Dodaj do ulubionych

to nie współuzależnienie. tu UZALEŻNIENIE.

20.10.08, 10:18
jestem chora

chciałam was prosić o zimny przysznic, ale już wiem że to za mało smile

jasno to teraz widze.

rozwód z mojego pozwu bo mnie zdradzał, nie sznował, okłamywał ect.
dziecko na rekach.

a my mimo, że po rozwodzie kilka miesięcy ciągle rozmawiamy. z czasem coraz
mniej ale ostatnio pofolgowałam sobie.

nie dość, że byłam na tyle odurzona rozmową, że nie zauważyłam, że ółtorej
godziny wcześniej miałam odebrać dziecko, to po tym jak wróciłam do domu nie
miałam siły ruszyć ręką (już znałam to fizyczne zycieńczenie jakimiś
psychicznym wysiłkiem). do tego, chyba tak to się nazywa - kac. zwyczajny kac.
może bardziej moralny ale też fizyczny. jak po jakiejś imprezie kwasowej.

ludzie - jestem chora.

żartowaliśmy sobie (no dobra, to nawet nie były żarty), że jak za miesiąc
pojawi się w mieście (przejazdem) to bedziemy uprawiać seks dla sportu (moja
inicjatywa). dziś widze, że to zwyczajna chęć bycia na haju.

myślałam, że to współuzależnienie, że jestem tą kobietą, 'która kocha za
bardzo'... ciągle to robie (czekanie w nieskończoność na alimenty, dawanie
wprowadzać się w kolejne kompleksy, i to ciągłe manipulowanie, i katowanie się
słuchaniem jaką on dostaje fajną prace, mieszkanie, samochód... i wyciąganie z
niego wiadomości, że bedzie z nią mieszkał...)

oszalałam. ratujcie moi mili

pani psycholog podziękowała za współprace bo stwierdziła, że jest już cel
osiągnięty i boi się, że uzależnie się od niej.
kto wie. mysle już o nowym psychologu ale tym razem w jakiejs poradni
uzależnień. czy to tędy droga?

sama się sobie dziwie. jakbym nie miała wolnej woli.


to jak to się mówi - Ja, Katarzyna jestem uzależniona?
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: to nie współuzależnienie. tu UZALEŻNIENIE. 20.10.08, 11:05
      Ciekawe z tym psychologiem. Moja terapia trwała baaardzo długo i sam
      podjąłem decyzję o jej zakończeniu. Dlatego dziwi mnie ten tekst
      terapeuty o uzależnieniu od niego...
    • zuzka712 Re: to nie współuzależnienie. tu UZALEŻNIENIE. 20.10.08, 12:13
      qrcze, dziewczyno, za jakie grzechy Ty się tak katujesz???

      To jest jak narkotyk. Trzeba odstawić! Spróbuj się fizycznie odciąć.
      Np. nie kontaktować przez kilka miesięcy. ALe kompletnie, świadomie
      zero kontaktu. Nieważne, że w pierwszym miesiącu będziesz wyła za
      swoim narkotykiem - normalny syndrom odstawienia. Ulga, która
      przychodzi potem jest warta każdego cierpienia. I zapowiedz
      wszystkim wkoło, żeby Ci NIC o nim nie mówili. Im mniej będziesz
      wiedziała, tym lepiej dla Ciebie.
      I to jest szansa, żebyś się zajęła swoim życiem. Inaczej można
      zwariować sad
      Trzymaj się dzielnie.
    • smutnam Re: to nie współuzależnienie. to UZALEŻNIENIE. 20.10.08, 12:47
      Znam ten ból. Jakaś patologia. Czuje się, że może mimo, że zdradził,
      odszedł, sponiewierał to niech zobaczy jaka jestem wspaniała,
      atrakcyjna i jak to JA POZWALAM się wziąć.... Złudne i na chwilę. A
      najgorsze, że nawet po najlepszym seksie człowiek czuje się jak
      dziwka...
    • cosmopszczolka Re: to nie współuzależnienie. tu UZALEŻNIENIE. 20.10.08, 19:28
      Znajdź po pierwsze "zdolniejszego" psychologa. Po drugie nie
      wyrwiesz się z tego uzależnienia i bedziesz wciąż się zadręczać
      jeśli nie ograniczysz kontaktu do minimum.Świadomie nie dopytuj, co
      u niego, co porabia itd. bo to Cię pogrąża. Wiem, że to bardzo
      trudne ale da się. No i czas, czas .....zrobi swoje.
    • julinka601 Re: to nie współuzależnienie. tu UZALEŻNIENIE. 20.10.08, 19:50
      W każdym wiekszym miescie sa Poradnie Zdrowia Psychicznego i tam
      znajdziesz pomoc / za darmo/.
      Ponadto spróbuj sobie pomóc sama /to najwazniejsze/.Spisz swój
      zyciorys ale nie tak bardzo chronologicznie, z datami, tylko
      obrazami od najwczesniejszego dzieciństwa.Spróbuj zrozumieć sama
      siebie /czemu tak patologicznie przywarłas do kogoś kto Cie zawiódł/.
      Zastanów sie jakie były twoje relacje z rodzicami, jaką role pelnili
      w Twoim zyciu mężczyżni...
      To pozwoli Ci uporządkowac swoje zycie, zajmie czas a takze przyda
      sie taki materiał kolejnemu psychologowi,ktory Cie poprowadzi na
      prostą.
      Znam to z autopsji.Pomogło.Zrobilam jeszcze jedna rzecz :
      przeanalizowałam swój zwiazek /taka wiwisekcja/.Pisałam przez kilka
      tygodni list do Niego/nigdy go nie dostał/ , opisując co czułam,
      myslałam, czego oczekiwałam od początku bycia razem. Zatytułowalam
      to "W pogoni za miłościa" i na końcu....stwirdziłam ,ze juz za nia
      nie gonię, teraz niech ona goni mnie.

      Nic się nie dzieje bez powodu i zawsze po coś, zawsze czemuś służy.
      Jeszcze bedziesz zadowolona,ze Cię opuścił.Powodzenia
      • sbelatka do Julinki 20.10.08, 21:54
        no to Ty Julinko.. poznaje po zawartoścismile
        Mysle o tym żeby napisać do Ciebie ...ale świat mnie zasyssssa...
        Co Cie sprowadza tu i teraz?
      • inspiracja1 ........... i kryptoreklama :) 21.10.08, 11:42
        julinka601 napisała:

        > W każdym wiekszym miescie sa Poradnie Zdrowia Psychicznego i tam
        > znajdziesz pomoc / za darmo/.

        mój psycholog to własnie taka pani z poradni (byłam jej pierwszym 'klientem')


        > Ponadto spróbuj sobie pomóc sama /to najwazniejsze/.Spisz swój
        > zyciorys ale nie tak bardzo chronologicznie, z datami, tylko
        > obrazami od najwczesniejszego dzieciństwa.Spróbuj zrozumieć sama
        > siebie

        Kiedyś pisałam mnustwo takich listów do M, których nigdy nie dostał. Kestem już
        tym zmęczona tak samo jak analizowaniem dlaczego tak głeboko w to zabrnełam.


        > Nic się nie dzieje bez powodu i zawsze po coś, zawsze czemuś służy.
        > Jeszcze bedziesz zadowolona,ze Cię opuścił.Powodzenia

        A ja już jestem zadowolona, że odeszłam. Tylko chwilami chemia bierze góre i
        trace kontrole.
        chce wierzyć, że to wszystko jest nie tylko dlatego, żeby przyszła na świat moja
        cudowna córka smile Licze, że to dodatkowo mnie czegoś nauczy na przyszłość, na
        kolejny związek.

        Właśnie przy ostatniej rozmowie coś powiedziałam, że będę dla kogoś idealną żona
        a on to wykpił radząc mi abym znowu nie chciała komuś ' śiawta przychylić' bo
        kolejny raz skończe tak samo.


        Czy to oznacza, że kobieta uczciwa, radosna, bezkonfliktowa, samowystarczalna,
        bez kaprysów, ale też nie szara myszka bo kobieta zadbana, z dużą fantazją i
        chęciami w łóżku, mająca swoich znajomych, hobby i prace, do tego dobra matka i
        gospodyni, kobieta lubiana przez znaczną większość, z artystycznym zacięciem,
        bez większych kompleksów tyle, że mało asertywna, mało wymagająca od partnera,
        usprawiedliwiająca jego zachowania przed soba i światem, i naprawde bardzo
        zakochana, do tego uważająca, że największym darem jest nieograniczanie
        partnera, darząca go niemal bezgranicznym (naiwnym) zaufaniem, i przez to
        wszystko (rzeczywiście, przyznaje) matkująca (podobno największa moja wada), ale
        też nie 'zagłaskującą kotka'... czy to wszystko oznacza, że każdy facet poprostu
        wykorzysta taką kobiete (nieświadomie czy też z premedytacją) manipulując jej
        uczuciami, wykorzystując naiwność i dobroć?

        Dlaczego jeśli uważam, że jestem dobrym człowiekiem i zasługuje na kogoś kto to
        wszystko uzna za najcenniejsze, dlaczego mam teraz na siłe się zmieniać?
        Nie ma dla mnie ratunku?
        Kolejny raz wpadne po uszy w to samo gówno?!

        To nie jest tak, że nie mam sobie nic do zarzucenia i nie chce pracować nad
        sobą. Po prostu nie chce mi się wierzyć, że tylko zołzy są szczęśliwymi żonami.
        Myle się?
    • tricolour Bardzo mądry psycholog... 20.10.08, 19:58
      ... bo nie marnuje czasu na pacjenta, który sam sobie szkodzi.
      • cosmopszczolka Re: Bardzo mądry psycholog... 20.10.08, 20:46
        Psycholog z NFZ pewnie nie marnuje czasu na przypadki wymagajace
        długiego leczenia. Natomiast dla "prywatnych" to jak najlepsi
        pacjenciwink
      • inspiracja1 Re: Bardzo mądry psycholog... 21.10.08, 11:16
        tricolour napisał:

        > ... bo nie marnuje czasu na pacjenta, który sam sobie szkodzi.


        naprawde tak myślisz?
        przeszło mi to przez głowe ale nasze ostatnie spotkanie dawało zupełnie inny
        wydzwięk. u psychologa byłam akurat w momencie gdy czułam się niemal całkiem na
        prostej.
        • aron95 Żaden psycholog nie poradzi jeśli Ty sama 21.10.08, 12:04
          nie będziesz tego chciała , starała się .

          Siądz w miejscu gdzie dużo facetów i szukaj facetów z którymi
          byś chciała seks uprawiać a wkrótce zobaczysz że do tego nie tylko
          Twój ex sie nadaje
        • tricolour Tak właśnie myślę... 21.10.08, 13:47
          ... po Twoich słowach: "żartowaliśmy sobie (no dobra, to nawet nie były żarty),
          że jak za miesiąc pojawi się w mieście (przejazdem) to bedziemy uprawiać seks
          dla sportu (moja inicjatywa)".

          Będzie ostro: po takim wyznaniu straciłbym zupełnie szacunek do kobiety, która
          chce mi dla sportu zaoferować otwór. Zacząłbym ją traktować przedmiotowo i z
          pogardą dla ochrony samego siebie przed uwikłaniem w obrzydliwe zachowania w
          rodzaju: zapraszam twego kutasa gdy przejazdem będziesz w mieście.

          Może Twoja wizja siebie pięknie opisana w "kryptoreklamie" jest sprzeczna z
          zachowaniami budzącymi (może nie tylko moją) niechęć? Może wprowadzasz siebie i
          otoczenie w błąd?
          • inspiracja1 Re: Tak właśnie myślę... 21.10.08, 14:21
            może masz racje, może to tak jak
            smutnam napisała:

            > Znam ten ból. Jakaś patologia. Czuje się, że może mimo, że zdradził,
            > odszedł, sponiewierał to niech zobaczy jaka jestem wspaniała,
            > atrakcyjna i jak to JA POZWALAM się wziąć.... Złudne i na chwilę. A
            > najgorsze, że nawet po najlepszym seksie człowiek czuje się jak
            > dziwka...


            i masz racje, że było ostro. wow. nikt mi jeszcze tak wulgarnie nie przedstawił
            sytuacji. nie mówie, że źle. w sumie to nawet dobrze bo daje do myślenia. może
            otoczenie mnie oszczędza (bo wprowadzam ich w błąd swoim zachowaniem?) i nikt
            nie ma odwagi potrząsnąć mną tak jak zupełnie obcy mi człowiek, którego
            osobiście nigdy nie spotkam.

            zastanawia mnie bardzo więc prosze o sprecyzowanie zdania:
            > Może Twoja wizja siebie pięknie opisana w "kryptoreklamie" jest sprzeczna z
            > zachowaniami budzącymi (może nie tylko moją) niechęć? Może wprowadzasz siebie i
            > otoczenie w błąd?

            jeżeli mówimy o tej konkretnej sytuacji budzącej niechęc to w sumie w kontekście
            do kogo to było kierowane nie powinno budzić sprzeczności. ale jak pomysle to
            chyba był zaskoczony.
            to jak to jest z tym wprowadzaniem w błąd? siebie?

            miało być zabawnie i raczej tak jak pisała smutnam o pokazywaniu jak już jestem
            ponad to.
            teraz aż się przestraszyłam, że można takie gadanie odebrać tak jak ty. dobrze,
            że ta trzeźwa częśś mnie wie, że związku już z tego nie bedzie (bo gdybym
            myślała na poważnie o powrocie to teraz zostałoby mi się rzucić z mostu, hihi)


            taaa
            i przychodzi otrzeźwienie a potem... boli głowa, ma się mdłości, żałuje się że
            straciło kontrole i wygadywało się bzdury, a na koniec obiecuje, że się to
            więcej nie powtórzy. bleeee
            • sbelatka Re: Tak właśnie myślę... 21.10.08, 21:28
              moja droga inspiracjo.... ja tam nie wiem jaka jestes i mozliwe, ze
              wprowadzasz kogos tam w bład..
              Ale jedno wiem na pewno - bo jestem tutaj dosyc długo - Tri z
              jakiegos nie znanego mi powodu organicznie nie może znieśc tego, ze
              ktos mysli o sobie dobrze i jeszcze wyraża sie o sobie dobrze..

              Niejako automatycznie atakuje, znajduje sposbób żeby dowalic..
              Ujme to tak - doceniam to, ze nie obrażasz sie, nie tlumaczysz tylko
              piszesz, ze sie zstanowisz, ze może to tak byc, ze poznałas inny
              punkt widzenia.
              Takie zachowanie jest przejawem - w moim odczuciu - dojrzalości..
              Ale jednoczesnie takie zachowanie może pokazywac brak asertywności..
              o ktorej pisałas...

              zmierzam tylko do jednego - mianowicie do tego, ze nasze zachowanie
              jest postrzegane przez odbiorcę przez pryzmat JEGO OSOBISTYCH
              ograniczeń.. I o tym warto TEZ pamiętac wink

              mozliwe, ze masz kupe roboty nad soba do odpracowania.. słuchaj tego
              co inni mówią... ale pamiętaj, ze co drugi to popapraniec, ktory ma
              sam ze soba i swoim zyciem problemy smile

              • tricolour Jeżeli chodzi o moje dowalanie... 21.10.08, 21:40
                ... to autorka prosiła o to więc ten "nieznany Ci powód" jest wręcz prozaiczny.

                Bardzo lubię zadowolonych ludzi i cieszę sie razem z nimi. Kiedy jednak ci
                ludzie w jednym akapicie piszą o szczęściu, a w drugim coś wręcz odwrotnego, to
                zwracam im uwagę na sprzeczność konfrontując ich własne słowa. Pewnie dlatego
                czasem wychodzi to boleśnie, bo nikt nie lubi przeczyć samemu sobie. Nie
                wymyślam historii, nie dorabiam teorii tylko wyświetlam niespójności - tak jak w
                tym przypadku pisząc o MOIM odbiorze pchania się kobiety do łóżka.
              • julinka601 Sbelatka.... 21.10.08, 22:42
                Sbelatko, jak milo,ze Cię znowu czytać.
                Strasznie jestem ciekawa co u Ciebie.U mnie sie slimaczy.Odezwę sie
                po 6 XI.serdecznosci...
              • manderla Sbelatko 21.10.08, 22:50
                sbelatka napisała:

                >
                > zmierzam tylko do jednego - mianowicie do tego, ze nasze
                zachowanie jest postrzegane przez odbiorcę przez pryzmat JEGO
                OSOBISTYCH ograniczeń.. I o tym warto TEZ pamiętac wink
                >
                > mozliwe, ze masz kupe roboty nad soba do odpracowania.. słuchaj
                tego co inni mówią... ale pamiętaj, ze co drugi to popapraniec,
                ktory ma sam ze soba i swoim zyciem problemy smile


                Sbelatko, jak pieknie to ujęłaś!
                Inspiracjo! Słuchaj no mądrych ludzi!! smile
                A najlepiej to zanotuj gdzieś sobie i powieś na lodówce smile
                >


            • tricolour Inspiracjo, 21.10.08, 21:50
              ... pisząc o wprowadzeniu siebie w błąd miałem na myśli, że Twoja kryptoreklama
              miała jeden ważny element: Twój facet ostrzegł Cię, byś nie chciała znów komuś
              przychylić nieba.

              Kobieta może być ideałem pod każdym względem (prawie jak to opisałaś) ale ma być
              niezdobyta. Zdobyty diament facet zamienia z łatwością na niezdobyty kamień, bo
              jest ciekawszy przez swoją tajemnicę.
              • julinka601 Re: Inspiracjo, 21.10.08, 22:39
                Myślę,ze to nie musi byc zołza ale bardziej jest interesujaca
                kobieta z tajemnicą...

                Inspiracjo czy Ty nie jesteś czasami masochistką?

                Lubisz siebie,wierzysz w siebie,doceniasz a równoczesnie dowalasz
                sobie ,prowokujac takie dziwne sytuacje.

              • wania46 Re: Inspiracjo, 21.10.08, 22:52
                To co napisalas o sobie pasowaloby do mnie (artystyczne zaciecie) i ta cala reszta tez.
                Ta nasza "dobroc" trafila pod zly adres i jak widzisz zostala zmarnowana.
                I w tym sensie moglabys sie zmienic- trafniej wyszukiwac adresatow.
                Nie chodzi o to by byc zolzasmileTylko bardziej sie cenic co wymaga pewnej pracy nad soba
                Odstaw tego swojego narkotyka definitywnie.Potraktuj to ostatnie spotkanie jak wpadke.W miare uplywu czasu bedzie Ci coraz latwiej,choc jak w kazdym wychodzeniu z nalogu wpadki moga sie zdarzyc.
                I uparcie polecam ta ksiazke dolaczana do pazdziernikowego Zwierciadla -dla mnie jest jak miod na moja jeszcze zbolala duszesmile
    • inspiracja1 moi mili :) 22.10.08, 20:51

      czy ja już mówiłam, ze cieszę się z tego forum smile ?


      wszystko prawda:
      - moze i diament ze mnie ale taki właśnie, ktory na wskroś można zobaczyć; bez
      tajemnic i raczej przewidywalny (kiedyś myslałam, że to podstawa poczucia
      bezpieczeństwa w związku ale widocznie nie tego potrzebował ex)
      - pewnie jestem masochistka (już wcześniej to zauważyłam, z reszta nie tylko ja)
      - a zasade nie patrzenia na świat przez cudzy pryzmat i nie wyciągania wniosków
      mierząc rzeczy cudzymi miarami, staram wprowadzać się od lat z miernym skutkiem
      - i zaczynam sobie wybaczać wpadke. teraz się z tego nawet uśmieje ale tylko
      dlatego aby na wiecej takiej głupoty sobie nie pozwolić
      - cieszy mnie Tri, że jednak umiesz docenić ludzi z natury radosnych tudzież z
      lekka hedonistów etycznych smile (jeśli dobrze się zrozumieliśmy)


      Pytanie zostaje jeszcze jedno - ciężko pracować nad sobą (naprawde się staram,
      chwilami mniej, chwilami bardziej ale z niewidocznym skutkiem) czy po prostu
      szukać odpowiedniego kandydata (tylko aby nie był nudnym pantoflarzem bez
      wyrazu...)?


      Mam iść jutro do nowego psychologa, takiego również od uzależnień ale
      zastanawiam się czy to nie będzie strata naszego czasu. I nie mowie tu o sobie
      jako o kimś komu nie warto pomagać bo nie chce się zmienić. Zastanawiam się czy
      nie lepiej by było przeznaczyć ten czas na lekture.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka