Dodaj do ulubionych

Brzydki koniec

07.05.08, 10:49
.Wszystko sie we mnie wypaliło .Pracuje ,wychowuje dzieci,spotykam sie ze
znajomymi,pomagam w potrzebie, nie rozczulam sie nad sobą po
rozwodzie/było,minęło/ a tu nagle nowy kwiatek.Mam raka i nie chce mi sie z
nim wojowac.Pustka totalna.Zanim zeżre mnie całkiem chce odejść.DZieciaki
dadzą sobie rade a ja im zaoszczędzę bólu , cierpienia i widoku chorej
zniedołężniałej matki.Powiecie że to tchórzostwo z mojej strony, może i tak
ale zwyczajnie nie mam już siły.Wiem jak wyglada taka walka,widziałam wiele
razy i nie chcę byc zdana na łaskę czy niełaskę innych.
Obserwuj wątek
    • catalina26 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 10:52
      Walcz, walcz, choćby dla dzieci.
      Im jesteś potrzebna zawsze!!
    • aron95 Walcz , walcz 07.05.08, 10:52
      ile siły walcz , nie jeden tą walkę wygrał i Ty też morzesz
    • clio11 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 10:57

      Chciałabyś, czy chcesz i coś robisz w tym kierunku, bo to różnica?
      • dzimi_dzimi Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:01
        Nie zabawię się w forumowego lekarza bo byłoby to bardzo
        nieprofesjonalne.
        Ale ja też naoglądałem się jak wygląda taka walka.
        I widzę na codzień.
        I wiem, że często można tą walkę wygrać.
        Pod warunkiem, że się ją podejmie.
        Więc walcz.
        Bo życie jest piękne - to słowa które często słyszę od ludzi z
        nowotworem.
      • mariam38 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:03
        Powoli sie przygotowuje nie chcę zostawić po sobie bałaganu.Ile mozna walczyć
        • dzimi_dzimi Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:24
          Do końca.
          Nikt z nas nie wie naprawdę kiedy ten koniec nastąpi.
    • nangaparbat3 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:09
      jestes zmeczona, to nie tchórzostwo, to potworne zmeczenie.
      Dzimi ma rację - z rakiem często sie teraz wygrywa, coraz częściej. Znam wiele
      osób, które wygrały.
      • zuza145 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:30
        Walcz Mariam- dla siebie i dzieci.
        Napisałaś że chcesz aby nie miały problemu- to im go nie daj- niech
        wiedzą że matka fajna kobieta co się nigdy nie poddawała.
        Już z choćby tylko dla takiej opinii w oczach dzieci warto zawalczyć.
        Siła umysłu jest wielka.
        Poradziłaś sobie już z takim problemami- że i teraz poradzisz- ale
        jak powyżej napisano- odpoczniesz i ruszaj do walki.
        Teraz nie myśl że masz w nosie- teraz jesteś zmęczona- więc
        nastawienie niefajne masz.
        Zawalcz- jesteś pępkiem świata i tak sie potraktuj- siebie.
        Dla siebie i żeby dzieci wysoko głowy z dumy nosiły.
    • kasiaczekb Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:35
      Walcz i sie nie poddawaj!!!
      Ja też można powiedzieć "w tym czasie" wyhodowałam sobie nowotwora.
      Na dużo rzeczy to "dziadostwo" otworzyło mi oczy.
      Sprawiło to, że zdobyłam siły na nowe ,inne życie. Rozwiodłam się.
      I naprawdę niczego nie żałuję.
      Pozytywne myślenie i silna psychika pomoże ci w walce z "NIM"
      Obecnie jestem 3 lata po leczeniu......Udało mi się......
      Tobie tez się uda.
      Trzymam kciuki.....
    • krolowazla Re: Brzydki koniec 07.05.08, 11:41
      Kilka pytań:
      1. Ile lat mają twoje dzieci?
      2. Dlaczego nie masz siły walczyć, skoro nie zaczęłaś jeszcze?
      3. jaka jest diagnoza? czy naprawdę już wszystko stracone?


      A teraz ode mnie:
      Moja mama walczyła 2 lata z nowotworem. To prawda walkę przegrała, bo nowotwór
      był w bardzo zaawansowanym stadium i złośliwy (ale o tym wiedział tylko tato).
      Była poprawa, potem nawrót, znowu poprawa i ostatni nawrót. Nie zapomnę jej słów
      na koniec: "szkoda, że tak szybko. Walczyłam ile mogłam". Jej chorobę w sumie
      odczuliśmy tylko w ostatnim miesiącu. Zawsze otwarcie rozmawialiśmy o jej
      chorobie. To ja jej powiedziałam, że nie ma szans na dalsze leczenie. Było mi
      ciężko. mam 26 lat mój najmłodszy brat 16. Brakuje nam mamy bardzo, ale staramy
      się wspominac to co było dobre, i bardzo jej dziekujemy za te 2 lata walki, bo
      moglismy ja mieć przy sobie jeszcze te 2 krótkie lata.

      jedno co mogę ci powiedzieć, a wręcz prosić: WALCZ o każdy dzień.
    • plujeczka Re: na Boga nie poddawaj sie-proszę 07.05.08, 11:51
      proszę Cię bardzo NIE PODDAWAJ się, wychowywałam sie w niepełnej
      rodzinie poniewaz zabrakło mi w wieku 9 lat matki( zmarła na raka)
      do dzisiaj odczuwam jej brak tak dotkliwie ,ze nie może sobie tego
      nikt wyobrazić. To nieprawda ,ze dzieci dadzą sobie radę, owszem
      moze technicznie tak ale uczuciowo nie.Byłaś silna gdy prowadziłaś
      rozwód a pewnie i to wymagało od ciebie ogromnego wysiłku,
      zmobilizuj się, my bedziemy Cie wspierać--PROSZĘ
      • sylwiamich Re: na Boga nie poddawaj sie-proszę 07.05.08, 14:54
        Tak to bóg wymyślił że na wszytsko daje czas.Na przygotowanie do
        śmierci też...nie skracaj go.Moja mama umiera teraz na raka....a
        mogła 9 lat temu.
    • nangaparbat3 Maria 07.05.08, 14:24
      napisz coś, odezwij sie, proszę.
    • nangaparbat3 Myślę i myślę 07.05.08, 15:19
      wiem, ze czasem jest tak, ze pomaga tylko swiadomosc: jeśli zechcę, mogę się
      wycofac, raz na zawsze.
      Juz wiem, ze czasem taka wiedza ratuje.
      Ale to decyzja ostateczna, na którą jest czas.
      Pamietam, jak kiedyś umowiłam się z przyjaciołką-lekarką ze w razie czego nie
      odmowi mi recepty. Obiecała i to mnie postawiło na nogi.
      Dało siłe i odwagę.
      Nie wiem, ile lat maja Twoje dzieci - ale Sylwia ma juz wlasne, przeczytaj
      jeszcze raz, co pisze.
      Każdy wspolny rok, kazdy dzień jest ważny.
      Teraz chciałabym Cię mocno, mocno przytulic.
      Odezwij sie.
      • mariam38 Re: Myślę i myślę 07.05.08, 15:42
        Właśnie ta świadomość że moge sie wycofac jeszcze pozwala mi
        funkcjonować.Dziekuje wam że jesteście ze mną,łatwiej mi rozmawiać
        anonimowo,staram się nie myślec co będzie.Jeszcze funkcjonuję i to wam mogę
        obiecać że do momentu kiedy mnie położy do łózka nic nie zrobię.Wiem że życie
        jest piękne zaczęłam to dostrzegać dopiero teraz ale wszystko ma swój czas i
        koniec.A ze mną jest tak jak ziemniakiem.Z wyglądu zdrowy kroisz go a tam
        srodek......Dzieci staram sie przygotować
        jezdziłam dużo autem więc wiedzą co maja robic w razie gdyby coś sie stało.Nie
        jestem załamana ani zrozpaczona, nikogo nie obwiniam tylko ta pustka ......
        • sylwiamich Re: Myślę i myślę 07.05.08, 16:11
          mariam.,,,napiusz o co chodzi.Bo chyba sama choroba tak Cię nie
          zmogła?
          • akacjax Re: Myślę i myślę 07.05.08, 16:25
            Właśnie, jak napisała Sylwia, co Cię tak przywaliło? Jaka nadzieja umarła, że automatem chcesz uśmiercić i inne?

            A przecież masz jedyną, niepowtarzalną okazję zmierzyć się ze sobą. Życie ma w sobie coś niezwykłego, atrakcyjnego, pozostaje tylko pozwolić sobie na równoczesne: życie i obserwowanie tego. Być może teraz potrzebujesz wsparcia i profsjonalisty i bliskich,może oni tego nie umieją dać-bo zwyczajnie się przestraszyli, nie wiedzą, co i jak.

            Jeżeli masz wiekszego doła-zanim podejmiesz decyzję doprowadź się do stanu zdrowszej świadomości.
            Nigdy nie należy podejmować decyzji,poddawać sie, w chwilach wielkich emocji(emocje mijają i inaczej świat wygląda-czasem znacznie ładniejwink.
            I jak nam tak zakręciłaś mózgi-obowiazkowo pokazuj się!
            • nangaparbat3 Re: Myślę i myślę 07.05.08, 18:44
              MAriam, czytaj uwaznie, co napisała Akacja.
              Jest, jak pisze.
              W tych najtrudniejszych chwilach emocje czesto zalewaja nas i wszystko staje sie
              nad miare czarne. Potem nierzadko sie dziwimy sami, ze było aż tak.
              Pisz do nas, koniecznie.
              • sylwiamich Re: Myślę i myślę 07.05.08, 19:03
                Pisz do nas mario...
        • to.ja.kas Re: Myślę i myślę 07.05.08, 16:17
          Mariam piszesz, że chcesz uporządkować sprawy. Samo w sobie to nic
          złego. Wiele osób ma je uporządkowane na tyle, że jakby co to ma
          porządek być.
          Nie rób tego tylko tak jakbyś się żegnała i jakby to miał być Twój
          testament.
          Dzimi ma rację, każdy z nas kiedyś odejdzie i nikt z nas nie wie
          kiedy to nastąpi. Masz dzieci więc każdy dzień dla nich gdy moga być
          z Tobą będzie darem. Nie poddawaj się.
          Patrz na nie i czerp siły z tego, że one są. Dla dzieci człowiek
          może dużo, nawet jak mu sie wydaje, że sił juz brak.

          Tulę.
          • zielona_ropucha Re: Myślę i myślę 07.05.08, 16:29
            > Patrz na nie i czerp siły z tego, że one są. Dla dzieci człowiek
            > może dużo, nawet jak mu sie wydaje, że sił juz brak.
            Nic wiecej nie napiszę,po prostu walcz.
            • zuza145 Re: Myślę i myślę 07.05.08, 16:48
              walcz- nie bądz stereotypem- bo jak mnie to spotka to będę wiedzieć
              że się daje. Nie umiem wesprzeć konstruktywniej- ale nie poddawaj
              się.
              Bo przecież nikt nie wie- co będzie.
              A może na przekór zrobić?
              Jeśli jesteś choć trochę przekorna- to zrób przekornie- a właśnie że
              się nie poddasz?
              No?
    • manderla Re: Brzydki koniec 07.05.08, 16:58
      Mariam!
      każdy z nas ma kogos w swoim otoczeniu, kto miał raka. Dziś ta
      choroba jest prawie jak angina. Wyleczalna. Oczywiscie, zalezy od
      stadium zaawansowania. I od odpornosci psychicznej.
      Nie mozesz mowic, ze się poddajesz. Nie mozna tak.
      Walczyc trzeba zawsze. Postaw sobie cele, realne czy nie. Zycie
      zweryfikuje. Stawiaj sobie cele poza rogatkami życia. Zyj
      przyszłością!
      Patrz na to, co Cię spotkało, jak na przechodnią chwilę rozwojową.
      A pierwszym warunkiem zwycięstwa jest szczerość. Wyartykułuj,
      poiwedz sobie, w jakim jesteś punkcie... i się odbij. Walcz!!!
      Ścisk.
    • dsz27 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 20:53
      Będę się powtarzać ale walcz ile sił w sercu. Masz dla kogo, dzieciaki będą Cię
      zawsze potrzebować, czy te mniejsze czy już większe. Ktoś napisał, że każdy z
      nas zna kogoś kto walczył z rakiem, to chyba prawda. Osobiście znam chłopaka,
      który wygrał z rakiem mózgu więc trzymam mocno za CIEBIE kciuki, i ściskam
      wirtualnie.
      Pisz co i jak u Ciebie... i walcz!
      • to.ja.kas Re: Brzydki koniec 07.05.08, 22:55
        Pisałam to kiedyś tu albo na PP, nie pamiętam.
        Obok mnie w pokoju siedzi kobieta. Lat 52. Zwyciężyła walkę z
        rakiem. Walczyła długo i mówiła, że parę razy miała zamiar się
        poddać, ale nie złożyła broni. Raka zdiagnozowano jak miała ok. 40
        lat...dziś synów ma dorosłych i mówi, że dziekuje im za siłę do tego
        by po każdej porażce się podnosić.
    • ogrodnik69 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 21:03
      Ktoś mądry napisał że człowiek jest wart tyle ile potrafi
      kochać.Pozwól swoim dzieciom Cię kochać.Jak najdłużej.Kochałem
      swojego zmarłego brata zbyt krótko,wiem to po latach.I nie wystarczą
      wspomnienia.Trzymaj się,pozdrawiam
      • sylwiamich Re: Brzydki koniec 07.05.08, 21:22
        ogrodnik69 napisał:

        > Ktoś mądry napisał że człowiek jest wart tyle ile potrafi
        > kochać

        A nie ile go ktoś kocha?
        • nangaparbat3 Re: Brzydki koniec 07.05.08, 22:42
          sylwiamich napisała:

          > ogrodnik69 napisał:
          >
          > > Ktoś mądry napisał że człowiek jest wart tyle ile potrafi
          > > kochać
          >
          > A nie ile go ktoś kocha?

          Sylwia, no co Ty, żartujesz?
          • sbelatka Re: Brzydki koniec 08.05.08, 00:05
            Bez sesnu siedzę i rycze. Nawet nie wiem co chcilabym ci napisac.
            I moge własciwie napisac jedno - mam nadzieje, ze nigdy nie bede
            chciała złożyc broni. Bez względu na to co mnie w zyciu spotka..

            A jesli będe chciala... to znajde w sobie dośc siły żeby znowu
            chciec walczyc.

            Po tym jak na chwile położe sie zmęczona..
            Po tym jak pomysle, ze chce sie poddac..
            po tym jak pomysle, ze już nic zrobic nie mogę...

            Mam nadzieje, ze podniesiesz glowe, spojrzysz w lustro i powiesz
            patrząc sobie głęboko w oczy- to jeszcze nie koniec, nie teraz.
            Może później...

            Trzymam za Ciebie kciuki.
            • bozenadwa Re: Mario 14.05.08, 14:18
              Ja tez tak mysle .ze to jest zmeczenie.Odpocznij troche .I zobaczysz
              sily przyjda same.Jakie masz piekne imie.Wczoraj byla 91 rocznica
              objawien fatimskich.Popros o sily swoja
              imienniczke.Dostaniesz.Zobaczysz.Serdecznie pozdrawiam.Bozena
        • ogrodnik69 Re: Brzydki koniec 14.05.08, 10:44
          ,,Człowiek tyle jest wart,ile jest w stanie kochać.''-
          św.Augustyn.Twoja wersja jest jest,jest....dla Ciebiesmile
    • nangaparbat3 Maria, jesteś? 08.05.08, 10:53
      Jak napisała Akacja: Jak nam zakręciłaś mózgi - odezwij się!
    • menab ???? 08.05.08, 12:04
      Hej, a spytałaś się dzieci o zdanie? Czy nie chcą Cię widzieć?
      Ja też widziałam walkę z rakiem mojej mamy. Miała wiele chwil
      zwątpienia, ale my, jej dzieci byliśmy z nią i nie wyobrażam sobie,
      żeby jej zabrakło. Chcialiśmy aby była z nami, dodawaliśmy jej sił.
      I wiesz co, jest z nami nadal do dziś i ma się całkiem dobrze.
      Gdyby 10 lat temu się poddała to mi chyba też by się nie chciało żyć
      bez niej...
    • hela37 Re: Brzydki koniec 08.05.08, 15:42
      Mariam wiem co czujesz .pustka jest straszna ale przychodzi taki czas że
      mija.Moja mama umarła na raka, chorowała 3 lata i mimo że były ciągłe nawroty
      bardzo chciała żyć- żeby cieszyć się nami ,wnukami,żeby doczekać
      chrzcin,komunii,wesela ,cieszyła sie każdym dniem......i muszę ci powiedzieć że
      ból po stracie matki czy każdej bliskiej osoby jest straszny, bezsilność że nie
      mogłaś pomóc zabija radość z życia więc oszczędz swoim dzieciom tego bólu.zawsze
      jest nadzieja ze może coś zmieni się na lepsze.Pomyśl o tym proszę.Jesteś silną
      kobietą .
    • nangaparbat3 Re: Brzydki koniec 09.05.08, 00:33
      Chociaż słowo?
    • nangaparbat3 Maria? 13.05.08, 22:52
      Odezwalabyś się?
      • menab Re: Maria? 14.05.08, 10:25
        nangaparbat3 napisała:

        > Odezwalabyś się?

        No właśnie, odezwałabyś się!!
    • mariam38 Re: Brzydki koniec 14.05.08, 10:49
      Kochani dziękuję wam za wszystko co piszecie.Nie zawsze mam siłe zeby pisac
      ale jeszcze sie trzymam.Macie dośc swoich problemów a mimo to wspieracie
      mnie.dziękuję
      • sylwiamich Re: Brzydki koniec 14.05.08, 13:43
        Miriam...pozdrawiam Cię serdecznie.Trzymaj się dziewczyno. I pisz co
        tam u Ciebie.Napisz czemu się tak podłamałaś?Coś w tym jeszcze
        jest...co Cię tak dołuje?
      • nangaparbat3 Re: Brzydki koniec 14.05.08, 22:37
        Dzieki, zes sie odezwała.
        Co do rangi problemow - coraz częściej myśle, ze najpierw zdrowie, a dopiero
        potem wszystko inne.
        • bozenadwa Re: Brzydki koniec 14.05.08, 23:24
          Nanga wejsc na poczte
        • akacjax od kłopotów ze zdrowiem się zaczyna 15.05.08, 08:59
          I zaraz mamy okazję do spojrzenia na siebie na tle rodziny, bliskich.
          Gdy nie ma wyraźnych sygnałów troski-zapadamy w smutek.
          Niełatwo przejść od problemu przez przyjęcie tego problemu, pogodzenie się z nim, do walki.
          Czasem potrzeba wielkiego zewnętrznego wsparcia.
          Czasem przychodzi ono automatycznie, czasem wystarczy poprosić, czasem otoczenie chce, ale nie umie reagować właściwie, czasem my nie umiemy poprosić.
          A niestey bywa i tak, że nikt nas nie słyszy, bo od zawsze same sobie radzimy, nie zaprzątamy innym głowy swoimi problemami, nawet nie wierzymy, że tak można, że wolno, że warto.
          • nie_alicja Re: od kłopotów ze zdrowiem się zaczyna 15.05.08, 14:06
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=847
            Mario, zajrzyj pod ten adres.
            tam piszą ludzie, którzy stracili bliskich. także w wyniku
            samobójstwa.
            oni, wybierając smierć, zostawili po sobie ogrom cierpienia.
            może nawet większego niż to, które popchnęło ich do odejścia.
            • mariam38 Re: od kłopotów ze zdrowiem się zaczyna 16.05.08, 11:35
              Dziękuję Wam.Nie_alicjo zajrzałam pod ten adres i płakałam...
              • bozenadwa Re: od kłopotów ze zdrowiem się zaczyna 16.05.08, 11:42
                Mario,mocno Cie przytulam... Bedzie dobrze .Zobaczysz
              • krolowazla Re: od kłopotów ze zdrowiem się zaczyna 16.05.08, 11:53
                Pisałam na poczatku wątku, ale powtórze raz jeszcze WALCZ.
                Przeszłaś tak duzo w życiu, dałas rade, a teraz chcesz się poddac ot tak bez walki?
                Tak nie można . Walcz o każdy dzień - dla dzieci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka