Dodaj do ulubionych

Czy naprawdę nie można normalnie?

22.11.07, 13:55
Rozwodzę się. Tak chcę. Odwrotu nie ma. Dlaczego - pisałem w wątku o
ostatecznych powodach podjęcia decyzji. Wiadomo - są zawsze dwie
prawdy, ale ja mam taką, jaką mam.
No i teraz pytanie: czy naprawdę w większości przypadków nie daje
się tego przeprowadzić normalnie?
Proponowałem mojej byłej szybki rozwód - żeby nie mnożyć tego
nieszcześcia i wszystkiego, co i tak nieuniknione, ponad miarę: bez
orzekania o winie, z notarialnym podziałem majątku - dodam -
cholernie dla niej korzystnym. Gotów byłem nawet (po 20 latach
wspólnego dorabianai się, zmieniania mieszkań i domów i osobistego
ciągnięcia wszystkiego na własnym grzbie cie i portfelu) na góra 1/3
wartości domu i prawie całe wyposażenie (poza rzeczami osobistymi i
firmowym kompem) dla niej.
Gdyby się zgodziła - czysty zysk i dla niej i dla mnie:
Ona - miałaby kasę i na nowe dobre (m-3, albo i m-4 w nienajgorszej
dzielnicy) mieszkanie i jeszcze solidnie zasilone konto - do tego
stopnia solidnie, że by na ładnych parę lat życia na dobrym poziomie
wystarczyło.
Ja miałbym coś na początek - jakaś partycypacja w TBS albo m-2.

No i ani ja nie musiałbym wydawać na adwokata w sprawie tylko
rozwodowej kilkunastu tysięcy, ani ona - drugie tyle. A przecież
jeśli sprawa pójdzie przez sąd o majątek - to dojdzie do tego PO
KILKADZIESIĄT TYSIĘCY od każdej ze stron - także na adwokata - bo
teraz walka idzie już na całego.
I po co to wszystko?
W efekcie ona zamiast mieszkania i konta będzie miała tylko na
mieszkanie (znacznie mniejsze i gorsze) - bo majątek wspólny pójdzie
do podziału 50/50 prawie na pewno. I żadnej amortyzacji w postaci
oszczędności
A ja - po odjęciu kosztów - wyjdę i tak lepiej niż jej proponowałem.
I zastanawiam się - czy naprawdę u kobiet (niektórych, niektórychsmile)
chciwość i mściwość oraz pogoń za uciekającym darmowym ciachem muszą
przesłaniać rozum?
W końcu - była nie ma szans (ona) na rozwód z mojej winy - bom do
końca był w porządku. Ma za to wiele szans na rozwód z jej winy
(nasyłanie na mnie policji pod sfingoanymi powodami, faktyczne
porzucenie (choć niby w tym samym domu), wieloletnie wykorzystywanie
i emocjonalny szantaż. Eeee, pisać się nie chce!!!! I tak ledwo z
tego psychicznie wylazłem!
Ale pytanie pozostaje. Czy naprawdę tak musi być zawsze? Bo co -
zemści się na mnie? Uprzykrzy mi życie? Wyrwie mi jeszcze rok czy
dwa z życiorysu? Moi znajomi i adwokat mówią krótko - chodzi jej
wyłącznie o kasę. Ale przecież - działając w taki sposób - dostanie
jej znacznie mniej niż idąc na ugodę i polubowne załatwianie spraw.
Naprawdę tego nie rozumiem - niby człowiek wykształcony, w miarę
inteligentny, a ... nierozumny.
Czy naprawdę u niektórych kobiet, którym mąż powiedział, że ma ich
dość, bo po prostu nie potrafią być normalną, ciepłą, odpowiedzialną
żoną, wyłącza się jakiś program mentalny pod nazwą "opluć, zabić i
okraść"? Dodam przy tym - żadny ze mnie szowinista. Zwyczajny facet,
który wie, że są i normalne kobiety i zony, ale... chyba coś źle
wybrał...
Rozumiem, gdyby były dzieci, ale przecież ich nie ma...
Obserwuj wątek
    • yoginka_pl Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:06
      Może jej przejdzie jak sprawe przemysli. A moze znajdz kogos z
      rodziny, znajomych kto sprobuje ja przekonać.

      Teraz na swiezo pewnie zlość wzięla góre. Poczekaj jeszcze z tym
      rozwodem z miesiąc.

    • sylwiamich Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:06
      Czy naprawdę u niektórych kobiet, którym mąż powiedział, że ma ich
      > dość, bo po prostu nie potrafią być normalną, ciepłą,
      odpowiedzialną
      > żoną,


      Cudne...chyba zacznę zbieraćsmile))
      • jasminowo Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:13
        Niestety to sie zdarza. Mam nadzieję - minie. Czasem żal, ból jest
        silniejszy od rozsądku. Emocje to cholerna siła.
      • rybak Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:15
        sylwiamich napisała:

        > Czy naprawdę u niektórych kobiet, którym mąż powiedział, że ma
        ich
        > > dość, bo po prostu nie potrafią być normalną, ciepłą,
        > odpowiedzialną
        > > żoną,
        > Cudne...chyba zacznę zbieraćsmile))

        To się nie ma co śmiaćsmile. Tu płakać się chce. Teraz to mi łatwo, bom
        się prawie otrząsnął, ale wcześniej naprawdę było ze mną kiepsko. A
        przecież wiesz, dlaczego - i słowo daję - choć to brzmi jak
        scenariusz brazylijskiej telenoweli - no tak własnie do licha było.
        No co, meżczyźni to tylko zdradzają, łajdaczą się, s
        nieodpowiedzialni? A jeśli niektórzy nie?smile



        • sylwiamich Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:26
          > To się nie ma co śmiaćsmile. Tu płakać się chce. Teraz to mi łatwo,
          bom
          > się prawie otrząsnął, ale wcześniej naprawdę było ze mną kiepsko.
          A
          > przecież wiesz, dlaczego - i słowo daję - choć to brzmi jak
          > scenariusz brazylijskiej telenoweli - no tak własnie do licha było.
          > No co, meżczyźni to tylko zdradzają, łajdaczą się, s
          > nieodpowiedzialni? A jeśli niektórzy nie?smile



          Ja Ciebie żle zrozumiałam.Myślałam, że napisałeś, że po tym jak jej
          powiedziałeś, że masz jej dość,ona po prostu nie potrafi nadal byc
          ciepłą żoną i dać Ci rozwodu....i się popłakałam ze śmiechu.
          Czasami warto czytac bez zrozumieniasmile))
    • marek_gazeta Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:12
      Z Twojego opisu wynika, że rzeczywiście trafiłeś na złą kobietę.

      Co do wojny w sądzie - jeśli kobieta jest bystra, to być może chce Cię jeszcze przycisnąć (nie wiem jak to wygląda, ale pewnie ze sprawy na jakimś początkowym etapie można się ciągle tanio wykpić), zawsze 3/4 majątku to lepiej, niż 2/3. (Inna możliwość - jakiś prawnik jej namieszał w głowie, bo poczuł mamonę.) Zatem trzeba dać jej do zrozumienia, że już więcej nie dostanie, albo od razu umówić wizytę do notariusza na dany termin i oświadczyć jej dobitnie, że jeśli nie przyjdzie i nie podpisze, to wracasz do podziału 50/50 i będziesz się sądził do upadłego. I - niestety - tego się trzymać.

      Tzn. ja sobie tak filozofuję, ale być może ona zna Cię lepiej i wie, że w końcu pękniesz i ustapisz o kolejny kroczek.
    • elein Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:14
      najwyraźniej trafiłeś na idealistkę a nie na materialistkę smile
    • bet66 rybak 22.11.07, 14:15
      ale przez 20 lat zona ci nie przeszkadzała i była normalną, ciepłą i
      odpowiedzialną kobietą?
      • rybak Re: rybak 22.11.07, 14:19
        bet66 napisała:

        > ale przez 20 lat zona ci nie przeszkadzała i była normalną, ciepłą
        i
        > odpowiedzialną kobietą?

        Przeszkadzało. Nie była. Kantowała mnie jak mogła i kiedy mogła, ale
        ja przymykałem na to oczy - bo... no widzisz bet - to słowo
        przejdzie mi już przez gardło - bo ją kochałem jak wariat. A potem
        wytrzymywałem, bo uważałem, że rozwody są złe. Teraz już tak, po
        ubiegłorocznym baaaardzo uważnym wpatrzeniu się w lufę własnego
        naładowanego pistoletu, nie uważam.smile))

        • bet66 Re: rybak 22.11.07, 14:26
          preszkadzało przez 20 lat ?
          Czy chciałeś pobić nowy rekord Guinesa ?
          • rybak Re: rybak 22.11.07, 14:35
            bet66 napisała:

            > preszkadzało przez 20 lat ?
            > Czy chciałeś pobić nowy rekord Guinesa ?

            Przeszkadzało przez kilkanaście. Potem bardzo przeszkadzalo przez
            półtora roku. Teraz już nie przeszkadza.smile
            A do Księgi Guinessa kilkanaście lat darzenia kogoś ślepym uczuciem
            się nie kwalifikujesmile w żaden sposób.
            Ejże - czyżbym słyszał ironię? A uprawnioną?smile. Naprawdę wiesz, co
            się czuje, jak się patrzy w lufę? I ma się z jednej strony 20 byle
            jakich lat, a z drugiej - nic?
            Ja po prostu nie rozumiem motywów byłej. Są nieracjonalne. I
            przeciwskuteczne. Widzisz bet - kiedy facet kocha - to nie widzi
            nic. Ani że ktoś go nie kocha, ani że go robią w trąbę... Bo nie
            chce widzieć. Ale kiedy przestaje - to ma tak jak ja teraz - no
            dziwi się, że nie chce dodatkowego mnożenia krzywd i strat - a
            psiakość - musismile))
            I żeby była jasność - nie moich strat!smile
            • yoginka_pl Re: rybak 22.11.07, 14:43
              bet
              daj spokój. Kązdy z nas tutaj pewnie znosił pewne rzeczy przez jakis
              czas, az coś pękło. Każdy ma swoją wytrzymałość jedni większą inni
              mniejszą. Rybak mial DUŻĄ
            • bet66 Re: rybak 22.11.07, 14:44
              piszesz, ze ona cię nie kochała, to dlaczego tak ci utrudnia
              odejscie?
              • rybak Re: rybak 22.11.07, 14:52
                bet66 napisała:

                > piszesz, ze ona cię nie kochała, to dlaczego tak ci utrudnia
                > odejscie?

                Powody są trzy:
                Powód pierwszy - kasa (dom - będzie musiał być sprzedany wczesniej
                czy później
                powód drugi - kasa (zakamuflowane próby negocjacji - dostaniesz
                rozwód, ale... (wyglądało to tak: "dam ci rozwód... ale dom mi
                zostawisz?)
                powód trzeci - kasa (zgłosiła na policji maltretowanie (gdy już tam
                od paru miesięcy nie mieszkałem). Sprawa doszła już do sądu, po jej
                dwóch odwołaniach do prokuratury. Teraz sąd będzie to umarzał pewnie
                (bo ni cholery nie trzymają się jej oskarżenia kupy - a niby jak się
                mają trzymać, skoro faktu nie było). A powód jest prosty - próba
                wykazania MOJEJ winy. A wtedy - wiadomo - alimentysmile)) Ale się nie
                udało. Za grubymi nićmi szyta ta akcja była.
                No i niezapomniana rozmowa telefoniczna: posłuchaj, dlaczego mi to
                wszystko robisz - pytam - zamki zmieniłaś, policję nasyłasz, firmową
                korespondencję zatrzymujesz, i wszędzie, nawet w mojej robocie, ze
                mnie psychopatę robisz...
                Odpowiedż jej : dla kasy, kochany, dla kasy... Wiedziała, że nie
                nagrywamsmile))
                • i33 Re: rybak 22.11.07, 16:19
                  nie wiem kim jesteś i czy mówisz prawde...
                  ale znam takie historie o perfidnych paniusiach,
                  czasem baby są też wredne---ale czasem!!!
                  piszesz że powiedziała prawde jak wiedziała że nie nagrywasz mnie
                  też skubany cedził do ucha co chciał --wiedział że pluskwy na
                  bebenku nie mam...
    • z_mazur Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 14:27
      Nie wiem jak żony, bo akurat ja z moją rozstałem sie w miarę
      pokojowo, ale są kobiety, które odejście mężczyzny traktują jak
      wypowiedzenie wojny, to akurat znam z autopsji. Są też kobiety, z
      którymi po rozstaniu można mieć przyjacielskie stosunki, to też znam
      z autopsji. Widocznie miałeś pecha trafić na ten pierwszy przypadek.
    • for_look Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 15:30
      Witaj, mam to samo. Właśnie za 15 min. umowiony jestem z adwokatem.
      Było juz tak blisko porozumienia, naprawde dużo proponowałem, płace
      wg mnie duzo na dziecko, chciałem pozałatwiać sprawy na spokojnie.
      Dodam, że to ona sie wyprowadziła, szybko znalazla innego. Nie
      mogłem sie pozbierac (pisałem juz tu kiedys). Zapomnij, wrócila od
      swojego prawnika i jazda dopiero sie zaczęła. Dlatego cofam wszystko
      co proponowałem, jazda to jazda......sam nie rozumiem.
      pozdr. i zycze sukcesów
    • nangaparbat3 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 15:39
      >>>> pogoń za uciekającym darmowym ciachem

      Czegoś równie absurdalnego i pieknego jednocześnie nie czytałam od lat - mam na
      mysli tylko i dokładnie te slowa, ktore cytuję. Powinny znaleźć się w zbiorach
      "slów skrzydlatych" (brrrrrr).

      A co do Twojej zony:
      nie hodzi o kasę.
      Wcale nie chodzi o kasę.
      Absolutnie nie chodzi o kasę.

      Sam dość przekonująco to wykazaleś - wyliczyłeś. Prawda?

      Chodzi prawie na pewno o zranioną dumę, nadszarpniete poczucie godności.
      Zakładam, zgodnie z tym co piszesz, ze nie chodzi o miłość - zresztą uważam, ze
      miłość pozwala odejść, więc jakby z definicji mozna ją tu wykluczyć.
      Ale może chodzic o jakis wyjatkowo silny lęk przed porzuceniem - to strasznie
      moze bolec i byc moze za ten bol Cie karze.
      A najpewniej wszystko razem - plus lęk przed samotnym starzeniem się.
      A do tego - zauwazyłam , ze wielu rodziców uczy swoje dzieci radzenia sobie z
      frustracją przez znajdowanie winnego tej frustracji i karanie go.
      I ona własnie dokładnie tak postępuje.
      I nie potrafi wyjść na chwile z własnej skóry i spojrzeć na sytuację z Twego
      punktu widzenia - ale ilu ludzi by to umialo?
      • rybak Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 15:50
        Mądre. Prawdziwe. Sporo mi to wyjaśnia. Dziekuję.
        I chyba tak jest. W dużej mierze. Ale ( i pisać tu o tym nie będę)
        wiem na pewno, że kasa odgrywa tu także gigantyczną rolę. Ona po
        prostu nie przypuszczała, że ja - przez lata uległa skóra
        wyleniałego niedżwiedzia przed kominkiem - nagle się połapie, jaka
        jest moja rzeczywiosta rola w tym związku, zerwę się i w te pędy
        spitolę....smile))
        I ratuje, co się da. Albo próbuje.
        • tricolour Życzę wytrwałości... 22.11.07, 16:00
          ... bo Nanga ma rację.

          Byłeś jeleniem do skubania więc żona się boi, że podobnego już nie znajdzie.
          Także woła roboczego może już nie mieć, bo i lata lecą, i faceci po przejściach
          bardziej kumaci. Do tego dołożyć strach, że całe życie dźwigać będzie sama, a
          może i w samotności, i opuszczeniu - to tworzy sie piękny zespół powodów, by
          wszcząć wojnę - no choćby o kasę, bo jest policzalna i daje poczucie bezpieczeństwa.

          Jeśli chce wojny, to nie zawiedź jej...
        • nangaparbat3 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:08
          Mąż ode mnie odszedł, bo nagle sie polapal, ze nigdy go nie kochałam i zawsze
          chciałam wykorzystać.
          Ja wiem, ze kochałam, nawet bardzo.
          Wydaje mi się, ze teraz, po latach, on też to wie.
          Ale teraz nie ma juz o czym mowić.
          Czy jestes całkowicie pewien, ze to w czym sie połapałes jest prawdą?
          • tricolour Muszę Ci powiedzeć, Nango... 22.11.07, 16:15
            ... że ilekroć uchylisz rąbka tajemnicy i piśniesz słówko o swoim byłym
            małżeństwie, to powody rozstania są jakościowe różne. Rozwija się spektrum
            powodów: od żadnego powodu, do czegoś bardzo konkretnego...

            smile)
            • nangaparbat3 Re: Muszę Ci powiedzeć, Nango... 22.11.07, 16:48
              Bo powodow było bez liku: to o czym piszę tutaj, to JEGO powod w momencie, kiedy
              pierwszy raz powiedział, ze chce odejść. Jego uzasadnienie.
              Moje uzasadnienia były zupełnie inne.
              Rozne powody widzi sie z roznych punktow widzenia, a liczba punktów widzenia, z
              jakich patrzymy na wlasne czy cudze zycie, może byc nieskończona.
              Juz chyba pisałam, ze od pewnego czasu uspokajam sie dopiero wtedy, kiedy po
              rozwazeniu najrózniejszych wyjaśnień i odpowiedzi dochodzę wreszcie do wniosku,
              ze NIE WIEM. Wtedy wiem na pewno, ze mowie prawdę - choć, zaraz zaraz, może i to
              niekoniecznie.
              Czasem jednak wiem - choc z pewnościa wiedza ta nie ma źródła w racjonalnych
              przemyśleniach, a raczej w czyms w rodzaju iluminacji (zachowujac wszelkie
              proporcje, rzecz jasna).
              Tak czy owak - mozna ode mnie oczekiwac konsekwencji w uczuciach i postepowaniu,
              ale niekoniecznie w myśleniu. Jak zapewne juz zauwazyłeś, jednotorowa i płaska
              logika Arystotelesowska jest mi najzupelniej obca jako sposob myślenia (i
              nieobca - jako zabawa).
      • hayet1 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 15:55
        A ja uważam ,że to zawistna baba łasa na kasę.Gdyby miała lęki to brałaby co jej
        mąż proponuje i nie chciałaby walczyć aby na tym gorzej nie wyjść.Sprawa z
        chciwym adwokatem co zwęszył dobry interes tez nie wykluczona.
        A niejedna kobieta dumna , z wielkim poczuciem godności odeszła z niczym , nie
        oglądając sie za siebie.Znam takie, nawet bizuterii swojej nie wzięła....
        Znam tylko jedna wersję tej historii i po dokladnej analizie jestem przekonana
        ze "to zła kobieta była" .Ona po prostu lubi kasę i grunt pod nogami sie
        zapalił.Myślała, ze do końca swiata bedzie miała jelenia...teraz trzeba jelenia
        wycyckac do cna z czego się da.
        Boi sie porzucenia ....śmiechu warte
    • serganda Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 15:53
      Spróbuj się dogadać, może spójrz na siebie jej oczyma, a ona niech
      spojrzy twoimi.

      Spóbuj, a jak się dogadacie, to wcale nie trzeba chodzić do
      notariusza.
      My zawarlismy ugodę w sądzie i kosztowało nas to chyba 200 zł.

      • i33 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:13
        zaproś ja może do ulubionej knajpki czy na dobry obiad,może nawet
        takie dyskretne zaproszenie na piśmie i krótko i zwieżle ---
        wydziergaj jej---że obydwoje tracicie, nic nie zyskuje\ac----a
        prawnicy zbijają duża kasę na takich jak wy zacierają raczki...

        mnie też wkurza taki brak logiki i durnawy opór gdzie ewidentnie nie
        ma zysku---czysta jasna głupota
        ja miałam tak ze swoim ---chodziło jednak tylko o mieszkanie--
        przeprowadzke na wieksze, w gruncie rzeczy najbardziej cierpia
        dzieci a on i tak musiał sie wymeldować
        gdyby głupota miała skrzydła mój ex byłby orłem...
        • z_mazur Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:17
          Ależ zysk jest bardzo wymierny. Dopieczenie współmałżonkowi.
          I jest on czasem wart tych paru tysięcy złotych za adwokatów. smile)
          • i33 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:39
            zjedzą tort--ale po latach dostaną niestrawności...
            ja mam do siebie szacunek że nie kłamałam byłam fair---tearaz nie
            żałuję...nie czerpie przyjemności z bycia gadem...
      • rybak Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:26
        serganda napisała:

        > Spróbuj się dogadać, może spójrz na siebie jej oczyma, a ona niech
        > spojrzy twoimi.
        >
        > Spóbuj, a jak się dogadacie, to wcale nie trzeba chodzić do
        > notariusza.
        > My zawarlismy ugodę w sądzie i kosztowało nas to chyba 200 zł.
        >

        Nie ma szans. W sądzie to się już się toczy od ładnych paru
        miesięcy. Już cztery sprawy były. Na pierwszej zaproponowałem
        spokojne rozstanie - a gdzie tam! Gra na zwłokę jak może. Powołała
        dokładnie 45 świadków (na okoliczność świetnych stosunków naszych
        przed moją wyprowadzką i jej złego stanu psychicznego po - ludzi,
        których widziałem na oczy ze dwa razy albo raz przez 19 lat!smile.
        Sądowi wmawia, że było super, tylko mnie coś odbiło. A z drugiej
        strony - dowiedziałem się z jej zeznań, że ona przypuszcza, że mam
        kochankę, a w ogóle - to byłem leser i nierób o trudnym charakterze.
        W piśmie jej - co drugie zdanie kupy się nie trzyma - aż sam sąd
        musiał ją pytać, o co jej właściwie chodzi. W międzyczasie -
        próbowała zgłosić na policji, że... ukradłem jej moją ... własną
        wędkę. Spuścili ją na drzewo prostym pytaniem: czy pani łowi
        ryby?smile))
        Cyrk - w dodatku bolesny i kosztownysmile. Procedura przed polskimi
        sądami jest taka, że choć nie chcę - po prostu muszę teraz prać te
        wszystkie brudy publicznie. Opisywać - jaki był przez lata jej
        stosunek do mnie. Jakieś intymne szczegóły poruszać. Szlag by to!!!
        Ja nie lubię tego! Rosjanie nazywają coś takiego, taką procedurę
        ssucziwaniem. Dobrze nazywają. Nie chcesz, ale musisz! Bo inaczej
        łeb ci ukręcą.
        A przy tym te jej fałszywe oskarżenia, ciąganie mnie po
        komisariatach i prokuraturach zamiast mnie złamać - tylko mnie
        zdeterminowały. I dlatego własnie nie mogę jej zrozumieć. Mozna było
        ocalić choć resztkę. Np. szacunku. Mojego do niej - bo ona do mnie
        go po prostu nie miała. A tu proszę. Dlatego sam się zastanawiam -
        jakie są powody, co takiego tkwi w umysłach niektórych ludzi, że
        dobro myli się im ze słabością? Wytrwałość - z naiwnością. A
        uczciwość z otępieniem umysłowym?
        • i33 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:36
          tak tak obnażą i obedrą ...ciesz sie że ci mieszkania nie
          plądrowali ---tak do kupy to tak jakby człowiek w tym momencie był 0-
          --bez praw wszystkie chwyty dozwolone...
          fajna rzecz---siły życzę ...
          • rybak Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:42
            i33 napisała:

            > tak tak obnażą i obedrą ...ciesz sie że ci mieszkania nie
            > plądrowali ---tak do kupy to tak jakby człowiek w tym momencie był
            0-
            > --bez praw wszystkie chwyty dozwolone...
            > fajna rzecz---siły życzę ...

            Żadna tam fajna. A w mieszkaniu... hi hi - policja chciała mnie
            odwiedzić po jej enuncjacjach, ale jak mnie zobaczyli naocznie, dali
            spokój.smile)) Znaleźliby - kupę książek w licznych workach i worek
            starych ubrańsmile)). No i oczywiście leki antydepresyjne i nasenne.
            Chyba to wyczuli.smile)) Bo na razie mnie nie nękająsmile))
            • sylwiamich Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 16:58
              Pozwolisz że napiszę Ci coś.Syndrom dziecka z Domu Dziecka to się u
              mnie nazywa.Całe życie nikt od Ciebie nie wymaga, tylko daje.Nie ma
              żadnego systemu nagradzania i karania.Jeść trzeba dać...po równo
              wszystkim.Ubrać trzeba równo.Do tego dochodzi brak głębokiego
              związku emecjonalnego...który rodzi się gdy ktos stawia Ci jakies
              granice i wymagania.I nagle ktoś Ci to wszystko zabiera.Bunt,
              strach, frustracja, chęc zemsty.Bo dlaczego teraz Wam się nie podoba
              dawać mi a kiedyś się podobało?
              Nie potrafimy postawić granic.Nie potrafimy respektować cudzych.I
              pójdę na nangą...mój mąż też twierdził ż chodzi mi tylko o kasę.
              Pod koniec naszego związku miał rację.Nie mogłam liczyć na miłośc,
              przyjażń, seks, czułość...cóż mi pozostało?Tylko chęć dostawania
              alimentów na dzieci..
            • i33 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 17:20
              mój ex wymachiwał przed kurator "deprimem" moim ...i krzyczał prosze
              zobaczyć ona co chwile bierze te tabletki--to wariatka...
              innym razem pokazywał moje książki---i mówi---niech pani zobaczy --
              numerologia ,parapsychologia---to psychol prosze pani!!!---
              a gliniarz też interesował sie ta branża wiec sobie...póżniej
              pogadaliśmy...
              nawet sie dowiedziałam od niego że byłabym dobrą tarocistką--ha ha
              kurcze można nawet sie pośmiać z tego ...po czasie
        • nangaparbat3 o tak 22.11.07, 17:09
          >>>jakie są powody, co takiego tkwi w umysłach niektórych ludzi, że
          dobro myli się im ze słabością?
          To powszechny błąd.
          Podobnie jak mylenie agresji z siłą.


          Wytrwałość - z naiwnością. A
          uczciwość z otępieniem umysłowym?

          A jak moze byc w społeczeństwie, gdzie najwyzej ceni sie cwaniactwo?
          • sylwiamich Re: o tak 22.11.07, 17:19
            A gdzie kończy się dobro a zaczyna słabość?Gdzie siła a zaczyna
            agresja?Czy nie na tym polega poplątanie języków ludzkich?
            • nangaparbat3 Re: o tak 22.11.07, 17:25
              sylwiamich napisała:

              > A gdzie kończy się dobro a zaczyna słabość?Gdzie siła a zaczyna
              > agresja?Czy nie na tym polega poplątanie języków ludzkich?

              Słabość zaczyna sie tam, gdzie bol poswięcenia przeważa nad radością z tego, co
              robimy dla kogoś. Agresja - tam gdzie zaczynamy odczuwać przyjemność z cudzego bolu.
              Jakoś tak - moze.
              • i33 Re: o tak 22.11.07, 17:36
                powiem o agresji --to nie tak do konca----nie zawsze agresja wynika
                z sadystycznym pobudek;powodów może być wiecej---najczęsciej to
                przyzwyczajenie niesione z młodości---widzenie doświadczanie---
                staje sie dopuszczalne--normą
                agresja wynika ze złości też---rozpaczy przed utratą panowania nad
                kimś bycia z kimś--utraty żywiciela dla pasożyta....despotycznego
                charakteru---musi tak być jak ja chce!
                jeśli sie nie słuchasz to przywołam cie dpo porządku, ja wiem lepiej
                wiec moge używać takiej metody...>>
                zawsze jednak to zaburzona psychika mniej lub bardziej
                nie zawsze osoby agresywne są totalnymi dewiantami
                agresja może wiazać sie z ukrytą chorobą
                • satoofka Re: o tak 23.11.07, 09:18
                  Agresja rowniez powstaje z leku i strachu.Dlatego tez, male pieski
                  ujadaja, bo najzwyczajniej trzesa sie ze strachuwink
              • sylwiamich Re: o tak 22.11.07, 18:46
                nangaparbat3 napisała:
                > Słabość zaczyna sie tam, gdzie bol poswięcenia przeważa nad
                radością z tego, co
                > robimy dla kogoś. Agresja - tam gdzie zaczynamy odczuwać
                przyjemność z cudzego
                > bolu.
                > Jakoś tak - moze.


                Tak...dla nas to jak widzisz jest nawet trudne.A nasze zachowanie z
                drugiej strony?Dlatego o tych poplątanych językach
            • i33 Re: o tak 22.11.07, 17:28
              zauważyłam że i tu co kraj to obyczaj---i nawet w sądzie inaczej cie
              zinterpretują--gdzie przecież ma być rzetelnie
              uczciwie,,,profesjonalnie
              a nie jest
              czasem szczegół obala poglad a nie zawsze chcą słuchać tak
              dokładnie...
              granica pomiedzy siła i kierunkiem afektu cwaniastwa i
              mądrości"uczciwości i naiwności rozmydla sie na tyle na ile wysoki
              jest poziom osądzającego i wiedza o danej sprawie...
              i tak pomiedzy nami każdy ma jednak inny dekalog wartości...
    • fragile66 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 18:10
      Odkryłem walor edukacyjny forum: jednak moja przyszła ex-żona
      jeszcze nie jest najbardziej zawistna, złośliwa i chciwa na świecie.

      Współczuję autorowi wątku, bo wiem co przeżywa, choć cieszę się, że
      skala moich problemów jest dużo mniejsza.

      Rybak, dzięki za skalę - nie jest mi tak źle jak myślałem... smile))
      • i33 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 18:12
        nigdy nie wiadomo teściowa może jeszcze cuda zdziałać i zreformuje
        dziewcze nieporadne...
        • libra22 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 18:26
          Można normalnie. Tylko tak się zastanawiam, czy mój eks w ogóle docenia to, że ja taka na poziomie się okazałam (kosztem siebie niestety)? Czy warto być taką "normalną"?

          Przepraszam, ale nie czytałam całego wątku.
    • jp66 cholera jasna ... nie przypominam sobie żebym .. 22.11.07, 19:23
      zmienił nick na "rybak". A tak poważnie zobaczysz co będzie dalej, ja z tego
      samego typu kobietą ciągam się bez zupełnego powodu po sadach od 3 lat, ale
      chyba jestem na końcu tej drogi no i mamy dzieci.
      • libra22 .... 22.11.07, 21:24
        Może coś jeszcze nią kierować. Wściekłość, że pozbawiasz ją statusu "zony". Bycie "samotną, rozwódką, porzuconą" degraduje w oczach opini publicznej "dewocyjnej". Znam osoby, dla których jest to dość ważna sprawa w życiu. Wytrzymują nawet zdrady i brak miłości.
      • rybak Re: cholera jasna ... nie przypominam sobie żebym 23.11.07, 12:00
        Czytałem Twoje posty. Rany Boskie - horror! I tak sobie wtedy też
        pomyślałem, że podobny typ kobiety ci się trafił.
        I było tak emocjonalnie się wiązać? (pytanie retoryczne - do siebie
        samegosmile

        No ale Ty masz dzieciaki. I dlatego twoja sytuacja jest o niebo
        gorsza od mojej. Bo w dodatku gryziesz się o ich równowagę
        psychiczną i byt. Powodzenia życzę.

    • holka1 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 22.11.07, 21:31
      Zaczelam czytac ten wątek i pomyslalam ze to moj M pisze, bo własnie wczoraj zadał mi dokładnie takie samo pytanie: czy naprawde nie mozemy normalnie się rozstac? Gdyby nie wzmianka o braku dzieci na 100% byłabym pewna, ze to on chce pokazac jaką wredną babą jestem, łasą na jego kase. Poza tym w sadzie toczy się sprawa o znęcanie się nad rodziną, przeżyłam kilka jego zdrad i powrotów, o alimenty ciągnęło sie pół roku i on teraz pyta czy nie mozna sie normalnie rozstac, bo spieszy mu się z rozwodem. Więc odpowiadam NIE, nie można dla mojej czystej satysfakcji i poczucia sprawiedliwości.
      • rybak Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 23.11.07, 10:20
        Oj, holka, holka. To nie ta bajka.smile
        Usmiecham się, ale smutno.
        Ba! żebym to ja zdradzał, pił lub bił - miałabyś pewnie rację.
        Ale ja nawet odkochałem się dopiero wtedy, kiedy na szali było moje
        własne życie - i wcale nie żartuję.
        Cóż - za błędy się płaci.
        A ja płacę wiesz za co?
        Za to, za co ojciec syna bił - nie za to że grał, ale że się
        odgrywał. A ja w tym emocjonalno-uczuciowym pokerze przez
        kilkanaście lat stale przebijałem stawkę - licząc, że w końcu wezmę
        całą pulę - jej miłość. I co? I zgrałem się naiwniak do suchej nitki
        i nie było już czym przebijać, a odpowiedzi nie było.
        A trzeba było od razu, po tych kilku latach - gdy się zaczynało źle -
        po prostu odejść. Teraz wiem, że jak się wydaje, że w związku jest
        źle - to jest znacznie , znacznei gorzej niż się wydaje. I
        zaklinanie deszczu nic nie da!
        Ale - na szczęście - już się pozbierałem. Jakoś. Zaczynam nawet
        widzieć liście na drzewach (te pozostałesmile)
        I teraz po prostu chcę to skończyć jak najszybciej. Ale - że już jej
        nie kocham - po prostu nie mam żadnych oporów przed skuteczną obroną
        prawną. I choć - jak tu pisałem - nie cierpię tego - chce była
        wojny - będzie ją miała. Do syta.
        A skuteczna wojna - jak mówią teoretycy i praktycy - to TYLKO wola
        walki i logistyka.
        • serganda Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 23.11.07, 15:40
          ha...i tutaj cię twoja przyszła ex złapała, grasz na jej nutę, odwet
          za odwet.

          Powinniście ochłonąć oboje.

          Czy znasz z historii wojny w których rzeczywiście byli wygrani?
          Raczej tacy, co stracili mniej, ale wyszli z tego pokiereszowani.
          • big_bad_john Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 23.11.07, 16:38
            Wybacz Rybak, ale za cholere nie moge Cie zrozumiec.No nie wiem jak Ty to
            kalkulujesz? Piszesz, ze proponujesz jej 1/3 domu i za ta wartosc bedzie ja stac
            na dobre mieszkanie i wypchane konto bankowe. Tak?
            Natomiast przy podziale majatku 50/50 powinna dostac 1/2 domu, co w moim
            rozumowaniu jest wiecej niz 1/3. No to dlaczego bedzie ja tylko stac na
            znacznie mniejsze i gorsze mieszkanie i puste konto bankowe?
            O, jeszcze jedno, wybacz moje natrectwosmile

            "- czy naprawdę u kobiet (niektórych, niektórychsmile)
            chciwość i mściwość oraz pogoń za uciekającym darmowym ciachem muszą
            przesłaniać rozum?"
            Przyznam szczerze, ze tez sie zastanawiam komu chciwosc przeslania rozum? W
            pogoni za "darmowym ciachem" oczywiscie hehehe he?
            • rybak Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 26.11.07, 09:29
              Czytanie i rozumienie to dwie różne strony medalusmile)
              Proponowałem jej 2/3 domu, a nie 1/3smile))
              O reszcie nie będę się rozpisywać. Jakoś doła mam i mi się nie chce.
              POzdrawiam
              rybak
              • i33 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 26.11.07, 09:58
                ej do kanionu masz daleko zaś---z małego doła--wygrzebiesz
                sie ...nie peniaj rybak wędkę zawsze miej w pogotowiu z
                harpunem ....osprzęt musi być...
                ---masz o tyle dobrze że nie patrzysz przy tym na cierpienie
                własnych dzieci, bedąc ich przyczyną....
                pozdrawiam
                • lapina Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 29.11.07, 00:05
                  Dokładnie, to tylko walka o przedmioty, aczkolwiek te przedmioty sa
                  nam zazwyczaj niezbędne do przeżycia...mam nadzieje, że dól nie był
                  głęboki i udało Ci się wydostać z niego!
                  powodzenia i wytrwałości...a może jakis CUD się zdarzy... w końcu
                  gwiazdka niebawem wink pozdrawiam
    • panda_zielona Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 29.11.07, 01:15
      Gotów byłem nawet (po 20 latach
      > wspólnego dorabianai się, zmieniania mieszkań i domów i osobistego
      > ciągnięcia wszystkiego na własnym grzbie cie i portfelu) na góra
      1/3
      > wartości domu i prawie całe wyposażenie (poza rzeczami osobistymi
      i
      > firmowym kompem) dla niej.

      Ja też tu widzę 1/3.Czy też czytam bez zrozumienia?
      Być może to tylko przejęzyczenie.
      • natasza39 Wystarczy zastapić "i", litera "a" 29.11.07, 02:19
        panda_zielona napisała:

        > Gotów byłem nawet (po 20 latach
        > > wspólnego dorabianai się, zmieniania mieszkań i domów i osobistego
        > > ciągnięcia wszystkiego na własnym grzbie cie i portfelu) na góra
        > 1/3
        > > wartości domu i prawie całe wyposażenie (poza rzeczami osobistymi
        > i
        > > firmowym kompem) dla niej.



        A teraz :


        > Gotów byłem nawet (po 20 latach
        > > wspólnego dorabianai się, zmieniania mieszkań i domów i osobistego
        > > ciągnięcia wszystkiego na własnym grzbie cie i portfelu) na góra
        > 1/3
        > > wartości domu (A) prawie całe wyposażenie (poza rzeczami osobistymi
        > i
        > > firmowym kompem) dla niej.

        Ja zrozumiałam, ze dla siebie chciał 1/3 domu + rzeczy osobiste i firmowego
        kompa dla siebie, a dla niej 2/3 domu + prawie całe wyposażeniesmile
        Tym niemniej niefortunnie został tu użyty spójnik "i" zamiast "a", ale i tak
        uważam, że to nie jest istotne. Istostne jest to, że zona pewnie zgodziłaby się
        na rozwód w zamian za całośc domu + rzeczy osobiste + komp firmowy. I chyba to
        jest istotne?


        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
        głupcami.
        • rybak Re: Wystarczy zastapić "i", litera "a" 29.11.07, 10:09
          Dokładnie o to mi chodziło. Ot, w nerwach człek pisałsmile)
          Pewnie gdybym zostawił cały dom, już miałbym rozwód.
          A tak - e, szkoda gadać - byle jak jest.
          • aron95 Re: Wystarczy zastapić "i", litera "a" 29.11.07, 13:40
            rybak napisał:

            > Dokładnie o to mi chodziło. Ot, w nerwach człek pisałsmile)
            > Pewnie gdybym zostawił cały dom, już miałbym rozwód.

            Bo przekroić na pół nie idzie .


            > A tak - e, szkoda gadać - byle jak jest.
    • e07 Re: Czy naprawdę nie można normalnie? 29.11.07, 13:22
      rybak napisał:



      Proponowałem mojej byłej szybki rozwód - żeby nie mnożyć tego
      > nieszcześcia Gdyby się zgodziła - czysty zysk i dla niej i dla
      mnie
      > I zastanawiam się - czy naprawdę u kobiet (niektórych,
      niektórychsmile)
      > chciwość i mściwość oraz pogoń za uciekającym darmowym ciachem
      muszą
      > przesłaniać rozum?
      > Ale pytanie pozostaje. Czy naprawdę tak musi być zawsze? Bo co -
      > zemści się na mnie? Uprzykrzy mi życie? Wyrwie mi jeszcze rok czy
      > dwa z życiorysu?

      Niektórzy po prostu tak mają i zupełnie nie ma znczenia, czy chodzi
      o kobietę, czy mężczyznę. Wydaje mi sie, że chodzi jej o
      przedłuzenie w czasie na siłę jakiejś namiastki "wspólnoty", albo o
      próbę sił, kto wytrzyma dłużej, a wtedy perspektywa tego
      uprzykrzenia życia wydaje jej sie bardzo atrakcyjna. Wtedy logika i
      rozsądek zupełnie sie nie liczą. Możliwe też, że eks potrzebuje
      czasu na spreparowanie "dowodów" dla sądu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka