anmaja1
23.03.08, 16:06
Witam
Dopiero zaczynam swoje doświadczenie z rozstaniem i prawdopodobnie
z rozwodem, wiec powiem wam krótką historie mojego związku. Znam sie
z moim M. 9 lat, pięć lat jesteśmy małżeństwem. Generalnie przed
ślubem było bardzo fajnie, związek kwitł, czułm silne wsparcie,
troskę , ainteresowanie moimi sprawami no mną samą- czyli seksem,
mieliśmy kilka rozdźwięków, ale do wyprowadzenia no i ja zawsze
myślała- jeszcze właściwie 2 miesiące temu że taka miłość jak nasza
się nie zdaża i nasza siła jest w naszej miłości... no i...
Stwierdziliśmy że sie pobieramy, no bo trzeba coś było zrobić ze
związkiem dalej, ja chciałam mieć jasną formalnie sytuację, a on...
teraz to już nie wiem czemu on chciał.... Po ślubie zaczeły sie
problemy z komunikacją, wyrażaniem własnych oczekiwań i pragnień. Ja
chyba największy problem miałam z oziębłością seksualną M. i jego
sukcesywnym odsuwaniem się odemnie, on... chyba z tym, że ja
próbowałam mu to dać do zrozumienia pewnie w nienajlepszy sposób-
ciche dni itp.... Pewnie że było też fajnie, obydwoje mamy duże
poczucie humoru i lubimy się śmiać i mieć fajmych ludzi wokół
siebie, więc było dużo imprez, duzo znajomych i generalnie dość
fajnie. Kolejne prblemy zaczeły się jak zaczeliśmy się starać o
dziecko- nic nam z tego nie wychodziło- wg mnie przez mocno
sporadyczne kontakty seksualne, no a wg badań przez to, że on miał
problemy, ja zresztą też.. Wtedy był czas forum nieplodność i
starania zakonczone niepowodzeniem- dość flustrujące tym bardziej z
perspektywy czasu dla mnie,gdzie niedano dowiedziałam się, że on
rozpowiajał, że nie mamy dzieci- bo ja ich nie chcę....
Kolejna przeszkoda: przeprowadzka do miejsca beznadziejnego,
kompetnie mi nieodpowiadającego- miszkanka jego matki. On nie liczył
się kompletnie z moją opinią i dążył do przeprowadzki, ja uległam i
wyprowadziłam się, pomagając mu w końcu robić tam remont- no a teraz
to jest jeden z głuwniejszych zarzutów że mi to mieszkanie
nieodpowiadało...błagam!....
Po miesiącu mieszkania w nowym miejscu zaczeła się znowu nasilać
jego oziębłość seksualna, puźne powroty z pracy, imrezowanie
bezemnie i do tego doszły dziwne sms od znajomych,których na oczy
nie widziałam- dośc intymne. Oczywiście on utrzymywał, że to tylko
takie pisanie, a on wcale sie z nikim nie
spotyka.....pewnie...dowodów nie chciałam mieć...
Musiałam odpocząć, po kolejnej awanturze, po kolejnych sms od
jakiejś Agnieszki..... stwierdziałam że chybanajlepiej będzie jak
odpoczniemy od siebie- w przeciągu 2 tyg juz mnie w Polsce nie było-
on wcale mnie nie zatrzymywał. Pewnie że sie poprawiło... bo nikt
nie wymagał od niego bliskości, seksu, mógł zyc tak jak chciał.
Spotykaliśmy się co miesiąc, i nawet wtedy on nie potrzebował seksu.
Wróciłam, choć on mnie o to nie prosił, wiedziałam że nie da się
dłuzej zyc na odległość, tym bardziej że ja chciałam miec dzieci,
rodzinę, dom.....Przez pól roku było ok...przymykałm oko na puźne
powroty- no tak on pracuje i zarabia dla nas, na seks raz na miesiąc-
tego nie potrafiłam sobie wytłumaczyć szczegulnie gdy ktoś
deklaruje że chce miec dzieci??? nie wytrzymałam przy dziwnych sms,
telefonach od babek......No tak, nie wytrzymałam ale nie poddałam
sie, wizyty u seksuologa- chciałam mu jakoś pomóc, wyjazd na
wakacje, tolerowanie już kompletnej śmierci seksu np pół roku bez....
Az nie wytrzymałam i zobaczyłam że ze mną źle się dzieje, dopadła
mnie depresja,no i fajnie, no, przecież on mnie wesprze, on mi
pomoże..... głupia byłam.... napisałam do niego list co się ze mna
dzieje..... trzy dni po tym zaproponował mi żebym się wyprowadziła
(troskliwy, odpowiedzialny gość)...2 wizyty u psychologa zakończone
jego stwierdzeniem że on nie widzi potrzeby naprawy związku i brak
nawiązywania jakiegokolwiek kontaktu od mojej wyprowadzki....
Może dobrze się stało, ale żal okrótny no i poczucie porażki i
zdrady przez człaowieka, który miał wspierać, pomagać....
Właściwie nie mam powodów do rozwodu, bo nie pije, nie ćpa, nie mam
dowodów na zdradę ( i nie chcę mieć), pracuje, zarabia..... kurcze,
czego ja właściwie chcę?..