plujeczka
11.02.08, 15:32
Moi drodzy, nie tak dawno opisywałam na forum historię znajomej
lekarki ogromnie rozpaczającej po rozwodzie za mężem który opuścił
ją dla młodszej.Sądziłam naiwnie ,że sprawa znalazła swój
szczęśliwy epilog, że czas w jakimś stopniu zagoił ranę i stanęła
na nogi.Wczorajwysłałam jej sms, NIE ODPOWIEDZIAŁA , zaniepokoiło
mnie , dzisiaj postanowiłam do niej zadzwonić.Usłyszałam jej głos,
to było straszne, znów jest w strasznej depresji, sama
przyznała ,ze nikt nie jest wstanie jej pomóc, znajomi też nie dają
rady( ona jest sama, bezdzietna, rodzice nie zyją), przyznała
się ,że ledwo co dojeżdża do pracy, ściska kurczowo kierownicę aby
nie spowodować wypadku, była u kilku lekarzy psychiatrów nie mogą
jej pomóc, leki nie działają, płacze, wciaż powtarza ,ze jest nikomu
niepotrzebna, jej były mąż adoptował małe 2 letnie dziecko,
dziewczynkę , jest widywany z dzieckiem , szczęśliwy znajomi jej o
tym donoszą( cholera po co?, wiedząc w jakim jest stanie wiem ,że to
choroba, Boże czy mozna jej pomóc? w jaki sposób? skoro lekarze
niewiele potrafią jej zaoferować i bezradnie rozkładaja ręce czy
ktoś z Was zna taki beznadziejny przypadek, który skończył się w
miarę pozytywnie, co mam zrobic? kurne czuje się bezsilna, umówiłam
sie na środę ale czy wpusci mnie do mieszkania?mówi ,ze boi sie w
nim sama byc , wciąż powtarza ,ze nikt jej nie chce, nikt jej nie
kocha--straszne słowa , nie da się tego słuchać tak spokojnie.