11.07.08, 19:36
Pewnie byl juz taki watek na forum, ale jako nowa ciekawi mnie co
sadzicie o powrotach po zdradzie, czyli wchodzeniu po raz drugi do
tej samej rzeki. Mam przyjaciolke /35 lat/, ktorej maz /38/ zostawil
ja i coreczke dla kochanki, singiel /22 lata/. Pomieszkal z nia rok,
a nastepnie wrocil skruszony na lono rodziny, dokonujac swoistej
spowiedzi w stylu Jacka Soplicy. Beznadziejni ci faceci, od razu
dodam niektorzy, co by sie nasi forumowi panowie nie obrazili.
Moja przyjaciolka podjela decyzje o przyjeciu go z powrotem. Jest
osoba bardzo spokojna, cierpliwa, pogodzona ze swoim losem. I tak
sobie mysle, przetrwaja, nie przetrwaja? Ich malzenstwo trwa w tej
chwili 12 lat. Nie mieli rozwodu. Znacie kogos komu sie udalo?
Obserwuj wątek
    • bozenadwa Re: Powroty 11.07.08, 19:47
      nie ma idealnych ludzi ,nie ma idealnych zwiazkow,nawet
      takich ,kiedy nigdy sie nie roztawali ,Mysle ,ze nie ma reguly,jesli
      On rzeczywiscie zrozumial ze popelnil blad ,i naprawde bedzie sie
      staral ja o tym przekonac,A Ona mu uwierzy i przebaczy ,to tak ,to
      im sie uda,Oboje musza tego chciec,Ale jesli ,panienka mu
      podpadla ,albo juz czesciej opuscila bo znalazla lepsza partie ,a on
      skruszony wrocil na lono rodziny ,nie wiedzac co ze soba poczac to
      marne szanse,
    • dzul1 Re: Powroty 11.07.08, 19:51
      Wiem, ze to panienka sie z nim rozstala. On sie narazie stara,
      poszedl do pelnoetatowej pracy, pomaga w domu, twierdzi ze w pelni
      zrozumial swoj blad. Czy odbudowa zaufania jest w ogole mozliwa?
      • bozenadwa Re: Powroty 11.07.08, 19:56
        odpowiadam za siebie ,takie jest moje zdanie ,jesli jest milosc,i
        obojgu na sobie zalezy,i to co napisalam wczesniej ,uwazam ze tak
        jest mozliwe odbudowanie zaufania.
        • anetta75 Re: Powroty 12.07.08, 00:07
          mój teść "na pociechę" opowiedział mi historię wujka Cyryla i cioci Wandy. Nie
          mieli dzieci. Poznał w sanatorium Teresę z kasą. Rozwiódł się, miał syna, o
          którym twierdził, że nie jego. po roku wrócił do Wandy mówiąć "tobie przed
          Bogiem przysięgałem" minęło 20 lat - starzeją się razem.
          i co ma to dla mnie znaczyć? nic. ale zdarza sie...
      • ronja.r Re: Powroty 12.07.08, 16:30
        dzul1 napisała:

        > Wiem, ze to panienka sie z nim rozstala. On sie narazie stara,
        > poszedl do pelnoetatowej pracy, pomaga w domu, twierdzi ze w pelni
        > zrozumial swoj blad. Czy odbudowa zaufania jest w ogole mozliwa?

        Pewnie mozliwa jesli go przyjela.
        Ale nurtuje mnie inna rzecz. W takich przypadkach wszyscy pisza: "zrozumial swoj
        blad". Hmmm. Czy to byl taki wielki blad? Facet spotkal kogos, zakochal sie,
        odszedl i chcial budowac swe zycie z inna, nie wyszlo. Zoastal sam, nie mial mu
        kto skarpetek prac, gotowac obiadow, sprzatac i przypomnial sobie o starej
        zonie. Jasne ze wykazal skruche, powiedzial ze popelnil blad ale czy
        rzeczywiscie tak mysli? A moze gdyby nigdy tego nie zrobil to cale zycie by
        zalowal? Moze zatruwalo by mu to zycie malzenskie?
        Teraz otrzepal sie, zona go przyjela i moze robic za biednego uwiedzionego...no
        i wszystko gra.
        • nangaparbat3 Hmmmm 12.07.08, 18:26
          Zawsze się pisze o tej zupie i praniu skarpetek..
          A moze jednak o co insze chodzi?
          Bliskosc, ciepło, bezpieczeństwo?
          Poczucie, ze sie do kogoś/ktos do nas - nalezy?
          • sylwiamich Re: Hmmmm 12.07.08, 19:05
            Nanga...ale o co chodzi? Bo nie rozumiem Twojej mysli...
            • nangaparbat3 Re: Hmmmm 12.07.08, 21:34
              sylwiamich napisała:

              > Nanga...ale o co chodzi? Bo nie rozumiem Twojej mysli...
              No o to, co napisała Ronja:

              Zoastal sam, nie mial mu
              > kto skarpetek prac, gotowac obiadow, sprzatac i przypomnial sobie o starej
              > zonie. Jasne ze wykazal skruche, powiedzial ze popelnil blad ale czy
              > rzeczywiscie tak mysli?
              • sylwiamich Re: Hmmmm 12.07.08, 22:42
                Oki...ale czy to coś zmienia?
                • nangaparbat3 Re: Hmmmm 12.07.08, 22:50
                  Zmienia.
                  Bo jeśli myślał TYLKO o gotowaniu i brudnych skarpetkach -
                  Poza tym - jak sie tak myśli - oceniajac powrót - o gotowaniu i skarpetkach, ze
                  to glówny motyw, to chyba skazuje się żonę, do której mąż wraca, na zycie w
                  goryczy i poczuciu bycia wykorzystywaną.
                  W końcu tylko fantazjujemy na temat pobudek - czy musimy wymyslac takie, które w
                  jakis sposob ponizają oboje - jego, ze sam se nie wypierze i sprzedaje swą
                  wolnosc za pranie, ją - ze robi - tylko i wyłacznie - za sluzącą?
                  • sylwiamich Re: Hmmmm 12.07.08, 23:07
                    Nanga...Ty piszesz o potrzebach...niższego i wyższego
                    rzędu.dziewczynom chodziło o niezaspokojone potrzeby męża.A gdzie
                    one w tym są?I co dostaną?Rolę służacej, wyrozumiałej,gwarantujęcj
                    stałość? Biedny chłopczyk..czy chce przytulania na dobranoc, czy też
                    czystego domu...jeden syf.
                    Myślę że pisząc o sprawie w ten sposób...poniżamy przede wszystkim
                    siebie.I to nie bez powodu...ponoć od dna lepiej się odbić.
                    • nangaparbat3 Re: Hmmmm 12.07.08, 23:12
                      Teraz ja nie kumam.
                      Lepiej juz pójdę spac.
    • best_gigi88 Re: Powroty 12.07.08, 13:14

      • sylwiamich Re: Powroty 12.07.08, 13:17
        Wielokrotnei się zastanawiałam nad ewentualną szansą.Bo taka zawsze
        jest.Tylko komu na by się chciało?Dłużej niż miesiąc, dwa....
    • nasyl Re: Powroty 12.07.08, 13:27
      pisałem juz na tym forum o przypadku kobiety pogodzonej "on line" z wyskokami swojego męża, wczoraj Zona mi opowiedziała identyczną historię: kobieta wie że mąż ma inną, ale jest przyzwyczajona do życia na w wysokim standardzie i przymyka oczy taki niby "zdrowy układ", ja z kolei znam kobietę ok.30-tki która , kiedy tylko mąż wypłynie w rejs, rż.... się z sąsiadem, jego żona nic o tym nie wie, zapytałem ją jak tak może, przecież to obrzydliwe, powiedziała że bardzo lubi seks, że mają wspólne tematy (budują obok siebie domy), ale jak mąż wraca jest wyłącznie z mężem i też się seksi z tym mężem. Mogę sobie zarzucić wiele błędów i wad, ale takie życie w trójkątach, cichcem lub oficjalnie to nienormalne dla mnie.
      • sylwiamich Re: Powroty 12.07.08, 14:09
        Ja też znam takie historie...
        Ona wyjechała do innego miasta..ponoć znalazła tam super
        pracę.Oczywiście temat nie był przegadany, po prostu się wyniosła.On
        nei znał nawet jej adresu.Tak naprawdę poznała kogoś przez
        neta.Niestety nie wyszło jej z tamtym facetem, popadła w
        długi.Ślubny dowiózł jej pieniadze, napełnił lodówkę, pomomo że
        doskonale wiedział co się dzieje.A jaki z tego morał?Że kobiety też
        bywają "ludżmi", nie tylko przyjaciłkami "człowieka"wink)))
        • ronja.r Re: Powroty 12.07.08, 23:50
          Takie rzeczy sie zdarzaly zawsze i beda sie zdarzaly, bo taki jest czlowiek.
          U mnie w rodzinie byla taka historia: maz a byl w srednim wieku mial kochanke,
          zona popewnym czasie sie dowiedziala, domyslila moze ale udawala ze nic nie wie.
          Po pracy szedl do domu gdzie zona czekala z obiadkiem. Zjadl ale niewiele i
          wychodzil do miasta a to miasto to byla kochanka ktora tez czekala z
          obiadkiem...Trwalo to dlugie lata. Facet zmarl akurat gdy zona ciezko chora
          lezala w szpitalu, nie byla na pogrzebie i nie wiedziala gdzie jest grob meza.
          Synowie a mieli dwoch, juz zonaci, zajeci swoimi sprawami i nie mieli czasu z
          matka pojechac na cmentarz. Pewnego razu dzwoni kochanka i pyta sie o jej
          samopoczucie i zdrowie a ta zali sie ze synowie nie maja czasu zawiesc ja na
          cmentarz a kochanka na to: alez kochana, ja Cie moge zabrac i pokazac. teraz jak
          zostalysmy same musimy sobie pomagac sie sie wspierac. No i zamowily taksowke,
          kupily kwiaty i razem pojechaly na cmentarz. A pozniej faktycznie zaprzyjaznily
          sie ze soba. No ba, mialy przeciez wiele wspolnych tematow wink
      • hela37 Re: Powroty 12.07.08, 15:00
        no cóz , ci co lubią geometrię zwłaszcza wszelkiego rodzaju figury dają sobie
        przyzwolenie na rózne układy figur.Dla mnie to tez jest nienormalne ale tej
        nienormalności jest coraz więcej wszędzie.
        • ronja.r Re: Powroty 12.07.08, 16:31
          Moze i nienormalne ale wbrew co wszyscy chcemy myslec czlowiek niestety nie jest
          istota monogamiczna.
          I pisze tu "czlowiek" nie "mezczyzna" jak to mezczyzni probuja wmowic wink
    • kasiamasia mnie sie nie udalo!!!!! Stracilam prawie 10 lat 12.07.08, 18:19
      Sa ludzie ktorym moze sie udaje, ale jezeli deklaracje zmian i dobrych checi sa
      tylko pustymi deklaracjami szansa na to ze sie to uda jest bardzo mala.
      W "naszym" przypadku:
      pobralismy sie 4 lata po byciu z soba
      nasze dziecko urodzilo sie 3 lata pozniej
      (on kompletnie zagubiony w roli ojca i meza)
      Zaczal spotykac sie z "nowa miloscia swojego zycia"
      kiedy nie mial jeszcze 2 latek
      Wyprowadzil sie na moja prosbe (blagania) 7 miesiecy pozniej
      Ja probowalam pozbierac sie po tym wszystkim
      (zajelo mi to jakies 2 lata)
      Jakis rok po wyprowadzce panienka rzucila go dla innego
      Jakies 6-9 miesiecy pozniej "okazalo" sie ze nie moze zyc bez naszego syna i
      zaczal spedzac z nim kazde popoludnie
      Po 6 miesiacach grania roli idalnego ojca, zaczal blagac mnie o druga szanse,
      tlumaczyl mi jak to zrozumial swoje bledy, jak bardzo kocha mnie i nasze
      dziecko...........jak ja nie dajac mu szansy niszcze zycie naszego syna........
      I ja ciagle zakochana wybaczylam i po kolejnych 6 miesiacach
      pozwolilam mu wrocic.
      Okres "miodowy" trwal jakies 6-12 miesiecy
      a potem wszystko bylo jak kiedys:
      On pepek swiata a my w tle by lechtac jego ego
      4 lata pozniej zaczal sie spotykac z kolejna "miloscia swojego zycia"
      (moze byly inne wczesniej, nie wiem i teraz juz nie chce wiedziec)
      Na moje prosby - wyniosl sie 6 miesiecy pozniej
      (tym razem zamist zajmowania sie 2-latkiem, ktoremu obecnosc mamy wystarczala
      kompletnie, zajmowanie sie nastolatkiem ktoremu swiat sie zawalil jest znacznie
      bardziej skomplikowane........
      i znacznie bolesniejsze!!!!!!!!)
      Bylo to jakis 6 lat temu.
      Tym razem byl byl gotowy na to zeby sie wyplakac na moim ramieniu
      jakies 2 lata po wyprowadzce.
      Ja robie wszystko zeby go nie ogladac, on po prostu wykorzystal cala moja
      sympatie, milosc i zaufanie, stracilam jakikolwiek szacunek dla niego. Ja po
      prostu zyje moim wlasnym zyciem, pracuje, spotykam ludzi, spedzam duzo czasu z
      moim synem, rozwijam wlasne zainteresowania.............
      On ma nieograniczony dostep czasowy do syna ( z ktorego korzysta w bardzo
      oraniczony sposob i on nie rozumnie ze nasz syn zaczyna zyc wlsnym doroslym
      zyciem i juz niedlugo rodzice przestana byc jego glowna czescia)

      • kalpa czasem się udaje, ale... 13.07.08, 03:10
        Mój mąż też nagle odkrył swoja PRAWDZIWĄ MILOSC. Wyprowadził sie, a po trzech
        miesiacach się z nia rozstał, lub ona z nim, kazde widzialo inaczejwink
        ja po prostu zbyt mocno go kochałam, żeby zrezygnowac, wiec wróciliśmy do
        siebie. Po roku nowego bycia razem zdecydowaliśmy się na dzieci i mamy dwójke.
        Ta zdrada duzo nam uswiadomila - nie wracalam do tego tematu, zamknelam drzwi.
        Ja juz kiedys pisalam, że nie uwazam zdrady jako jedynego czynnika decydującego
        o rozstaniu- czasem warto sie zastaniwć, dlaczego do tego doszlo.
        Ale z perspektywy czasu, a od tamtego zdarzenia minelo 10 lat, wiem, że pewne
        rzeczy wychodza co jakis czas.
        Nie mam w sercu zadry o tamten raz- to było tak dawno, że jakoś zbladło. W sumie
        to nas to do siebie zblizylo, dużo uswiadomilo. Zaryzykuje stwierdzenie, że
        nawet nam to na zdrowie wyszlo.
        Ale zdrada jest raczej konsekwencją czegoś głębszego, dlatego dla mnie
        wazniejsze byłoby przyjżec się temu czemuś, niz skupic jedynie na zadraśnietej
        dumie osobistej.
        \\\czasem warto zawalczyć o zwiazek, czasem nie- to juz kazdy musi zdecydowac.
        gdyby mąż mnie zdradzał ciagle, to chyba nie chciałoby mi się z nim być. To
        chyba nie miałoby dla mnie sensu.
        Ale jednorazowy wyskok nie był dla mnie powodem do zerwania malzeństwa.
        A kryzysów mielismy kilka i to nie z powodu zdrady. I powiem wprost, ze
        czasami, jak mam męża dość, bo mi da w kość za mocno, to miewam mysli, żeby
        sobie znaleźć kogoś, z kim zycie byłoby dla mnie milsze. No ale sa dzieci i
        ciągle jeszcze ten argument przeważa.
        • dzul1 Re: czasem się udaje, ale... 13.07.08, 17:37
          Fajnie to opisalas, Kalpa. Ciesz sie, ze wam sie udalo. Moze
          zdecydowal fakt, ze nie mieliscie jeszcze dzieci, wiec odpadalo
          pozostanie tylko dla nich...
          • sylwiamich Re: czasem się udaje, ale... 13.07.08, 22:47
            dzul1 napisała:
            Ciesz sie, ze wam sie udalo


            Ja tego tak nie odebrałam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka