Dodaj do ulubionych

Za mną pierwsza sprawa

26.05.08, 13:42
Obiecywałam sobie, że nie będę się denerwować. Jeszcze minutę przed
wejściem na salę czytałam książkę ;p. Denerwowałam się. I było mi
potwornie przykro. Przeciw mnie świadczył człowiek teoretycznie mi
najbliższy. zaopatrzony na wszelki wypadek w broń - adwokata,
jednego z najdroższych w mieście. Bo przecież jestem jego
największym wrogiem i trudno przewidzieć, z czym wyskoczę... Ech.

Jąkałam się strasznie i uraczyłam sędzinę z nerwów epitetem "proszę
pani". Chociaż się zaraz poprawiłam sędzina spojrzała na mnie jak na
kretynkę. Pewnie ma rację.

Sprawa trwała jakieś 20 min z tego 10 to mój referat ( na życzenie
sędziny ) czym objawia się autyzm u dziecka. Ślubny troche pokłamał:
że zarabia 2 tyś netto ( jaaasne, 2 tyś to zjadają rachunki,
wniosek: żyjemy powietrzem i nie używaqmy proszku do prania :żona ma
kłótliwy charakter".

Zyczliwie przyznałam, że sypiamy ze sobą sporadycznie. Przyznałam,
że nie jestem w stanie podać dokładnej daty, bo sobie tego nie
notowałam. Przyznałam, że tatuś dziecku pracuje po 10 godzin na dobę
i ma prawo być zmęczony. I że nawet temu się nie dziwię.

sędzina skierowała sprawę do RODKU - cytat z sędziny: "rozumiem, że
nie zgadza się pani na rozwód ze względu na dziecko" Nie odniosła
się do kwestii wygaśnięcia ( bądź nie ) więzi między mną na mężem.

Adwokat męza powiedział tylko kilka zdań: wnioskował o dokoptowanie
do zespołu w RODKu psychiatrę dziecięcego. I nie potrzebnie chyba
wdawałam się z nim w dyskusję , nie wymagajmy od prawników
znajomości całościowych zaburzeń rozwoju. W kzadym razie po wymianie
zadań z konieczności psychiatry ( ktorego zresztą nie wiem, skąd
sprowadziliby, bo w naszym mieście takiego specjalisty nie ma , a
miał być specjalistą od autyzmu. Na dodatek adwokat powiedział, że w
całej Polsce nie ma specjalistów ani placówek zajmujących się
dziećmi autystycznymi ) No i usłyszałam, że mogę mieszkać z małym u
mamusi ( jasne, mamusia aż się pali do przygarnięcia nas do
siebie ).

Nikt nie nie zapytał, czy zgadzam się na rozwód bez orzekania o
winie ( o taki wnioskował mąż ) nie było też kwestii alimantów. Nie
załuję, że nie miałam adwokata - jego też się nie popisał i w
zasadzie, przynajmniej z mojego punktu widzenia - był niepotrzebny.
Chociaż po rozprawie skomentował, że mąż wypadł świetnie i że czas
działa na jego korzyść ( ? ) a ja wypadłam kiepsko, bo mówiłam
formułkami wyuczonymi z internetu ( ? )

Czekam na RODk, pewnie jeszcze ze dwa tygodnie i znowu do sądu. I,
do diabła, zgadzam się na ten rozwód, ta jedna sprawa kompletnie
pozbawiła mnie sił. Nie chce mi sie na niego patrzeć, gadać z nim.
Denerwuje mnie, jak płacze po kątach bo mu "dziecka żal" Biedactwo,
aż się wzruszam sad

Mam pytanie : jeśli dogadamy się co do kwoty alimentów ( chcę 900
zł, przy zarobkach - fakt, nieudokumentowanych - męza ok. 3,5 - 4
tyś to kwota, na którą przynajmniej wstepnie i ustnie się zgadza,
chociaz adwokat w pozwie napisał 400 zł ) to czy sąd to uzna czy też
będzie drążył sprawę? Jestem w stanie udokumentować część zarobków
męża i jestem w stanie udokumentować koszt utrzymania małego ( w tym
koszt terapi - 600 zł miesięcznie ).
Obserwuj wątek
    • krolowazla Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 13:52
      Kurcze to i tak miałaś fajnie na I sprawie. Ja tylko powiedziałam,
      - dzień dobry wink
      - tak, podtrzymuję pozew
      - nie zgadzam sie na mediacje

      a m:
      - nie zmieniam odpowiedzi na pozew
      - zgadzam się na mediacje

      A ty mówiłaś całe 10 minut o dziecku wink
      Kochana trzymam kciuki.
      • agnieszkatk Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 14:03
        Mówiłam o autyzmie u dziecka, nie o samym dziecku. O tym, że na
        stereotypie , zaburzenia SI i obsesyjne zainteresowania. I wydaje mi
        się, że mówiłam o tym tylko dla tego, że było to jakieś novum dla
        sedziny i po prostu była ciekawa co to za zwierz, ten autyzm.
        Dopytała męża " czy rzeczywiście dzieko jest tak chore" na co
        odpowiedział wymijająco, że ma taką diagnozę. Przez sąd zostałam
        zobligowana ( w zasadzie dlaczego ja?? ) do doniesienia
        zaświadczenia lekarskiego od lekarza specjalisty w celu udowodnienia
        choroby dziecka. Doniosłam kilka jednogłośnie stwierdzających
        chorobę z różnych ośrodków , a niech mają.
        • krolowazla Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 14:08
          Wygląda na to, ze faktycznie sędzina była ciekawa samej choroby.

          na mojej sprawie dowiedziałam sie, ze mam na następną sprawe powołac świadków.
          Alimenty i opieka nad córą nie były załatwione. musiałam ponownie wystapić z
          wnioskiem. Więc tak chyba w sądach mają, że drążą to co ich interesuje, a nie to
          o co wnoszą strony .
        • misbaskerwill Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 14:52
          Mamy bardzo podobną sytuację - ja jestem tym "złym" tatusiem.

          Odszedłem z powodu romansu żony, w trakcie rozwodu stwierdzono autyzm (dziecko
          miało 2,5 roku - chyba podobne objawy jak u Ciebie).
          Jesteśmy ponad rok po rozwodzie.
          Oczywiście ex o swoich zdradach całkiem "zapomniała", a gdy wniosłem o kontakty
          z dzieckiem w weekend, w sądzie próbowała sugerować, że odszedłem z powodu
          choroby dziecka.
          Ex widząc, że jej kłamstwa nie starczą, by ograniczyć mi kontakty z synem,
          zmieniła chyba taktykę (do tej pory walczymy w sądzie).
          Dowiaduję się teraz od Młodego, że ponoć biłem ex (podejrzewam, że to działanie
          jej matki lub babci, ale może nie tylko).
          Tyle u mnie...

          A niezdrowo ciekaw jestem - jak myślisz, co u Ciebie było przyczyną odejścia ex,
          bo chyba o tym nie piszesz?
          Nie chcesz, to oczywiście nie pisz.
          Będę wdzięczny natomiast jak napiszesz (najlepiej na maila gazetowego) jaką
          terapię ma Twoje dziecko, ile ma lat, skąd jesteście itp.
          Chętnie wymienię się informacją.
          • agnieszkatk Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 16:32
            Mmm, ja nie uwazam, że tatuś synka jest tym złym, szczególnie, jeśli
            chodzi o bycie tatusiem. Jest co prawda zapatrzony w soebie, widzi
            tylko swoje racje i przde wszystkim dba o siebie, ale z drugiej
            strony... To my wkopaliśmy się w małżeństwo i dziecko z wlaściwym
            sobie brakiem rozsądku i wyobraźni. Mały będzie płacił za nasze
            błędy i za nasze dłędne decyzje. Zastanawiam się : dlaczego ON? Ale
            mąż odpowiada: A dlaczego ja?

            Nie romansuję, n ie przepijam ciężko zarobionych pieniędzy męża. Nie
            wydaję na kolejną kieckę. Większość pieniędzy idzie na terapię i
            leczenie - ostatnio na innym forum mamy dzieci niepełnosprawnych , z
            tym, że raczej z niepełnosprawnościami ruchowymi a nie autyzmem -
            były zdziwione i niezwykle podejrzliwe w stosunku do kwoty
            przeznaczanej na lecenie, bo one nigdy nie wydawały 600 zł
            miesięcznie. A ja wydaję. I uważam, że wydaję malo, za mało - na
            leczenie DAN mnie nie stać.

            Obstaję za jak najczęstrzymi kontaktami taty z synkiem -
            jednocześnie zdaję sobie sprawę, że pewnie będą sporadyczne. Mąż
            wyznaje zasadę: co z oczu to nie istnieje. Nigdy o nic nie walczył,
            zawsze odpuszczał. Poza tym teraz wraca z pracy do domu ( sic! ) do
            siebie a zarazem do nas. Potem już będzie wracał tylko do siebie, my
            będziemy gdzie indziej. Nie wiem, czy starczy mu czasu, motywacji,
            chęci i licho wie czego jeszcze, by nie być tylko weekendowym
            tatusiem.

            U nas też diagnoza w wieku niecalych trzech lat - w Scolarze w
            warszawie potem potwierdzona przez Synapsis. Przebadany na wszelkie
            sposoby : od audiologa przez foniatrę, endokrynologa, neurologa (
            włącznie z tomografią ) do neurologopedy, psychiatry, psychologa,
            pedagoga spec. i terapeutę SI. Obecnie pod opieką Prodeste (
            Opole ), w Synapsis nie było dla niego miejsca - nie jesteśmy z
            warszawy. Terapia w zasadzie głównie w domu na podstawie planu
            terapeutycznego z Prodeste, w przedszkolu wywalczony logopeda, poza
            tym raz w tygodniu zajęcia albo z psychologiem albo z pedagogiem i
            SI. Większość oczywiście płatna. Mały chodzi do przedszkola na
            podstawę programową. Dodatkowo na diecie bezglutenowej, bezmlecznej
            itd. Idzie do przodu, chociaż bardzo się boję, że rozwód - związane
            z nim zmiany - spowodują albo regres albo coś równie paskudnego:
            maly bywa agresywny i autoagresywny.

            Na dobrą sprawę nie wiem, dlaczego się rozwodzimy. Nie chce mi się
            nad tym myśleć. Myślałam już tyle razy i w zasadzie nie doszłam do
            żadnych konstruktywnych wniosków. Myslę, że męża rozczarowała
            instytucja małżeństwa w ogóle a ze mną w szczególoności. W sądzie
            jako jedyny powód podał to, że się z nim kłociłam. Sądzę, że ma dość
            pracy po 12 godzin ( uwaza, że jak by był sam to pracowałby od
            gwizdka do gwizdka i starczyłoby mu 1000 zł ), potem monotonii w
            domu ( gdzie szalone czasy młodości? ) , choroby dziecka ( pewnie,
            to moja wina ), braku pieniędzy ( przecież wydaję na terapię
            dziecka, pewnie bez sensu, autyzm i tak jest nieuleczalny, w Sparcie
            takie dzieci zabijano ). Liczy, że po rozwodzie będzie miał więcej
            czasu, spokoju, no i może pozna kogoś bez obciążeń. Ale to tylko
            moje domysły. Z drugiej strony wiem, że bardzo ( za bardzo? można za
            bardzo? ) zaangażowałam się " w dziecko". Sama 5 lat temu wywaliłam
            męża z łózka bo wygodniej było mi spac z dzieckiem. Rozumiem, ze
            nasze rozmowy nie mogły się wiecznie ograniczać do zakupów
            bezglutenowych, autyzmu dziecka kolezanki i kolejnego ośrodka
            terapeutycznego. Jesli na tym polega wina, to tak, jestem winna jak
            najbardziej. I nie żałuję.
            • misbaskerwill Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 20:25
              > były zdziwione i niezwykle podejrzliwe w stosunku do kwoty
              > przeznaczanej na lecenie, bo one nigdy nie wydawały 600 zł
              > miesięcznie. A ja wydaję. I uważam, że wydaję malo, za mało - na
              > leczenie DAN mnie nie stać.

              Bardzo ciekawy artykuł:

              www.polskatimes.pl/365,29180.htm?listpage=1
              Nie chodzi o to, czy metoda jest zła, czy nie, ale osobiście w leczeniu autyzmu poprzez samą dietę nie wierzę.
              Synapsis jest m.in. propagatorem takiego leczenia, ale nawet tam w wynikach czasem da się zauważyć, że pomaga to maksymalnie w 10-20% przypadków (wg hiperoptymistycznych badań).

              Zastosowanie wielu terapii chyba jest najlepsze.
              W Warszawa terapia behawioralna w pełnym zakresie kosztuje 2800 złotych miesięcznie (nie jest refundowana).
              Więc kwota 600 złotych wydaje się mi wręcz... zaniżona.
              SI u nas akurat jest refundowane, jeśli ma się orzeczenie o niepełnosprawności - ex wyrobiła w ciągu 3 tygodni.
              Sama dieta też jest horrendalnie droga, więc bez własnych źródeł zarobku może Ci być ciężko.

              Jeśli chodzi o reakcję dziecka na rozwód, to powiem przekornie - autyzm tu może poniekąd łagodzić przeżywanie tego kryzysu.
              Co prawda mój syn nie miał 3 lat jak się rozwiedliśmy (choć sam rozwód trwał pół roku), więc trudno mi tu podać jakiś przykład.
              Najważniejsze, żeby syn miał regularne kontakty z ojcem, ale jak go zmotywować, to nie wiem. Wiele zależy od niego, ale też od Twojego nastawienia.

              Rozwód nie jest dobrą sytuacją nawet dla zdrowego chłopca, ale związek na siłę też pewnie dobry nie będzie. Nie każdy nadaje się na "poświęcacza".

              Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego z okazji Twojego świętasmile
              • agnieszkatk Re: Za mną pierwsza sprawa 27.05.08, 09:30
                Mój mały ma 5 lat smile

                Na diecie musi być - miał problemy z trawieniem, być może
                niezależnie od autyzmu. W każdym razie po diecie ( i po odtruwaniu,
                trochę w ciemno , na pasożyty ) jest dużo lepiej. Na pewno miał
                candidę - po cukrze zachowywał się jak nakręcony i fiksował.

                W ABA nie bawimy się. Dość długo mały był pod opieką dr Kozielec,
                jak jeszcze pracowała na Sobieskiego w Instytucie Psychiatrii, ona
                stanowczo odradzała tę metodę. U nas w zasadzie też
                jest "refundowana" SI z tym, że stanowczo za mało i tylko w poradni
                psychologiczno-pedagogicznej, natomiast w służbie zdrowia nikt o tym
                nie słyszał - lokalny NFZ stoi na stanowisku, że nie jest to
                leczenie tylko " alternatywne metody" - rozumiem, że z zaklinaniem i
                odczynianiem uroków im się kojarzy.

                jeździmy do Prodeste - tam układają mu program terapeutyczny do
                ćwiczeń w domu. Zastanawiałam się nad Scolarem ale i sam budynek i
                kłamstwa ( do dziś mają na stronie internetowej podane, że przyjmuje
                u nich dr Kozielec ) i wreszcie kiepska kadra zniechęciły mnie
                kompletnie. Skoro i tak jadę i tak, to mogę do Opola wink

                Co do konjtaktów mam bardzo mieszane uczucia. Zresztą sama nie wiem,
                jak będzie. To, co sobie dziś obiecuję może się okazań niewykonalne
                jutro. Nie wiem, czy lepszy tatuś raz na dwa tygodnie czy też żaden.
                Przynajmniej nie ma się złudzeń i nie czeka się na niego.
    • plujeczka Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 15:43
      smutne to ,że sędzina tak naprawdę interesuje się tym " czego nie
      zna" czyli autyzmem dziecka, ale masz przynajmniej 1 sprawę za
      sobą.Niestety w mojej ' karierze" sadowej do tej pory nie natrafiłam
      na sędzinę o której mogłabym coś miłego powiedzieć np. ,że jest
      rzelelna,kompetentna itp.szkoda sąd to takie dziwne niesympatyczne
      miejsce a człowiek czuje się jak zbędny przedmiot, wystawiony na
      ulicę ogladają go " oczy' i nikt go tak naprawdę nie chce "
      naprawić" .....
      • agnieszkatk Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 16:38
        Obiecałam sobie, że będę dzielna. Powtarzam sobie: to nie jest już
        twój przyjaciel. To jest twój wróg. Zeznawał przeciw tobie. Chyba mi
        z tym i latwiej i lepiej. Staram się innymi oczami patrzeć na nasze
        stosunki. Nigdy nie umiałam pamiętać tego, co złe. Teraz bardzo się
        staram. Staram się, żeby wszystko to, co się dzieje nie dotykalo
        mnie, raczej "opływało". Staram się myśleć, że to, co mówią, to nie
        jest prawda i nie polemizować z tym - walka nie ma sensu. zabiera
        mój cenny czas - a ja już walczyć nie mam o co - muszę mieć czas na
        coś innego, nie na walkę z wiatrakami.

        Sedzina faktycznie mi się nie podobala: przerywała mi i była...
        oschła. Zreszta jaka miala być, ostatecznie przyszła tam do pracy a
        nie żeby wgłębiać się w problemy kolejnego walącego się związku.
        Miałam wrażenie, że jestem na cenzurowanym i że obydwie ławniczki
        cały czas patrzyły się na moje pierścionki.

        Ale mam nadzieję, że dam radę i za drugim razem nie będę się jakać.
    • bazyliada Re: Za mną pierwsza sprawa 26.05.08, 23:00
      agnieszko czytam co piszesz i myślę, że jesteś bardzo dzielna smile
      życzę dużo sił i pogdy ducha smile
      czytam to co piszesz Ty i mis na temat terapii dzieci z autyzmem i
      chciałam dopytać co to jest SI ?
      • misbaskerwill Re: Za mną pierwsza sprawa 27.05.08, 00:15
        Integracja sensoryczna.
        Nawet niektóre "zwykłe" przedszkola już ją mają w swojej ofercie (myślę, że to dobrze).
        Niekoniecznie jest to terapia autyzmu, ale jest przy autyzmie szeroko stosowana.

        Tu masz odpowiedź:
        www.integracjasensoryczna.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21&Itemid=60
        a tu dłuższa "naukawa" wersja:
        en.wikipedia.org/wiki/Sensory_Integration_Dysfunction
        • bazyliada Re: Za mną pierwsza sprawa 27.05.08, 13:21
          Dziękuję mis.
          Tak sądziłam, że chodzi o integracje sensoryczną. Teorię trochę
          znam, ale bardziej interesuje mnie jak to wygląda w praktyce, ale to
          nie jest miejsce na takie informacje.
          życzę pogody ducha smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka