Dodaj do ulubionych

Rozwód - jak się do tego zabrać...?

16.07.08, 17:20
Kobietki kochane, pomóżcie... Jestem u kresu wytrzymałosci - mąż ma
mnie gdzieś, nie wraca na noc, przychodzi pozno, zero rozmowy a
jeżeli już to klotnia. Wiem, że mnie zdradza. Mam zdjęcia - co
prawda jak tylko idzie z nią za rękę, a potem jak trzyma jej rękę na
ramieniu - ale mam też raport, że do godz. 4.00 nad ranem nie
wyszedł od niej z domu. Powiedzcie, czy coś takiego może byc dowodem
w sprawie? czy w taki sposób udowodnię mu, że mnie zdradza??? Chcę
rozwodu z orzekaniem o winie. Czy sąd takie dowody honoruje??? I
jeszcze jedno - jak się za to zabrać? Co powinnam najpierw zrobić?
Będę Wam bardzo wdzięczna za odpowiedzi, bo muszę przeciwdziałać,
nie zniosę tego dłużej... Pomóżcie! Dzięki....
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 17:45
      Pewnie uda Ci się wykazać, że mąż ma romans. Niekoniecznie oznacza to jednak, że ponosi on całkowitą i wyłączną winę za rozpad waszego małżeństwa.
      • ona_ona_30 z_mazur 16.07.08, 18:04
        A ja taka naiwna byłam i wierzyłam, że jak ktoś zdradza, to jest
        jedynym winnym rozpadu małżeństwa... Ech, szkoda gadać... Odechciewa
        mi się wszystkiego - słabo mi się robi na myśl o wyciąganiu tych
        wszystkich rodzinnych brudów...
        W każdym razie - dzięki za pomoc, ale zwątpiłam trochę w
        sprawiedliwość na tym świecie...
        • hela37 Re: z_mazur 16.07.08, 18:17
          Daj spokój to jest tzw. męski punkt widzenia,oni nigdy nie widzą swojej winy.Jak
          zdradzają to dlatego że ,,one temu winne".Z tą sprawiedliwością bywa róznie ale
          walcz .
          • ona_ona_30 Hela37 16.07.08, 18:33
            Dziękuję, kochana! Ale wcale mnie to nie pociesza - wiesz, tak czy
            siak muszę walczyć - o prawdę, sprawiedliwość, poczucie własnej
            godności... Wczoraj nie było go w domu, dzisiaj, jak zadzwoniłam
            odpowiedział, że nie wie, czy wraca na noc. k..a! co to ma do
            cholery być??????? I taki człowiek uniknie odpowiedzialności??
            Jestem załamanasadsadsad
          • z_mazur Re: z_mazur 16.07.08, 20:12
            To nie jest "męski", tylko racjonalny punkt widzenia. smile

            Mnie nie chodzi o to, że faceta winy w tym nie ma, tylko o to, czy na pewno nie ma winy żony. Bo sąd właśnie tak rozpatruje sprawy. Kto i w jakim stopniu przyczynił się do rozpadu więzi łączących małżonków. Np. zrzędzenie, prowokowanie kłótni itp., nie troszczenie się w wystarczającym stopniu o wspólne gospodarstwo, tak samo jest oceniane jako przyczynek do rozpadu związku. I wina dla sądu nie musi się rozkładać równo, wystarczy, że rozłoży się 10-90 % to i tak zostanie orzeczona wina obustronna. Dobrze sobie z tego zdawać sprawę, zanim się pójdzie do sądu.
            • ona_ona_30 Re: z_mazur 16.07.08, 20:19
              Wiesz, jakoś tak mnie to nie przekonuje, sorry. Przepraszam, jak
              można porównać zrzędzenie żony do jego skoku w bok??? "Wysoki
              sądzie, znalazłem sobie kochankę, bo żona zrzędziła - ona jest tak
              samo winna jak ja". A kobieta siedzi w domu, czeka na niewiernego
              małżonka, który ma ją gdzieś, gdzie słonce nie dochodzi i orzekany
              jest rozwód z winą obustronną???? No przepraszam! a małzonek to nie
              raz i nie dwa zrzędził, ale na tym polega małżenstwo - na
              kompromisie - nie jest to bajka.
              • ona_ona_30 Re: z_mazur - P.S. 16.07.08, 20:21
                Czy Ty zdradzałeś żonę, zanim doszło do rozwodu?

                Będę wdzięczna za odpowiedź.

                Chyba, że Ciebie to nie dotyczy - to tylko pogratulować pozostaje...
                • z_mazur Re: z_mazur - P.S. 16.07.08, 20:25
                  Nie, to żona mnie zdradzała. Co nie znaczy, że nie dostrzegam swojego udziału w rozpadzie mojego małżeństwa.
                  • ona_ona_30 Re: z_mazur - P.S. 16.07.08, 20:29
                    W takim razie współczuję... Ja też widzę swój udział, ale nie godzę
                    się z tym, że można orzekać o winie nas obojga. Wg mnie jeśli ktoś
                    zdradza, to znaczy, że już nie chce naprawiać czegokolwiek - ma to
                    gdzieś, i tak to wg mnie powinno być rozpatrywane, ale, jak widać,
                    życie jest życiem, a życie to nie je bajka kochani...sad
              • z_mazur Re: z_mazur 16.07.08, 20:23
                Przeczytaj mojego drugiego posta.

                Jeśli sąd uzna, że małżeńśtwo rozpadło się przed romansem męża, to ten romans w ogóle nie będzie rozpatrywany jako czynnik, który doprowadził do jego rozpadu. Czyli jeśli małżonkowie już przed romansem przestali się kochać, przestali ze sobą sypiać i przestali prowadzić wspólne gospodarstwo. To romans jest tego skutkiem a nie przyczyną.
                • ona_ona_30 Re: z_mazur 16.07.08, 20:27
                  Jego romans taki intensywny trwa od dobrych kilku tygodni. Wcześniej
                  pewnie też coś było, ale skrzętnie to ukrywał. Wcześniej razem
                  prowadziliśmy wspólne gospodarstwo, spłacaliśmy wspólne rachunki,
                  kochaliśmy się (tak sądziłam ja przynajmniej), uprawialiśmy seks...
                  Od momentu zintensyfikowania się jego romansu wszystko to wzięło w
                  łeb - czy teraz jest to wówczas skutek czy przyczyna???
                  • z_mazur Re: z_mazur 16.07.08, 20:30
                    Nie mnie to oceniać. Mnie cały czas chodzi o to, że nie wystarczy że przedstawisz w sądzie dowody romansu męża i to wystarczy.

                    Musisz jeszcze udowodnić, że to ten romans przyczynił się do rozpadu więzi łączących małżonków.
                    • hela37 Re: z_mazur 16.07.08, 21:27
                      Cytuję z akt sądowych,,fakt zamieszkania z inną kobieta był efektem tego że żona
                      nie wykazywała zaufania do mnie".

                      Jak by nie patrzył ,,ona temu winna"
              • a.b1 Re: z_mazur 17.07.08, 12:40
                ona_ona_30 napisała:

                > Wiesz, jakoś tak mnie to nie przekonuje, sorry. Przepraszam, jak
                > można porównać zrzędzenie żony do jego skoku w bok??? "Wysoki
                > sądzie, znalazłem sobie kochankę, bo żona zrzędziła - ona jest tak
                > samo winna jak ja". A kobieta siedzi w domu, czeka na niewiernego
                > małżonka, który ma ją gdzieś, gdzie słonce nie dochodzi i orzekany
                > jest rozwód z winą obustronną???? No przepraszam! a małzonek to
                nie
                > raz i nie dwa zrzędził, ale na tym polega małżenstwo - na
                > kompromisie - nie jest to bajka.
                Mazurek ma racje...
                sąd dość wnikliwie będzie badał i zadawał mnustwo pytań
                skupmy się na tych awanturach
                sąd może zadać pytanie
                ila razy w miesiącu/tygodniu/dniu wybuchały awantury
                w jakich okolicznośćiach?
                kto je inicjował?
                jak się kończyły?
                te pytania będą bardzo wnikliwe, w ocenie sądu może wyjść, ze
                rozkłąd nastąpił już dość dawno a kochanka juz nic nowego do sprawy
                nie wniosła
                może w Twojej ocenie powiedzenie komuś ty skończony debilu to jest
                akt zdenerwowania i nic nie znaczy, dla kogoś innego to może być
                okropne upokorzenie i może nie wybaczyć Ci tego do końca życia i to
                mogło zmienić postrzeganie Ciebie jako człowieka
                to jest przykład, nie twierdze, ze musiałaś kogoś wyzywać, ale
                pamiętaj o jednym ktoś Twoje słowa i zachowanie może odbierac
                zupełnie inaczej niż były Twoje zamiary
                dlatego raz dla sądu będzie ewidentną winą kochanka, która pojawiła
                się bo mąż miał widzimiśie
                a zupełnie inaczej sąd będzie podchodził, kiedy owszem jest kochanka
                ale maż udowodni, że w domu miał piekło i ta kobieta pojawiła się
                jako balsam, wtedy wina rozkłada się na 2 strony
    • hela37 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 18:29
      czy jesteś pewna że chcesz rozwodu?
      • ona_ona_30 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 18:38
        Jestem tego tak pewna, jak tego, że żyję. To, co teraz przeżywam -
        przez niego (!), to gehenna, a nie życie...sadsad
        • hela37 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 18:53
          Znam to uczucie , zresztą nie tylko ja.A o jakiej odpowiedzialności mówisz?
          • ona_ona_30 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:13
            Hela, mówię o jego odpowiedzialności za rozpad naszego małżeństwa.
            Myślałam, że to oczywiste, a jednak okazuje się, że nie...sad
    • akacjax Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:04
      Od poczatku: rozwód można uzyskac, gdy nastąpł trwały i zupełny rozkład małżeństwa uczuciowy, fizyczny i ekonomiczny. I o ile nie ucierpi na tym dobro małoletnich dziecie.

      Czyli najpierw sprawdź, czy tak jest u Was-bo sama zdrada nie wystarczy by był rozwód.

      Po drugie zastanów się, czy emocje w jakich teraz jesteś pozwalaja na logiczne myślenie, bo na podejmowanie decyzji na pewno nie.
      Dalszym etapem jest ustalenie, czy mąż będzie mieszkał z Tobą, czy wyprowadza się z domu.
      I tak dalej po kolei aż do złożenia pozwu w sądzie okreęgowym.
      • ona_ona_30 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:11
        Kochana, emocje to ja miałam jakiś czas temu, kiedy probowałam to
        jeszcze ratować i zbierać do kupy. Teraz to ja już działam "na
        zimno", i nikt mnie od tego nie odwiedzie. Nad czym tu się
        zastanawiać??? Czy być z kimś, kto do mnie nic nie czuje, ma w d..e
        moje potrzeby, uczucia, itp.? Nie no - ja już swoje wypłakałam -
        teraz chcę tylko sprawiedliwości.
        • akacjax Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:25
          Czy u Was jest trwały rozkład? To pierwsze oceni sąd. Odebrałam, że to świeża sytuacja.

          Jeżeli chcesz na forum uzyskać potwierdzenie, czy zgromadzone dowody wystarczą do orzeczenia winy, to musisz wiedzieć, że nikt nie powie-tak na 100%, bo każdy sąd, każda sytuacja, każda obrona inna.

          Czy napiszesz nam, co małżonek mówi na hasło: rozwód?
          • ona_ona_30 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:29
            U nas jest rozkład od jakiegoś czasu - ja to tak odczuwam (on pewnie
            będzie się bronił), a od kilku tygodni przechodzi samego siebie - ma
            kochankę, tam śpi, z nią spędza czas itd.

            Mąż, jak jeszcze walczyłam o małżenstwo i starałam się sobie to w
            głowie poukładać, na moje: "widzę, że mnie nie kochasz, nie chcesz
            ze mną być, rozwiedź się ze mną" odpowiadał: "tak, tylko na to
            czekasz - jak ci tak źle to sama się rozwiedź" i koniec rozmowy...
            No o czym i z kim tu gadać??
            • akacjax Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:36
              Czy to znaczy, że dobrowolnie wyprowadził się z domu?

              Jeżeli jesteś tak pewna, że chcesz rozwodu-co wstrzymuje Cię przed złożeniem pozwu?
              • ona_ona_30 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 19:41
                Kasa na adwokata.

                Nie, nie wyprowadził się - to by było najlepsze co by zrobił.

                Mieszka ze mną, a u niej sobie "czasami" nocuje, a mi wciska bajki,
                że u kolegi. A u jakiego kolegi, to mam dowody...
            • z_mazur Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 20:08
              No i widzisz, jeśli mężowi uda się udowodnić, że rozpad związku nastąpił wcześniej niż zaczął się jego romans, to ten romans w takiej sytuacji nie będzie przez sąd traktowany jako przyczyna rozpadu związku, tylko jako jego skutek i jako taki w tym momencie nie będzie miał wpływu na orzeczenie winy za rozpad małżeństwa.
              • ona_ona_30 z_mazur raz jeszcze... 16.07.08, 20:23
                ... w takim przypadku ja już w żadną sprawiedliwość nie uwierzę...
                Bo to ja probowałam coś ratować, rozmawiać, proponowałam terapię
                małżeńską, a on poszedł po najlzejszej linii oporu - też mogłam tak
                zrobić, ale wtedy pewnie stałabym się puszczalską żoną i jedyną
                winną rozpadu malżenstwa... Taki lajf...
                • z_mazur Re: z_mazur raz jeszcze... 16.07.08, 20:27
                  Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia, to dlaczego miałabyś nie wierzyc w sprawiedliwość. Ja Ci staram się tylko uświadomić, że być może widzisz sprawy jednowymiarowo.

                  Oczywiście orzeczenie winy za rozpad małżeńśtwa jest możliwe, ale nie myśl, że wystarczy tylko do tego udowodnienie, że mąż miał romans.
                  • ona_ona_30 Re: z_mazur raz jeszcze... 16.07.08, 21:00
                    No właśnie taka naiwna byłam i w to wierzyłam... Ale dzięki za
                    uświadomienie - co ma być, to będzie - ja zrobię swoje w miarę moich
                    możliwości, a później pozostaje tylko czekać...

                    Dzięki, z_mazur i inni.
                • a.b1 Re: z_mazur raz jeszcze... 17.07.08, 12:45
                  pamiętaj o jednym, my kierujemy się emocjami, sąd jest od nich wolny
                  jeśli udowadniamy wine, to mamy byc jak kryształy, mamy wykazać, że
                  robiliśmy wszystko
                  ja też udowadniałam wine mężowi i udało się, ale miałam bardzo mocne
                  podstawy, nie mógł zrobić nic ani sie z tego wymiksować wszystko
                  było jednoznaczne
        • tricolour Jeżeli chodzi o sprawiedliwość... 17.07.08, 11:46
          ... to w zdaniu "Nie no - ja już swoje wypłakałam - teraz chcę tylko
          sprawiedliwości" bardziej wyczuwam chęć zemsty niż sprawiedliwości.

          smile
    • kaja-p Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 21:50
      witam, jeżeli i tak masz zamiar rozwodzić się z adwokatem, to
      proponuje jemu wszystko opowiedzieć i on sam oceni sytuację, więc
      nie będziesz miała w głowie pytania jak się zabrać do rozwodu, ja
      też wiele rzeczy miałam zaplanowane i wydawało mi się że tylko taki
      scenariusz wchodzi w grę ale jednak nie do końca...pozdrawiam
      ps. jeżeli nie masz pieniędzy na adwokata do sprawy rozwodowej to
      idź chociaż na jedną wizytę do adwokata, która na pewno wiele Ci
      rozjaśni...
      • akacjax Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 16.07.08, 22:03
        Warto pamiętać, że w przypadku orzeczenia winy, jedyny winny zwraca koszty adwokata stronie niewinnej do ustalonej kwoty-kiedyś to było ok 2 tys. zł.

        I w sądzie trzeba się uzbroić w cierpliwość, w niektórych miastach długo czeka się na pierwszą sprawę.
        • fragile66 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 17.07.08, 11:35
          Po 4 latach własnych błędów i doświadczeń z rozwodzeniem się mogę
          polecić następującą procedurę:

          - zdradzającego małżonka spakować w jedną walizkę, wystawić ją za
          drzwi i zmienić zamki w mieszkaniu

          - tego samego dnia bez fałszywego wstydu opowiedzieć o zdradzie i
          rozstaniu rodzinie swojej i małżonka oraz znajomym (generalnie
          wszystkim, którzy ewentualnie mogą być świadkami w sądzie)

          - jeśli wróci z policją i włamie się do mieszkania, wyprowadzić się
          samemu

          - rozmawiać z małżonkiem tylko wtedy, gdy będzie miał rzetelny
          pomysł na powrót do normalnych relacji

          - uwarunkować powrót do wspólnego mieszkania zgodą na mediację,
          gdzie trzeba uporządkować na piśmie wszystkie twoje i jego warunki
          dalszego wspólnego życia

          Powyższe punkty kosztują około 250 złotych, a pozwalają zebrać dla
          sądu wszystkie dowody potrzebne do ewentualnego orzeczenia rozwodu.
          Jednocześnie pomagają wybić z głowy małżonkowi głupie pomysły na
          dopiekanie ci w sądzie.

          Ostatni punkt: można wnosić o orzeczenie wyłącznej winy
          zdradzającego małżonka, ale trzeba pamiętać, że małżonek będzie się
          wtedy bronił i wyciągnie każdą najdrobniejszą nielojalność drugiej
          strony. Jeśli będzie przekonujący, to zrzuci na ciebie te
          symboliczne 10% winy za rozpad związku i nie będzie wygranej sprawy,
          a w konsekwencji nie będziesz mogła domagać się zwrotu kosztów
          postępowania (czyli 600-3500 złotych) - to też trzeba na zimno
          przekalkulować, a nie emocjonować się brakiem sprawiedliwości.
          • akacjax Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 17.07.08, 14:32
            > - jeśli wróci z policją i włamie się do mieszkania, wyprowadzić się
            > samemu
            >

            Jeżeli zakłada się mozliwość dobrowolnej własnej wyprowadzki to ja radzę zrobić to od razu, pomijając pakowanie walizek m. ewentualne starcia z policją itp. Oczywiście należy brać pod uwagę, co znaczy dobrowolna wyprowadzka.
          • misbaskerwill jestem pod wrażeniem... 21.07.08, 22:11
            ...wreszcie jakaś recepta na szybkie przejście przez trudny rozwód...
            Co gorsze, po dość ciężkich przejściach z exią, zgadzam się z każdym punktem (tzn. żałuję, że tak nie postąpiłem, ale pewnie nawet teraz pewnie nie potrafiłbym tak na chłodno wszystko wykonać).
    • yoginka_pl Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 21.07.08, 12:28
      Ona ona
      po co Ci to orzekanie o winie, stracisz tylko kasę i czas a nie
      wiadomo czy uda Ci sie uzyskac orzeczenie o jego winie.
      Złóż pozew bez orzekania o winie, rozwiedz się, miej to za sobą...

      ....i zajmij się ułozeniem sobie zycia na nowo. Nie pielegnuj
      gniewu. Otwórz się na nowe uczucie, miłość, jestes jeszcze młoda
      wszystko przed Tobą.
      • a.b1 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 21.07.08, 12:42
        wiesz, czasami takie orzekanie winy to na zasadzie terapi u
        psychologa....
        przynajmniej ja tak miałam
        ex okradł mnie i zostawił na lodzie, przez całe małżeństwo chamsko
        okłamywał, po rozwodzie nie mam nic...
        dlatego zaparłam się i postanowiłam, że choć jedna rzecz będzie
        sprawiedliwie załatwiona, że choć jedna instytucja przyzna "TAK MA
        PANI RACJE"
        mnie głónie po to było orzeczenie winy...
        więc jeśli ktoś ma w sobie poczucie krzywdy i chęć na walke, prosze
        nie zrażajcie go, bo czasami życie z poczuciem"cholera a jednak
        mogłam/mogłem" jest gorsze niż batalia sądowa
        • z_mazur Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 21.07.08, 12:50
          Ogólnie jestem zwolennikiem odpuszczenia sobie orzekania, ale
          właśnie w takich sytuacjach jak pisze ab, to potrafię doskonale
          zrozumieć potrzebę uzyskania tego orzeczenia.

          Dlatego dobrze jak w dyskusji pojawiają się oba stanowiska. Osoba
          zainteresowana i tak musi podjąć sama decyzję, co dla niej
          ważniejsze.
          • rybak Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 21.07.08, 13:01
            Wystawić za drzwi.
            Zdradzana niech się sama nie wysawi, bo wtedy winny ex będzie się
            zarzekał, że został porzucony.

            Ja się wystawiłem, więc wiemsmile
            Ale i tak dobrze zrobiłem, bo przynajmniej jej próby zrobienia ze
            mnie przemocowca (miesiąc po moje wyprowadzce - i zmianie przez nią
            zamków do mojego włąsnego domu (bo sie wystawiłem - ale nie do
            kogoś, tylko OD kogoś - czyli od ex) spełzły na niczym.
            Jak i próby zrobienia ze mnie psychola z bronią (dwa miesiące po
            wyprowadzce mojej - ale jej zeznania i zeznania jej rodziny, którą
            zameldwała w moim domu wbrew mej woli się tego, no... za bardzo
            róźniły, żeby prokurator i policja to kupili)
            Jak i próby zrobienia ze mnie złodzieja (trzy miesiące po
            wyprowadzce mojej - tym razem jej próbę wmówienia policjantowi, że
            podczas wyprowadzki trzy miesiące wcześniej ukradłem swoje... wędki,
            policja skwitowała pytaniem - a czy pani w ogóle łowi ryby?)
            Itd.

            więc lepiej wyprowadzić niż się wyprowadzać. Ma się większe
            możliwości potemsmile)
            • to.ja.kas Rybaku 21.07.08, 13:03
              a jak Twoje sprawy?
              • rybak Re: Rybaku 21.07.08, 20:42
                Trwają, niestety. W sierpniu przesłuchanie końcowe stron i może mowy
                adwokatów. A potem to już pewnie wyrok i... apelacja. Jak znam
                życie, to byłej.Co to chciwość robi z ludźmi. Brrrrr!
                Ale sąd ma już chyba dość i tej sprawy, i jej i jej świadków.Co
                jeden, to bardzoej porąbany.
                A już najlepszy był białoruski kuzyn ex, z goldem na szyi i giwerą w
                aucie, który zapytany o zawód, zaciągając intensywnie powiedział z
                uśmiechem - nu, humanista!

                Nu, wot humanistow ja wokrug siebia imiełsmile
                • to.ja.kas Re: Rybaku 21.07.08, 20:53
                  Ciesz się Rybaku, że eks i jej rodzina to humaniści...wyobraz sobie
                  jakby księgowymi byli...smile))

                  Zyczę powodzenia.
                • ona_ona_30 Re: Rybaku - dzięki:) 21.07.08, 22:54
                  Ale się uśmiałam!smilesmilesmile

                  Jak widać, nawet na tym forum są powody do uśmiechu - mimo wszystkosmile

                  Pozdrawiam Cię i życzę pozytywnego zakończenia tego kabaretuwink
            • a.b1 Re: Rozwód - jak się do tego zabrać...? 21.07.08, 13:05
              Rybaku....czasami nie o zdrade chodzi
              rózne są motywy rozwodó, oj bardzo różne
              powiem Ci, że czytam to forum od bardzo dawna, ale jeszcze nie
              znalazłam podobnego przypadku do mojego
      • ona_ona_30 Yoginka i inni - c.d. 21.07.08, 22:48
        Mój m. wreszcie zaczął mówić. Oczywiście nie przyznał się, że kogoś
        ma - tego to się nie doczekam, ale powiedział, że chce rozwodu bez
        orzekania o winie, bo "już mnie nie kocha, nie mamy wspólnych celów,
        zainteresowań, nie pasujemy do siebie". Ja na to: "OK, ja też już
        nie chcę z Tobą być i dziękuję, że wreszcie to z siebie
        wykrztusiłeś - to chyba jedyna prawdziwa rzecz, którą od Ciebie
        usłyszałam". Widać, że był zaskoczony, że tak łatwo poszło, a ja go
        nie oświecałam, że wiem o wszystkim, bo dla mnie nie ma to już
        znaczenia. Chcę się rozwieść i życ po swojemu - bez tych ciągłych
        nerwów, upokarzania się, proszenia o chwilę rozmowy. Nie kocha mnie -
        trudno... Bardzo dobrze, że to powiedział - ja też nie chcę być z
        kimś, kto mnie nie kocha... bo to gehenna jest i już naprawdę chcę
        życ swoim życiem.
        I tutaj, kochani, mam do Was pytanie - co teraz z alimentami? Co z
        podziałem majątku? On powiedział, że się wyprowadza - mieszkanie
        kupione podczas ślubu, więc wspólne, spłacany kredyt. A alimenty?
        Czy mam pojść do sądu i powiedzieć, że chcę tyle i tyle, czy
        wcześniej z nim ugadać (co może być trudne), czy jakoś jeszcze
        inaczej??? Jak to zrobić? Kochani! POmóżcie, bo ja po prostu zielona
        jestem i nie wiem...
        Dzięki OGROMNE z góry i dziękuję za wcześniejszą pomoc - jesteście
        nieocenieni!smile
        • z_mazur Re: Yoginka i inni - c.d. 22.07.08, 07:26
          Nie doczytałem, czy macie dzieci?

          Czy chodzi Ci o alimenty na Ciebie?

          Jeśli na Ciebie to będziesz musiała jednak uzyskać orzecznie o
          wyłącznej winie męża, bo tylko wtedy jest zobowiązany do
          alimentowania Ciebie, jeśli w wyniku rozwodu Twój standard życia
          mógłby się obniżyć.

          Co do podziału majątku, to oszacujcie jego wartość i podzielcie
          mniej więcej na pół. Jeśli mieszkanie jest kupione na kredyt, to
          IMHO ta osoba która zatrzyma mieszkanie powinna przenieść na siebie
          kredyt a drugiej stronie wypłacić połowę różnicy pomiędzy aktualną
          wartością mieszkania i pozostałym do spłaty kredytem.
    • wawrzyniecpruski do sądu po wyrok a nie po sprawiedliwość 22.07.08, 02:02
      Dramat naszych sądów polega na tym, że czasami z ust
      sędziego/sędziny pada opinia, ze zdrada nie jest wystraczającym
      powodem do rozwodu.Nawet wyprowadzka na kilka miesiecy też nie jest
      wystarczającym powodem. Jaja, nie?
      W dzisiejszych czasach niewierność stała sie czymś tak powszechnym,
      że na nikim to nie robi wrazenia. Dowody mogą sie przydać ale
      wynajmij adwokata, który przekona sąd, że akurat dla Ciebie zdrada
      ma ogromne znaczenie i że mąż o tym wiedział. Inaczej powie, że
      myślał, że Ci to wisi.
      • a.b1 Re: do sądu po wyrok a nie po sprawiedliwość 22.07.08, 10:59
        no....albo jeszcze wmówi, że przed ślubem rozmawiał i wszystko
        dogadali i przyszła żona zgodziła się na 3 skoki w bok co roku wink
        kreatywność exów w sądach jest powalająca a udowodnić takiemu, że
        kłamie jak cholera, dość trudne
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka