Dodaj do ulubionych

Mam dość...

06.12.07, 23:41
Mam już dość, nie radzę sobie. Wróciłam po pracy do pustego
mieszkania, nawet w nienajgorszym nastroju, były napisał jakiegos
refleksyjengo sms-a, nie do końca zrozumiałam ale coś tam
odpisalam, chciałam być miła - mój błąd. Po czym dostałam od jego
nowej miłości kilka nieprzyjemnych sms-ow, o ogólej treści "odczep
się od nas, my się kochamy, ja jestem lepsza bo mam jego a ty
jestes sama, nie przeszkadzaj nam, nie pisz". I znowu mega dół,
łzy, żyć mi się odechciewa. Chciałabym zasnąć i już się nie obudzić.
Obserwuj wątek
    • olowa Re: Mam dość... 06.12.07, 23:47
      kurcze...udzielił mi się Twój stan..tylko ja tak z domieszką złości, jak zwykle
      trzymaj sie....
      • grajfrut Re: Mam dość... 06.12.07, 23:50
        Ja to już chyba na złość nei mam siły... Ale czasem mam ochotę się
        zemścić i pokazać że tak się ludzi nie traktuje... Ale w sumie
        dobrze że zamiarów zrealizowac nie potrafię.
        • olowa Re: Mam dość... 06.12.07, 23:53
          ale sam fakt, ze powoduja smutek juz zlosci...niby aktualnie moj jeszcze maz juz
          chwilowo jest sam, ale predzej, czy pozniej (a pewnie predzej) nie zdziwie sie,
          jak bede w identycznej sytuacji...i juz mi smutno/zle...noca wszystko wyglada
          inaczej
          • grajfrut Re: Mam dość... 06.12.07, 23:58
            A do tego perspektywa świąt -koszmar. Szanse na urlop w wigilie
            marne, a do rodziców 450 km, nie ma szans zeby dotrzec przed 22. W
            zasadzie nie chce jechac ale siedziec samemu? Chyba jeszcze gorzej.
            Dzieci nie mam, zostal mi tylko kot. Wigilia z kotem? Bez
            komentarza.
            • olowa Re: Mam dość... 07.12.07, 00:06
              ...sa takie nastroje, na ktore brak slow i takie slowa, na ktore nie ma
              nastroju...pocieszam Cie mysla, ze kiedys to minie i na tym sie skup...tworz w
              glowie DOBRA, CIEPLA przyszlosc...z calego serca zycze...kurcze 0 alez mnie to
              wkurza!! na cholere ten zly czas? ten bol?
              • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 00:12
                Niby wszystko w życiu ma swój sens... Ale ja w to za bardzo nie
                wierze, bo na co mi to wszystko? Że przestałam wierzyć w miłość? W
                drugiego człowieka? Że nie potrafie zaufać i jestem chorobliwie
                podejrzliwa? Przez to tylko mam problemy w kontaktach z ludźmi. I
                koło się zamyka, nie chce być sama ale boję się kogos do mej
                samotni wpuścić. Dziś chciałam być tylko miła, ale już więcej nie
                będę. Ktoś mi kiedyś powiedział "jak masz miękkie serce musisz mnie
                twardą dupę". A u mnie i serce miękkie i cała reszta też. A potem
                boli jak cholera.
                • olowa Re: Mam dość... 07.12.07, 00:15
                  a moze jednak uwierz, ze to tez po cos..ja tak patrze na moj rozwod, ze tak
                  lepiej...ze poboli i MINIE! bo czeka mnie cos lepszego, ze tak mialo byc...ze
                  ucze sie na bladach, ze powinnam bardziej sluchac serca...chociaz wiem, ze
                  przetrwac to, to najwieksza szkola zycia...ale nigdy nie dostajemy ponad
                  miare...DASZ RADE!!!!!!!
                  • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 00:22
                    Oby... Tylko niełatwo zapomnieć o tym co było, a jeszcze gorzej
                    przestać kochać. Chociaż to drań... Ale kochany był cały czas...
                    • olowa Re: Mam dość... 07.12.07, 00:25
                      nie wiem, co jest w zyciu latwe...nie przypominam sobie latwej sprawy w
                      moim...Wazne, ze do przodu...trzeba mimo wszystko...
                      • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 00:42
                        Nikt nie mówił że będzie łatwo... i nie jest. Był czas kiedy byłam
                        sama i było mi z tym dobrze z małymi wyjątkami typu sylwester,
                        walentynki itp. Ale ogólnie - nieźle. Potem pojawił się On, powoli
                        kruszył tą moją ochronną skorupę, pokazał na nowo jak cudne może
                        być życie we dwoje, pozwolił uwierzyć, i wtedy... wszystko się
                        rozsypało jak domek z kart, a on po prostu odwrócił się na pięcie i
                        mówiąc "nie jestem Ciebie wart". A najgorsze znowu być samej
                        wiedząc jak cudnie jest być z Kimś. sad
                        • a.niech.to Re: Mam dość... 07.12.07, 08:12
                          grajfrut napisała:

                          > Nikt nie mówił że będzie łatwo... i nie jest. Był czas kiedy byłam
                          > sama i było mi z tym dobrze z małymi wyjątkami typu sylwester,
                          > walentynki itp. Ale ogólnie - nieźle. Potem pojawił się On, powoli
                          > kruszył tą moją ochronną skorupę, pokazał na nowo jak cudne może
                          > być życie we dwoje, pozwolił uwierzyć, i wtedy... wszystko się
                          > rozsypało jak domek z kart, a on po prostu odwrócił się na pięcie
                          i
                          > mówiąc "nie jestem Ciebie wart". A najgorsze znowu być samej
                          > wiedząc jak cudnie jest być z Kimś. sad
                          Coś mi to wszystko wygląda na grzebanie w świeżych ranach.
                          Trza odcierpieć, a niejakie pozytywy można wydrapać już dziś. A może
                          jeszcze za wcześnie?
                • a.niech.to Re: Mam dość... 07.12.07, 08:07
                  Nie wiem, czy zawsze taka byłaś, czy tak Ci się porobiło. Nie wiem,
                  czy opisujesz chwilowy nastrój, czy utrwaloną postawę.
                  Tak czy śmak zastanów się, dokąd dojdziesz z narysowanym balastem.
                  • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 10:29
                    Owszem, sprawa dość świeża dlatego boli najbardziej. To że powinnam
                    się pozbierać, stanąć na nogi, zacząć od początku, zająć się sobą,
                    myśleć pozytywnie, tak tak, to wszystko wiem, tylko zupełnie sobie
                    nie radzę z realizacją tych "powinności", całą moją energię
                    poświęcam na wstanie z łóżka i dowleczenie się do pracy, bo inaczej
                    w końcu mnie wyleją... na początku nawet do pracy nie chodziłam...
                    A poza tym, może i bym potrafiła myśleć pozytywnie gdybym wierzyła
                    że dobre czasy jeszcze przede mną. Na dzień dzisiejszy nie
                    wyobrażam sobie życia bez Niego, niestety. I właśnie to jest mój
                    największy problem.
              • a.niech.to Re: Mam dość... 07.12.07, 08:03
                olowa napisała:

                > tworz w
                > glowie DOBRA, CIEPLA przyszlosc...
                Ukonkretnij.
                > 0 alez mnie to
                > wkurza!! na cholere ten zly czas? ten bol?
                Ponoć wszystko jest po coś. Osobiście nie jestem przekonana. Ale
                buntowanie się też jest pozbawione sensu.
                • olowa Re: Mam dość... 07.12.07, 12:16
                  ...w ukonkretnianiu ja osobiscie nie widze sensu, zazwyczaj jest
                  inaczej niz sobie wydumam, wazne, zeby bylo dobrze...lepiej...
                  - i nie buntuje sie, tylko wole sie pozloscic, niz pobuczec...i wg.
                  mnie wszystko jest po cos...wink
                  pzdr
            • a.niech.to Re: Mam dość... 07.12.07, 07:59
              grajfrut napisała:

              > Wigilia z kotem?
              Jeśli nie możesz skrzyknąć paru osób w realu, a co najmniej jednej,
              zrób to na necie. Po mojemu ktoś zawsze się znajdzie, kto poza
              kompem nie będzie miał innego towarzystwa.
              • kjl2004 Re: Mam dość... 07.12.07, 08:23
                grajpfrutku, teraz weszłam na forum i co ja tu widzę...wiem że jest
                ci bardzo źle i ciężko, nie wiem tak naprawdę co napisac, bo sama
                też to przechodze, ale trzymaj sie, nie pisz do niego a tym bardziej
                do niej!! po co ona ma wypisywac Ci te przykre dla Ciebie smsy...ja
                swego czasu tez chciałam pisac, dzwonić do niej itd. ale teraz z
                perspektywy czasu wiem że zrobiłam dobrze nie kontaktując się z
                nią..trzymaj sie pozdrawiam
                • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 09:21
                  W tym rzecz ze ja do niego nie pisze, raz mu wczoraj odpisalam, no
                  a do niej tymbardziej nie pisze, jej nie mam nic do powiedzenia.
    • anbale Re: Mam dość... 07.12.07, 10:40
      Tak sobie myślę, że tak bardzo przywiązujemy się do ludzi obok, tak
      bardzo kręcimy się na ich orbicie- że jak odchodzą, to zostajemy
      wyrzuceni w pustkę. To jest chyba nieuleczalne, w końcu człowiek
      zwierzę stadne...Nie pozostaje nic innego jak stworzyć sobie jakąś
      nową rzeczywistość wokół siebie, jakieś nowe atrapy...
    • sadaga Re: Mam dość... 07.12.07, 10:48
      bardzo dobrze Cię rozumiem...musisz się trzymać. bądź silna. jestem
      z Tobą.
      • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 11:00
        Fakt, ja się bardzo przyzwyczajam, i do tego strasznym tchórzem
        jestem, każda zmiana mnie przeraża. Ostatnie lata poświęciłam Jemu,
        zapomniałam o sobie i teraz się to na mnie mści, bo musze się
        siebie uczyc po raz kolejny. Ale dzięki za dobre słowo Wam
        wszyskim, od razu trochę lepiej jak ktoś rozumie,jak mam świadomość
        że choć wirtualnie to jednak nie jestem tak całkiem sama. Dziękuję.
        • kaliber100 Re: Mam dość... 07.12.07, 14:56
          mam podobnie, jesteś moze z W-wy?
    • cosmopszczolka Re: Mam dość... 07.12.07, 16:21
      Po czym dostałam od jego
      > nowej miłości kilka nieprzyjemnych sms-ow, o ogólej treści "odczep
      > się od nas, my się kochamy, ja jestem lepsza bo mam jego a ty
      > jestes sama, nie przeszkadzaj nam, nie pisz".

      Ja wiele byłam w stanie znieść od niego. Ale gdyby "ona" wyjechała
      mi z takim tekstem to nie wytrzymałabym!!!!. I napewno nie skonczyło
      by sie miło!
      • grajfrut Re: Mam dość... 07.12.07, 23:31
        Mnie w pierwszej chwili zatrzęsło, ale nie zniżyłam się do jej
        poziomu i nie odpisałam nic, zresztą co można napisać? Szkoda słów.
        A on dziś rano napisał że przeprasza, że on nie wiedział, że to się
        nie powtórzy, że mu przykro, on tak nie myśli bo cały czas coś tam
        do mnie czuje i szanuje mnie i zawsze moge do niego pisać i
        dzwonić, i zawsze będzie mi pomagal,i mogę na niego liczyć... bla,
        bla, bla... Gdyby mnie szanował to by mnie nie zdradził.
        Kaliber100 - jestem z w-wy
    • i33 Re: Mam dość... 08.12.07, 01:35
      ona też kiedyś tak sie poczuje jak ty teraz--możesz być pewna...
      pozdrawiam cie serdecznie
      • grajfrut Re: Mam dość... 08.12.07, 11:05
        Może i tak, ale mi wcale nie zależy na tym żeby jej sprawiać
        przykrość albo żeby czuła się tak jak ja. Bo czy mi to pomoże? Nie.
        • valilina Re: Mam dość... 08.12.07, 19:27
          Nie wiem co mądrego napisać, choć dobrze pamiętam ten stan. Mineły
          już dwa lata a ja wciąż nie mogę się otrząsnąć, ze wspomnień o nim.
          Przesyłam Ci mocne uściski i pozytywne myśli - żadne słowa tu nie
          pomogą - niestety musisz przeżyć to sama.Nie jesteś sama. I wiesz
          co?? Podziwiam cię. Nie ma w Tobie złości ani nienawiści. To dobrze.
          To taki malutki kroczek. Widzisz, ja go do tej pory nie umiem
          zrobić.
          • grajfrut Re: Mam dość... 09.12.07, 00:59
            Nie ma złości i nienawiści ale jest ogromny żal, niemoc
            i ...poczucie winy. Że to ja, że to przeze mnie, że to może ze mną
            coś jest nie tak skoro on wybrał inną? Dlaczego to mi się nie
            układa? Wiem że to on zdradził nie ja, ale ja czuję się winna, że
            gdybym zachowała się inaczej, to wszystko skończyłoby się inaczej?
            To ja wywaliłam go z domu, może gdybym... Eh, bezsilność, niemoc i
            ból, to jest to co teraz czuję. Chyba wolałabym złość i nienawiść.
            • natasza39 Re: Mam dość... 09.12.07, 01:11
              Weź się kobito nie znęcaj nad sobą.
              Wiesz jakie jest najlepsze lekarstwo na takie głupie poczucie winy?
              Dowartościowanie sie i otworzenie się na innych ludzi.
              Wiem to po sobie.
              Idź do kosmetyczki, zrób sobie manicure, ładna fryzurę, kup sobie nowego ciucha
              i idź na jakaś imprezę z przyjaciółkami. Dowartościuj sie, daj sie poderwać. Nie
              szukaj w sobie winy za zdradę. Nawet jeśli jakiś cień winy zobaczysz, to nie
              usprawiedliwiaj nim jego winy.
              A jakbyś nie wywaliła mu ciuchów, a on z tego skrzętnie nie skorzystał to nie
              byłabyś dzisiaj pewna, czy on nadal choć jest w domu z tobą to myślami nie jest
              z tamtą.
              Złość natomiast urodzie szkodzi, wykrzywia rysy i robi zmarszczki mimiczne.
              Nienawiść natomiast jest destrukcyjna przede wszystkim dla nienawidzącego.
              Nie daj się! Nie ty pierwsza i nie ostatniasmile

              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
              głupcami.
              • grajfrut Re: Mam dość... 09.12.07, 01:21
                Staram się jak mogę, u kosmetyczki już byłam smile Z tym poczuciem
                winy to jest tak, że zasadniczo wiem że to nie moja wina ze on
                zdradził, ale dopadaja mnie takie chwile że wszystko się wali i
                wydaje mi się że gdybym to ja się inaczej zachowała to byłoby ok.
                Na chłodno kalkulując wiem, że to nie moje zachowanie coś by
                zmieniło tylko ewentualnie jego a i to do końca nie jest pewne bo
                nie wiem czy potrafiłabym zaufać. Po prostu czasem jest mi tak źle
                że głupie myśli przychodzą do głowy. i trochę mnie to rozkłada, w
                tej dziedzinie dośc słaba jestem. niestety.
                • natasza39 Re: Mam dość... 09.12.07, 01:42
                  grajfrut napisała:
                  >zasadniczo wiem że to nie moja wina ze on
                  > zdradził, ale dopadaja mnie takie chwile że wszystko się wali i
                  > wydaje mi się że gdybym to ja się inaczej zachowała to byłoby ok.


                  No to jesteś na dobrej drodzesmile Odnosząc się do zdania po słowie "zasadniczo".
                  Co do reszty... Zakupić duży gumowy młotek i wybić sobie z głowy takie bzdury,
                  że jak "gdyby, to..."
                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
                • natasza39 Re: Mam dość... 09.12.07, 01:45

                  Ty grejfruciku jesteś za dobry na ten kurewski świat. Musisz w sobie wyzwolić
                  takiego diabełka. Każdy go ma w sobie.
                  Spróbuj go odnaleść, apotem tylko dokarmiaj.
                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
            • waddan Re: Mam dość... 09.12.07, 07:51
              Emocje emocje i jeszcze raz emocje....
              Jako facet wiem, ze i tak pewnie by odszedl...
              wczesniej sie skonczylo cos, co by na raty tylko sie rozlozylo..
        • i33 Re: Mam dość... 09.12.07, 12:57
          dziewczyno-nie o to chodzi, nie poniżaj SIEBIE w swoich włąsnych
          oczach---bo i niedługo inni beda tak robić z tobą---dasz im w ten
          sposób przyzwolenie na traktowanie z góry..
          bedą lustrem tego co ty sama o sobie myślisz
          wydaje mi sie że powinnaś mocno popracowac nad podniesieniem własnej
          wartości, pogrzebać ---skąd to sie wzięło?
          to niezły pomysł pójśc do psychologa ale do dobrego, poleconego, do
          CIEPŁEJ osoby, sama doswiadczyłam że z kompetencjami psychologów
          jest różnie
          proponuję ci tez wejść na tutejsze forum" rozwój duchowy"-np---
          zapytaj o literature na temat--akceptacji sibie , wybaczenia,
          podniesienia wł. wartości--tam zaglądają ludzie którzy tym sie
          zajmują...
          i bron boże nie mówię byś ją poniżyła--po prostu nie stawiaj jej w
          glorii---jest godna szcęscia nie mniej niż ty czy ja..
          pozdrawiam
          • i33 Re: Mam dość... 09.12.07, 13:06
            przepraszam że żle napisałam --żle odebrałaś
            każdy ma prawo ale tez każdy dostaje za swoje--w końcu kiedyś--nie
            zadręczaj sie nią,. postaraj zając czymś, wejśc w miłe towarzystwo ,
            może jakaś dawno nie widziana kolezanka...
            wszyscy pocieszają jak umieją----wiemy że trudno...ale od twojej
            inwencji pomocy sobie wiele zależy, inni moga być tylko
            katalizatorem, motywem...

            myśle że żadne z nas nie bedzie tak bardzo samotne w święta--
            bedziemy pisać, ja na pewno!
            ciepło pozdrawiam cie --słonce świeci dla wszystkich-a zaćmienia są
            przejściowe--to wiesz przecież!
    • waddan Re: Mam dość... 09.12.07, 11:40
      jeszcze raz to wszystko przeczytalem....
      Jedna mysl na "zschłodzenie" jeszcze zakochanej glowy...;
      Piszesz, ze Byly odszedl do innej kobiety..Ona potrafi Tobie wysylac
      sms-y, typu "odwal sie od Niego", personalne bardzo i zaciekle
      bijące w Twoje psyche ....

      Chyba nic dobrego normalny człowiek o tej Babie nie moze powiedzieć,
      nie sądzisz?
      Zero empatii dla Ciebie, refleksji, że sama może być w tej
      sytuacji...

      Idźmy dalej....Kto z Taką kobietą się zadaje? O kurcze...Mój były...
      Co za wstyd....no....dla Ciebie też...że byłaś w jego orbicie, skoro
      z takimi "niewiastami" jest mu po drodze....

      I co? Lepiej?
      chyba nie....ale z czasem...bedzie, uwierz mi będzie


      • grajfrut Re: Mam dość... 09.12.07, 12:37
        Wszyscy mi to mówią, "będzie lepiej", pewnie wszyscy mają rację,
        ale ja dziś jakoś nie za bardzo w to wierzę. Dziś to mi źle. I już
        nawet nie chce myśleć co będzie, planować, na coś czekać, żyję
        dniem dzisiejszym, moje plany ograniczają się do tego konkretnego
        dnia. Życie mi pokazało że nigdy nie wiadomo co może przynieść
        dzień następny. Moje wszystkie plany legły w gruzach. Nie chcę
        więcej rozczarowań. NIe chcę być całe życie sama, ale nie wiem czy
        będę potrafiła znowu komuś zaufać. Poza tym na dzień dzisiejszy nie
        chce nikogo innego poza Nim, co wiem że jest bez sensu. Ale jeszcze
        go kocham i tak z dnia na dzień przestać nie potrafię, mimo tego
        wszystkiego co mi zrobił. Może faktycznie coś ze mną nie tak...
        • waddan Re: Mam dość... 09.12.07, 13:01
          No z dnia na dzień to można zapomnieć...np. przygodę, chwilę
          zapomnienia

          jestes zdezintegrowana ta sytuacja i tylko lub az tyle

          nic nie jest z Toba nie tak, tylko poki co dobrze Ci kultywowac
          wspomnienia...a forum ma szanse uswiadomic inne obszary myslenia
          warte kulty* lub rekultywacji.

          ide juz bo ladna pogoda!!!!!!!jak na jesien!!!!
      • i33 Re:racja 09.12.07, 13:08
        -facet nie wie jeszcze co stracił ale sie kiedyś dowie czego już
        nie zyska...
        mądry to on nie jest!
        więc poszukaj mądrego faceta!
        • grajfrut Re:racja 09.12.07, 13:10
          A gdzie takich znaleźć? smile)
          • sylwiamich Re:racja 09.12.07, 13:15
            Oj zaręczam Ci że tacy są.Na serio.Ja takiego mamsmile))Trafił mi się
            nie wiem czemuwink))I sam mnie znalazł.Nie szukałam...
            • grajfrut Re:racja 09.12.07, 13:36
              To może i ja się zdam na los. Na razie do szukania to i tak serca
              nie mam. Co będzie to będzie, i tyle. Coraz bardziej wydaje mi się,
              że nie mam tak naprawdę wpływu na wiele rzeczy...
              • natasza39 Re:racja 09.12.07, 13:43
                grajfrut napisała:

                > To może i ja się zdam na los. Na razie do szukania to i tak serca
                > nie mam. Co będzie to będzie, i tyle. Coraz bardziej wydaje mi się,
                > że nie mam tak naprawdę wpływu na wiele rzeczy...

                Tylko na pogodę za oknem wpływu nie masz!
                Ewentualnie na to kiedy umrzesz, bo tego nikt z nas nie wie.
                Na wszystko inne masz wpływ.
                Nie traktuj się sama jak jakiś liść na wietrze, co to gdzie go zawieje tam
                spadnie, bo inni Cię tez tak będą traktować!


                ---------------------------------------------------------------------
                Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                głupcami.
                • grajfrut Re:racja 09.12.07, 13:55
                  No jakbym się uparła to miałbym wpływ na to kiedy umrę... ale na
                  szczęście nie miałam odwagi a poza tym chce żyć i jeszcze kiedys
                  być szczęśliwa. Teraz troche odpuszczam, we wszystkim, ale chyba
                  muszę po prostu trochę przeczekać, przeboloeć, wypłakać swoje.
                  Owszem, staram się zająć czymś czas żeby nie myśleć, nie wspominać,
                  nie gdybać (o, to najgorsze) bo wtedy głupie myśli do głowy
                  przychodzą. Na razie zapisałam się na angielski, zawsze na to brak
                  mi było czasu. Teraz mam go w nadmiarze to wykorzystam jakos
                  sensownie i z korzyścią dla siebie. Noi w ogóle muszę zacząć myśleć
                  o sobie, bo do tej pory był On i My, a nie Ja. I chyba dlatego tak
                  mi z tym wszystkim ciężko. Bo muszę się nauczyć że dla samej siebie
                  też warto życ, a właściwie przede wszystkim dla siebie. A na razie
                  jak każdy, wzloty i upadki, ze znaczną przewagą upadków sad
                  • sylwiamich Re:racja 09.12.07, 15:22
                    ja też uważam że na wiele sytuacji nie mam wpływu.Wpływ mam na swój
                    odbiór tej sytuacji, nic więcej....a jednak dużo.Ale jakby tak się
                    rozpędzić to i na pogodę za oknem mamy wpływ...witrażyk ze
                    słoneczkiem sobie można pier....smile)))
                    • grajfrut Re:racja 09.12.07, 16:20
                      Potrafisz poprawić humor, choć na chwilę się uśmiechnęłam smile
                      Właśnie miałam wizytę swego byłego z jego aktualną, miał
                      przyjechać, przywieść mi mój komputer, i mieliśmy się
                      wkońcu "rozliczyć", a tymczasem, otwieram drzwi a tam szczęśliwa
                      para, no zatrzęsło mnie normalnie. Pytam tej panny czy mogłaby
                      zostawić nas na chwile samych, ona że nie, no to pożegnałam ich i
                      tyle. Ale po całym moim z trudem wypracowanym spokoju. On naprawdę
                      nie rozumie co to znaczy szacunek... Boże i ja takiego kogoś nie
                      potrafię przestać kochać. Jednak coś ze mną nie tak. Brrrrrr
                      • sylwiamich Re:racja 09.12.07, 16:27
                        jesooo...Ty nic nie rozumiesz?Ona na pewno trzymała myszkęwink))
                        • bigjoasia Re:racja 09.12.07, 16:43
                          ty naprawdę potrafisz rozbawić, ale to jest dobre, pozdrawiam
                      • bigjoasia Re:racja 09.12.07, 16:35
                        No, to bezczelne ści....wo z tej jego panny!! Jak może do Ciebie
                        przychodzić. Ale z własnego doświadczenia wiem,że te szm..y takie
                        są. (Przepraszam za słownictwo, ale bardzo się zdenerwowałam) Ta
                        piekna mojego (jeszcze) męża chciala mi wychowywać córkę, mówiła jej
                        że ja źle ją wychowuję i pomyliłam się z powołaniem (jestem
                        pedagogiem)i wsciekłam się wtedy niesamowicie. Dokładnie wiem co
                        czujesz, bo prawie od 3 mscy. borykam się z tym samym i wiem jak to
                        boli, pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki. Nie pozwalaj na takie
                        kontakty!
                        • sylwiamich Re:racja 09.12.07, 16:59
                          Asiu....panna obca.Chłop swój.To może by tak żale na niego przeżucić?
                          Pannie wystarczy powiedzieć że jej nie znasz, nie zapraszasz obcych
                          do domu.Może ona wspiera Twojego Misia, który boi się tej wariatki
                          (znaczy Ciebie), bo nie wiadomo do czego jest zdolna....niezbadana
                          jest inwencja męskasmile))Damska też...żeby nie byłosmile)
                          • bigjoasia Re:racja 09.12.07, 17:23
                            Masz rację, napisałam chyba pod wpływe moich przeżyć, zawsze
                            obwiniamy tę trzecią osobę, a tak nie jest. No a ten swoj chłop,
                            musiał być w strachu skoro przylazł z nią. Te sku.....ny nie mają
                            szacunku za grosz! Mój zaprosił mnie do Irlandii 2 razy, gdzie
                            pomieszkiwała ta jego piekna Agusia, gdzie kwitł romans z nią. Teraz
                            okazało się,że wszyscy współlokatorzy wiedzieli tylko nie
                            ja.Osmieszył mnie i upokorzył, taki sku..iel!A ja sprzatałam,
                            przygotowywałam obiadki itp. ( nawet jej) straszne. No cóz tak bywa
                            • bigjoasia Re:racja 09.12.07, 17:58
                              dodam jeszcze jedno. Mąż zażądał aby corka zaakceptowała tę jego
                              piekną, bo inaczej nie pomoże jej nigdy i nigdy nie poda jej ręki.
                              Córka ma 15 lat i jest w pełni świadoma tego co się stalo (tak
                              naprawdę to ona odkryła, przez te nieszczesne smsy, że mąż mnie
                              oszukuje). I ona ma ją zaakceptować - babsko które zabrało jej
                              ojca,dach nad głową, rozwaliło rodzinę, zburzyło poczucie
                              bezpieczenstwa? Chyba mózg mu się zlasował. Niech sobie nawkłada
                              dżdźownic, bedzie miał więcej zwojów. Tak się chlop zmienił. No ale
                              cóż, on tam z nią ( pod jej wpływem), a ja tu.
                      • waddan wizyta 09.12.07, 16:47
                        No i co? Jednak troszkę pomogła myśl?
                        Z Tobą jest wszystko OK.. tylko z Twoim otoczeniem nie bardzo....mam
                        na mysli emocjonalne otoczenie on->ona...trochę skrzywione mi się
                        wydaje....pal licho szacunek, na jakiej podstawie mieliśby wiedzieć
                        że ci się należy
                        ale ot tak przyjmować, że skoro się powiedziało; Bye, Bye...to odtąd
                        można przyjąć, że obie strony są wyzerowane do przeszłości....No to
                        chyba "tej parze" też nie wróży najlepiej...

                        Spróbuj choć troszkę żyć codziennością? Jak z kredytem? Podjęłąś,
                        wygenerowałaś jakąś decyzję? (oczywiście, nie ważne jaką)

                        jest bardzo ważne aby wrócić do rozwiązywania codziennych spraw...
                        Nie wiem jaką masz pracę ale jeśli choć trochę rozwojową a nie
                        powtarzalny szereg codzeinnych czynności...to na chwilę pójdź tą
                        drogą rozwoju...jeśli tydzień temu jadłaś sama na mieście, teraz
                        zjedz w domu przygotowane przez siebie jedzonko...to bardzo
                        ważne..zajmie więcej czasu, będzie mniej czasu na myślenie o
                        tym "duecie"....

                        hej!!!!!!

                        • grajfrut Re: wizyta 09.12.07, 19:01
                          Ta Jego nowa taka zazdrosna,tak sie boi (i co za tym idze nie ufa
                          mu) że jak przyjdzie do mnie to nie wie, do łóżka zaraz wskoczymy
                          czy co? Najpierw mnie zatrzęsło, ale teraz sobie myślę dobrze mu
                          tak, znam go troche i wiem że zbyt długo tego nie wytrzyma, tego
                          ciągłego sprawdzania, nie odstępowania na krok. I dobrze, niech mu
                          życie zatruje, nie mój biznes. Ja -choć to może troche nieetyczne-
                          się z tego ciesze. Poza tym to co ostatnio mi napisał jasno dało mi
                          zrozumienia że nie jest tak różowo jak mu się wydawało.
                          Ale wiecie, pomogło mi trochę, bo tracę o nim dobre zdanie, to i
                          kochać w końcu przestanę. A teraz zabieram się za siebie, za naukę
                          angielskiego, intensywną bo końcu chcę zmienić pracę. I
                          postanowiłam że ten dom jak sie tylko da to wybuduje. Byle facet
                          który nie okazał się niewart moich uczuc nie zniszczy mi wszystkich
                          marzeń. I właśnie pokażę mu że dam radę, i niech zobaczy co
                          stracił. Trzymajcie za mnie kciuki (bo teraz akurat wzlot, gorzej
                          jak dopadnie mnie kolejny upadek).
                          A jeszcze zadzownila mama, że szwagier postanowił, ze skoro ja nie
                          moge przyjechać na świeta to oni wszyscy przyjada do mnie. Nie
                          bardzo sobie wyobrazam 5 doroslych osob, 2 letnie dziecko + kot na
                          40 metrach, ale miło że są w stanie tyle dla mnie zrobić. To też
                          troche podtrzymuje na duchu. Przynajmniej na chwile. A jutro znowu
                          do pracy i jakoś czas zleci...
                          • natasza39 Re: wizyta 09.12.07, 19:09

                            I tak trzymaj cytruskusmile
                            ---------------------------------------------------------------------
                            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                            głupcami.
                          • waddan Re: wizyta 09.12.07, 19:31
                            Masz rację "95"...Tak trzymajsmile
                          • waddan Re: wizyta 09.12.07, 19:53
                            "trzymanie" sie trzymaniem...ale klucz do sukcesu to Twoja
                            codzienność...żebyś na żyła więcej dniem codziennym...tu i teraz...
                            to pomoże...zobaczysz..
                            Może teraz pora załątwić sprawy, które zawsze odkłądałaś?
                            • grajfrut Re: wizyta 09.12.07, 19:58
                              Chyba podjęcie decyzji o budowie domu to trochę wyjście poza dzień
                              dziesiejszy? Nie wymagaj zbyt wiele, ja i tak się cieszę że po
                              dzisiejszej "wizycie" nie rozryczałam się, nie załamałam, tylko
                              zwyczajnie wkurzyłam. I postanowiłam że się nie dam, czyli jakieś
                              malutkie planowanie jutra. Powoli, powoli i może sie udać. I masz
                              rację, to jest czas na to co zawsze odkładałam "na jutro" które
                              nigdy nie nadeszło.
                              • waddan Re: wizyta 09.12.07, 21:59
                                złośliwy chochlik pomieszał czcionki...

                                Z budową domu zwróciłaś uwagę?-odzew na Twoje pytanie był
                                minimalny...

                                trudno doradzać nie znając Ciebie w obliczu takiej inwestycji...

                                trochę razi to wydumaniem...

                                budowa domu jako realizacja marzeń-super!!!...ale jako droga do
                                powrótu do równowagi psyche....trochę wydumane, nie sądzisz?
                                Ale nie zrażaj się


                                Bardziej mi chodziło o takie codzienne zaczepienie w
                                życiu...codzienne czynności wykonywane bardziej świadomie a nie
                                połączone z myśleniem o NIm...z czasem można do tego dojść...
                                np. w pracy nie poświęcam czasu na śledzenie forów..
                                a po pracy i owszem, bo to pomagasmile...

                                miałabyś podwójną satysfakcję; że potrafisz być zdyscyplinowana i
                                psyche by trochę odpoczeło???...


                                W grudniu może nie ma co walczyć na tym polu wiele ale od stycznia?

                                Pomyśl nad tym
                                • grajfrut Re: wizyta 09.12.07, 22:20
                                  no nie do końca o to mi chodziło, że budowa ma mi przywrócić
                                  równowagę psychiczną tylko że nie chcę rezygnowac ze wszystkiego bo
                                  to na pewno mi nie pomoże. I też wiem że nikt mi nie powie -zrób
                                  tak albo tak, decyzja moja i ja poniosę konsekwencję.
                                  A w pracy forum nie śledzę, nie mam czasu, w pracy skupiam się na
                                  pracy i cieszę się że mam te 8 godzin kiedy mogę myśleć o czyms
                                  innym. W domu, forum, owszem, żeby trochę zabić pustkę.
                                  A zwykłe codzienne czynności - jakoś mnie bardziej dołują, chyba
                                  dla mnie za wcześnie.
                                  • waddan wizyta 09.12.07, 22:36
                                    to super, ze taka praca

                                    no i ta budowa mniej 'wydumana", niż myślałem

                                    przeraziłem się, że obrazowo sezon budowlany od marca się zaczyna..

                                    a tu do marca trzeba przeżyćsmile
                                    • grajfrut Re: wizyta 09.12.07, 22:43
                                      Poza tym wolę się zająć czymś nowym co skieruje moje myśli na inne
                                      tory, bo to co robiłam do tej pory dla nas, a teraz tylko dla
                                      siebie za bardzo przypomina o tym że wszystko inaczej, że nie tak
                                      jakbym chciała.
                                      • waddan Re: wizyta 09.12.07, 22:53
                                        i budowa domu ma być TWOIM ,a nie WASZYM przedsięwzięciem, tak?

                                        • grajfrut Re: wizyta 09.12.07, 23:24
                                          Moim, bo Nas juz nie ma to po pierwsze, a po drugie, czuje że
                                          później całe życie bym żałowała że tego nie zrobiłam. Po trzecie
                                          gdzieś mieszkać muszę. Na szczęście stopień zaawansowania jest na
                                          razie niemal zerowy (tylko przyłącza), więc mogę to nazwać MOIM
                                          przedsięwzięciem. Ale żeby nie było, to nie jest dla mnie łatwa
                                          decyzja, po szczegółowym przeanalizowaniu na chłodno (na ile sie
                                          dało) wszystkich za i przeciw wyszło za. To spróbuje. Kto nie
                                          ryzykuje ten nic nie ma... Zaryzykuje mimo ze się boję.
                                          • waddan Re: wizyta 09.12.07, 23:28
                                            moja codzienność mówi mi ze trzeba isc spac.
                                            • grajfrut Kolejny dzień 10.12.07, 05:24
                                              Kolejny dzień, spać nie mogłam, za wcześnie się zerwałam, i jakoś
                                              tak od rana nieco sklęsłam w sobie sad No nic, może jak popracuję
                                              to się zmęczę i świat wyda się nieco lepszy. Jade do pracy.
                                              • waddan Re: Kolejny dzień 10.12.07, 06:18
                                                No to powody do optymizmu są;
                                                1. Masz przyłącza....no...medialne
                                                2. jesteś zdolna....kredytowo

                                                świetna partia z Ciebie będzie.

                                                Hej!!!!!!!!!!!!
                                                • grajfrut Re: Kolejny dzień 10.12.07, 15:48
                                                  Świetna partia... no no, jeszcze nigdy nie myślałam o sobie w tej
                                                  kategorii smile I chyba wolę nie myśleć. Niech się ktoś skusi na mój
                                                  urok osobisty smile))))
                                                  • wojtekp67 Re: Kolejny dzień 10.12.07, 16:55
                                                    krótko:
                                                    super dziewczyna, samodzielna, przedsiębiorcza i uczuciowa.
                                                    facetowi odwaliło, zdarza sie niestety, panienka exa - bez godnosci
                                                    i, własciwie to oboje z empatia są na bakier.
                                                    no i... szwagier - super facet, brawo dla tego pana i całej rodzinki.
    • waddan partia 10.12.07, 16:50
      1. No...na razie jestes zaledwie partyjka..o duzych zdolnosciach...a do konca
      budowy jeszcze przeciez daleko, zeby na PARTIE awansowacsmile))

      2. Jeden juz byl co na Twoje uroki poszedlwink....Bo na co innego?...przeciez nawet
      partyjka nie bylas wtedywink))..To i kolejny sie znajdziewink))..Moze nie
      gorszysmile...tylko sie sensownie zresetowac i wrocic do rownowagi.
      • grajfrut Re: partia 10.12.07, 17:12
        Nie tak daleko jak by się mogło wydawać bo domek ma byc drewniany a
        taki przy dobrych wiatrach to w trzy miesiące i można mieszkać. Ja
        zakładam pół roku plus jakis poślizg, żeby sie nie rozczarować wink
        Wczorajsza złość postawiła mnie troche do pionu, luby nieco
        starcił, przestał być taki cudowny jak mi się wydawało. Jeszcze
        długa droga przede mną ale pierwszy krok za mną. Zawsze to troche
        bliżej.
        • waddan Re: partia 10.12.07, 17:43
          Co by go jeszcze obrzydzic::smile)))...to lepszej pory na 'dolowanie" Ciebie nie
          mogl wymyslec...teraz krotki dzien, a jak sie zacznie dluzszy robic, to Ciebie
          jeszcze Swieta kopna:::smile))))..ludzie sie powinni rozchodzic w marcu, najpozniej
          kwietniu....tak uwazam...

          • grajfrut Re: partia 10.12.07, 18:14
            Moim zdaniem styczeń albo luty, w kwietniu wiosna się zaczyna,
            ptaszki śpiewają, a człowiek sam, brrrrr, też niedobrze. Luty jest
            lepszy smile)))
            • waddan Re: partia 10.12.07, 18:23
              No....ale, takich co "brrrr" wiecej w kolo, na ulicach, w parkach...
              a tak...po domach, po sieciach TOTO pochowane siedzismile...i
              wzdycha...do...monitora...do ksiezyca...:::smile)))))
              • grajfrut Re: partia 10.12.07, 18:37
                Mi jakos łatwiej do monitora zagadać niż do kogoś w parku...
                Nieśmiała taka ze mnie jednostka... Poczucie samotności ciut
                mniejsze, jestem ja i monitor smile
                • waddan Re: partia 10.12.07, 18:50
                  No.....to przeciez nie o Tobie....Tys ponoc zakochana::smile)))....
                  troszke sie dziewcze przez noc wyprostowalo, i juz lypac na boki-przynajmniej
                  rozwazac zaczelo;;;wink))
                  Ja mowilem o takich co do wiosny nie moga sie doczekac, bo juz odkochani, i na
                  nowe czekaja

                  No dobra, posmialismy sie....pora wracac do codziennosci.
                  wejde do sieci wieczorem, moze "poglebisz troche dola" to bede choc troche
                  powazniejszy przed zasnieciem, bo cos za bardzo wyluzowana jestes i mi sie to
                  udziela

                  Hej!!!!!!!!!!!
                  • grajfrut Re: partia 10.12.07, 18:56
                    O nie, nie o to chodziło. Ja na razie miłości nie szukam, przez noc
                    nie zdążyłam się odkochać (niestety kocham nadal), ale miłe
                    towarzystwo zawsze mile widziane. Czy przy monitorze czy w parku.
                    Może wróci wiara w ludzi? A wtedy to i rozglądac sie zacznę
                    zapewne...
                  • grajfrut Re: partia 10.12.07, 22:12
                    > moze "poglebisz troche dola"

                    No i wykrakałeś, było całkiem nieźle, a tymczasem przeryczany
                    wieczór.
                    Czuję się strasznie samotna, brak mi rozmów, takich zwykłych, o
                    pierdołach, o tym co w pracy, co widziałam, co pomyślałam, takie
                    zwyczajne rozmowy o wszystkim i o niczym. Brak towarzystwa przy
                    oglądaniu filów, słuchaniu muzyki. Brak przyjaciela. Idealny nie
                    był, okłamał, zranił, ale jednego nie mogę mu zarzucić, był zawsze
                    przy mnie jak go potrzebowałam, i zawsze mogłam na niego liczyć. I
                    też dlatego boli bardziej, bo straciłam nie tylko miłośc ale i
                    przyjaciela. Strata przyjaciela chyba boli bardziej niz utrata
                    miłości.
                    • waddan Re: partia 10.12.07, 22:40
                      oj czuły punkt poruszylas, bo ta rana troszkę dłużej będzie sie
                      goiła.

                      jak popoludniu można Ciebie oswajać z mysla, ze można się
                      odkochaćsmile)..na wesoło...fajnie tak spłoszona
                      wyglądałaś::smile)))...jakby to Ty jego...nie On Ciebie zostawił.

                      no, ale przyjaciela to ty straciłaś....nie ja...rzeczywiście...
                      wielka, nie powetowana strata....tak na dzisiajszy wieczór to
                      niestety wygląda....

                      moja codziennosc mowi mi, ze trzeba isc spac...

                      jutro tez mozna fajny temat do rozmowy podjac::smile)))
                    • natasza39 Re: partia 10.12.07, 22:47
                      grajfrut napisała:
                      >straciłam nie tylko miłośc ale i
                      > przyjaciela. Strata przyjaciela chyba boli bardziej niz utrata
                      > miłości.

                      Prawdziwi przyjaciele są ze sobą szczerzy.
                      On nie był, a zatem nie był prawdziwym przyjacielem.
                      ---------------------------------------------------------------------
                      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                      głupcami.
                      • waddan Re: partia 10.12.07, 22:56
                        to chyba chodzi o taki sens codziennego pogadania, obecności...

                        A to co mówisz Natasza, "G" za wcześnie zeby uwierzyla
                        • natasza39 Re: partia 10.12.07, 22:58
                          waddan napisał:

                          > to chyba chodzi o taki sens codziennego pogadania, obecności...
                          >
                          > A to co mówisz Natasza, "G" za wcześnie zeby uwierzyla

                          Masz rację, może za wcześnie, ale niech dziewczyna ma świadomość, że kiedyś to
                          dostrzeże.

                          ---------------------------------------------------------------------
                          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                          głupcami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka