23.03.08, 16:06
Witam
Dopiero zaczynam swoje doświadczenie z rozstaniem i prawdopodobnie
z rozwodem, wiec powiem wam krótką historie mojego związku. Znam sie
z moim M. 9 lat, pięć lat jesteśmy małżeństwem. Generalnie przed
ślubem było bardzo fajnie, związek kwitł, czułm silne wsparcie,
troskę , ainteresowanie moimi sprawami no mną samą- czyli seksem,
mieliśmy kilka rozdźwięków, ale do wyprowadzenia no i ja zawsze
myślała- jeszcze właściwie 2 miesiące temu że taka miłość jak nasza
się nie zdaża i nasza siła jest w naszej miłości... no i...
Stwierdziliśmy że sie pobieramy, no bo trzeba coś było zrobić ze
związkiem dalej, ja chciałam mieć jasną formalnie sytuację, a on...
teraz to już nie wiem czemu on chciał.... Po ślubie zaczeły sie
problemy z komunikacją, wyrażaniem własnych oczekiwań i pragnień. Ja
chyba największy problem miałam z oziębłością seksualną M. i jego
sukcesywnym odsuwaniem się odemnie, on... chyba z tym, że ja
próbowałam mu to dać do zrozumienia pewnie w nienajlepszy sposób-
ciche dni itp.... Pewnie że było też fajnie, obydwoje mamy duże
poczucie humoru i lubimy się śmiać i mieć fajmych ludzi wokół
siebie, więc było dużo imprez, duzo znajomych i generalnie dość
fajnie. Kolejne prblemy zaczeły się jak zaczeliśmy się starać o
dziecko- nic nam z tego nie wychodziło- wg mnie przez mocno
sporadyczne kontakty seksualne, no a wg badań przez to, że on miał
problemy, ja zresztą też.. Wtedy był czas forum nieplodność i
starania zakonczone niepowodzeniem- dość flustrujące tym bardziej z
perspektywy czasu dla mnie,gdzie niedano dowiedziałam się, że on
rozpowiajał, że nie mamy dzieci- bo ja ich nie chcę....
Kolejna przeszkoda: przeprowadzka do miejsca beznadziejnego,
kompetnie mi nieodpowiadającego- miszkanka jego matki. On nie liczył
się kompletnie z moją opinią i dążył do przeprowadzki, ja uległam i
wyprowadziłam się, pomagając mu w końcu robić tam remont- no a teraz
to jest jeden z głuwniejszych zarzutów że mi to mieszkanie
nieodpowiadało...błagam!....
Po miesiącu mieszkania w nowym miejscu zaczeła się znowu nasilać
jego oziębłość seksualna, puźne powroty z pracy, imrezowanie
bezemnie i do tego doszły dziwne sms od znajomych,których na oczy
nie widziałam- dośc intymne. Oczywiście on utrzymywał, że to tylko
takie pisanie, a on wcale sie z nikim nie
spotyka.....pewnie...dowodów nie chciałam mieć...
Musiałam odpocząć, po kolejnej awanturze, po kolejnych sms od
jakiejś Agnieszki..... stwierdziałam że chybanajlepiej będzie jak
odpoczniemy od siebie- w przeciągu 2 tyg juz mnie w Polsce nie było-
on wcale mnie nie zatrzymywał. Pewnie że sie poprawiło... bo nikt
nie wymagał od niego bliskości, seksu, mógł zyc tak jak chciał.
Spotykaliśmy się co miesiąc, i nawet wtedy on nie potrzebował seksu.
Wróciłam, choć on mnie o to nie prosił, wiedziałam że nie da się
dłuzej zyc na odległość, tym bardziej że ja chciałam miec dzieci,
rodzinę, dom.....Przez pól roku było ok...przymykałm oko na puźne
powroty- no tak on pracuje i zarabia dla nas, na seks raz na miesiąc-
tego nie potrafiłam sobie wytłumaczyć szczegulnie gdy ktoś
deklaruje że chce miec dzieci??? nie wytrzymałam przy dziwnych sms,
telefonach od babek......No tak, nie wytrzymałam ale nie poddałam
sie, wizyty u seksuologa- chciałam mu jakoś pomóc, wyjazd na
wakacje, tolerowanie już kompletnej śmierci seksu np pół roku bez....
Az nie wytrzymałam i zobaczyłam że ze mną źle się dzieje, dopadła
mnie depresja,no i fajnie, no, przecież on mnie wesprze, on mi
pomoże..... głupia byłam.... napisałam do niego list co się ze mna
dzieje..... trzy dni po tym zaproponował mi żebym się wyprowadziła
(troskliwy, odpowiedzialny gość)...2 wizyty u psychologa zakończone
jego stwierdzeniem że on nie widzi potrzeby naprawy związku i brak
nawiązywania jakiegokolwiek kontaktu od mojej wyprowadzki....
Może dobrze się stało, ale żal okrótny no i poczucie porażki i
zdrady przez człaowieka, który miał wspierać, pomagać....
Właściwie nie mam powodów do rozwodu, bo nie pije, nie ćpa, nie mam
dowodów na zdradę ( i nie chcę mieć), pracuje, zarabia..... kurcze,
czego ja właściwie chcę?..
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Witam 23.03.08, 17:40
      Żeby komuś na Tobie zależało?
    • bolutiebolutie Re: Witam 23.03.08, 18:17
      No właśnie, sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czego
      chcesz... Z tego co piszesz - to wniosek chyba sam sie nasuwa...
      Chesz zyć tak OBOK męża, patrząc jak coraz bardziej sie od siebie
      oddalacie...?
      My z moim M tez mielismy podobne co Ty problemy - on ciagle w pracy,
      ciagłe słuzbowe wyjazdy, nocne smski do "kolezanek"... Potem łgał mi
      w zywe oczy, a ja dla swiętego spokoju wierzyłam w każdą historyjke
      jaka mi sprzedawał, choć gdyby sie głebiej zastanowić i
      przeanalizowac to co mówił - to kupy sie to nie trzymało...
      Podobny mielismy też problem z dzieciem. Od półtora roku staralismy
      sie o dziecko, jeździlismy po klinikach leczenia niepłodności,
      ciagle badania, testowania, hormony, piguły, testy owulacyjne i do
      dzieła! W pewnym momencie przestalismy czerpać radość z sexu, była
      taka rozrodcza kopulacja wtedy gdy lekarz kazał... Potem jeździlismy
      na inseminacje, kolejne badania i dalej nic. I te starania zamiast
      nas do siebie zblizyc - to nas od siebie coraz bardziej oddalały.
      zabrakło nam magii, szalenstwa, spontanicznosci. Mój M jeszcze
      więcej zaczął sie poświęcac pracy, żeby rzadziej bywac w domu... I
      to chyba był początek naszego końca. W walentynki mi oswiadczył, że
      ma dość i chce sie rozstać. Nic nie jadłam, nie piłam, zycie sie dla
      mnie skończyło. I gdy pomyslałam, że gorzej juz być nie może -
      okazało sie że poroniłam 2-miesięczną ciąże pozamaciczną, której w
      zyciu bym sie nie spodziewała... Mój M nie okazał mi najmniejszego
      wsparcia, chyba, że zrobienie herbaty mozna nazwac wsparciem... cała
      wine zwalił na mnie - że ciąża pozamaciczna, że poronienie, itp. Bo
      źle sie odzywiałam, piłam alkohol (jaki kuźwa alkohol?!), zyłam w
      stresie, itp. Tak umiejętnie odwrócił kota ogonem, że to JA okazałam
      sie przyczyna naszych nieszczęść, niepowodzeń i rozpadu naszego
      małżeństwa... I nawet teraz, gdyby jakims cudem zmienił zdanie i
      chciał wrócić... To chyba nie mogłabym z nim zyć - po tym wszystkim
      co powiedział, co zrobił i czego nie zrobił gdy powinien był...
      Chyba czas zacząć nowe zycie... Ty tez więc dobrze sie zastanów, czy
      jest u Was co sklejac i czy bycie z kims na siłe to to czego
      pragniesz od zycia.
      • anmaja1 Re: Witam 23.03.08, 18:32
        No właśnie, wniosek sam sie nasuwa....
        Ale strasznie trudno zacząć traktować jak kompletnie obcą osobę
        człowieka którego się kocha....jeszcze...
        mimo że on tak właśnie mnie juz oficjalne traktuje
        Ciężki jest poczatek rozstania
        • bolutiebolutie Re: Witam 23.03.08, 18:41
          Bardzo ciężko, wiem... U mnie minął juz (a raczej DOPIERO) miesiac i
          mimo tego, że nadal go kocham, to jednak oswajam sie powoli z mysla,
          że to koniec i że nie ma czego na siłe ratować. Bo do tego trzeba
          dwojga, a z gówna bata nie ukręcisz wink Dzisiaj nie płakałam ani
          razu - to juz mały sukcesik. Zajęłam sie soba - czytam, robie
          maincure, pedicure, nakładam maseczki na twarz, zmieniłam kolor
          włosów - teraz nie jestem mysia szatynka, tylko ognista niebieskooka
          brunetką wink Takie małe kroczki do "ozdrowienia" i wyzwolenia sie z
          tego uczucia. Jeszcze książka która czytam otwiera mi oczy na moja
          uzalezniająca i chora miłość do męża. I wiem, że to straszne, gdy
          ukochany człowiek, z którym chciałas spędzić całe zycie, być z nim
          na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie - nagle kładzie na Was
          laskę. Serce krwawi, gdy zamisat miękkim ciepłym głosem nazywając
          Cie pieszczotliwie i w tylko Wam zrozumiały sposób - zwraca się do
          Cie po prostu imieniem - twardo, oschle i oficjalnie... Ciężki jest
          nie tylko początek rozstania... Później też lekko nie jest, ale
          powoli dostrzega sie maleńki promyczek nadziei...
          • anmaja1 Re: Witam 23.03.08, 21:41
            kurcze, jakbym czytała o własnych odczuciach. Ja też już miesiąc w
            separacji i generalnie w zawieszeniu- bo niby mój M. nie zadzwonił
            ani razu, nie napisał i generalnie położył związek bez cienia walki-
            i to chyba najmocniej bolało, to on sam nie wie co dalej??? Ku...
            co dalej.....jeżeli nie wykazuje sie cienia zaineresowania drugą
            osobą i ma sie gdzieś że jej nie ma, to chyba wiadomo co dalej. To
            co czytam jak sobie radzisz- podziwiamsmile
            • bolutiebolutie Re: Witam 23.03.08, 22:06
              Własnie - to zawieszenie jest najgorsze, bo nie wiesz na czym stoisz
              i co ze soba własciwie zrobić. Cały czas sie zastanawiasz co
              zrobiłas źle, gdzie popełniłaś błąd i obwiniasz siebie za rozpad
              małżeństwa. Ty siedzisz w domu wylewając łzy, a on poszedł w długą,
              nawet sie nie zainteresował co u Ciebie i pewnie sobie jakoś umila
              czas... - znam to doskonale... ja miałam juz dość takiego
              zawieszenia: kocham Cie, ale sam nie wiem, chce sie rozstac, ale nie
              chce rozwodu, pożyjmy oddzielnie i zobaczymy czy możemy bez siebie
              zyc, i inne takie nic nie znaczące banały - takie "chce odejść, ale
              zostawie sobie w razie czego furtke do powrotu do wygodnego
              dostatniego życia z ciepłą żonką". Stwierdziłam, że nie ma na co
              czekac, bo mój mały duzy chłopiec chyba nie wydorosleje i mój
              prawnik wysłał pozew. Ktos w tym "związku" musi być dorosły i podjąć
              decyzję, a nie męczyć sie mysląc "co by było gdyby..." Owszem, boli
              straszliwie i musisz przygotować sie na niejeden kryzys, załamanie,
              płacz,łzy i lament... Zasługujesz na to, żeby kochac i być kochaną,
              a nie na niedojrzałego gnojka, który nie wie czego chce.
              Ja sobie świetnie radzę...? A cos Ty! Chyba dzisiaj mam po prosru
              lepszy dzień wink A może pomalutku zaczynam widzieć cos poza mężem -
              siebie... takie moje małe symboliczne zmartwychwstanie...
              • karola-2008 Re: Witam 24.03.08, 10:09
                witam dziewczyny,
                czytajac Wasze posty czulam sie jakbym ja je pisala. Zgadzam sie z
                Wami w 100%!!! Jestem w separacji 3 miesiac i nadal nie jest lekko.
                Musze jednak przyznac, ze inaczej patrze na to wszystko z
                perspektywy czasu. Bywaja ciezkie dni kiedy lzy po prostu same
                leca... ale wtedy sobie powtarzam,ze on nie jest wart nawet 1
                wylanej mojej lzy. Wiem, ze latwo mowic, czasami tez nie umie
                opanowac tych lez, ale to chyba normalnie kiedy sie kogos kochalo.
                Nie wstydze sie lez bo swiadcza one, ze nie jestem cyborgiem, a po
                ostatniej rozmowie z nim wydaje mi sie, ze sie w niego zmienil.
                Moj M. tez sie nie odzywa. Nawet sie nie kwapi zeby przywiez mi moje
                rzeczy( moja sytuacja jest na tyle inna ze mieszkalismy w Niemczech
                no i ja teraz wrocilam do Polski on tam zostal. Wzielam tylko
                najpotrzebniejsze rzeczy, reszte mial przywiez). No coz do dzis
                nawet slychu, a jak dzwonilam do domu pare razy w ciagu dnia to
                nawet nie odbieral. Nie wiem czy juz po prostu tak ma poukladane
                zycie, czy po prostu boi sie odbierac telefonow z Polski. Naprawde
                szkoda gadac.
                Ciagle bije sie z myslami by isc do adwokata, ale cholernie sie boje
                zrobic ten pierwszy krok... ja odczuwam to jako przyznanie sie do
                porazki...wiem ze glupio to brzmi. Wiem, ze nie warto ciagnac czegos
                co nie ma sensu u boku kogos kto mnie nie szanuje. Dlugo moglabym
                tak pisac. Pewnie zreszta same macie podobne odczucia wiec juz nie
                zanudzam.
                Zycze nam wszystkim sily i nadziei bo to chyba najwazniejsze teraz
                dla nas. No i przyjaciol, ktorzy zawsze chetnie wysluchaja...
                Dziewczyny piszcie jak Wam sie rozwiazuja problemy, jak sobie
                radzicie. Fajnie byloby zostac w kontakcie, bo laczy nas niestety
                bardzo podobna historia...
                Pozdrawiam!!!!
                • bolutiebolutie Re: powtarzający sie scenariusz 24.03.08, 11:12
                  Karola, faktycznie, nasze historie sa baardzo zblizone. Ona kocha,
                  On odchodzi. Ona cierpi, On sie bawi. Ona nie wie co robić i zyje w
                  zawieszeniu - On korzysta z kawalerskiej wolności.

                  > Ciagle bije sie z myslami by isc do adwokata, ale cholernie sie
                  boje zrobic ten pierwszy krok... ja odczuwam to jako przyznanie sie
                  do porazki..
                  Nie bij sie z myslami, tylko spróbuj sie racjonalnie zastanowić.
                  Wiem, że w tej chwili nie myslisz logicznie, bo słuchasz głosu serca
                  a nie rozumu, ale... To jest TWOJE zycie i nikt go za Ciebie nie
                  przezyje. Nikt tez nie powie Ci co masz zrobic, nikt nie będzie Cie
                  zmuszał ani do rozwodu, ani do ratowania "małżeństwa" (?). Sama
                  musisz sie z tym zmierzyć. Ale uwierz mi, jak juz zrobisz ten jeden
                  krok - od razu lepiej sie poczujesz sama ze sobą. Jak to powtarza mi
                  do znudzenia mój prawnik: SZANUJ SIĘ!!! Owszem rozwód to jest
                  porazka, ogromna zyciowa porazka, ale czy nie wieksza porazka jest
                  tkwić w jakims takim nieokreslonym małżeńskim tworze...? A jesli
                  tak - to jak długo...?
                  • keytie Re: powtarzający sie scenariusz 24.03.08, 11:19
                    Racja!!! Przede wszystkim musimy szanować siebie. W takim związku
                    nie ma o tym mowy!
          • sylwiamich Re: Witam 24.03.08, 12:01
            bolutiebolutie napisała:
            Zajęłam sie soba - czytam, robie
            > maincure, pedicure, nakładam maseczki na twarz, zmieniłam kolor
            > włosów - teraz nie jestem mysia szatynka, tylko ognista
            niebieskooka
            > brunetką wink


            Haha...mój sposób na nerwa był tak widoczny że bratowa na święta
            kupiła mi odstresowywacz....zestwaw do manicuresmile)))A co do
            maseczek....kupowałam hurtowo przy złym nastroju.Równie hurtowo je
            kładłam.ZAWSZE kończyło się swędzącą wysypkąsmile))Od pół roku nie mogę
            się zmusić do zrobienia paznokci, a krem na twarz kłądę jak już
            niemalże nie mogę mówić...smile)))Też tak będziecie miały...smile))
            • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 12:13
              Oj, ja tez wpadłam w zakupowy szal, ale juz sobie połozyłam szlaban
              na rachunku. Wczoraj w nocy zaszalałam ostatni raz i zamówilam sobie
              zabójczą nowa torebke (zabójcza dla mojego stanu konta) wink
              A dzisiaj od rana znowu to samo - maska na wlosy, kremiki pod oczy,
              nad oczy, do ust, balsam na nogi, kolagen na bimbały wink W życiu nie
              miałam tak odzywionej skóry wink
              • mini_me Re: Witam 24.03.08, 12:25
                hahaha
                ale się uśmiałam!!! to Ty Bolutie ze 2 godziny rano się szykujesz tongue_out

                ale fakt jest taki że też jestem w szale zakupowym i nie zamierzam sobie
                szlabanu robić bo w końcu muszę coś mieć z życia smile)) oczywiście wszystko w
                granicach rozsądku coby młody nie głodował i dopiero po opłaceniu rachunków big_grin
                • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 12:46
                  > ale się uśmiałam!!! to Ty Bolutie ze 2 godziny rano się
                  szykujesz tongue_out

                  nie no spokojnie, ja nie robie tego codziennie, tylko w wolne dni :-
                  ) Dzisiaj jeszcze czeka mnie skubanie brwi i juz rozgrzewam wosk
                  na "wasik" wink
                  • mini_me Re: Witam 24.03.08, 13:05
                    Ja tak zeszły weekend spędziłam smile)
                    młody pojechał z dziadkami a ja małe spa otworzyłam w domku smile)
                    i to był jeden z fajniejszych weekendów jakie ostatnio spędziłam big_grin
                    • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 13:29
                      A ja tak spędziłam Wielkanoc smile Takie mini-spa.

                      Ciekawe jak spedził Święta mój M sad I co o mnie nagadał rodzinie...
                      W sumie nie powinno mnie to obchodzic, ale Teściów mam naprawde
                      super i zalezy mi na dobrych stosunkach z Nimi. Mój M chyba nie
                      zdaje sobie sprawy z tego, że zniszczył nie tylko swoje zycie, ale i
                      moje, mojej Mamy, moich Teściów, itp. Ale czegóż mozna sie
                      spodziewać po rozpuszczonym jedynaku, dla którego on sam był, jest i
                      będzie najwazniejzy sad

                      No i jak sie wali - to znowu wszystko naraz: rozwód, poronienie,
                      Babcia w szpitalu, a dzisisj dostaam wiadomośc, że zmarła moja
                      ciotka (siostra mojego ojca) i w środe jest pogrzeb... A podobno to
                      miał być szczęsliwy i owocny Rok Szczura... szczur to ściekowe
                      ohydne zwierze, więc nic dziwnego, że i rok jest do dupy sad Szkoda
                      gadać.
                      • zbyta Re: Witam 25.03.08, 09:04
                        Boulie, sorry, tak głupio wpasował się mój wpis, napisałam czytając
                        o zmianie w brunetkę i domowym spa, a tymczasem zanim się
                        opublikowało, Ty napisałaś o pogrzebie. Bardzo mi przykro, że
                        kolejny ból nie został Ci oszczędzony. Ściskam mocno
          • zbyta Re: Witam 25.03.08, 08:54
            halo Bolutie cieszę się widząc Cię w lepszej formie. Napisz mi
            proszę jaką książkę o uzależnieniu czytasz, bo też chciałabym do
            niej zajżeć. Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie smile
    • dsz27 Re: Witam 24.03.08, 11:00
      Witaj,

      Ja też jestem na początku drogi...Moja historia też jest troszkę podobna do
      Twojej. Uważałam nasz związek za bardzo udany, z resztą inni też. Wszystko było
      w porządku do momentu wyjazdu mojego męża na 3 m-czne szkolenie do Niemiec.
      Wrócił już inny człowiek, skończyło się wszystko co jest między nami. On we
      wtorek po świętach zabiera swoje rzeczy i się wyprowadza. W perspektywie mam
      rozwód. Dodam, że mamy 2 letniego synka a drugie dziecko jest w drodze. Jak na
      ironię losu zrobiliśmy to dziecko po jego powrocie do domu, potem dowiedziałam
      się, że on nie jest ze mną szczęśliwy. Dodam, ze gdybym to wiedziała wcześniej,
      na pewno bym się jakoś zabezpieczyła. Ale to już inna historia.
      W obliczu rozstania staramy się zachowywać jak dorośli ludzie, czasem nawet
      żartujemy z tego wszystkiego. Nasz wspólny przyjaciel stwierdził, że nasze
      reakcje na to wszystko są raczej nienormalne...
      Mój Mąż ma zamiar cały czas przychodzić do dziecka a potem do dzieci, więc nawet
      gdybym chciała nie wykasuję go ze swojego życia bo na tym ucierpią tylko i
      wyłącznie dzieci. Oczywiście wszystkie jego obietnice finansowe zostaną spisane
      u notariusza, muszę mieć jakieś zabezpieczenie tym bardziej, że zawodowo u mnie
      lipa. Wszystko ma wyglądać naturalnie, ma pomagać ile będzie mógł, i dzieci mają
      jak najmniej odczuć nasze rozstanie.
      Wszystko to pięknie ale czasami strasznie mi trudno, patrze na Niego i nie
      potrafię sobie powiedzieć, że już wcale go nie kocham, a chciałabym, po tym co
      mi zrobił. Potrzebuję chyba przycisku "delete" żeby nic do niego nie czuć. Tylko
      gdzie ja go znajdę...

      Piszcie jak sobie radzicie, może jakoś wykorzystamy te rady we własnym życiu.
      Dodam, że na wsparcie psychiczne rodziny nie mam co liczyć. Z resztą chciałabym
      jak najmniej z nimi przebywać.
      • keytie Re: Witam 24.03.08, 11:16
        Zabezpiecz się finansowo jak najprędzej, żeby twojemu się nie
        odwidziało to co ci obiecuje. Mój też początkowo twierdził, że
        przepisze i zostawi mi mieszkanie, że będzie dawał kasę na małego.
        Teraz już mu się zmieniło. Pamiętaj, że tu nie chodzi tylko o
        ciebie, ale również o dzieci. Trzymam kciuki, żeby twój m okazał się
        bardziej ludzki niż mój.
        • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 11:21
          "Ludzki"...? Prosze Cie!! To co oni opowiadaja na początku -
          rozstańmy się z klasą, bede płacił na dziecko, przepisze mieszkanie,
          dojdziemy jakos do porozumienia, jestesmy oboje inteligentnymi
          ludźmi, itp... - to banały niewarte funta kłaków! W takich
          sytuacjach jak separacja, rozstanie, rozwód - oni sie zmieniaja jak
          kameleony. Osiagneli jakis poziom człowieczenstwa i nagle cofaja sie
          w ewolucji do małpy... Nie ma co wierzyć w piekne słówka,
          naprawde... Trzeba myslec o sobie, o zabezpieczeniu swojej i dzeci
          przyszłości.
          • drugiezycie Re: Witam 24.03.08, 11:55
            No tak. U mnie było podobnie. To co się działo w małżeństwie to "pikuś" w
            stosunku do tego co mi m zafundował przy rozwodzie. A też (przez parę miesięcy)
            miało być zgodnie, na poziomie, ugodowo- tyle, że potem jakoś się ODWIDZIAŁO sad.
            Też nic z tych obietnic nie było spisane.
            A teraz: takich bzdur, kłamstw jak w pozwie to ja w życiu nie słyszałam.
            I sama zaczynam żałować, że do końca byłam fair (tyle, że mogę sobie w twarz w
            lustrze spojrzeć). Choć podejrzewam, że m specjalnie nie ma wyrzutów.
            U mnie minął rok, a dopiero zaczynamy faktyczny, pewnie kilkuletni
            rozwód.Kłamstwa małżeńskie wybaczyłam, nie chciałam stać na drodze do szczęścia
            m i zgodziłam się na rozwód. Ale nie jestem się winna rozpadu. Przerzucanie winy
            na mnie jest podłe. I tych kłamstw rozwodowych nie wybaczę mu nigdy.
            Wytłumaczcie mi proszę jak taki typ może przychodzić do dziecka i zachowywać sie
            jakby nigdy nic? Jak on sobie wyobraża nasze późniejsze kontakty? Dla mnie to co
            robi teraz jest obrzydliwe i nie chce go widzieć i mieć z nim nic wspólnego.
            Tak więc wszem i wobec powtarzam ZERO zaufania do wspólmałzonka w etapie około
            rozwodowym.
            Wiem, są uczciwe wyjątki i obyście na takie trafili. Tylko, że to są wyjątki.
            Pozdrawiam
            • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 12:21
              Uczciwość uczciwościa, ustalenia ustaleniami, ale... Rozwód,
              rozstanie - to przeogromny stres dla obu stron, a stres wyzwala
              najgorsze emocje, te z kolei nie sa dobrymi doradcami...
    • keytie Re: Witam 24.03.08, 11:10
      Drogie Kobietki nie chcę się tu bawić w złego proroka, ale mam silne
      przeczucie,że dotknęło Was to co mnie czyli po prostu...zdrada. Ja
      też tolerowała wymówki, że mąż nie ma ochoty na seks, bo jest
      zmęczony, zestresowany, no a gdy byłam w ciąży, że ma obawy że coś
      się stanie dziecku (bzdury!!!). U mnie sytuacja wyglądała bardzo źle
      od świąt Bożego Narodzenia kiedy, to tuż przed porodem mąż zostawaił
      mnie samą na całe dnie i noce, bo tak ciężko pracował na nasze
      lepsze jutro i nagle dostawał oferty nie do przepuszczenia. Nie
      muszę chyba pisać, że wcześniej wszystko wydawało się super. Przede
      wszystkim po 5 latach małżeństwa w końcu udało nam się - zaszłam w
      ciążę. Mąż był zachwycony! Chodziliśmy do szkoły rodzenia,
      planowaliśmy i marzyliśmy jak to będzie wyglądało nasze życie z
      maluszkiem. Wszysstko to okazało się wielkim oszustwem, bo gdy byłam
      w ciąży mój kochający mąż znalazł sobie dupę. Potem potoczyło się
      już lawinowo. Szkoda nawet opisywać wszystkie okropieństwa które mi
      od tego czasu zafundował. Zero wsparciaa nawet litości dla obolałej
      umęczonej kobiety. Ale czego tu wymagać od świni. Krótko mówiąc jest
      mi źle, bo ciągle tęsknię za mężem który wyszedł któregoś dnia z
      domu i już nie wrócił. Wrócił jakiś inny - jego czarna strona. To
      był szok! Teraz muszę się uczyć żyć na nowo (z synkiem). Nie jest to
      łatwe. Szczególnie w takie dni jak święta. Napiszę jeszcze potem.
      Trzymajcie się dziewczyny! Ps. Każdego dnia wieczorem trzeba
      spojrzeć na miniony dzień i znaleźć 5 rzeczy które były fajne, miłe,
      wesołe (dla których warto było go przeżyć) choćby to że tak ładnie
      wyglądają obsypane śniegiem drzewa za oknem wink Spróbujcie! Pogadamy
      o efektach za kilka dni.
      • dsz27 Re: Witam 24.03.08, 11:46
        Wiem, że statystyki pokazują jak faceci się zmieniają po rozstaniu i ile są
        warte ich obietnice. Dlatego chcę spisać wszystko u notariusza, tzn. to ile
        będzie mi dawał kasy na dzieci, co zabiera a co zostaje w domu, w sądzie będę
        chciała aby ustanowiono mnie jedynym prawnym opiekunem dzieci itd. Ograniczenia
        jego kontaktów z dzieciakami nie chce, jako ojciec się sprawdził przynajmniej do
        tej pory nie mam co do tego żadnych zastrzeżeń. I szczerze mówiąc łudzę się, że
        skoro mężem okazał się fatalnym to do bycia ojcem będzie nadal się poczuwał.
        Tylko czas pokaże jak to będzie wyglądało w rzeczywistości.
        • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 12:19
          Z tego co mówił mi mój prawnik - to co spisane u notariusza jest
          niestety do podważenia w sądzie - podział kasy, mieszkania,
          alimenty, itp. Zastanów sie czy nie załozyć oddzielnej sprawy w
          sądzie o podział majątku - wtedy decyzja sądu i to co będzie
          zapisane - jest na 1000% pewne i nie do podważenia.
      • kjl2004 do keyti 02.04.08, 14:17
        keytie napisała:

        > Drogie Kobietki nie chcę się tu bawić w złego proroka, ale mam
        silne
        > przeczucie,że dotknęło Was to co mnie czyli po prostu...zdrada. Ja
        > też tolerowała wymówki, że mąż nie ma ochoty na seks, bo jest
        > zmęczony, zestresowany, no a gdy byłam w ciąży, że ma obawy że coś
        > się stanie dziecku (bzdury!!!). U mnie sytuacja wyglądała bardzo
        źle
        > od świąt Bożego Narodzenia kiedy, to tuż przed porodem mąż
        zostawaił
        > mnie samą na całe dnie i noce, bo tak ciężko pracował na nasze
        > lepsze jutro i nagle dostawał oferty nie do przepuszczenia. Nie
        > muszę chyba pisać, że wcześniej wszystko wydawało się super.
        Przede
        > wszystkim po 5 latach małżeństwa w końcu udało nam się - zaszłam w
        > ciążę. Mąż był zachwycony! Chodziliśmy do szkoły rodzenia,
        > planowaliśmy i marzyliśmy jak to będzie wyglądało nasze życie z
        > maluszkiem. Wszysstko to okazało się wielkim oszustwem, bo gdy
        byłam
        > w ciąży mój kochający mąż znalazł sobie dupę. Potem potoczyło się
        > już lawinowo. Szkoda nawet opisywać wszystkie okropieństwa które
        mi
        > od tego czasu zafundował. Zero wsparciaa nawet litości dla
        obolałej
        > umęczonej kobiety. Ale czego tu wymagać od świni. Krótko mówiąc
        jest
        > mi źle, bo ciągle tęsknię za mężem który wyszedł któregoś dnia z
        > domu i już nie wrócił. Wrócił jakiś inny - jego czarna strona. To
        > był szok! Teraz muszę się uczyć żyć na nowo (z synkiem). Nie jest
        to
        > łatwe. Szczególnie w takie dni jak święta. Napiszę jeszcze potem.
        > Trzymajcie się dziewczyny! Ps. Każdego dnia wieczorem trzeba
        > spojrzeć na miniony dzień i znaleźć 5 rzeczy które były fajne,
        miłe,
        > wesołe (dla których warto było go przeżyć) choćby to że tak ładnie
        > wyglądają obsypane śniegiem drzewa za oknem wink Spróbujcie!
        Pogadamy
        > o efektach za kilka dni.

        witam, ja mam wrażenie że ty dokładnie o mnie napisłaś, scenariusz
        idnetyczny, nawet staranie o dziecko, a później tatus sie ulatnia i
        pozostaje szara rzeczywistość...pozdrawiam
    • sadaga Re: Witam 24.03.08, 12:52
      cześć. przed Tobą niezbyt przyjemny i bolesny okres ale przejdziesz
      przez to. i wiesz - być z kimś obok to gorsze niz być samej. coś o
      tym wiem. teraz jestem sama z synkiem (4 m-ce mijają własnie) i jest
      mi dobrze. co prawda przede mna sprawy, do tego pewnie nie dojdziemy
      z m do porozumienia (pisze z cała świadomością - nie z mojej winy,
      bo mimo że to on zdradził starałam sie porozumieć przez wzgląd na
      synka, ale juz dałam sobie spokój - piatek przeważył o tym. złośliwa
      byc nie zamierzam ale ułatwiajaca juz tez nie).
      Ty też sobie poradzisz. i będzie dobrze. wróci poczucie ważności
      własnej osoby. życie jest zbyt krótkie by nie dać sobie szansy na
      szczęcie. powodzenia.
      • zielona_ropucha Re: Witam 24.03.08, 12:57
        sadaga napisała:

        życie jest zbyt krótkie by nie dać sobie szansy na
        > szczęcie. powodzenia.
        Już to kiedys słysząłam,myslałam,że to bzdura...ale to
        najprawdziwsza prawda...smileSłyszałam to od mojej "miłości życia"..tak
        kiedys myslałamsmile On teraz żałuje...wiem to. Tylko co mi po
        tym...teraz moje życie zrobiło się krótkiesmile
      • anmaja1 Re: Witam 24.03.08, 17:25
        Hej dziewczyny
        Dzięki za miłe przyjęcie i wsparcie, mimo że to może źle zabrzmi to
        bardzo podtrzymuje na duchu, że są inni, któży przeżyli to co ja i
        jakoś się z tego wygrzebują, a niektóży to chyba już mocno staneli
        na nogach.
        Przez dłuższy czas byłam zaślepioną idiotką i pewnie w jakimś
        stopniu jeszcze nią jestem, bo jakoś nie mogę pogodzić się z
        oczywistymi faktami: jsk mozna kogoś tak po prostu przestać kochać,
        przestać dzwonić, nie przejmować siś czy wszystko jest ok, kogoś
        kogo kiedyś sie przytulało, obiecywało miłość, z kim planowało się
        dom, dzieci?? Do tego jeszcze chyba nie dojrzałam. Od czasu
        rozstania- czyli po tym jak mój M. zakomunikował mi że mam się
        wyprowadzić z domu, próbuje sobie to jakoś ułożyć w głowie i jakoś
        nie mogę i wiecie co, chyba mniej mi zależy na zrozumieniu takiego
        zachowania, bo to jest kompletnie mi obce... nie z mojego świata..
        Aaaa, chyba jestem na podobnym etapie jak bolutiebolutie smile
        maniciure zrobiony, do fryzjerki zamierzam umówić się jutro, za
        tydzień idę do kosmetyczki.... pierwszy raz od 7 lat!!!!! No i
        zakupy ubrankowe zrobione.... chyba nie jest z nami tak źlewink chyba
        przetrwamy, co?smile
        • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 17:52
          Tu sa super ludzie i zawsze dostniesz od nich wsparcie smile ja
          jeszcze miesiąc temu żyły chciałam sobie podcinac i uważałam, że
          odejście mojego ukochanego M to koniec swiata. Wyniósł sie, złozyłam
          papiery rozwodowe i swiat sie nie skończył, życie sie nie zawaliło.
          Nie mozna żyć przeszłością, bo traci sie teraźniejszość...

          Zakupy ubraniowe Ci sie przydadza, będa jak znalazł kiedy trzeba
          będzie zapelniać puste szafki po ciuchach M. Czas zadbac o siebie.
          Nalezy nam sie, żeby ktos sie NAMI zajął, żeby NAS podziwiał i
          adorował, tak jak na to zasługujemy. A nasi mężowie...? Cóż...
          najbardziej docenia sie cos, co sie straciło...
          • karola-2008 Re: Witam 24.03.08, 19:42
            Dziewczyny naprawde sie cieszę,że Was znalazłam. Do tej pory czułam
            się taka samotna z tym problemem. Dziś widzę, że nie jestem sama, a
            inne mają jeszcze ciężej bo mają dziecko lub dzieci. Ciężej bo
            trudniej odejść, bo my myślimy o dobrze dziecka i wiele jesteśmy w
            stanie znieść. Poza tym jakby nie było wtedy ex już na zawsze
            zostaje częścią życia ze względu na dzieci( chyba że tego sam nie
            chce). Przeczytałam post w którym dziewczyna pisze, że mąż to świnia
            itp. Przyznaję Ci rację, ale myślę,że lepiej by było dla Ciebie i
            dziecka gdybyś jednak ten żal porzuciła. Żal i takie negatywne
            emocje mogą zniszczyć tylko Ciebie. On już i tak jak okazałam się
            takim draniem Twoim żalem się nie przejmie, a może Ci tylko utrudnić
            kontakty z nim w przyszłości jeśli jest ojcem. Pewnie pomyślisz, że
            łatwo mi pisać skoro nie mam dziecka, ale wierz mi czułam na
            początku to samo co Ty! Teraz po 3 miesiącach staram się wynieść z
            tego związku jak najwięcej na przyszłość nauki, a mojego ex
            wspominam po prostu miło bo też były fajne momenty kiedy byliśmy
            razem. Poza tym paradoksalnie czuję się jakaś pewniejsza siebie i
            świadoma swojej wartości. To też dzięki rozstaniu. Trudne
            doświadczenia kształtują charakter. Naprawdę nie życzę zle mojemu
            ex, jednak różnie w życiu bywa, każdy kij ma dwa końce i by potem
            się nie okazało,że sam dostanie tą drugą stroną.
            Co zaś do zadbania o siebie- też mam za sobą wizytę u fryzjera,
            nowe ciuszki smile)) to poprawia nastrój i samopoczucie.
            Miewam też chwile zwątpienia, też ryczę do poduchy, pewnie jak każda
            z nas, ale z biegiem czasu chyba mniej. Poza tym mam przyjaciółki u
            których zawsze mogę się wypłakać, no a teraz Was!!! bo co jak co Wy
            mnie rozumiecie najlepiej!!! Naprawdę bardzo się cieszę, że tu
            trafiłamsmile
            Trzymajcie sie dzielnie dziewczyny a jakby co piszcie napewno się
            wesprzemy i będzie lżej.
            Dużo siły i wiary w siebie!! Pozdrawiam!!!
            • mini_me Re: Witam 24.03.08, 20:13
              tak na marginesie:
              Czy to nie zabawne że wszystkie się leczymy robiąc zakupy i domowe spa?
              Swoją drogą spotkałam się z koleżanką i jej drugim mężem który stwierdził że to
              jest przerażające że kobiety tak pięknieją przy rozwodzie i że to jest
              nienormalne i on nigdy przenigdy nie będzie się rozwodził bo po miesiącu by się
              okazało jak bardzo dużo stracił smile w końcu swoją żonę poznał w trakcie jej
              rozwodu więc chyba wie co mówi smile
              tak więc dziewczątka więcej tych maseczek balsamików i kremików pod oczy smile
              • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 20:34
                Wiesz, po zastanowieniu może masz racje, że kobiety podczas rozwodu
                pieknieją... W końcu zaczynaja zajmowac sie sobą a nie mężem, cos w
                sobie zmieniają, zaczynaja o siebie bardziej dbać - albo żeby poczuć
                sie lepiej dla samej siebie, albo żeby dopiec exiowi, albo żeby
                udowodnić sobie swoja atrakcyjnośc wzbudzając zachwyt u płci
                przeciwnej... Powody niewazne - ważny efekt i to, że pozwala nam sie
                to oderwac od smutków.
                • mini_me Re: Witam 24.03.08, 20:53
                  no co Ty! my to robimy tylko dla siebie i to jest bardzo naturalne wink (tej
                  teorii sie będę trzymać rękami i nogami) bo ani nic nie musimy udowadniać exowi
                  przecież wiemy ile stracił! atrakcyjności nie musimy sobie udowadniać w końcu
                  wszystkie jesteśmy atrakcyjne smile i jest to oczywiste wink!
                  a najważniejszy efekt i zadowolenie z samej siebie smile
                  • bolutiebolutie Re: Witam 24.03.08, 21:07
                    No dobra, to ja sie przyznam - robie to dla siebie, ale też żeby
                    dopiec M i żeby sie dowartosciowac widząc zawieszane na mnie
                    spojrzenia obcych mężczyzn - moze to próżne, ale bardzo pomocne w
                    udowodnieniu sobie samej, że nie jestem kompletnym zerem które mąż
                    zostawił, bo znalazł cos lepszego... Taki instynkt samozachowawczy ;-
                    )
                    • anmaja1 Re: Witam 24.03.08, 21:20
                      No to ja sie przyznam, ja pieknieję po prostu po to żeby się poczuc
                      lepiej, żeby uwierzyć że jestem coś warta..... głupie może, ale
                      prawdziwe.
                      • mini_me Re: Witam 24.03.08, 21:30
                        no to ja się przyznam choć może to głupie - zgadzam się z Wami wink
                        • karola-2008 Re: Witam 24.03.08, 21:38
                          Też się z Wami zgadzam! wink W sumie nieważne te powody dla których to
                          robimy ważne,że to nam pomaga.
                          Oby tak dalej dziewczyny!
                          • keytie Re: Witam 25.03.08, 00:31
                            Fajne jesteście babeczki! Dzięki za waszą pogodę ducha. W końcu co
                            nam szkodzi...bądźmy piękne, zadbane, pewne siebie dla siebie a tak
                            zupełnie przy okazji niech tych naszych exów skręci z żalu. Buziaki
                            • sylwiamich Re: Witam 25.03.08, 08:26
                              A może bądżcie piękne dla siebie i przyszłych facetów?Dajcie już
                              spokój swoim eks bo pewnie ciagle bekająwink)
                              • bolutiebolutie Re: Witam 25.03.08, 09:40
                                Pierwszy sukces po mini-spa świątecznym! Dzisiaj rano facet na
                                stacji benzynowej, który tankował na stanowisku obok mnie
                                powiedziała mi bardzo fajny komplement - że wyglądam jak milion
                                dolców wink Kremiki zadziałay cy cóś? wink hahaha!
                                • karola-2008 Re: Witam 25.03.08, 09:57
                                  Oby tak dalej bolutiebolutiesmile Fajnie zacząć dzień od takiego
                                  komplementu wink
                                  Życzę Wam miłego dzionka dziewczyny.
                                  Trzymajcie się.
                                  • dsz27 Re: Witam 25.03.08, 10:07
                                    Komplement jak się patrzysmile Gratuluję!
                                    Ja też mam zamiar w najbliższym czasie zakupić jakiś fatałaszek, ciążowy ale
                                    zawsze coś. No i dzisiaj oczyszczająca maseczka i paznokcie , a wieczorem jakiś
                                    angielskiwink
                                    • mini_me Re: Witam 25.03.08, 10:21
                                      Bolutie Ty się lepiej przyznaj czego używasz!!!!
                                      Ja tez chcę być jak milion dolców (bo na razie to jakieś 10$ nie więcej)
                                    • karola-2008 Re: Witam 25.03.08, 10:21
                                      To życzę Ci udanych zakupówsmile Moda ciążowa jest teraz taka fajna....
                                      Ja też się uczę angielskiego i niemieckiegowink niesamowite ile nas
                                      kobietki łączy wink
                                      • dsz27 Re: Witam 25.03.08, 10:37
                                        Faktsmile Z tym, że ja na razie uczę się angielskiego sama w domu, prywatne lekcje
                                        jeszcze nie są w moim zasięguwink

                                        A tak na marginesie są w śród Was ludzie z Bielska?
                                        • karola-2008 Re: Witam 25.03.08, 12:56
                                          Droga dsz27
                                          ja też uczę się sama w domu. Właśnie skończyłam dzisiejszą lekcję
                                          niemieckiegosmile czasami tylko kiepsko z moją samodyscypliną do
                                          naukiwink Dziś się udało mi zmobilizować. Jeszcze angielski przede
                                          mną.
                                          • dsz27 Re: Witam 25.03.08, 13:06
                                            karola-2008smile u mnie z samodyscypliną też nie za dobrze. Ale teraz muszę mieć
                                            motywację i ją mam. Po urodzeniu dziecka chcę (muszę) zmienić prace na lepsza, a
                                            lepsza znajomość angielskiego powinna mi w tym pomócwink
                                            ściskam mocno
    • karola-2008 Re: Witam 27.03.08, 22:05
      cześć kobietki,
      mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku- o ile coś takiego da się
      osiągnąć w naszejj sytuacji.
      Ja dziś po udanych zakupach jestem w dobrym nastroju. Mam
      nadzieję,że Wy także.
      Pozdrawiam!!!
      • dsz27 Re: Witam 27.03.08, 22:24
        Cześć Karola-2008, u mnie nieco gorzej, jeszcze obecny M. znowu dał mi popalić
        ale mimo to daje radę. Facet potrafi doprowadzić mnie do łeż w sekundę...Ale
        skorzystałam dziś z zaproszenia koleżanki i pojechałam dziś z synkiem do figlo
        parku, młody miał radochę i ubaw po pachy. Wnoszenie go na 3 piętro po wysokich
        schodach dało mi sie we znaki ale co tam, dałam radę. Brzuch nie boli, tylko
        serce tak no ale z tym wypada mi się w końcu pogodzić.
        Donia
        • karola-2008 Re: Witam 28.03.08, 09:56
          Witaj Doniu,
          przykro mi, że Twój M. Cię tak wzprowadził z równowagi. Wiesz coś w
          tym jest o doprowadzniu do płaczu w sekunde... też tak niestety
          czasami mam. Tu niby jestem silna, wszystko ok ale przychodzą
          momenty w których zły same płyną chodz tego nie chcę. No cóż.
          Tłumaczę sobie wtedy, że mam do tego prawo, wszystko jest jednak
          mimo wszystko za świeże. W sumie łzy to nie oznaka słabości ale
          wrażliwości.
          Wiem, że z jednej strony bedąc matką jest Ci ciężej przez to
          wszystko przejść, jednak z drugiej strony dziecko staje się pewnym
          motorem Twoich działań, masz dla kogo żyć i walczyć o lepsze jutro
          dla siebie i dla synka.
          Pozdrawiam bardzo serdecznie.
          Trzymajcie się cieplutko!
          Karolina
          • dsz27 Re: Witam 28.03.08, 10:30
            Karolinko wiem, że dzieci to samo szczęście i wiem, że mam dla kogo żyć. Ale to
            tak boli, że nie mam czasami siły..
            Dzisiaj mu to wszystko wykrzyczałam rano i usłyszałam, że on nie musi mi się
            tłumaczyć co robi w wolnym czasie. że przesadzam i takie tam bo przecież ja
            przesadzam i histeryzuje...standard.
            Chciałabym mieć to wszystko już za sobą, rozwód, czysty umysł ale na to jeszcze
            chyba muszę poczekać.
            • zdziwiona.2 Re: Witam 28.03.08, 11:52
              Też marzę, żeby mieć wszystko za sobą, najpierw jego wyprowadzkę,
              potem rozwód... Marzę o spokoju, którego teraz nie mam. Codziennie
              słyszę, że on już nic nie musi- ani mówić co robi, gdzie jest, z kim
              i o której wróci-dlaczego?- ponieważ on psychicznie już się ze mną
              rozwiódł.
            • bozenadwa Re: Witam 28.03.08, 11:57
              Czytam Twoje posty i jestem calym sercem z Toba DOnia.Zastanawialam
              sie .ZAdam Ci pytanie .Nie musisz mi odpowiadac.Odpowiedz sobie
              sama.CZY TY chcesz napewno tego rozwodu.CZy ty czcesz napewno tego
              rozwodu teraz.Wiem ,ze to bardzo trudnedla CIebie.NIe do przyjecia
              dla mnie jest,ze mu sie teraz odwidzialo jak spodziewacie sie
              drugiego dziecka.Kazdy z nas pisze od siebie na tym forum.Wiec ja
              mysle tak .To jest takie swieze.Nie wiem co nim kieruje.Kto z was
              chce rozwodu.Jesli chcesz tak naprawde bo czujesz sie tak zraniona
              upokorzona to i tak uwazam,ze rozwod powonien byc z jego winy.Nie
              musisz zgadzac sie z wszystkim co on chce.Naprawde nie juz szans? na
              to abyscie jednak byli razem? to sa moje mysli.Nie wiem co TY chcesz
              POZDRAWIAM
              • karola-2008 Re: Witam 28.03.08, 20:17
                Czytalam ostatniego posta i mam kilka przemyśleń. Nie wystarczy, że
                kobieta nie chce rozwodu,że jednak wolała by ratować małżeństwo. Do
                tego trzeba dwojga! Nie mozna nikogo zmusić do miłości. Jeśli facet
                tego nie chce to możemy stawać na rzęsach a i tak nic nie zdziałamy.
                Fakt faktem, że warto czasami jednak spróbować zawalczyć o związek,
                dać szansę. Może potem będzie nam choć odrobinkę łatwiej ze
                świadomością, że się strałyśmy, że zrobiliśmy wszystko co się da.
                Druga sprawa jest taka jak wiele rzeczy można wybaczyć to nie
                wszystko można zapomnieć. To czasami może się odbić na przyszłości
                danego związku, powracać jak bumerang...
                Każda z nas w podobnej sytuacja chce to mieć jjak najszybciej za
                sobą. Wydaje mi się,że najgorsze jest takie zawieszenie. Takie
                czekanie na niewiadomo co, ta iskiereczka nadziei,że to się jednak
                jakoś ułoży bywa dla mnie bardzo męcząca. Mimo to jakoś boję
                postawić ten pierwszy krok w drodze ku rozwodowi...
                Pozdrawiam wszystkie kobietki, szczególnie Ciebie Doniu. Musisz się
                trzymać bo to ważne też do Twojego syna i dziecka, które urodzisz.
                Pewnie wszyscy w koło Ci to powtarzają. Wiedz jednak, że gdzieś w
                tej globalnej wiosce jest ktoś kto dobrze Ci życzy i trzyma kciuki
                za Ciebie, za Was.
              • dsz27 Re: Witam 28.03.08, 20:53
                Witajcie,

                Bozenadwa postaram Ci się odpowiedzieć. Szanse nam dałam, zgodziłam się na jego
                powrót końcem stycznia, robiłam wszystko co mogłam żeby czuł się dobrze, żeby
                między nami było dobrze, żebyśmy mieli szansę. On twierdził, że wraca i dla
                dzieci i dla mnie. Okazało się, że nie do końca. Nie zrobił nic, żeby między
                nami było lepiej, co więcej zachowywał się tak, że oddaliliśmy sie na dobre. I
                dlatego nie chce kogoś takiego, nie chcę męża na którym nie mogę polegać.
                Decyzja o rozwodzie była wspólna ale to on podjął decyzję o wyprowadzce z domu i
                zostawieniu mnie, więc jak dla mnie rozwód z kimś takim to po prostu już tylko
                formalność. Oczywiście to jedno a drugi to to, że czuję sie upokorzona,
                zraniona, porzucona, oszukana, wdeptana w ziemię...Nikt nigdy mnie tak nie
                skrzywdził i to kolejny powód, ze rozwód to jedyne wyjście. Karolina napisała,
                ze oboje partnerzy muszą chcieć u mnie tylko jedno z nas chciało. To prawda, że
                wiele można wybaczyć ale czasami zapomnieć się nie da. Ja chyba jestem właśnie
                na takim etapie.
                Teraz płacze, wyje do księżyca i zaliczam kolejny dół. A on świetnie się bawi
                przy piwku z kolegami lub koleżankami.... Mnie kiedyś nazywał swoją
                przyjaciółką, powiernicą a teraz traktuje gorzej niż obcą osobę, po prostu zlewa
                ignoruje, jestem dla niego nikim, no może matką jego dzieci, na które
                podejrzewam wcześniej czy później się wypnie...Tego nie rozumiem.
                Dziewczyny dzięki za wszystko, ratujecie mnie znowu. I pewnie jeszcze nie raz
                poproszę o tę pomoc.
                Trzymam za wszystkich kciuki, tak mocno jak tylko potrafię.
                Karolina ściskam mocno.
    • karola-2008 Re: Witam 29.03.08, 14:44
      Czesc kobietki,
      to jednak prawda,że czas leczy rany. Powoli ale jednak jest poprawa.
      Dziś podczas porządków natknęłam się na zdjęcia, listy z okresu
      narzeczeństwa i.... nic. Może trochę smutno się zrobiło, ale nie
      uroniłam ani jednej łzy co wcześniej było raczej niemożliwe.
      To chyba dobry znak, że jakoś dochodzę do siebie. Powoli, ale do
      przodu. Mam nadzieję, że u Was też do przodu idzie, że idzie ku
      lepszemu.
      Trzymajcie się kobietki!!!!
      • dsz27 Re: Witam 30.03.08, 22:27
        Melduję się,

        U mnie bez zmian. Dół dołem pogania, gorzej, źle albo tragicznie, szczególnie
        wieczorami... Dziś płakałam tylko kilka razy, dwa razy w miejscach publicznych
        (niezły widok).
        On KOMPLETNIE nie rozumie czemu chodzę smutna, dobita, wgnieciona w
        ziemię...cytuję "to lepiej się zadręczać i smucić niż nie myśleć o tym..., o co
        ci chodzi". A ja się łudziłam, że sumienie go gryzie i biedaczysko spać nie
        może...ech głupia dupa ze mnie!

        Domi
        • karola-2008 Re: Witam 31.03.08, 00:24
          witaj Doniu,
          tak mi się smutnpo zobiło gdy przeczytałam Twój post. Miałam
          nadzięje, że u Ciebie ok. Nie wiem co powiedzieć, doradzić bo w
          takich sytuacjach czasami po prostu brak słów.
          Wczoraj pisałam, że jakoś lepiej do przodu a dziś ... dowiedziałam
          się, że teściowie byli tu na święta i nawet nie zadzwonili. Przykro
          mi z tego powodu bo mialam bardzo dobry kontakt z teściową-
          przynajmniej tak mi się wydawało.Zresztą sama mówiła, że będziemy w
          kontakcie. Sama nie wiem co o tym myśleć. Być może zbyt się wstydzą
          postępowania ukochanego synulka? Poza tym mój ślubny nadal milczy i
          nie wiem kiedy przywiezie mi moje rzeczy.
          Już mialam taki etap że jakoś nie myślałam a dziś ciągle mi to po
          głowie chodzi. Mam nadzieję, że szybko przejdzie.
          Pozdrawiam!!!
          • dsz27 Re: Witam 01.04.08, 09:44
            Nie chciałam nikogo zasmucić. Pisanie na forum naprawdę traktuję jako terapię,
            gadanie zawsze przynosiło mi ulgę, nie jestem typem osoby skrytejwink
            Przykro mi, ze teściowie tak się zachowali, mogę jedynie domyślić się co
            czujesz, tym bardziej, że jak piszesz Twoje relacje z teściową były w miarę
            dobre. Może przyjdzie czas, że sami do Ciebie przyjadą i będą chcieli pogadać...
            ale jeśli sie od Ciebie odwrócili bo synek tez to zrobił, to wiesz co... olej
            ich! Nie są warci Twojego zainteresowania, co oczywiście nie zmienia faktu, że
            to boli...

            Ja jestem chyba na etapie złości i odrzucenia. Teraz przez ten tydzień mam
            spokój, mój M. nie przychodzi do synka bo jak twierdzi pracuje na popołudnia. A
            że rano odpada, bo dziadek musiałby go zmienić jak będzie szedł do pracy, z
            oczywistych względów nie widuje się z dzieckiem.
            Więc będę miała spokój, nie będę go widywać. A to ostatnio sprawia mi dużo bólu.
            Facet zaczął dbać o siebie bardziej niż kiedykolwiek. Wiecie...nowe spodnie,
            buty, sweter, perfumy... klasyka! Non stop odbiera jakieś telefony, a ja słyszę
            skrawki rozmowy i jest mi bardzo przykro. Bo jak ze mną rozmawia jest raczej
            oschły a wystarczy, że zadzwoni tel. banan sam pojawia się na jego
            twarzy...przykre.
            Wiem, że nie mogę go brać pod uwagę w jakichkolwiek planach odnośnie dzieci,
            wiem, że prędzej czy później będzie z nimi spędzał coraz mniej czasu. To też boli..
            Pogodziłam się z pewnymi faktami bo nie miałam wyjścia, zaprzeczanie
            rzeczywistości nic tu nie da. Ale mam problem ze zrozumieniem tego wszystkiego.
            Jak on mógł się tak zmienić, kiedy to wszystko się zaczęło, jak może spać
            spokojnie zostawiając mnie / nas w takiej sytuacji???? A on bawi się w najlepsze
            a ja siedzę i płacze...
            Zero odpowiedzialności, zrozumienia, współodczuwania... nic, totalnie nic.
            Wszyscy mi mówią, ze to minie, z czasem będzie lepiej, ale ja nie wiem jak to
            przetrwać TERAZ! Jak żyć żeby ciągle o tym nie myśleć. Ech...

            Jak na razie u mnie z dnia na dzień jest coraz gorzej, nie płacze już tak często
            ale chyba zapadam się w jakiś dół...
            No i boję się, że to wszystko odbije się na dziecku, które noszę...

            Uciekam, bo tylko smuty mi w głowie.
            Papa
            • bolutiebolutie Re: Witam 01.04.08, 09:58
              > Facet zaczął dbać o siebie bardziej niż kiedykolwiek.
              Wiecie...nowe spodnie, buty, sweter, perfumy... klasyka! Non stop
              odbiera jakieś telefony, a ja słyszę skrawki rozmowy i jest mi
              bardzo przykro. Bo jak ze mną rozmawia jest raczej oschły a
              wystarczy, że zadzwoni tel. banan sam pojawia się na jego
              twarzy...przykre.

              To bardzo przykre... Znam to doskonale, i te smski, po których geba
              mu się śmieje od ucha do ucha... I oschły, oficjalny ton do mnie i
              zimne, obce spojrzenia... Boli jak cholera... Nie możesz sie jednak
              tym tak zamęczac, nosisz pod sercem małą istotkę. Też o siebie
              zadbaj, pójdź do fryzjera, na manicure, podicure, podmaluj się -
              niech on nie widzi, że sie "staczasz" i zatracasz w rozpaczy, bo
              dasz mu satysfakcję... Wiem, że trzeba osiagnąć swoje dno, ja
              półtora miesiąca byłam zapyziała, załamana, zapłakana, zapuchnięta,
              zapuściłam mieszkanie na maxa... Ale podniosłam się z tego, a
              właściwie podnosze powoli.
              Wiem, że masz problem ze zrozumieniem całej tej sytuacji, ale nie
              zadręczaj sie tym, bo i tak nic Ci to nie da. Nie wiesz co siedzi w
              jego głowie i co nim kierowało, kieruje, że zachowuje się w taki a
              nie inny sposób. Nie myśl o tym, musisz żyć dalej - dla siebie i
              dzieciaczków smile


              > Zero odpowiedzialności, zrozumienia, współodczuwania... nic,
              totalnie nic.

              To tez znam - jak sie okazało, że poroniłam ciążę to mój M zrobił mi
              gorzką herbatę, na siłę pogłaskał po włosach, spakował się i
              wyprowadził... Obcy ludzie byli mi bardziej pomocni, niż własny
              jeszcze mąż... Zadzwonił po 3-ech dniach, żeby zapytać o gasła do
              naszego rachunku bankowego, bo musiał puścić przelew za wynajęte
              mieszkanie i PRZY OKAZJI zapytał jak się czuję... Smutne sad

              > Jak na razie u mnie z dnia na dzień jest coraz gorzej, nie płacze
              już tak często ale chyba zapadam się w jakiś dół...

              Skoro rzadziej płaczesz - to uważam, że jest lepiej a nie gorzej...
              Idziesz w dobrym kierunku. Tak jak pisałąm wczesniej - skup się na
              sobie i dzieciach - TY jestes teraz najważniejsza, a dziadem sie nie
              przejmuj... az tak bardzo... Ściskam Cie mocno

              • dsz27 Re: Witam 01.04.08, 10:56
                Wiem, że masz rację! Ale dobija mnie praktycznie wszystko, jeszcze te sms'y od
                niego. "jak tam poranek z synkiem, jak się czujesz ty i maleństwo w
                brzuszku"???? Boże...hipokryta do potęgi n-tej!
                • zdziwiona.2 Re: Witam 01.04.08, 11:43
                  A może jednak targają nim jakieś emocje i nie do końca jest
                  przekonany, że to co zrobił jest właściwe. Może w nim toczy się
                  jakaś walka.
                  • dsz27 Re: Witam 01.04.08, 11:54
                    Myślę, że to jakieś delikatne wyrzuty sumienia. Jest na 200% pewny tego, że robi
                    dobrze, dla siebie dobrze
                    • karola-2008 Re: Witam 01.04.08, 15:01

                      Droga Doniu,

                      wiesz dla mnie to forum też stało się rodzajem terapii gdzie mogę
                      się pożalić a moje łzy są zrozumiane. Mimo,że mam wsparcie w
                      przyjaciolach i rodzinie( chociaż to tak naprawdę temat tabu- nikt
                      nie chce go poruszać) to tutataj czuję się naprawdę swobodnie. Może
                      obcym ludziom łatwiej się wygadać, lecz napewno to, że przez wspólne
                      doświadczenie rozstania jakoś Wasze rady i słowa otuchy bardziej do
                      mnie przemawiają niż przyjaciół, którzy nie byli w podobnej sytuacji
                      i tak naprawdę nie wiedzą co czuję (i nie życzę im by tego
                      doświadczyli).

                      Doniu ja naprawdę przyżywałam podobne chwile co Ty. Początkowa faza
                      żalu, obwiniania się, dręczenia dlaczego, wręcz nienawiści. Z
                      zewnątrz początkowo byłam spokojna, strałam się dla mamy bo
                      strasznie to przeżywała i przeżywa. Tylko ten zewnetrzny spokójnie
                      oznaczał tego wewnętrzengo. Wieczorami kiedy mama nie widziała
                      płakałam do poduszki. Muszę przyznać, że początek jakoś lepiej
                      znosiłam niż pózniejszy etap. Być może przez nadzieję, że wszystko
                      sie jakoś wyjaśni bo przeciez to nie może być prawda! Z biegiem
                      czasu kiedy uświadomiłam sobie, że to już koniec, że on naprawdę
                      nie wróci było fatalnie. Czułam się winna, porzucona itp. Ale i ten
                      etap minął. Potem przestałam zastanawiać co on teraz robi, z kim się
                      spotyka. Zaczełam myśleć o sobie, robić to na co mam ochotę.
                      Wróciłam do mojej pasji jaką jest robienie kartek( on nie znosił
                      tego "twórczego bałaganu więc rzadko robiłam kartki). To mnie
                      odstresowuje, odpędza dręczące myśli kiedy się pojawiają. Nie mówię,
                      że to zawsze pomaga, bywają gorsze chwile, ale staram się dostrzegać
                      chociażby małe kroczki poprawy. Wierzmi zaprzestanie myślenia o nim
                      czemu to zrobił itp naprawdę pomaga. Kazda z nas pewnie potrzebuje
                      innego czasu ale prędzej czy pózniej przyjdzie i taki etap w Twoim
                      zyciu.
                      Głowa do góry!!!! Jestem pewna, że wszystkie kobietki na tym forum
                      trzymają kciuki za Ciebie- ja napewno. Pamiętaj, że nigdy mnie nie
                      zanudzasz i nie zadręczasz więc gdy jest zle napisz moze to Ci chc
                      odrobinę pomoże.
                      Pozdrawiam!!!!

                      P.S. Też myślę, że Twój M. ma wyrzuty sumienia i tak naprawdę nie
                      jest pewien swojej decyzji.
                      • dsz27 Re: Witam 01.04.08, 21:37
                        Hej,
                        Karola masz rację, będzie lepiej, nawet już dzisiaj troszkę jest. Twój post jak
                        zawsze wprawia mnie w lepszy humorwink Mam nadzieję, że i ja jestem Ci w jakimś
                        stopniu pomocnewink
                        Dzisiaj nie płakałam, tylko się wkur...
                        Nadal się zastanawiam co robi, z kim...ale cóż, może to minie.

                        Zaczyna działać mi na nerwach, obiecał, że poda mi adres pod którym tera mieszka
                        ale i w tym temacie nie dotrzymał słowa. Twierdzi, że kolega z którym mieszka
                        nie życzy sobie, żebym znała adres! Normalnie kpina. Napisałam mu co o tym myślę
                        i że nie mamy już o czym rozmawiać. To kolejny temat, w którym nie dotrzymał
                        słowa, kłamie, oszukuje i ma czelność pisać "ucałuj maleństwo w brzuszku i
                        Kubusia..." Normalnie komuś bym jaja urwała...sory Panowie jeśli to czytacie
                        oczywiście. Jaja bym urwała jednemu...

                        Normalnie krzyczeć i się chce, jestem tak nabuzowana, że ... ide malować
                        paznokcie hehesmile
                        • bolutiebolutie Re: Witam 01.04.08, 22:02
                          > Zaczyna działać mi na nerwach, obiecał, że poda mi adres pod
                          którym tera mieszka ale i w tym temacie nie dotrzymał słowa.

                          Nie liczyłabym na to, że jeszcze kiedys dotrzyma słowa... Moj M tez
                          kłamie jak z nut, bez zająknięcia się... Podobno mieszka w
                          Pruszkowie, ale jakimś dziwnym trafem od 3-ech tygodni robił zakupy
                          w Ikei w Poznaniu, w Media Markt w Poznaniu, w Conforamie w
                          Poznaniu, w Tesco w Poznaniu, itp. Pruszków - Poznań, Poznań -
                          Pruszków, jeden diabeł, to na P i to na P. Ja juz nawet nie zaczynam
                          gadki, że znowu złapałam go na kłamstwie. Cieszę się, że mam teraz
                          święty spokój, nikt nie wrzesczy na łyżeczke, która upadła na
                          podłogę, nikt nie wali pięściami w lodówkę, nie kopie w kaloryfery i
                          nie wyrywa lamp z sufitu... Cisza, spokój i harmonia smile Nie pisz
                          swojemu M co o nim czy jego postępowaniu myslisz, bo i po co...?
                          Ruszysz gówno - to śmierdzi. Odpuśc, on nie jest wart Twoich nerwów,
                          łez, zachodu, itp. Skup się na sobie, na sprawianiu sobie drobnych
                          przyjemności, na swoich pazurkach smile
                          • dsz27 Re: Witam 01.04.08, 22:30
                            Normalnie jaja! Są tak słowni, że aż strach się bać!
                            Tylko sie boję, że wycofa się z deklaracji finansowych, obiecał 1000zł na dwójkę
                            dzieci. Teraz finansowo lewo wyrabiam a co będzie jak on się wycofa... ech.
                            Niestety chyba w tym temacie jestem skazana na jego ... dobrą wolę...chyba, że
                            się mylę. A w sądzie raczej tyle na 2 nie dostanę...

                            Tym bardziej zaczynam go mieć w du...
                            • bozenadwa Re: Witam 01.04.08, 22:47
                              Doniu ja juz Ci pisalam i jeszcze raz powtarzam,jesli rozwod to
                              tylko z jego winy.Skoro jest w stanie zostawic zone w ciazy ,nie
                              wierzylabym mu za grosz.Jesli rozwod bedzie z jego winy.A ty nie daj
                              Boze zachorujesz to bedzie placil alimenty rowniez na ciebie .Nie
                              zycze Ci tego.Ale wkurza mnie taka nieodpowiedzialnosc
                              mezczyzny.Wiec na jego dobre serce i poczucie odpowiedzialnosci nie
                              mozesz liczyc.Pisalas ,ze nie wiesz jak sobie TERAZ poradzic.NIe
                              wiem czy Tobie to pomoze ,ale mnie pomoglo.Nie moglam totalnie
                              zrozumiec co sie dzieje.Nie spalam ,nie jadlam .Ktos tutaj na forum
                              napisal do bolutie na temat jej meza ,ze on TU I TERAZ przeszedl na
                              ciemna strone zycia.Mnie to dduzo dalo jak uswiadomilam sobie ,ze co
                              z tego ze bylismy malzenstwem prawie 30 lat,ze duzo razem
                              przezylismy.TO TERAZ nie ma ZNACZENIA BO to BYLO.A TERAZ JEST
                              TERAZ.A MOJ m. przeszsedl TERAZ na ciemna strone zycia i ja nie
                              zrobie TERAZ nic.Specjalnie pisze to duzymi literami tak jak to
                              napisla ta osoba ,bo to dopiero do mnie dotarlo .Doniu mysle o Tobie
                              czesto bardzo bardzo cieplo.Jesli CI to pomoze to wiedz ze jest
                              jeszcze jedna taka ,ktora o Tobie mysli cieplo ,POzdrawiam serdecznie
                            • zdziwiona.2 Re: Witam 02.04.08, 08:34
                              Nie martw się co będzie jak sie wycofa ze swoich deklaracji. Nie
                              jesteś skazana na jego dobrą wolę. Jest jeszcze coś takiego jak Sąd.
                              Nie znam sytuacji materialnej Twojego męża, ale 1000 zł na dzieci
                              masz szansę otrzymać. Pamiętaj zawsze w Sądzie trzeba żądać więcej.
                              I jest taki przepis, że nawet jeżeli Sąd uważa, że należy się
                              dzieciom więcej, a tego nie żądasz to nic sam z siebie zrobić nie
                              może- takie przepisy. U mnie też będzie walka, jeżeli mój m. nie
                              wywiąże się ze swoich deklaracji, jeżeli chodzi o dobro moich dzieci
                              nie popuszczę, choć osobą spokojną jestem niesamowicie.
                              • dsz27 Re: Witam 02.04.08, 11:27
                                Witajcie,

                                Jestem strasznie szczęśliwa, że trafiłam na to forum, na Was, dzięki Wam nie
                                jestem tak kompletnie sama a to naprawdę BARDZO DUżO!
                                Jeszcze raz dziękuję bardzo!

                                Mąż zarabia 2200 do ręki a ja na papierze mam niecałe 700 zł. Oczywiście dostaję
                                więcej ale nie dużo. Prawniczka doradziła mi na razie wstrzymać się z
                                jakimikolwiek rucham, radziła przeczekać i bacznie obserwować. Dlatego jak tylko
                                zacznie wycofywać się z deklaracji finansowych będę musiała zacząć "działać".
                                Boję się czy w sądzie dostanę na dwójkę dzieci ten tysiąc bo jest to kwota,
                                która umożliwi mi przeżycie od pierwszego do ostatniego, bez żadnych rewelacji.
                                Jeśli dostanę mnie to będzie już źle...

                                Jeśli chodzi o rozwód z orzeczeniem o winie, to szczerze mówiąc wolałabym tego
                                uniknąć, Nie chcę się szarpać, kłócić, powoływać świadków... chcę to załatwić
                                jak najszybciej! Wiem, że orzeczenie o winie ma swoje plusy np. te alimenty na
                                mnie ale dobrze wiemy jak wygląda ściągalność alimentów, a sąd chyba nie zasądzi
                                mi więcej jak tysiąc, on z resztą nie będzie w stanie płacić mi więcej...

                                A psychicznie to już chyba lepiej, nie wiem ale tak mi się wydaje. Dzisiaj z nim
                                rozmawiałam i był bardzo zdziwiony czemu jestem taka oschła. To mu wyośliałam
                                dlaczego. Podejrzewam, że niczego nie zrozumiał ale trudno.
                                Powiedziałam mu, ze na razie jego zachowanie nie wskazuje na to, żebyśmy się
                                dogadali polubownie, że on tego chce. Na razie wszystko i wszyscy są ważniejsi
                                od ustaleń ze mną. Uprzedziłam go, że mogę pogrywać dokładnie tak jak on. Nic to
                                pewnie nie da ale swoje powiedziałam i lepiej mi z tym!
                                Jeśli będzie się wobec mnie tak zachowywał, ja tak samo będę traktować go, czyli
                                jak obcego dla mnie człowieka. Z resztą moim mężem jest już tylko na papierze...

                                Pewnie jeszcze sobie popłacze ale może nie dzisiajwink
                                Jeszcze raz dziękuję i też trzymam MOCNO za Was kciuki!
                                • mini_me Re: Witam 02.04.08, 11:33
                                  Trzymaj się i się nie martw! Poprawiaj sobie humorek i głaszcz brzuszek od
                                  ciotki forumowej smile
                                  A co do kasy to ja mam chyba wygórowane życzenia bo mój m nie zarabia nic bo nie
                                  pracuje a ja chce 1000 na jedno hyhyhy zobaczymy co będzie bo niby m się sam
                                  zgodził i sam zaproponował kwotę ale jako bezrobotny bez prawa do zasiłku to mi
                                  może tylko obiecywac wink
                                  ciekawe jak się do tego sąd ustosunkuje!
                                • karola-2008 Re: Witam 02.04.08, 13:15
                                  Cieszę,że jesteś szczęśliwa choćby nawet przez krótki moment.
                                  Dobrze,że masz adwokata i trzymasz rękę na pulsie. Musisz walczyć
                                  dla dzieci i siebie. Rozumię, że wolałabyś polubownie i mam
                                  nadzieję, że Ci się to uda. Co zaś do zachowania w stosunku do męża-
                                  wydaje mi się idealne. Czasami najlepiej zadziałać jego bronią
                                  choćto wie czy to zrozumie. A tłumaczyć ? sama nie wiem czy ma
                                  sens...

                                  Pozdrawiam
                                  Trzymajcie się cieplutki pomimo paskudnej pogody dzisiaj.
                                  • dsz27 Re: Witam 02.04.08, 21:54
                                    Dzisiaj mam chyba pierwszy naprawdę dobry dzień. I nie chodzi tu o pracę bo z
                                    tym lipa. Ale nie myślę o nim, o tym wszystkim tylko tak jakoś potrafię się
                                    uśmiechać, mój synek mnie rozczula (i doprowadza oczywiście do szałusmile Jednym
                                    słowem chyba dziś jest dobrzesmile
                                    Na pewno odpoczywam bo go nie widziałam od niedzieli i mam ... spokój.
                                    To też dzięki Wam! A może przede wszystkim WAM!
                                    • karola-2008 Re: Witam 04.04.08, 02:18
                                      Ja czuje się fatalnie. Przed paroma godzinami dotarły moje rzeczy.
                                      M. posłał jej znajomym kierowcą. Cała ja zmiesciłam się w 2 torbach,
                                      3 kartonach- choć i tak pozostało tam jeszcze wiele rzeczy. Widok
                                      tego calego majdanu spowodował, że łzy same płynęły. Teraz już
                                      naprawdę koniec. Wiem, że to głupie, ale w głębi duszy miałam
                                      jeszcze cień nadziei. Teraz wszystko pękło jak bańka mydlana.
                                      Pozostał smutek i żal... Teraz ciężko, potrzebuję znów czasu by się
                                      pozbierać. Choć przecież wiedziałam, że to nastąpi to i tak to boli.
                                      Minęło parę godzin i też pewnie już inaczej na to patrze- wcześniej
                                      napisałabym wam więcej. Teraz czuję putkę i chcę by się to jak
                                      najszybciej skończyło. Jutro muszę to wszystko pochować bo nie mogę
                                      już patrzeć na te kartony. To okropne,że kiedy choć trochę się
                                      zapomni, stanie jako tako na nogi to potem znów to samo. Powolne
                                      staczanie się w dołek smutku i żalu. Mam nadzieję, że teraz prędzej
                                      wydostanę się już na słoneczko.
                                      Moja bliska przyjaciółka napisała mi, że " każdy koniec to też
                                      początek czegoś innego". Pewnie ma i racje, w końcu jest
                                      psychologiem. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła powiedzieć Wam o
                                      TYM czymś nowym i oby lepszym...
                                      Trzymajcie się dziewczyny!
                                      Mam nadzieję, że u Was lepiej.
                                      • bolutiebolutie Re: Witam 04.04.08, 07:45
                                        Karola, na takie przeżycia nie da się przygotowa. tAK JAK PISAŁAŚ -
                                        ZDAWAŁAŚ SOBIE SPRAWĘ, ŻE TO KONIEC, ŻE m PRZYŚLE cI tWOJE RZECZY,
                                        ITP. aLE GDY TO NASTĄPIŁO - ZNOWU ZŁAPAŁAŚ DÓÓ. mYŚLĘ, ŻE WIĘKSZOŚ Z
                                        NAS PRZEZ TO PRZECHODZIŁA. jA TEŻ SĄDZIŁAM, ŻE BĘDĘ PRZYGOTOWANA NA
                                        TO, ŻE NMÓJ m ZABIERZE SWOJE RZECZY I PÓJDZIE W SINA DAL, ALE JAK
                                        PRZYJECHAŁ, ZACZĄŁ W POSPIECHU WRZUCA SWOJE CIUCHY I RZECZY OSOBISTE
                                        DO WALIZKI NAWET NA MNIE NIE PATRZĄC - TO CZUŁAM SIE JAKBY KTOŚ MI
                                        NA ŻYWCA SERCE WYRYWAŁ!! pRZY NIM SIE NIE ROZKLEIŁAM, ALE GDY TYLKO
                                        WYSZEDŁ I ZAMKNĄŁ ZA SOBĄ DRZWI - TO KRZYCZAŁAM, PŁAKAŁAM I CZUŁAM,
                                        ŻE ŚWIAT SIĘ SKOŃCZYŁ. A JEDNAK ŻYJĘ DALEJ I CHYBA CORAZ LEPIEJ
                                        SOBIE RADZĘ... U CIEBIE TEZ TAK BĘDZIE, ZOBACZYSZ. I SUPER, ŻE
                                        MOZESZ LICZYC NA PRZYJACIÓŁKĘ, KTÓRA W DODATKU JEST PSYCHOLOGIEM.
                                        WRÓCISZ "DO ŻYWYCH" PRĘDZEJ NIŻ SIĘ SPODZIEWASZ smile
                                        • dsz27 Re: Witam 07.04.08, 12:54
                                          Witajcie,

                                          Dzisiaj mam go znowu na karku... Znalazł czas dla syna więc przyjdzie go
                                          wykąpać. Fajnie. Potem w środę od 8 do 17-ej (wieczorem jest zajęty co jest albo
                                          powinno być zrozumiałe) i ewentualnie w sobotę do 14-ej.
                                          Nie dzwoni, praktycznie nie odbiera ode mnie tel. Wyśle jednego sms'a dziennie i
                                          zapyta jak Kuba i jak ja się czuję. Usłyszy zdawkowe ok, w porządku i to mu
                                          wystarczy. Nie wiem czy tęskni za synkiem ale oczywiście jak go widzi to mu mówi
                                          jak bardzo go kocha...
                                          Zmienił się nie do poznania, nic nie rozumie albo raczej nie chce.
                                          Ja oczywiście wyrzuciłam go ze swojego serca, nie miałam innego wyjścia. Głową
                                          muru nie przebijęwink

                                          Pewnie dzisiaj wieczorem znowu zaliczę dół więc pewnie się odezwę i coś skrobnę.
                                          Miłego dnia


                                          Czyli po tygodniu względnego spokoju kiedy nie musiałam go oglądać, znowu
                                          będzie, znowu stres, znowu
                                      • dsz27 Re: Witam 04.04.08, 09:23
                                        Karola, bardzo Ci współczuję, domyślam się co czujesz, wiem jak boli, kiedy
                                        uzmysławiamy sobie, że to naprawdę koniec. Każdy z nas w jakimś stopniu łudzi
                                        się nadzieją do końca, tęsknimy za nimi, za takimi jacy byli kiedyś. Jesteśmy w
                                        stanie bardzo wiele wybaczyć, naprawdę bardzo wiele. Sama nie wiem co bym
                                        zrobiła gdyby mój M. przyszedł teraz i powiedział, że wszystko przemyślał i chce
                                        wrócić. Oczywiście mogłabym się zapierać i mówić, że nie pozwoliłabym na jego
                                        powrót... Sama wczoraj zaliczyłam dołek pomimo, że od kilku dni było u mnie już
                                        lepiej.

                                        Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki, ściskam mocno! Pochowaj swoje rzeczy,
                                        wywal kartony na śmietnik i płacz tyle i potrzebujesz.
                                        Z czasem łez już nie będzie, (ja ich chyba już nie mam). Pustka MUSI minąć, musi.
                                        Jeśli masz ochotę podam Ci swój namiar na komunikatorze, mam tlen. Będziemy
                                        mogły klikać kiedy tylko będziesz miała na to ochotęsmile
                                        Dominika
                                        • dsz27 Re: Witam 08.04.08, 10:21
                                          Kochani co tam u Was???
                                          Mam nadzieję, że lepiej, spokojnie, ogólnie pozytywnie.

                                          Mój jeszcze M. był u nas wczoraj, na pocz. było nerwowo a potem już w miarę ok.
                                          Kuba zachwycony, bawił się z Tatą. M. zauważył nową fryzurę i ogólnie, że "kwitnę"wink
                                          Zauważył też że synek wcale nie mówi "tata" i to go zdziwiło...
                                          Po jego wyjściu nie płakałam, nie miałam myślówki, ogólnie zajęłam się swoimi
                                          sprawami. Więc u mnie bilans na plus. Napiszcie jak Wy się trzymacie.
                                          Dominika
                                          • dsz27 Re: Witam 11.04.08, 11:20
                                            Piszę, żeby podzielić się wiadomością. Byłam dziś u lekarza. Dzidzia zdrowa,
                                            wszystko w porządku. I na 90% to dziewczynka... Za m-c będę mieć większa pewność.

                                            Miłego dnia
                                            Dominika
                                            • bolutiebolutie Re: Witam 11.04.08, 11:45
                                              Gratuluję! I jeśli mogę coś podpowiedzieć - to Kamila to baaardzo
                                              ładne imię dla dziewczynki wink Ściskam Ciebie i Maleństwo!
                                              • dsz27 Re: Witam 11.04.08, 12:10
                                                Dzięki za propozycję. Na razie rozważam: Anię, Magdę lub Katarzynę.
                                                A jeśli będzie jednak chłopak to Paweł lub Tomasz.

                                                Najważniejsze, że moje stresy, podpalanie itd. nie wpłynęły na dziecko.
                                                Pomierzone, obsłuchane, obejrzane z wszystkich stron. Serducho bije, brzuch
                                                rośnie, nic tylko sie cieszyć.
                                                A reszta... jakoś się ułoży, bo musi. Jak to napisał ostatnio jeden z Panów: I
                                                CO DALEJ ISTNIEJEsmile I tego zamierzam się trzymać. Jak załapię doła to mnie
                                                pionizujcie.

                                                Dominika
                                                • bozenadwa Re: Witam 11.04.08, 12:25
                                                  Doniu jak sie ciesze !!!.Pamietasz pisalam kiedys ze co poltora roku
                                                  przychodzila na swiat moja trojka .Dwoch chopakow a,jak trzeci raz
                                                  okazazo sie ze jestem w ciazy poczatkowo bylam zalamana.Teraz moja
                                                  coreczka ma 24 lata i ma na imie Ania .Nie znam zadnej Ani ,ktora
                                                  nie bylaby fajna osobka. Moj sredni syn ma na imie Pawel .To .co
                                                  teraz napisze to troche zprzymruzeniem oka .Faceci o tym imieniu to
                                                  sa ciekawi ,nie tuzinkowi ludzie.Silne osobowosci.osoby z tzw.
                                                  charakterem.Troche na pocatku klopotow wychowawczych,ale no jest
                                                  cena ,ze jest sie obdarowanym nietuzinkowym dzieckiem.U mojego syna
                                                  sprawdza sie.I Y innymi Pawlami ,ktorych znam tez sie potwierdza.
                                                  Doniu jak tam ze sprawianiem sobie przyjemnosci ?Zycze ci milego
                                                  dnia i wszystkiego dobrego .
                                            • keytie Re: Witam 11.04.08, 12:07
                                              Gratulacje!!! Widzę, że rośnie dziewczyna dla mojego Mieszka wink
                                              Dbajcie o siebie
                                            • karola-2008 Re: Witam 11.04.08, 16:06
                                              Doniu bardzo się cieszę!!!Jejku jak fajnie... Nosić w sobie
                                              dzidziusia... Doniu trzymaj się! Mam nadzieję, że teraz już jakoś
                                              spokojniej będziesz mogła cieszyć się ciążą.
                                              Pozdrawiam!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka