Dodaj do ulubionych

Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłej!

17.02.08, 19:34
Moja sprawa rozwodowa chyba nigdy się nie skończy. I co najgorsze -
moja była (choć oficjalnie jeszcze - aktualna) - chociaż wiadomo, że
zainteresowana w przeciąganiu jak najdłużej tylko ze względów
finansowych (im dłużej to trwa, tym dłużej nie będzie sprawy o
podział majątku i tym dłużej może mieszkać w także moim przecież
domu - historii nie powtarzam, bo juź o niej tu pisałem) - mnoży
świadków, opóżnia jak może, choć doskonale wiem, że to po prostu
forma odgrywania się, no i wyraz czystej chciwości.
Tymczasem ja:
- wejść do domu po swoje rzeczy, choćby i własne dokumenty potrzebne
dla skutecznego załatwiania nowej pracy nie mogę
- tułam się po kątach roźnych
- kiedy wchodzę na salę rozpraw - aż mnie coś boli w środku i spać
nie mogę juź na tydzień przed
- i choć niebawem rok minie od wymuszonej przez nią mojej
wyprowadzki (o historii zaszczuwania już pisałem)- nijak nie widzę
możliwości zakończenia wreszcie tego horroru. Nawe sprawę o
rozdzielność, którą wniosłem, odwleka jak może. No i bezustannie
kłamie. Bleeee!
W międzyczasie:
- skutecznie odparłem jej sfałszowane doniesienia o maltretowanu
(mało inteligentnie poustawiała krewnych, których zameldowała w moim
domu wbrew mej woli i "zeznania się nie zgadzały" - jak rozbrajająco
szczerze wyznała przed sądem)
- wykryłem, że podbiera mi pieniądze za sprzedaż osobistych
pamiątek, fałszując mój podpis (jak twierdzi przed sądem - "ona
stawia tu taki zawijasek - bleeee!)
- no i oczywiście zadłuża się na potęgę, licząc, że będzie na mnie
(no ale ja nowej pracy jeszcze nie mam, a starą straciłem, bo
wpadłem przez kryzys w taki dół psychiczny i deprechę, że
najzwyczajniej nie dało się utrzymać).
I co ja mam robić?
Ona bazuje na moim spokoju, dobrym wychowaniu, tym, że nie
nałomoczę, nie opatyczę zdrowo. Po prostu wspomagam się dobrym
prawnikiem i jadę na prochach.
Ludzie, co ja mam robić, żeby poszła w choleres i dała mi ten
rozwód!? Przecież baby nie uduszę!
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 baba babą 17.02.08, 20:08
      w końcu sie jej pozbędziesz. Na Twoim miejscu zrobiłabym wszystko, żeby mieć
      jakąś robotę - bo zwariujesz.
      • rybak Re: baba babą 17.02.08, 20:19
        Wiesz, mam taki zawódsmile, że dochody jakieś nieustannie notuję,
        widoki też na dłużej są, ale te papiery są mi po prostu potrzebne,
        żeby podopinać wszystko na tip-top.
        Poza tym ja bez pracy nie mogę, więc pierwsze co zrobiłem, to
        znalazłem sobie zajęcie, i to absorbujące czasowo.
        O to, że dam sobie radę, też się nie boję, bo skoro ciągnąłem to
        całe towarzycho na grzbiecie tyle lat... nie obawiam się
        przyszłości.
        Tylko już diabli mnie biorą - pasożytowała na mnie prawie dwie
        dekady, zmieniła mi życie w piekło, zabrała mi to, co dla mnie
        (niematerialnego) najcenniejsze, okłamała, a teraz- kiedy się
        skończyło - jeszcze odwleka, jeszcze mąci, jeszcze by tak trochę
        choć pożyła cudzym kosztem. A niedoczekanie!
        Ech, kiedyś było jednak łatwiej. smile)) Grzybki jakieś i po
        kłopociesmile))))
        • nangaparbat3 Re: baba babą 17.02.08, 20:29
          Grzybki? To zdaje mi się jakaś baba zadała mezowi (Agryppina? Messalina? jakos
          tak jej było).
          To moze lepiej uważaj jak nagle zmieni front i zaprosi Cie na kolacje przy
          swiecach wink
          • anja_pl Re: baba babą 18.02.08, 14:16
            Agrypina młodsza Klaudiusa grzybkami, ale nie ona jedyna tę droge
            stosowała wink
        • phokara Re: baba babą 17.02.08, 20:32
          No ale sam sobie tą kobietę wybrałeś... to wiesz - opłata niestety
          za całokształt. Śmiem jeszcze bezczelnie wysnuć teorię, że w jakiś
          sposób tego 'upiora' wychodowałeś i ukształtowałeś na tej
          przestrzeni czasu, którą dzieliliście razem. To zawsze jest system
          naczyń połączonych.
          Tak czy inaczej zbawienną wydaje się świadomość, że już bliżej niż
          dalej - i tego warto się trzymać. Mógłbyś jeszcze wykazać się twardą
          postawą 'hiroł' i konkretnie z niewiastą pogadać, z waleniem pięścią
          w stół włącznie. Tylko to się niestety wiąże z ryzykiem, że jak
          ujrzy w Tobie nagle rycerza niezłomnego, to Ci zawiśnie na szyi i
          nie puści do końca życia. Wtedy to dopiero będzie kłopot. Żadne
          grzybki nie pomogą.
          • nangaparbat3 święte słowa, Pho 17.02.08, 20:50
            w jakiś
            sposób tego 'upiora' wyhodowałeś i ukształtowałeś na tej
            przestrzeni czasu, którą dzieliliście razem

            I to są świete słowa, i dotyczą nas wszystkich, oczywiscie.
          • tricolour Teoria dobra, ale... 17.02.08, 21:00
            ... zależy do czego.

            Jeśli ma wywołać refleksję nad własną winą, to zgadzam się. Jeśli ma powodować
            podział odpowiedzialności za zachowanie drugiej strony, to się nie zgadzam.

            Podejrzewam, że niewiele osób zatrzyma się na własnej winie, bo strona winna
            nikczemnych zachowań ulegnie pokusie i powie "widziały gały, co brały"...
          • a.niech.to Re: baba babą 18.02.08, 09:42
            phokara napisała:

            > No ale sam sobie tą kobietę wybrałeś... to wiesz - opłata niestety
            > za całokształt.
            Polecam wszystkim zawiedzionym wielkimi literami wypisać sobie na
            ścianie.
            Skądinąd nie jest prawdą, że widziały gały... To też pomaga.
        • a.niech.to Re: baba babą 18.02.08, 09:38
          rybak napisał:

          > skończyło - jeszcze odwleka, jeszcze mąci, jeszcze by tak trochę
          > choć pożyła cudzym kosztem. A niedoczekanie!
          ...więc przysiądź na zadku.
    • tricolour Bracie, przesadzasz... 17.02.08, 20:43
      ... do własnego domu to ja wchodze jak chcę. Jak będę chciał, to otworzę drzwi
      kopem i nikomu nic do tego, bo moje. Gdy ktoś się napatoczy, to drzwiami w łeb
      dostanie - nauczy się nie zbliżać do moich latających drzwi.

      Skoro dajesz sobą pomiatać, to ze wszelkimi tego konsekwencjami... baba robi, co
      chce, a Ty nic. Do tego stopnia nic, że kradzież nazywasz "podbieraniem". Bleeeee.
      • rybak Re: Bracie, przesadzasz... 17.02.08, 20:49
        Nazywam kradzieżą. Ma za to sprawę prokuratorską. Nie odpuszczam.
        Ale widzisz, ja nie zamierzam wyważać własnych drzwi. Ja je
        elegancko otworzę. Gdy będzie tam wchodził komornik. I wywalał babę
        przed licytacją.
        Bo widzisz, tylko ten ma nad czymś władzę, kto potrafi to coś
        poswięcić walcząc o to, co ważne(niektórzy mówią - zniszczyć). A
        mnie juź na tym domu nie zależy. W przeciwieństwie do niej. ja chcę
        załatwić sprawę rozwodu. Najpierw. Za dom i majątek wezmę się w
        drugiej kolejności.
        • tricolour No to się zdecyduj... 17.02.08, 20:55
          ... bo ten powyższy post to zupełnie inna jakośc od pierwszego: płaczliwego i
          dziecinnego.

          Popieram cierpliwość, prawdomównośc i konsekwencję.
          • rybak Re: No to się zdecyduj... 17.02.08, 21:07
            Ani dziecinnego, ani płaczliwego. Co z tego, że wiem, jak to się
            skończy? Przecież mogłoby to wyglądać inaczej. Wiem, wiem, jak
            wybrałem sobie osobę inteligentną inaczej, uczciwą inaczej i
            prawdomówną inaczej, to teraz mam.
            Tylko widzisz, masz rację - to żadne wytumaczenie dla draństwa drugiej
            strony. Bo gdybyśmy się na nie zgadzali, zgadzalibyćmy się też na
            tezę, że za bezinteresowność, dobroć, uczciwość i miłość naleźy się
            wyłącznie kara.
            • tricolour Może źle odebrałem Twój pierwszy post... 17.02.08, 21:12
              ... zresztą mniejsza o to - to nie ma żadnego znaczenia dla sprawy.

              Co do słów "Przecież mogłoby to wyglądać inaczej" - to ciekawe czego chcesz.
              Mogłeś mieć kochającą żonę i zdychać na raka - podoba się? Mogłeś mieć żonę
              zdychającą na raka i być w niej zakochany - podoba Ci się?

              Możesz być zdrowy i jeszcze mieć kochającą zonę, ale najpierw musisz dokończyć
              babranie się - podoba się? Musi, bo bez babrania się nie da...

              smile)
            • lapina Re: No to się zdecyduj... 17.02.08, 21:21
              witaj, miło ze jesteś znów na forum smile aczkolwiek przykro, ze
              wiadomości nie najlepsze od Ciebie sad Przychylam sie do zdania,
              żebys konsekwetnie i spokojnie robil swoje i zajął się czymś innym,
              hobby, spotkania z ludzmi etc...znam te uczcia z autopsji, próbuje
              zająć się czymś innym.., i wciąz zadaje sobie to pytanie:po co i
              dlaczego? Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z bezsensowności
              stawianych pytań...i ciągle gdzieś na dnie mojej duszy leży maleńka
              wiara w miłośc, bezinteresownośc i dobro...powodzenia! pozdrawiam
              serdecznie
              • a.niech.to Re: No to się zdecyduj... 18.02.08, 12:22
                lapina napisał(a):

                >...i ciągle gdzieś na dnie mojej duszy leży maleńka
                > wiara w miłośc, bezinteresownośc i dobro...
                Jestem z Tobą. Tym cenniejsze to dobra, że nie pospolite. No...,aby
                nie popaść w euforię. Przeciwko której też zresztą nic nie mam.big_grin
          • rybak Re: No to się zdecyduj... 17.02.08, 21:16
            I czy wiesz, co to jest świadome samoograniczanie się? To jest coś
            takiego, co się robi, żeby nie stać się dziwnie podobnym do tego,
            kto nas krzywdzi. doskonale wiem, jak mógłbym zmienić jej życie w
            piekło. świetnie wiem, co mógłbym zrobić, żeby wyła co dzień widząc,
            jak się jej wszystko rozsypuje w pył. Świetnie wiem, że jestem
            zdolny do tego, by kilku prostymi posunięciami zmienić jej kaźdy
            dzień w strach, przeraźenie , rozpacz. ALE NIE CHCĘ TEGO ROBIĆ! Bo
            chcę uratować coś ważniejszego. O ile rozumiesz, co mam na myśli.
            I jeźeli tu piszę, to dlatego, że w jakimś stopniu pozwala mi to nie
            ulec nienawiści.
            • tricolour Rozumiem, co masz na myśli... 17.02.08, 21:21
              ... ale bardziej wyczuwam w Twoim poście bezpodstawne poczucie siły...

              "doskonale wiem, jak mógłbym zmienić jej życie w piekło. świetnie wiem, co
              mógłbym zrobić, żeby wyła co dzień widząc, jak się jej wszystko rozsypuje w pył.
              Świetnie wiem, że jestem zdolny do tego, by kilku prostymi posunięciami zmienić
              jej kaźdy dzień w strach, przeraźenie , rozpacz" - jak w grze DOOM.
              • rybak Re: Rozumiem, co masz na myśli... 17.02.08, 21:29
                Nie. Ja nigdy nie grożę. To jak z bronią - wyciąga się ją tylko po to,
                żeby zabić. Albo w ogóle.
                A ja wiem, że jeśli zrobię jej to, co mógłbym, to po prostu najpierw
                sam zniszczę to, co chcę z tej katastrofy zachować - samego siebie.
                Rozumiesz?
                A ja chcę być jeszcze w przyszłości dla kogoś... sobą.
                Mądrzejszym, ale... sobą.
                • phokara Re: Rozumiem, co masz na myśli... 17.02.08, 21:44
                  > A ja wiem, że jeśli zrobię jej to, co mógłbym, to po prostu
                  >najpierw sam zniszczę to, co chcę z tej katastrofy zachować -
                  >samego siebie.

                  Dokładnie tak.

                  > A ja chcę być jeszcze w przyszłości dla kogoś... sobą.
                  > Mądrzejszym, ale... sobą.

                  Bardzo sensowna postawa.
                  Nie po to się w końcu człowiek rozwodzi, żeby sobie zrobić ruinę do
                  końca życia, ale właśnie po to, żeby na zgliszczach zbudować coś
                  prawdziwego. Inaczej to nie ma w ogóle sensu.
                • sadaga Re: Rozumiem, co masz na myśli... 17.02.08, 21:47
                  rybak tego się trzymaj...masz rację...już jesteś wygrany...jako
                  człowiek. pozdrawiam
                • a.niech.to Re: Rozumiem, co masz na myśli... 18.02.08, 12:26
                  rybak napisał:

                  > jeśli zrobię jej to, co mógłbym, to po prostu najpierw
                  > sam zniszczę to, co chcę z tej katastrofy zachować - samego
                  siebie.
                  >...
                  > A ja chcę być jeszcze w przyszłości dla kogoś... sobą.
                  > Mądrzejszym, ale... sobą.
                  Dla SIEBIE, bo tak jesteś skonstruowany przy swoim znacznym
                  udziale.smile
            • a.niech.to Re: No to się zdecyduj... 18.02.08, 12:23
              Łebski z Ciebie facet.smile
        • aron95 rybak -Wiesz co robić 18.02.08, 12:44
          ułożony jesteś , postępujesz z rozmysłem , masz przewagę nad babą
          Jak się starasz to układa się po Twojej myśli . Pomóc Ci nie potrafimy
          bo nie jesteś zagubiony , sytuację kontrolujesz .
          To po cholerę bierzesz te prochy ?
          Czemu sypiać nie potrafisz skąd ten stres ?
          • a.niech.to Re: rybak -Wiesz co robić 18.02.08, 13:38
            aron95 napisał:

            > To po cholerę bierzesz te prochy ?
            > Czemu sypiać nie potrafisz skąd ten stres ?
            Ciało często reaguje na swój własny sposób. Pożyjesz, zrozumiesz,
            choć wolałabym, żeby życie oszczędziło Ci takiego poznania.
            • aron95 Re: rybak -Wiesz co robić 18.02.08, 16:12
              a.niech.to napisała:


              > Ciało często reaguje na swój własny sposób. Pożyjesz, zrozumiesz,
              > choć wolałabym, żeby życie oszczędziło Ci takiego poznania.

              Sam też bym wolał . Pobożne życzenia

              >
              >
    • hiobowyrozum Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 17.02.08, 21:12
      je sli piszesz prawdę, to masz prawo .... udusić, zakopać, spzredać
      do Arabii !
    • sadaga Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 17.02.08, 21:13
      cóż prawdą jest że niektórzy lubią takie klimaty. nie wiem co z tego
      mają (oprócz wątpliwej satysfakcji) ale fakt jest faktem...
      współczuję szczerze, bo to negatywnie wpływa na Ciebie i Twoje
      samopoczucie. wiele zrobić nie możesz. oprócz jednego. nie daj się
      stłamsić. no i fakt - pewnie wykorzystuje Twoją osobowość, wie ze
      nie pojedziesz po bandzie.
      • adela38 Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 07:33
        Uwazam, ze pasozytow nie powinno sie zywic , a osoby pokroju twojej pani nie
        powinny byc nagradzane za swoje postepowanie.Wierz mi, ze bedziesz sie naprawde
        dobrze czul ze swiadomoscia, ze spotkalo ja to na co zasluzyla, a ty nie dales
        sie wydoic...
        • i33 Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 09:25
          witaj Rybak!
          cholernie mi przykro i wstyd za ta...kobietę..!
          ale tu nie ma co biadolić--trzeba coś zrobić bo naprawde wykończy
          cie na całej linii..
          do prochów nie mam zaufania--to uważam deska ratunkowa dobra na
          krótka mete...Jestes wspaniałym facetem [przyjmuje że nie łżesz]---o
          takim marzą normalne, ciepłe, uczciwe[może i nawet gorące!] kobiety1
          i to jest prawda a nie pocieszanie...
          czasem gó... przyciąga g..., ale bywa
          że totalna kultura i poziom przyciaga coś co można nazwać---"w razie
          buntu wywraca sie do góry nogami"i z powabnego człeka--wywłoką sie
          staje..
          przepraszam za słowa dosadne...
          nie Tobie miłe bagno---to nie właż---ale do jasnej --masz prawio sie
          nie dać utopić--to twoje człowiecze prawo
          użyj konkretnych metod--wejdz do domu z policja---skoro jesteś
          niebezpieczny, ale i nawet wtedy masz prawo wziążc swoje rzeczy---i
          kombinuj przy okazji--na głos mów przy nich co zrobiła --że ci coś
          zginęło itp--niech piszą..
          terapia i zaświaqdczenia stamtąd--może nawet oddział depresji w szp.
          [koleżanka spatkała na tym właśnie oddziale swoją połówke--obydwoje
          po przejściach]--jeśli nie ..
          praca--koniecznie cokolwiek--uruchom i ty wszystkie znajomości...na
          pewno to potrafisz--jestes nituzinkowym facetem!!!!!!!!!!
          zabezpiecz sie prawnie żeby chociaż długi nie spadły na
          ciebie...nawet jeśli stracisz cały dobytek---myśl o sobie1! ratuj
          siebie--zanocuj w CIK-u choć troche i bierz papier na to albo niech
          policja notuje -rób to samo co ona ale metodami,które każdemu są
          dostępne..
          są org. przeciw przemocy zgłoś sie tam też---nie patrz na to że
          facet--to głupio--ratuj siebie!
          a co wogóle twój prawnik na to--on ci wogóle coś pomaga?
          • i33 Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 09:33
            nie bądz wredny i nie odbieraj szansy na szczęście tej, która na
            Ciebie tylko na Ciebie czeka...

            "człowiek potyka sie o kretowiska nie o góry"-Konfucjusz
            • a.niech.to Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 12:37
              Ale Cię wzięło...wink
          • a.niech.to Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 12:36
            i33 napisała:

            > do prochów nie mam zaufania--to uważam deska ratunkowa dobra na
            > krótka mete...
            Bo i taka jej funkcja.
            > Jestes wspaniałym facetem [przyjmuje że nie łżesz]---o
            > takim marzą normalne, ciepłe, uczciwe[może i nawet gorące!]
            kobiety1
            > i to jest prawda a nie pocieszanie...
            Jesteś CHADowcem?
            > czasem gó... przyciąga g...,
            Wiadomo; spasowanie.
            > jestes nituzinkowym facetem!!!!!!!!!!
            Zapewne.
      • a.niech.to Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 12:31
        Bogatemu diabeł dzieci kołysze. Radio rozpowszechnia wieść, że to
        co najcenniejsze, dostaje się za darmo. Kurna, co oni reklamują???
    • a.niech.to Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 09:36
      Co to zmieni, jeśli jej wygarniesz? Skanalizujesz swoją złość i
      tyle, a może jeszcze ją podgrzejesz do dalszych niecywilizowanych
      działań.
    • scriptus Re: Już nie mogę. Mam ochotę zdrowo wygarnąć byłe 18.02.08, 12:44
      Nie dawaj sie podpuszczać, wyprowadzać z równowagi. Nie musisz jej
      wygarniać, co o niej myślisz, ona to doskonale wie. Jeśli byliście z
      sobą 20 lat, to ona zna Ciebie, jak nikt inny na świecie i doskonale
      zna sposób Twojego rozumowania, doskonale wie, co Ciebie wyprowadza
      z równowagi i będąc Twoim wrogiem zawsze to właśnie będzie próbować
      zrobić.

      W świecie stworzeń żywych obowiązuje zasada minimalizacji energii,
      wydatkowanej na przeżycie i zdobycie pożywienia. Bezsilny wybuch
      złości, który na dodatek nie przyniesie żadnych pozytywnych
      rezultatów dla Ciebie, jest zbytecznym tej energii marnowaniem.
      Chyba nie masz lepszego wyjścia, niż optymalnie ustawiać swoje
      posunięcia taktyczne i czekać, niz bezskutecznie zaatakować.

      Dlatego, chociaz jestem normalnie człowiekiem czynu, w sprawie z
      moją żoną jestem na stendbaju.... czekam na jakikolwiek istotny ruch
      nie reagując na mało istotne zaczepki.

      Dzięki za radę Zdziwionej, zajrzę do sądu zobaczyć, co się tam
      przeciw mnie procesuje, to jest niesprzeczne z opisaną wyżej
      taktyką.
      • nangaparbat3 Scri 18.02.08, 12:57
        Często hamowanie wybuchu zabiera o wiele wiecej energii niz wybuch.
        • aron95 Re: Scri 18.02.08, 13:04
          Brak wybuchu powoduje akumulowanie go , co na zdrowiu się odbija
          • a.niech.to Re: Scri 18.02.08, 13:39
            A widzisz...stąd prochy i bezsenność, żeby tylko na tym się kończyło.
        • a.niech.to Re: Scri 18.02.08, 13:34
          Między wybuchem a zaniechaniem leżą inne formy komunikacji, choć w
          opisanym przypadku trudno mówić o jakiej kolwiek z jej
          cywilizowanych postaci.sad((
      • tricolour Mowa trawa, przyjacielu... 18.02.08, 13:18
        ... bo nie jesteś na żadnym standbaju tylko wyczekujesz pozwu rozwodowego i
        marnujesz energię na niepewność - to uczucie marnuje kolosalne ilości energii.

        Nie wiem czy jesteś człowiekiem czynu, ciekawe czy sam masz podstawy tak sądzić,
        ale będziesz miał okazję się o tym przekonać podczas rozwodu. Na razie wynika,
        że raczej Twoja żona czyni co chce... i albo pozew złozyła albo nie. Ty czekasz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka