santana_2
25.03.08, 08:16
Postanowiliśmy się z panem mężem rozejśc , jak ludzie,grzecznie i
kulturalnie ( heheh). Wspólna decyzja , coś się skończyło itd.
Mieszkam w jego domu ( nie wchodzi do wspólnoty)z 2 małych dzieci(
syn w wieku przedszkolnym , córka od września do szkoły) . On ten
dom sprzedaje i obiecuje , że nam kupi 3 pokojowe mieszkanie i w
ogóle dzieci do Paryża na wycieczke i takie tam bajery - gruszki na
wierzbie. DZieci mają dobry kontakt z ojcem, wydaje się że na tę
chwilę są pogodzone z jego wyprowadzką - nie mieszkamy razem od
września), ale córka przeżywa, że będziemy się z domu wyprowadzać,
więc obiecane miała że będzie miała swój pokój, z czego się bardzo
cieszy. W piątek znalazłam mieszkanie 3 pokoje za 150tys. ( czyli
tanio) nie wymagające remontu.i on się zgodził. a w sobote rano
zmienił decyzje i teraz pan mąz wymyślił , że kupi mieszkanie
owszem , ale to w którym obecnie mieszka czyli 2 małe pokoje,
mieszkanie otwarte bez drzwi wewnętrznych , takie dla
kawalera .Poinformaował mnie telefonicznie. Ja chciałam mu
wytłumaczyć, że przecież dzieciom obiecał, że one rosną itd. w
sobotę powiedział , że to nie czas na rozmowę, wczoraj chciałm się
umówic na rozmowę, ale nie miał czasu, więc pojechałm dziś rano, a
on że za wcześniej i nie wpuścił mnie do mieszkania.Powiedział, że
on tak musi zrobić bo bez pieniędzy zostanie a to byłoby głupie. (
po sprzedaży domu musimy spłacic kredyt hipoteczny). Ja nie chce dla
siebie tego mieszkania , niech będzie jego albo przepisze na dzieci.
I czuje się bezsilna. Jakbym nigdy nic nie miała.Nabrałam
kredytów ,na swoja pensję , żeby otworzyc mu interes... ale co tam,
czasem mi daje na raty a czasem nie , bo tylko przeciez 2 ręce ma i
jest skrajnie wyczerpany. Znajomi kalrują mi , że muszę walczyc dla
dzieci i niby racja ale chyba nie mam siły. Oczywiście dowiem się
od niego , ze jestem toksyczna, powinnam się leczyc itp. rzeczy. W
sumie wezmę co daje bo przeciez i tak nie mam najgorzej. Są ludzie w
gorszym położeniu. ALe straszne jest to jak człowiek będący przez 12
lat kims ważnym , dla kogo się zrobiło bardzo dużo - nie myśląc o
sobie, tak się zachowuje, upokarza mnie nazywając wariatką. Pójdę
sobie pójde popłakać , może cos wymyślę...nie wiem czy to z sensem
napisałam, wszak wariatką jestem