Dodaj do ulubionych

jestem do niczego

11.07.08, 00:33
Przyjechał na chwilę mąż. Przywióżł świnkę morską, którą mam sie
przez chwilę opiekować. Przy okazji usłyszłam, że będzie musiał
przez wiele lat odbudowywac poczucie własnej warości, które mu
odebrałam, jestem sfrustrowana jego odejściem i dlatego dzieci
płaczą za nim, trzeba było jego odejścia, żeby mógł zbudować dobre
relacje z dzieciakami ( kiedyś ze złości aż załozyłam mu dzienniczek
powrotów do domu, bo młodszy zawsze spał, gdy on wracał), zdradzał
mnie, ale to nie było najgorsze - ja za to byłam agresywna, kiedy
późno wracał do domu, no i nie było już o co walczyć... I wprowadza
sie do kochanki, bo z nią jest szczęśliwy. A ja siedzę i płaczę, bo
tyle miesięcy prośbami, ale też krzykiem próbowałam ratować
małżeństwo, bo nalegałam na wspólne wyjazdy, bo wierzyłam w każde
kłamstwo, a teraz słyszę, że ja taka zła kobieta byłam. I może
rzeczywiście? Co z tego, kurna, że mam tylu przyjaciół twierdzących,
że byłam wpatrzona w męża jak w ikonę, ja naprawdę myślę, że po tylu
miesiącach bycia przezroczystą i przegrywania z programami
publicystycznymi w telewizji i tak dałam ciała. Bo może można było
inaczej? Bo może są jakieś tajne babskie sztuczki, których jako
zupełnie nieskomplikowana kobita nie znam? I kurna, co takiego ma ta
kochanka oprócz cielęcego zachwytu w oczach, że on się do niej
wprowadza, a moje maluchy będą musiały znosić konkurencję w postaci
jej dzieci? Nie mogłam przez ostatni rok znieść bycia na najdalszym
miejscu po pracy, telewizji, dzieciach i kolacji. Nie chciałam
sztywnych rozmów przed snem. Dążyłam do zmiany - za wszelką cenę,
krzykiem też. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że tak łatwo będzie mu
uznać, że całe to małżeństwo i 9 lat życia to pomyłka. Rozwaliłam
się. Pomocy.
Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: jestem do niczego 11.07.08, 00:40
      Teuta, facet ciska pirunami przez swoje wyrzuty sumienia, masz swoją
      prawdę o sobie i swoich motywacjach w sobie, nie otwieraj się na
      taką krytykę z jego strony!

      chciałas osiągnąc dobry efekt, nie go ranic, a przeciez, kuźwa,
      kochający facet zawsze - ZAWSZE - to doceni, nawet jak forma będzie
      do kitu w jego odczuciu, to też postara się cos z tym zrobic!
      Bogiem nie jesteś, żeby trafic na właściwą metodę "odzyskiwania" - a
      nawet jakbys była, to jak odmienisz czyjes serce?

      Atakuje - bo to zwierzak, czyli mężczyzna, niewychowany w szacunku
      dla uczuc, nawet własnych, bredzi o swojej krzywdzie, bo mu komfortu
      zabrakło wewnętrznego i dooopa, męczy się z tym

      ...nosz, kurde, obu ich naszło, u mnie to samo! - to ja go
      skrzywdziłam i ja go skrzywdziłam
    • danagr Re: jestem do niczego 11.07.08, 00:59
      zaraz, zaraz albo ja tu czegos nie kumam albo z gosciem jest cos nie halo....jak
      to on "będzie musiał przez wiele lat odbudowywac poczucie własnej warości, które
      mu odebrałam", a co z twoim poczuciem wartosci, podnioslo sie po jego odejsciu?
      jak dla mnie dawalas mu wyrazne znaki, ze cos sie dzieje nie tak w zwiazku,
      czego oczekujesz, a pan idzie do innej pani. Nie, nie i jeszcze raz nie!!!
      probowalas, walczylas, on zrejterowal i zarzutami w twoja strone probuje
      oczyscic swoje sumienie, tak wygodniej i latwiej.....nie mysl, ze jestes do
      niczego, moze i popelnilas bledy, nikt nie jest doskonaly. Tetunia czas zajac
      sie soba i nie rozmyslac co by bylo gdybys inaczej postepowala, jak to sie mowi
      mleko juz rozlane i trzeba posprzatac. Jemu latwiej, ma kogos przy sobie kto
      poglaszcze, ty nie dlatego idzie ci pod gorke ale teraz nastal TWOJ czas,
      wykorzystaj go jak najlepiej.
      • teuta1 Re: jestem do niczego 11.07.08, 05:57
        No właśnie jestem na etapie wlasnego rachunku sumienia i może
        dlatego tak łatwo wzięłam na siebie to wszystko. no więc moje
        poczucie wlasnej wartości jest takie, że gotowa byłam wciągnąć
        wszystkie te zarzuty... Dzięki dziewczyny.
        • plujeczka Re: jestem do niczego 11.07.08, 08:40
          powiem Ci krótko-olej to co mówi Twój mąż, nistety kazdy z nich
          usiłuje winę przenieśc na kobietę natomiast sobie nie mają nic do
          zarzucenia.Na twoje pytanie co ma kochanka lepszego od Ciebie- nie
          znam odpowiedzi bo wbrew pozorom odpowiedzi może byc bardzo
          wiele .A to prozaiczny kolor włosów,duży lub mały biust, cielęce
          oczy o których wspominasz, moze zadziałała " chemia",może " nie
          jeczy" na randkach i nie przypomina mu o wyrzycenia smieci,
          codziennych zakupach i innych prozaicznych sprawach, może w nocy
          zamiast spać w bawełnianej koszuli wciąga na siebie jedwabne
          koszule,może wsłuchuje się w kazde słowo wypowiedziane przez twojego
          meża a ty tego nie robiłaś..Boze powodów może być tysiące ale
          wszystkie one nie mają znaczenia i sa na swój sposób "
          usprawiedliwieniem idiotycznym dla niedojrzałości, lekkomysności,
          braku odpowiedzialności za rodzinę itp. Nie zadawaj sobie takich
          pyta odpowiem Ci krótko-W NICZYM ONA NIE JEST LEPSZA OD
          CIEBIE.Trzymaj sie ciepło pozdrawiam i głowa do góry to nie ty masz
          się wstydzić całej sytuacji, zajmij się dziećmi, soba, spotykaj się
          z przyjaciółmi znajdź czas wreszcie na to czego do tej pory z
          powodu " nawału" obowiazków domowych nie mogłaś sobie pozwolić.
          • alicja611 błędem było... 11.07.08, 09:08
            to co popelnia kazda z nas na pewnym etapie....zycie jego zyciem, latanie za
            nim...rozpocznij koncentracje na sobie, swojej urodzie, spokoju, dbaniu o dobre
            sampoczucie, wylacz kompletnie myslenie o nim (doslownie jak robotsmile), zobaczysz
            jaki bedzie zdziwiony...jak to oleje...znaczy i tak byl dupek, szkoda zachodu.
            • kasiekgo Re: błędem było... 11.07.08, 09:23
              Alicja ja popełniłam ten sam błąd. Teuta dziewczyny dobrze ci radzą,
              myśl o sobie i dzieciach. Dobrze, że dzisiaj się spotykamy, to na
              pewno wlejemy w Ciebie więcej optymizmu. Do zobaczonka.
    • nasyl Re: jestem do niczego 11.07.08, 09:23
      chciałem Ci coś napisać sensownego, ale wiele rzeczy Ci już napisano,
      rzeczywiście myśl o sobie, nie o nim, usprawiedliwia się poprzez zarzuty wobec
      siebie, jemu przejdą romanse i wtedy jest pytanie czy mu wybaczysz, są jednak
      tacy którzy w naturze mają podboje seksualne.
      Znam jednego takiego Pana z 3 dzieci, którego widuję pod rękę z żona na Mszy co
      niedzielę i powiem Ci, że pewnego dnia pokłóciły się o niego 2 koleżanki z
      pracy, którym pewnie oddzielnie obiecał "przyszłość", w końcu któraś z nich
      przyszła do niego do domu...odważna ?!...otworzyła jego żona, kandydatka na
      kochankę (lub już kochanka) zapytała czy rzeczywiście obiecał wyprowadzić się z
      domu, żona spokojnie odpowiedziała że jej mąż już taki jest, jest do tego
      przyzwyczajona i nic na to nie poradzi. Facet ma niezły komfort, prawda ? Czy
      jego żonę należy potępiać, nie wiem, choć jej zachowanie jest trochę dziwne (sam
      się zastanawiam co jej siedzi w głowie - rodzina, status materialny ponad
      wszystko, wygoda), jego potępiać - na pewno tak, kandydatki na kochanki - na
      pewno tak, bo wiedzą że ma rodzinę niezależnie co im naobiecywał. Ale to tak na
      marginesie.
      • nasyl Re: jestem do niczego 11.07.08, 09:24
        nasyl napisał:
        > rzeczywiście myśl o sobie, nie o nim, usprawiedliwia się poprzez zarzuty wobec
        CIEBIE (siebie-literówka)
    • zielona_ropucha Re: jestem do niczego 11.07.08, 11:14
      Słuchaj Teutasmile Ja usłyszałam,że już nigdy nie zaufa żadnej
      kobiecie(hihihi,zostawił mnie właśnie dla takiej,co jej nie ufa
      biedaksmile i że to wszystko moja wina...co do reszty też krzyczałam
      jak działo sie coraz gorzej.
      Jedyne wyjście to przetrawic to w spokoju,odrzucić mysli o winie i
      zająć się życiem,innym,ale własnym i obyś trwała w tym wszystkim jak
      najkrócej.Głowa do góry.
      Oczywiście obecna była też wersja: robię to dla dobra dzieckasmile
      • sylwiamich Re: jestem do niczego 11.07.08, 11:17
        W temacie winy to raczej trudno dojść do porozumienia...smile))
        Dlatego nie warto się nim zajmować.
        • teuta1 Re: jestem do niczego 11.07.08, 17:00
          Dzięki.
    • bozenadwa Re: jestem do niczego 11.07.08, 17:09
      Teuta ,Ja na samym poczatku kiedy jeszcze mialam oczy szeroko
      otwarte,totalnie wytrzeszcz,ze
      zdziwienia ,szoku ,niemocy ,zalamania ,nierozumienia tego ,co sie
      dzieje ,Dostalam rade od madrego czlowieka ,ze jak slysze rozmowe
      mojego m,z kochanka to mam wziasc psa na spacer ,albo zatkac
      uszy ,Tylko ten madry czlowiek, to czlowiek wielkiej wiary i
      madrosci ,Ja tego nie mam ,wiec nie tylko ,ze nie wychodzilam ,wrecz
      podsluchiwalam ,ale tylko 2 min ,bo potem wkraczalam do pokoju i
      okrrrrrropnie krzyczalam zwracalam mu uwage ,i rozne takie.Moj, m
      postanowil nawet to wykorzystac przeciwko mnie,I powiem Ci ,ze nie
      zaluje niczego ,Nie zaluje ,ze dostalam niebieska karte ,za moje
      skandaliczne zachowanie,no bo On ma przeciez prawo sie spotykac z
      kim chce i kiedy chce ,a w swoim pokoju to ma prawo gulgac z innymi
      ile tylko chce.Teuta mialam nawet takie cos Mze bardzo bylo mi
      wstyd i zalowalam,po co tak krzyczlam dawalam i jemu i jej tylko
      satysfakcje ,Moje dzieci mialy dosyc ,no bo mamusia jakby byla dobra
      mamusia to ,powinna byla nie krzyczec na tatusia ,a w kazdym razie
      nie przy nich,Teuta pisze to po to, abys wiedziala ,ze dzisiaj ,nie
      zaluje a ni jednego krzyku ,nie zaluje ,ani jednej agresji ,W nosie
      mam ,co se paniusia myslala o mnie ,W nosie mam nawet co se moj m,
      mysli o mnie,Mialam tez poczucie winy ,ktore On mi podsysal ,czulam
      sie nikim ,zerem ,snujacym sie po domu w szlafroku.A dzisiaj nie
      zaluje ,POPROSTU TAK MUSIALO BYC .Jesli ktos cierpi i to
      bardzo ,jesli jest sie oszukiwanym uczuciowo ,no to niestety ,tak to
      wyglada ,ze sie krzyczy ,bo krzyk to WOLANIE O POMOC.Nie daj sobie
      wmowic zadnej winy,Pamietam twoja historie ,twoj m, jest
      niedojrzalym czlowiekiem ,i mysle ,ze ta pani predzej czy pozniej to
      odkryje.Walcz teraz o SIEBIE ,nie daj sie, przez niego zwariowac ,i
      nie wchodz w zadne dyskusje.
    • manderla Re: jestem do niczego 11.07.08, 17:19
      Teuta, wszystko z Toba ok.
      tylko ze tak czasami bywa, jezeli jestesmy slabsi niz strona
      przeciwna, to automatem przyjmujemy całą wine na sibie.
      Wina nigdy nie lezy po jednej stronie.
      Byc moze czasami nasza reakcje, i sprzężenie zwrotne powoduje to, ze
      dzialamy tak, iz pozniej zalujemy wlasnych zachowan.
      Ale czy nie mamy praw3o pozwolic sobie na naturalne, odruchowe
      reakcję? I czy reakcja naturalna ma swiadczyc, ze cos z nami nie tak?

      Nie wiem, co Ci powiedziec. Odreagować? nie odreagowywac? zalować,?
      nie zalować?
      Zrobisz, jak czujesz. masz prawo do wszystkich reakcji.
      Do konsekwecji tez.
      Niestety.

      buziak. Trzym się.
      • teuta1 Re: jestem do niczego 11.07.08, 17:57
        Wiem, że nie jestem święta. Ale jak przełamać wieloletni mur
        milczenia (wcześniej uważany za interesujący...) i odpowiedzi
        typu : "bo tak" ? Czasem masz ochotę wziąć miotacz ognia... Kocham
        Cie Manderla. Idę się bawić do rozwodników. Oczy mam zapuchnięte jak
        wielomiesięczna pijaczka. Wyrzuty sumienia skutecznie podsycane będę
        też miala pewnie długo. Po tylu latach wie się, gdzie uderzyć... Z
        obu stron.
        • manderla Re: jestem do niczego 11.07.08, 18:05
          Baw się, misiek, baw. Na pewno Cie podtrzymają, może uda Ci sie
          nabrac perspektywy, zobaczysz co ludzie mówią i jak. Moze cos z tego
          wybierzesz dla siebie.
          Spróbuj wytrzymać. Jeszcze trochę...
          m
        • niutka Re: jestem do niczego 11.07.08, 23:22
          Tak, oni sa sa niezlymi "psychologami". Wiedza gdzie uderzyc. Ale nie wierza w
          sile, ktorta w nas jest!
    • dzul1 Re: jestem do niczego 11.07.08, 18:00
      Teuta i ja sie dopisze w twoim watku, bo wszystko co opisalas jest
      mi bliskie przez wzglad na wlasne przezycia, a i kochanka mojego
      meza, teraz juz moze partnerka, hm, nie wiem co mam myslec, posiada
      tez dziecko w wieku naszego synka, ktore moj maz zamierza
      wychowywac/wychowuje?. Ale to boli, prawda?
      W fazie totalnej depresji, rozpaczy i zalamania tez go ciagle
      atakowalam. Probowalam rozmawiac, jako ze rozmowy dobrze nam zawsze
      wychodzily w zwiazku, potem grozba, prosba, krzykiem, po czym
      nastepowala faza kilku dni 4-5 spokoju, a nastepnie znowu
      wybuchalam, widzac jak spi z komoreczka pod podusia, caly czas
      dzwoni itp. Katowalam sama siebie, wyobraznia dopisywala swoje
      scenariusze, on mnie zabijal swoim spokojem, odwracal sie na piecie
      i zamykal drzwi. Ja wychodzilam na wariatke, a kochanka na te
      spokojna, lagodna, wyrozumiala kobiete. Malo tego-od poczatku
      wiedzialam ze zle postepuje, ale to zaczepianie jego bylo po prostu
      silniejsze ode mnie. Chyba uwazalam ze musi wiedziec co czuje, co
      mysle, jak cierpie, a on to mial totalnie w nosie. Po takiej jezdzie
      sama siebie obwinialam za brak spokoju i depresja sie poglebiala,
      natomiast moj zawsze zakochany we mnie, czuly i dobry jak dotychczas
      maz, ktory przez 15 lat nie uwlaczyl mi zadnym zlym slowem,
      uczynkiem, mial argumenty w reku, ze ze mnie naprawde wariatka i
      nienormalna osoba...
      Dzisiaj wiem, jak Bozenka, ktora przepracowala swoje problemy, ze to
      jest klasyka zachowan. Zona, kiedy czuje sie zagrozona placze,
      krzyczy, walczy i szala sie przechyla na strone pocieszycielki.
      Absolutnie nie obwiniam sie za to, uznalam ze ten etap nalezalo
      przejsc i w tak wielkim stresie kiedy wali sie cale zycie, musismy
      sobie jakos pomoc przez to przejsc, aby samemu nie zwariowac.
      Przy okazji Forumowicze, jak myslicie jakie szanse na przetrwanie ma
      tego typu zwiazek, mam na mysli porzucenie rodziny i od razu wejscie
      w ten sam uklad, nawet dziecko w tym samym wieku /4 letnie/. Jak
      sadzicie? Jeszcze jestem na etapie oczekiwania rozpadu tego zwiazku,
      pt. zobaczy co stracil, pozaluje itp, ale wiem, ze to tylko taka
      potrzeba wyrownania we mnie tkwi i kiedys mi przejdzie. A moze beda
      zyli dlugo i szczesliwie?
      Czy Wasi Eks sa dzisiaj z kobietami, ktore mialy swoj udzial w
      rozpadzie rodziny? Wypowiedzcie sie, jesli mozecie. Pozdrawiam.
      • bozenadwa Re: jestem do niczego 11.07.08, 19:32
        Kochana dzul ,ja napiasalas .jak Bozenka ,ktora przepracowala
        swoje problemy ,to mnie zamurowalo ,jak to JA ktos pisze o mnie?? ze
        ja przepracowalam swoje problemy ?? Nie nie przepracowalam ,poprostu
        akurat ta sprawa ,dopiero nie dawno ,to sobie uswiadomilam ,ze mam
        to w nosie. A jeszcze niedawno czulam sie nikim takim nikim,ze nie
        dziwilam sie mojemu m, ze mnie w ten sposob traktuje,A Ona jawila mi
        sie jako najmadrzejsza gwiazda ,i jeszcze sie dziwilam ,ze mnie
        nienawidzi,Jak duzo zalezy ood nas samych ,od tego co myslimy o
        sobie o danej sytuacji.Przeciez sie nic nie zmienilo ,swiat sie nie
        zmienil ,ja sie nie zmienilam ,tylko inaczej teraz mysle ,inaczej
        postrzegam sama siebie i ta sytuacje,Uwazam ,ze zostalam skrzywdzona
        a okrutny sposob ,a babsko jest poprostu glupie ,chosiaz
        dentystka.Oni oboje potraktowali mni w nieludzki sposob,Ona mnie nie
        obchodzi .ale moj m,,Wolalabym ,aby sie wyprowadzil na dobre,nie
        wiem jak wy to odbieracie jak to pisze ,Teuta nie napisalam Ci
        dlatego zebys zobaczyla ,ze ja mam w nosie a Ty nie ,Chcialam abys
        zobaczyla ,ze tak po czasie sie dzieje.na poczatku wogole nie
        wierzylam dziewczynom jak mi pisaly ,ze czas robi swoje ,nie
        wierzylam.Teuta przytulam Cie ,wiem co czujesz ,ale to TY jestes ta
        cudna ,nie on ,ani nie ona.
        • dzul1 Re: jestem do niczego 11.07.08, 19:44
          Ale jestes juz Bozenko na tym etapie, ze zdajesz sobie sprawe ze
          wszystkich tych mechanizmow. Jesli sie o tym nie wie, tendencja do
          obwiniania sie jest bardzo silna.
          Co do poczucia krzywdy, rowniez nie moge sie tego pozbyc, uwazam
          podobnie jak ty, ale jednoczesnie mam swiadomosc bledow popelnionych
          w malzenstwie i tego ze nic nie jest czarne ani biale. Jednak
          brzydze sie takim jawnym klamstwem prosto w oczy, oszukiwaniem
          partnera. Zreszta podobno z poczuciem winy zyje sie znacznie ciezej
          niz z poczuciem krzywdy. Tylko ze to jest nasze myslenie Bozenko,
          kobiet porzuconych, a myslenie drugiej strony plynie w zupelnie
          innym kierunku. I chyba nowa milosc szybko leczy resztki poczucia
          winy. Zgadzam sie ze trzeba zmienic myslenie, bo nasze mysli kreuja
          rzeczywistosc. Pozdr.
          • bozenadwa Re: jestem do niczego 11.07.08, 19:53
            Rowniez pozdrawiam,)))))))))))* usmiecham sie
      • teuta1 Re: jestem do niczego 12.07.08, 02:57
        Po raz pierwszy czarno na białym przeczytałam opis swoich stanów
        emocjonalnych.
      • teuta1 Re: jestem do niczego 12.07.08, 11:34
        Jeszcze czekasz, prawda? Pytałaś o coś podobnego w innym wątku.
        Wiesz, nie mam pojęcia. Jeśli facet jest zaburzony, to to może trwać
        krótko. Ale jeśli odszedł do konkretnej osoby, której nie
        przeszkadza to, co ty uważałaś za wady, to może trwać aż do śmierci.
        Poza tym, na pewno trudno bedzie mu sie przyznać do porażki w tamtym
        związku, bo przecież nie po to rozwalał rodzinę, żeby przegrać.
    • niutka Re: jestem do niczego 11.07.08, 22:29
      Wiem, co czujez. Czulam to kilka lat temu..... Niestety pozwolilam mu wrocic (do
      tej pory nie wiem dlaczego chcial wrocic). No i wyszlo, ze ja nie potrafie
      wybaczyc (choc probowalam znajac pobodki jego zdrady), a tym bardziej zapomniec.
      Ale to dla niego nic po tylu tatach. To ja mama problem, nie on.
      Nie walcz. Jak mu zalezy na waszym malzenstwie , to on zawalczy. Predzej, czy
      pozniej....
    • niutka Re: jestem do niczego 11.07.08, 22:59
      Po przeczytaniu kilku watkow powiem jedno, o czym zapomnialam: "najlepsza obrona
      jest atak". Szkoda tylko, ze TO zagranie stosuja nasi "mezowie" a nie My.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka