Rozwodze sie.
Moj maz po 16 latach malzenstwa stwierdzil, ze mamy niezgodne
charaktery i zlozyl pozew o rozwod.
Nie bylo mi latwo, ale postanowilam wziac sie w garsc i po kilku
nieudanych probach zbudowania czegos na gruzach odpuscilam.
Zgodze sie na ten rozwod. A niech tam...
Troche sie boje, mam 9 letnie dziecko i musze myslec przede
wszystkim o tym, zeby jemu zycie sie nie skrzywilo przez nasza
decyzje.
Duzo myslalam ostatnio o calym swoim zyciu z NIM. Tak naprawde od
poczatku to byla farsa. On robil co chcial, realizowal sie zawodowo,
rozwijal pasje i zainteresowania, spelnial sie.
A ja? Zona swojego meza. Kompromisy zawsze satysfakcjonowaly JEGO
nie NAS. Nas chyba nigdy nie bylo... Zwiazalam sie ze skrajnym
egoista. Czlowiekiem, ktory uwaza, ze o problemach sie nie rozmawia,
bo to czepialstwo. Problemy same sie rozwiazuja

Nie bylam tez swieta,ale nigdy nie dopuscilam sie zdrady,
nielojalnosci i zadnej formy zemsty na moim prawie ex. Chcialam byc
w porzadku. Zaluje, bo on nie jest tak mily. Ostatnio dowiedzialam
sie, ze nagrywa nasze klotnie, zainstalowal program monitorujacy w
komputerze (teraz pisze z laptopa brata), szuka na mnie hakow.
Jednoczesnie zlozyl pozew bez orzekania o winie, ale mysle, ze to
zbieranie hakow to zabezpieczenie sie przed ewentualnym moim
rzadaniem orzeczenia o winie.
Pierwszy jego zwiazek (10 lat temu) wybaczylam. Myslalam, ze jak
bede "dobra", to on bedzie mnie bardziej cenil. Lipa. Kiedy
dowiedzialam sie, ze znowu spotyka sie z inna kobieta, z ktora
rzekomo nic go nie laczy, ale jak oswiadczyl "najbardziej boi sie,
ze zabronie mu sie z nia spotykac", wscielkam sie.
Mysle sobie, ze mimo strachu o to co przede mna, bede szczesliwa.
Nikogo w zyciu nie kochalam tak jak ex. Ale tez nie wiem co to
znaczy, kiedy kobieta jest kochana. Kiedy czuje sie wazna, jej zycie
jest istotne, znajomi i rodzina nie sa bezadzijni, kiedy jest
doceniana za to co robi, kiedy ma oparcie w partnerze.
Mam nadzieje, ze jeszcze nie jestem za stara, aby sie o tym
dowiedziec.