z.odzysku
31.01.08, 23:38
W wątku obok jest dyskusja o użyciu korespondencji męża, jako dowodu
przeciwko niemu i ewentualnych konsekwencjach wejścia w posiadanie
takiej korespondencji.
Mnie natomiast ciekawi Wasza opinia na temat przekazywania
korespondencji byłemu małżonkowi w sytuacji, kiedy ten już nie
mieszka we wspólnym mieszkaniu.
Sytuacja w moim przypadku wygląda tak, że ex decyduje samodzielnie
którą korespondencję mi przekazać, a którą nie. Decyduje również o
tym czy w ogóle powiedzieć, że przyszły jakakolwiek listy do mnie.
Kiedy odprowadzam córki do ich domu pytam się ex, czy jest do mnie
jakas korespondencja. Zazwyczaj słyszę, że nie. Teraz już wiem z
całą pewnością, że kilka listów, które przyszły na moje nazwisko i
dawny adres po prostu otworzyła i nie przyznała się, że w ogóle
przyszły. Wiem to stąd, że komunikowałem się z instytucjami, które
prowadzą ze mną korespondencję.
Starałem się pozmieniać adresy do korespondencji wszędzie, gdzie
pamiętałem, ale zdarzają się sytuacje, że albo o jakiejś
zapomniałem, albo z jakichś przyczyn instytucja nie zmieniła adresu
pomimo mojego zgłoszenia. Poczta, gdzie ustawiłem przekierowanie
korespondencji na nowy adres, nie chce świadczyć takiej usługi
dłużej niż pół roku. Podejrzewam, że jakiś czas jeszcze mogą
przychodzić do mnie listy na stary adres.
Jak wyegzekwować od ex przekazywanie korespondencji? (prośby
bezpośrednie i mailowe nie skutkują).
Jak postępować w takiej sytuacji? Czy to co robi moja ex jest
karalne?
Jak Wy postępujecie z korespondencją przychodzacą do ex, który już z
Wami nie mieszka? Przekazujecie w 100% i nienaruszoną?