Balansuje na cieniutkiej linie. Usiłuje zachować w tym całym szaleństwie twarz, spokój, nie dać się sprowokować, a do tego muszę szukać mieszkania 300 km stąd i pracy. Postanowilam jak wiecie wrócić w swoje strony, skąd odeszłam zaraz po studiach za mężem. Wtedy wybór był prosty: on miał pracę ja nie, więc mnie było łatwiej (teoretycznie). Ale przeprowadzka z miasta na wieś w zachodniopmorskim zaowocowała tylko prawie 2 letnim bezrobociem i straszliwym dołem psychicznym. Zbieg okoliczności i dobra opinia jaką miałam wśród tutejszych notabli po "obskoczeniu" kilku rejonów podczas spisu powszechnego (nie było chętnych do pracy, tak, tak...) poczta pantoflową zaproszono mnie na rozmowę o pracę w tutejszej firmie. Pracuję tam do dziś jako asystentka szefa, co sprowadza się do pełnej obsługi biura łącznie ze sprzedażą, pomoca księgowej i tysiącem innych spraw. Na szczęscie Szef kawę sobie parzy sam

. Osiągnełam w tej firmie poziom możliwie najwyższy, udało mi się stworzyć sekretariat na takim poziomie, że kontrahenci zmyleni położeniem w małej wiosce, oczekując prymitywnych warunków są zaskoczeni pełnym profesjonalizmem i wręcz ekskluzywnym wyglądem biura. A ja...ja już tutaj umiem wszystko, a chcę więcej. Dotąd bałam się stracić stabilność, po latach ładowania mi w głowę przez m. jaki to mam przerost ambicji, że nie nadaję się do niczego innego, że skończę pod mostem itp. A teraz zastanawiam się czy nie splata się w naszym życiu wszystko tak jak powinno? Może kopniak od teściowej i wylotka z mieszkania (m. nagadał jej, że się puszczam, skoro nie chcę być z nim, bo on winy w sobie nie widzi)spowodował, że teraz chcąc niechcąc muszę szukać innej pracy, i to tak daleko stąd. I wiecie co - boję się, boję się bardziej niż m., niż teściowej. Wypadłam już z obiegu, mieszkanie przez 10 lat w wiosce mam wrażenie, że uwsteczniło mnie, zwieśniaczyło. Lata oszczędzania na sobie, bo m. raczył pieniądze lekką ręką wydawac na swoje hobby i zachcianki, zrobiły swoje. No sierota boża. A jak nie dam sobie rady? Jak złożyć wypowiedzenie, żeby wyjść z twarzą? Nie lubię palić mostów za sobą. Wszystko na raz, za dużo...egzaminy na studiach, obrona pracy, wyprowadzka, szukanie pracy, mieszkania, szkoły dla dziecka...i wytrwanie w tych warunkach jakie stwarza mi m. w ramach uprzyjemniania mi życia.
Nikt nic za mnie nie załatwi. Muszę wszystko sama. Zwariuję.