a.niech.to
11.10.07, 07:12
Jestem ciekawa, jak Wam się ułożyły stosunki z exem. Wiem, że ten
temat wałkowaliśmy po wielokroć, ale przybyło tyle nowych osób, że
chyba warto wrócić. W chwili rozwodu wydaje się nam, że taki problem
w ogóle nie istnieje, wszystko będzie cacy. W moim przypadku
doszliśmy do tego, że ustępuję exowi z drogi w każdym przypadku.
Czuję się jak Żyd w potrzasku ciemnej uliczki mojego miasta. Otacza
mnie aura, którą wokół mnie wytworzył przez wiele lat wspólnego
pożycia - przemoc psychiczna z wszystkimi przyległościami. Odczuwam
to jako plugawe uczucie, dlatego zmykam jak najdalej. Nie interesuje
go nawet biologiczna matka jego dzieci. Choruję (depresja nie jest
mi obca), on o tym wie i to wykorzystuje. Nie marzę już nawet o
poszanowaniu dla moich uczuć, ale on mnie fizycznie wyniszcza
(nerwica). Nie mam już nic do zrobienia, żeby zmienić taki stan
rzeczy. Wykorzystałam wszelkie sposoby i różne pomysły. Widać takie
wyroki niebios, że na zawsze na zawsze będę mężatką, chociaż po
rozwodzie. A jak u Was wygląda?