, mi juz jest ciezko. Jak wytlumaczyc jej
        to? Czy moze lepiej odczekac, na poczatku nic nie mowic, tylko z
        czasem? Ja juz sama nie wiem. Tylko nie potrafie jej oszukiwac,
        jesli nie moge byc szczera do niej, zamykam sie w sobie i nie
        dzwonie ani nie jade do moich rodzicow. Jak to bylo u Was? Jak
        rodzice zareagowali na Wasze decyzje?

        Wczoraj zawiozlam list do spoldzielni z prosba o cofniecie mojego
        wymowienia. Odwazylam sie. W nocy sie budzilam i nie moglam w to
        wszystko uwierzyc, czuje wielka pustke i wyc mi sie chce!!!

        • a.niech.to Re: Nowa 07.09.07, 07:49
          Czarno widzę Twoją przyszłość w opisanym układzie.
        • olowa Re: Nowa 07.09.07, 09:32
          ja bym uciekala...i walczyla - owszem - ale o siebie i swoj
          spokoj !!! Nie mozesz uzalezniac swoich decyzji od mamy, jaka by ona
          nie byla...Jesli wytlumaczysz i opowiesz jak Ci zle - powinna
          zrozumiec, a nawet jesli bedzie namawialam na inne "sposoby"
          radzenia sobie z tym problemem (rady typu: przemilczec sa conajmniej
          nieakceptowalne)...Pomysl - lada moment zjawi sie dziecko...i jesli
          maz sie nie zmieni (na co bym nie liczyla) - frustracje, lzy i bol
          bedziesz przelewac na dziecko...
          Nie jest latwo...ani dochodzenie do takich krokow, ani ich
          podejmowanie i realne dzialanie...ani pewnie nawet tuz po..ale
          kiedys - zamarz sobie i zobacz w myslach siebie wolna, usmiechnieta
          i szczesliwa...
          • bez_zycia Re: Nowa 07.09.07, 14:40
            Wiem, masz napewno racje. Wiele w zyciu przeszlam i nie raz
            zastanawiam sie jak dawalam rade, ale jakos zawsze szlo...

            Wlasnie mialam rozmowe z mama. Staralam sie jej wytlumaczyc, ale ona
            swoje. Zamiast mnie podbudowac, jeszcze bardziej doluje, ze ja
            jestem rozdrazniona i ze zaden facet by nie wytrzymal. Tylko zrodlem
            tego rozdraznienia jest jego zachowanie i pomiatanie mna! Nie jestem
            zadna mamicorka, bron Boze, jednak rodzina jest dla mnie bardzo
            wazna, nie wyobrazam sobie nie miec kontaktu z moimi rodzicami. Ale
            na to wychodzi, ze tak bedzie, jezeli dojdzie do rozwodu - bo to
            przeciez moja wina.

            Ja juz sama nie wiem, moze ona ma racje. Moze powinnam pojsc do
            lekarza i dac sobie przepisac jakies tabletki uspokajajace, moze to
            ze mna cos nie tak.
            • a.niech.to Re: Nowa 07.09.07, 15:51
              bez_zycia napisała:

              > rodzina jest dla mnie bardzo
              > wazna, nie wyobrazam sobie nie miec kontaktu z moimi rodzicami.
              Ale
              > na to wychodzi, ze tak bedzie, jezeli dojdzie do rozwodu - bo to
              > przeciez moja wina.
              Nie przesadzasz przypadkiem, kreśląc czarne wizje zachowań matki?
              Jakbyś nie patrzyła, Twoją najbliższą rodziną będzie dziecko.
              > Moze powinnam pojsc do
              > lekarza i dac sobie przepisac jakies tabletki uspokajajace, moze
              to
              > ze mna cos nie tak.
              Tabletki nie rozwiążą konfliktowej sytuacji, w której przyszło Ci
              żyć. Mogą natomiast pomóc na spokojnie ją rozważyć.
            • gluczniewski Re: Nowa 07.09.07, 19:01
              Może to dziwnie zabrzmi - jestem facetem. Nie zamierzam tłumaczyć
              twojego męża. Zdecydowanie w ten sposób nie powinien się zachowywać.
              Obawiam się (i obym nie był złym prorokiem), że nawet widok Waszego
              dziecka nie zmieni Go. Raczej odejdziesz od męża. Wcześniej czy
              później. Ale skoro Go kochałaś (przynajmniej choć trochę) to pocekaj
              na dziecko. Wiem, że ono czasami zmienia mężczyzn. Sam jestem tego
              przykładem. Ale nie o mnie mowa. Jeżeli jednak nadal będzie silnym
              facetem - raczej dla dobra siebie i dziecka, powinnaś odejść. Ja z
              bratem prosiliśmy nasza matke by odeszła od ojca. Nie zrobiła tego.
              Później powiedziałem Jej, że dzięki temu, wiem jak nie powinno
              wyglądać małżeństwo. Jednak nie wiedziałem też jak ono powinno
              wyglądać. I wiedz, że rodzice (nie wierzę by było inaczej) zawsze
              przyjmą swoje dzieci. Jeżeli nie (choć w to nie wierzę) to obecnie
              mamy takie fajne czasy, że w innym mieście można znaleźć pracę i
              mieszkanie. Może nie pałac, ale nie kapie na głowę. Pozatym, kiedy
              już się zdecydujesz na ten krok, nawet nie wiesz jaką możesz poczuć
              ulgę. W sumie to najgorsze są własnie te decyzje.
              Trzymaj się
            • magdajeden Re: Nowa 08.09.07, 22:36
              teraz wiecej przeczytałam i juz nie mam tak optymistycznego spojrzenia jak w
              poprzednim poście.
              po pierwsze i najwazniejsze - rozmawiaj z mamą i wytłumacz jej, że przemilczanie
              dla dobra obrączki na palcu jest złym rozwiązaniem. spróbuj, a wierze, ze ci sie
              uda, wrócić do kontaktów z mamą na poziomie sprzed konfliktów małzenskich,
              pewnie bedzie jej ciezko zrozumiec, że nie da sie za wszelką cenę utrzymywac
              nieszczesliwego małzenstwa, ale moze zmieni spojrzenie.
              a po drugie to może któregos ze spokojniejszych dni w domu sprobowalibyscie
              powaznie porozmawiac z męzem, moze jakis mediator zewnętrzny.
              a moze po prostu przed ślubem on sie swietnie maskował.
              a moze podswiadomie nie chce dziecka (lub tak mu sie wydaje), boi sie nowej
              roli, boi sie straty niezaleznosci i przelewa na ciebie te obawy, winiąc cie za
              te zmiany jakie zaszły w jego życiu. ja jednak wierzę, że jego zachowanie
              spowodowane jest stresem (co go oxczywiscie nie usprawiedliwia) do tego dochodzi
              twoje zmienione samopoczucie i rozchwiane emocje (jak to w ciązy bywa) i stąd te
              iskrzenia w waszym małzenstwie.
              sprobujcie pogadać jeszcze
    • panda_zielona Re: Nowa 07.09.07, 23:24
      Zapytaj go dlaczego zachowuje się w ten sposób.Dlaczego na Ciebie
      wrzeszczy.Czy robisz albo nie robisz tego czego oczekuje.
      Piszesz,ze daje Ci poczucie,że jesteś nic nie warta mimo,że nosisz
      jego dziecko?
      Jeśli jednak nie czujesz się winna jego zachowań walcz o swoją
      godność.Mama za Ciebie życia nie przeżyje,rozmawiaj z nią mów o
      swojej sytuacji nie ukrywaj.
      Kiedyś w mojej rodzinie był podobny przypadek,gdzie mąż psychicznie
      znęcał się nad żoną,ale tylko w czterech ścianach,na zewnąrz
      kochający mąż i ojciec.Trwało to całe lata.Efekt jej samobójstwo.
      • a.niech.to Re: Nowa 08.09.07, 07:07
        Cekawe, że na życie targnęła się osoba, która nie miała sił, aby
        poradzić sobie z życiowym problemem bardzo poważnym, ale
        rozwiązywalnym.
        Znam wdowca, którego przymknięto za doprowadzenie do samobójstwa
        żony. Rodzina denatki ocknęła się zbyt poźno. Żal.
        • sylwiamich Re: Nowa 08.09.07, 08:47
          A ja myślę że dziewczyna da sobie radę.Nie czekałabym aż do porodu z
          wyprowadzką.Jeśli chodzi o przemoc...odwlekanie powoduje utrwalanie
          zachowań.Musisz od początku postawić czytelne, nieprzesuwalne
          granice.Jeśli zależy Ci na tym małżeństwie.Paradoksalnie im
          wcześniej się zbuntujesz tym lepiej.Wiele kobiet boi się że facet je
          zostawi gdy będą się niezgadzać.Więc nic nie robią.Wzory zachowań
          się utrwalają, jest coraz gorzej.A kobietry zaczynaja walczyć wtedy
          gdy przestają kochać...a wtedy jest juz za póżno.A wyprowadzka to
          nie koniec nałżeństwa.Walcz o nie...
          • bez_zycia Re: Nowa 08.09.07, 13:56
            Dziekuje Wam Kochani za rady. Dzis juz jestem spokojniejsza. Wzielam
            go przedwczoraj i wczoraj na przetrzymanie, powiedzialam, ze
            odchodz, nawet odkrecilam wymowienie mojego mieszkania i o dziwo moj
            maz sie obudzil. Wieczorem przeprowadzilismy bardzo mila i spokojna
            rozmowe. Powiedzial, ze wie jak sie zachowuje, ze ma syndrom
            kontroli - w pracy ma 120 ludzi pod soba - i probuje to samo robic w
            domu. Jezeli moja odpowiedz go w jakis sposob nie
            usatysfakcjonujelub - jak to nazwal - prowokuje, wtedy sie nakreca i
            wrzask gotowy. Pota tym nie jestem (i ja i dziecko) mu obojetna.
            Wczoraj wieczorem pojechalismy do szpitala, bo byly "male"
            komplikacje. Gdy wyszlam od lekarza, siedzial caly przestraszony ze
            lzami w oczach i czekal, az powiem, ze jest wszystko w porzadku.

            Dac rade bym sobie dala. Ale nie chce tak szybko sie poddac, by
            kiedys stwierdzic, ze moze jednak za szybko zwialam, ze moglibysmy
            byc szczesliwa rodzina. Kocham go i nie chce przekreslac tego
            malzenstwa, nie po trzech miesiacach, to jakas paranoja.
            Powiedzial, ze pojdziemy na terapie malzenska. W przyszlym tygodniu
            zadzwonie i zrobie termin. Mysle, ze obydwoje wiele rzeczy sie o
            sobie dowiemy.
            • movisz Re: Nowa 08.09.07, 14:48
              Dobrze zrobilas.
              Jak naprawde bedzie chcial pracowac nad tym to na pewno zmniejszy ta
              swoja agresje. Slyszalam o panu ktory zawsze jak zona zaczynala sie
              klocic i krzyczec to on wychodzil do biblioteki. I tak zyli dlugo i
              szczesliwie bo jak zdazyl wrocic do domu to jej juz przechodzilo.
              Bo tego typu ludziom szybko przechodzi.
              Dobrym pomyslem jest takze jakbys miala kiedys mozliwosc go nagrac
              (kamera czy np. telefonem) i pozniej mu pokazala. Wierz mi to dziala
              jak prysznic i sie pamieta.
              Powodzenia
              Malzenstwo to ciezka praca.
            • be_lata1 Re: Nowa 08.09.07, 19:15
              Myślę, że powinnaś go teraz dobrze obserwować. Takie zachowania nie
              przechodzą jak od dotknięcia czarodziejskiej różdżki. Jeżeli będzie
              zwlekał z pójściem na terapię lub jakkolwiek to przeciągał to
              znaczy, że gra na zwłokę i niedługo wróci do starych nawyków.
              Czytałam kiedys o kobiecie, która dała się tak dołować 10 lat.
              Przykro mi to mówić ale nie wierzę w takie nagłe odmiany, bądź
              czujna!
    • magdajeden Re: Nowa 08.09.07, 22:13
      nie czytałam wypowiedzi innych, ale powiem ci z własnego doświadczenia sprzed
      lat, że tak duże zmiany w życiu ludzi (ślub, dziecko w drodze) często odbijają
      się negatywnie na ich psychikach. wiadomo, że ślub i pojawienie sie dziecka na
      świecie są jednymi z kilku najbardziej stresujących sytuacji. ale to jest
      przejściowe, tak mi sie wydaje, i tak było w moim małżenstwie, pierwszy kryzys
      mija po jakims czasie (byc moze jeszcze przed pojawieniem sie dziecka na
      swiecie, albo tuż po jego urodzeniu) i wszystko zaczyna układac sie tak jak
      wczesniej. oczywiscie nic sie samo nie dzieje, trzeba popracować nad związkiem.
      ja bym nie rezygnowała po tak krótkim czasie, warto powalczyc o związek.

      a teraz poczytam resztę wpisów wink
    • ania.248 Re: Nowa 08.09.07, 23:54
      Masz mieszkanie, nie rezygnuj z niego. W przypadku rozwodu nie
      bedziesz się musiała nim dzielić!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka