Dodaj do ulubionych

Kocham ja ... i ja...

09.12.07, 19:19
Tak sobie poczytalam kilka watkow, i zachodze w glowe jak to jest z
plcia brzydkai jej uczuciami.
Maz kocha zone, kocha ja baaaardzo, po czym znajduje sie w jego
otoczeniu (sama lub z pomoca) inna kobieta. I ja ten ów rowniez
kocha, rownie moooocno. Mozna kochac dwie kobiety na raz? Potem
(czesto gdy sprawa ujrzy swiatlo dzienne) okazuje sie, ze tej
pierwszej nie kochal juz jakis czas. Rok, dwa a w zasadzie tyle ile
zna ta druga.
Cisnie mi sie na usta brzydkie slowo, ale dobie daruje. W kazdym
razie ja tego nie rozumiem.
Obserwuj wątek
    • em120777 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 19:24
      Ja też nie rozumiem - słyszałam od mojego jeszcze męża - całkiem niedawno - że
      może się zdziwię, ale mnie ciągle kocha - wyprowadził się z domu 1 stycznia tego
      roku - nie pojmuję sad i nie chcę tych bzdur słuchać ... czasem myślę, ze tak
      gada, bo się przed sobą nie chce przyznać ...
      • grajfrut Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 19:29
        No mój Były też cały czas kochał bardzo bardzo, i życie chciał ze
        mna spędzić, i dom budować i w ogóle wszystko. Ale ta druga tez
        kochał, potem jak wszystko wyszło na jaw to mówił że kocha obie,
        jak wywaliłam za drzwi to mówi że na swój sposób kocha nadal. Ale
        skoro ja go wywaliłam a tamta przyjeła to widac ona kocha bardziej
        niz ja, a skoro tak, to on ja tez bardziej niż mnie. Ja to rozumiem
        w ten sposób - on nie wie co to znaczy kogos kochac. Zauroczenie,
        jakas tam ekscytacja tak, ale co to miłoćś to jeszcze dla niego
        obce słowo.
        • aron95 A kobiety !! 09.12.07, 19:45
          Te to dopiero nie potrafią sie zdecydować kogo kochają !
          • grajfrut Re: A kobiety !! 09.12.07, 19:50
            No ja kocham jedną osobę, szkoda że niewłaściwą...
          • a.niech.to Re: A kobiety !! 09.12.07, 19:51
            Nie uogólniaj bez uprzednich badań.
          • em120777 Re: A kobiety !! 09.12.07, 19:54
            hmmm a ja tak sobie myślę, że kobiety - mimo wrodzonego niezdecydowania - w
            sprawach zasadniczych są bardziej zdecydowane niż mężczyźni ... a z drugiej
            strony pewnie mówię o sobie, a nie o wszystkich kobietach wink
            • aron95 Re: A kobiety !! 09.12.07, 20:08
              em120777 napisała:

              a z drugiej
              > strony pewnie mówię o sobie, a nie o wszystkich kobietach wink

              Pewnie że tak . Kobiety potrafią bardziej się skrywać .
              • julka1800 Re: A kobiety !! 09.12.07, 21:58
                Aron, mnie trudno byloby stanac po drugiej stronie, czyli mezczyzny.
    • piotrosz25 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:11
      Miłość to trudna i niebezpieczna przypadłość. Jedni twierdzą, że to chemia inni,
      że sfera umysłu, jeszcze inni, że obie dziedziny. W większości jesteśmy na nią
      zupełnie nie odporni. Czasem przychodzi nagle i potrafi narobić poważnego
      bałaganu w życiu, czasem czekamy na nią i nic. Jest i tak, że ktoś ma już obiekt
      miłości, taki "stary", zaufany, dobrze poznany i nagle pojawia się obiekt nowy,
      kryjący tyle tajemnic i fascynacji... I co wtedy? Stary obiekt zostaje
      stłumiony, ale istnieje a nowy dominuje. Mogę tak życzliwie i krótko wytłumaczyć
      ten fenomen o którym pisze julka1800. Oczywiście jest to moralnie naganne i
      obydwa "obiekty" będą mocno niezadowolone gdy dowiedzą się o sobie, tylko że tak
      było, jest i będzie, bo taka jest nasza natura. I tylko uczciwość i samokontrola
      mogą sprawić, że ktoś (w poście julki1800 facet, ale obawiam się że bywa tak też
      z płcią przeciwną), zepnie się w sobie i tą drugą miłość wyprawi w niebyt.
      • nangaparbat3 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:18
        Właśnie o czyms takim pomyślalam - ze jedną osobę się kocha, w drugiej sie
        zadurzamy, jeśli pozwolimy sobie na wchodzenie w to drugie, to nowe, dochodzi do
        sytuacji jak opisana przez Julke.
        Być moze UTRUDNIA nam poradzenie sobie z tą sytuacja przesąd, ze skoro kochamy
        jedna osobę, to zadna inna juz nas nie zafascynuje, w zadnej innej sie nie
        zadurzymy. I kiedy "ta inna" sie pojawia, mowimy sobie: widocznie to co do tej
        pory bralam/brałem za miłość, nią nie jest. Zamiast zawalczyc o milość,
        negujemy ją, na rzecz świeżego zakochania. smutne, ale chyba całkiem pospolite.
        • grajfrut Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:26
          Smutne, ale prawdziwe. Choć ja, jak kocham to innych facetów nie
          widzę, tylko tego którego kocham. Dla mnie zawsze najwazniejsza
          była uczciwość i szczerość.
          • nangaparbat3 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:31
            No i dobrze, to właśnie uczciwość i szczerość, i troska o tego, kogo kochamy,
            kaze nam nie reagować na impuls - albo reagować "negatywnie".
            Jeśli one są silne, zareagujemy na tyle wcześnie, ze nic zlego sie nie wydarzy.
            • grajfrut Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:34
              Żeby tylko tak ta druga strona potrafiła reagować... Ale skoro tak
              łatwo przekreślił to wszystko co nas łączyło to znaczy że tak
              naprawdę nie kochał.... Smutne i przykre. Ale chyba da się z tym
              żyć.
              • nangaparbat3 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:45
                Nie wiesz, czy łatwo. Nie siedzisz w nim. Równie prawdopodobne, ze bywało mu
                bardzo cięzko. Po co przyjmować te boleśniejszą wersję?
            • julka1800 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 22:18
              To taki idealistyczny obrazek Nango, prawda? jestesmy szczerzy,
              uczciwi...tylko zycie mowi co innego, a raczej opowiesci na tym forum

              Ale tak zgadzam sie z Toba.
              • nangaparbat3 Julka 09.12.07, 23:48
                nie wiem, czy idealistyczny. Znam parę osób, które nigdy nie zdradziły, nie
                porzuciły, nie zawiodły. To sie zdarza.
    • natasza39 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 21:48

      Arabowie mogą mieć legalnie 4 żony. Zapewne wszystkie 4 kochają, a przynajmniej
      z czterema się kochają (no może nie na raz). A zatem to jak najbardziej jest
      możliwe. W naszym kręgu kulturowym co prawda niedopuszczalne, ale jak
      najbardziej możliwe.
      Podobno Arabowie nie cudzołożą. Widać zatem te 4 na raz to jest maks!

      -------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • julka1800 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 22:14
        ciekawostka z tymi Arabami.. a tym czterem wystarcza ten jeden???
        • natasza39 Re: Kocham ja ... i ja... 09.12.07, 22:27
          julka1800 napisała:

          > ciekawostka z tymi Arabami.. a tym czterem wystarcza ten jeden???

          Pomyśl sama, musimy tylko zmienić z deka mentalność.
          Facet ma środki, żeby wykarmić wszystkie zony oraz ich potomstwo.
          Obowiązkami dzielą się po równo, np jedna gotuje, druga zmywa, trzecia sprząta,
          czwarta zajmuje się dziećmi, czyli mniej są obłożone niż my Polki obowiązkami.
          Nie jedna, tylko cztery obrabiają oazę, a zatem tez mniej pracy.
          Jedną może bezkarnie bolec głowa, druga ma okres, trzecia PMS, a czwarta będzie
          miała ochotę na seks. Za kilka dni mogą się zmienić, a chłopina będzie wiecznie
          zadowolona i wysieksiona na maksa.
          W sumie to ja się nie dziwię tym Arabom, że na dziwki juz nie chodza.
          Skad oni maja brac na to siły?
          Urobić na cztery i obrobic cztery, to juz naprawdę mozna na nic nie miec ochoty.

          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
          • tricolour Się rozmarzyłaś... 09.12.07, 22:28
            • natasza39 Re: Się rozmarzyłaś... 09.12.07, 22:29

              Nie mów, że byś nie chciał...
              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
              głupcami.
              • julka1800 Re: Się rozmarzyłaś... 09.12.07, 22:32
                aaa poczekaj ja nie zrozumielam, tu chodzi wylaczenie o seks!
                A ja mialam na mysli jak tym czterem wystarcza ten jeden w sferze
                emocjonalnej. Ale rozumiem Arabowie nie wiedza czym to sie je
                • natasza39 Re: Się rozmarzyłaś... 09.12.07, 22:45

                  Nie zrozumiałaś nie o seks tylko chodzismile
                  A dzielenie się obowiązkami? A obrabianie oazy?
                  A emocjonalnie to one sie mogą zaspokoić chyba miedzy sobą.
                  W końcu nikt tak baby nie zrozumie jak inna baba.
                  Mówiłam Ci ze trzeba zmienić mentalność.

                  A tak na poważnie, to "kochanie wielu na raz" jest możliwe, tyle tylko, ze nie
                  mieści się w naszej sferze cywilizacyjnej i kulturowej.
                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
              • tricolour Nie wiem... 09.12.07, 22:32
                ... na razie bym nie chciał. Może to zależy od pieniędzy i gdyby było mnie stać
                na sześć i jeszcze by mi pogrzebać w głowie i z lekka zasady (wyuczone)
                pozmieniać, religię... to może bym chciał.

                Ma to zalety. Facet podzielony na kilka może mieć więcej swobody...
                • natasza39 Re: Nie wiem... 09.12.07, 22:34

                  Nie na 6 tylko na 4, ale ty jesteś zachłanny.
                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
          • nianiao Re: Kocham ja ... i ja... 10.12.07, 07:17
            E tam, Natasza, kompletnie się mylisz.
            Po pierwsze, każda żona ma mieć inny dom. To nie jest mormońska
            rodzina sprzed stu pięćdziesięciu lat, siedząca na jednej farmie.
            Po drugie, Arab zobowiązany jest dawać im po równo.
            Po trzecie a jakże, chodzą na dziwki intensywnie, choc skrycie i z
            większym ryzykiem.
            Po czwarte, więcej niż jedną żonę ma coś ze 3 procent populacji w
            zatoce perskiej.
            I tak oto piękna teoria się rypła.
          • vivalissa Re: Kocham ja ... i ja... 11.12.07, 23:17
            Kiedy się kobiety traktuje jak dziwki... Taki Arab jeden z drugim
            czy inny któremu jego kultura nie zabraniała wielożeństwa, miał tych
            bab wokól siebie kilka, ale tę jedną jedyną tzw. ulubioną żonę. O
            czym to świadczyc może?
    • tricolour Kocham. Co to znaczy? 09.12.07, 22:25
      Na czym zbudowana jest ta deklarowana miłość do żony? (bo na razie kochanke
      pomijam jako obiekt atrakcyjny, bo niezbadany - potem znudzi się jak żona).

      I kiedy już odpowiemy sobie na pytanie, co to za miłość jest, to widać czy mocna
      czy chwiejna...
      • julka1800 Re: Kocham. Co to znaczy? 09.12.07, 22:34
        Sek w tym, ze to co przed chwila bylo mocne, teraz moze okazac sie
        bardzo chwiejne i co wtedy? (oczywiscie w obliczu tejdrugiej)
        • grajfrut Re: Kocham. Co to znaczy? 09.12.07, 22:37
          A mi się wydaje że jeśli jest chwiejne to znaczy ze nigdy nie było
          dość mocne...
        • tricolour Nie za bardzo w to wierzę... 09.12.07, 22:38
          ... że cos mocne jest nagla słabe - podejrzewam, że było tylko pozornie mocne.

          Wiesz, mnie aż korci gdy mam coś do powiedzenia lubej i nie wytrzymam, bo nie
          znosze odkładanych spraw. Nie cierpię pamietać o rzeczach, które mogę załatwić
          natychmiast. Myślę (to tylko podejrzenie) że nie okłamywałbym, że ktoś mi sie
          podoba i to tak podoba, że ciągnie...
          • julka1800 Re: Nie za bardzo w to wierzę... 09.12.07, 22:40
            Otwieracie mi oczy, slowo dajesmile
    • alanka3 Re: Kocham ja ... i ja... 10.12.07, 12:49
      ja też skłaniam się ku twierdzeniu, ze skoro coś / ktoś -
      cokolwiek / ktokolwiek nowego / nowy jest w stanie zawładnąć naszymi
      emocjami na takim poziomie, ciężko zastanawiałbym się, czy to co
      łączy dotąd dwoje ludzi jest silne i czy jest to miłość.

      powiem tak. może to zbyt daleko idący idealizm, ale skoro byłam w
      stanie rozwieść się z exem, mało tego - mam się teraz lepiej niż
      kiedykolwiek - była to miłość? kiedykolwiek? a moze tylko do czasu?
      skoro do czasu...to do kiedy? prawdopodobnie tkwiłam z małżeństwie
      juz nie kochając (albo może nigdy nie kochając) myśląc że kocham...?

      jest to możliwe? chyba jest. Rodziców, rodzeństwo też się kocha.
      Ile w długoletnich związkach jest miłości damsko - męskiej a ile
      takiej hm... braterskiej?

      zastanawiam się, jak często żyjemy wiele lat w związkach
      przywiązani, kochający drugą osobę właśnie w taki braterski sposób,
      a nagły spadek "adrenalinki" czy raczej czegos co niewątpilwie w
      miłości damsko - męskiej istnieje, tłumaczymy wypaleniem,
      transformacją miłości i tym, że to inny etap...



    • sadaga Re: Kocham ja ... i ja... 10.12.07, 13:42
      uważam trochę inaczej. moim zdaniem miłość która na początku jest
      szalona, wiecie motylki itp. przechodzi z czasem w uczucie mniej
      szalone. ale ono jest. tylko ze trzeba dbać o nie nieustannie. i
      jeżeli jest się uczciwym to nie otwiera się na innych w kontaktach
      damsko-męskich, bo jeśli sie otworzymy nie jest trudno
      znów "zatrzepotać". tylko po co? nie warto. na pewno nie w ten
      sposób. zresztą motylki za jakiś czas opadną i co? powrót do
      zwykłego życia może być bolesny. i osoba któa fajna była na
      dochodzonego niekoniecznie bedzie fajna na stałe. zresztą sami
      pomyślcie - kto chciałby być w związku budowanym na nieuczciwości,
      egoiźmie? ja nie. za duże obiążenie. zresztą przecież jeśli ktoś na
      wstępie jest nieuczciwy zapewne będzie taki i później. tyle.
      • alanka3 Re: Kocham ja ... i ja... 10.12.07, 15:35
        moze ja mam deprechę wink jesienno - zimową, ale powiem tak:
        dłuuugie lata żyłam na tym padole w przeświadczeniu, że świat uczuć
        jest czarno - biały. Aż pewnego dnia zrozumiałam, że nie jest.
        Nigdy nie oszukiwałam w związkach, w takim sensie, o jakim tu
        piszemy. Moje małżeństwo nie rozpadło się przez osoby trzecie. Nic
        też nie wiadomo mi o tym, abym była w takim kontekście oszukiwana.

        Te przemyślenia są więc pozbawione tego typu subiektywizmu.
        • alanka3 Re: Kocham ja ... i ja... 10.12.07, 15:40
          ...a wracając do wątku Julkowego smile, uważam że KOCHAĆ, tak naprawdę
          kochać - można tylko jedną osobę.
          Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie zbyt często
          mylą prawdziwą jedyną miłość z innymi - dość podobnymi uczuciami -
          czasem z zauroczeniem, czasem z przywiązaniem i przyjaźnią.
          Czasem otwierają im się oczy, a czasem nie.

          Absolutnie nie twierdzę, że prawdziwa miłość musi być nierozerwalnie
          związana z "motylkami", ponoć organizm ludzki nie jest w stanie
          fizycznie non stop produkować "motylków" wink
          może to i lepiej, wyobrażam sobie, co by było, gdybym całe życie
          chodziła jak na "amfie" wink
      • grajfrut Re: Kocham ja ... i ja... 10.12.07, 15:54
        Zgadzam się w 100 %. Jakbyś mi z ust te słowa wyjęła.
        • sylwiamich Re: Kocham ja ... i ja... 11.12.07, 08:33
          będąc ostatnio na weselu miałam przyjemność słuchać mszy prowadzonej
          przez selezjanów.Ładnie opowiadał ksiądz o zdradzie.To jak
          wpuszczenie kogoś obcego do domu, do łoża małżeńskiego.Nie
          chciałabym aby ktoś mnie tak kochał...jeśli to miłość.
    • bet66 Porazająca oczywista oczywistość 11.12.07, 08:44
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30835&w=71515560&a=73153129
      • sylwiamich Re: Porazająca oczywista oczywistość 11.12.07, 09:02
        Nie rozumiem.Nie, nie tak...rozumiem.Sprowadzanie swojego męża do
        takiego poziomu jest bezpieczne dla podtrzymywania fikcji
        małżeństwa.Gdyby mężczyżni tacy rzeczywiście byli....na samą myśl
        dotknięcia się do nich puściłabym pawia.Bet...daj mi jeszcze przez
        parę lat cieszyć się seksemwink)
        • bet66 Re: Porazająca oczywista oczywistość 11.12.07, 09:09
          czego nie rozumiesz?
          nie przyjmujesz do wiadomości faktu, ze istnieją takie beznadziejne
          głupie babiszony, jak autorka cytowanego postu ?
          • sylwiamich Re: Porazająca oczywista oczywistość 11.12.07, 09:16
            Przyjmuję...znam takiesmile))I rozumiem...no, może staram sięsmile))
            • aron95 Re: Porazająca oczywista oczywistość 12.12.07, 10:26
              Jak się daje dupy ,temu komu sie nie powinno to trzeba to jakoś wytłumaczyć .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka