sakkiri Re: cześć 04.12.08, 11:48 3 lata temu ożeniłem się , po około 1,5 roku urodził nam się syn. W małżeństwie układało nam się różnie. Jak synek miał około 6 m-cy ( to było ponad 2 lata temu) żona złożył pozew o rozwód z podaniem przyczyny niezgodność charakterów. Wniosek poleżał w sądzie około m- ca, ale pogodziliśmy się i razem wycofaliśmy pozew. Potem znowu bywało różnie. Gdy synek miał 7 m-cy wyjechałem do pracy zagranicę. Żona została z dzieckiem. Pomagali jej wtedy jej rodzice , zwłaszcza teściowa, która od ponied do piątku przeprowadziła się do żony. W tym czasie żona wróciła do pracy. Przez pierwszy rok mojego wyjazdu do pracy zagranicę przyjeżdżałem do domu co 2 miesiące przeważnie na 10 dni. Były problemy, ale układało się mniej więcej miedzy nami dobrze, czułem uczucie miedzy nami. Ponad rok temu przeprowadziliśmy się z mieszkania do dużego domu, który kupiliśmy na kredyt na długi okres. Wtedy wróciłem do Polski, byłem 1, 5 miesiąca z rodziną. Mieszkaliśmy jeszcze wtedy w mieszkaniu, a powoli przygotowywaliśmy dom do zamieszkania. We wrześniu 08 roku ponownie wyjechałem zagranicę . To był nasz wybór. Od tamtej pory pracuję zagranicą , a przyjeżdżałem do domu co około 2 miesiące, Na jesieni przeprowadziliśmy do domu. Żona poprosiła mnie, aby w domu zamieszkali również jej rodzice. Zgodziłem się. Jak to bywa po takich decyzjach zostały do uzgodnienia szczegóły. Ja chciałem aby rodzice zamieszkali albo na parterze albo na 2 piętrze, tak aby nie mieszać dwóch jednak mimo wszystkiego rodzin. Jednak Ze względu na to, że na parterze jest tylko 1 pokój , kuchnia łazienka oraz możliwy do przerobienia garaż moja żona nie zgodziła się , aby rodzice wzięli dla siebie parter. Drugie piętro też odpadało, z tego względu, ze trzeba było je wykończyć. Tak więc zgodziłem się, aby rodzice wzięli pierwsze piętro. Zanim tak się stało upłynęło jeszcze kilka miesięcy , kiedy wyskoczyliśmy 2 piętro i mogliśmy z żoną tam zamieszkać. Na parterze zrobiliśmy kuchnię i pokój dzienny. Następnie na 1 piętrze urządzili się rodzice, a my na 2 piętrze mieliśmy sypialnię dla nas, pokój dla dziecka i duży pokój wypoczynkowy. Nie dobyło się bez dyskusji o kuchnię. Chciałem od razu, aby rodzice i my mieliśmy oddzielne kuchnie. Teść bardzo nalegał, aby kuchnia była jedna. Po dyskusjach ustaliliśmy jednak ,że będziemy mieli dwie kuchnie domu. My na parterze, a rodzice na 1 piętrze. Tak mieszkaliśmy dobrych kilka misiach. Przyjeżdżałem co 2 miesiące. Znów było różnie, raz lepiej raz gorzej. Wyczuwałem jednak , że poziom naszych uczuć jest coraz mniejszy. W łóżku układało nam się też różnie, Generalnie to ja musiałem przekonać żonę do zbliżenia. Ale rozumiałem to, była sama z dzieckiem, była zmęczona sytuacja w domu, nieprzespanymi nocami. Rozumiałem to dobrze. W maju doszło do między mną a żoną do konfliktu. W mojej dawnej rodzinie moja chrześnica miała komunię. W niedzielę przed samym wyjazdem na przyjęcie komunijne już w aucie pokłóciliśmy się z żoną o pieniądze na prezent dla mojej chrześnicy. Żona kazała zatrzymać auto i powiedziała, że nie pojedzie ze mną . Zabroniła też wzięcia na przyjęcia naszego synka, choć był już ubrany. Wróciłem do domu i poprosiłem ją, aby jednak pojechała ze mną albo chociaż pozwoliła zabrać syna. Nie zgodziła się. Wtedy bardzo się zdenerwowałem i powiedziałem , ze w takim razie niech szykuje papiery na rozwód i wyszedłem. Świadkiem tego była teściowa. Muszę tu napisać, że żona nie chce specjalnie utrzymywać kontaktu z moją dawną rodziną. Wielokrotnie już wcześniej ja sam jeździłem na imieniny, bo ona nie chciała lub nie pozwalała mi zabrać syna. Wtedy już nie wytrzymałem. Wieczorem jak wróciłem z przyjęcia, żona przeprosiła mnie. Ja nic nie powiedziałem, ale nie potrawie gniewać się na nią długo więc nie trzymałem długo urazy. Potem pojechaliśmy na tydzień w góry. Było rożnie, ale byliśmy razem. Następnie znów wyjechałem do pracy. Wróciłem na urlop na 10 dni w lipcu. Podjedliśmy z żoną decyzję, ze się rozwodzimy, ale nadal mieszkaliśmy, sypialiśmy ze sobą. Następnie przyjechałem do domu na początku września. Żona wtedy powiedziała mi, że nie możemy już razem mieszkać. Zatrzymałem się u mojej mamy na 3 dni, a później pokłóciłem się z matką i wróciłem do domu. Żona nie była chętna , abym mieszkał w domu, ale nie miała wyjścia i się zgodziła. Ostatnie trzy dni mieszkałem w domu, choć oczywiście sypialiśmy oddzielnie. Próbowałem wtedy przekonać żonę, że lepiej będzie dla nas pogodzić się. Ale nie zgodziła się. Pojechałem znów do pracy. Miałem wrócić dopiero na Boże Narodzenie, ale był pogrzeb w mojej rodzinie i przyjechałem na 4 dni. To było kilka dni temu. Spotkała mnie wtedy przykrość. Zanim przyjechałem zadzwoniłem do żony i powiedziałem, że jest pogrzeb w rodzinie i przyjadę na 4 dni. Żona powiedziała, ze nie zgadza się abym przyjechał do domu i tam się zatrzymał, Ale najgorsze dopiero przyszło. Powiedziała, że nie mogę widzieć się z synkiem. Jako powód podała to, że syn bardzo źle zniesie rozstanie ze mną, że przez kilka dni będzie dla niego fajnie, bo będzie miał codziennie tatę , który będzie się z nim bawił, ale później nagle tata wyjedzie i to dla 3 letniego chłopca będzie trudne do zrozumienia. Powiedziała mi, że była z synkiem u psychologa , i powiedział jej, ze to moja wina, że teraz syn nie chce jeść. Dla mnie też było to ciężkie do zrozumienia. Nie widziałem syna . Ale co miałem zrobić, musiałem się zgodzić na to, ze nie zobaczę się z synem, choć będę mieszkał w tej samej miejscowości zaledwie kilka minut jazdy autem. Przyjechałem na pogrzeb, zatrzymałem się u mojej mamy. Nic jej ani nikomu innemu nie powiedziałem, że nie mogę widzieć się z synem. Z żoną spotkałem się na pogrzebie , a później porozmawialiśmy około 10 minut. Ponownie poprosiłem ją, abym mógł widzieć się z dzieckiem. Nie zgodziła się. Przekonywałem ją również do tego, abyśmy nie rozwodzili się, ale ona powiedziała, ze jest już za późno. Pod koniec listopada złożyła pozew o rozwód. Następnie kolejny dzień spędziłem sam, poszedłem na spacer, chodziłem po starych ulicach Warszawy. Widziałem ojców z dziećmi, rodziny. Było mi bardzo przykro , a łzy same pojawiały się w oczach. Następnego dnia widziałem się z żoną popołudniu. Zjedliśmy razem obiad na mieście i kupiliśmy zabawkę dla syna. Znów próbowałem przekonać żonę , aby wycofała wniosek , ale nie zgodziła się. Nasza sytuacja jest skomplikowana. Mamy dom kupiony na kredyt, ale ze względu na rozwód podjedliśmy decyzję , żeby go sprzedać. Obecnie pracując za granicą zarabiam nie najgorzej około 7,5 tyś na rękę. Po odjęciu kosztów na moje utrzymanie i przelotów, co miesiąc regularnie wpływa na moje konto około 6 – 6,5 tyś zł. Żona jest upoważniona do korzystania z konta. Powiedziała, że mamy płacić od stycznia ratę na dom po połowie ( rata ponad 2 tyś. zł ), a na syna mam jej płacić 2 tyś. Obecnie żona wypłaca z konta tyle ile potrzebuje, to jest około 3 tyś zł na różne wydatki. Raty do końca roku mieliśmy zapłacone wcześniej. Żona zarabia 2tyś na rękę. Nie wiem jak to będzie, ja już w maju podjąłem decyzję o zjeździe do Polski. Na razie nie mam załatwionej pracy, ale mieszkam w Warszawie, wiec raczej szybko coś znajdę w styczniu. Tylko że już pewnie za mniejsze pieniądze. Nasz synek obecnie ma 3 lata. Na razie nie chodzi do przedszkola. Żona pracuje, a nim zajmuje się teściowa. Żona nie powiedziała mi co napisała w pozwie. Ale sam wiem, że powodem naszego rozwodu są różne zachowania moje jak i żony. Żona teraz mówi, ze nie wiadomo jak będzie, i że jeśli jesteśmy sobie pisani to kiedyś się zejdziemy. Tylko po co tracić czas i młodość. Zrozumiałem wiele, a przede wszystkim to ,że żona i dziecko są dla mnie najważniejsi. Cały czas mam nadzieję, ze do rozwodu nie dojdzie, ale gdyby doszło to ob Odpowiedz Link
krolowazla Re: cześć 04.12.08, 14:52 sakkiri napisał: > 3 lata temu ożeniłem się , po około 1,5 roku urodził nam się syn. Nasz synek obecnie ma 3 lata. Na razie > zdecyduj się kiedy był slub i ile lat ma wasz syn. jak dla mnie bardzo zagmatwałeś wszystko. Odpowiedz Link
sakkiri Re: cześć 04.12.08, 14:59 Sorry. Zagmatwałem z datą ślubu, ożeniłem sie ponad 4 lata temu. Odpowiedz Link
kicia031 Re: cześć 04.12.08, 16:34 Niestety, wiezi umierajakiedy jest sie daleko od siebie, zwlaszcza gfdy w zwiazku sa juz na poczatku problemy. Co ci moge poradzic - jesli ci zalezy na zonie, to walcz, zaproponuj terapie... A co do dziecka, to jakkolwiek przykre jest, ze nie mogles go widziec, to nie rozumiem, jak w ogole mogles zrezygnowac z bycia z nim na stale... Odpowiedz Link
sakkiri Re: cześć 04.12.08, 18:04 Wyjechałem, bo chciałem aby lepiej nam się żyło. Chciałem stworzyć dla mojej rodziny dom, w którym mój syn mogłby dorastać, w cipłej i penej uczyć rodzinie. Wiem , że to wszystko można zbudować jak jest sie razem. Ale byłem naiwny, myślałem , że można to wszystko pogodzić. Co mogę teraz powiedzieć, że już kolejny raz nie powtórzyłbym tego. Dlatego też pomimo nalegań z mojej obecnej firmy, abym został w pracy zagranicą, nie zostanę. Chcę byc prawdziwym tatą, który pomaga, baw się, wychowuje i pokazuje świat swojemu dziecku. Dgy podejmowałem decyzję o wyjeździe to zrobiłem to w porozumieniu z żoną. Było nam cieżko. Były łzy, żal, smutek i tęsknota. Ale była też nadzieje, że jak to się skończy, czyli rozłaka, to wynagrodzimy to sobie razem. A zwaszcza ja wynagrodzę jak tylko będę mógł , mojej żonie i synowi czas który był stracony. Odpowiedz Link
panda_zielona Re: cześć 04.12.08, 19:11 Być może nie wszystko stracone,walcz o rodzinę. Może warto sprzedać tak duży dom i zamieszkać bez teściów,bo moim zdaniem jeśli zostaną z Wami w jednym domu,to się prędzej czy później rozleci. Odpowiedz Link
young-and-bored Re: cześć 04.12.08, 21:08 Popełniłeś błąd nie interesując się pozwem o rozwód - trzeba było korzystając z okazji podjechać do sądu i go przeczytać, dzięki temu lepiej rozumiałbyś teraz na czym stoisz. Postaraj się to nadrobić przy pierwszej nadarzającej się okazji. Żona chce rozwodu - to wiesz. Chce 2 tys. alimentów na dziecko + 1 tys. na ratę - to też wiesz. Więc co jeszcze jest w pozwie, o czym nie zechciała powiedzieć Ci żona ? Nie sugerowałbym się tym, że za pierwszym razem żona ostatecznie wycofała pozew. Z tego co rozumiem wycofała go tuż przed Twoim wyjazdem, więc brutalnie rzecz ujmując być może jej to pasowało, że wyjeżdżasz i nie chciała tracić stałego i pewnego źródła dochodu. Piszesz, że decyzję o powrocie podjąłeś już w maju, więc ona składając pozew w listopadzie doskonale zdawała sobie sprawę, że zamiarujesz powrócić. Pozwól, że odmowy wpuszczenia Cię do domu i kontaktu z dzieckiem, kiedy to przyjechałeś parę dni temu na pogrzeb nawet nie skomentuję. To zabolało i jedyne czego w tym momencie chcesz - to bardzo wierzyć, że wszystko się jeszcze ułoży. Ale postaraj się zachować odrobinę logiki i pomimo tego, że - jak rozumiem - wracasz w styczniu, to postaraj się nie palić za sobą mostów i nie skreślać swojego angielskiego życia i pracodawcy. Zachowaj sobie jakąś drogę odwrotu na wypadek gdyby się okazało, że znajdziesz się w Polsce bez pracy, bez możliwości zamieszkania z żoną, z alimentami i sprawą rozwodową na karku. pzdr, Odpowiedz Link
kami_hope Re: cześć 04.12.08, 22:36 Nachodzą mnie podobne wnioski... Wygląda na to, że wszystko jest wyrachowane, obmyślone na osiąganie korzyści materialnych. Myślę sobie, że "żona" pod wpływem życzliwych doradców, podjęła decyzję o rozwodzie, bo... okazało się w jej rozrachunkach, że przez rozwód wcale nie straci źródła dochodów, a zyska dodatkowo wolność (w sensie - brak zobowiązań małżeńskich). Całkiem możliwe jest, że gdzieś obok kręci się ktoś trzeci (pewnie zobowiązany...) stąd te powroty i rozstania. Po tym opisie nie szukałabym w "różnicy charakterów" - poniekąd może to być prawda, ale nie jest bezpośrednią przyczyną planów rozwodowych. I podobnie jak napisał przedmówca - zadbaj o to abyś mógł wrócić do pracy w Anglii (poproś o dłuższy "urlop" na załatwienie spraw w Polsce - tego typu rozwiązania są bardzo często praktykowane; nie składasz rezygnacji, tylko bierzesz dłuuugi off). Na poukładanie spraw - w moim odczuciu - z żoną, marne szanse. Ona po prostu Cię nie chce (dlaczego? nie wiem...) i kombinuje tak, aby się pozbyć Ciebie z życia, a zachować to, co przy Twoim udziale miała. Przykro mi, tak to widzę. P.S. Na sprawę przygotuj się lepiej w rozeznaniu czasu - w Twoim poście totalny chaos, nie wiadomo co, kiedy, jak długo... Odpowiedz Link