otylka24
11.06.08, 00:59
Na ten dzień czekałam od stycznia. Miał być rozwód z jego winy,
przyznanie mi w końcu alimentów na dziecko( bo przez ten czas sąd
nie raczył zabezpieczyć mimo, ze pisałam dwa razy o zabezpieczenie
na czas prcesu), ustalenie kontaktów z dzieckiem i SPOKÓJ.
A było inaczej.
Mąż okazał się tchórzem i nie stawił się chociaż to on pierwszy
chciał rozwodu. Wymyślił beznadziejną wymówkę i tyle. Ja
przesiedziałam w sądzie prawie cały dzień bo moja rozprawa
rozpoczęła się o 16,40 a miała być o 13,40. Pani sędzia postanowiła
w końcu ustalić jakieś zabezpieczenie alimentów więc pokazałam jej
przygotowane zestawienie wydatków na dziecko i wtedy się zaczęło.
Sedzia była zdziwiona, że wymieniam dziecku co miesiąc szczoteczkę
do zębów, że wydaję 80 zł na leki itd. Czułam się jak bym to ja była
winna, że w ogóle chcę jakieś pieniądze. Wyliczyłam to wszystko
dokładnie, nic nie naciągałam a nawet niektórych rzeczy nie pisałam.
Jak juz mnie o wszystko wypytała to ustaliła termin następnej
rozprawy na-uwaga- 9 października. Alimenty zabezpieczono ale w
jakiej wysokości dowiem się dopiero za tydzień jak ogłoszą i mam
kiepskie przeczucia.
Nie tak to sobie wyobrażałam.