17.07.09, 11:14
.... jak sie nad tym zastanawiam , to dochodzę do wniosku że od
samego poczatku te jej uczucia do mnie były wątpliwej jakości. Jak
jej pierwszy raz wyznałem miłość , a była to dla mnie ważna chwila ,
chciałem żeby i okoliczności były wyjątkowe( byłem wtedy jakimś
chorym romantykiem), zabrałem ją nad morze, na jeden dzień właściwie
to na noc( a jechaliśmy z Warszawy więc nie jakis tam wypad za
miasto). Zachód słońca nad morzem , tylko my dwoje , wino, dobre
jedzenie i co usłyszałem po swoim wyznaniu ? że wolałaby to usłyszeć
spontanicznie przy obieraniu ziemniaków. Ubiła we mnie wtedy tego
romantyka, miałem jeszcze później pare zrywów.
Jak się oświadczałem, to pojechałem za nią do Włoch bo właśnie
odwiedzała swoja siostrę w Rzymie. Na tym słynnym Rzymskim placu ,
pod słynną Rzymską fontanną padłem z pierściem na kolana i
co ....usłyszałem że w sumie to nie wie , że chyba tak , bo raczej
juz nikogo nie spotka!!! O głupi ja, myślałem że jest w szoku i
dlatego tak mówi. Teraz już wiem że juz wtedy nie była pewna tych
uczuć. Miała jeszcze 1.5 roku żeby sie wycofać , powiedzieć nie .
Nie zrobiła tego. Jak to wszystko teraz ogarnąć , z jednej strony
twierdzi że nie żaluje tych lat , czyli że nie ma poczucia
zmarnowanego czasu. Jak sobie przypominam to powiedziala dwa albo
trzy razy w trakcie tych lat że ma świadomość tego że ja kocham ją
bardzej niż ona mnie . Na ostatnim spotkaniu w poradni powiedziala
że ma świadomość tego że ja kocham . Skądś ta świadomość musi sie
brać . Po co w takim razie używa argumentów, że gdzieś tam 5 lat
temu nie okazywalem jej wystarczająco uczuć i poczula sie samotna,
argumenty które teraz ciężko jest zweryfikować po takim czasie.
Prosciej i uczciwiej byłoby się przyznać, że biurowy żigolo ma po
prostu lepszy bajer od meża. Kurde, jak tu zachować jasność umysłu,
jak wytłumaczyć dzieciom....?
Obserwuj wątek
    • teuta1 Re: Teraz.... 17.07.09, 11:43
      Oświadczając się usłyszałeś de facto, co się stanie, gdy już kogoś
      spotka...Tłumaczenia o nieokazywaniu uczuć 5 lat temu można sobie w
      buty wsadzić. Jak masz problem, poinformuj, poproś, zmień, a nie
      hoduj latami, prawda? Nie dociekniesz przyczyny, bardzo niewielu
      ludzi ma odwagę przyznać się, że sami też coś spieprzyli.
      • greg014 Re: Teraz.... 17.07.09, 12:34
        teuta1 napisała:

        > Oświadczając się usłyszałeś de facto, co się stanie, gdy już kogoś
        > spotka...Tłumaczenia o nieokazywaniu uczuć 5 lat temu można sobie
        w
        > buty wsadzić. Jak masz problem, poinformuj, poproś, zmień, a nie
        > hoduj latami, prawda? Nie dociekniesz przyczyny, bardzo niewielu
        > ludzi ma odwagę przyznać się, że sami też coś spieprzyli.

        Jakby potwierdzeniem tego jest to że nie chce informować swojej
        najbliższej rodziny o tym co się dzieje, o wizytach w poradni.
        Twierdzi że nie ma potrzeby narazie bo nic się nie dzieje. Boi sie ,
        bo wie , że łatwo jej tego nie wybaczą. Jej rodzony brat jak sie
        dowiedział o jej imprezowaniu i wyjeździe za miasto powiedział żebym
        sie na tydzień wyprowadził z domu , żeby sie otrząsneła, ale mi
        szkoda było dzieci ....
    • sauber1 Re: Teraz.... 17.07.09, 11:58
      greg014 napisał:

      > .... jak sie nad tym zastanawiam , to dochodzę do wniosku że od
      > samego poczatku te ...

      > Kurde, jak tu zachować jasność umysłu, jak wytłumaczyć dzieciom....?

      A ja mimo upływu lat nadal śmiem twierdzić, że moja już była żona, była
      wspaniałym człowiekiem, żeby nie jej uzależnienie od destrukcyjnych grup, życie
      nadal miało by kolorowy wymiar, a i dzieci miały by też lepsze dzieciństwo od nas.
      Nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem, czy prowadzić dyskusje na temat
      wczorajszej przypalonej zupy, ale kiedy patrzy się w te paragrafy, które z
      wielką nieśmiałością mówią, że rola rodziców polega m.in. na dbałości o dobro
      dziecka w szerokim aspekcie. To ja dochodzę do wniosku, że moja walka z sądami,
      by zapobiec temu była daremna, choć teraz sąd przyznał mi rację, szkoda że po 9
      latach dopiero, a pamiętam doskonale, pierwsze oficjalne pismo i te tępe
      uśmiechy sekretarki jak czytała, a to co puściła w obieg "poczta pantoflową"
      przerosło ją, bardzo wątpię czy dziś wie z czym to się je?
      Nie to, że się użalam, ale szkoda wspólnego wysiłku w celu nagromadzenia
      latami majątku z myślą o zabezpieczeniu własnym dzieciom, chociażby bezpiecznego
      dachu nad głową...
      Wniosek tylko jeden, chciejstwo gubi człowieka i pcha często w ciemne zakamary
      życia, gdzie już rozum bez znaczenia, wszystko poza kontrolą biegnie wg "niech
      się dzieje wola niebios" ...
    • kicia031 Re: Teraz.... 17.07.09, 12:28
      > Jasne, że jest tu sporo kobiet, które dały sobie radę w takiej
      sytuacji, ale on
      > e
      > sporo by dały, by ich życie potoczyło się spokojniej. I zapewne z
      premedytacją
      > w
      > taką sytuację by nie weszło.

      Opowiem ci historie z mojego zycia: spotykalam sie kiedys z pewnym
      kolesiem, z ktorym bylo ciezko wytrzymac. Rozstalismy sie, ja
      poznalam swojego aktualnego partnera. Kiedy koles kapnal sie, ze
      kogos poznalam, przygnal z bukietem roz sie oswiadczac, malo tego,
      choc to bylo 9 lat tem, to wciaz do mnie wydzwania. mam swiadomosc
      ze mnie kocha, ale ta swiadomosc nie zmienia faktu, ze mimo milosci
      zachowywal sie w sposob nie do wytrzymania.

      • sauber1 Re: Teraz.... 17.07.09, 12:33
        kicia031 napisała:


        > mam swiadomosc ze mnie kocha, ale ta swiadomosc nie zmienia
        > faktu, ze mimo milosci zachowywal sie w sposob nie do wytrzymania.


        kicia031 wink
        www.youtube.com/watch?v=_GZB_nP4uWE
    • mola1971 Re: Teraz.... 17.07.09, 14:27
      greg014 napisał:
      Kurde, jak tu zachować jasność umysłu,
      > jak wytłumaczyć dzieciom....?

      Przede wszystkim niczego nie żałować. Bo nie zmienisz przeszłości,
      ale możesz zdobyte doświadczenia wykorzystać w przyszłości. Tak więc
      analiza ma jak najbardziej sens bylebyś tylko nie ugrzązł w tym
      przerabianiu przeszłości bo teraźniejszość gdzieś obok Ci może
      umknąć.
      Co do dzieci... Dzieciom zawsze najlepiej jest mówić prawdę. Tyle
      tylko, że przekaz tej prawdy trzeba dopasować do wieku dziecka. A
      prawda jest taka, że po prostu tak już na tym świecie bywa, że dwoje
      ludzi się spotyka, zakochują się w sobie, pobierają, rodzą im się
      dzieci itp. itd. ale w pewnym momencie przestają się dogadywać i
      lepiej dla wszystkich jest gdy się rozstaną bo osobno jest im lepiej
      niż razem - osobno też są lepszymi rodzicami niż będąc razem.
    • anetazw Re: Teraz.... 17.07.09, 14:34
      Mnie tez strasznie gnębiła i wykańczała psychicznie moja wewnętrzna
      kobieca próżność - Jak ON smiał mnie przestac kochac? No jak? Ja
      przeciez taka dobra i cudowna.

      To minie.... A jak minie będzie łatwiej.

      Z doświadczenia powiem Ci - mój Ex tuż przed ślubem ( około pół
      roku ) stwierdził że chyb ajednak nie, że on jeszcze nie jest
      gotowy.. ( jak się okazałao był wtedy skok w bok i dlatego pewność
      się zachwiała ).. potem ja mu jednak wybaczyłam i pobraliśmy się.

      BŁĄD - trzeba było wiać gdzie pieprz rośnie. Bo nie można zaczynać
      budowac trwałego związku jakim ma być małżeństwo z ziarenkiem
      niepewności w sercu - czy on jednak mnie kocha????

      Można mieć niepewność czy się uda, czy podołamy codziennośći, ale
      pewnsć że się kocha i jest się kochanym na MUS!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka