słowa które zamieściłam w temacie wypowiedział mój jeszcze mąż...
konkrety: z mężem ślub wzięłam będąc w ciąży, nie byłam do niego
przekonana ale w małym miasteczku, z małomiasteczkową naiwnością
doszłam do aniosku że tak trzeba

głupia byłam co niemiara, wiem to doskonale. Nie układało nam się od
początku, codzienne kłótnie. awantury, sex raz na pół roku (mąż tak
mnie karał), wszystko się toczyło dla tzw. "dobra dziecka". Na
szczęście w końcu poszłam po rozum do głowy, doszłam do wniosku że
moje szczęście a przede wszystkim spokój którego tak mi brakowało
jest też ważny... odeszłam 3 miesiące temu. Przez pierwsze 3
tygodnie mąż się nawet nie odezwał bo liczył że wróce jak zawsze.
Niestety bardzo się pomylił

Nie wrociłam i nie mam juz zamiaru.
Były rozmowy. Jedna, druga, trzecia... do męża nie dochodzi że nie
chce z nim być, chyba jest w szoku. Wczoraj jednak juz dobitnie mu
powiedziałam żeby mnie nie denerwował podejściem "jesteście na
wakacjach poza domem, musicie wrocić". Chcę rozwodu i tu problem.
Szanowny Pan małzonek nie wyraza zgody bo uwaga tu hit "chce ratowac
małżeństwo" Dlaczego hit? ano ja probowałam too zrobic przez ponad 3
lata...ale jak to mówią jedna osoba związku nie pociągnie. Poki mi
zalezało mąz miał mnie w doopie, teraz mówi ze jestem winna rozpadu
a on sam nie pamieta bym mu mówiła ze jest źle

No i oczywiscie nie
da mi rozwodu. Czy faktycznie mogę miec problemy z uzyskaniem rozodu
(mamy małe dziecko 3,5letnie)? Czy sąd moze trzymac na siłę
małzeństwo mimo wiedzy ze dwoje ludzi nic juz nie łązy, nie
mieszkają razem itp? Ojjj czuje ze srogo zapłace za naiwność
młodzięczą i głupote mowiąc wprost

pozdrawiam kaska