Dodaj do ulubionych

Czy można tak się zmienić?

15.04.08, 09:04
Minęły już 3m-ce od rozstania a mnie znowu dopadają nostalgie i
doły. Wiem, że mój m mnie kiedyś bardzo kochał i zrobiłby dla mnie
wszystko. Wszyscy wokół to widzieli. Ja też go kochałam. Wiedziałam
o jego młodzieńczych problemach z prawem a ponieważ był dobrym
człowiekiem zakceptowałam to. Kiedy sprawa się zakończyła i poszedł
do więzienia czekałam na niego 3 lata. Sytuacja w jakiej byłam wtedy
dobiła mnie tak jak ta w której jestem teraz. Zostałam sama. Może
było łatwiej bo wiedziałam, że on niedługo wróci i będziemy razem.
Czekałam, odwiedzałam, pracowałam, uczyłam się, zaakceptowałam swoją
samotność. On wiele razy mi mówił jak jest ze mnie dumny i że mnie
kocha. I wyszedł a ja od razu zaszłam w ciążę. Wydawałoby się że już
nic nam do szczęścia nie brakuje. Myliłam się. Już jak byłam w ciąży
poznał. Przy porodzie powiedział, że jest ze mnie dumny, że dałam mu
dziecko a miesiąc póżniej poszedł z nią do łóżka prawdopodobnie ma z
nią dziecko. Ukrywał to wszystko przez 1,5 roku kłamał, że pracuje a
chodził do niej, wziął ze mną kredyt na budowę a spotykał się z nią,
kłamał na każdym kroku. Gdy wyrzuciłam go z domu powiedział, że mi
się nie dziwi i będzie przychodził do dziecka i dawał pieniądze.
przyznał się do zdrady dopiero 2tyg. później i zamieszkał z nią. A
ja na początku chciałam mu pomóc, załatwiłam psychologa bo
myślałam, że się pogubił. Wiecie co jest teraz? Oni mieszkają razem
a on nienawidzi mnie, nie chce przychodzić do dziecka bo nie chce
oglądać takiej wariatki jak ja ,że teraz to on jest poważnym
człowiekiem i wie że żyje. Jego kochanka odbiera telefon jak dzwonie
w sprawie dziecka i szyderczo się śmieje a on mówi, że ma prawo.
Wiem że to ona mu mówi co ma robić. Widzę że jak by mógł to
wsadziłby mi nóż w serce.
Granica między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka ale czy
można tak się zmienić? W końcu to on a nie ja mnie zdradził,
oszukał , wykorzystał i zostawił z dzieckiem, długami.Czy można tak
po prostu kogoś przestać kochać i znienawidzieć.Co nim kieruje? Nie
mogę tego pojąć
Obserwuj wątek
    • dsz27 Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 09:29
      Witaj,

      Smutna historia, bardzo Ci współczuję. Powiem Ci jedno, z własnego
      doświadczenia. Można tak bardzo się zmienić! Przykładów na tym forum masz bez
      liku. Porzucone kobiety, mężczyźni opisują takie historie, że włos jeży się na
      głowie. życie pokazuje, że ta druga osoba może okazać się właśnie kimś takim,
      kimś całkowicie obcym. Wierzę, że pozbierasz się po tym wszystkim, bo musisz.
      Każdy z nas musi/musiał. Będą lepsze i gorsze momenty, chwile zwątpienia,
      płaczu, będzie brakowało Ci sił ale w końcu zaświeci słoneczko. U mnie na razie
      pochmurnie ale z każdym dniem bardziej pogodnie.
      pozdrawiam
    • z_mazur Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 09:50
      To nie jest kwestia zmienienia się. On po prostu taki jest.
      Zresztą jego zachowanie od strony psychologicznej można dosyć prosto
      wytłumaczyć.

      Zrobiłaś dla niego wiele rzeczy i on ma tego świadomość, nawet jeśli
      teraz tego nie widać (no chyba, że jest kompletnym socjopatą i nie
      liczy się zupełnie z innymi ludźmi). Zakochuje się jednak w innej
      kobiecie i odchodzi od Ciebie w takiej sytuacji. Jeśli ma jakieś
      ludzkie uczucia, to jak sądzisz co on sobie zaczyna w takiej chwili
      myśleć o sobie samym? Musiałbym się przyznać przed samym sobą, że
      fatalnie Cię potraktował i wystawić sobie kiepską ocenę. Nie lubimy
      o sobie źle myśleć, więc w takich sytuacjach racjonalizujemy swoje
      zachowanie i szukamy dla niego usprawiedliwień.

      Więc on sobie wmówił, że jeteś "histeryczną wariatką" i on w
      zasadzie nie miał innego wyjścia jak od Ciebie odejść i potraktować
      tak jak na to zasługujesz.

      Proste?

      Oczywiście to tylko tłumaczy, ale nie usprawiedliwia.
      • dsz27 Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 10:23
        z_mazur napisał:

        > To nie jest kwestia zmienienia się. On po prostu taki jest.

        Z moim M. znamy się 10 lat, najpierw byliśmy przyjaciółmi potem razem około 7
        lat, w tym czasie mieszkaliśmy ze sobą, wspieraliśmy się, czułam sie kochana i
        kochałam... Był czuły, wrażliwy, troskliwy, wyrozumiały. Rozumieliśmy się
        naprawdę bardzo dobrze. W październiku zeszłego roku wyjechał na 3 miesięczne
        szkolenie do Niemiec. Wrócił inny człowiek. Resztę historii znacie.

        Dlatego uważam, ze się zmienił bo taki nie był. I mówię tutaj tylko i wyłącznie
        o moim przypadku.
        • z_mazur Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 11:19
          Ludzie się tak szybko nie zmieniają. Widocznie go po prostu z tej
          strony nie znałaś.
      • otylka24 Re: Czy można tak się zmienić? 16.04.08, 09:58
        Dziękuję ci za wypowiedż. To co przeczytałam bardzo mi pomogło
        spojrzeć na to z innej strony.
      • satoofka Re: Czy można tak się zmienić? 16.04.08, 11:05
        Z_mazur, przybijam Ci piatke.Dokladnie tak samo uwazam.Nawet
        psycholog powiedziala to samo co Ty.Taka jest psychika i jakos sobie
        pewne sprawy trzeba wytlumaczyc zeby uniknac albo zminimalizowac
        dreczace poczucie winy.Pozdrawiam.
    • bolutiebolutie Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 09:57
      Kolejna smutna i przykra historia, bardzo Ci współczuję. Ja też
      potwierdzam regułę, że człowiek jest jak kameleon - migiem potrafi
      się zmienić. Z mojego troskliwego, czułego, kochającego męża -
      wylazł tyran, despota, furiat, cham, bydlak wyzuty z wszelkich
      ludzkich odruchów, cwaniaczek łasy na kasę, prostak, który obrażał
      mnie, moją Mamę. Jego Mama w zyciu by mi nie uwierzyła gdybym Jej
      opowiedziała, jak Jej ukochany syneczek potrafi się zachowywać, po
      prostu by nie uwierzyła...
      • ada_ps Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 11:05
        oj można się zmienić i to bardzo...
        mój m właśnie zrobił coś podobnego od 4 mies szukam odpowiedzi ale
        jej nie ma, wpoiłam sobie tak miało być... teraz piszę pozew z
        orzeczeniem jego winy (zdrada) a teściowa twierdzi że on nie mógł
        czegoś takiego zrobić, i oczywiście mnie obwinia, boję się tego co
        mnie czeka w sądzie nie wyobrażam sobie aby to babsko była na mojej
        rozprawie... byliśmy naprawdę super małżeństwem zresztą on też tak
        twierdzi ale duma nie pozwala mu wróćić do przeszłości

        pozdr
        • bolutiebolutie Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 11:36
          No zazwyczaj to MY jesteśmy winne - gdybyś była dobra żona to by Cię
          nie zdradzał i nie szukał szczęścia poza domem - widocznie czegoś mu
          brakowało... Ja na szczęście czegoś takiego z ust Teściówki nigdy
          nie usłyszałam, bo mój M zapiera się rękami i nogami, że nikogo nie
          ma, ale któż to wie...? Nieraz okłamał mnie, nieraz okłamał
          Rodziców, a ja Go kryłam przed Nimi... Moi Teściowie sa bardzo za
          mną i złego słowa nie moga o mnie powiedzieć. Oni wiedzą jakim
          egoistą jest Ich syn, ale głośno tego nie powiedzą. Strasznie
          żałuja, że się sypnęło nasze małżeństwo, bo widzieli jak dbam o Ich
          synka... Licze się jednak z tym, że na pewnym etapie okołorozwodo-
          okołomajątkowych spraw będe musiali opowiedzieć się po którejś ze
          stron i proroka tu nie trzeba, żeby wiedzieć po której wink

          Dziwię się, że skoro byliście w opinii Twojej i Twojego M takim
          świetnym małżeństwem - to Twojego M powstrzymuje "głupia" duma... Tu
          w końcu waży się całe Wasze zycie... Ja dumę i honor schowałam do
          kieszenie i prosiłam M o szansę, obiecywałam, że się poprawię, ale z
          co niby miałabym poprawić? Że Go kochałam i świata poza Nim nie
          widziałąm? Że nie miał w domu żadnych obowiązków? Że wszystko miał
          pod nos podstawiane, bo biedaczek był taki zmęczony po ciężkiej
          pracy? Jestem kolejną osoba, która była dla współmałżeonka ZA DOBRA!!
          • ada_ps Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 17:16
            wieść o naszym rozstaniu niektórzy uznają za żart bo nikt nie może w
            to uwierzyć... byłam dokładnie taka jak Ty- ZA DOBRA!!!! dostałam za
            to niezły rachunek... mój M zakochał się bez pamięci po 1 mies
            znajomości... ani jemu ani jej nie przeszkadzało to że byłam w 8
            mies... poszli po trupach rujnując wszystko i wszytkich dookoła...
            jak się okazało ona szukała już kogoś od 5 lat bo swoje małżeństwo
            uważała za porażkę... nie wiem czy na nieszczęściu moich dzieci,
            moim, jej męża i jej dziecka zbudują jakiś związek... M nie chciał
            nawet spróbować naprawić swojego błędu...
            ulubionym zajęciem mojego M był czat, internet, piwo... 10 letni syn
            już nie chce go znać bo nigdy nie grał z tatą w piłkę bo nigdy nie
            jeździł z nim na wycieczki itp...
            ja byłam głupia i robiłam wszystko aby zapewnić rodzinne ciepło
            spokój... naprawdę go kochałam potrafił przytulić w trudnej chwili
            zrozumieć pocałować ale teraz wiem że nie o to w tym wszystkim
            chodziło...

            nie warto być dobrą żoną bo inni nas tylko wykorzystują...
            przedemnątrudna rozprawa sądowa ale wierzę że dam radę mam o co
            walczyć a dzieci sa dla mnie najważniejsze, starszy jużrozumie co
            zrobił ojciec już go nie chce znać a ja nie mam zamiaru go
            przekonywać że tata nie jest taki zły, natomias maleństwo ma 3 mies
            i dla niego tata będzie tylko weekendowym kolegą o ile będzie...

            • bolutiebolutie Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 18:07
              No ja własnie kilka chwil temu doświadczyłam po raz
              kolejny "cudownej przemiany" mojego M. Dostałam kwiecistego mail'a
              jaki to On był nieszczęśliwy, że to wszystko moja wina, bo nigdy nie
              zaufałam Mu w 100% i że to było głównym powodem rozstania... Nie
              wiem, może ja jakas dziwna jestem, ale w 100% mogę ufać i ręczyć
              tylko za siebie, a nie za drugiego człowieka... Do tego dowiedziałam
              sie, że jestem smieszna, żałosna, że nisko go cenię i inne podobne
              kwiatki... tak ni z tego ni z owego uszczęśliwił mnie takimi
              wiadomościami. I że podczas gdy ja pławie sie w luksusach, w naszym
              po zęby umeblowanym, wygodnym mieszkanku (notabene moimi meblami i
              sprzętami sprzed ślubu, z wyjątkiem mebli kuchennych, łazienki,
              schodów i garderoby) - On spi w nie swoim, niewygodnym łóżku, w
              wynajętym 40-metrowym mieszkaniu... A co mnie to obchodzi? To był
              Jego wybór, to On podjął decyzje, to On polozył laske na naszym
              małżeństwie i naszym zyciu, to On sie poddał... Nie wiem czemu miał
              słuzyć ten mail, chyba temu, żeby mnie znowu rozstroić jak juz sie
              troszke pozbierałam. No i znowu mu sie udało, może być z siebie
              dumny - cel osiągnął... sad
            • otylka24 Re: Czy można tak się zmienić? 16.04.08, 14:11
              ada_ps napisała:

              > wieść o naszym rozstaniu niektórzy uznają za żart bo nikt nie może
              w
              > to uwierzyć... byłam dokładnie taka jak Ty- ZA DOBRA!!!! dostałam
              za
              > to niezły rachunek... mój M zakochał się bez pamięci po 1 mies
              > znajomości... ani jemu ani jej nie przeszkadzało to że byłam w 8
              > mies... poszli po trupach rujnując wszystko i wszytkich dookoła...


              > jak się okazało ona szukała już kogoś od 5 lat bo swoje małżeństwo
              > uważała za porażkę... nie wiem czy na nieszczęściu moich dzieci,
              > moim, jej męża i jej dziecka zbudują jakiś związek... M nie chciał
              > nawet spróbować naprawić swojego błędu...

              > ja byłam głupia i robiłam wszystko aby zapewnić rodzinne ciepło
              > spokój... naprawdę go kochałam potrafił przytulić w trudnej chwili
              > zrozumieć pocałować ale teraz wiem że nie o to w tym wszystkim
              > chodziło...

              Ada jestem z Tobą. Zobacz identyczna historia nas spotkała. Wszystko
              tak samo. Kochanka mojego m też uważa że wyrwała się z niewoli,
              zresztą mój m też. Teraz cieszą się tym swoim szczęściem, które
              zbudowali na nieszczęściu wielu innych bliskich im osób. Czy to jest
              sprawiedliwe? moralne?

              > nie warto być dobrą żoną bo inni nas tylko wykorzystują...

              Wiesz mam nadzieję, że jednak warto ale nie dla kogoś takiego jak
              mój m
              >
        • zik.0 Re: Czy można tak się zmienić? 18.04.08, 14:42
          "kobiety" potrafią zmienić piszę kobiety w cudzysłowiu bo nie chcę
          nazywać i ch po imieniu. Mój po 25 latach bardzo dobrego małżeństwa
          jest taki sam, Stanowisko, pieniądze i władza oraz młodsze zupełnie
          pokręciły mu w głowie, ale to ja jestem winna bo nie chciałam
          zaakceptować kochanek , robiłam awantury, przecież to normalne że na
          stanowisku każdy ma kochankę albo zmienia żonę na młodszą, jestem
          już po kilku rozprawach,(złożył pozew z mojej winy po wyprowadzeniu
          się do kochanki) na swiadków wziął swoją serkretarkę z którą
          flirtował do czasu aż dostał po gębie od jej męża i swoją
          teraźniejszą kochankę rozwódkę z córkami ale 9 lat młodszą, teraz
          mnie wyzywa, poniża aby jej zaiponować i ze złosci że ja odrzucam
          pozew i że dostał płacenie alimentów na czas trwania procesu, teraz
          się wymeldował, ciekawa jestem jak to się skończy, narazie rozkład
          pożycia trwa 1,5 roku. Trwa przesłuchiwanie moich swiadków którzy
          zeznają że bylismy b. dobrym małżeństwam.
          • zuza145 jestem zaskoczona 18.04.08, 15:10
            może to ten sam facet z którym ślub brałam.
            Zadziwia- złożył pozew, zaraz jak sie puścił i obwoinia zdradzona
            zonę.
            I jeszcze to- że udowadniasz że małżeństwo było super.
            Hm- znam to.
            Jestem w trakcie sprawy. Jota w jotę.
            cholera- woedziałam że oryginalny nie jest- ale że aż tak- niby wiem
            że to normal.
            No- to teraz rozgryzam - co potem- jest kilka scenariuszy.
    • ewa009 Re: Czy można tak się zmienić? 15.04.08, 09:57


      Siedzieliśmy jak w kinie
      na dachu przy kominie,
      a może jeszcze wyżej
      niż ten dach, dach, dach.
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Znalazłam cię w rynsztoku,
      bez szelek i widoków,
      za włosy cię wywlokłam
      spoza krat, krat, krat.
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Kazałam cię wyczyścić,
      posłałam do dentysty,
      wsadziłam pół Cedetu
      na twój grzbiet, grzbiet, grzbiet.
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Włóczyłam cię po sklepach,
      bo byłeś jak Mazepa,
      samego masz obuwia
      z dziesięć par, par, par.
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Prosiłam godzinami,
      byś przestał jeść palcami,
      mówiłam co spasiba,
      co pardom, dom, dom.
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Wbijałam w łeb,
      jak dziecku,
      po rusku, po niemiecku:
      nie na to jest perfuma,
      byś ją pił, pił, pił.
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Przytyłeś mi - ty łotrze,
      bo miałeś według potrzeb,
      czy dziś obywatela
      na to stać?
      A ty mnie precz wygnałeś
      i tamtą pokochałeś,
      to po całowałeś mnie
      wtedy tak?

      Ty jesteś kawał drania,
      to nie do wytrzymania,
      na diabła mi potrzebny
      taki chłop, chłop, chłop?
      Wystawię ci rachunek
      za wikt i opierunek,
      za każdy pocałunek -
      zapłać!
      Albo wróć.
      Wróć. Pozdrawiam.
    • tricolour Byłaś za dobra... 15.04.08, 11:07
      • aron95 Re: Byłaś za dobra... 15.04.08, 12:37
        A dobrych się szanuje po czasie
      • otylka24 Re: do Tricolour i Arona 20.04.08, 21:51
        Może i byłam. Dzisiaj przy niedzieli jak zwykle dopadły mnie smutne myśli. Jaka więc powinnam być skoro byłam za dobra?
        - może powinnam nie dbać o dom i nie gotować - ale wtedy by było, że nic nie robiłam w domu
        - może nie powinnam na niego czekać i nie pomóc mu w trudnych chwilach ale wtedy powiedziano by - nie mógł na nią liczyć gdy był w potrzebie
        - może powinnam nie rodzić mu córki ale wtedy by powiedział, nie dałaś mi dziecka
        - a może powinnam być taka jak kobieta z którą mnie zdradził: czyli iść po trupach aby zdobyć faceta i nie ważne, że mam dziecko a jego żona właśnie spodziewa się dziecka. no i do tego być wulgarna?
        - może nie wiem co jeszcze?
        ja po prostu chciałam by nasze małżeństwo było dobre i o to się starałam
        • otylka24 Re: do Tricolour i Arona 22.04.08, 08:47
          ....a wyszło na to, ze jestem wariatką, z którą on i tak by juz
          więcej nie wytrzymał no i powinnam się tak w ogóle leczyć na głowę.
          • aron95 Re: do Tricolour i Arona 22.04.08, 09:09
            otylka - kiedyś za tymi przymiotami zatęskni , a Ty będziesz wiła nowe gniazdko
            z kims kto bedzie doceniał to za czym Twój Ex tęskni
        • tricolour Czyli byłaś za dobra... 22.04.08, 09:49
          ... bo napisałaś co zrobiłaś dla małżeństwa i faceta, a nie napisałaś co
          zrobiłaś dla siebie. Facetowi nie jest potrzebny robot kuchenny, a kobieta.

          Kobieta, która jest partnerem, inspiracją, sensem...
    • lookbill Wcale się nie zmienił! 15.04.08, 13:29
      On zawsze taki był.
      • otylka24 Re: Wcale się nie zmienił! 15.04.08, 13:52
        lookbill napisała:

        > On zawsze taki był.

        Może i tak ale ja tego nie widziałam. Ale kiedyś mnie szanował,
        martwił się jak dojadę do pracy gdy samochód się popsuł. Jeszcze na
        początku ciąży gdy nie znał tej kobiety leżał obok mnie, dotykał mój
        brzuch i mówił do naszego dziecka: córuniu mamusia i tatuś będą cię
        zawsze kochali, będziesz miała wszystko, kupimy ci łóżeczko itp.
        Chwalił się zdjęciem z usg.
        Teraz jak rozmawiam z innymi ludźmi o mojej sytuacji to każdy z nich
        mówi podobnie: zawsze był lekkoduchem, zawsze mu łatwo wszystko
        przychodziło ale zawsze był za tobą i dzieckiem.
        Wszyscy znajomi, jego koledzy w ogóle wszyscy uważają, że zachował
        się podle i chyba trochę mu wstyd bo omija ich szerokim łukiem.
        Jak przyszedł ostatnio do dziecka(po prawie 2 miesiącach) to
        usłyszałam, że jak ze mną był to czuł się jak w więzieniu. To był
        dla mnie cios w samo serce więc ze łzami w oczach zapytałam co ja ci
        człowieku takiego zrobiłam, że tak uważasz? Nie odpowiedział.
        • anbale Re: Wcale się nie zmienił! 15.04.08, 14:06
          Podzielam opinię, że pewnie zawsze taki był. Tylko kiedyś mówił to, co uważał,
          że powinien powiedzieć, żeby sprawy w jego życiu nie komplikowały się, czyli to
          co chciałaś słyszeć. To takie dość socjopatyczne- tacy ludzie potrafią być
          czarujący i wspaniali, żeby sobie zapewnić komfortowy i bezproblemowy byt- a ich
          ofiary wpadają w różne sidła przekonane, że znalazły wielki bursztyn wśród piachu...
          A właśnie sytuacja zmienia się diametralnie, gdy socjopata gdzie indziej wywęszy
          lepszą opcję dla siebie- wtedy bez skrupułów, bez żadnej refleksji depcze
          wszystko i wszystkich wokół, żeby tylko mieć to, na czym aktualnie zależy mu
          najbardziej...Podejrzewam, że całe życie będzie tak wyglądało, gdy za parę lat
          znudzi mu się aktualna kobieta- pewnie potraktuje ją tak jak Ciebie, bez
          znieczulenia...
          • zuza145 Re: Wcale się nie zmienił! 15.04.08, 18:02
            był- nie był taki- a jakie to ma znaczenie?
            Żadne.
            mój mąz to super gość- znaczy był super gość- przez 20 lat.
            I co?
            I nic.
            Zachowuje się tak jak inni faceci którzy zdradzili, dali sie
            przyłapać, nie poradzili sobie z tym faktem i teraz starają się
            przesunąc wine w stronę żony której zrobili kuku.

            to jest normalne w większości zachowanie.Normalne, opisane w tonach
            książek, opisane na forum- Jesuuuuu. Biblioteki można wyposażyć.
            Czasami to wygląda że mamy za męża/lub miałyśmy tego samego faceta.
            Kobiety podlegają podobnemu mechanizmowi- bo tu raczej inny podział
            należy zastosować- zdradzająca osoba i zdradzona osoba ( osoba- nie
            mężczyzna czy kobieta- osoba).
            Jakie ma znaczenie rozważanie czy może się aż tak zmienić?
            Ja nawet nie wiem- czy to zmiana ( za zmiane uważam tendencję
            trwałą) czy też samoobrona psychiki- bo wysiadają wobec tego co
            zrobili i tak sobie- często mało świadomie pomagają.
            I tyle.
            Ja osobiście czasami- coraz częściej współczuję swojemu mężowi
            ( nadal nim jest).
            Co nie oznacza że nie mam prawa mieć swojego zdania- ale już mniej
            sie obawiam konsekwencji posiadania swojego zdania.
            \Bo do końca życia będę musiała ze sobą żyć- więc chcę dac sobie
            prawo do szanowania samej siebie.Etap zaburzonego poczucia wartości-
            cząstkowo miałam- już mam za sobą.
            Nie odbieram wprost chyba już jak kiedyś tego co czasami ma
            wątpliwą przyjemnośc usłyszeć.
            On się tak zachowuje bo sobie nie radzi.
            Również omija przyjaciół- otoczył się nowymi- bo tak też ludzie się
            zachowują.
            Czuje dyskomfort wobec starych znajomy, wobec rodziny- szczególnie
            mojej.
            I wobec mnie.
            Odkąd się wyprowadził ( bo sobie przemyślę- też standard) z chaty
            ( ucieczka z miejsca zbrodni lub jak kto woli- nie widzę to klopot
            znika) więc odkąd się wyprowadził - raczej w oczy prosto nie patrzy-
            no- czasami jak dzieci odwiedza i rozmawiamy o sprawach z dziećmi
            związanych. Sporadycznie więc.
            To co niby mam myśleć- nic- wywalam z pamięci- bo mam aż nadto spraw
            na głowie i szkoda mi czasu. Tak bronię swojej psychiki- bo nie chcę
            wspomnieniami żyć. Nie mam ich póki co- jak będę gotowa to one same
            wrócą.
            Reasumując- jest tak jak jest, a ja musze iśc do przodu.
            Nie wiem co będzie bo nie wiem- jak moja opinia się zmieni w temacie.
            W każdym przypadku będe spokojnie swoje sprawy załatwiać- nawet jak
            mąż jest nieukontentowany z tego powodu.

            Tiaa- mój mąz był super gościem, ekstra człowiekiem, mężem oraz
            ojcem. Był.
            Teraz jest jak larwa- a co sie urodzi- nie wie nikt.
            • sadaga Re: Wcale się nie zmienił! 15.04.08, 19:59
              trzeba wypośrodkować na linii biorę-daję. ja miałam to zaburzone. za
              duzo dawalam. dostawalam niewiele. teraz taka mądra jestem smile wiem
              ze to na dłuższą metę się nie sprawdza.
              m po rozstaniu tez zachowywal tak, ze nie poznawalam go. oczywiscie
              ja byłam winna. wiem ze to reakcja obronna, ale wcale mi z tym lzej
              nie było.
              teraz jest o wiele lepiej, ale jak bedzie dalej to czas pokaze. tym
              bardziej ze rozwód dopiero przed nami. dla synka chcialabym bysmy
              umieli się dogadywać.
              • zuza145 amok 15.04.08, 21:08
                nooooo- może tacy ludzie ( prawdopodobnie) w amoku są.

                A proszę- znalazłam kiedyś art. kopiuję kawałek.

                Amok


                Psychologia określa amok jako stan niezwykle silnego pobudzenia
                emocjonalnego ze znacznym zawężeniem pola świadomości. Jedną z jego
                przyczyn jest żywienie, podsycanie i nakręcanie uczuć – zarówno
                bardzo przyjemnych – zakochania, fascynacji czy pożądania, jak i
                przykrych: zawiści, zazdrości, złości i nienawiści. W efekcie traci
                się kontrolę nad nimi i zaczynają one kierować zachowaniem człowieka
                [1].

                Amok wynika często z długotrwałego tłumienia trudnych emocji,
                niezaspokojenia ambicji. Tłumione uczucia pokrywa się początkowo
                maską pozornego „zachowania twarzy”, opanowania, aż wreszcie
                dochodzi do wybuchu złości, furii, która może prowadzić nawet do
                zabójstwa lub samobójstwa. Zabójstwa konkurentów w miłosnych
                zalotach, samobójstwa z rozpaczy po „złamaniu serca” przez kochanka,
                to nic innego jak przejawy działań w amoku. Sam termin jest
                pochodzenia malajskiego i na Malajach został opisany przez
                psychologów po raz pierwszy jako rodzaj transu, w którym zdolność do
                zachowań rozumnych jest ograniczona.

                Amok uważany jest za zaburzenie psychiczne. Dotyka niekiedy osób,
                które – zdawać by się mogło – prowadziły dotąd ustabilizowane życie.
                Zdarza się nawet w przykładnych małżeństwach. Pamiętam jedną z pań,
                która napisała, że wiele by dała, żeby móc „wyciąć z mózgu” swojego
                kochanka, ale nie potrafi. Inny mój rozmówca twierdził, że ożenił
                się dlatego, że się chciał ożenić, ale jego partnerka zupełnie mu
                nie odpowiadała. Miała jedną zaletę: chciała go za męża. Teraz on
                czuje się sfrustrowany i przygnębiony, ma poczucie zmarnowanych lat.
                Spotkana ostatnio dziewczyna dodała jego życiu nowych barw,
                dynamiki, energii, po prostu uczyniła jego życie bardziej
                atrakcyjnym.





                Amok w sferze erotycznej wiąże się z zaspokajaną potrzebą dokonania,
                sukcesu, czyli po prostu zdobycia partnera lub partnerki. Człowiek,
                który przeżywa ów stan, jest tak pobudzony, że traktuje każdego, kto
                mu się sprzeciwia, jak wroga. Jest absolutnie przekonany o
                słuszności swojego postępowania, choć nie mieści się ono nie tylko w
                nauce Kościoła, ale często w etyce humanistycznej w ogóle. Po
                owym „zdobyciu” emocje często opadają i stąd powtarzające się
                dramaty porzucenia.

                • bozenadwa Re: amok 15.04.08, 21:55
                  Zuya odzywam sie .Chyba nie ma rzeczy przypadkowych ,Pol godz. temu
                  wrocilam do domu ,przechodzilam obok pokoju m, mial drzwi otwarte i
                  slysze jak przez tel.prawi czulosci mowiac do pani kochanie i
                  opowiada jej swoich sukcesach jakie dzisiaj osiagnal.Weszlam do
                  pokoju i calkiem spokojnie powiedzialam mu ,dlaczego nie zachowa sie
                  jak facet i skoro sie zakochal nie wyprowadzi sie, Z nim nie ma
                  zadnej rozmowy.Ja jestem jego wrogiem nie bede wypisywas tutaj
                  epitetow jakie uzywa,powiedzialam mu ,ze po tylu latach moze
                  zachowalby sie jak czlowiek .Caly czas jest wypychanie z
                  pokoju ,wyzwiska ,no i on zachowalby sie jak czlowiek gdybym byla
                  czlowiekiem a nie bydlakiem .Przeczytalam zuya teraz to co napisalas
                  o amoku ,On poprostu jest w amoku.Dziwne ze w niego wszedl jak tylko
                  dowiedzialam sie prawdy ,To co opisywala otylka to jest tez u
                  mnie .Jego nienawisc.Mysle ze to nie jest zmiana,tylko jak ktos juz
                  napisal ,znalazla sie lepsza dla niego samego opcja ,wiec musi teraz
                  mnie znisczyc,Ale ja sie nie dam.Dlaczego ??mam sie mu podlozyc ,Ja
                  tez mam prawo do zycia,Moja wina jest to ze wybralam naszego syna,a
                  nie jego.zaczelam juz sie z tego cieszyc ,ze nie dalam sie .I nie
                  moze juz mna manipulowac.Nastepnym razem jak powie do niej kochanie
                  to juz mnie nie ruszy.Nie mam do niego nienawisci ,ale tez nie dam
                  sie,Ucze sie bycia samej i dostrzegam rdosc w samodecydowaniu o
                  sobie .Pozdrawiam nie jest mi latwo ,ale mam nadzieje ,ze ten strach
                  trzyma za pysk .jak to chyba podobnie okreslilas .
                  • zuza145 Re: amok 15.04.08, 22:43
                    tylko spokojnie.
                    No trzyma taki strach- i ja sie uczę ten strach trzymać.
                    Raz się daje raz mniej- ale można.
                    Zyczę ci spokojnej nocy- bo prawdę powiedziawszy to nie mam
                    lekarstwa- na amok- opanowałam umiejętność wyhamowania ataków.
                    Przetrenowałam- więc u mnie zero scysji praktycznie.
                    Tylko wtedy jak - nieczęsto- cos chcę. A zazwyczaj wymagam
                    zachowania pewnych zwyczajów.
                    Trzymaj się. Nie rozmawiaj- to chyba nie pora.
                    Ktoś pisał- rozwody- jak emocje opadną- wcześniej- "niehalo" jest .
                    Miał rację- to z-mazur chyba - albo tri.
                    • bozenadwa Re: amok 15.04.08, 23:07
                      Zuza ja tez sie ucze trzymac strach za pysk ,tak ja rsdzilas .Juz i
                      tak jest lepiej niz bylo ,bo po tym dzisiejszym zdarzeniu zaczely mi
                      sie trzasc rece i dretwiec usta,ale trzymalo mnie to moze
                      polgodz.Rozmowa z moja siostra .swiadosc .ze jestescie i powrocila
                      nadzieje ,nawet swgo rodzaju radosc,Nie wiem co bedzie dalej ,ale
                      czego mam sie bac ???Cieszy mnie ze moj syn naprawia swoje zycie i
                      jest coraz bardziej spokojniejszy i ze widzi mnie silniejsza ,Tez Ci
                      zycze spokojnej nocy .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka