bellaloca
28.11.07, 10:45
Witajcie!
Wczoraj, na pierwszej i zarazem ostaniej rozprawie otrzymałam rozwód
bez orzekania. Niesamowita ulga...
Eks zaskakiwał mnie na każdym kroku, nawet tuż przed wejściem na
salę rozpraw błągał, żebyśmy tego nie robili, że to błąd itd.
Błędem było najpierw to, że mnie okłamywał i zdradzał, dlaczego tego
nie widzi i nie rozumie? Moja decyzja o rozwodzie to tylko skutek
jego wcześniejszych zachowań. Nie wyobrażam sobie dalszego z nim
życia po tym, co zrobił. Nie dam rady odbudować zaufania do niego.
To koniec i tyle. Boli, niesamowicie boli, ale nie ma innego wyjścia.
Że teraz żałuje... - to typowe, nie chce mu się wywracać życia do
góry nogami, było mu wygodnie, to nawet zrozumiałe.
Ale ja daję sobie prawo do kogoś wyjątkowego, a nie tak pospolitego
w swoich zachowaniach, takich jak on pełno wszędzie, ja tak nie chcę.
Przysięga na wszystko, że nie doszło do fizycznej zdrady.
Nawet jeśli nie poszli do łóżka, to była zdrada. Schadzki za moimi
plecami, czułości, obiadki, kino, pocałunki, SMSy. A zarazem
oszukiwanie mnie. To nie zdrada?