Dodaj do ulubionych

Do php i nangi i bolutie

01.03.08, 21:29
pho i nanga nie wiem ile wy jestesciw po rostaniu z waszymi eks,ale
wiem ze bolutie teraz cierpi .I nie chodzi zeby Ja teraz glaskac po
glowce,ale pomoc jej sie podniesc.Ona teraz lezy na dechach z
ogromnym poczuciem winy w wy jej to poczucie wzmacniacie.I jeszcze
wyjezdzacie a autonomia jednostki i z rozpadem spoleczenstw PARANOJA
Obserwuj wątek
    • phokara Re: Do php i nangi i bolutie 01.03.08, 21:53
      Dlaczego wypowiadasz się za kogoś?
      To nie jest zarzut - choć ja akurat nie lubię analizy uczuc osoby
      trzeciej, bez Jej udziału; jest to dla mnie dopiero paranoja.

      Są różna sposoby podnoszenia kogoś, kto cierpi. Jeśli o mnie chodzi
      nie uważam, że działa położenie się obok niego w rowie i wylewania
      łez zrozumienia. Na mnie to w ogóle nie działało. To znaczy działało
      ale ŹLE. Bardzo źle. (Pomijając doraźną ulgę, że mogłam się komuś
      wychlipać w mankiet. Nandze dalej zresztą się wychlipuje - i pomagasmile

      W jednym masz rację - my z Nangą, no może nie będę sama sobie
      przeczyć i wypowiem się jednak za siebie; więc JA jestem tak
      jakby 'zresocjalizowana' - co nie znaczy mam nadzieję nieczuła. Ale
      być może (kwestia przeczulenia odbiorcy jeszcze dochodzi). Natomiast
      mam wrażenie (również z tego forum - bo mnie też stawiało na nogi),
      że dużo bardziej efektywna jest pomoc osobom w rozsypce udzielana
      przez osoby zdystansowane do tematu. Bo z faktu, że siądą obok
      siebie i zjednoczą w nieszczęściu osoby chore na grype, to jeszcze
      nikt nie wyzdrowiał. Serio. I nie bierz tego personalnie, bo nie o
      to chodzi. To jest otwarte forum i bardzo ważna jest ilość postaw.
      Różnych. Nie wiesz, która jak zadziała na kogo.

      Moje posty nie miały w nikim wzbudzić poczucia winy, bo ja w ogóle
      jestem przeciwniczką tego idiotycznego uczucia i uważam, że z tego
      same nieszczęścia powstaja i nic więcej. Pisałam zupełnie o czymś
      innym, ale nie mogę brać odpowiedzialności za wszelkie możliwe
      interpretacje. Nikt nie może.

      Natomiast te 'rozpady społeczeństw' to był taki lekki żart. Trochę
      lżejszy ton. I powiem od razu - jakby na tym forum nie było
      lżejszych klimatów, i oddechu, to połowa z nas by się już dawno
      udusiła albo zadręczyła na śmierć. W odróznieniu od 'poczucia winy' -
      (u)śmiech ma działanie zbawienne.
      • phokara Re: Do php i nangi i bolutie 01.03.08, 21:54
        A ta literówka "do bph"... dostarczyła mi szczerego usmiechu - i za
        to wielkie dziękismile))))))
        • bozenadwa Re: Do php i nangi i bolutie 01.03.08, 22:26
          pho przepraszam CIe za przeliterowanie naprawde niechcacy i nie
          napisalam bph tylko php .Jesze raz przepraszam.Masz racje ze rozni
          ludzie pisza na tym forum ,i do kazdego dociera cos innego.Mnie
          wasze poczucie humoru postawilo na nogi.ito co napisala do mnie
          aniechto i to co napisala sylwia.i to co napisali inni.Ale czulam ze
          to dotyczy mnie a nie jakos tak ogolnie.Moze bolutie pomoze to co
          n\pisalyscie .Ja nie mam prawa za nia sie wypowiadac ale mnie to by
          nie pomoglo .wrecz dobilo by mnie .Dlatego tak zareagowalam.Nie
          jestem juz w takim szoku i bolu .Patrze juz z jakiegos tam dystansu
          ale jeszcze niedawno czulam sie identycznie jak bolutie wiec tak jak
          napisalas kazdy ma prawo pisac tak jak mysli,I nie chodzi mi aby sie
          wymondrzac czy kogos pouczac .Niechce tez nikogo urazic Wyrazam to
          co czujeI tak jak kazdy na tym forumzdaje sobie sprawe w jakim celu
          ono powstaloPozdrawiawiam.
          • phokara Re: Do php i nangi i bolutie 01.03.08, 22:32
            > pho przepraszam CIe za przeliterowanie naprawde niechcacy i nie
            > napisalam bph tylko php .Jesze raz przepraszam.

            Bożeno z cyferką - widzisz, te przeprosiny są kompletnie
            niepotrzebne i świadczą tylko o tym, jak różni jesteśmy w tym, co
            piszemy i w odbiorze słowa pisanego.
            Ja się naprawdę szczerze uśmiałam - bo uwieeeeelbiam takie
            literówki. Ta była przecudna. Tym bardziej więc przeprosiny zbijają
            mnie z tropusmile

            Co do całej reszty, to chyba się zgadzamy, więc nie widzę potrzeby
            wałkowania tego tematu.


    • tricolour Słowo z dystansu... 01.03.08, 22:17
      ... jeszcze nie widziałem forum amatorskiej stomatologi. Także ginekologi,
      laparoskopii i innych zabiegów na żywym organizmie - wnoszę z tego, że nie
      powinno istnieć forum amatorskiej psychiatrii. A jednak jest i czyni więcej
      szkód niż pożytku - moim zdaniem.

      Dlatego zachęcam wszystkich mocno zdołowanych do wizyty u lekarza specjalisty
      celem stosownych konsultacji i opracowania programu leczenia. Rozmowa z innymi
      pacjentami (czyli użytkownikami TEGO FORUM) bez pomocy lekarskiej da taki efekt
      jak amatorskie leczenie zębów - ból minie, ale zostanie szczerbata gęba na
      resztę życia.
      • phokara Re: Słowo z dystansu... 01.03.08, 22:23
        Podpisuję się pod tym w całej rozciągłości (pozycji jogi o
        najbardziej rozciągniętej asanie wręcz haha).

        ps.
        Zaskoczę Cię (albo i nie) wredziolu - ale sięgając pamięcią wstecz,
        to Twoje teksty działały na mnie mocno pionizująco. Nigdy nie
        zapomnę momentu, jak mi tu uczyniłeś forumową zjebkę, że przeklejam
        postysmile)))
        Wściekłam się, że 'co mi będzie jakiś matoł błedy wytykał w
        momencie, jak jestem taka biedna i nieposkładana i cierpię tak
        strasznie" haha. I ta wścieklizna uswiadomiła mi wyraźnie, że będę
        żyła.
        • tricolour Matoł... 01.03.08, 22:44
          ... fajnie, że sie przydał. Lubię bywać matołem.

          smile
          • a.niech.to Re: Matoł... 02.03.08, 10:10
            Od Ciebie zaczerpnęłam wiarę w sens jednoznaczności granic.
      • bozenadwa Re: Słowo z dystansu... 01.03.08, 22:33
        Nie uwazam abym stosowala jakilkowiek rodzaj psychoterapii.Wrecz
        przeciwnie namawialam jak inni bolutie do pracy nad soba przy pomocy
        specjalisty .Jesli zlosliwosci maja czemus sluzyc no to ok.moze byc
        i tak
        • tricolour To nie są złośliwości... 01.03.08, 22:42
          ... by celowo dołować - odrobinkę co innego.

          Jest jasne, że okres okołorozwodowy jest ciężki. Jasne jest, że ludzie
          potrzebują pomocy. Ale to są DOROŚLI ludzie i muszą być traktowani jak DOROŚLI,
          a to oznacza również pokazanie cierpiącej sprawy w optyce ludzi niecierpiących.

          I czasem wychodzi karykatura, celowe cierpiętnictwo w celu wymuszenia głaskania,
          oraz różne formy zagubienia wymagając oka specjalisty.

          Czasem wychodzą też kłótnie, ale i to jest normą...
          • bozenadwa Re: To nie są złośliwości... 01.03.08, 22:48
            Jest ok nie odebralam tego ze zlosliwosci sa po to by celowo
            dolowac .fajnie ze jestesmy tak rozni.Bo w calosci moze wyjsc co
            naprawde pieknego .I to chyba chodzi? pozdrawiam
      • leptis Re: Słowo z dystansu... 02.03.08, 07:40
        troszkę to przerysowałes...z faktu rozwodu, bolu rozstania nie
        wynika od razu konieczność wysyłania kogos do psychiatry....

        oczywista oczywistosc przeciez..nie to co napisalem...tylko ze masz
        problem to do psychiatry biegnij pedem...ile osob na to stac?...do
        ktorego psychologa/psychiatry mozna bylo sie dostac wczoraj
        wieczorem...tylko do amatora przeciez....

        mysle ze wieksza krzywde jest brak odzewu niz jakikolwiek...

        mysle ze dla wielu osob dlugookresowi forumowicze sa prawdziwym
        autorytem, stad duza odpowiedzialnosc na Was, na Tobie....

        ale co by w dume nikt nie popadal, ze taki wplyw ma pozytywny na
        zycie innych, to pzeciez na kazdy post jest zwykle kilka wpisow...i
        autor wybierze, skompiluje z tego swoja pigulke...na kolejne dni,
        godziny....

        w dzien bedac w rozjazdach lubie wieczorem przeczytac forum i
        widziec mnogosc opinismile)

        • sylwiamich Re: Słowo z dystansu... 02.03.08, 09:20
          Chodząc na terapię usłyszałam słowa:
          -Przecież może się pani wyprowadzić 150km dalej, zmienić dzieciom
          szkołę, szukać tam sobie pracy, nie mieszkać na co dzień z dziećmi.
          Pomyslałam sobie że ta wredna baba ześwirowała.Że nie ma serca i
          chyba jest jeb..ta.Jakbym była mniej zsocjalizowana to bym jej
          przyłozyła z chęcią.
          Bo odebrała mi ostatni argument żeby żyć w moim małżeńskim syfie.
          Za miesiąc to właśnie zrobiłam.Zmieniłam już pracę.Pod koniec tego
          roku odbieram moje piękne mieszkanie.I jestem z kimś.I jest coraz
          lepiej.
          • leptis Re: Słowo z dystansu... 02.03.08, 09:44
            tak...oni rzeczywiscie pomagaja smile
            ale z drugiej strony ich nie ma kiedy, sie ich potrzebuje...nie
            pracuja "po godzinach"...chca widziec "delikwenta" twarza w twarz..a
            na to nie mam/mamy czasu...choc pewnie ktos powie ze to kwestia
            priorytetow...
            • nangaparbat3 Re: Słowo z dystansu... 02.03.08, 10:25
              leptis napisał:

              > tak...oni rzeczywiscie pomagaja smile
              > ale z drugiej strony ich nie ma kiedy, sie ich potrzebuje...nie
              > pracuja "po godzinach"...chca widziec "delikwenta" twarza w twarz..a
              > na to nie mam/mamy czasu...choc pewnie ktos powie ze to kwestia
              > priorytetow...

              powiewink
    • nangaparbat3 a ja przepraszam 01.03.08, 23:14
      Nie jestem zwolenniczka stawiania do pionu ani wylewania kubla zimnej wody.
      Zareagowałam alergicznie - pewne postawy budzą we mnie histeryczna wścieklość.
      Ale nie powinnam wyzywać sie na Bolutie ani nikim innym. Staram sie tego nie
      robić, ale jak widac nie zaawsze wychodzi.
      Przepraszam.
    • aron95 zjebka 02.03.08, 09:18
      nie ma nic lepsze ponad zjebke od kilku forumowiczów na raz .
      Od jednego nie (chyba że z grubej rury ) ale od kilku - zaczyna się główkować -a
      może oni mają rację .
      Każda opinia jest potrzebna im więcej tym lepiej i o żadna znich nie należy się
      gniewać a jedynie podziękować .
      nango - nie masz za co przepraszać
      • sylwiamich Re: zjebka 02.03.08, 09:22
        Nanga wie za co przeprasza.Ja też czasami reaguję alergicznie na
        pewne posty.Bo one ruszają moje schizy.I za to trzeba
        przeprosić...bo ta zjebka to wyzywanie się trochę jest...za cos z
        naszej przeszłosci.
        • aron95 Re: zjebka 02.03.08, 10:51
          sylwiamich napisała:

          > Nanga wie za co przeprasza.Ja też czasami reaguję alergicznie na
          > pewne posty.Bo one ruszają moje schizy.I za to trzeba
          > przeprosić...bo ta zjebka to wyzywanie się trochę jest...za cos z
          > naszej przeszłosci.

          To są już złośliwości . Dobra zjebka jest w tedy gdy inni próbują nas
          przez nia , nawrócić z błędnej drogi .
        • bozenadwa Re: zjebka 02.03.08, 13:25
          Sylwia tricolour wie lepiej co inni maja na mysli nie wiem
          dlaczego.Moze to jest taka podpucha .bo obok bolutie tak sie zelzila
          na niego ze walczy o siebie .Ona jest super babka.Tricolour ja ci
          odpisa;am wczoraj ze zdaje sobie sprawe ze te zlosliwosci nie sa
          poto aby dolowac .mialam na mysli to co napisala teraz sylwia.DAjcie
          spokoj absolutnie zgadzam sie na to ze trzeba kubla zimnej wody,Ale
          nie jak ktos jest w szoku.Na swiezo.Ja tez jestem po terapii.Bylam w
          takim stanie chodzilo ze nie moglam spac >moja pano psycholog
          wyslala mnie do psychiatry.i to majacego opinie
          profesjonalisty.Yslyszalam ze jesli do tej pory radze sobie bez
          psychotropow to poradze sobie dalej >dobrze ze jestem po warszatach
          komynikacji asertywnosci itp i wiem ze jesli Tricolour wysyla mnie
          do psychiatry to nie znaczy to ze jest mi ten psychiatra potrzebny i
          ze jesli ktos wyraze PRAWDE jako pewnik fachowca to nie znaczy .ze
          jest to prawda pobjawiona
          • tricolour Robisz za adwokata? 02.03.08, 13:32
            Bolutie słowem nie napisała, że przesadzam, że moje słowa są dla niej
            cierpieniem czy coś podobnego.

            Poza tym jak sobie wyobrażasz "danie spokoju" na forum? mam pisać o wiatrach i
            braku słońca, gdy ktoś prosi o pomoc?
            • bolutiebolutie Re: Robisz za adwokata? 02.03.08, 14:05
              Tak szczerze powiedziawszy, to Twoje słowa wbiły mnie w ziemię - i
              to dość głeboko... teraz próbuję sie wygrzebać wink
              Pewnie nalezysz do osób, które maja taki sposób pomocy innym - przez
              powiedzenie prawdy prosto w oczy, bez patyczkowania sie i owijania w
              bawełne, "wypowiadasz" słowa mające ustawić delikwenta do pionu i
              troche go otrzeźwić. No jest to jakis sposób... Jednak... dość
              brutalny jak na pierwszy etap bycia porzucona przez ukochanego
              człowieka sad
              Nie wiem ile czasu trwa ten pierwszy etap, polegający na kompletnym
              braku wiary w siebie, totalnym zdołowaniu, bólu fizycznym i
              psychicznym - pewnie u każdego czlowieka inaczej. Ja musze chyba
              najpierw pogodzić się z tym, że to juz naprawde KONIEC i nie ma
              żadnych szans na porozumienie. Chcialabym tylko wiedzieć jakie
              popełnilam błedy i co zrobiłam źle, żeby nie powtórzyć tego w
              przyszlości - zakładając oczywiście i ryzykując wątpliwą tezę, że
              jakas przyszlość jeszcze sie przede mna maluje w jasnych barwach...
              • bozenadwa Re: Robisz za adwokata? 02.03.08, 14:21
                Bolutie napisalamci dlugi oj dlugi elaborat ale nie udalo mi sie go
                wyslac.Wczoraj zelzilo mnie jak pho iinni wramach pomocy wbijali cie
                w ziemie.Boja tak czujam ze wbijaja cie w ziemie i postanowilam o
                ciebie zawalczyc.DZisiaj widze jak cudownie potrafisz walczyc o sama
                siebie.Ciesze sie ,Po sposobie ja k patrzysz na swiat i jak piszesz
                o swoich uczuciach > BARDZO> podobne do mnie.POmyslalam ze
                jestesbylas ofiara przemocy wdziecinstwie.I nie mylilam sie .
                sprobuje odtworzc co do ciebie napisalam,A jak nie to napisze
                jeszcze raz tylko moze w skrocie
                • tricolour Każdy neofita... 02.03.08, 14:24
                  ... przechodzi etap pomocy innym jak już troszkę pomoże sobie. To mija po kilku
                  miesiącach gdy zrozumie, że sam jest pacjentem, a nie lekarzem.
                  • bozenadwa Re: Każdy neofita... 02.03.08, 14:54
                    NIe wiem czy kiedys pracowales z psychologiem.czy pracowales w
                    grupie.Chyba nie .Bo gdybys pracowal to wiedzialbys ze praca wgrupie
                    polega miedzy innymi na wymianie doswiadczen i odczuc i kto pracowal
                    nad soba to wie ze psycholog tylko wskazuje nad czym trzeba
                    pracowac.I z doswiadczenia nie tylko mojego zdarzaja sie psycholodzy
                    ktorzy zalatwiaja swoje sprawy kosztem swoich pacjetow.Rozczarowales
                    mnie albo jestes mlodym niedoswiadczonym jeszcze czlowiekiem i
                    robisz sobie zabawe.Albo .... I nie dla mnie znaczenia co ty
                    bedziesz dalej pisal ze jestem neofita czy mnie prawda boli ze
                    zylam W matrikxe> ULUBIONY FILM MOICH DOROSLYCH
                    SYNOW .ROZCZAROWALES MNIE
                    • a.niech.to Re: Każdy neofita... 13.03.08, 08:09
                      bozenadwa napisała:

                      > zylam W matrikxe>
                      Co nazywasz matrixem?
                      • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 09:45
                        Nie rozumiem aniechto twojego pytania .Moglabys to bardziej
                        sprecyzowac ? Ja nie napisalam ze zylam w matrikxie.To tri tak uwaza
                        ze ja albo bolutie a moze obie? Nie uwazam ze zylam w matrixie.Moje
                        zycie prowadzilam i prowadze jak najbardziej w rzeczywistosci.Daje
                        sobie prawo do tego ze jestem osoba ufna i nie jestem
                        odpowiedzialana za to ze ktos to wykorzystuje .To juz jest jego
                        problem
                        • sylwiamich Re: Każdy neofita... 13.03.08, 09:55
                          Daje
                          > sobie prawo do tego ze jestem osoba ufna i nie jestem
                          > odpowiedzialana za to ze ktos to wykorzystuje .To juz jest jego
                          > problem

                          Jeśli to widzisz i nic z tym nie robisz to po czyjej stronie leży
                          wina? Fakt...nikt nie powienien wykorzystywać...chociaż
                          pojęcie "wykorzystywać" jest mało prezyzyjne.Bo jesli dajesz bez
                          umiaru, żle się tym czujesz i widzisz że druga strona tylko
                          bierze....do kogo pretensje masz? Wiesz Bożenko....widać że
                          chodziłaś na terapię.Masz dużo haseł w głowie.Poukładanych ładnie na
                          czymś co się nazywa " matrix" właśnie.
                          • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:06
                            Sylwia nie wiem dlaczego uwazasz mnie za debilke.Moze nie jestem
                            najmadrzejsza ale troszku to ja myslec umiem .Jesli widze ze ktos
                            nie tylko wykorzystuje albo chce wykorzystac NIE ZGADZAM sie na
                            to ,wiec nie boli mnie to .Pisalam otym ze jestem osoba ufna wiec
                            nie zakladam z gory ze ktos chce mnie z premedytacja oszukac czy
                            wykorzystac.Jesli to zauwazam Nie POZWALAM na to. A ze boli jesli
                            sie odkryje ze zrobila to osoba bliska to chyba normalne.Nie opieram
                            swojego zycia tylko na terapii.Cos tam juz w zyciu przezylam i
                            potrafie wyciagac wnioski
                            • sylwiamich Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:19
                              Nie uważam Bożena.Nikogo nie uważam.Słucham tylko tego co mówisz.I
                              powiem Ci co słyszę.Twój mąż jest przemocowcem.Wiele lat dręczył
                              ciebie i dzieci psychicznie.Przez niego twój syn miał
                              kłopoty..prawo, narkotyki...?
                              Nie tylko przez niego.Ty tez jesteś winna.Winna zaniechania jeśli
                              dobrze Cie rozumiem.Poszłaś na terapię.Zaczęłaś stawiać mu
                              granice...oki.I on nie potrafi/nie chce ich szanować. Dorosłe dzieci
                              potrzebujące tatusia, jasna strona życia.Czy Ty masz jakąś misję do
                              spełnienia? Uratować Titanica? To gdzie są te Twoje granice Bożena?
                              BO trochę mi przypominają te z Nałkowskiej.
                              A może pochopnie Cię rozumiem? Cóż...to tylko kilka postów.Nawet Cie
                              na oczy nie widziałam.Nawet Cie nie znam.Moje wnioski nie muszą byc
                              trafne.Ale proszę Cię...pomyśl o tym.Bez emocji
                              • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:39
                                Sylwia ja juz Ci dziekowalam za dwie rzeczy Naprawde i z calego
                                serca.W tej chwili tez ci dziekuje za to co piszesz .Bo ja juz teraz
                                TO wiem.masz racje ze to tylko kilka postow, wiec trudno ocenic
                                jakie ktos ma przemyslenia.@ lata pracowalam nad tym aby sie uwolnic
                                od poczucia winy w stosunku do dzieci i wstosunku do siebie
                                samej.Mielismy mnostwo rozmow z moim m.On twirdzil ze duzo
                                zrozumial.Staral sie naprawiac.Wiedzialam ze bez terapii u niego nic
                                sie nie zmieni.On nie zaprzeczal.mialam nadzieje.O tu okazalo sie z
                                dnia na dzien,ze mnie jednak oszukiwal.Cholernie bolalo.Wtedy tu
                                trafilam.NIe zyje juz nadzieja.I nie chce sie nawet za to obwiniac
                                ze nia zylam .Teraz zyje TU I TERAZ.Mam duzo planow.Mam czasami zal
                                do siebie ,ze wraca ten bol STRACONYCH NADZIEJI .Ale pocieszam sie
                                ze moj m. jest MISTRZEM udawania.Wielu obcych nadal sie nabiera i
                                patrza na mnie jak na wariatke .O co jej chodzi ?TAKI FACET a ja juz
                                przestalam wyprowadzac ich z bledu>SZkoda mojego zycia
                        • a.niech.to Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:12
                          bozenadwa napisała:

                          > Nie uwazam ze zylam w matrixie.Moje
                          > zycie prowadzilam i prowadze jak najbardziej w rzeczywistosci.
                          Dzięki! Już mi odpowiedziałaś. smile
                          • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:22
                            Aniechto uwazam cie za osobe bardziaj doswiadczona odemnie i mam do
                            ciebie ogromny szacunek.moglabys mi sprecyzowac twoje pytanie ?i
                            powiedziec mi o co chodzi w twojej wypowiedzi Bo nie bardzo rozumiem
                            • a.niech.to Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:42
                              Myślę sobie, że stosunki pomiędzy osobami osadzonymi w przemocowej
                              rodzinie są na tyle odbiegające od normalnych związków, że po
                              wybiciu się na niepodległość trzeba je na nowo budować według
                              normalnych wzorców, a tych należy się dorobić, bo często nie ma ich
                              w zasięgu ręki czy w wewnętrznym repertuarze zachowań. Równie
                              anormalne są szersze kręgi układów międzyludzkich, w których
                              uczestniczą członkowie rodziny naznaczonej pomocą.
                              Po rozbiciu przemocowego małżeństwa musi nastąpić wielka praca
                              poznawania rzeczywistego oblicza członków rodziny, nauka
                              porozumiewania się i lepienie nowej, a może raczej danie
                              przyzwolenia, aby wykrystalizowała się w kształcie będącym wypadkową
                              osobowości każdego z jej członków, zgodnie z ich potrzebami i
                              możliwościami.
                              • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:59
                                Dzieki napisalasz iscie profesjonalnie.Ja TO wiem.Zaczelam namawiac
                                moje dzieciaki na terapie .Moja corcia wynalala sobie nowego faceta
                                istny tatus <aja wiem ze nic ztym nie zrobie.Probowalam delikatnie
                                ale stalam sie tylko wrogiem.Obiecala ze przeczyta 2 ksiazki a to
                                juz cos.Ale co ona dalrj z tym zrobi to sa jej decycje.Moj sredni
                                stal sie przemocowcem.Na szczescie ja juz wiem jak sie stawia
                                granice.Dlatego napisalam ze JA ZYJE W RZECZYWISTOSCI.Bo biore to na
                                zywca i widze jak to leci.Wraca czasami bol ze nadzieja
                                padla.Mieszkamy razem i to jest trudne .Oprocz syna przmocowca ktory
                                tez nie zdaje sobie sprawy z tego jakimi schematami mysli i
                                dziala.Pozostala dwojka nadal obwinia mnie ,chociaz to co robi teraz
                                tatus to nie jest ladne.I to JEST dla mnie trudne.Ale ucze sie
                                odciac pepowine <kochajac moje dzieciaki bardzo bardzo
                                • a.niech.to Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:09
                                  bozenadwa napisała:

                                  > Dzieki napisalasz iscie profesjonalnie.
                                  Nie mam żadnej wiedzy profesjonalnej.sad(( Najczęściej czuję się jak
                                  słoń w sklepie z porcelaną.
                  • leptis Re: Każdy neofita... 12.03.08, 22:17
                    Mądre słowa.....

                    A na jakim Ty etapie teraz jesteś?
                    • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 09:49
                      Skladam oficjalne oswiadczenie NIE UWAZAM ZE ZYLAM W MATRIXIE Jesli
                      chodzi ci leptis na jakim teraz etapie jestem to na to co przeszlam
                      w bardzo dobrym
                      • sylwiamich Re: Każdy neofita... 13.03.08, 09:56
                        bozenadwa napisała:

                        > Skladam oficjalne oswiadczenie NIE UWAZAM ZE ZYLAM W MATRIXIE
                        Jesli
                        > chodzi ci leptis na jakim teraz etapie jestem to na to co
                        przeszlam
                        > w bardzo dobrym

                        Bo nadal w nim tkwisz.To moje zdanie.Nie musisz się z nim zgadzać.I
                        nie chcę sprawić Ci przykrości.
                        • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:09
                          Naturalnie ze KAZDY ma prawo miec swoje zdanie ,W zwiazku z tym
                          mysle ze ja rowniez mam takie prawo
                          • leptis Re: Każdy neofita... 13.03.08, 10:14
                            Hej Bozenko smile
                            wczoraj wieczor...glebie wypowiedzi "trojkolorowego" w koncu zrozumielem...i
                            przepraszam...o Tobie po prostu...nie myslalem..

                            wszystkiego dobrego dzisiaj i w dniach kolejnych zycze smile)))
                            • leptis Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:04
                              I nikt jak zwykle "glupa" na tym forum nie rozumie...tacy wszyscy
                              "wyksztalceni"...aluzyjek przemycanych..nie pojmuja.

                              TOZ TO BOZENKI IMIENINY!!!

                              A WY CO!!!!!

                              Znowu...leptis....przybleda...musi o tym...mowic smile))))


                              Juz wole wracac....na swoje FORUM....ROMANUM....
                              Nic mnie tam nie rusz...bom...w skaly....kawalku smile)))


                              JESZCZE RAZ WSZYSTKIEGO DOBREGO BOZENKO, MOJA PRZYBOCZNA KOCHANA smile)))

                              • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:13
                                JAK MILO ! DZieki bardzo ! bardzo !
                                • leptis Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:24
                                  Ty sie tak Bozenka nie ciesz...smile)))
                                  ze tak zaraz pojde ...sobie....
                                  w kraju calym leje...wiec sie do Ciebie na chwile przytule smile)))

                                  Bo do miasta R....jeszcze mnie tak dzisiaj nie wysylaja....smile)

                                  Trzymaj sie cieplutko smile)))

                                  • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:25
                                    O KURDE !!!
                              • bozenadwa Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:24
                                Naprawde mile .Pisze prace , musze ja napisac do trzeciej i chyba
                                jej nie napisze ,bo co chwile zagladam MOZE KTOS COS MILEGO DO MNIE
                                NAPISZE ? Leptis a co sie wiaze z awansem na KOCHANA TWOJA
                                PRZYBOCZNA ?
                                • leptis Re: Każdy neofita... 13.03.08, 11:31
                                  jaki awans??
                                  no...spoleczny...oczywiscie nie Twoj....
                                  tylko moj...forumowy smile))))..Tu tu jedna sie do mnie...bez powodu..odzywasz


                                  trzymaj sie cieplutko smile))
                                  wracam do pracy....

                                  no i musze byc...cichutko...u smyczy uwiazany...
                                  bo wiesz...
                                  moja Pani...
                                  ma odebrac....mnie...smile)))))
                • bolutiebolutie Re: Robisz za adwokata? 02.03.08, 14:35
                  Ja? Walczyć o siebie? Oj, chyba mnie troszke przeceniasz... Jestem
                  w tej chwili niewyobrażalnie kruchutka psychicznie sad czuje sie
                  bezbronna, bezradna, beznadziejna... Zero wiary w siebie. Kompletna
                  życiowa i rodzinna niemota.
                  Bardzo dziekuje Ci za wsparcie i lwią walkę jaka stoczyłas w moim
                  imieniu wink Mysle, że nawet osoby, które wbijały mnie w ziemię -
                  robily to w dobrej wierze, chcąc mi pomóc.

                  P.S. Jesli ktos zna dobrego psychologa w warszawie, sprawdzona
                  osobe, która pozwoli mi na powrót do róznie pojmowanej normalności -
                  to bardzo bym prosiła o jakis namiar - albo tu na forum, albo na
                  mojego maila: agatamod@wp.pl
                  Z góry dziekuje
                  • samaosia Re: Robisz za adwokata? 02.03.08, 14:48
                    wysłałam ci maila z namiarami.
                    pozdrawiam
                    • bolutiebolutie Re: Robisz za adwokata? 02.03.08, 14:54
                      bardzo Ci dziekuje, mail'a odebrałam, jutro zadzwonię i spróbuje sie
                      umówić
              • tricolour Prawda w oczy jest brutalna... 02.03.08, 14:22
                ... zresztą każda prawda jest brutalna w swojej prostocie. Zdaje sobie sprawę z
                efektu, ale po latach życia w Matrixie chcesz dalszego ciągu czy zwykłej
                normalności?
            • bozenadwa Re: I jeszcze jedno... 02.03.08, 14:13
              Chcialam Ci odpisac ,co bolutie napisala do ciebie obok na watku
              dotyczacym rownez bolutie. Ale odpisala Ci sama.Wiesz mialam przez
              moment takie wrazenie ze jestes terapeuta bo jak przeczytalam jak
              bolutie walczy osiebie i jak zobaczyla jaka jest wspaniala
              to...naprawde ucieszylam sie ze nie jest juz w takim dolku.Ale jak
              napisalales mi ze robie za adwotata....NIe wiem za kogo TY tu
              robiszmYsle ze chyba odreagowujesz swoje nieudane zycie i chyba
              troche sie nudzisz
              • tricolour Robię za siebie... 02.03.08, 14:20
                ... gdy czytam wątek, to wywołuje on u mnie jakieś skojarzenia, uczucia itp i o
                nich piszę. Piszę za siebie i od siebie.
                • bozenadwa Re: Robię za siebie... 02.03.08, 14:29
                  To nie jest teraz zlosliwisc chociaz szlag mnie trafil.BO gdyby
                  bolutie pisalaby tylko z toba na tym forum to nie wiemmm.....
                  Jeszcze raz pisze to nie jest zlosliwosc MYsle ze do konca
                  zalatwiles swoich spraw .JA proponuje abys tez wybral sie na
                  terapie.JA zaczynam w przyszlym tygodniu.I naprawde to powiedzieli
                  mi profasjonalisci nie potrzebuje psychiatry tylko dobrej terapii
                  dla ofiar przemocy
                  • tricolour Masz jakiś problem ze mną? 02.03.08, 22:45
                    Nie podoba Ci się, co piszę? To trudno - nie musi sie podobać, bo mamy różne
                    wrażliwości estetyczne.

                    Zresztą innym czasem się podoba, to o co Ci chodzi?
    • nangaparbat3 prawda nas wyzwoli 02.03.08, 16:19
      Mówienie (pisanie) tego, co się mysli, absolutnie nie oznacza wypowiadania prawdziwych sądow o świecie - w tym o innych osobach, a takze o nas samych.
      Ja przeprosiłam, bo zareagowałam swoja wlasną schizą, jak to udatnie napisała Sylwia.
      Na ogoł staram sie oddzielać wlasne schizy od tego, co piszę czy mówię - ale nie zawsze wychodzi.
      oddzielanie wlasnej schizy jest bardzo trudne, moze prowadzić do popadania w przesadę. Coś takiego przydarzyło sie mojej przyjaciołce, która cierpiac bardzo po nagłej śmierci męża zgodziła się na żart, na który wszyscy zareagowali oburzeniem, a wielu osobom było naprawdę przykro. A zgodziła się, bo zrobiła co mogła, by oddzielić decyzję od własnego cierpienia - i przeskoczyła na drugi koniec skali.
      Na forach częstsze jest jawne dowalanie, mniej lub bardziej świadome. Mnie mniej razi dowalanie z podtekstem "wyzywam się i mało mnie obchodzi, jak zareagujesz" niż "dowalam ci dla twojego dobra". Co nie znaczy, ze dowalenie nie może przynieść pozytywnych skutkow.
      To jednak nie ma wiekszego zwiazku z intencjami dowalajacego.
      • bozenadwa Re: prawda nas wyzwoli 02.03.08, 17:30
        nanga wlasnie mialam napisac nowy watek tTEMAT >NANGA DZIEKI ,no
        wlasnie chcialabym CI podziekowac ZA twoj wpis bo ja juz zaczelam
        myslec ze to forum sluzy jedynie dowalaniu lub odegrywaniy sie za
        swoje nieudane zycie.zgadzam sie jesli jesli dowalanie niesia zasoba
        podtekst pomocy opamietania to ok.Ja do tej pory ma w slowniku
        codziennym slowa sylwi BOG CIE OPUSCIL? itd.ja w pierwszej chwili
        nie zrozumialam oco chodzi.ale za to pozniej .Mysle ze nawet sylwia
        nie wie jak mi tym pomogla.CO sie tyczy tricolor to w wielu sprawach
        ma racje ale jak sie go sproboje skrytykowac to... rozczarowal mnie
        uwazam ze zalatwil swoich spraw do konca .Myslalam ze madry
        facet .rozczarowal mnie,CHyba ze mial dzisiaj naprawde trudny dzien
        Nanaga pozdrawiam serdecznie
        • nangaparbat3 Re: prawda nas wyzwoli 02.03.08, 20:50
          Ja jednak sądzę, ze dowalanie ma w podtekscie dowalanie, i tyle.
          Chociaz nie - często jest po prostu obroną przed naszymi własnymi strachami,
          reakcja na zranienie, i jest nam wtedy absolutnie wszystko jedno, czy dowalamy,
          czy nie. Ot, wierzgniecie.
          Moze tez byc tak, ze zamiar jasnego wypowiedzenia naszego pogladu sprawia, ze po
          prostu nie interesuje nas reakcja osoby, do ktorej sie zwracamy.
          Bardzo, ale to bardzo rzadko sie zdarza, ze nie chcąc kłamać ani robić unikow
          świadomie mówimy coś, o czym wiemy, że zrani.
          jestem przekonana, ze do tego mamy prawo tylko i wyłącznie w takiej sytuacji,
          kiedy osoba ta jest dla nas na tyle wazna, ze bedziemy gotowi znieść jej ból,
          często gniew, kiedy wiemy, ze mozemy zapłacic słoną cenę - ale wazniejsze jest,
          żeby pomóc albo zapobiec złu.
          Wszystko o czym pisze dotyczy oczywiscie osoby, która cierpi i oczekuje od nas
          pomocy i wsparcie. I moczywiscie dobrze pamietać, ze wszystko jest subiektywne,
          do bolu subiektywne (ale to też wielka pociecha - ten subiektywizmwink
          • bozenadwa Re: prawda nas wyzwoli 02.03.08, 21:06
            Zgadzam sie z Toba.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka