Dodaj do ulubionych

Slub koscielny kiedyś - pytanie

18.09.08, 11:26
Mam pytanie - nie jestem zbyt biegła w prawie, tym bardziej
koscielnym. Wiem, ze teraz są śluby konkordatowe ważne na równi
zawarte w kościele jak i w USC. Lata temu wziąwszy ślub cywilny
należało jeszcze wziąć koscielny (jeśli komuś zależało). A można
było odwrotnie? Tylko kościelny?
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 11:34
      W zasadzie nie można było w ten sposób wziąć ślubu. Dla państwa taki
      ślub był nieważny. Nie wiem czy jakiś ksiądz zdecydowałby się na
      udzielenie takiego ślubu.

      Ale...

      Była taka komedia "Dwa żebra Adama", w której facet wziął ze swoją
      żoną w Polsce tylko ślub kościelny, dla formalności ona zmieniła
      nazwisko w USC. On wyjechał na kontrakt do Włoch, po jakimś dłuższym
      czasie wrócił do żony, a po paru dniach przyjechała do niego jego
      żona (sic!) z Włoch. Okazało się, że wziął z nią ślub cywilny we
      Włoszech i w świetle prawa mimo, ze miał dwie żony, nie był
      bigamistą.
      • a.b1 Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 13:01
        z_mazur napisał:

        > W zasadzie nie można było w ten sposób wziąć ślubu. Dla państwa
        taki
        > ślub był nieważny. Nie wiem czy jakiś ksiądz zdecydowałby się na
        > udzielenie takiego ślubu.

        często z powodów ważnych (np mieszkaniowych, świadczenia) ksiądz
        szedł na coś takiego, jednak musiał to być odważny facet bo
        zadzierał z władzami państwowymi tym samym ściągał kłopoty na parafie
        ks Kumor troszke o tym pisał w Historii Kościoła, dość dobrze
        potraktowany temat Kościoła w Polsce w czasach komunizmu
        ps takiego jednego odważnego księdza poznałam, facet z Jaworzna, na
        zajęciach opowiadał nam jaki numery komuszki wykręcały
        >
        > Ale...
        >
        > Była taka komedia "Dwa żebra Adama", w której facet wziął ze swoją
        > żoną w Polsce tylko ślub kościelny, dla formalności ona zmieniła
        > nazwisko w USC. On wyjechał na kontrakt do Włoch, po jakimś
        dłuższym
        > czasie wrócił do żony, a po paru dniach przyjechała do niego jego
        > żona (sic!) z Włoch. Okazało się, że wziął z nią ślub cywilny we
        > Włoszech i w świetle prawa mimo, ze miał dwie żony, nie był
        > bigamistą.
        >
    • to.ja.kas Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 11:34
      Przed konkordatem chyba nie...jak zawarcie małżeństwa miało mieć moc
      prawną to chyba trza było do USC pędzić.
      Tak mi się wydaje.
      Ale ja brałam tylko w USC więc sie mogę nie znać.
      Tri pewni eby wiedział.
      • jasminowo Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 11:37
        Taki niby drobiazg smile a tu zagwozdka. Ktoś mi powiedział, że właśnie
        tak brali ślub - tylko koscielny, nie chcieli cywilnego. Koscielny
        dla nich, cywilny był przeszkodą (pominę powody). A tu ludzie mi
        mówią, że tak nie można. I tak się zaciekawiłam tym smile
      • to.ja.kas To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 11:38
        Dręczy mni eod kilku dni.
        Facet przyjmuje przy ślubie nazwisko zony jako drugi człon (moze sie
        tak zdarzyc, prawda?) i odtąd nazywa sie np. Kowalski - Nowak (Nowak
        po zonie).
        Po czym sie rozwodzą. Póżniej facet bierze kolejny slub i jego druga
        zona chce przyjąć jego nazwisko (czyli Kowalski-Nowak) zamiast
        swojego np. Jajko. I teraz czy może? No bo czesc nazwiska faceta to
        nazwisko jego pierwszej zony?

        Ale mam dylemat smile Serio, sama wymysliłam, nikt obok takiego
        problemu nie ma, ja tez nie. Ale mnie to gryzie smile)))
        • jasminowo Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 11:41
          Ja tam się nie znam, ale już pomijajac fakt, ze mało musi być takich
          facetów przyjmujacych nazwisko żony to myślę, że druga żona może
          wziać to jego łączone nazwisko (pytanie czy by chciała), bo przecież
          ono już jest jego formalnie. Tak jak moje jest moje od chwili ślubu
          • to.ja.kas Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 11:44
            No niby tak. I o Nowaka bym sie nie kłociła jako pierwsza zona.
            Ale założmy smile))) mąż jest arystokrata i pierwsza zona tez. Mąz
            przyjął jako drugi człon nazwisko pierwszej i teraz nazywa sie
            Radziwiłł-Poniatowski zamiast tylko radziwiłł. Po rozwodzie żeni się
            z przekupka z bazaru Różyckiego...czy ona przejmie rodowe TAKIE
            nazwisko zony?????smile)))) Ale mam dylematy smile))
        • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 11:52
          W przypadku nazwisk dwuczłonowych (niektóre nazwiska rodowe: np.
          Ostoja-Owsiany), żona decyduje o tym, który człon nazwiska chce
          przejąć wraz ze swoim, ewentualnie przejmuje oba człony nazwiska
          męża.
          • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 11:54
            Jeśli decyduje się przejąć nazwisko dwuczłonowe męża, nie może już
            dodawać swojego panieńskiego. Nazwisko w Polsce nie może być więcej
            niż dwuczłonowe.

            Mam kumpla o podwójnym rodowym nazwisku stąd znam problem. smile))
            • to.ja.kas Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 12:40
              Druga zona nie chce swojego nazwiska...rezygnuje z niego. Ona chce
              dwuczłonowe męża z czego drugi człon nazwiska męża nalezy do
              pierwszej zony. Rozumiesz?
              • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:00
                Oczywiście, że rozumiem.

                Mąż ma dwuczłonowe nazwisko (mniejsza o to skąd mu się wzięło).
                Kobieta może przyjąć całe jego dwuczłonowe nazwisko, lub jedną z
                części jego nazwiska połączyć ze swoim.

                W Twoim przypadku kobieta może wziąć sobie dwuczłonowe nazwisko męża
                (wraz z nazwiskiem byłej żony swojego męża), może wziąć pojedynczy
                człon z nazwiska męża (czyli stare nazwisko męża, lub nazwisko jego
                byłej żony) i połączyć ze swoim.
              • tricolour Strasznie kombinujecie... 18.09.08, 18:14
                ... nazwisko męża to takie jakie nosi. Może być jedno lub dwuczłonowe w polskim
                prawie i jest traktowane jako całość. Nie można sobie wziąć kawałka, bo jeden by
                chciał pierwszy człon, a drugi cztery litery.

                Zatem nazwisko żony może być nazwiskiem męża lub złożeniem panieńskiego i męża,
                ale nie więcej niż dwa człony. Zatem dwuczłonowość nazwiska męża wyklucza
                manipulacje i żona nie ma wyboru... no może nie wychodzić za mąż.

                smile

                PS. Mam koleżankę, która po mężu ma nazwisko trzyczłonowe (wszystkie człony po
                mężu), bo jest jeszcze "von". Był z tym problem w niektórych formularzach, ale
                MUSIAŁA przyjąć całość po mężu bez żadnego wybierania.
          • babe007 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:01
            W przypadku nazwisk dwuczłonowych (niektóre nazwiska rodowe: np.
            > Ostoja-Owsiany), żona decyduje o tym, który człon nazwiska chce
            > przejąć wraz ze swoim, ewentualnie przejmuje oba człony nazwiska
            > męża.

            Myślę, że nie dokońca tak (sama mam dwuczłonowe nazwisko
            panieńskie). W opisywanym przez Ciebie przypadku jeden z członów
            (chyba zawsze pierwszy, ale nie dam sobie uciąć reki) to przydomek,
            czyli coś co nie funcjonuje samodzielnie. Druga zaś to własciwe
            nazwisko (i tym możemy się posługiwać z pominięciem przydomka -
            chociaż chyba nie w dokumentach a raczej w sytuacjach codziennych)
            Czyli żona może albo przyjąć całe (dwuczłonowe) nazwisko, albo do
            swojego dodac jeden człon (ale tylko "nazwiskowy" a nie przydomek).
            Ja np. zachowałam nazwisko właściwe(czyli drugi czlon dwuczłonowego
            nazwiska) i dodałam nazwisko męża. Uff, troche to skomplikowane wink.
            • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:06
              Nie wiem, dokładnie. Ale np. w nazwisku Ostoja-Owsiany, co jest
              przydomkiem, a co nazwiskiem właściwym, a w nazwisku Gąsienica-
              Byrcyn?
              • babe007 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:10
                z_mazur napisał:

                > Nie wiem, dokładnie. Ale np. w nazwisku Ostoja-Owsiany, co jest
                > przydomkiem, a co nazwiskiem właściwym, a w nazwisku Gąsienica-
                > Byrcyn?
                >
                >
                Biorąc pod uwage fakt, że Ostoja to nazwa herbu to chyba Owsiany
                jest nazwiskiem. A z góralskimi nazwiskami to nie mam pojecia jak
                jest (chyba rządzą sie własnymi prawami wink )
                • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:17
                  Masz rację. Piszę o tym poniżej, jednak kwestia nie jest unormowana
                  prawnie, to kwestia bardziej obyczaju. Nie powinno się dodawać nazwy
                  herbu do nazwiska żony, ale z drugiej strony w demokratycznym i
                  bezklasowym społeczeństwie, coś takiego jak herb rodowy to kwestia
                  umowna i nikt nie może chyba tego zabronić prawnie.
              • nangaparbat3 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 17:02
                z_mazur napisał:

                > Nie wiem, dokładnie. Ale np. w nazwisku Ostoja-Owsiany, co jest
                > przydomkiem, a co nazwiskiem właściwym, a w nazwisku Gąsienica-
                > Byrcyn?
                >
                >
                Chyba "Byrcyn" jest przydomkiem.
            • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:14
              Po konsultacji...
              Kwestia jest umowna, prawo dopuszcza tutaj dowolność, ale
              rzeczywiście trochę śmieszne byłoby dodanie przydomka przypisanego
              do nazwiska męża, do nazwiska rodowego kobiety. To taka trochę
              uzurpacja. smile
              • babe007 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:19
                Tym bardziej, że w przypadku dajmy na to nazwiska Korwin-Piotrowski,
                wszyscy zapewne odgadliby o kogo chodzi jeżeli ktoś powie tylko
                Piotrowski. A żona gdyby np nazwała się po ślubie Kowalska-Korwin (
                a juz nie daj boże Korwin-Kowalska wink ), to byłaby zupełnie "nie
                do przyporządkowania" wink. Generalnie, podwójne nazwiska, choć
                ładnie brzmiace, są dosyć upierdliwe wink.
                • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:22
                  No i to jest chyba istota. W przypadku łączenia nazwisk panieńskie
                  jest na pierwszym miejscu, dodanie jako drugiego członu samego herbu
                  byłoby trochę żenujące. smile))
                  • to.ja.kas Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:37
                    Ale ta druga zona NIC NIE ŁACZY!!! Ona w całosci bierze dwuczłonowe
                    męza!!!! A dwuczłonowe męża składa sie z nazwiska jego i nazwiska
                    pierwszej zony!!!!
                    • z_mazur Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 14:51
                      No jeśli chce, to może wziąć. Nie musi. smile
                      • zuza-anna Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 15:04
                        A ja Wam powiem, że to jest wkurzające. Mąż przyjaciółki mojej mamy
                        przyjął po slubie jej historyczne nazwisko, potem sie rozwiódł,
                        nazwisko zostało i teraz jego nowe potomstwo nosi historyczne
                        nazwisko jego pierwszej żony. I słyszałam osobiście jak chwala
                        się "koligacjami", choć na dobrą sprawe wypadli sroce spod ogona.
                        • babe007 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 15:14
                          Zawsze jest szansa, że maniery ich zdradzą wink
                          • to.ja.kas Zuzaa 18.09.08, 15:22
                            No właśnie...a teraz czy jak dzieci mają takie historyczne nazwisko
                            po pierwszej zonie ojca to czy należa do rodu historycznego???
                            I czy jesli do rodowego nazwiska jest przypisany jakiś tam herb, to
                            czy takie dzieci mają prawo go uzywac????

                            Ale sobie znalazłam problem smile))
                            • babe007 Re: Zuzaa 18.09.08, 15:44
                              Nie mają prawa! Bo już mąż przyjmujący nazwisko żony nie ma do nich
                              prawa. Te wszystkie szlachecko-magnackie fiku-miku dziedziczy się po
                              mieczu - nie po kądzieli.
                              • babe007 Re: Zuzaa 18.09.08, 15:48
                                Tak na obrazowo tłumacząc. Jeżeli król sie żeni, to jego żona
                                zostaje królową (księcia - księżną i tak dalej). Ale w druga strone
                                to nie działa - patrz królowa Elżbieta i jej mąż. Ona jest królową,
                                ale on poprzez małżeństwo nie stał się królem smile(podobnie w np.
                                Danii).
                                • nangaparbat3 Re: Zuzaa 18.09.08, 17:00
                                  babe007 napisała:

                                  > Tak na obrazowo tłumacząc. Jeżeli król sie żeni, to jego żona
                                  > zostaje królową (księcia - księżną i tak dalej). Ale w druga strone
                                  > to nie działa - patrz królowa Elżbieta i jej mąż. Ona jest królową,
                                  > ale on poprzez małżeństwo nie stał się królem smile(podobnie w np.
                                  > Danii).
                                  Bo Elzbieta jest KRÓLEM, nie "królową".
                                  "Krolowa" to tylko zona krola.
                                  Podobnie Marysieńka była królową - a Jadwiga i Anna Jagiellonka - królami.
                                  Dziedziczenie nie ma tu nic do rzeczy.
                                  • babe007 Re: Zuzaa 18.09.08, 17:40
                                    Jak pomyślę, to pewnie masz rację smile.

                                    Chodzi mi o to czy przez małżeństwo ze szlachcicem kobieta (nie
                                    szlachcianka) zostawała przyjęta do stanu szlacheckiego? Bo w drugą
                                    stronę to chyba raczej nie...

                                    PS. Takie trochę niedzisiejsze te problemy wink, ale jak już gadamy...
                                    • nangaparbat3 Re: Zuzaa 18.09.08, 19:43
                                      No niedzisiejsze.
                                      Pamietam jak jeden z moich znajomych odwiedzil dalekiego, ale na 100% krewnego,
                                      starszego pana mieszkajacego na - jak to się wowczas nazywało - Zachodzie.
                                      Starszy pan zapytal: a z jakich pan K...skich? Jakiego herbu?
                                      Tamten z wrażenia zapomniał (chociaż w domu mial cały wywod genealogiczny od XVI
                                      wieku pieknie spisany) i usłyszał, ze skoro nie pamięta - to jego krewnym byc
                                      nie moze.

                                      Wracajac do meritum - w ogóle nie wiem, czy kobiety stan dotyczył. Za to jej
                                      dzieci z męzem szlachcicem należaly do szlachty - za to jak sie szlachcianka
                                      wydała za bogatego mieszczanina?

                                      Z takich ciekawostek najlepsze są zwiazki arabsko zydowskie. Arabowie po mieczu,
                                      Żydzi po kądzieli. Wiec jak ojciec Arab, matka Żydówka, to jest się dwa w
                                      jednym. A jak na odwrót - to ni pies, ni wydra.
                                      Bzdury i tyle.
                        • nangaparbat3 Nie przejmuj sie koligacjami 18.09.08, 16:57
                          I tak nie rabieriosz.
                          W dawnej Polsce całkiem normalne było, ze jak pan nadawal nazwisko swemu chłopu,
                          to było to nazwisko kogos, z kim akurat był skłócony . Czyli (przyklad z
                          kapelusza, ale profesor historii, ktory mi to opowiadal, posłuzyl sie nazwiskami
                          podobnej rangi) Radziwilł nazwal chłopa Czartoryskim, a Czartoryski swojego -
                          RAdziwiłłem.
        • a.b1 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 13:05
          hmmmmm....ale czy facet też ma 3 miesiące na zmiane nazwiska?
          no bo jeśli zostanie z 2 nazwiskami, to sory winetu, nowa panienka
          musi dzierżyc byłą żone latami wink, i napisze wiecej przy byle jaju
          ciągle ją wspominać, więc wątpie czy jakiś facet ma takiproblem
          • to.ja.kas Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 13:30
            No nie wiem...jak druga zona ma np. na nazwisko Dupa a może nazywać
            się Radziwił-Poniatowski to sama rozumiesz nie ma co się
            zastanawiać smile))
            • a.b1 Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 13:48
              no no....Dupą w szlachte....w sumie najprostszy sposób wink
          • cathy_bum Re: To ja mam inną zagadkę. 18.09.08, 17:49
            Poznałam kiedyś takiego, co swoje rodowe nazwisko miał pokroju
            rzeczonej Dupy. Nader chętnie przyjął nazwisko żonysmile) Żona
            nazwisko co prawda dała, ale wkrótce uciekła za wielką wodę z
            całkiem innym panem. Po rozwodzie mąż nazwisko sobie zostawił i nosi
            je także jego obecna żona. Mam wrażenie, że wobec perspektywy
            nazywania się panią Dupową, woli nazwisko po eksi.smile)
        • nangaparbat3 no dobrze 18.09.08, 19:47
          to jak ja sie wydam, szcześliwy wybranek bedzie mogl przyjac nazwisko exa,
          rozumiem? Bo to chyba dziala w obie strony?
          I popatrzcie, jaka ta mysl sie wydaje absurdalna. I na mój gust o wiele bardziej
          bulwersujaca niż dizedziczenie przez neksię po eksi. Czy sie mylę?
          • tricolour Masz rację. 18.09.08, 19:59
            Małżonek może pozostać przy swoim nazwisku, przybrać dwuczłonowe lub wziąć
            nazwisko drugiego małżonka. Prawo jest symetryczne.
    • a.b1 Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 12:55
      Tak można było, ale państwo nie uznawało, czyli tak jakby
      ślubu/papierka nie było, wolny związek, obcy ludzie, zero praw,
      pijany konkubent pobił swoją konkubine wink
      • jasminowo Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 16:26
        Jednym słowem po takim ślubie, zgodnie z prawem świeckim ona jest
        panienką a on kawalerem smile
        • to.ja.kas Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 16:29
          Wg mnie tak smile)) czyli facet do wzięcia...ale lepiej dopytajk o
          szczegóły smile
          • jasminowo Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 18.09.08, 17:31
            Ciekawe skąd pomysł, że to mój facet tak ma, nadinterpretacja ma
            się dobrze smile
            • to.ja.kas Jaśminowo 19.09.08, 09:02
              a gdzie ja napisałam, ze to Twój facet tak ma??? Oj nadinterpretacja
              ma się doskonale smile))))))
              • jasminowo Kas 19.09.08, 09:08
                Nie napisałaś faktycznie, ale biorąc pod uwagę
                1. że to ja założyłam wątek
                2. odpowiadasz w odnodze tylko do mnie, bo nikt w niej nie pisał,
                bezpośrednio po mojej wypowiedzi
                to poprostu wykorzystałam proste wnioskowanie smile
                • to.ja.kas Re: Kas 19.09.08, 09:21
                  I to bład smile))

                  Bo ja pomyślałam, że facet może fajny więc należy wykorzystac
                  sytuację jak wolny ...tongue_outPPPPPPPPP
                  Wiesz....taki żart tongue_outPPP
                  Wiesz moja wredna natura się ujawniła smile))))
                  A , że odpowiedz do Ciebie i w twojej odnodze...no jak sama
                  zauważyłaś Ty znasz faceta, Ty wątek założyłas, Ty powyżej doszłaś
                  do wniosku, że chyba facet "wolny" smile))
                  • jasminowo Re: Kas 19.09.08, 09:30
                    eeetam od razu wykorzystywać sytuację smile
                    jak wiesz z poprzedniego wątku za to ja nie jestem wolna smile
                    i co tam od razu wredna smile
                    i jak znam jakiegoś jeszcze fajnego i wolnego to nie musze od razu
                    się na niego rzucać? smile
                    a tak wogóle to jak idzie nauka? tongue_out
                    • to.ja.kas Re: Kas 19.09.08, 09:45
                      jasminowo napisała:
                      > a tak wogóle to jak idzie nauka? tongue_out

                      teraz to Ty jestes wredna smile)))
                      • jasminowo Re: Kas 19.09.08, 09:49
                        Starałam się jak mogłam smile
                        ale to przecież z czystej troski smile
                        P.S. Mam nadzieję, że się nie łobrazisz smile
                        • to.ja.kas Re: Kas 19.09.08, 09:53
                          smile)) Kochana jak mnie określił pewien psycholog w watku
                          Pandy "Ciekawostka" (ciekawa jaką uczelnie skończył?...teorie i
                          zachowanie wskazuje jakąś zawodówkę górniczą tongue_out) jestem przekupna,
                          fałszywa, nóż w plecy jak sie odwrócisz....więc uważaj, bo jak się
                          łobrażę to na biurku obok mnie leżą nozyczki ...tępe ale wredne
                          stworzenia takie jak ja nawet z tępych potrafią zrobic uzytek
                          smile)))))))
                          • jasminowo Re: Kas 19.09.08, 10:07
                            od psychologów co to twierdzą, że ludzie w zawodówce górniczej
                            wychodzą jacyś na "nie" (bo jeszcze trzeba by było sprecyzować o co
                            dokładnie chodzi) boże drogi nieistniejący być może mnie broń!
                            Przypomniała mi się piosenka zasłyszana czas jakiś temu - myślę, że
                            jest szansa, że ją słyszałaś, tytułu nie znam ale w treści są
                            słow "tak jak Bolek i Lolek..." Refrenik znaczy się mi się
                            przypomniał smile))
                            Mam zszywacz i nie zawaham się go użyć!
                            P.S. Na szczęście już nieszczególnie mnie obchodzi czy się ktoś
                            obrazi czy nie smile pięciolatki się obrażają smile
                            • to.ja.kas Re: Kas 19.09.08, 10:21
                              Kochana poza łobrażaniem się pięciolatków znam jeszcze łobrażalskie
                              koty, nastolatków (zwłaszcza jedną), moją kochana mamę (ale łona na
                              krótko) i MOJEGO...o jak łon sie obraża to trzeba wielkich ceregieli
                              by sie łodbraził...ale jakie to ma miłe zakończenie smile))))))
                              Także łobrażanie sie łobrażaniu nierówne.

                              Zszywacz tez mam...ba nawet mam tzw wampira ...ha...jestem uzbrojona
                              i niebezpieczna smile)))

                              Ja od wszelkich psychologów trzymam się z daleka....to nie szkoła
                              wystawia świadectwo uczniom...to uczniowie wystawiają świadectwo
                              swojej szkole. Może jakby było odwrotnie?

                              W sumie to ciekawy temat.
                              Przypomniało mi pewne wydarzenie sprzed wielu niestety lat.

                              Jechałam zatłoczonym autobusem z mojego liceum z chłopakiem z którym
                              wtedy chodziłam. PO drodze dosiadały się też osoby z
                              ZSZ "Handlówka". Miałam tam wielu przyjaciół.
                              Siedziałam na kolanach u mojego chłopaka, za nami starsza pani. Taki
                              tym arystokratki. Surowa i zasadnicza (teraz takie lun=bie nawet bo
                              to często ciekawe osobowości). No i siedzę ja na tych ukochanych
                              kolanach (żadnego miziania, uczono mnie, ze w miejscach publicznych
                              nie wypada) a pani zerka na nas i widac bardzo jej sie nie podoba,
                              że ja na tych kolanach u lubego siedze (suwowe przedwojenne
                              zachowanie widac pani odebrała...no i w koncu wypaliła "tylko
                              dziewuchy z zawodówek siedzą na kolanach swoich facetów w autobusach
                              miejskich"...pamietam jak oburzyłam sie na dyskryminację ,
                              zwłaszcza, że w handlówce miałam w klasach fryzjerskich kilka
                              przyjaciółek z podstawówki. Zagotowało sie we mnie, ale mama
                              nauczyła, ze publiczne kłocenie sie ze starszymi osobami jest
                              wielkim brakiem kultury wiec zmilczałam (serio, czasem potrafie,
                              dlatego reaguję tylko na co drugą zaczepkę wszelkiej
                              maści "adoratorów"tongue_out), no ale gotowało sie we mnie. A potem weszła
                              młodzież z owej szkoły...i zrobiło mi sie wstyd. Bardzo wstyd. I
                              wiesz co, do tej pory w tramwaju czy autobusie nie siadłam na
                              kolanach żadnego faceta...no teraz to nie jezdze ZTMem, ale tamta
                              lekcje i wstyd jaki poczułam po tym co zaczęło dziac sie w autobusie
                              jak weszła młodzież z handlówki pamietam do dziś.
                              Dlatego nie zgadzam się, że to szkoła wystawia ocenę uczniom...jest
                              dokładnie na odwrót. Warto o tym pamietać...dla dobra naszych
                              szkół smile)))

                              Ajaśminowo, cenię łobrażalskich...jak wiem o co się łobrażają. Bo
                              niestety zdarza mi się nie trafić z odpowiedzią na pytanie "ale ło
                              co chodzi?" smile))))
                              • jasminowo Re: Kas 19.09.08, 10:28
                                Łobrażania się matki nie znoszę i mam je w nosie. Nie reaguję.
                                Wyznaję zasadę - masz coś do mnie to mów. Owszem sama czuję się
                                czasem skrzywdzona ale nie łobrażona. Jeżeli jestem zła na kogoś to
                                mam wyjście - albo mówię o co chodzi albo zmilczam. Jeżeli milczę to
                                tracę prawo do nadymania się. Bo do cholery skąd ta druga strona ma
                                wiedzieć o co biega???
                                Mój facet się nie obraża i chwała komuś tam... nie ścierpiałabym.
                                Choć rozumiem idee godzenia się smile))

                                Aaaa wapir. Mam smile))
                                I szeroką taśmę do pakowania posiadam. Dla tych co za dużo gadają smile


                                > Ja od wszelkich psychologów trzymam się z daleka....

                                to musimy sobie pogadać póki możemy wink
                                • to.ja.kas Re: Kas 19.09.08, 10:38
                                  Nieeee no łobrażanie sie faceta jak częstotliwość i forma są
                                  zjadliwe jest słodkie smile))

                                  Siedzi i milczy...wiem przecież, że chlapnęłam ozorem. Minę ma taką
                                  pomiedzy zbitym psem a udzielnym księciem. Jej jak ja czasem lubię
                                  powodować by zaczął smiac sie pod nosem, udając ciagle łobrażonego :-
                                  ))) Jak za długo powstrzymuje śmiech wtedy ja się łobrażam, że on
                                  taki łobrażalski i on musi mnie przepraszać...i mam wrażenie, ze to
                                  lubi smile)))))))

                                  Nie mam w nosie czy moja mama sie łobraża, bo ja bardzo mocno kocham
                                  moją mam. A z kim bym się sprzeczała o to czy na scianę w jej
                                  salonie żółty czy ecru? A do kogo bym dzwoniła na skargę na Młodą? A
                                  kto by mi podał najlepszy przepis na zupę śledziową? Nieeee,
                                  łobrażenie się mamy mogłoby miec katastrofalne skutki ?smile)))))

                                  W nosie mam tylko łobrażanie się moich kotów...jak i m się nie
                                  podoba niech ida gdzie pańcia lepsza i miska samaczniejsza...ale
                                  nie, bydlaki siedzą u mnie i darmozjady jedne co najwyżej w podzięce
                                  myszy mi znoszą i kładą pod nogi brrrrrr. Jeszcze dobrze jak juz
                                  niezywe, gorzej jak potem ja musze na nią polowac by zycie jej w
                                  moim zakoconym domu uratować.


                                  Jaśminowa...nie strasz...obiecaj jedno... żadnych diagnoz i zaleceń
                                  przez net. Powiedz chociaż, że psychologią społeczną będziesz się
                                  zajmować???....plisssss smile))))
                                  • jasminowo Re: Kas 19.09.08, 10:44
                                    to.ja.kas napisała:

                                    > Nieeee no łobrażanie sie faceta jak częstotliwość i forma są
                                    > zjadliwe jest słodkie smile))

                                    to ja mam dość na całe życie. Eks mnie oduczył tolerowania milczenia
                                    i nadymania się. Nie był taki jak Twój. Nic go wtedy nie ruszyło.
                                    Teraz tylko jasne komunikaty mnie interesują.

                                    > Nie mam w nosie czy moja mama sie łobraża, bo ja bardzo mocno
                                    kocham
                                    > moją mam. A z kim bym się sprzeczała o to czy na scianę w jej
                                    > salonie żółty czy ecru? A do kogo bym dzwoniła na skargę na Młodą?
                                    A
                                    > kto by mi podał najlepszy przepis na zupę śledziową? Nieeee,
                                    > łobrażenie się mamy mogłoby miec katastrofalne skutki ?smile)))))

                                    A ja Tobie się nie dziwię. I sobie też nie smile rózne mamy, rózne
                                    reakcje na obrażanie smile)

                                    >
                                    > W nosie mam tylko łobrażanie się moich kotów...jak i m się nie
                                    > podoba niech ida gdzie pańcia lepsza i miska samaczniejsza...ale
                                    > nie, bydlaki siedzą u mnie i darmozjady jedne co najwyżej w
                                    podzięce
                                    > myszy mi znoszą i kładą pod nogi brrrrrr. Jeszcze dobrze jak juz
                                    > niezywe, gorzej jak potem ja musze na nią polowac by zycie jej w
                                    > moim zakoconym domu uratować.
                                    >
                                    Z coraz większym zaaferowaniem odkrywam, że rózni nas tak wiele smile))
                                    mój pies się nie obraża smile on mnie wielbi wink


                                    >
                                    > Jaśminowa...nie strasz...obiecaj jedno... żadnych diagnoz i
                                    zaleceń
                                    > przez net. Powiedz chociaż, że psychologią społeczną będziesz się
                                    > zajmować???....plisssss smile))))

                                    Tobie? Nieeee smile no chyba, zebyś nozyczki odłożyła grzecznie smile
                                    A dlaczego społeczną akurat?
                                    • to.ja.kas Re: Kas 19.09.08, 10:52
                                      Znasz róznice miedzy psem a kotem?
                                      Pies mysli ze człowiek jest bogiem a kot, że to on jest bogiem dla
                                      człowieka...o wielbieniu nie ma mowy. Kochają, a jakże ale nie jest
                                      to miłość bezwarunkowa...trzeba sie starać by sobie na nią
                                      zasłużyc...i nie przesadzać z podlizywaniem się im...o nie...tego
                                      nie lubia i odpowiednio to okazują smile)))

                                      Dzięki bogu (też sie zastanawiam czy istnieje) też odkrywam, że
                                      świat jest różnorodny i wiele jednostek ode mnie się rózni...no
                                      wyobrażasz sobie jakie to by było traumatyczne przezycie dla
                                      niektórych...same Kaśki wokół...nic tylko się powiesić....a tak,
                                      proszę, do wyboru do koloru. Można przejść nad istnieniem Kasiek do
                                      porządku dziennego aczkolwiek to potrafia tylko silni osobnicy :-
                                      PPPPP
                                      Dobra koniec z ironią. Jestem fajna i koniec smile)))

                                      Dlaczego społeczną? Bo ja jako studia -hobby wybrałam socjologię i z
                                      psychologii to tylko społeczna nie powoduje u mnie chęci ucieczki.
                                      No i cos by nas w końcu łaczyło, a nie tylko różnice i róznice.

                                      PS. Mój ex sie nie obrażał.. Niestety. Mógł sie obrazić raz a
                                      porządnie i dac mi spokój...ale nieeeee, on z tych bezpośrednich do
                                      bólu (dosłownie)...brrrrr
              • cathy_bum Re: Jaśminowo 19.09.08, 10:55
                Kas, jasminowo! Tylko proszę mi tu się z tymi nożyczkami na siebie
                nie rzucać! No! tongue_outPP
                • to.ja.kas Re: Jaśminowo 19.09.08, 10:59
                  Spoko Cathy, jakby co Jaśminowo ma taśmę samoprzylepną to się
                  łopatrunek zrobi.

                  Włącz gg bo się z Toba na ta srode na babskie gadanie chcę
                  umówić....obiecuję , że przyjdę bez nożyczek smile))
                  • cathy_bum Re: Jaśminowo 19.09.08, 11:01
                    Skoro obiecujesz na forum publicznym, czuję się uspokojonatongue_outP Zaraz
                    gg odpalę, tylko ostatnią warstwę lakieru położęsmile
    • tricolour W zasadzie nie można było... 18.09.08, 18:17
      mieć tylko ślubu kościelnego, bo wymogiem formalnym był cywilny PRZED
      kościelnym. Na mocy konkordatu zawarcie ślubu kościelnego wymusza stosowne
      zapisy prawne.

      Być może z jakichś powodów ksiądz udzielił kiedyś samego ślubu kościelnego, ale
      też wątpię, bo za komuny to kościół raczej był zgodny z prawem.
      • akacjax Re: W zasadzie nie można było... 18.09.08, 18:58
        Znam jeden nagły przypadek ślubu kościelnego bez cyw. ok 25 lat temu. Potrzeba
        wyższa, wymagane było pozwolenie z kurii, no i oczywiście w świetle prawa
        cywilnego małżeństwo nie istniało.
        • panda_zielona Re: W zasadzie nie można było... 18.09.08, 22:27
          Pamiętam wink Moja ciocia babcia brała ślub przed wojną tylko
          koscielny,innych nie było.Dopiero parę lat po wojnie wprowadzono
          obowiazek USC przed kościelnym.I wiem,że jakoś tak pod koniec lat 50
          się rozwiodła,ale rozwód był normalnie w sądzie,i zastanawiam się
          dlaczego skoro cywilnego nie było.Czy wtedy też kościół miał
          obowiazek powiadamiać jakiś Urząd,że taki ślub się odbył.Ot dylemat.
          • cathy_bum Re: W zasadzie nie można było... 18.09.08, 22:34
            Przed wojną też był konkordatsmile
            • panda_zielona Re: W zasadzie nie można było... 18.09.08, 22:51
              cathy_bum napisała:

              > Przed wojną też był konkordatsmile

              Dzięki,no to wszystko jasne smile
              • anula36 Re: W zasadzie nie można było... 20.09.08, 00:46
                jakies 7-8 lat byla taka mozliwosc,tylko koscielny bez cywilnego- moj kuzyn sie tak "ozenil" ( a teraz jego ex spokojnie wziela cywilny z calkiem innym mezczyzna)i jeden moj znajomy mial tak samo.
                W obu przypadkach zadecydowaly wzgledy majatkowo-finansowe.Obaj wyszli na tym jak ..konkubenci na wolnym zwiazku.
    • mania5000 Re: Slub koscielny kiedyś - pytanie 20.09.08, 20:52
      TAK, kolezanka taki zawarła
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka