Dodaj do ulubionych

Zagmatwane plany - proszę o pomoc.

06.08.09, 11:19
Myślę poważnie o rozwodzie. Znamy się od 17 lat, małżeństwem jesteśmy od 9.
Mamy po 34 lata. Z zewnątrz doskonałe małżeństwo. Dwójka cudownych chłopaków (
2i 4 lata), piękny dom. Tylko niestety w domu jakaś taka pustka emocjonalna.
Ja typ pantoflarza, który zawsze ustępował, z głową w chmurach marzący o
szczęśliwej rodzinie, miłości, przytulaniu i seksie. Ona pragmatyczka, mocno
stąpająca po ziemi, uważająca emocjonalność i uczuciowość za nie niezbędny
element relacji międzyludzkich. Półtora roku temu trafiam na kobietę, która
pokazuje mi świat miłości i bliskości. Zakochuję się jak wariat, ale próbuję
uciec z tego związku. Potem decyduję się odejść od żony. Wytrzymuję półtora
miesiąca. Wyrzuty sumienia z powodu porzucenia matki małych dzieci i tęsknota
za chłopakami każe mi wrócić. Na początku obydwoje się staramy. Szybko okazuję
się że staranie polega na udawaniu, że jesteśmy inni tzn tacy jakby oczekiwał
partner. Ale udawać się długo nie da. Teraz żyjemy obok siebie i udajemy że
nic się nie dzieje. Ale to długo nie może trwać bo jest męczące.
No i tu pojawiają się problemy : Rozwód i co dalej.

Mamy dom wart ok 1 mln, kredyt na dok ok pół miliona. Ja zarabiam dużo ok 8000
netto, żona góra 2 tys. Utrzymanie domu miesięczne to ok 4,5 tys. Jak ja się
wyprowadzę, to musiałbym jej płacić ok 5 tyś miesięcznie przez kolejne 28 lat,
bo na tyle jest kredyt, żeby tam mogła mieszkać. A chciałbym żeby chłopaki
mieszkali w domu a nie w bloku. No ale na dłuższą metę to jednak nie realne,
bo mi nie starczy na życie. Druga sprawa: chciałbym być zaangażowanym ojcem i
sprawować opiekę nad nimi jak najczęstszą. Wizyta co 2 tyg nie satysfakcjonuje
mnie. Najbardziej odpowiadałby mi podział opieki po połowie czasu. Żona się
raczej nie zgodzi, bo to już wiem, ze będzie grała dziećmi tak jak to robiła
gdy odszedłem. I to skutecznie.

Wpadłem na taki pomysł, żeby pozostać samemu w domu a żonie wynająć, albo
kupić mieszkanie. Ona raczej nie będzie tym zachwycona i się nie zgodzi.
Ostatnio gdy odszedłem żądała, żebym zrzekł się własności połowy domu na
jej rzecz w zamian za możliwość widywania dzieci. Może i bym to zrobił, ale
nie zrzeknę się przecież kredytu. Musiałbym płacić kredyt, alimenty na dzieci
i jakbym miał pecha w sądzie to jeszcze na żonę. Innymi słowy bez kasy i
zdolności kredytowej.

Jak sądzicie jak wyjść z tej sytuacji. Czy moje pomysły mają w ogóle jakieś
szanse na powodzenie.
Obserwuj wątek
    • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 11:33
      Oj biedaku. Nic tylko się pociąć na Twoim miejscu. Albo zacząć
      myśleć głową a nie inną częścią ciała.Żałosny. Jeśli Twoja uczuciowa
      przyjaciólka za kilka lat znowu okarze się niedoskonała, a w
      międzyczasie pojawi sie jakies dziecko, to wogóle do końca życia
      będziesz płacił za swoje błądzenie z głowa w chmurach. Ach ta
      niedobra żona staje na drodze Twojego szczęścia. Może ją uspić?
    • fragile66 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 11:35
      Ech, jakbym słyszał siebie cztery lata temu... (nostalgia mnie
      dopadła smile)

      Chciałbyś zaplanować w szczegółach już całe życie czterech osób na
      następne 28 lat? - to złudzenie, więc szybko się go pozbądź.

      Decyzji o rozwodzie nie możesz podjąć w oparciu o to, czy tobie,
      dzieciom i żonie będzie wygodnie, lepiej, gorzej itp.

      Jeśli doszedłeś do przekonania, że nie możesz z tą kobietą żyć pod
      jednym dachem, to zacznij od prostych rzeczy, o które zapyta sąd na
      pierwszym posiedzeniu:
      - czy ustała więź intymna (czytaj: seks małżeński) i jakie masz na
      to dowody (tu licz się z tym, że żona wyciągnie ci wyprowadzkę do
      kochanki i zdradę)
      - czy ustały więzi gospodarcze i od kiedy - tu musisz wprowadzić
      twarde reguły, tzn. ty śpisz w osobnym pokoju lub na kanapie, półki
      w lodówce oddzielne, pranie osobno, no i świadkowie, którym
      pokażesz, jak to wygląda i którzy będą gotowi zeznać, ze to
      widzieli; ponadto nie zapomnij, że nie możesz trzymać żadnych
      oszczędności na koncie bankowym, do którego ma dostęp żona, bo
      sprzątnie i zgodnie z polskim prawem nie odzyskasz tych pieniędzy w
      żaden sposób
      - czy ustała więź duchowa - tu o dowody najtrudniej, z reguły
      ograniczają się do zeznań stron, ale też brak wymienionych wcześniej
      dwóch więzi sądy milcząco przyjmują za dowód na brak porozumienia
      duchowego między małżonkami

      Jeśli wprowadzisz to na parę miesięcy, to możesz składać pozew o
      rozwód i wtedy dopiero otworzy się wachlarz możliwości, bo twoja
      żona może chcieć współpracować, jeśli uzna twoje obietnice za
      atrakcyjne, ale też może stać się twoim najzawziętszym wrogiem.

      W każdym razie następnych kroków nie sposób teraz zaplanować. Jak
      mawiają doświadczone narody: "One step at a time".
    • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 11:57
      To nie jest tak że chciałbym zaplanować wszystko na 28 lat. Ale chciałbym mieć
      jakieś scenariusze zanim zdecyduję się na ten krok. Co do życia z żoną to
      pożycie ustało ok 2 mcy temu po próbie ratowania związku. Wcześniej było raczej
      sporadyczne ok raz na miesiąc. Więzi finansowe niestety istnieją. No bo to w
      końcu ja wszystko utrzymuję i żeby było gorzej mamy wspólne konto. Mieszkamy
      razem, wiec mamy wszystko w jednej lodówce, a moje rzeczy pierze żona. No to
      troszę kuriozalne żebym we własnym domu robił sobie osobną półeczkę na jedzenia.
      I co mam jej zabronic prania? Ona nie chce rozwodu, bo jej jest dobrze. Im
      bardziej sie oddalam tym jej jest wygodnie. Ale jestem potrzebny bo ktoś musi
      zarabiać i skosić trawę w ogrodzie.
      • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:18
        Ja proponuję najpierw dojrzeć. Dorosnąć.
        Nie kpię. Proponuję, bo to jednak ułatwia sporo. A wyrzut sumienia i
        tak będziesz miał do końca życia i NIGDY nie uwolnisz się od
        obecności eks w Twoim życiu, bo to ona a nie next jest matką Twoich
        pierwszych dzieci. I choćby na ich weselu czy urodzinach bedziesz ją
        spotykał.
        Jeśli uczucia są dla Ciebie najważniejsze i nie potrafisz choćby na
        chwilę dopuścić racjonalnego myślenia do głosu, to może wstrzymaj
        się na jakiś czas z decyzjami. Przemyśl, czy będziesz umiał poradzić
        sobie z jednej strony z tęsknotą za dziećmi, z drugiej z wyrzutami
        sumienia, z kolejnej z poczuciem winy wobec żony, a może i next i
        pogodzisz sprawiedliwie czas między nową rodzinę a rosnące dzieci (i
        ich rosnące, również emocjonalnie potrzeby), czy przemyślałes
        absolutnie wszystkie aspekty rozstania, również (o zgrozo dla
        romantyków) te finansowe, czy dasz radę?
        Czego tak naprawdę chcesz?
        Może jednak szukasz związku idealnego, którego NIE MA?
        Może żonę deprecjonujesz jako partnerkę a next idealizujesz, bo
        dostarcza Ci tak potrzebnych emocji?
        A może next jest własnie tą kobietą na dalszą część życia?
        Wiem jedno, decydując się na nowy związek nalezy obowiązkowo
        dopuścić racjonalizm. Bo on się nie uda. życie powszednie po jakimś
        czasie będzie też dotyczyć i tego nowego związku.
        Odpowiedzi na te pytania muszą wypłynąc z Ciebie. I tylko Ty możesz
        sam zdecydować czy z decyzją, którą podejmiesz jesteś w stanie żyć
        NORMALNIE.
        Żeby się nie okazało po latach, że była tą najgorszą z możliwych.
        Niestety, cholercia, nie ma gotowych recept na życie.
        Niestety, również dla mnie...
        pozdrawiam ciepło, życzę spokoju ducha, bo to chyba teraz dla Ciebie
        najważniejsze. A o to tak trudno.
      • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:49
        pewnego, wtedy jeszcze, pieknego dnia zdecydowales sie na pewien scenariusz: rodzina- zona, dzieci!
        twoja zona rowniez ( dwojka dzieci bardzo ogranicza poznanie nowego partnera).
        teraz brakuje ci tego czegos w zwiazku ( z jej a moze z twojej winy- niewazne), wazne jest, ze z pewnych rzeczy nigdy nie mozna sie wyplatac i sie nie pobrudzic!
        jesli chcesz wolnosci i milosci bedziesz musial zaplacic za to cene!
        czemu nie sprzedacie domu, kupicie dla zony mieszkanie np. na parterze z ogrodkiem, reszta (jesli zostanie) pojdzie na kawalerke dla ciebie ( na dobry poczatek)...przeciez nastepna kobieta kocha cie dla ciebie samego a nie dla mozliwosci jakie moglbys stworzyc!
        to, ze ty zostaniesz w domu sam jest okropne, cwane, niesprawiedliwe!
        niestety nie wszystko da sie podciagnac pod:kto ile zarabial w rodzinie, chodziaz wlasnie teraz byloby to dla ciebie bardzo wygodne..hmmm
        pamietaj pewnego dnia bedziesz mial 60, 70 lat i bedziesz patrzyl w lustro..co zobaczysz?
      • fragile66 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:52
        michszyb napisał:

        > To nie jest tak że chciałbym zaplanować wszystko na 28 lat. Ale
        chciałbym mieć
        > jakieś scenariusze zanim zdecyduję się na ten krok.

        Życie to nie film, a ty nie jesteś jego reżyserem. A forumowicze nie
        są profesjonalnymi scenarzystami.

        Co do życia z żoną to
        > pożycie ustało ok 2 mcy temu po próbie ratowania związku.
        Wcześniej było raczej
        > sporadyczne ok raz na miesiąc.

        Zanim się zdecydujesz na pozew upłynie parę miesięcy (albo lat). Ale
        jeśli żona nie będzie chciała rozwodu, to zezna, że przecież
        uprawialiście seks w windzie jadąc na rozprawę.

        Więzi finansowe niestety istnieją. No bo to w
        > końcu ja wszystko utrzymuję i żeby było gorzej mamy wspólne konto.

        Jeśli macie wspólne konto, to nie utrzymujesz wszystkiego sam -
        utrzymujecie wszystko razem.

        Mieszkamy
        > razem, wiec mamy wszystko w jednej lodówce, a moje rzeczy pierze
        żona. No to
        > troszę kuriozalne żebym we własnym domu robił sobie osobną
        półeczkę na jedzenia
        > .

        Nie we własnym domu, tylko we wspólnym. Ale jeśli przymierzasz się
        do rozwodu, to może wydawać się kuriozalne, ale jest konieczne, żeby
        sąd miał potwierdzenie, że ustały więzi gospodarcze. Inaczej - po co
        ci ma sąd udzielać rozwodu, jeśli razem jecie, pierzecie, śpicie,
        czyli robicie wszystko jak stare dobre małżeństwo?

        > Ona nie chce rozwodu, bo jej jest dobrze. Im
        > bardziej sie oddalam tym jej jest wygodnie.

        Dziwisz się jej?

        Ale jestem potrzebny bo ktoś musi
        > zarabiać i skosić trawę w ogrodzie.

        Napisałeś, że żona też zarabia. A trawę możecie kosić na zmianę, a
        jeśli żona nie chce tego sama robić, to niech zatrudni ogrodnika -
        do tego nie jest konieczny mąż.
        • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:58
          zaraz zaraz
          on kosi trawę
          ona pierze jego brudne rzeczy a pewnie obiad też zrobi i podłogę umyje i
          dzieciom pupy podetrze

          więc o co halo?

          że autorowi się nie chce ze swojej wygody rezygnować ale chciałby żeby żona ze
          swojej zrezygnowała?

          ktoś wyżej napisał
          na początek trzeba dojrzeć.
          Dojrzałość.
          Takie trudne słowo.

    • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 13:09
      A Twoja zona wie wogóle, ze Ty masz przyjaciółkę na boku?
    • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 13:10
      Ustal priorytet, reszta ułoży się sama.
    • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 14:40
      No faktycznie żyjemy jak stare dobre małżeństwo. Tzn dwoje obcych sobie ludzi
      pod jednym dachem, którzy prowadzą firmę pod nazwą gospodarstwo domowe. Ale czy
      to jest małżeństwo? Ja sobie to inaczej wyobrażałem. Rozmowy, które ograniczają
      się do spraw codziennych. No i dzieci. dzieci, które mają dorastać i uczyć się
      że małżeństwo tak właśnie wygląda.

      Piszecie że mam dojrzeć. Ale do czego. Zdaję sobie sprawę, że zmieniając ten
      układ i odchodząc narażam się na odium tego złego, który dla własnej wygody
      niszczy rodzinę. Ale moja żona traktując mnie jak powietrze jest już normalną
      żoną i matką polką i jak ją zostawię to przecież ją krzywdzę.

      Sprzedać dom i kupić 2 mieszkania to jest jakieś rozwiązania. Ale ja rozważam to
      bardziej wygodnickie dla siebie. Nie ukrywam tego. Dlaczego mam tracić dom,
      który kosztował mnie tyle wysiłku i mógłby byc w przyszłości dla dzieci w imię
      jakiejś sprawiedliwości. Ona go nie utrzyma. Mnie nie stać żeby go sponsorować
      dla niej przez wiele lat. Ja dałbym radę. I chciałbym tam mieszkać z dziećmi
      wtedy gdy będą przypisane do mnie. Chciałbym żeby to była połowa czasu. Czy to
      żle, że chce dobrze dla siebie i chcę byc czesto z dziećmi? Ja dawałem z siebie
      wszystko przez te wszystkie lata. Nie dostawałem wiele. Teraz chcę coś dla siebie.

      Co do przyjaciółki to żona nie wie że się znowu spotykamy.
      • mola1971 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 14:53
        To może zaproponuj żonie terapię małżeńską?
        Skoro dwoje dorosłych ludzi nie potrafi dogadać się i nie
        zaspokajają w związku swoich podstawowych potrzeb to terapia może
        pomóc. Terapeuta pomoże Wam podjąć decyzję - albo walczycie i dbacie
        o małżeństwo albo się rozstajecie. Trzeciego wyjścia nie ma.
        Dom, kredyty etc. to tylko kwestia organizacji i jeśli sami
        będziecie wiedzieli czego chcecie odnośnie małżeństwa i podejmiecie
        decyzję to zarówno w sprawach materialnych jak i opieki nad dziećmi
        ułożenie spraw będzie dużo łatwiejsze niż się teraz wydaje.
        • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:04
          mola1971 napisała:

          > To może zaproponuj żonie terapię małżeńską?
          > Skoro dwoje dorosłych ludzi nie potrafi dogadać się i nie
          > zaspokajają w związku swoich podstawowych potrzeb to terapia może
          > pomóc. Terapeuta pomoże Wam podjąć decyzję - albo walczycie i dbacie
          > o małżeństwo albo się rozstajecie. Trzeciego wyjścia nie ma.
          > Dom, kredyty etc. to tylko kwestia organizacji i jeśli sami
          > będziecie wiedzieli czego chcecie odnośnie małżeństwa i podejmiecie
          > decyzję to zarówno w sprawach materialnych jak i opieki nad dziećmi
          > ułożenie spraw będzie dużo łatwiejsze niż się teraz wydaje.



          Próbowaliśmy terapii w zeszłym roku. Generalny wniosek był taki ze w ogóle sie
          nie znamy i nie rozumiemy. To szokujące po kilkunastu latach zorientować sie że
          znasz swojego małżonka. Tym bardziej szokujace na tle tej znajomości na boku.
          Moja przyjaciółka wie o mnie i o tym co się dzieje we mnie dużo więcej niż żona.
          Powinien byc taki show w telewizji. Kto zna cię lepiej żona czy kochanka. Terpia
          skończyła się bo żona stwierdziła że to bez sensu.
          Nasz problem polega na tym, że nie umiemy ze sobą rozmawiać. Każda próba rozmowy
          kończy sie albo awanturą, albo stwierdzeniem, ze się nie rozumiemy. Protokół
          rozbieżności, a dalej cisza.
          Po drugie ja boję się autentycznie powiedzieć że chcę odejść. Będzie krzyczała,
          albo płakała, a potem powie żebym sobie robił co chcę. Wątpie żeby chciała
          rozmawiać jak dzielić dzieci i majątek. Wiem że będę musiał to w końcu powiedzieć.
          • sonia_30 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:24
            "Po drugie ja boję się autentycznie powiedzieć że chcę odejść.
            Będzie krzyczała, albo płakała, a potem powie żebym sobie robił co
            chcę. Wątpie żeby chciała rozmawiać jak dzielić dzieci i majątek.
            Wiem że będę musiał to w końcu powiedzieć".

            A to Ty chciałbyś tak bezboleśnie i bezemocjonalnie zupełnie? Dzieci
            dzielić? Każde na pół, czy jak? Rozmów chyba Wam zabrakło w związku,
            który nie jak stare dobre małżeństwo, ale jak spółka z mocno
            ograniczoną odpowiedzialnością, krok od upadłości. Może pora w końcu
            się spotkać i pogadać o tym co dalej. Jeśli nie podejmiesz rozmowy
            nie dowiesz się co żona na to. Decyzji bez jej udziału raczej nie
            podejmiesz, a przynajmniej nie wszystkich. Układając plan tego co
            dalej, trzeba wiedzieć na czym się stoi.
      • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:05
        michszyb napisał:

        > Ja dawałem z siebie
        > wszystko przez te wszystkie lata. Nie dostawałem wiele. Teraz chcę coś dla siebie.
        >
        > Co do przyjaciółki to żona nie wie że się znowu spotykamy.



        To, że Tobie się wydaje, że dawaleś "wszystko", nie oznacza, ze dawałeś to
        czego żona potrzebowała. Moze nawet nie masz sam pojecia czego ona potrzebuje bo
        oboje nie staraliście się o bliskość emocjonalną w tym związku. Żona zapewne ma
        taki sam problem, ze ona jest przekonana, że dawała Ci "wszystko" , łącznie z
        dziećmi i wybaczeniem zdrady, a Ty poleciałes do kochanki i nadal ją okłamujesz
        prowadząc podwojne życie.

        Teraz chcesz "coś dla siebie" : czyli żona wypad z TWojego(?!) domu a na jej
        miejsce wprowadzona wspaniała kochanka(na razie uosobienie wszelkich cnot, a za
        kilka lat kopia żony i liczenie kasy).

        Facet. Na razie sam nie wiesz czego chcesz. Ćhciałbyś lekko łatwo i przyjemnie :
        ale do tego nie trzeba było robić dzieci i zakładać rodziny.
        • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:15
          Zona zawsze doskonale komunikowała czego chce a ja robiłem wszystko co kazała.
          Jeśli była niezadowolona to nie bałą się tego nawet wykrzyczeć. Ja raczej
          potulny, spełniałem oczekiwania.
          A Ty uważasz że w takim układzie to ja powinienem opuścić dom, płacić na jego
          utrzymanie, widywać się z dziećmi gdy mi drzwi otworzy i przepraszać za wszystko
          do końca życia. Bo co, bo jestem facetem, to mam zrezygnować z wszystkiego bo
          ona jest kobieta i matką. A ja jestem ojcem i chciałbym, zeby dzieci zostały
          przy mnie. Jak ktoś biernie przez lata kastruje i olewa swojego męża to jest ok,
          a jak on ma tego dość to jest już świnią która powinna ponieść konsekwencje. NA
          to sie własnie nie godzę. I żałuję, ze żyję w kraju w którym jestem skazany na
          porażkę jako rozwiedziony ojciec.
          • bramstenga Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:55
            > A Ty uważasz że w takim układzie to ja powinienem opuścić dom, płacić na jego
            > utrzymanie, widywać się z dziećmi gdy mi drzwi otworzy i przepraszać za wszystk
            > o
            > do końca życia.

            Jeśli chcesz zostać w domu, kup żonie mieszkanie. Warte połowę domu, bo to wasz
            wspólny majątek.
            Co do opieki naprzemiennej, jestem przeciw - dzieci nie można traktować jak
            bagażu, przerzucać z miejsca na miejsce.
            Sorry Winnetou - to Ty wymiksowałeś się z tego układu (przez zdradę), więc ponoś
            konsekwencje: również w kwestii ograniczenia kontaktu z dziećmi. Zresztą jak
            pokazuje doświadczenie większość tatusiów jakoś dziwnym trafem wcale się do tych
            kontaktów nie pali, zwłaszcza po upływie pewnego czasu, gdy na świecie pojawią
            się dzieci z kolejnego związku...
            BTW, czy Twoja nowa pani wie już, że przez dwa tygodnie w miesiącu zamierzasz
            zrobić ją macoszką 24/7?
            ~bramstenga.
            • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:01
              No widzisz a ja jestem takim tatusiem, który nie chce rozwodzić się z dziećmi. A
              moja nowa pani bardzo by chciała poznać moje dzieci i będzie dla nich na pewno
              bardzo dobra.
              • bramstenga Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:14
                > No widzisz a ja jestem takim tatusiem, który nie chce rozwodzić się z dziećmi.

                Zapewniam Cię, że taką deklarację w okresie okołorozwodowym słyszy się od
                znakomitej większości facetów. I dziwnym trafem znakomita większość z nich
                błyskawicznie o tym zapomina. Wystarczy kilka miesięcy.


                > A
                > moja nowa pani bardzo by chciała poznać moje dzieci i będzie dla nich na pewno
                > bardzo dobra.

                Twoja naiwność jest powalająca. A co niby spodziewasz się usłyszeć? Przecież to
                jasne, że kochanka będzie Ci teraz wchodzić w d*** bez wazeliny, żebyś wreszcie
                wykopał tę straszną żonę i mogła się wprowadzić do TWOJEGO gniazdka (no bo
                przecież ten okropny pazerny babsztyl - żona znaczy się - nie ma do niego
                absolutnie prawa). Zresztą jest delikatna różnica między "poznaniem" na spacerze
                w parku a prozaicznym macochowaniem.
                ~bramstenga
              • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 22:56
                Michszyb,
                napiszę coś, co być moze skreśli mnie z tego forum.:
                Otóż daaawno temu sama byłam taką nową panią dla żonatego i
                dzieciatego mężczyzny.
                Po pierwsze nigdy nie zapomnę tego, jak ja go wtedy rozumiałam wink)))
                No i że byłam miłością życia, że tamto małżeństwo okazało się
                pomyłką, a jego dzieci? UWIELBIAŁY MNIE! chciały się wyprowadzić od
                mamy do mnie... Tylko ja po początkowym okresie fascynacji nimi,
                jednak zachwycona do końca ich obecnością nie byłam.
                Na dłuższą metę nie wytrzymałam. To jednak nie MOJE dzieci były,
                wymagały strasznie dużo no i jednak nie chciałam być balsamem dla
                sfrustrowanego codziennością faceta... który zresztą na wieść o moim
                rozwodzie odezwał się w te słowa: a ja się już rozwiodłem kochanie!
                (nawiasem, nie jestem zainteresowana zupełnie)

                Stary, z doświadczenia wiem, wymiksuj się jak najszybciej z romansu,
                jak chcesz, to rozejdź z żoną, pożyj sam a dopiero potem, jak już
                dorośniesz i zobaczysz czego naprawdę chcesz i czy radzisz sobie z
                nową sytuacją, zobacz, czy jesteś w stanie założyć nowy związek.

                p.s. poleciałam po szczerości, i mam nadzieję, że mnie nie
                wyklniecie smile
                • mola1971 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 23:17
                  Ja Cię nie wyklnę na pewno smile
                  Przechodziłam przez coś podobnego, czego zresztą nie ukrywałam również na tym forum. Tyle tylko, że 'mój' nie miał dzieci. Tzn. nie miał gdy to się zaczęło a potem... Potem to inna i smutna historia.
                  W każdym razie podpisuje się pod tym co napisałaś rękami i nogami smile

                  To jest dla autora wątku najlepsza wg mnie rada:
                  > Stary, z doświadczenia wiem, wymiksuj się jak najszybciej z romansu,
                  > jak chcesz, to rozejdź z żoną, pożyj sam a dopiero potem, jak już
                  > dorośniesz i zobaczysz czego naprawdę chcesz i czy radzisz sobie z
                  > nową sytuacją, zobacz, czy jesteś w stanie założyć nowy związek.
                • leptis ... 07.08.09, 07:44
                  Nie Kaska Phi,
                  Jeszcze tu zostaniesz za kare.

                  • kasiapfk Re: ... 07.08.09, 12:16
                    Leptis, bo ja trochę masochistyczna jestem wink
                    Zostanę, zostanę, za "karę"...
              • lampka_witoszowska Re: nierozwodzenie się z dziećmi... 07.08.09, 00:09
                ...jeśli polega na robieniu im huraganu z życia to jest dużo gorsze,
                niż rozwodzenie się z nimi

                ja nie rozumiem ojców, trudno
                nie rozumiem idei opieki naprzemiennej, skoro moja "pasierbica"
                przez 3 lata przy takiej opiece wyła regularnie co 2 tygodnie z
                tęsknoty do matki, a po dniu czy dwóch "przyzwyczajała" się do
                przenosin
                i tak w kółko
                po czym po 5ciu latach takiej opieki oznajmiła, że nie wyje, bo juz
                się do tego przyzwyczaiła

                nie rozumiem też, jak tatuś straszy sądami iwyciera sobie gębę
                prawami dziecka, bo dziecko śpi zamiast szykować się na zatwierdzone
                w sądzie spotkanie z tatusiem - na pewno matka je odrywa w ten
                sposób od ojca, przeciez mogła je uśpić wcześniej!
                i dlaczego ona wyjechała do rodziny z dzieckiem, odcina dziecko od
                tatusia! - przeciez dziecko tylko co jakiś czas płakało podczas
                krzyków tatusia, a tatuś żartował mówiąc, że jak się mamusi coś nei
                podoba, to sobie może wynająć mieszkanie...
                itd

                no, trudno - nie rozumiem, gdy ktoś się wypisuje z rodziny (nie
                tylko z małżeństwa, bo rodzina przestaje istnieć) i oczekuje, że da
                się podzielić wszystko tak, by było dobrze
                nie da się
                skoro zdycha "kochająca się rodzina", to dziecko naprawdę trzeba
                chronić, a nie "dzielić" po równo
                i spotkania z rodzicem dalszym - a zwykle dalszym jest ojciec - są
                jak najbardziej na miejscu

                tylko do tego trzeba dobrych intencji obojga rodziców -
                dobrych intencji, które się ujawnia już podczas rozstania, bo
                inaczej mozna mieć łatkę świni na stałe
          • wiosenka.pl asertywność i określenie własnych potrzeb 06.08.09, 16:56
            michszyb napisał:

            > Zona zawsze doskonale komunikowała czego chce a ja robiłem
            >wszystko co kazała. Jeśli była niezadowolona to nie bałą się tego
            nawet wykrzyczeć. Ja raczej potulny, spełniałem oczekiwania. A Ty
            uważasz że w takim układzie to ja powinienem opuścić dom, płacić na
            jego utrzymanie, widywać się z dziećmi gdy mi drzwi otworzy

            W takim układzie, to powinieneś duuuużo nad sobą popracować, jeśli
            nie chcesz, aby nowy związek zakończył się fiaskiem i kolejnym
            rozgoryczeniem.

          • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:02
            Nie słonko, Ty nie jestes facetem. Wczesniej bałes się wykrzyczec
            co Ci nie odpowiada, to znalazłeś sobie powierniczkę, która Cię
            rozumie (w domyśle lituje się nad Tobą , bo ma w tym interes).
            prwdziwy facet, najpierw pozamykałby stare sprawy, odszedł, a potem
            wyżalał się innej. Ty jestes kłamcą i oszustem , gdybym była sądem
            nigdy nie pozwoliłabym żeby dzieci wychowywał ktoś taki bez
            charakteru. Bo wygoda dla dzieci to chyba nie jest najważniejsza
            rzecz w życiu, ważne są wzorce do naśladowania, a Ty nim jak
            oczywiście wynika z Twoich postów, nie jesteś. Dla mnie to Ty jesteś
            żałosnym egoistą. A na porażkę, to Ty się sam skazujesz. Zrozumiesz
            to pewnie kiedys.
        • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:18
          To ja przez lata chodziłem na psychoterapię, żeby poradzić sobie z problemami
          jakie fundowała mi frustracja z takiego życia. Gdy poprosiłem zeby mi pomogła i
          poszła ze mną to powiedziała że to ja jestem nienormalny i to moje problemy.

          A teraz mam być rycerski i dorosły.
          • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:28
            Biedny misio jesteś, jeszcze cię trzeba po główce pogłaskać. Banał
            kompletny, "żona mnie nie rozumie, kochanka rozumie moje potrzeby".
            Dobrze ci radzą, ustal sam z sobą czego chcesz. Jak chcesz odejść to
            odejdź, przygotuj własna propozycję finansową co do majątku i
            alimentów. I nie szukaj gotowej recepty na długie szczęśliwe życie.
            • crazyrabbit Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:29
              Kiedyś na jednym z forów rozgorzała dyskusja o tym dlaczego
              mężczyźni szukają sobie kochanek.
              Po burzliwej wymianie zdań o seksie (że z żoną to podkołdernie i po
              ciemku, raz na miesiąc i żadnych "zboczeń"), forum doszło do
              konkluzji: kochanka potrafi SŁUCHAĆ.

              Sama byłam kochanką i miałam kochanka, więc wiem, jak bardzo taka
              osoba potrafi pomóc, wesprzeć psychicznie, dodać pewności siebie,
              podreperować poczucie własnej wartości.
              Ja od exa wysłuchiwałam, że jestem szmatą, że jestem stara, brzydka
              i gruba, nikogo sobie nie znajdę, mam beznadziejną pracę, a jak mi
              się nie podoba, to mam się wyprowadzić. A jak się wyniosłam, to się
              zdziwił smile)))

              Nie oceniajcie ludzi zerojedynkowo. Są różne sytuacje, różni ludzie,
              rózne potrzeby. A na RICD: kochanka - be, żona - cacy (choćby nie
              wiem, jaką wiedźmą była).

              Pozdrawiam
              Królik
              • ajmj Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:44
                Natua , sama sobie odpowiedziałaś. W Twoim związku to Ty się
                starałaś a ... mimo to męza masz jakiego masz, i teraz podstaw inne
                osoby i wyjdzie, ze bohaterwink wątku tak jak i Ty starał się ale...
                trafił na egzemplarz pokroju Twojego mężasmile i co by nie zrobił
                będzie źle! Tak jak i Ty cokolwiek nie robiłaś, stawałaś na rzęsach -
                było niedobrzesmile
                • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:57
                  No i wszystko pięknie. Może faktycznie żona "bohatera " wątku to
                  zołza, zimna i nieczuła, tylko czy to usprawiedliwia zdradę i
                  kłamstwo? Nie mógł poprostu postawić ultimatum, zrób coś z tym bo
                  inaczej odejdę. Jeśli to by nie podziałało, to trzeba było wtedy
                  brać rozwód, dzielić się majątkiem. A on zaczął od dupy strony,
                  poszukał sobie pani, która go dowartościowała, "pomogła" podjąć
                  decyzję.
                  Naprawdę uważacie, że postąpił w porządku? Tak ze zwyczajnego
                  ludzkiego punktu widzenia.
                  • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 09:48
                    > Może faktycznie żona "bohatera " wątku to
                    > zołza, zimna i nieczuła, tylko czy to usprawiedliwia zdradę i
                    > kłamstwo?

                    Tak. Jak ktoś jest nieczułą zołzą, powinien liczyć się z tym.

                    > Naprawdę uważacie, że postąpił w porządku? Tak ze zwyczajnego
                    > ludzkiego punktu widzenia.

                    Postąpił najlepiej, jak umiał - latami spełniał zachcianki i
                    kaprysy, aż - słusznie - powiedział basta.
                    • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 09:58
                      Właśnie nie powiedział basta. Wszystko wskazuje na to, że poszukał
                      sobie kolejnej, która poprowadzi go przez życie. A skad ta nieczuła
                      w jego mniemaniu zona niby miała wiedzieć, że pan taki udręczony się
                      czuje, skoro nic jej nie mówił. Co ona wrózka jakaś? Ona niestety
                      ponosi konsekwencje tego , że zakochała się w takiej pindzie, co to
                      nie potrafi sie odezwać, a jak ma za plecami pocieszycielke to
                      skacze jak zwariowany kogut, walczyć chce, dzieci zabierać w imię
                      tego, że on biedny i jemu sie należy. Dla mnie ten pan jest żałosny.
                      Ktoś tu mądrze napisał, że nie najlepiej swiadczy o człowieku to, ze
                      nagaduje na byłego partnera. Świeta prawda. sama powiedz
                      les.vacances, chciała byś sie związać z kims takim?
                      • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 10:01
                        > Właśnie nie powiedział basta.

                        Powiedział basta. On NIE CHCE już być mężem swojej żony.

                        Gdyby żona była wobec niego OK, nie szukałby czułości gdzie indziej.
                        • eutherpe Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 10:34
                          Powiedział basta, tak tak, Zabrał zabawki z piaskownicy, znalazł ukojenie w
                          postaci drugiej paniusi i stara się jak najlepiej załatwić sprawę. Jak miałem
                          nie odejść jak ona taka była...A ja starałem się, łaknąłem kąska ale pani
                          zamiatała spódnicą więc co miałem robić...Biedny....Naprawdę zmykaj Panie jak
                          najszybciej a wierzę,że Pani ma w sobie jeszcze to ciepło, które przekaże
                          dalej.Nie ma co rozstrząsać co byłoby lepsze.
                          Pani zostaje przy dzieciach a Pan idzie do Pani numer dwa.
                          O, nawet do mamy nie pozwoliła mu chodzić....JEJEJEJEJ.
                          I nie chce już byc mężem swojej zony.
                        • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 10:42
                          Tak mnie zastanawia les, czy Ty przypadkiem nie jesteś tą panią nr
                          2. Ty nam zarzucasz, ze jako oszukane byłe żony napadamy na gościa,
                          a gdzie u Ciebie zrozumienie dla żony pana micha, chociaz odrobinka?
                          Tym bardziej, ze on sam się przyznał na forum do zdrady i oszustwa,
                          wiec tak do końca wiarygodny nie jest. Może te jego wywody to
                          kolejne kłamstwa.
                          • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 11:01
                            > a gdzie u Ciebie zrozumienie dla żony pana micha, chociaz
                            odrobinka?

                            Fakt, nie mam zrozumienia dla agresywnej i wulgarnej kobiety tak,
                            jak nie mam zrozumienia dla przemocowców wszelkiej innej maści.
                        • amb25 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 11.03.16, 12:35
                          On MOWI, ze chce na forum, zonie boi sie tego powiedziec. Ale przeciez czegos mu zaczelo brakowac i wrocil do zony i znow chce odejsc. Sam nie wie czego chce.
                          Dziwie sie, ze go zona przyjela z powrotem...
          • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:31
            Uściślijmy. Znacie się od 17 lat. Od lat żona jest wredna źle Cię traktuje a Ty
            się tylko poświęcasz i cierpisz w milczeniu(Niby kto ci kazał z nią być, żenić
            się?). W tak okropnym związku zdecydowałeś się całkiem niedawno(dopiero 5 lat
            temu) na dzieci.
            Gdy zona miała na głowie starszego 2latka, oraz była świeżo po połogu z drugim
            dzieciekem, Ty, uciśniony mąż, znalazłeś sobie kochankę pocieszycielkę, która
            wreszcie Cię rozumie i wspiera....w ...wiadomo czym . (Swoja drogą to niezła
            pinda idąca po trupach, która włazi do małżeństwa gdzie jest 2 małych dzieci, w
            tym najmłodsze półroczne dziecko).

            To kiedy zamierzasz dorosnąć?
            Bo na razie w Twojej historii dojrzałych decyzji życiowych nie widać.
            • sonia_30 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:46
              Do dorastania to jeszcze droga daleka. Michszyb na razie czeka aż
              ktoś mu podpowie do czego miałby dojrzeć.
              • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:52
                Problem w tym, że przyzwyczaił się, że robi to co zona mu kazała. I sam nie umie
                ani nie chce podjąć decyzji. Czeka aż żona go rozwiedzie, albo kochanka go
                rozwiedzie. Taki życiowy oportunizm. Nieuświadomiony do tego, w przyjętej pozie
                cierpiętniczej.
              • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:55
                <Szeptem> do prawdy.smile
                • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 10:45
                  Moja prawda o sytuacji założyciela wątku wygląda tak, że dojrzał on
                  już do decyzji o rozwodzie. Jego wątpliwości dotyczą dwu rzeczy: jak
                  najkorzystniej dla siebie podzielić majątek i jak nie narazić się
                  opinii publicznej. Osobnym zgadnieniem jest ciężar odpowiedzialności
                  przed dziećmi za rozbicie rodziny.
                  Pozwalam sobie na ryzykowną wypowiedź, ponieważ takie prawo daje mi
                  otwarte forum, odległe ze swej natury od TWZ.
            • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:57
              No jasne. Jestem jak dziecko we mgle. Brakuje mi ciupciania, a jak się zjawiła
              taka co mi daje to mi odbiło. No i nudziłem się i byłem zły jak dzieci płakały,
              a żona była zmęczona więc znalazłem pocieszycielkę. Zwykła świnia. To taka
              prosta klisza, którą myślisz.

              Tylko widzisz włąśnie tak było że cierpiałem w milczeniu. I nauczyłem się
              cierpieć w myśleniu i nawet już oswoiłem się z myślą, ze tak moje życie będzie
              wyglądać.

              powinienem dodać, ze żona była moją pierszą dziewczyną. Sądziłęm że tak
              wyglądają relacje damsko-męskie. Dopiero jak poszedłem do pracy i pojawiłe się
              inne kobiety wokół mnie zorientowałem się że one inaczej sie odnoszą do mnie. A
              potem pojawiła sie przyjaciółka. I romans wyciągnął mi głowę z piachu.
              Zobaczyłęm że związek dwojga ludzi może wyglądac zupełnie inaczej. Swoją drogą
              ignorancja to błogosławieństwo. Na dzieci zdecydowaliśmy sie wtedy kiedy żona
              chciała, bo wczesniej robiła karierę. Liczyłem że nas to zblizy a oona się
              zmieni. I faktycznei sie zmieniła. Zrezygnowała z kariery na rzecz dzieci, a ja
              poszedłęm jeszce bardziej w odstawkę.

              > To kiedy zamierzasz dorosnąć?
              > Bo na razie w Twojej historii dojrzałych decyzji życiowych nie widać.

              No właśnie chyba najwyższy czas żeby podejmować dorosłe decyzje.


              • wiosenka.pl mieć ciastko i zjeść ciastko 06.08.09, 16:36
                michszyb napisał:
                > Tylko widzisz włąśnie tak było że cierpiałem w milczeniu. I
                >nauczyłem się cierpieć w myśleniu i nawet już oswoiłem się z myślą,
                >ze tak moje życie będzie wyglądać.

                A może to był błąd? Dlaczego założyłeś, że żona ma czytać w Twoich
                myślach?

                > powinienem dodać, ze żona była moją pierszą dziewczyną. Sądziłęm
                >że tak wyglądają relacje damsko-męskie.

                Czyli sam z siebie nie wiesz/łeś , czego oczekiwać?

                > potem pojawiła sie przyjaciółka. I romans wyciągnął mi głowę z
                >piachu.

                Na jak długo, ciekawe?

                > Zobaczyłęm że związek dwojga ludzi może wyglądac zupełnie inaczej.

                Niewątpliwie, romans może być bardziej atrakcyjny niż szara
                rzeczywistość.

                > Liczyłem że nas to zblizy a oona się
                > zmieni. I faktycznei sie zmieniła. Zrezygnowała z kariery na rzecz
                >dzieci, a ja poszedłęm jeszce bardziej w odstawkę.

                Pełne zespolenie z drugą połówką to tylko fantazje.

                > No właśnie chyba najwyższy czas żeby podejmować dorosłe decyzje.

                Czyli coś tracisz, coś zyskujesz. Będąc dojrzałym osobnikiem nie da
                się mieć kochanki/nowej żony, cały dotychczasowy dom dla siebie i
                zero wyrzutów sumienia odnośnie dzieci. Zaproponuj sprawiedliwy
                podział majątku, godziwe alimenty, jeśli dotychczasowe małzeństwo
                jest dla Ciebie bez przyszłości i stanowi swego rodzaju męczarnie,
                czy poświęcenie.

          • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:59
            ok. wiec zrob jak wymysliles, "kup" jej mieszkanie, sam zostan w domu z nowa wybranka (zobaczymy czy milosc zycia tak chcetnie bedzie widywac w domu twoje dzieci). wez pod uwage, ze jak dzieci beda dojrzewac moga miec inny punkt widzenia na to co zrobiles.
            w sadzie pewnie wygrasz sprawe o dom bo przeciez tak ciezko na niego pracowales...

            interesujace jest jak mowisz o swojej zonie, nie sadzisz, ze wystawiasz SOBIE swiadecto? ja rozumiem, ze chcesz zaczac nowe zycie ale czemu kosztem np. finansowym zony?
            nie warto dla nowej milosci "poswiecic" wszystko? przeciez wlasnie ci teraz chodzi o czysta, wyjatkowa milosc???!!
            • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:19
              Ok to co piszę jest w pewnym stopniu prowokacją. Nie mówię że tak zrobię. Ale
              myślę na ten temat.
              Piszesz:ja rozumiem, ze chcesz zaczac nowe zycie ale czemu kosztem np.
              finansowym zony?

              Gdzie tu jest koszt finansowy żony. Pzrecież ja jej nie chcę nic zabrać.
              Poświecić wszystko? Dzieci też? Ale dlaczego mam poświecać dzieci, bo mi się
              małżeństwo sypie.
              Ok podkłądam sie pisząc takie rzeczy, ale ja chcę wiedzieć, dlaczego to ja mam
              ponosić wszystkie konsekwencje? Bo mam kochankę? A to co ona robiła przez lata
              jak byliśmy razem to się nioe liczy? Nota bene w na początku naszej znajomości
              zdradziłą mnie 2 razy. Ale to się pzrecież nie liczy bo było dawno i nie byliśmy
              małżeństwem.
              • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:32
                chcesz jej odberac dom, nie chodzi tylko o wartosc finansowa ale rowniez emocjonalna.
                musisz poniesc konsekwencje bo to ty odchodzisz, nie zapominaj, ze do "lepszego" zycia, ty juz kogos masz...ona....jest sama z duzym bagazem (2 dzieci+poczucie skrzywdzenia). ty oczywiscie zajmiesz sie dziecmi ( w co wierze) ale sam wiesz, ze nie wszytko zawsze sie uklada jak chcemy.
                zreszta jakie wszystkie konsekwencje?...to, ze moglbys sprzedac dom i podzielic kase na pol?...wiesz jakbys wyszedl z domu z jedna walizka to byloby poswiecenie dorobku.
                zadbaj o to aby zona po rozwodzie mogla stanac na nogi, to jej ulatwi znalezienie partnera...a tobie spokojna starosc (brak wyrzutow sumienia) u boku wybranki.
                dzieci nie poswiecaj, zreszta przeciez nie musisz!
                • crazyrabbit Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:21
                  > chcesz jej odberac dom, nie chodzi tylko o wartosc finansowa ale
                  rowniez emocjo
                  > nalna.

                  Ależ jej nie stać na utrzymanie tego domu. I co, zostanie panią na
                  włościach i przez lata będzie na utrzymaniu byłego męża? Tak on ma
                  spałacać swoje "winy"?
                  Za dużo tu emocji, za mało logiki.
          • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 17:25
            Michszyb, zapytam z ciekawości:
            dlaczego nie wypisałęś isę z tego związku wcześniej?
            • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 17:43
              Bo na poczatku nie widziałem problemu, potem liczyłem że się zmieni, a poza tym
              bałem się być sam, nie wyobrażałem sobie życia bez niej, nie chciałem tracić
              rodziny...
      • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:23
        michszyb napisał:

        > No faktycznie żyjemy jak stare dobre małżeństwo. Tzn dwoje obcych
        sobie ludzi
        > pod jednym dachem, którzy prowadzą firmę pod nazwą gospodarstwo
        domowe. Ale czy
        > to jest małżeństwo? Ja sobie to inaczej wyobrażałem. Rozmowy,
        które ograniczają
        > się do spraw codziennych. No i dzieci. dzieci, które mają dorastać
        i uczyć się
        > że małżeństwo tak właśnie wygląda.
        Jak będzie ten układ wyglądał za lat 10, 20? Umiesz to sobie
        wyobrazić? Obecny chłód będzie się przekształcał w niechęć, żeby nie
        powiedzieć w nienawiść.
        > Piszecie że mam dojrzeć. Ale do czego. Zdaję sobie sprawę, że
        zmieniając ten
        > układ i odchodząc narażam się na odium tego złego, który dla
        własnej wygody
        > niszczy rodzinę. Ale moja żona traktując mnie jak powietrze jest
        już normalną
        > żoną i matką polką i jak ją zostawię to przecież ją krzywdzę.
        Powiedz żonie, ze masz kochankę. Prędzej czy poźniej i tak się o tym
        dowie. Być może oboje wypracujecie wtedy zgodną decyzję co dalej.
        Skoncentruj się raczej na tym, co dla Ciebie dobre i Twojej rodziny
        niż na opinii środowiska.
    • z_mazur Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 20:15
      Sprawa jest w sumie dosyc prosta.

      Chcesz się rozwieśc, to się rozwiedź, chcesz tkwic w takim małżeństwie, to tkwij.

      Każda z tych decyzji ma swoje konsekwencje.

      Druga jest pozornie prostsza, bo nic się nie zmieni i będzie tak jak dotąd, a Ty się będziesz coraz bardziej wypalał.

      Pierwsza jest pozornie trudniejsza. Trzeba podjąc decyzję i byc konsekwentnym. Jeśli ją podejmiesz, to czeka Cię rozprawa rozwodowa, rozstanie z żoną i układanie sobie życia na nowo z wszystkimi tego konsekwencjami, ale masz wtedy szansę, że te życie będzie lepsze jakościowo od tego, które wiedziesz aktualnie.

      Decyzja o rozwodzie niezależnie od tego przez kogo podjęta dotyka całą rodziny. Nic po rozwodzie nie będzie takie jak było, więc nie ma co udawac, że uda się zrobic tak, żeby nic się nie zmieniło.

      Skoro żony nie stac na utrzymanie domu i spłacenie Ci połowy jego wartości, najrozsądniejszym wyjściem będzie sprzedanie go i kupienie dwóch mieszkań. Żonie jako samotnej matce i tak trudno by było w początkowym okresie zadbac o utrzymanie domu będąc jednocześnie samotną matką, a dla Ciebie zaczynającego nowe życie bagaz w postaci domu, z którym wiążą się mało przyjemne wspomnienia, też nie jest do niczego potrzebny

      Dzieci są na tyle małe, że zmiana otoczenia nie będzie dla nich specjalną traumą, jak równiez pogodzenie się z tym, że ojciec nie będzie osobą codziennie obecną w ich życiu, przyjdzie im pewnie łatwiej niż starszym dzieciom.
    • niutka19 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 23:17
      To żyj sobie w miłości i bliskości, jak słyszę słowo przyjaciółka to
      dostaję gęsiej skórki, oszukujesz żonę dzieci i siebie bo sam nie
      wiesz czego chcesz facet, nie będziesz miał nic ani rodziny ani
      przyjaciół bedziesz sam i bez żadnych szans czego Ci serdecznie
      życzę, bo nie doceniasz tego co masz i tyle.
    • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:05
      oj biedaku

      zostaniesz teraz odsadzony od czci i wiary przez zdradzone porzucone zonym,
      ktore tutaj szukaja ukojenia...

      a nic gorszego niz porzucona kobieta nie ma...
      nic bardziej msciwego, zlosliwego...

      gydbym byla mezczyzna- zastanawialabym sie mocno nad slubem
      bo kiedy cos pojdzie nei tak( a MA PRAWO BO TAKIE JESTES ZYCIE DROGIE "NIEWINNE"
      SKRZYWDZONE ZONY....) TO MOZNA zostac znisczonym, szantazowanym, staszonym ,
      okradzionym, oszkalowanym przed wszytskimi
      w imie? milosci do grobowej deski oczywiscie....

      wspolczuje ci serdecznie mimo , ze jestem kobieta
      ale to co robia kobiety po rozstaniu- to jakis koszmar...

      bedziesz karany do konca zycia za to, ze osmieliles sie byc nieszczeliwy z
      jakas pania...

      wprawdzie nikt nigdy nie chcial ode mnie odejsc
      ale mam nadzieje, ze jesli keidykolwiek- to zachowam godonosc, honor i dam zyc
      temu czlowiekowi KTORY NIE JEST MOJA WLASNOSCIA jak sadzi wiekszosc tu kobiey

      malzenstwo to CHEC A NIE CYROGRAF.... a tak mi sie wydaje kiedy czytam to forum

      a ty walcz o swoje szczescie, zycie jest jedno, kazdy ma prawo do bledu, zmiany
      zdania- i do walki o zycie...

      wspolczuje waszym bylym mezom....ale rouzmiem ,ze opluwanie ich i utrudnianie im
      zycia to jedyne co wam drogie porzucone zony pozostalo...

      obraz kobiety po rozstaniu na forum jawi sie przerazajaco....
      ludzie nauczcie sie rozstawac z godnoscia

      • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:13
        rozumiem, że współczujesz równiez mojemu byłemu mężowi,
        choć mojej historii nie znasz

        zastanowię się, czy mu przekazać twoje wyrazy współczucia czy raczej
        poradę - spóźnioną, co prawda - by rozstawać się z godnością, czy
        jednak przemyśleć, że to co robię po rozstaniu, to jakiś
        koszmar smile))))))
        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:23
          napisalam wiekszosc, nie kazdy

          sadzisz, ze jad jaki leje sie na tym forum
          nienawisc
          to normalne uczucia? konstruktywne?

          obiektywnie stwierdzam, ze obraz kobiety rozwodzacej jest smutny
          i kwalifikuje wiekszosc pan na terapie- dla ich wlasnego dobra

          jak mozna zyc majac tak wiele nienawisci w sobie?
          jak mozna byc z kobieta, ktora taka wlasnie jest?
          jak mozna zyc nie wyciagajc wnioskow?niczego sie nie uczac

          wszysyc mezczyzni to dranie??naprawde?

          rozne zreczy w zyciu przeszlam...ale nie neinawidze nikogo. nie utrudniam
          zycia.nie placze codziennie.nie brzydne i gorzknieje
          wyciagnelam wnioski i zyje dalej

          a zyciem wiekszosci pan tutaj- jest opluwanie czlowieka innego
          wszyscy sa winni tylko nie one...

          ta nienawisc, zlosc - zraza mnie do tych kobiet, zniecheca zamiast budzic moje
          wspolczucie
          • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:31
            wspolczuje waszym bylym mezom....ale rouzmiem ,ze opluwanie ich i
            utrudnianie im
            zycia to jedyne co wam drogie porzucone zony pozostalo...

            obraz kobiety po rozstaniu na forum jawi sie przerazajaco....
            ludzie nauczcie sie rozstawac z godnoscia

            Słonko, ani raz nie użyłaś słowa "większość"

            do głowy Ci nei strzeliło w twojej nienawiści do byłych żon, że
            nawet jeśli emocje ponoszą, to normalny cżłowiek emocje wylewa,
            potem się podnosi
            tak jest i z mężczyznami, i z kobietami
            jesli sądzisz, że tu piszą 80latki, które rozwód przesżły 50 lat
            wstecz i nie poradziły sobie z emocjami - to podziwiam
            podziwiam też fakt, że jesteś cyborgiem - porażka, podnosisz się i
            zero uczuć
            fajnie
            i strasznie

            już wolę te żony, które sobie tu poplują jadem przez rok, dwa na
            exa, a potem mają dalesze szczęśliwe życie - i oby nie pisały
            podobnych bredni, szczególnie pod hasłem: "dużo w życiu przeszłam"
            • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:36
              Nic nie zrozumiałaś z tego, co napisała emma_ja smile

              Emma_ja ma rację: obraz porzuconych kobiet na tym forum jest
              przerażający.
              • anbale Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:40
                Poniekąd podzielam zdanie emmy.
                Czytając to forum często mam wrażenie, że niektórym kobietom akt małżeństwa
                wyraźnie się pomylił z aktem własności...Niektóre kobiety absolutnie umywają
                ręce od odpowiedzialności za to, co się porobiło z ich życiem i ich partnerem...
              • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:42
                to, ze mam krytyczne zdanie- nie znaczy, ze nienawidze
                nie mam nic wspolnego z zadna zdradzona czy byla zona
                na szczescie

                a to co pisza - moim zdaniem wykracza poza opis negatywnych emocji i cierpien
                porzuconej kobiety

                nienawisc, chec zemsty, utrudnianie kontaktow z dziecmi nie baczac na ich dobro,
                nazywanie kobiet ktore wybrali -dziwkami, kurwami

                to wg ciebie dochodzenie do normlanosci? taki etap?...
                drogie panie dajecie sobie prawa do wszytskiego prawie...

                niektore rzucalyby siekierami gydby mialy takowe pod reka...

                ja bym nie chciala zeby mnei spotkalo cos takiego ze strony cierpiacego bylego...
                co wiecej nie sadze, zeby czlowiek mial prawo do takich poczynan- bo ktos
                odszedl...
              • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:53
                miło, że wyraziłaś swoje zdanie, o ile nie jesteś nowym nickiem
                emmy, ale nie sądzę, bys była w stanie ocenić, czy zrozumiałam, czy
                nie smile
                • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:55
                  o ile nie jesteś nowym nickiem
                  > emmy

                  Masz obsesję?

                  nie sądzę, bys była w stanie ocenić, czy zrozumiałam, czy
                  > nie smile

                  Jestem w stanie ocenić to, co piszesz.
                  • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:58
                    pytasz, czy mam obsesję, bo podejrzewam zdublowanie nicków?
                    czy znasz definicję obsesji?
                    • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 01:00
                      Tak naprawdę nie interesuje mnie, czy masz obsesję smile
                      • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 01:22
                        to straszne smile
            • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:47
              nie jestem cyborgiem

              uwazam jednak, ze cierpienie nie daje prawa osobie cierpiacej do kazdego zachowania
              a wiele osob tutaj takie prawo sobie przyznala


              nawet w cierpieniu wypadaloby byc uczciwym...i znac granice
              • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:57
                niw widziałaś w życiu zbyt wiele zachowań, skoro uważasz, że tu, na
                forum, mamy "każde zachowanie"

                nie widzę też, by ktoś sobie tu dawał prawo do "każdego zachowania"
                podtrzymuję swoje zdanie nt. twoich bezzasadnie mocnych ataków i to
                jednostronnych na byłe żony
      • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:27
        emma doświadcz a potem się wypowiadaj.
      • sonia_30 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:02
        "wprawdzie nikt nigdy nie chcial ode mnie odejsc ale mam nadzieje,
        ze jesli keidykolwiek - to zachowam godonosc, honor i dam zyc temu
        czlowiekowi..."

        dlaczego tylko masz nadzieję? co najmniej pewności bym oczekwiała od
        osoby która wyklawiaturzyła takowego posta...
    • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:17
      porozmawiaj z dobrym prawnikiem- przeciez istnieja przepisy okreslajace co i ile
      sie komu nalezy

      lepiej stracic polowe majatku( choc ja uwazam, ze gydbym zarabaiala 2 tys a on
      8tys - dzielic to po polowie za skrajnie nieuczicwe..ale chyba jestem w
      mniejszosci) niz polowe zycia!!

      zona biedna, skrzywdzona..pokazuje wlasnie uczucia...
      znaczy chce kase, dom
      i taka jest matka kochajaca- ze gra dobrem dzieci...

      takie wlasnie sa w wiekszosci polskie rozwodki...
      nie dziwie sie facetom, ze on nich chca sie uwolnic za wszleka cene

      drogie panie- a moze by tak ususnac przczyne? sprawic zeby maz chcial z wami byc?
      a nie niszczyc go potem za kare?

      jak znam zycie i co czytam na forum to twoja zona na kontakty normalne z dziecmi
      nie pozwoli- ale jest an pewno wspaniala matka...

      tragedia
      jej zachowanie teraz byloby dla mnie juz powodem do obrzydzenia i rozwodu
      jestes jej wlasnoscia...sluga i masz dostarczas pieniedzy na wygodne zycie. a ja
      sie postawisz czy uciekniesz do innej- to cie zniszczy...

      polska w kwestii rozwodow jest XIXwiecznym zasciankiem- kiedy to rozwodnika
      spotykal ostracyzm, kara i bog wie co jeszcze

      na zachodzie ludzie rozwodza sie, przyjaznia,buduja nowe zwiazki- dziecko w
      najgorszym przypadku ma 2 domy( i jest szczesliwe!!)- w polsce? jest
      zakladnikiem oszalalej, karajacej ojca matki...
      • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 01:54
        wiesz..teraz rozumiem dlaczego w polsce zrobienie bylej zony " w konia" jest takie latwe, poniewaz kobieta-sedzia nie pozwoli, zeby jakas "zdzira" dorobila sie na krwawicy mezusiawink
        wiec np. po 25 wspolnych latach i prawie odchowanym potomstwie mozna taka "zdzire" co malo zarabiala i tylko wychowywala dzieci wyprowadzic z domciu na bruk!
        w koncu droga kolezanko ciaza to bulka z maslem, odchowanie potomstwa jest banalne.....tylko dlaczego faceci nie chca sie zamienic z kobietami???
        aaaa to przekonanie, ze mnie o nie spotka, a jestem inna, wartosciowa, ja sie dorobie, urodze, sama odchowam i jeszcze nobla dostane!

        emma jestem przekonana, ze zaslugujesz na takie meza jak nasz autor watku, jestes najlepsza!
        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 22:53
          po tonie wypowiedzi...dochodze do wniosku,

          wolalabym takiego meza jak autor postu( ktory analizuje dosc sensownie sytuajce,
          widzi takze wlasne winy i przyznaje sie do win-ktora z pania na to stac?....)
          niz taka zone jak ty

          nie dlatego ze nie lubie kobiet, ze jestem zla
          tylko on jakos bardziej mnei przekonuje...a jzu na pewno jest przyjemniejszy i
          mniej agresywny
          • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 10.08.09, 00:02
            alez emma przez glowe mi nie przeszlo, ze mogloby byc inaczej!
        • crazyrabbit Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:39
          > w koncu droga kolezanko ciaza to bulka z maslem, odchowanie
          potomstwa jest bana
          > lne.....tylko dlaczego faceci nie chca sie zamienic z kobietami???

          Ależ wielu facetów naprawdę tego chce i walczy o prawo do opieki nad
          dziećmi! I wielu chętnie by się z mamuśkami zamieniło... Wystarczy
          trochę pogmerać w archiwum tego forum, albo wejść na "W stronę ojca".
          I skończcie to generalizowanie.

          Autor wątku zdaje się coś wspominał o opiece naprzemiennej, a w
          innym pisał o wyłącznej opiece nad dziećmi (i to małymi).

          No, ale on ma kochankę i chce żonie dom zabrać (?) to trzeba go
          odsądzić od czci i wiary.

          Królik
          • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 11:07
            straszne, to co piszesz

            generalizujesz niemiłosiernie

            nie wiem, gdzie zdobywałas wiedzę o podejściu kobiet do rozwodu i
            dzieci, ale nie dla kazdej (może dla nielicznych???) najważniejsze
            jest zatrzymać dom czy wiernego męża

            niektórym matkom naprawdę może zalezeć głównie na dzieciach...
            choć jak widzę, niektórym to do głowy nie przychodzi
      • lima ech... 07.08.09, 02:34
        kiedy te klony przestaną się tak mnożyć jak ślimaki na ciepłym asfalcie po deszczu?
      • eutherpe Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:18
        O Emmo-upadam na kolana przed Kobietą wyzwoloną z okowów frustracji i
        nienawiści. Jakże czyste twe uczucia i serce wolne od negatywnych emocji.Jakże
        wstrętne te kobiety złosliwe, co czynią spętane złością i tryskające jadem na
        panów, wszak dobrych, uczciwych.Fuj, te to chcą tylko mamony. Brzydale. I
        popatrz, kosztem dzieci. Ej, nieładnie, nieładnie.
        Może kiedys(czego nie życzę) znajdziesz się w podobnej sytuacji jak te kobiety a
        wtedy porozmawiamy, dobrze?Pouczysz nas jak wyzbyć się tego, co w nas takie
        obrzydliwe.
        • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:38
          No własnie emmo. Jeśli kiedys staniesz przed takim problemem to
          wejdź na to forum, tu napewno będą ludzie którzy wesprą Cię w
          trudnych chwilach, czasem dołożą, ale również podpowiedzą życzliwie.
          Rozwód to duże przeżycie i nie da się przewidzieć jak się na nie
          będzie reagować. Obys nie musiała się przekonac, bo jesli teraz
          potrafisz tak oceniać obce sobie kobiety, które nie wyrządziły Ci
          żadnej krzywdy, czasem tylko z bólu wyrzucają bardzo negatywne
          emocje, to co zrobisz takiemu facetowi, który wyrzadzi Ci tę
          krzywdę?
          • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 10:46
            Przez 13 lat byłam macochą w tym 9 lat całodobową dwóch chłopaków.
            I powiem Ci, że same dobre chęci nie wystarczą. Przeszłam z
            chłopakami okres dorastania, dojrzewania, buntu itp. atrakcji. Teraz
            jestem byłą macochą i prawie byłą żoną a mój syn ma macochę. Jedno
            jest pewne i nie podlega dyskusji – zanim poznasz panią ze swoimi
            dziećmi musisz załatwić sprawy z żoną a dzieci oswoić z sytuację, że
            tata ma nowy dom. Ale nie próbuj od razu tworzyc nowej wielkiej
            rodziny. Dla dzieci fakt rozbicia rodziny jest wystarczającym
            przeżyciem żeby jeszcze fundować im nową osobę w tym układzie. Nawet
            jeżeli są małe. Mój młodszy pasierb w chwili odejścia ich ojca z
            domu miał 3 lata, starszy 8 i nie jest prawdą, że małe dzieci
            łatwiej się adaptują. Tak naprawdę zależy to od więzi jakie miały z
            rodzicem, który odchodzi. Jeżeli odejdziesz pokaż dzieciom jak
            będziecie funkcjonować w nowym układzie ale na początku bez pani.
            Nie próbuj im pokazywać, że nic się nie zmieniło, że jest fajnie. Bo
            fajnie nie jest. To, że dzieci mogą zachowywać się normalnie nie
            znaczy, że nie przeżyją zmian. U mojego syna emocje zaczęły
            wychodzić po roku od odejścia ojca. Opiekę naprzemienną odradzam,
            dzieci muszą mieć jeden dom, jedno stałe miejsce i nie można się
            przeciwko temu buntowac i próbowac tworzyć dwóch domów. To
            nierealne. Każdy ma potrzebę bezpieczeństwa a to gwarantuje stabilne
            osadzenie w jednym miejscu. Nie stworzysz im drugiego domu, ale
            możesz i powinieneś utrzymac z nimi więź. Nie będzie to łatwe, bo wg
            moich doświadczeń im mniejsze dzieci w trakcie rozwodu tym trudniej
            to wychodzi. Im starsze dziecko tym więcej jest rzeczy, które robiło
            się wspólnie z nim i można na tej bazie więź podtrzymywać. Dla
            dziecka ważniejsze będzie twoje uczestniczenie w jego życiu – np.
            odwożenie do przedszkola, chodzenie na basen, udział w
            przedszkolnych przedstawieniach niż niedzielny spacer w gronie nowej
            rodziny. Twoja nowa pani może być pelna dobrych chęci, ale bycie
            macochą nie polega tylko na wspólnych spacerach. Czasami własne
            dzieci irytują tak, że ma się ochotę obedrzeć je ze skóry. Weź pod
            uwagę, że mogą się pojawić nowe dzieci w nowym związku i wtedy
            naprawdę nie jest łatwo. Dzieci muszą najpierw okrzepnąć w układzie
            one-tata dochodzący, a potem dopiero, kiedy układ zafunkcjonuje
            można wprowadzić nową panią. A mówienie, że twoja nowa pani na pewno
            będzie dla nich dobra nic nie znaczy. Rózga ich bić nie będzie? To,
            że ty dostałeś skrzydeł i znalazłes kobietę, która cię rozumie w
            przeciwieństwie do zimnej emocjonalnie żony nie znaczy, że twoje
            dzieci muszą podzielać twoją euforię. Teraz tworzysz swój nowy świat
            podczas kolacji przy świecach, a potem przyjdą prozaiczne sprawy –
            ot choćby pobyt dzieci u ciebie w weekend. Czy wtedy ty śpisz z nimi
            w ich pokoju czy z one w pokoju obok a ty z panią. Co będzie jak w
            twój weekend dzieci zachorują, albo jedno z nich – brać je,
            zostawiać u matki itp. sprawy. Logistycznie takie układy to spora
            łamigłówka. Współczuję teraz mojemu jeszcze mężowi, któremu dojdzie
            w październiku nowe wspolne z nową panią dziecko, a do tego ta pani
            ma dziecko, które wychowuje jej były mąż. Życie potrafi zaskakiwaćsmile
          • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:02
            wyrzadzil mi facet wielka krzywde, wykorzystal, oklamal

            i gydysmy mieli dzieci, nie zabronilabym im go widywac, nie zadalabym polowy z
            jego 6tys pensji do konca zycia badz zostawienia mi mieszkania wspolnego....bo
            niby z jakiej racji?
            tego akurat jestem pewna

        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 22:59
          rozstalam sie z kims po 7 latach zwiazku

          i ten ktos nie obrazal mnie, nie wyrzucil moich rzeczy na smietnik,nie nazwal
          mojego nowego mezcyzne-dziwka, nie odebral mi wspolnego kota, nie pocial zdjec
          wspolnych, nie nastawil mojej rodziny przeciwko mnie, pozwolil swojej rodzinie
          mnie nadal lubic, nie zazadal finansowej satysfakcji za wspolnie stracone lata,
          za inwestycje w moja osobe...


          dlatego ze byl mezczyzna?a nie kobieta
          a moze dlatego, ze jest kulturalnym czlowiekiem z klasa

          dzieki temu oboje ulozylismy sobie zycie oboje, szczesliwsze niz razem..
          czego zycze wszystkim, ktore mnie atakuja

          i zrouzmienia, ze dorosli ludzie decyduja sie ze soba byc a nie miec ...i trzeba
          byc przygotowanym na to, ze bywa iz ludzie sie rozstaja...
      • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:30
        Uważasz, że gdybyś zarabiała 2 tys a on 8 to dzielenie majątku po
        połowie byłoby skrajnie niuczciwe. Tto może pójść dalej, skoro ona
        te dzieci wychowała, poświęcała im więcej czasu, to moze powinna
        powiedziec tatusiowi, Ty bierzesz kasę a ja dzieci. Wiem, że to
        zadne porównanie, ale idąc Twoim tokiem rozumowania takie wnioski
        się nasuwaja. A może ona chce kase i dom własnie dla dzieci a nie
        dla siebie. Jeśli on jest takim kochającym tatusiem i honorowym
        facetem to może powinno mu zależeć, żeby matka jego dzieci czuła się
        komfortowo. Zadowolona matka= szczęśliwsze dzieci.
        • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:34
          może powinno mu zależeć, żeby matka jego dzieci czuła się
          > komfortowo. Zadowolona matka= szczęśliwsze dzieci.

          Tak, ale pod warunkiem, że żona wcześniej dbała o to, aby mąż czuł
          się komfortowo. W końcu zadowolony tatuś=zadowolone dzieci.
          • mamaadama4 Re: podział majątku 07.08.09, 11:45
            Jeżeli jedyną rzeczą, którą macie jest dom, to trzeba go po prostu
            sprzedać, spłacić kredyt i kupic dwa mieszkania. Nie wiem jak
            wygląda twoja umowa kredytowa, czy masz możliwość wczesniejszej
            spłaty spłacając odsetki tylko za okres wykorzystania kreytu. Jeżeli
            tak, to nawet uwzględniając fakt, że dom jest trudno sprzedać i
            niekoniecznie twoje oszacowanie potwierdzi rynek, może wam po
            spłacie kredytu zostać jakieś 400 tyś. Nie wiem gdzie mieszkasz i na
            ile metrów starczy ci taka kwota. Jak by nie patrzeć - z dwójką
            dzieci w garsonierze nie wypada zony ściskać, na swoje mieszkanie
            będziesz musiał zaciągnąć kredyt. Nie jest lekko.
          • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:53
            Tego czy dbała nie wiemy. Wiemy za to ze pan okłamuje żone, ma
            romans na boku, ba miał kiedy młodsze dziecko zaledwie się urodziło.
            On się zastanawia jak to wszystko najwygodniej dla siebie rozegrać,
            a jak już obmyśli sobie plan to powie żonie, że ma kochankę, bo póki
            co nie zrobił tego. On się przygotowuje, ona tej szansy nie ma,
            prawdopodobnie zajmuje się dziećmi, w czasie kiedy on relaksuje się
            z kochanką i żyje w nieswiadomości. Rozstrząsamy o winach, tym co
            zrobić, kto jest wredny itd. wg mnie człowiek nie może być trochę
            przyzwoity, trochę nie. Autor wątku nie jest.
            • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:57
              Pan zupełnie nie jest przyzwoity, ale z tego co pisze, to małżeństwo
              przekreslił kompletnie. Noie dziwę się, że konoeta z 2-letnim
              dzieckiem i niemowlakiem, w połogu nie ma ochoty na mizianie i nie
              spędza czasu na budowaniu bliskości z mężem. Jest czas miziania i
              czas zakasania rękawów. U autora wątku nastąpił tryumf egoizmu nad
              odpowiedzialnością.
            • eutherpe Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:57
              Ale cokolowiek zrobiłby/nie zrobiłby Pan i tak wg P.Emmy , to zona będzie zołzą
              i to jeszcze sfrustrowaną i nie pozbawioną zadnych skrupułów aby Pana ograbić i
              doszukiwac się zemsty.
            • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:58
              > Tego czy dbała nie wiemy.

              Wiemy. Pan wyraźnie pisze, że żona nie dbała o niego i opisuje, na
              czym to polegało.
              • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:00
                A on o nią dbał? Pan jest kłamcą, więc bierzmy jego wynurzenia z
                przymrużeniem oka.
                • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:04
                  > Pan jest kłamcą

                  Ręce opadają smile
                  Żony traktują mężów jak powietrze oddając się w całości dzieciom a
                  zaniedbując siebie i męża - a potem mają pretensje, że ów oddala
                  się...
                  • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 17:28
                    i tu się mylisz srodze!
                    Ja z tych, co to mąz ważniejszy od dzieci był.
                    czas przeszły dokonany. Teraz już nie jest! smile
                  • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:16
                    zony bywaja glupie, niedobre, albo brzydkie czy zaniedbane

                    ale to SWIETE ZONY....niech sie nikt nie wazy pomyslec o lepszym zyciu...bedzie
                    ukrzyzowany za zycia....

                • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:06
                  Jeżeli żona nie dbała o niego przez te lata bycia razem kiedy nie
                  było dzieci to trzeba się było wtedy zastanowić. Jeżeli zmiana
                  nastąpiła po urodzeniu dziecka/dzieci to trzeba kobietę zrozumieć.
                  Dwójka małych dzieci i praca - bo skoro pisze o jej zarobkach,
                  oznacza, że kobieta pracuje, nie daje wielkich mozliwości
                  na "dbanie" o męża. Qrna, nie za duzo tych funkcji? Tym bardziej, że
                  pan wymiękł kiedy młodsze miało pół roku. I jak widać sam nie
                  potrafił podjąc decyzji, nie znalazł odpowiedzi czego chce w zyciu.
                  Dopiero inna kobieta wizję mu roztoczyc musiała. Najpierw trzeba
                  wiedzieć czego samemu się chce.
                  • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:08
                    Najpierw trzeba
                    > wiedzieć czego samemu się chce.

                    Przecież pan pisze, czego chce - ciepła, miłości i czułości.
                    Pisze też, czego nie chce - nie chce zbyt wiele dokładać do
                    przegranej sprawy.
                  • les.vacances Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:10
                    > Dwójka małych dzieci i praca - bo skoro pisze o jej zarobkach,
                    > oznacza, że kobieta pracuje, nie daje wielkich mozliwości
                    > na "dbanie" o męża.

                    Nie daje możliwości przytulania się do męża?
                    • michszyb Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:18
                      Moja żona nie przytula się i nie robiła tego wcześniej bo "taka jest" i tyle. A
                      to że ja tego potrzebuję, no cóż przecież "widziały gały co brały"
                      • les.vacances Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:21
                        michszyb napisał:

                        > Moja żona nie przytula się i nie robiła tego wcześniej bo "taka
                        jest" i tyle. A
                        > to że ja tego potrzebuję, no cóż przecież "widziały gały co brały"
                        • les.vacances Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:26
                          Nie dobraliście się, to się zdarza.
                      • mamaadama4 Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:21
                        michszyb napisał:

                        > Moja żona nie przytula się i nie robiła tego wcześniej bo "taka
                        jest" i tyle. A
                        > to że ja tego potrzebuję, no cóż przecież "widziały gały co brały"
                        To powiedz co was łączyło przez tyle lat. Zanim wzięliście slub
                        minęło 8 lat. Nie zwalaj na nią. Ciebie wołami chyba nikt nie
                        ciągnął.
                        • michszyb Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 14:41
                          Pytasz co nasz łaczyło? Dobre pytanie. Zakochałem się w żonie jak miałem 17 lat.
                          Miałem wtedy i mam bardzo wyidealizowany pogląd na miłość i rodzinę. Tylko ta
                          jedna kobieta. I ona taką była. Była moją pierwszą we wszystkim. Szybko mnie
                          zdominowała. Mi to odpoiadało na początku, bo taki model wyniosłem z mamusiowego
                          wychowania. Ale powoli dominacja stała się krótkim lańcuchem. Żadnych kolegó, Ci
                          co byli są głupi, nowych nioe wolno. Tylko jej rodzina, moja jest be a matka to
                          kurwa. Zrób zakupy, posprzątaj a jak będziesz grzeczny to na ciebie nie
                          nakrzyczę. Wszystko co robiłem było krytykowane. Więc się starałem. Sprzątanie,
                          gotowanie, zakupy, nie leżę przed telewizorem bo to źle nigdzie sam nie wychodzę
                          bo nie wolno. KAriera, zeby więcej zarabiać bo kiedyś "w żartach" usłyszałem że
                          będziemy uprawiać często seks jak będę zarabiał 10000 PLN. Zbudowałem dom, no ok
                          ona miał w tym swój duży udział. Dlazcego to ciągnołem? Bo nie widziałem innego
                          wyjścia. Myslałem że tak musi byc. No i bałem sie być sam. Gdy zechciała mieć
                          dzieci to się ucieszyłem, że sie zmieni i złagodnieje. Głupie założenie. A
                          kochanki wcale nie chciałem i nie szukałem. Byłem otwarty na przygodny seks, bo
                          w małżeństwie go nie było. Nie sądziłem, że to aż tak otworzy mi oczy.
                          • ani.chybi Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 14:47
                            Opisujesz stosunki w przemocowym związku.
                            • michszyb Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 15:16
                              Wiesz ja nigdy nie podniosłem na nią ręki. Jej zdarzyło się to nie raz. Ale to
                              pewnie moja wina była bo ją wyprowadziłem z równowagi. W sumie nic takiego.
                              Okulary naprawiał optyk.
                              • ani.chybi Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 16:02
                                Twoja żona jest przemocowcem. Obawiam się, że i przyszła partnerka
                                może się nim okazać.

                                Nic nie tłumaczy odwoływania się do siłowych argumentów.
                                Przemoc psychiczna jest nie mniej dotkliwa od fizycznej.
                          • emma_ja Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 23:24
                            ciagle uwazam, ze panowie sowich win nie ukrywaja
                            pisa szczerze co im nie pasuje, co sami zawalili, oceniaja sytuacje obiektywnie,
                            pisza co dobre i zle, potrafia ocenic gdzie byl blad

                            panie? emocje,nienawisc, jad, zemsty, szarpaniny... zlosc zlosc zlosc
                            a blad? zawsze jeden- byly za dobre....

                            marnie to porowanie wypada...

                            takie sa wnioski z lektury, nic na to nie poradze
                            smutne wnioski bo sama jestem kobieta cholera...wink
                        • emma_ja Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 23:20
                          moze laczylo, ale przestalo!!

                          to sie moze zdarzyc, zrozumcie to w koncu...

                          kto bierze slub robi to w dobrej wierze, stara sie, ale bywa, ze uczucia sie
                          zmieniaja. ludzie sie zmieniaja.
                          na litosc boska tak trudno to pojac?
                        • emma_ja Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 23:22
                          a moze te 8 lat staral sie? liczyl na poprawe.a moze po kilku latach poznal ja
                          lepiej i okazala sie nie taka jak chcial? moze ona sie zmienila?

                          a moze jzu dluzej nie dal rady?
                          nalezy go zlinczowac rozumiem....bo zdania zmienic nie wolno...
                      • kasiapfk Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 17:30
                        o cholera, a tu to ja Cię doskonale rozumiem. Eks też nie
                        potrzebował. NIgdy, no i prawda, że wiedziałam co brałąm, głupio
                        liczyłam na zmianę w tym obszarze... ech, syf.
                  • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:18
                    a moze on zwyczajnie mial prawo przestac jak kochac???
                    no coz...

                    zycze ci zeby ktos ci kiedys powiedzial- ze musisz byc do konca-z kims na kogo
                    nie masz ochoty patrzec...

                    to jakies szalenstwo...nie wolno chciec od kogos odejsc..przestac go kochac..to
                    zbrodnia..
                • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:14
                  co by biedak nie napisal

                  jest klamca zdrajca i swinia dlatego, ze jest facetem

                  a zona ofiara

                  panie jzu ocenily, i maja pewnosc jak to u nich bylo...

            • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:03
              dorata351 napisała:

              > On się zastanawia jak to wszystko najwygodniej dla siebie
              rozegrać,
              > a jak już obmyśli sobie plan to powie żonie, że ma kochankę, bo
              póki
              > co nie zrobił tego.
              Powie to znacznie później. Sądzę, że nie wcześniej niż orzeczenie o
              rozwodzie nabierze mocy prawnej.
            • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:12
              czy ty aby piszesz o tym samym panu, ktry prosil zone o terapie wspolna?
              te ktora odmowila?

              chyba zlosc odbiera wam dziewczyny nawet zdolnosc czytania

              musze przyznac, ze wyjatkowo swobodnie zinterpretowalyscie post
              a raczej uzylyscie do wlasnych celow...

              nie obchodzi was prawda
              dla was facet to swinia- ktora ma placic za kare

              a moze ta zona to tutaj akurat swinia?
              troche obiektywizmu....

              zal zalem...ale troche obiektywizmu...
              zawsze bronicie kobiety!! jestescie przez to niewiarygodne
              • lampka_witoszowska Re: hmmm, oświecę cię, emmo 07.08.09, 23:42
                jest drobny problem z twoimi postami, emmo
                przy takim natłoku wpisów trudno przypisać twoje odpowiedzi do
                konkretnych postów

                to mniej więcej tak wygląda, że coś do kogoś mówisz
                tylko co i do kogo...?
                • emma_ja Re: hmmm, oświecę cię, emmo 08.08.09, 21:50
                  a ja nie bede ciebie oswiecala bo wam nie trzeba oswiecenia, zrouzmienia, wam
                  trzeba zemsty

                  czytajac posty porzucanych zon b latwo zoruzmiec- dlaczego zostaly porzucone

                  • lampka_witoszowska Re: hmmm, oświecę cię, emmo :) 09.08.09, 02:07
                    ja ciebie bardzo proszę, ty mi nei pisz w liczbie mnogiej, że "nam"
                    potrzeba zemsty, bo mnie ciarki przechodzą... żadnej zemsty mi nei
                    trzeba, ja z ulgą oddycham an razie, że moje dziecko się umie bawić,
                    lubi dzieci i się śmieje, a do tego po milion razy pyta o różne
                    sprawy, również powalająco ważne, więc daj Bog nei zamyka się w
                    sobie...

                    wyluzuj, dziewczyno, wszak życie przed nami smile
                    ...przed tobą też wink
        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:09
          no tak... w sumie znam jedna kobiete, ktora zadowolic moglo tylko mieszkanie ,
          ktore kupil maz i polowa jego wysokiej dyrektorskiej pensji...
          choc ona byla az sekretarka...ale czemu nie mialaby miec czyims kosztem fajnego
          zycia?
          a dzieckiem zajmowali sie po rowno...domem takze..

          przeraz mnei obraz zony...ja taka nie chce byc.

          szczesliwa zona, ktora oskubie meza- szczesliwe dzieci...smutne
          .
          teraz czytajac wasze posty- zrouzmialam co znaczy ZAPLACIC za swoje winy...

          a jednak mazlenstwo to cyrograf...
    • michszyb Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:02
      Tak wiem to ja jestem tym draniem i świnią w związku. To ja chcę dla siebie
      wiecej szczęścia, kosztem rodziny.

      Moja żona stwierdziła że jestem "skórwysynem", bo zacząłem się do niej odnosić
      jak ona do mnie. Stwierdziła, że ma kompletnie gdzieś co ja robię i z kim i mogę
      się wyprowadzić. Pozew o rozwód wniesie ona, ale jak będę więcej zarabiał (mam
      taką perspektywę), bo teraz to by się nie opłaciło. No bo teraz bierze całe moje
      dochody.
      To by bylo na tyle jeśli chodzi o rozmowy i moją kochaną i niewyrachowaną małżonkę.
      Oczywiście straszyła mnie, że jeśli będę podskakiwał to ona wyprowadzi się do
      matki i dzieci długo nie zobaczę.
      Jak ostatnio się wyprowadziłęm to mój starszy syn jak wychodziłem z widzenia
      pytał się czy jadę teraz do "Kurwy". Albo biegał po pokoju wygłupiając się i
      krzycząc "Zdzira, zdzira, zdzira". Moja żona powiedziała, że dzieci muszą
      wiedzieć jaki jest tatuś.

      W odpowiedzi na któregoś posta: Tak najchętniej bym ją otruł i zakopał w ogródku.
      • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:06
        Potrzebny Ci jest bardzo dobry adwokat.
        • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:11
          Ja się wcale nie dziwię jej reakcji. Do tego jeszcze masz dziką
          satysfakcję, że sprawdziły się twoje przewidywania. Dla niej
          rzeczywiście byłoby najlepiej gdyby pojechała do matki - jeżeli tam
          sa warunki, bo na pewno musi miec kogoś kto choćby odciązy ją w
          opiece nad dziećmi. Poda ręke kiedy wali się świat. Bo na ciebie na
          pewno liczyc nie może. Nie pochwalam tego, że na głos przy dzieciach
          wyładowuje swoje frustracje, ale nie każdy ma skórę nosorożca.
          Wiesz, wyprowadź się, zabezpiecz ją - przynajmniej na najbliższy rok
          tak, żeby nie bała się, czy jej na czynsz starczy i daj jej
          ochłonąć. Bądź facet.
        • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:13
          A to w jakim celu? Małżonkowie mają niebagatelną szansę sami ustalić
          warunki rozwodu i dalszego wychowywania dzieci.
          • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:15
            > A to w jakim celu? Małżonkowie mają niebagatelną szansę sami
            ustalić
            > warunki rozwodu i dalszego wychowywania dzieci.

            Dlatego, że wszystko wskazuje na to, że nasz bohater ma wyjątkowo
            cwaną i wyrachowaną żonę i sam sobie nie poradzi.
            • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:19
              les.vacances napisała:

              > > A to w jakim celu? Małżonkowie mają niebagatelną szansę sami
              > ustalić
              > > warunki rozwodu i dalszego wychowywania dzieci.
              >
              > Dlatego, że wszystko wskazuje na to, że nasz bohater ma wyjątkowo
              > cwaną i wyrachowaną żonę i sam sobie nie poradzi.
              Z czym sobie nie poradzi? Na czym polega "cwaność " zony? Jej
              wyrachowanie? Kobieta się miota, bo szanowny małżonek ma gdzieś
              wszystko i patrzy nie dalej niż czubek własnego nosa. Nawet w
              kontekście dzieci.
              • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:22
                Na czym polega "cwaność " zony? Jej
                > wyrachowanie?

                Jeśli tego nie widzisz, to ja nic na to nie poradzę smile

                Nie poradzi sobie, bo miękki i ciepły człowiek nie radzi sobie z
                kimś cwanym i wyrachowanym bez pomocy.
                • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:25
                  Alez on już znalazł, miękką, ciepłą osóbkę. Która rozumie go jak
                  nikt inny. Tylko wredna żona coś miesza. Niech sam napisze, jasno i
                  wyraźnie co proponuje żonie w kwestii podziału majatku. Skoro kredyt
                  jest na połowę wartości domu, to połowę z czegoś musieli
                  sfinansować. Pytam z czego?
                  • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:27
                    > Alez on już znalazł, miękką, ciepłą osóbkę. Która rozumie go jak
                    > nikt inny.

                    To dobrze, młody jest, ma jeszcze szansę na ułożenie sobie życia
                    tak, aby był szczęśliwy.
                    • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:36
                      les.vacances napisała:

                      > To dobrze, młody jest, ma jeszcze szansę na ułożenie sobie życia
                      > tak, aby był szczęśliwy.
                      Da też żonie szansę na ułożenie sobie szczęśliwego życia z kimś
                      innym.
                      Zyskają także dzieci. Wydaje mi się, że ich obecny dom przypomina
                      raczej piekło niż bezpieczne zacisze.
                      • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:40
                        > Da też żonie szansę na ułożenie sobie szczęśliwego życia z kimś
                        > innym.


                        No właśnie smile
                    • dorata351 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:39
                      Albo zniszczeniu życia kolejnym osobom. Ja nie twierdzę, że jego
                      zona jest bez skazy, nie ma takich ludzi, ale czy to usprawiedliwia
                      jego postępowanie? Daje mu prawo do okłamywania i zdrady, do
                      zabierania rodziny swoim własnym dzieciom. Sory les.vacances, ale
                      mam jakies nieodparte wrażenie, że próbujesz tą swoja gorliwą obroną
                      tego osobnika odwracac kota ogonem.
                      • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:42
                        > Albo zniszczeniu życia kolejnym osobom.

                        A niby dlaczego? Przecież zdarza się, że ludzie nie dobrali się i
                        tworzą sobie piekło na ziemi. Wtedy należy się rozstać, nie uważasz?
                        • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:45
                          narazie to jego żona musi mieć szansę poukładania sobie życia sama z
                          sobą w nowej rzeczywistości, bo jej mąż już sobie ułozył.
                          • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:47
                            mamaadama4 napisała:

                            > narazie to jego żona musi mieć szansę poukładania sobie życia sama
                            z
                            > sobą w nowej rzeczywistości, bo jej mąż już sobie ułozył.


                            No to ma tę szansę - wie już na pewno, że męża już nią nie będzie.
                          • michszyb Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 14:44
                            Ale co ja sobie ułożyłem? Bo mam kogoś?
                        • dorata351 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:49
                          Uważam, ale rozstać się a nie znaleźć sobie kochankę , oszukiwać i
                          robić z żony potwora a z siebie ofiarę.
                          • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:50
                            dorata351 napisała:

                            > Uważam, ale rozstać się a nie znaleźć sobie kochankę , oszukiwać i
                            > robić z żony potwora a z siebie ofiarę.

                            Myślisz, że nie ma kobiet - potworów? Sama znam kilka smile
                            • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:55
                              I tak się możemy przezrucac argumentami.smile W takiej sytuacji, gdy
                              się podejmuje decyzję, a autor wątku ja podjął i postawił zone przed
                              faktem dokonanym, winien zachować się jak facet. W końcu nie tylko
                              on "stracił" 17 lat życia, jego zona też. Mówiąc o tym, żeby dał jej
                              szanse na pukładanie zycia samej mówiłam o tym, żeby jej nie deptał.
                              A ma zamiar tak zrobić. To ona zostaje z 2 małych dzieci, bo nie on
                              biezrze ciężar wychowania na siebie. I jego deklaracje faktów nie
                              zmieniają. A wychowanie dzieci to nie tylko kasa i spacerki w
                              niedzielę. Ale to nieważne. Ważne jest jego potrzeba czułości.
                              Odpowiedzialność!!!!
                              • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:58
                                > I tak się możemy przezrucac argumentami.smile

                                Dlatego myślę, że jak najszybciej powinien wnieść sprawę o rozwód
                                wynajmując sobie bardzo dobrego adwokata.
                              • les.vacances Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:06
                                Mówiąc o tym, żeby dał jej
                                > szanse na pukładanie zycia samej mówiłam o tym, żeby jej nie
                                deptał.
                                > A ma zamiar tak zrobić.

                                To znaczy - co ma zamiar robić, bo chyba nie doczytałam.
                                • eutherpe Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:16
                                  Mdli. Pan znalazł sobie kochankę, bo zona nie była ciepła i nie pozwoliła się
                                  przytulić. Widocznie miała powody.Jeszcze brakuje,żeby jej powiedział, aby
                                  oddała mu dzieci skoro jej "ciążą".Les vacanes a co Ty się zrobiłas takim
                                  adwokatem dla Pana?
                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:17
                                    Les vacanes a co Ty się zrobiłas takim
                                    > adwokatem dla Pana?

                                    Może dlatego, że staram się go zrozumieć? Czego i tobie życzę.
                                    • les.vacances No cóż. 07.08.09, 13:19
                                      Jeśli Panie wybierają być nieczułe i emocjonalnie chłodne, niech
                                      liczą się z tym, że ich mężczyzni będą tych - jakże im potrzebnych -
                                      cech szukać gdzie indziej smile
                                    • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:23
                                      Ja tego pana rozumiem, egzemplarz klona (zarzuty były nieco inne)
                                      miałam w domusmile Tyle, że ja znam takiego pana też od drugiej strony.
                                      Pewnie pisząc tu na forum pisałaby tak samo jak autor. I niestety,
                                      ale mnie to smieszy. Zimna sucz była. A on tylko popieścić się
                                      chciał. To co, przestała się przytulac po dzieciach? Jak się nigdy
                                      nie przytulała to on biedak tak się męczył, nawet po 8 latach nie
                                      przytul;ania ożenił się z nią. Potem mimi, że się nie przytulała
                                      dwoje dzieci społodził. I nagle bach! Ktoś go przyutulił, pogłaskał
                                      po głowie, czułym wzrokiem zza świec przy kolacji popatrzył i on
                                      nagle olsnienia dostał. I teraz wie, jaka droga ma iść jego życie.
                                      nawet dzieci będa szczęsliwe, bo ona dobra dla nich będzie. Tylko ta
                                      s..ka zona tego nie rozumie.smile
                                      • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:26
                                        > Ja tego pana rozumiem, egzemplarz klona (zarzuty były nieco inne)
                                        > miałam w domusmile

                                        Jakoś nie wydaje mi się, abys go rozumiała smile
                                        Przenosisz własne doświadczenie na inny przypadek.

                                        Kobiety bywają suki, owszem, potrafią być bezwzględne i zimne, żeby
                                        tylko być górą i ugrać swoje.
                                        • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:29
                                          A co niby jego żona chce ugrać? Ja proszę o konkrety. Do tej pory
                                          sam autor miga się od konkretów. Nawet sam nie wie, jak chciałby
                                          majątek podzielić. To znaczy wie, tylko jasno powiedzieć nie chce.
                                          Ona się wyprowadza, najlepiej niech sama sobie cos wynajmie a on
                                          rzuci trochę alimentów.
                                          • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:30
                                            > A co niby jego żona chce ugrać?

                                            Pieniądze.
                                            Odebranie dzieci.

                                            Mało?
                                            • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:33
                                              Pieniądze? Przecież to normalne, że musi z dziećmi mieszkać i miec
                                              na ich utrzymanie. Dzieci? Czyżbym nie doczytała, że autor chce się
                                              zająć dwójką maluchów w pełnym wymiarze?
                                              • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:34
                                                > Pieniądze? Przecież to normalne, że musi z dziećmi mieszkać i miec
                                                > na ich utrzymanie.

                                                Oczywiście, ale przeciez nasz bohater sam to przyznaje. Nie zamierza
                                                zostawić jej bez środków do zycia.
                                            • les.vacances Inaczej mówiąc 07.08.09, 13:33
                                              chce go oskubać do ostatniego grosza i w odwecie zabronić być
                                              ojcem smile

                                              No bo jak on śmiał przestał potulnie godzić się na ustalone przez
                                              nią warunki współżycia... ? smile
                                              • mamaadama4 Re: Inaczej mówiąc 07.08.09, 13:42
                                                les.vacances napisała:

                                                > chce go oskubać do ostatniego grosza i w odwecie zabronić być
                                                > ojcem smile
                                                >
                                                > No bo jak on śmiał przestał potulnie godzić się na ustalone przez
                                                > nią warunki współżycia... ? smile
                                                No to byłby najlepszy argument na to, że facet jest niedojrzały.
                                                Skoro 34 letni mężczyzna nie potrafi rozmawiać z żoną
                                                tylko "potulnie godzi się na warunki" to znaczy, że z nim jest coś
                                                nie tak. le.vacances ty tak na serio? czy wesołośc przedweekendowa?
                                                • les.vacances Re: Inaczej mówiąc 07.08.09, 13:44
                                                  > No to byłby najlepszy argument na to, że facet jest niedojrzały.

                                                  Ale ludzie niedojrzali też żyją na świecie i nie są ludźmi drugiej
                                                  kategorii.
                                                  Nie wiem, czy nasz bohater jest niedojrzały, ale wiem, że został
                                                  zdominowany przes osobę silniejszą od siebie.
                                            • ani.chybi Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:38
                                              Nie osiągnie nic więcej niż dopuszcza prawo.
                                              • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:41
                                                ani.chybi napisała:

                                                > Nie osiągnie nic więcej niż dopuszcza prawo.

                                                Ale może o tym nie wie.
                                                Jest taki mechanizm: idź w diabły, ale goły i bosy; jeśli coś
                                                jeszcze będe mogła ci utrudnić, to utrudnię. Mściwość, brak klasy,
                                                nienawiść...
                                                • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:43
                                                  Ale to on ją chce "pusić bez kasy" Jednym z wariantów było wynajęcie
                                                  jej mieszkania.
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:45
                                                    > Ale to on ją chce "pusić bez kasy"

                                                    Znajdziesz odpowiedni cytat z jego postów?
                                                  • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:47
                                                    les.vacances napisała:

                                                    > > Ale to on ją chce "pusić bez kasy"
                                                    >
                                                    > Znajdziesz odpowiedni cytat z jego postów?
                                                    Przeczytaj sobie zacytowaną wypowiedź do końca. Nie wyrywaj z
                                                    kontekstu.
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:49
                                                    mamaadama4 napisała:

                                                    > les.vacances napisała:
                                                    >
                                                    > > > Ale to on ją chce "pusić bez kasy"
                                                    > >
                                                    > > Znajdziesz odpowiedni cytat z jego postów?
                                                    > Przeczytaj sobie zacytowaną wypowiedź do końca. Nie wyrywaj z
                                                    > kontekstu.
                                                    >
                                                    >

                                                    Przeczytałam wszystkie posty naszego bohatera i odnosze przeciwne do
                                                    Twojego wrażenie.

                                                    Możesz swoje wrażenie jakoś udowodnić?
                                                  • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:56
                                                    Napisał, że jedną z opcji ktorą rozważa jest wynajęcie mieszkania
                                                    dla zony i dzieci - to wg ciebie jest co? Dalej chciałabym wiedzieć,
                                                    kto i z czego sfinasował tę część domu, która nie była z kredytu. Bo
                                                    pan rzucił tym, że zarabia 8 tyś więc niby co? Sam gotówkę uzbierał,
                                                    jeszcze przed slubem i wniósł we wspólne gniazdko?
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:05
                                                    > Napisał, że jedną z opcji ktorą rozważa jest wynajęcie mieszkania
                                                    > dla zony i dzieci - to wg ciebie jest co?

                                                    Nie, napisał, że jadną z opcji, jakie rozważa jest wynajęcie lub
                                                    kupno dla niej mieszkania, bo ona nie utrzyma sama domu.
                                                  • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:10
                                                    A on utrzyma? Tylko później będzie się tłumaczył, że przecież kredyt
                                                    spłaca, utrzymanie domu go kosztuje więc alimenty może płacic
                                                    minimalne. To się kupy nie trzyma. facet powinien siąść przed kartką
                                                    podliczyć aktywa, pasywa. Zrobić zwykły bilans. Potem popatrzyc
                                                    sobie głęboko w oczy, zasatanowić się co to dla niego znaczy
                                                    posiadanie dzieci i współodpowiedzialność za nie i wtedy podjąć
                                                    decyzję. Tylko niech to zrobi sam.
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:14
                                                    > A on utrzyma?

                                                    Napisał, że utrzyma choćby po to, aby potem dostały go w spadku
                                                    dzieci i aby, gdy będą u niego, miały dobre warunki lokalowe.
                                                    Rozumiem, że żal mu tracić dom, na który ciężko pracował.

                                                    Alimenty będzie płacił takie, jakie zasądzi sąd.

                                                    zasatanowić się co to dla niego znaczy
                                                    > posiadanie dzieci i współodpowiedzialność za nie

                                                    Przeciez napisał wyraźnie - chciałby mieć pół czasu dzieci u siebie,
                                                    płacić alimenty i w spadku pozostawic im dom.
                                                  • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:25
                                                    ale mnie ubawiłaś! W spadku. A on do tego będzie życie całe sadził
                                                    tam w ogrodzie dęby i je podlewał a jak kiedyś w otoczeniu wnuków
                                                    siądzie, to będzie im opwiadał jak o szczęście ich ojców
                                                    walczył. smile)) Narazie to nie wiadomo ile pracował. Może połowę dali
                                                    teściowie, rodzice albo dobry wujek? A kredyt spłacają wg moich
                                                    wyliczeń dwa lata, więc bez przesady z tą ciężką pracą. Poza tym w
                                                    trakcie tej ciężkiej pracy relaksował się w ramionach kochanki gdy
                                                    żona dziećmi się zajmowała. Tak, będzie miał opiekę naprzemienną z 2
                                                    i 4-latkierm. Toż to jakieś kosmiczne bzdury. A jego pani o niczym
                                                    nie marzy, tylko takimi berbeciami pół miesiąca zajmować się 24/na
                                                    dobę.
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:30
                                                    > ale mnie ubawiłaś! W spadku.

                                                    Co jest śmiesznego w tym, że ojciec chce dać w spadku dzieciom dom?

                                                    A on do tego będzie życie całe sadził
                                                    > tam w ogrodzie dęby i je podlewał

                                                    Mam nadzieję, że tak właśnie będzie smile

                                                    > Narazie to nie wiadomo ile pracował.

                                                    Nie wiemy i dlatego nie ma sensu tego rozważać.

                                                    relaksował się w ramionach kochanki gdy
                                                    > żona dziećmi się zajmowała.

                                                    ... skoro zona nie była zainteresowana tym, aby użyczyć swoich
                                                    ramion, to czemu nie?

                                                    Tak, będzie miał opiekę naprzemienną z 2
                                                    > i 4-latkierm. Toż to jakieś kosmiczne bzdury

                                                    Nie, to niekiedy świetnie się sprawdza.

                                                    A jego pani o niczym
                                                    > nie marzy, tylko takimi berbeciami pół miesiąca zajmować się 24/na
                                                    > dobę.

                                                    Mówiła Ci o tym, o czym marzy?
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:35
                                                    "Co jest śmiesznego w tym, że ojciec chce dać w spadku dzieciom dom?"
                                                    Śmiesznego to nic nie jest.. Paść do stóp należy z wdzięczności,
                                                    wszak mógłby dom zapisać aktualnej (znaczy przedśmiertnej)
                                                    narzeczonej. Rodzi się tylko pytanie ile tych dzieci będzie, bo jak
                                                    większa gromadka to wtedy może być nawet i zabawnie.
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:37
                                                    > Śmiesznego to nic nie jest.. Paść do stóp należy z wdzięczności,
                                                    > wszak mógłby dom zapisać aktualnej (znaczy przedśmiertnej)
                                                    > narzeczonej

                                                    Po co ta tania złośliwość?

                                                    Rodzi się tylko pytanie ile tych dzieci będzie.

                                                    Tyle, ile nasz bohater zechce.
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:41
                                                    Ale dlaczego od razu oceniasz, wyceniasz, przeceniasz... Złośliwość
                                                    ot co smile Bo jam złośliwa jest jak każda żona - to już przecież
                                                    wiesz ;P
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:45
                                                    sonia_30 napisała:

                                                    > Ale dlaczego od razu oceniasz, wyceniasz, przeceniasz...
                                                    Złośliwość
                                                    > ot co smile Bo jam złośliwa jest jak każda żona - to już przecież
                                                    > wiesz ;P


                                                    Nie oceniam - spytałam tylko po co Ci ta tania złośliwość.
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:47
                                                    A coż to za (s)twór "tania" złośliwość?
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:52
                                                    > A coż to za (s)twór "tania" złośliwość?

                                                    To taka prostacka złośliwość smile
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 15:00
                                                    Czyli jednak oceniasz smile
                                                  • anbale Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:34
                                                    A co złego widzisz w tym, że zostawi swój własny dom dzieciom w spadku?
                                                    Powinien twoim zdaniem usunąć się do przytułku jak tylko dzieci osiągną
                                                    samodzielność??
                                                    Mam wrażenie, że już naprawdę czepiacie się faceta na siłę, nad czymkolwiek by
                                                    się nie zastanawiał, cokolwiek by nie zrobił- znajdziecie w tym powód do
                                                    potępienia...Ok, chce się facet ewakuować z małżeństwa, szkoda, ze nie myślał o
                                                    tym, jak bardzo jest mu źle przed tym jak spłodził dzieciaki- ale mleko się
                                                    rozlało, dwoje nienawidzących się ludzi staneło naprzeciw siebie i nie ma co
                                                    oceniać, potępiać itd. bo dobrego wyjścia już nie ma w tym momecie.
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:40
                                                    W tym dialogu już nikt się faceta nie czepia, mamaadama stoi na
                                                    jednym froncie, les.vacances dokładnie na przeciwko, no i w tej
                                                    chwili żadnemu z nich nie wypada zrezygnować ze swojego stanowiska.
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:41
                                                    no i w tej
                                                    > chwili żadnemu z nich nie wypada zrezygnować ze swojego stanowiska.

                                                    A dlaczego niby mam zrezygnować ze swego stanowiska, jeśli myślę
                                                    tak, jak piszę?
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:43
                                                    Znaczy najpierw piszesz a potem myślisz? No to oczywiście nie
                                                    rezygnuj
                                                  • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:45
                                                    sonia_30 napisała:

                                                    > Znaczy najpierw piszesz a potem myślisz? No to oczywiście nie
                                                    > rezygnuj

                                                    Bez komentarza.
                                                  • eutherpe Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:41
                                                    Się czepiamy to i odczepić się mozna reasumujątongue_outani mogła się stopniowo odsuwać
                                                    od Pana(przypuszczam,że nie bez powodu i dla swojego widzimisie) widząć jaki
                                                    jest-no coś musiało się między nimi "tlić" od dawna,aż w koncu stała się
                                                    nieczułą "harpią".Pan przypuszczam i tak skoczyłby w ramiona ciepłej kochanki,
                                                    nawet gdyby żona grzała go swoim ciałem w każdą noc("bo ten typ tak
                                                    ma").Najlepiej niech ta Pani już zakończy ten związek, popłacze w poduszkę i
                                                    pogna Pana gdzie pieprz rosnie, bo Pan juz ustawił swoją przyszłość z drugą
                                                    panią, która będzie go tuliła każdego dnia.Amen
                                                  • sonia_30 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:45
                                                    Otóż to!
                                                  • anbale Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:54
                                                    eutherpe napisała:

                                                    > Się czepiamy to i odczepić się mozna reasumujątongue_outani mogła się stopniowo odsuwać
                                                    > od Pana(przypuszczam,że nie bez powodu i dla swojego widzimisie) widząć jaki
                                                    > jest-no coś musiało się między nimi "tlić" od dawna,aż w koncu stała się
                                                    > nieczułą "harpią".Pan przypuszczam i tak skoczyłby w ramiona ciepłej kochanki,
                                                    > nawet gdyby żona grzała go swoim ciałem w każdą noc("bo ten typ tak
                                                    > ma").Najlepiej niech ta Pani już zakończy ten związek, popłacze w poduszkę i
                                                    > pogna Pana gdzie pieprz rosnie, bo Pan juz ustawił swoją przyszłość z drugą
                                                    > panią, która będzie go tuliła każdego dnia.Amen

                                                    Akurat tak się składa, że ja pana trochę rozumiem, bo odeszłam od męża z
                                                    podobnego powodu- oschłości emocjonalnej; i wiem, jak się żyje z takim
                                                    człowiekiem na co dzień...Co prawda nie odeszłam wtedy do innego, dzieci też nie
                                                    mieliśmy, bo wręcz bałam się mieć je z nim...

                                                    W związku z oschłym partnerem wszystko pozornie jest ok, nie ma dzikich awantur,
                                                    wszystko funkcjonuje jak trzeba- ale ta druga osoba czuje się wiecznie jak
                                                    wygłodniały pies, co patrzy swemu panu w oczy i czeka na jakiś ochłapek. I
                                                    ciągle ma nadzieje, że pan się przełamie i zacznie karmić jak należy; kocha pana
                                                    i czeka... Przepraszam, za te nieeleganckie może metafory, ale tak mi się ta
                                                    moja sytuacja kojarzyła...
                                                    Mija parę lat i się człowiek wypala do zera, totalna pustka w środku. Jedyne na
                                                    co ma chęć, to zwiać w czyjeś czułe i ciepłe ramiona, nareszcie...
                                                    Bardzo lubię takie amerykańskie przysłowie "zanim zaczniesz kogoś oceniać, to
                                                    pochodź w jego butach"...
                                                  • eutherpe Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 14:58
                                                    Anbale-i ja Cię rozumiem, bo mój Pan był męskim wydaniem Królowej sniegu..I tez
                                                    polazłam gdzie pieprz rośnie bo ile mozna nasladować azorasmile
                                                  • michszyb Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 15:24
                                                    Wiesz z tym psem to jest dobre porównanie. Tylko ja nie skomlałem. Ja nauczyłem
                                                    się żyć bez karmienia. Czułem się dobrze jak kłądłem się przed telewizorkiem jak
                                                    żona szła spać i miałem swoją na chwilkę ciepłą budę. Ale okropnym uczuciem było
                                                    zasypaianie przy niej gdy po głowie chodził mi seks,a jedyne na co mogłem liczyc
                                                    to własne ręce po cichu nad umywalką. A ze spraw emocjonalnychych to najgorsze
                                                    były awantury. Ona krzyczała, a ja pzrepraszałem, żeby już tylko nie krzyczała,
                                                    zeby pogłąskała. Masakra jakaś.
                                                  • ani.chybi Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 16:08
                                                    michszyb napisał:

                                                    > Czułem się dobrze jak kłądłem się przed telewizorkiem ja
                                                    > k
                                                    > żona szła spać i miałem swoją na chwilkę ciepłą budę. Ale okropnym
                                                    uczuciem był
                                                    > o
                                                    > zasypaianie przy niej gdy po głowie chodził mi seks,a jedyne na co
                                                    mogłem liczy
                                                    > c
                                                    > to własne ręce po cichu nad umywalką. A ze spraw emocjonalnychych
                                                    to najgorsze
                                                    > były awantury. Ona krzyczała, a ja pzrepraszałem, żeby już tylko
                                                    nie krzyczała,
                                                    > zeby pogłąskała. Masakra jakaś.
                                                    Masakra - bardzo celnie ująłeś istotę rzeczy. Tym prostym sposobem
                                                    zostaje zmasakrowana osobowość ofiary do rozpaczliwego stanu
                                                    niemocy, uzależnienia, niewiary, pogardy dla siebie i resztek
                                                    nadziei nie wiadomo na co.
                                                  • michszyb Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 15:14
                                                    Ten typ tak ma?

                                                    Ale jaki typ. Wiesz człowiek doprowadzony do skrajności robi różne rzeczy. Nie
                                                    jestem typem. Gdybym miał ciepło w związku żadna panienka nie miała by szans na
                                                    więcej niż ciepły uśmiech.
                                                  • michszyb Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 15:05
                                                    Nie chcę nikogo puścić bez kasy. Boze drogi, gdybym nawet chciał byc potworem i
                                                    nie dać nic żonie to przecież chce dać dzieciom. Dach nad głową i alimenty+
                                                    dodatkowa kasa wedle aktualnych możliwości traktuje jako swój obowiązek.
                                          • michszyb Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 15:01
                                            Danka. Co żona chce ugrać: dzieci, dom, wysokie alimenty i zniknięcie z jej
                                            życia. Co mi pozostawia: wizyty u dzieci i moje ciuchy. Co ja chcę: Uczciwego
                                            podziału majątku, który mnie nie zrujnuje do końca życia (wersja żony: płać co
                                            miesiąc 5000 PLN), częstych kontaktów z dziećmi u mnie u mnie, możliwości
                                            odbierania i zawożenia do przedszkola, szkoły, połowy wakacji, połowy świąt.
                                            • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 15:06
                                              częstych kontaktów z dziećmi u mnie u mnie, możliwości
                                              > odbierania i zawożenia do przedszkola, szkoły, połowy wakacji,
                                              połowy świąt.

                                              Może to Cię pocieszy: mój bliski kolega właśnie to wygrał, ale
                                              sprawy ciągnęły sie po sądach ze dwa lata, bo była żona robiła z
                                              niego alkoholika, bandytę i co tylko chcesz smile Ale wygrał.
                              • michszyb Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 14:48
                                I to mnie właśnie wkurza. Niech się zachowa jak facet. Niech będzie rycerski. A
                                kobieta to już nie musi byc kobieca i uczciwa. No bo jest kobietą i tyle. To
                                facet musi po chrześcijańsku nadstawiać policzek. Bo ona zostaje z 2 małych
                                dzieci. A jakie ja mam szansę na zatrzymanie dzieci. Kocham ich do granic
                                mozliwości i gdybym tylko miał na to szansę to chciałbym żeby zostały przy mnie.
                                Ale tu się dopiero podniesie wretes. Nie dość że chce odejść, zabrać dom to i
                                dzieci. Bo jak facet chce dzieci to znaczy ze to jest podejrzane, że jest
                                nienormalny, albo chcę zrobić na złość. Bo miejsce dzieci jest przy matce, a
                                ojciec niech się nie wtrąca.
                                • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 14:52
                                  michszyb napisał:

                                  > I to mnie właśnie wkurza. Niech się zachowa jak facet. Niech
                                  będzie rycerski. A
                                  > kobieta to już nie musi byc kobieca i uczciwa. No bo jest kobietą
                                  i tyle. To
                                  > facet musi po chrześcijańsku nadstawiać policzek. Bo ona zostaje z
                                  2 małych
                                  > dzieci. A jakie ja mam szansę na zatrzymanie dzieci. Kocham ich do
                                  granic
                                  > mozliwości i gdybym tylko miał na to szansę to chciałbym żeby
                                  zostały przy mnie
                                  > .
                                  > Ale tu się dopiero podniesie wretes. Nie dość że chce odejść,
                                  zabrać dom to i
                                  > dzieci. Bo jak facet chce dzieci to znaczy ze to jest podejrzane,
                                  że jest
                                  > nienormalny, albo chcę zrobić na złość. Bo miejsce dzieci jest
                                  przy matce, a
                                  > ojciec niech się nie wtrąca.


                                  Brawo!
                            • dorata351 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:55
                              Znam i wcale nie uważam, że wina zawsze leży po stronie faceta. Ale
                              nie znosze takich biedaków, którzy swoje postepowanie próbuja
                              tłumaczyć oczerniając kogos innego. Nie ma odwagi powiedzieć, że mu
                              sie znudziło bo jakaś panna na niego poleciała i to go
                              dowartościowało, że jest egoistą i gówno komu do tego. On biedny
                              użala się nad sobą, szuka poklasku. Dla mnie to tak samo jakby
                              morderca powiedział, że zabił bo ofiara na niego nakrzyczała.
                              • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:03
                                dorata351 napisała:

                                > Znam i wcale nie uważam, że wina zawsze leży po stronie faceta.
                                Ale
                                > nie znosze takich biedaków, którzy swoje postepowanie próbuja
                                > tłumaczyć oczerniając kogos innego. Nie ma odwagi powiedzieć, że
                                mu
                                > sie znudziło bo jakaś panna na niego poleciała i to go
                                > dowartościowało, że jest egoistą i gówno komu do tego. On biedny
                                > użala się nad sobą, szuka poklasku. Dla mnie to tak samo jakby
                                > morderca powiedział, że zabił bo ofiara na niego nakrzyczała.


                                Ty, oczywiście, wiesz lepiej, jak było w tym małżeństwie smile
                                Nie przerzucaj swojego doświadczenia zdradzonej żony na innych ludzi.

                                I wśród kobiet, i wśród mężczyzn bywają potwory - a to, że znalazł
                                ciepło u innej kobiety to może dlatego, że nie miał go w domu? Jak
                                myślisz?
                                • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:13
                                  les.vacances napisała:

                                  > to, że znalazł
                                  > ciepło u innej kobiety to może dlatego, że nie miał go w domu? Jak
                                  > myślisz?
                                  Większość alkoholików popada w alkoholizm i trwa w nałogu, bo ma do
                                  tego "powód". Nieliczni przyznają, że piją, bo lubią.smile
                                  • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:14

                                    > Większość alkoholików popada w alkoholizm i trwa w nałogu, bo ma
                                    do
                                    > tego "powód". Nieliczni przyznają, że piją, bo lubią.smile

                                    Uważasz, że nasz bohater powinien zrezygnować ze swej potrzeby
                                    czułości i miłości?
                                    • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:20
                                      Uważam, że powinien uporządkować swoje życie zgodnie z prawdą, a
                                      więc nie rezygnować z rzeczywistych potrzeb.
                                      • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:21
                                        ani.chybi napisała:

                                        > Uważam, że powinien uporządkować swoje życie zgodnie z prawdą, a
                                        > więc nie rezygnować z rzeczywistych potrzeb.

                                        Przecież usiłuje to robić. Może nieco nieudolnie, ale usiłuje.
                                        • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:39
                                          Nie przeczę i jeśli mu choć odrobinę pomożemy, będzie to nasz wielki
                                          sukces.
                                          • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:42
                                            ani.chybi napisała:

                                            > Nie przeczę i jeśli mu choć odrobinę pomożemy, będzie to nasz
                                            wielki
                                            > sukces.

                                            smile))
                                    • sonia_30 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:59
                                      Nie powinien i powinien coś zrobić ze swoją postawą podnóżka,
                                      dywanika... Bo lat kilka był uległy i miłłły, a w tej chwili
                                      pretensje ma tylko do żony, że jechała jak po łysej kobyle.
                                      Dobrze że w końcu klapki z oczu spadły, niedobrze że dopiero teraz,
                                      bo w związku są dzieci, które ucierpią najbardziej jeśli ich rodzice
                                      nadal będą się w sosie własnym kisić i nie dobrze że w sposób taki -
                                      bo najpierw powinien zakończyć związek.
                              • michszyb Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 14:53
                                Dorata, mi się nic nie znudziło. To nie ma nic wspólnego z uczuciem nudy. Ja po
                                prostu dostrzegłem kim jestem w tym małżeństwie. A czy to źle że mnie panna
                                dowartościowała? Posłuchaj. czy to jest możliwe, żeby żonaty, przystojny, młody
                                facet, robiący karierę mógł wogóle się dowartościować przy jakiejś pannie? Kiedy
                                to jest możliwe? Tylko wtedy gdy żona tego nie robi. Gdy nie dostrzega w nim
                                mężczyzny. A on sie stara zeby dostrzegła i nic z tego nie wychodzi. Wiesz jakie
                                to frustrujące. Wiesz co moja żona powiedziała jak dowiedziała się, ze mam
                                kochankę? Byłą zdziwiona, że spodobałem się jakiejś dziewczynie. No po prostu
                                szok, laski na mnie lecą, że mógłbym się oganiać, a ona zdziwiona. Nie zauwazyła.
                          • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:08
                            Zgadzam się z Tobą, jednak życie nie jest tak zasadnicze. Mniejszy,
                            większy człowiek, a na ogół wszystko to ludzie.
                      • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:05
                        dorata351 napisała:

                        > nie twierdzę, że jego
                        > zona jest bez skazy, nie ma takich ludzi, ale czy to
                        usprawiedliwia
                        > jego postępowanie? Daje mu prawo do okłamywania i zdrady, do
                        > zabierania rodziny swoim własnym dzieciom.
                        Wchodzisz na grunt etyki. Za właściwe możesz uznawać całkowicie inne
                        zasady niż Mich, ale przecież nie chodzi o ocenę jego osoby, lecz
                        pomoc - za dużo powiedziane - z wyplątania całej rodziny z sytuacji
                        nie do przyjęcia.
                        Zgodzam się z Tobą, że nie ma nic ponad prawdę, ona prostuje
                        wszelkie drogi w najwłaściwszy sposób. Daję jednak pełne prawo do
                        istnienia obok mnie inności, nie każdej jednak pozwolę się do siebie
                        zbliżyć. I jeszcze jedno - nasza ludzka ułomność. Z wielką
                        ostrożnością ferrowałabym wyroki, szczególnie zaś na podstawie
                        postów na internetowym forum. Robię to niekiedy w życiu, ale
                        wyłącznie na wyraźną prośbę zaintresowanego.
                        Czas nas uczy pogody, a u mnie już jesień.smile
                        • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:09
                          O winie bądź jej braku rostrzygnie sąd i oni we własnym sumieniu. A
                          co do majątku, autor dalej nie powiedział skąd pochodziła gotówka na
                          sfinansowanie domu, skoro tylko połowa jest z kredytu.
                        • dorata351 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:24
                          Ale przeciez on chce pomóc sobie, nie rodzinie. Szkoda gadac, kazdy
                          ma swoje zdanie na ten temat. Ja tylko wiem, ze rodzice mnie uczyli,
                          ze tak nie mozna. I tego sie trzymam. a że kobieta dostaje małpiego
                          rozumu, bo juz raz kochanke wybaczyła, a teraz być może czuje ze cos
                          się dzieje, to nie jest w porządku, ale reakcje bywaja takie. Chyba
                          nie spodziwał sie że mu podziekuje za wspólnie spędzone lata, zapyta
                          czy może chce dzieci, wyprowadzi sie ? Taki naiwny to on mam
                          wrażenie nie jest.
                          • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:27
                            > Ale przeciez on chce pomóc sobie, nie rodzinie.

                            Tej rodziny juz nie ma, to dwoje obcych sobie, wrogich ludzi.
                            • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:41
                              ...i uwikłane w to dzieci.
                              • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 13:46
                                ani.chybi napisała:

                                > ...i uwikłane w to dzieci.

                                I to w jak chamski sposób...
                  • michszyb Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 14:43
                    Żeby było dokładnie. Dom kosztował 750 tyś. Wart jest ok miliona bo wzrosły
                    wartości nieruchomości. 400 tyś kredyt (teraz 500 bo CHF), 150 tyś oszcędności,
                    reszta sprzedaż mieszkania.
            • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:20
              Podział majątku do 1/2 wydaje mi się naturalnym rozstrzygnięciem.
              Prawodawstwu również.
              Kwestia opieki nad dziećmi może się okazać znacznie bardziej
              skomplikowana, lecz żaden adwokat i żaden wyrok nie będzie miał
              wpływu na pohamowanie Pani w oczernianiu czy brutalnym ujawnianiu
              prawdy o ojcu, do której dzieci nie w pełni dorosły.
              • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:24
                żaden wyrok nie będzie miał
                > wpływu na pohamowanie Pani w oczernianiu czy brutalnym ujawnianiu
                > prawdy o ojcu, do której dzieci nie w pełni dorosły.

                Tak, żaden wyrok nie uchroni dzieci przed chamstwem ich matki.
                • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:37
                  Niestety, zdarza się i tak.
      • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:07
        michszyb napisał:

        > Moja żona stwierdziła że jestem "skórwysynem", bo zacząłem się do
        niej odnosić
        > jak ona do mnie. Stwierdziła, że ma kompletnie gdzieś co ja robię
        i z kim i mog
        > ę
        > się wyprowadzić. Pozew o rozwód wniesie ona, ale jak będę więcej
        zarabiał (mam
        > taką perspektywę), bo teraz to by się nie opłaciło.
        Sam teraz widzisz, że nie ma nic lepszego ponad szczerą rozmowę.
        • michszyb Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:15
          Tak szczera rozmowa otwiera oczy. Tylko to jak jest moja żona to ja wiedziałem
          od dawna. Wcześniej "kurwą" dla niej była i jest moja matka.
          • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:26
            Nie to miałam na myśli. Wyprowadzasz się, co nie pozbawia Cię prawa
            do żadnego składnika majątku, ona składa pozew rozwodowy.
            W krótkim czasie uzyskujecie orzeczenie rozwodu bez orzekania o
            winie.
            Dzielicie się majątkiem, ustalacie sposób opieki nad dziećmi.
            Żenisz się, jeśli Ci starczy odwagi.wink
      • leptis ... 07.08.09, 14:52
        Szybko sie uczysz relatywizowania problemu.
        Mylenia skutku z przyczyna-mam na mysli Twoja ostatnia rozmowe.

        Noemi po ostatnich przejsciach nawet nie podziekowala. Nie, nie mi.
        Idiota-prymitywna, nie wdzieczna baba.
        Czlowiek-kobieta po/w przejsciach.
        Czego wyczekujesz od Zony po tym co wyrabiasz?
        ze "tu i teraz" bedzie nowoczesnie piekna
        w traktowaniu swojego otoczenia?

        Pomaga sie odczulic od swojej rodziny opowiadanie,
        co wygaduje Zona i szukanie zrozumienia.


    • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:11
      Oj biedaku, aż chce się Ciebie przytulić, taki jesteś udręczony.
      Zakop ją w ogródku, zostaw sobie tylko miejsce dla następnej ( w tym
      ogródku oczywiście).
      • lady2009 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 14:37
        Po pierwsze, to tak - jesteś świnia. Jakby między Wami nie było
        okłamujesz swoją żonę, nie mówiąc jej o kochance.
        A kochanka "kurwą" jest skoro wiedząc, że masz żonę i dzieci z Tobą
        sypia. Zapłata przyjdzie później.

        Co do Ciebie. Idź do łazienki, zdejmij spodnie i sprawdź, czy masz
        jaja? Są? Ok. TO się zachowaj jak facet, mąż, ojciec.

        Porozmawiaj z żoną, przeproś za zdradę, wyjaśnij swoje 'ale' do
        niej, które uzbierało się przez X lat. Poproś o rozwód. Będzie
        płacz, lament, wyzwiska. Kobieta żyła XX lat w przeświadczeniu, żę
        jest ok. Urodziła dzieci. Miała marzenia i plany. Ok. Napiszesz, że
        TY znosiłeś jej fochy przez te XX lat. A czemu z nią nie
        porozmawiałeś? Po co drugie dziecko robiłeś?
        Co do majątku, to też zachowaj twarz. Tobie będzie łatwiej z Twoją
        pensją i byciem dochodzącym ojcem (patrz - małe zobowiązania) jakoś
        się ustawić. Kup żonie mieszkanie. Opłać czynsz na najbliższy rok -
        bo pewnie tyle będzie potrzebować, żeby ochłonąć. Płać na dzieci
        przyzwoite alimenty, tak żeby im niczego nie brakowało. Ułóż relacje
        z żoną - żebyś nie był niedzielnym tatusiem. Ponieść konsekwencje.
        Niekoniecznie zdrady. Może niewłaściwego wyboru sprzed lat?
        • ani_chybi martyrologia 07.08.09, 18:45

          les.vacances kilkakrotnie nazwała autora wątku NASZYM BOHATEREM.
          i to jest w tym wątku najlepsze.


          • les.vacances Nieporozumienie. 07.08.09, 18:53
            ani_chybi napisała:

            >
            > les.vacances kilkakrotnie nazwała autora wątku NASZYM BOHATEREM.
            > i to jest w tym wątku najlepsze.


            "Nasz bohater", czyli bohater tego wątku. Wydawało mi się to jasne.
            • michszyb Re: Nieporozumienie. 07.08.09, 20:59
              >
              >
              > "Nasz bohater", czyli bohater tego wątku. Wydawało mi się to jasne.

              Darujcie już te złośliwości między sobą. Tu wylewamy pomyje na mnie czyli
              bohatera tego wątku.
              • ani.chybi Re: Nieporozumienie. 07.08.09, 22:21
                michszyb napisał:

                > Tu wylewamy pomyje na mnie czyli
                > bohatera tego wątku.
                Staram się zachować obiektywizm i absolutnie nie silę się na ocenę
                Twojej osoby. W miarę pozyskiawania coraz większego zasobu
                informacji, modeluję swoje stanowisko, czy inaczej - dostrzegam inne
                warianty możliwego rozwiązania Twojego problemu lub inne jego
                aspekty.
                Jeśli Cię uraziłam, wybacz, biorąc pod uwagę, że uporczywie trzymam
                się prawdy jako jedynie słusznej drogi.
                Oczywiście chodzi o Twoją prawdę. Jaka jest moja, nie ma
                najmniejszego znaczenia. Jeśli uda mi się popchnąć Cię ku prawdzie,
                będę zadowolona.
                • natua Re: Nieporozumienie. 08.08.09, 16:27
                  do michszyb:
                  Chcesz rozwieść się, zrób to jak należy. Daj zonie do zrozumienia, że z wami
                  koniec. Jak?
                  Przestań się mazgaić.
                  1. Płac rachunki za mieszkanie, wodę, etc.
                  2. Zacznij sam sobie gotować, jednocześnie uzgodnij z żoną, że w tygodniu będą
                  takie dni, że ty, i tylko ty będziesz gotować wyłącznie dla dzieci.
                  3. Pierz swoje rzeczy i w tygodniu pierz tez rzeczy dzieci, a także pracuj
                  swoje rzeczy i dzieci
                  4. W lodówce zrób półkę tylko na swoje jedzenie, jednocześnie podziel się z
                  żoną, jakie zakupy robisz (jedzenia dla dzieci)
                  5. Ustal, ile miesięcznie pieniędzy idzie na ubrania dla dzieci i kto to będzie
                  kupować.
                  6. Jeżeli to duże mieszkanie - wydziel sobie pokój i nie wskakuj do łóżka żony
                  za nic.
                  7. Sprzątaj swój pokój i ustał, kto w jakiej kolejności sprząta łazienkę,
                  korytarz, kuchnie i inne wspólne części a także pokój dzieci.
                  8. Ustal, że raz w tygodniu (sobota lub niedziela) tylko ty zajmujesz się
                  dziećmi (gotowanie, sprzątanie, spacery - wszystko!), zona w tym czasie ma 100%
                  czasu wyłącznie dla siebie.
                  9. Ustal dni, kiedy to ty będziesz w nocy wstawać do dzieci.
                  I to jest uczciwe!
                  Ależ to niedobra żona! - jak sam mówisz, pierze dla ciebie, i co jeszcze? No co
                  ty? Czyżby to dla niej szczęście prać twoje brudne gacie ze śladami miłości po
                  kochance?
                  Sorry, tez miałam maluchy z różnicą w rok i 10 miesięcy i byłam nieprzytomna z
                  niedospania i zmęczenia. A mąż tylko siedział i czekał, żebym ja go "odkryłam".
                  Obraził się, że nie robię mu śniadań, bo powiedziałam, że nie będę wstawać o
                  6-ej rano, kiedy w nocy wstaje do dzieci po 5 razy.
                  A jak jeszcze żona pracuję - podziwiam.
                  A najlepiej, wyślij żonę na wakacje, niech odpocznę, a ty zajmij się domem i
                  dziećmi, sam, ciekawe, czy dasz radę? Po paru tygodniach zaproś swoją nową
                  "miłość", niech zobaczy, co ją czeka z tobą i twoimi dziećmi. Aha, a jeszcze
                  sprawdź, czy nadal chce ci się seksu.
                  A prawda jest taka, że mamy swoje plany, tylko zapominamy, że Bóg ma wobec nas
                  tez swoje plany....
                  Marzenie o pięknej miłości - ok, ale przeraża mnie bierność facetów, są jak
                  flaki - jak kopniesz, zmieni położenie - jak nie kopniesz - to zostaje
                  sparaliżowany.
                  I te ciągle biadolenie - ona musi mi pomóc, ale nigdy nie domyśli się, że
                  kobieta też potrzebuje pomocy.



                  • kasiapfk Re: Nieporozumienie. 08.08.09, 17:13
                    nie natua,
                    ONA ma się domyślić, o co chodzi, bo mąż bierny i potulny grzecznie
                    wykonywał zachcianki żony, ale sam biedak to nie komunikował. Za to
                    next go rozumie jak nikt dotąd! (zupełnie jak ja, kiedy zadawałam
                    się z żonatym i dzieciatym daaaaawno temu).
                    Matko, jakież to jest pospolite i banalne, zwłąszcza w tym wieku i u
                    panów, któzy dzięki Bogu nie muszą martwić się co do gara dzieciom
                    włożyć. Romans na boku, gdy rzeczywistość do bólu prozaiczna. Bo
                    potrzeba emocji, emocji, emocji...
                    I te motylki w brzuchu!!!!
                    Żeby nie było, sama je pamiętam i nie bez sympatii wspominam smile

                    Z sympatią podrawiam, wszystkich na rozdrożu życia smile)))))
                    K.
                    • mola1971 Re: Nieporozumienie. 08.08.09, 17:51
                      Ja się wyłączyłam z tego wątku bo mnie czytanie tego za dużo nerw kosztowało,
                      ale to co opisuje autor wątku to jeszcze i tak nie jest szczyt.
                      To jest dopiero ciekawe rozwiązanie problemów małżeńskich:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,12264,98414617,98414617,mezatke_kochanke_z_Warszawy_znajde_tutaj_.html
                      To jest dopiero biedny, niekochany misio. I żeby nie było - ja naprawdę wierzę,
                      że istnieją złe kobiety, które takich misiów kastrują.
                      • takisiakinijaki Re: Nieporozumienie. 08.08.09, 18:28
                        Wcale Ci się nie dziwię, że się wyłączasz bo nerwowo nie
                        wytrzymałaś.
                        Ja wpadłem dziś, przeczytałem i...szkoda słów.
                        Ludzie - weźcie się otrząśnijcie.
                        Zjecie człowieka, a on przecież nie chciał...
                        W sumie to on niczego nie chciał - tej wstrętnej żony, co go siłą
                        doprowadziła do ożenku, potem siłą dom tworzyła, zobaczcie sami -
                        przecież on i tych dzieci swoich nie chciał - sam nam tu pisze, iż
                        stwierdził w pewnej chwili, że może i dobrze, że bedą dzieci bo
                        małżonka może wtedy złagodnieje bestia jedna, więc widzicie sami -
                        co go mogą tak w sumie dzieci obchodzić jak one tylko środkiem do
                        osiagnięcia świetego spokoju tego pana były...

                        Zresztą co tam dzieci - takie na ogół cieplutkie stworzonka - nowy,
                        nie-sfilcowany sweterek tego Pana taki milusi i tak się te
                        stworzonka świetnie dopasują do niego...
                        Przynajmniej on sobie je tam przypasował.

                        CHŁOPIE - a obraź się i obszczeknij mi - co mnie to - ale dupa z
                        Ciebie życiowa wyłazi jak nic - władowałeś się w to co chiałeś,
                        miałeś to co chciałeś to się do tego przyznaj, że teraz pasujesz, a
                        nie szukaj na siłę usprawiedliwienia dla siebie, zmuszał Cie ktoś do
                        takiego życia?
                        Jak się sweterek sfilcował to se go wymieniłeś, nie dorabiaj
                        filozofii teraz do tej wymiany, że niby on to Cię gryzł,czy tam
                        uczulał od zawsze!
                  • dsz27 Re: Nieporozumienie. 08.08.09, 20:56
                    Witam,

                    Śledzę ten wątek z pewnym zainteresowanie. Także ze względów osobistychsmile
                    Ktoś napisał, że Autor wątku miał prawo się odkochać. Oczywiście, że miał. Co
                    nie zmienia faktu, że teraz (i zawsze) trzeba z pełnymi konsekwencjami
                    odpowiadać za swoje czyny. A nasze decyzje jako rodziców wpływają nie tylko na
                    życie współmałżonka ale także na dzieci.
                    Bardzo podobała mi się odpowiedź Natua, lepiej sama bym tego nie ujęła. Może
                    warto postawić się w sytuacji drugiej strony, też zainteresowanej? Trawka jest z
                    reguły bardziej zielona w innym ogródku ale trzeba pamiętać, że działając pod
                    wpływem emocji nie dostrzegamy pewnych być może istotnych faktów.
                    Przerażające jest z jaką łatwością podejmujemy pewne decyzje, bo na co liczymy,
                    że nie informując partnera o naszych oczekiwaniach, on sam się domyśli?
                    Powinien? A może za słabe sygnały mu dajemy? Może nie jest wróżką i sam się nie
                    domyśli? A gdzie rozmowa? Prozaiczne pytania.
                    Moja rada dla Autora wątku. Zanim diametralnie zmienisz swoje, żony i dzieci
                    życie zastanów się dwa razy, czy warto. Potem nic nie jest już takie samo.
                    • lampka_witoszowska Re: Nieporozumienie. 09.08.09, 02:11
                      ale to, że potem nic nei jest takie samo, misie przekonują się
                      zawzięcie i uparcie i od nowa, bo u nich jest inaczej

                      a nawet INACZEJ

                      tylko historie zawsze te same wychodzą z tego inaczeja
                      brrrr
                      • triss_merigold6 Czytam i czytam 09.08.09, 09:46
                        Czytam i najbardziej bawi mnie sielankowa wizja opieki naprzemiennej
                        nad dwójką małych dzieci oraz deklaracje nieznającej jeszcze dzieci
                        neksi, że będzie dla nich dobra i chętnie się zajmie.
                        Na miejscu żony autora za propozycję opieki naprzemiennej zabiłabym
                        śmiechem.
                        • mamaadama4 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:12
                          Triss, wyrawanie się z okowów chłodu emocjonalnego wywołuje euforię.
                          Świat wydaje się wtedy piękny, prosty a problemy nie istnieją.
                          Próbowałam w którymś miejscu tego wątku wytłumaczyć panu - jako
                          doświadczona macocha całodobowa (jak to brzmismile ) i eks też z
                          pewnym stażem, że proste to to nie jest. Myślę, że niestety, po raz
                          kolejny każdy sam będzie musiał przekonać się na własnej skórze,
                          niestety też na skórze własnych dzieci, że wizje snute w blasku
                          świec bolesnie weryfikuje rzeczywistość.
                        • dsz27 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:13
                          Pisząc, że nic nie będzie po rozwodzie takie same miałam na myśli właśnie
                          dzieci. Bo życie można sobie ułożyć, z kimś kto tego chce. Sama mam syna w
                          podobnym wieku jak autor wątku więc wiem co takie dziecko przechodzi w sytuacji
                          gdy tatuś wypisuje się z interesu.
                          • mamaadama4 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:17
                            Wypisanie się z interesu jeszcze największym dramatem nie jest.
                            Bywa, niestety, coraz częściej, że tak się dzieje. Ale można to
                            zrobić z głową, żeby zminimalizować straty i to nie własne, ale
                            dzieci.
                            • triss_merigold6 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:28
                              Straty własne należy wpisać w koszty podjętej deczyji. Coś za coś,
                              bilans zysków i strat, na zimno.
                              Jesli chodzi o sprawy finansowe to w tym małżeństwie nie było
                              rozdzielności majątkowej, jest wspólne konto ergo dysporoporcja
                              między zarobkami pana i jego żony nie ma znaczenia. I tak podziwiam
                              kobietę, że mając dwójkę małych dzieci i dom (dom! a nie mieszkanie)
                              na głowie, pracuje zawodowo. IMO dom sprzedać i kupić dwa mieszkania
                              byłoby najrozsądniej.
                              Podtrzymuję, że opieka naprzemienna jest czystą iluzją.
                              • mamaadama4 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:34
                                To nie tylko iluzja, ale barbarzyństwo.
                                • dsz27 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:51
                                  Iluzja? Czego?
                                  • triss_merigold6 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:59
                                    Iluzja pozostawania super rodzicem i iluzja "dobra dzieci".
                                    Z ogromnym trudem do zrealizowania gdy rodzice mieszkają bardzo
                                    blisko siebie, mają podobne warunki lokalowe i bardzo ściśle, w
                                    miarę bezkonfliktowo współpracują wychowawczo.
                                    • dsz27 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 11:14
                                      Próba pozostawiania super rodzicem po rozwodzie to nieosiągalny cel. Ale
                                      wystarczy być po prostu rodzicem, chcącym uczestniczyć w życiu dziecka. Tym
                                      dochodzącym to prawda ale czy w takiej sytuacji nie jest tak, że lepszy taki
                                      ojciec np. obecny 2-3 razy w tygodniu, regularnie, niż żaden?
                                      • mamaadama4 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 11:20
                                        opieka naprzemienna powoduje, że dziecko tak naprawdę nie ma żadnego
                                        domu. Uczestniczenie w życiu dziecka to nie posiadanie go 2 tygodnie
                                        w miesiącu. A w przypadku dzieci 2 i 4 letniego to rozwiązanie ktore
                                        komletnie pozbawi je poczucia bezpieczeństwa.
                                        • dsz27 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 12:01
                                          Jeśli chodzi o opiekę naprzemienną to zgodzę się, że nie jest to dobre
                                          rozwiązanie dla tak malutkich dzieci, nie wiem czy generalnie jest to dobre
                                          wyjście . Myślałam raczej o sytuacji gdy ojciec dziecka jako rodzic dochodzący,
                                          po rozwodzie chce uczestniczyć w życiu dzieci. I robi to w miarę regularnie.
                                          • anbale Re: Czytam i czytam 09.08.09, 12:08
                                            Wy tu się martwicie o "opiekę naprzemienną" i dalej bijecie pana po głowie, a
                                            znając życie rozsierdzona sytuacją matka zrobi z dzieciakami co jej się żywnie
                                            podoba, i ojciec będzie, być może, miał jedynie jakieś przelotne "widzenia"...
                                            Poza tym wciąż ciężko mi się pogodzić z mentalnością, zakładającą, że mężczyzna
                                            jest zakładnikiem we własnym małżeństwie, a na to mniej-więcej tutaj wychodzi...
                                            Jasne, szkoda, że nie zaczął dywagować nad jakością swego małżeństwa przed
                                            pojawieniem się synów, ale wizja, że ktoś niejako z moralnego imperatywu musi
                                            tkwić przy kimś, na kogo patrzeć nie może- jest dla mnie, hmm, przygnębiająca...
                                          • mola1971 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 13:40
                                            dsz27 napisała:
                                            Myślałam raczej o sytuacji gdy ojciec dziecka jako rodzic dochodzący,
                                            po rozwodzie chce uczestniczyć w życiu dzieci. I robi to w miarę regularnie.

                                            Donia, z tym to różnie bywa. Czasem to, że tatuś zapomina o istnieniu dziecka to błogosławieństwo i dla dziecka i dla jego matki. Twoje szkraby są jeszcze maleńkie i dla nich ojciec to będzie partner matki. Niekoniecznie ojcem dzieci musi być ich ojciec biologiczny. Jesteś jeszcze młoda, dzieci malutkie i masz dużą szansę na ułożenie sobie życia z kimś kto pokocha i Ciebie i Twoje skarby. A wtedy dochodzący tatuś będzie tylko zbędnym balastem.
                                            A naprawdę są na tym świecie prawdziwi, odpowiedzialni mężczyźni, którzy potrafią kochać i kobietę i jej dzieci z poprzedniego związku. Mam u siebie w pracy taki przypadek. Dziewczyna kilka lat temu wpakowała się w romans z żonatym facetem i zaszła w ciążę. Facet się wypiął na nią i dziecko a ona ujęła się honorem i wzięła wychowanie dziecka na siebie. Mój kolega z pracy jakieś 3 lata temu zaczął się z nią spotykać. Po roku chyba zamieszkali razem (u niego) a on stał się dla małego naprawdę super ojcem. Za miesiąc biorą ślub (idę na ich weselicho). A do tego on zdecydował się przysposobić dziecko dla którego zresztą już jest ojcem.

                                            No to se popisałam smile A teraz idę smażyć kotlety tongue_out
                                            • michszyb Re: Czytam i czytam 10.08.09, 09:42
                                              Oj tak by chciała moja żona. Żebym wyparował. Kredyt by się spłaciła
                                              automatycznei po mojej śmierci, a ZUS wypłacałby dużą rentę. SZkoda że nie
                                              jestem dodatkowo ubezpieczony.

                                              No a nowy Pan by się wszystkim zajął. A że byłby nowy to łatwiej byłoby się dla
                                              niego starać. No i że nauczona że Pan może uciec to czasem by się Panem zajęła.
                                              No oczywiście tylko tak długo jak trzeba. Jak pan się uzalezni od Pani to już
                                              można sobie odpuścić.
                                              • sonia_30 Re: Czytam i czytam 10.08.09, 11:25
                                                A nie no, przejście w ten stan skupienia z całą pewnością sprawy by
                                                nie załatwiło... namacalny dowód musi być, a para ... sam wiesz.
                                                Do rzeczy jednak... kredyt zaciągnąłeś sam i tylko sam? Bo jak z
                                                żoną to automatycznie by się nie spłacił.. a jeśli sam, to nie wiem
                                                czy wiesz, ale w spadku dzieciom byś zostawił.
                                                Dużo goryczy przez Ciebie przemawia... z jednej strony się nie
                                                dziwię, z drugiej - zobacz też co leży po Twojej stronie.
                                                • michszyb Re: Czytam i czytam 10.08.09, 11:52
                                                  Jasne że gorycz przeze mnie przemawia. Bo to ja teraz mam być katem, który
                                                  niszczy rodzinę. A wcale ta rola mi nie odpowiada. Wyrzuty sumienia mnie
                                                  dobijają. No ale w pojmowaniu moojej żony jak i reszty społeczeństwa jestem
                                                  osobnikiem patologicznym, którego powinno się izolować.
                                                  Co leży po mojej stronie. CZasem myślę, że to może faktycznie fanaberia, że
                                                  chciałbym żyć w kochającej się rodzinie w której mężczyzna jest szanowany i
                                                  kochany. Może to wina reklam, w których mama przynosi dzieciom i tacie zupę z
                                                  papierka i robi to z miłością. No sam nie wiem. Wiem że są faceci, którzy nie
                                                  rozbijają i trwają w takim status quo, dla dobra rodziny i dzieci. Ale co to za
                                                  wzór dla dzieci do naśladowania, gdy rodzice na siebie warczą. Ja pochodzę z
                                                  takiej rodziny i szczerze mówiąc wolałbym,żeby tata odszedł od mamy i jak już
                                                  bym go widywał to byłby dla mnie i byłoby sympatycznie.
                                                  • mola1971 Re: Czytam i czytam 10.08.09, 12:37
                                                    Chłopie, jak każdy człowiek masz prawo do szczęścia. Masz też prawo
                                                    do błedu. Nikt Ci nie każe siedzieć w nieudanym małżeństwie i się
                                                    poświęcać bo to bez sensu by było. Bez wyrzutów sumienia się nie
                                                    obędzie bo się obyć nie może. I to nie chodzi o to, że masz kogoś na
                                                    boku. Po prostu przy rozwodzie ZAWSZE są wyrzuty sumienia i poczucie
                                                    porażki. Ale to mija.
                                                    Jeśli nie możecie się z żoną dogadać, ona terapii nie chce to może
                                                    mediator pomoże wam rozstać się w miarę spokojny sposób. Tak by i
                                                    dzieci jak najmniej na tym ucierpiały.
                                                    Mam tylko dla Ciebie jedną, bardzo ważną radę - odchodzi się OD
                                                    kogoś a nie DO kogoś. Zastanów się porządnie dlaczego tak naprawdę
                                                    chcesz tego rozwodu. Czy dlatego, że masz dość obecnego małżeństwa?
                                                    Czy też dlatego, że nowa miłość taka cudowna jest? Jeśli z
                                                    pierwszego powodu to ok. Jeśli z drugiego to masz duże szanse na to,
                                                    że wpakujesz się z deszczu pod rynnę.
                                                  • kasiapfk Re: Czytam i czytam 13.08.09, 16:28
                                                    Michszyb, każdy chce żyć w takiej rodzinie.
                                                    Tylko jakoś cholercia, czasem się nie udaje.
                                                    Życzę powodzenia.
                                          • michszyb Re: Czytam i czytam 10.08.09, 09:44
                                            > Jeśli chodzi o opiekę naprzemienną to zgodzę się, że nie jest to dobre
                                            > rozwiązanie dla tak malutkich dzieci, nie wiem czy generalnie jest to dobre
                                            > wyjście . Myślałam raczej o sytuacji gdy ojciec dziecka jako rodzic dochodzący,
                                            > po rozwodzie chce uczestniczyć w życiu dzieci. I robi to w miarę regularnie.



                                            Jasne opieka naprzemienna nie jest dobra. Bo dzieci mają tatusia za dużo.
                                            Głosuję więc za opieką przyznaną tatusiowi, a mamusia będzie czasem wpadać.
                            • dsz27 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:32
                              Dokładnie. Sposób rozstania wpływa na późniejsze relacje byłych małżonków,
                              którzy nadal zostają rodzicami. Im mniejsze straty tym łatwiej współdziałać. I
                              nie są to mżonki.
                              • dsz27 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 10:35
                                oczywiście miało być mrzonki. Przepraszam za tego bykawink
                                • natua Re: Czytam i czytam 09.08.09, 13:48
                                  dla kasiapfk -
                                  żona nie jest od zgadywania myśli, wystarczy, że wyręcza męża we wszystkich
                                  sprawach - wychowuje też JEGO dzieci, prowadzi tez JEGO dom, sprząta po NIM,
                                  pierze JEGO rzeczy, gotuje też pewnie nie tylko dla siebie i dzieci.
                                  Ja też bym chciała taki układ - mąż pracuje, sprząta, gotuję, pilnuje dzieci, a
                                  moim obowiązkiem jest tylko chodzić do pracy, w domu z godzinkę pobawię się z
                                  maluchem, i pomarzę.. o czułych przytulankach, i gdzie ten mąż? co on robi
                                  jeszcze w tej kuchni? I dla czego on nie ma ochoty na seks?
                                  A gdy spyta, czy go kocham - oczywiście, że kocham, bo jak powiem, że nie
                                  kocham, to kto mi obiad ugotuję??? I ciekawe jeszcze, czy domyśli się, że
                                  wychowuje nie swoje dzieci - bo do tego nigdy się nie przyznam.
                                  Po prostu nasz bohater jest wygodnicki. Niech zamieni się z żoną obowiązkami, i
                                  chce wiedzieć, o czym będzie myśleć po miesiącu - jak załatwić dziecku lekarza,
                                  co ugotować jutro na obiad, gdzie kupić buciki, czy o seksie?
                                  A takie ble... ble... robiłem, co żona kazała... Bierność i wygoda. Jeżeli
                                  zarabiasz 8000 zł., wynajmij sprzątaczkę i opiekunkę do dzieci - zrób tak, żeby
                                  żona miała czas dla siebie - to i na seks ochota przyjdzie.
                                  Wydaje ci się, że kochanka będzie zachwycona wychowaniem TWOICH dzieci. Masz
                                  całkowita racje, wydaje ci się....
                                  O sobie - odstawiłam męża od "cycka" - nie wyłazi z kuchni, bo ciągle coś gotuje
                                  - (jest głodny, a ja w ogóle nie gotuje), - kafelki w kuchni pobite - bo coś
                                  spada na podłogę, połowa talerzy pobita, ciągle wyrzuca jedzenie - (bo zepsuło
                                  się), w nocy zrywa się - nie od tego, że chce się seksu, a zapomniał jedzenie
                                  wystawić do lodówki lub na balkon, albo przykryć i kot dobrał się do
                                  jego"smakołyków", rano musi pozmywać po sobie góry naczyń, po pracy -
                                  pracowanie, sprzątanie, pranie, szkoda, że dzieci duże, i nie musi im gotować.
                                  Czasami je na mieście - i wtedy nie wyłazi z łazienki, chodzi w byłe czym - bo
                                  coś jak kupi - to wygląda w tym jak menel lub żul, (Bo niedobra żona mówiła, co
                                  ma kupić, żeby ładnie wyglądać), śpi w tak wymiętej pościeli - że sam widok mnie
                                  odstrasza, nad łóżkiem pajęczyna, (nie ma czasu ani ochoty tego zabrać). Kiedyś
                                  "uszczęśliwiał" mnie praniem, bo PAN po jednym założeniu ubrania już dawał do
                                  prania, nawet jeżeli było czyste i nie śmierdziało - teraz - chodzi w jednej
                                  koszuli przez tydzień, nawet po bieganiu nie pierze rzeczy, biega w nich kilka razy.
                                  Przed tym mówił mi, że nie będzie jadł to, co zjadł wczoraj, bo nie świeżę i
                                  wczoraj już to jadł, potrzebuje różnorodności. Teraz - jak nie ma czasu, może
                                  tygodniami jeść makaron, i codziennie! codziennie - smażona cebula - mnie już
                                  ten zapach dobija!
                                  Już nie mogę patrzeć na makaron... nie mówiąc już o jedzeniu. Jak zaproponuje
                                  mu coś do zjedzenia, to, co ja ugotowała - nie muszę 2 razy zapraszać, jak kiedyś.
                                  Widziałam, jak zaszywał sobie skarpetki - co za widok! A ile czasu mu to zajmuję!
                                  Ręczniki ma ciągle brudne i śmierdzące, a i od niego czasami taki pot zalatuję!
                                  A ja wyglądam lepiej, niż 15 lat temu, i czuje się o niebo lepiej.
                                  A rada dla panów - zawieść sobie zwierzątko i kwiatek, jak w ciągu dwóch lat
                                  kwiatek nie uschnie i zwierzątko nie ucieknie - możesz zakładać rodzinę. A nasz
                                  bohater, niestety, nie zdążył usamodzielnić się. I bardzo jestem ciekawa, gdyby
                                  radził sobie sam, jak mój mąż teraz, to czy jakaś by na niego poleciała?
                                  Bo nie wierze, że męski pot, wymięte i niedobrane ubranie podnieca.
                                  Niestety, gdzieś tak po 40- lub 50 od razu widać, czy facet ma żonę czy nie -
                                  różnica jest kolosalna!
                                  Kiedyś starsza o 20 lat ciotka mówiła mi, że zna dużo wdów i wdowców, wszyscy
                                  wdowcy chcą ożenić się, ale żadna wdowa nie chce.


                                  • kasiapfk Re: Czytam i czytam 09.08.09, 14:53
                                    Natua, to było napisane przeze mnie z przymróżeniem oka wink
                                    hihihi, ja też miąłąm się DOMYŚLAĆ... hihihi a on emocjiiii szukał,
                                    albo spokoju, jak mi dzisiaj powiedział. No czegoś tu nei rozumiem.
                                    Albo emocje, albo spokój smile
                                    NO, ale to już nie mój problem.
                                    pozdrawiam,
                                    K.
                                  • neofitas Re: Czytam i czytam 09.08.09, 15:13
                                    Coś w tym jest, natua.
                                  • triss_merigold6 Re: Czytam i czytam 09.08.09, 15:46
                                    Cuuuuudneeee!
                                  • z_mazur Re: Czytam i czytam 10.08.09, 00:54
                                    Tiaaa, faceci to takie niezaradne ciapy, które bez kobiety ani rusz. smile

                                    Ja tam po rozwodzie, który nastąpił głównie z inicjatywy żony, gdy już stanąłem na nogi i pozbierałem się do kupy, czuję się świetnie. Znajomi w koło mówią mi że świetnie wyglądam i że widac po mnie, że odżyłem. W małżeństwie zawsze moje potrzeby były na ostatnim miejscu, najpierw córka, żona, dom, na końcu ja. Teraz trochę sobie przestawiłem priorytety, zaspokajanie swoich potrzeb stawiam na równi z zaspokajaniem potrzeb innych i dobrze mi z tym.

                                    Zmieniłem styl, noszę to co lubię i w czym wiem, że dobrze wyglądam, kobiety jakoś doceniają mój gust, nie potrzebuję porad żony do tego co mam na siebie włożyc. Mieszkanie może nie jest spcjalnie przytulne, ale jest funkcjonalne i zaspokaja moje potrzeby. Nie obrastam brudem, ale z satysfakcją i premedytacją zostawiam czasem naczynia na noc w zlewie, myśląc jak to fajnie, że tylko ode mnie zależy, czy chcę miec je pozmywane czy nie i że nikt tego nie będzie w żaden sposób komentował.
                                  • michszyb Re: Czytam i czytam 10.08.09, 09:38
                                    > Ręczniki ma ciągle brudne i śmierdzące, a i od niego czasami taki pot zalatuję!
                                    > A ja wyglądam lepiej, niż 15 lat temu, i czuje się o niebo lepiej.
                                    > A rada dla panów - zawieść sobie zwierzątko i kwiatek, jak w ciągu dwóch lat
                                    > kwiatek nie uschnie i zwierzątko nie ucieknie - możesz zakładać rodzinę. A nasz
                                    > bohater, niestety, nie zdążył usamodzielnić się. I bardzo jestem ciekawa, gdyby
                                    > radził sobie sam, jak mój mąż teraz, to czy jakaś by na niego poleciała?
                                    > Bo nie wierze, że męski pot, wymięte i niedobrane ubranie podnieca.
                                    > Niestety, gdzieś tak po 40- lub 50 od razu widać, czy facet ma żonę czy nie -
                                    > różnica jest kolosalna!
                                    > Kiedyś starsza o 20 lat ciotka mówiła mi, że zna dużo wdów i wdowców, wszyscy
                                    > wdowcy chcą ożenić się, ale żadna wdowa nie chce.




                                    Natau

                                    Jak to czytam to mnie obrzydzenie bierze. Nie z powodu tych jakrze obrazowych
                                    opisów jednakże. Powodem jest satysfakcja jak przebija przez ten tekst. Twoje
                                    wywyższanie sie nad swoim facetem jest wręcz charakterystyczne. Ciebie to
                                    cieszy. Tylko jak to jest, ze przez lata kochałaś tą swoją niedojdę życiową. A
                                    moze już wtedy czasem zerkałaś z obrzydzeniem.
                                    Ty powinnaś być modliszką. Po zapłodnieniu zjadłabyś samca i po kłopocie. A
                                    takto plącze się taki bez sensu i tylko trzeba jego łachy prać i żreć dać bo
                                    inaczej zdechnie albo przynajmniej zaśmiergnie.
                                    Wiesz o to pytałem się żony. Powiedz mi po co ja ci jestem? Do sprzątania i
                                    gotowania wynajmę kogoś. Przy dzieciach może też cię ktoś odciążyc? Tylko co ze
                                    mną, do czego ja ci będe potrzebny?

                                    Oj straszne wtedy oburzenie następowało. No jak to, oczywiście że jesteś mi
                                    potrzebny. Tylko odpowiedź nigdy nie padła. Poza tym że mam po prostu być. No i
                                    utrzymywać, choć tego głośno nie mówiła.


        • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 10.08.09, 08:31
          Co do Ciebie. Idź do łazienki, zdejmij spodnie i sprawdź, czy masz
          > jaja? Są? Ok. TO się zachowaj jak facet, mąż, ojciec.

          Lady2009. Strzał w dziesiątkę.
          • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 10.08.09, 09:11
            dorata351 napisała:

            > Co do Ciebie. Idź do łazienki, zdejmij spodnie i sprawdź, czy masz
            > > jaja? Są? Ok. TO się zachowaj jak facet, mąż, ojciec.
            >
            > Lady2009. Strzał w dziesiątkę.

            A jak powinien zachować się facet. Może następnym razem jak żona powie do mnie
            "Ty pojebańcu" cedząc to powoli i ze smakiem przez to powinienem dać jej w pysk,
            a potem wywlec za włosy na dwór. Tak wtedy byłbym facetem. Ale nie jestem bo to
            ja boje się jej i dlatego wie że może sobie na wszystko pozwolić. Tak facet jest
            facetem jak kobieta zna granice i boi się je przekroczyć. Reszta to cioty.
            • lady2009 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 13.08.09, 14:40
              jeśli dla Ciebie definicja faceta to "dać jej w pysk, a potem wywlec
              za włosy na dwór." to ja już wiem dlaczego bierzesz rozwód wink
              swoją drogą rzeczywiście takie zachowanie sprawdzi się, ale tylko w
              łóżku i gry partnerka lubi smile

              aha i potraktuj ten post żartobliwie, widać, że już denerwowany
              jesteśsmile

              PS ja mam prawdziwego faceta. W łóżku potarga za włosy, ale potrafi
              i pranie wstawić i podłoge umyć.
              Nie mamy jeszcze dzieci, ale 2 koty i jako "koci ojciec" sprawdza
              się doskonale. Może tak każdy zanim zdecyduje się na potomka
              powinien sprawić sobie zwierzątko? U nas to był doskonały test.
              Wiem, że potrafimy razem wspólnie się opiekować, i gdy już będziemy
              mieli dziecko będzie miało ono najlepszego tatę pod Słońcem.
              • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 13.08.09, 15:16
                Hmm..

                Jak to czytam to właśnie czuję w środku czego brakowało z żoną. Chciałem widzieć
                w jej oczach że jest ze mnie zadowolona. Za włosy nie targałem bo nie lubiła,
                ale podłogę umyłem i chłopaków wykąpałem.
                Zobaczyłem to dopiero w oczach tej innej. I oszalałem ze szczęścia. A potem ze
                zgryzoty. Dlaczego to daje mi inna?
                • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 13.08.09, 16:24
                  Cholera, a ja była niezadowolona, bo mój raz na pół roku kwiaty bez
                  okazji przyniósł, ale żeby coś praktyczniejszego to nie. Bo on
                  myślał, że jak nie pije, nie bije i nie zdradza to wystarczy...-
                  dosłowny cytat.

                  A tego, że wspierałąm i byłam dumna z niego i komunikowałam mu o tym
                  to nie pamięta... Może też zachwyt zobaczył w innych oczach, takich
                  co to skarpet i nie ogolonego go nie widzą na codzień hihi.
                  Alr to już przeszłość. Na szczęscie. smile
                  czego i Państwu życzę smile
    • sauber1 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 10.08.09, 01:04
      michszyb napisał:

      > Myślę poważnie o rozwodzie. Znamy się od 17 lat, małżeństwem jesteśmy od 9.
      > Mamy po 34 lata. Z zewnątrz doskonałe małżeństwo. Dwójka cudownych chłopaków (
      > 2i 4 lata), piękny dom. Tylko niestety w domu jakaś taka pustka emocjonalna.
      > Ja typ pantoflarza, który zawsze ustępował, z głową w chmurach marzący o
      > szczęśliwej rodzinie, miłości, przytulaniu i seksie. Ona pragmatyczka, mocno
      > stąpająca po ziemi, uważająca emocjonalność i uczuciowość za nie niezbędny
      > element relacji międzyludzkich. Półtora roku temu trafiam na kobietę, która
      > pokazuje mi świat miłości i bliskości. Zakochuję się jak wariat, ale próbuję
      > uciec z tego związku. Potem decyduję się odejść od żony. Wytrzymuję półtora
      > miesiąca. Wyrzuty sumienia z powodu porzucenia matki małych dzieci i tęsknota
      > za chłopakami każe mi wrócić. Na początku obydwoje się staramy. Szybko okazuję
      > się że staranie polega na udawaniu, że jesteśmy inni tzn tacy jakby oczekiwał
      > partner. Ale udawać się długo nie da. Teraz żyjemy obok siebie i udajemy że
      > nic się nie dzieje.




      Kiedy wy to dzieło stworzyliście, że też uszło to mojej uwadze?
      Jak na moje oko michszyb raczej nie może być facetem, jak już to jakaś kobieta w
      tym przedziale wiekowym pięknie się podszywa, a motyw jak najbardziej realny,
      problemy natury seksualnej. Nie wierzę by facet zamierzający się rozwodzić mógł
      tak przedstawiać sprawę, choć chcę się mylić.
      A jak już tu jestem, dodam tylko tyle, nie da się realizować czyjegoś
      scenariusza życia, to jest raczej niemożliwe.
      • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 10.08.09, 09:16
        > Kiedy wy to dzieło stworzyliście, że też uszło to mojej uwadze?
        > Jak na moje oko michszyb raczej nie może być facetem, jak już to jakaś kobieta
        > w
        > tym przedziale wiekowym pięknie się podszywa, a motyw jak najbardziej realny,
        > problemy natury seksualnej. Nie wierzę by facet zamierzający się rozwodzić mógł
        > tak przedstawiać sprawę, choć chcę się mylić.
        > A jak już tu jestem, dodam tylko tyle, nie da się realizować czyjegoś
        > scenariusza życia, to jest raczej niemożliwe.
        >

        Tak się składa że jestem facetem z krwi i kości. Choć oczywiście wiele osób jak
        zauważyłem daje mi do zrozumienia , że to co mam w kroczu nie czyni mnie jeszcze
        facetem.

        Zaciekawiłeś mnie. Dlazcego uważasz, że to pisze kobieta, co w tym jest kobiecego?
        • sauber1 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 10.08.09, 11:44
          michszyb napisał:


          > Zaciekawiłeś mnie. Dlazcego uważasz, że to pisze kobieta, co w tym jest kobiece
          > go?

          To i tak jest bez większego znaczenia, tak sobie skojarzyłem po sposobie
          myślenia, ale skoro nazwałeś się sam "pantoflarzem" więcej pytań nie mam. A
          nawet jak to wszystko szczerą prawdą, to jakoś tam będzie, żeby tylko ludzie
          mieli takie problemy ...
          • natua Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 11.08.09, 18:01
            michszyb, nie chodzi mi o wywyższanie się, ani udowadnianie czegoś tam. Mój mąż
            uważał, że jak nie pije, nie pali, po kobietach nie biega, to jest ideałem,
            który już nic nie musi w domu robić, wystarczy, że jest, a dla mnie szczęściem
            jest obsługiwanie go. Wracał z pracy – „witaj, kochanie, popatrz, co dla ciebie
            ugotowałam, popatrz, jaki sweterek dla ciebie zrobiłam” a on ciągłe miał
            skwaszoną minę, w domu nie robił nic, absolutnie nic – nie pomagał przy
            dzieciach, przy zakupach, po domu– na początku prosiłam o pomoc, ale albo w
            ogóle tego nie robił, albo robił z 3 dniowym opóźnieniem, nie chciałam kłócić
            się, więc młotek, piła, i sama sobie radziłam. Mąż uważał, że nie powinnam go
            obciążać takimi „duperelami” jak zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie, dzieci.
            Niestety, postawiłam męża i dzieci na pierwszym miejscu, taka ze mnie była
            użyteczna idiotka, w łóżku też go obsługiwałam, bo on był z takich, co nic nie
            chce, to tylko ja chciałam. Co bym nie zrobiłam, nic mu nie pasowało, a z jego
            strony – zero zaangażowania, tylko krytyka, i oczywiście zero pomysłów, jak
            rozwiązać problem, bo on zajmuje się „ważnymi sprawami” a ja nic nie robię. I
            totalna bierność – zrób coś, nie wiem co, przynieś coś, nie wiem co. Taki z
            niego marzyciel. W końcu dotarło do mnie, że to nie ja mam problem, bo nie
            potrafię go zadowolić, a to ON ma problem ze sobą, bo nie wie, czego chce, i
            gdybym gwiazdkę z nieba mu dostałam, powiedział by, że krzywa. Na dodatek,
            ukrywał przede mną pieniądze, mówił, że nie ma, więc musiałam kombinować,
            Jesteście ze sobą 17! lat! Sory, i ty przez 17! lat marzyłeś o miłości i
            szacunku, a co ZROBILEŚ???? Nic. Jesteś romantyczny? A zrobiłeś żonie śniadanie
            do łóżka? To takie romantyczne! Przygotuj wieczorem dla niej kąpiel, żeby
            zrelaksowała się, posyp płatkami róż, wyślij żonę do fryzjera a sam z
            chłopakami zrób ciasto lub tort, nie zapomnij posprzątać za sobą. I zrób to z
            miłością, jeżeli źle zareaguje, powiedz, jak się czujesz, jaki przykład chciałeś
            dać dzieciom, i jaki ona daje przykład? Że nie warto cos robić dla mamy? Że nie
            opłaca się starać ? Jeżeli wyprała dla ciebie – dziękujesz? Ugotowała –
            dziękujesz? Zauważasz, że coś robi dla domu? Jeżeli uważasz, że pranie,
            sprzątanie, gotowanie – to obowiązek żony, to mylisz się, i żal mi ciebie.
            Sam piszesz, że dopiero INNA kobieta w prowadziła cię do świata miłości, a więc
            znowu KTOŚ to musiał przed tobą odkryć, nie ty! Ktoś poprowadził ciebie na
            sznurku! A to oznacza, że z jednego związku, w którym jesteś zdominowany, chcesz
            wplątać się do innego związku, w którym TEŻ będziesz zdominowany! Są kobiety,
            które ochocze na seks, a po urodzeniu dziecka traktują męża jak dojną krowę i
            zero seksu. Ja zachowa się twoja nowa - tez nie wiesz.
            Żona nie chce seksu? Mąż – dlaczego leżysz jak kłoda? Żona – bo rąbiesz jak drwal.
            Miłość powinna być jak dwie połówki równania.
            A zresztą, jesteś duży, umiesz czytać? Chociaż by Lwa Starowicza Seks dojrzały,
            seks partnerski? Seks dla opornych? Kamasutrę? Teraz można nawet płyty kupić z
            muzyką i pozycjami bez wulgaryzmu.
            Dlaczego ty nie odkryłeś przed żona świat miłości? Bo to wymaga dużo
            cierpliwości i starań, a komu teraz chce się starać? Motto: szybko, łatwo i
            przyjemnie i zero wysiłku?
            Zero wysiłku = zero rezultatu. Miłość powinna być jak dwie połówki jednego równania.
            • eutherpe Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:41
              Natua...nic dodać nic ująć......Do przemyslenia. Czy aby nie miałyśmy wspólnego
              męża?smile)
              • natua Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 13.08.09, 17:26
                Niestety, takich chłopczyków, a dla nas mężów wychowują kobiety. Od mojego matka
                nic nie wymagała, dobrze się uczył - i wystarczy, a była dyrektorem szkoły. Mam
                2 dziewczyny, potrafią posprzątać i ugotować, ale dlaczego chłopcy rozwijają
                się do 6 roku życia a później tylko rosną? Przecież nikt im lobotomii nie robił,
                maja mózgi jak kobiety. A z przyjemnością czytam, że nie wszyscy faceci to tacy
                kaleki emocjonalne i leworęczne. Ech, szukam takiego, któremu Bozia rączki
                dała......
                • prezesik_1 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 14.08.09, 01:43
                  Było mi niezmiernie miło pogościć na tym uroczym forum, ale z niczym nigdy nie
                  należy przesadzać ... Sorki mam o 2:10 pociąg, może kiedyś jeszcze tu zerkną, a
                  dopiszę...?
                  Pozdrawiam serdecznie smile
    • whitediamond Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 15.03.16, 17:22
      przerobcie dom na dwa samodzielne mieszkania, niech jedno mieszka na gorze, drugie na dole i razem wychowujcie dzieci

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka