Dodaj do ulubionych

i zyli dlugo i nie szczesliwie...

26.08.09, 14:27
Rozwodze sie.
Moj maz po 16 latach malzenstwa stwierdzil, ze mamy niezgodne
charaktery i zlozyl pozew o rozwod.
Nie bylo mi latwo, ale postanowilam wziac sie w garsc i po kilku
nieudanych probach zbudowania czegos na gruzach odpuscilam.
Zgodze sie na ten rozwod. A niech tam...
Troche sie boje, mam 9 letnie dziecko i musze myslec przede
wszystkim o tym, zeby jemu zycie sie nie skrzywilo przez nasza
decyzje.
Duzo myslalam ostatnio o calym swoim zyciu z NIM. Tak naprawde od
poczatku to byla farsa. On robil co chcial, realizowal sie zawodowo,
rozwijal pasje i zainteresowania, spelnial sie.
A ja? Zona swojego meza. Kompromisy zawsze satysfakcjonowaly JEGO
nie NAS. Nas chyba nigdy nie bylo... Zwiazalam sie ze skrajnym
egoista. Czlowiekiem, ktory uwaza, ze o problemach sie nie rozmawia,
bo to czepialstwo. Problemy same sie rozwiazujasmile
Nie bylam tez swieta,ale nigdy nie dopuscilam sie zdrady,
nielojalnosci i zadnej formy zemsty na moim prawie ex. Chcialam byc
w porzadku. Zaluje, bo on nie jest tak mily. Ostatnio dowiedzialam
sie, ze nagrywa nasze klotnie, zainstalowal program monitorujacy w
komputerze (teraz pisze z laptopa brata), szuka na mnie hakow.
Jednoczesnie zlozyl pozew bez orzekania o winie, ale mysle, ze to
zbieranie hakow to zabezpieczenie sie przed ewentualnym moim
rzadaniem orzeczenia o winie.
Pierwszy jego zwiazek (10 lat temu) wybaczylam. Myslalam, ze jak
bede "dobra", to on bedzie mnie bardziej cenil. Lipa. Kiedy
dowiedzialam sie, ze znowu spotyka sie z inna kobieta, z ktora
rzekomo nic go nie laczy, ale jak oswiadczyl "najbardziej boi sie,
ze zabronie mu sie z nia spotykac", wscielkam sie.
Mysle sobie, ze mimo strachu o to co przede mna, bede szczesliwa.
Nikogo w zyciu nie kochalam tak jak ex. Ale tez nie wiem co to
znaczy, kiedy kobieta jest kochana. Kiedy czuje sie wazna, jej zycie
jest istotne, znajomi i rodzina nie sa bezadzijni, kiedy jest
doceniana za to co robi, kiedy ma oparcie w partnerze.
Mam nadzieje, ze jeszcze nie jestem za stara, aby sie o tym
dowiedziec.
Obserwuj wątek
    • tricolour Te niezgodne charaktery, o których piszesz... 26.08.09, 15:02
      ... mają długie nogi.

      Alimenty na dziecko (ok 1000zł i od zaraz) połowa majątku beż żadnej
      dyskusji (jeśli prawnie się należy) - to Twoje dwa filary
      ropoczynające przyszłość na gruzach małżeństwa.
      • kicia031 Re: Te niezgodne charaktery, o których piszesz... 26.08.09, 16:39
        połowa majątku beż żadnej
        > dyskusji

        Poszukac dowodow zdrady i w zamian za nieorzekanie o winie 3/4
        wspolnego majatku. I tak mu sie to oplaci, bo nie bedzie placil na
        ciebie alimentow.
        • miriam73 Re: Te niezgodne charaktery, o których piszesz... 26.08.09, 17:03
          Moj prawie ex ostatnio stwierdzil, ze 500zl ktore przelewa mi na
          konto na utrzymanie dziecka, to za duzo, a mnie to on utrzymywal nie
          bedzie... Nie obchodzi mnie to zbytnio, ale nie spodziewalam sie, ze
          pieniadze na jedynego potomka bedzie trzeba wyszarpywac od niego
          sila. Nie wiem ile zadeklarowal w pozwie, bo go jeszcze nie
          dostalam, ale na mniej na pewno sie nie zgodze.
          Co do majatku, to wszystko co mamy lacznie z mieszkaniem jest
          wspolne. On myslal, ze jesli wiekszosc sfinansowali jego rodzice, to
          mi sie nic nie nalezy. Na szczescie prawo mowi inaczejsmile
          Poniewaz nie wyprowadzil sie nie jest lekko. Ostatnio powiedzial, ze
          to ja powinnam sie wyniesc z dzieckiem do swoich rodzicow, bo maja
          dom i mieszkaja w tymsamym miescie, ale figa z makiem. Mieszkanie
          jest w polowie moje, jest to DOM mojego dziecka, czego maly rozumek
          mojego ex nie obejmuje, wiec wyprowadzka to ostatnia rzecz jaka
          zrobie. Rozwod to bedzie pikus przy tym, jaka walke bede musiala
          stoczyc przy sprawie o podzial majatku...
          • tarantula007 Re: Te niezgodne charaktery, o których piszesz... 30.10.09, 21:57
            No ... prawie jakbym czytała o swojej sytuacji... jota w jotę
            niemal... co prawda jego rodzice nic nie finansowali, ale zdaniem
            nibymęża , 4/5 jest jego... a moje to właściwie nic... smile Tyle, że u
            mnie przeszłość jakby trochę bardziej dramatyczna ...
    • bachantka Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 26.08.09, 18:41
      z tego co piszesz to ten rozwód to fajna rzecz dla ciebie, nie jesteś za stara,
      wszystko przed tobą, ale nie daj się wymanewrować, koniec kompromisów, skoro to
      on chce rozwodu to może tym razem niech ewentualne kompromisy będą takimi, które
      zadowolą ciebie? nie uważasz ze po tych 16 latach twojego życia coś ci się
      należy? jeśli byłaś zdradzana, orzekanie o winie (jego winie) oznacza dla ciebie
      alimenty, a kasa po rozwodzie się przyda, walcz o alimenty, nalezą się dziecku i
      tyle i jeśli chcesz o nie zadbać, to zacznij od zadbania o zaplecze finansowe

      powodzenia i nie poddawaj się dziewczyno, dobrze będzie, tzn. będzie paskudnie,
      ale potem będzie już coraz lepiej i lepiej


      B.
      • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 26.08.09, 19:28
        Nie jestem pewna, czy rozwod to dla mnie fajna rzecz. Nie
        przewidywalam takiego scenariusza mojego zycia. Mysle tez, ze byc
        moze w tym ostatnim przypadku rzeczywiscie nie doszlo do "zdrady" w
        ogolnie pojetym znaczeniu. Niemniej zdradzona sie czuje. To JA
        mialam byc kobieta jego zycia, to ze MNA mial dzielic sukcesy i
        porazki, to do MNIE mial przychodzic, zeby sie wygadac.
        Znalazlam notes, w ktorym w formie listu pisal do tamtej, jak bardzo
        chcialby byc blisko niej, jak chcialby sie do niej przytulic i
        poczuc zapach jej wlosow, jak dobrze sie czuje, kiedy ona jest
        obok... On twierdzi, ze to nie mialo znaczenia, ze przeciez on nigdy
        jej tego nie pokazal, nie powiedzial. Wiec o co mi chodzi, jaka
        zdrada?
        A jednak. Wzbudzil we mnie gorycz i poczucie bezwartosciowosci.
        Spowodowal, ze zaczelam go sprawdzac i kontrolowac dowiadujac sie
        przy okazji, ze juz dawno nie jestem czescia jego zycia. Ma
        przyjaciol i znajomych, z ktorymi spedza czas, dyskutuje, dzieli sie
        soba. I jak sie okazalo JA nie mam wstepu do tego swiata. To
        uslyszalam. Jego zycie ze mna to odrebna rzecz. Kazdy ma prawo do
        prywatnosci...
        Nigdy go nie ograniczalam, jego pasje i praca wymagaly wyjazdow.
        Godzilam sie na wszystkie. Rowniez te, gdzie jezdzil z kolezankami.
        Ufalam. Wierzylam, ze skoro mowi, ze jedzie z inna kobieta, to jest
        to tylko kolezanka, inaczej po co by mowil. Mogl swobodnie sklamac,
        przeciez nie sprawdzalam go. O kobiecie z notesu nie wspominal.
        Teraz twierdzi, ze moja zazdrosc i to, ze nie potrafilam spokojnie
        zrozumiec, ze to tylko przyjazn spowodowaly rozpad zwiazku.
        Moze rzeczywiscie powinnam byla mu uwierzyc??
        • kasiapfk Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 06:51
          Miriam,
          Pozamiatane juz jest. A to, o czym piszesz, dla mnie jest zdradą. I
          tchórzostwem pierwszej wody.
          Eksowi błogosławieństwo na drogę. A sobie szczęścia w nowym życiu smile
    • kasiapfk Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 26.08.09, 19:25
      Miriam, jak ja Cię rozumiemsmile i jestem przykładem, że można się
      wyzwolić i zostać z domem i cudownymi dziećmi smile
      I śmiać się znowu pełnym sercem! i oczami, i całą sobą.
    • rarely nie szczesliwie...pisze sie razem 26.08.09, 21:33
      • miriam73 Re: nie szczesliwie...pisze sie razem 26.08.09, 22:11
        Wcale niekoniecznie razem. W przypadku, kiedy wyraz NIE jest nie
        tyko zaprzeczeniem, ale takze wprowadza przeciwstawienie, piszemy
        wyrazy rozdzielnie. W tytule watku to wlasnie chcialam osiagnac
        dlatego z premedytacja nie napisalam wyrazow lacznie.
        Pozdrawiamsmile
        • rarely to jakas autorska teoria 27.08.09, 16:39
          smile
          • miriam73 Re: to jakas autorska teoria 27.08.09, 17:00
            nie, slownik ortograficzny, rozdzial o pisowni rozdzielnej partyluly
            NIEsmile
    • 2008anula Re: dla CIEBIE 'kochac za bardzo' 27.08.09, 08:23
      Strasznie przykro. Ja mam maly staz ale ostatnio potwierdzilam swoje podejrzenia
      ze jest nie najlepiej, jak zrobilam sobie test na stronie ego-psychologia.com.
      Tam wlasnie juz w tescie pytaja np. kto idzie na kompromis - niestety chyba nie
      bede oryginalna jak powiem -
    • knokkelmann1 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 10:06
      trzymaj sie. twój maż to kawał szmaciarza i tyle. Wyciągnij ile się da i na
      razie. Nie jest warty nawet splunięcia. Jest szubrawcem 1 wody, osobą która żywi
      się twoją miłością i cierpieniem. Znam, jako mężczyzna, doskonale to uczucie. I
      ten sposób myślenia - jak ja jestem w porządku to i ta druga strona tez będzie.
      Kiedy przechyli się już miara, trzeba wziąć co twoje i pożegnać się grzecznie.
      Nie odpuszczać. Tacy ludzie nie są tego warci. Gnoje. Niezgodne charaktery. K...
      mać, co z prostak. Najlepszego.
      • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 11:29
        Nie ukrywam, ze wazne jest co do mnie napisales knokkelmann1. Moj
        nadal maz wpajal we mnie cale zycie, ze jego egoistyczne i samolubne
        myslenie jest zwiazane miedzy innymi z tym, ze jest mezczyzna. A
        faceci tacy sa. Moze na poczatku malzenstwa nawet w to wierzylam,
        ale lata obserwacji i doswiadczenie zyciowe spowodowaly, ze coraz
        bardziej zaczelam w to watpic... Miedzy innymi dzieki takim facetom
        jak Ty.
        Oczywiscie jego zdaniem rozpad zwiazku to moja wina. Bo usilowalam
        rozmawiac o rzeczach, ktore mnie draznily (czyli czepalam sie).
        Najbardziej zaluje, ze tyle lat pozwalalam soba manipulowac. Ze tak
        bardzo chcialam z nim byc, ze przestalam dbac o SIEBIE. Tak naprawde
        to cale zycie bylam sama. Przkleilam sie do niego i wydawalo mi sie,
        ze nie potrafie zyc jako samodzielna jednostka.
        On chyba tez tak myslal i teraz jest nieco rozdrazniony sytuacja, ze
        nie placze po katach (a jesli to robie, to nie przy nim), nie
        histeryzuje, nie zloszcze. Staram sie przyjac to co nieuchronne z
        godnoscia. Radze sobie. Mam niezla prace, wyjechalam z dzieckiem na
        wakaje, jestem spokojna.
        Tylko tez zal i gorycz... To uczucie porazki i jednak strachu o to
        co przede mna... Ale to minie. Wiem to.
        Teraz jestem na wakacjach. Wracam do domu w weekend i pewnie znajde
        w skrzynce awizo na polecony z sadu...
        • gibbo Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 14:50
          Ja też czekam na awizo. Znam z grubsza treść pozwu jaki wysłała moja żona, ale otwieranie skrzynki po powrocie z pracy jest katorgą. Będzie, nie będzie? Zaproponowała rozwód bez orzekania winny i chce go przeprowadzić w expresowym tempie. Jak zapytałem czy kogoś ma, to usłyszałem "nie". Okazało się, że jednak ma i to prawdopodobnie od kilku miesięcy. Zaproponowałem, żeby się po prostu do niego wyprowadziła i zostawiła mnie i nasze córki. Znowu usłyszałem "nie". Nie bardzo wiem co mam ze sobą zrobić. Ciągle się łudzę, że jakoś uda mi się ją przekonać do odejścia. Jeżeli się uprze, a wszystko na to wskazuje, to nie będę miał żadnych szans przed sądem. W naszym kraju dzieci nie przyznaje się ojcom. Wszystko to ciągnie mnie w dół, nie podejmuję decyzji o swojej własnej przyszłości, a powinienem.
          Trzymaj się. Zazdroszczę ci wakacji, przynajmniej możesz chociaż trochę odsapnąć.
          • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 15:38
            Masz chociaz ta przewage, ze "mniej wiecej" wiesz, co jest w pozwie.
            Moj malzonek oswiadczyl mi, ze ma mnie dosyc 3 miesiace temu. Nie
            potrafil sie postarac nawet o potrzebne dokumenty do pozwu, akty
            dalam mu sama, bo przedluzajacy sie stan czekania na nieuchronne byl
            nie do zniesienia. I co? Nadal nic przez ponad miesiac.
            W zeszly piatek po kolejnej nocy zadawania sobie pytan, rozwazania
            dalszych posuniec i zastanawiania sie nad tym, ze moze jednak
            wszystko sie ulozy (cholera, nadal go kocham, moze to moja wina,
            moze powinnam byc bardziej wyrozumiala itp., itd.) poczulam, ze
            znowu zaczynam myslec sercem nie rozumem.
            Zapytalam go rano co dalej. Rzucil mi w twarz dowod wplaty z sadu za
            zlozenie pozwu. Z data zgodna z data jego urodzin. Nie ma to jak
            zrobic sobie prezent urodzinowysmile
            I troche mi ulzylo. Bo to juz jest jakis ruch. A nie czekanie.
            Moglam co prawda zlozyc pozew sama. Ale nie chcialam. Z dwoch
            powodow. Po pierwsze wyznaje zasade, ze jak sie jest ze soba, to
            naprawde w kazdej sprawie mozna sie dogadac, a nie jak tchorz
            zbierac zabawki i uciekac (nie biarac pod uwageo czywiscie extremow
            w stylu picie, bicie i znecanie, bo to inna bajka).
            Po drugie chce, zeby to ON wzial odpowiedzialnosc za odejscie. I
            wtedy, kiedy zacznie tego zalowac (a pewna jestem, ze zacznie), nie
            bedzie mogl mi zarzucic, ze to ja go zostawilam.
          • a.niech.to Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 17:12
            Konsultowałeś się z adwokatem?
            • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 18:02
              Jesli chodzi o adwokata - tak, bylam na jednym spotkaniu, takim
              pobieznym i wstepnym. Mam to szczescie, ze brat mojej najlepszej
              przyjaciolki ma kancelarie. Jak przyjdzie pozew, bedziemy z nim
              przygotowywac odpowiedz.
              Poniewaz poki co nie zamierzam walczyc o udowodnienie winy, mysle,
              ze rozwod przeprowadze bez adwokata.
              Natomiast jesli chodzi o sprawe podzialu majatku, nie omieszkam
              skorzystac z jego uslug. Tym bardziej, ze jesli chodzi o koszty beda
              zdecydowanie zminimalizowane z racji dlugoletniej znajomosci.
        • knokkelmann1 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 15:49
          Nie dawaj sobie wmawiać, że cokolwiek jest Twoją winą. Nie, nie i raz jeszcze nie. Jeżeli prawdą jest to co napisałaś w poście to własne poczucie `bycia fair` wobec niego i uczucia które mu ofiarowałaś stawia Cię na wygranej pozycji. Uczciwość zawsze zwycięży w starciu z nikczemnością - wcześniej czy później. Jeżeli go kochałaś/kochasz to znaczy że dostał od Ciebie bardzo wiele. Jeżeli nie potrafi tego docenić, to niech odda to co jest Ci winien. Czerp z tego siłe i dobry humor. Musi zapłacić za Twój płacz, nerwy i to obrzydliwe uczucie bezsilności, porażki i zagubienia. Nie chodzi mi tu o wymiar stricte finansowy ale o to żeby zrozumiał, że nie można krzywdzić osób które komuś ofiarują miłość. A czy wynagrodzi Ci to finansowo, własnym złym humorem czy rozpadem związku z inną kobietą to tym lepiej.
          Ja w podobnym piekle przeżyłem 11 lat. Spadłem na samo dno, na szczęście nie mieliśmy dzieci. Byłem upodlony do granic wytrzymałości - jeszcze trochę i było by ze mną bardzo bardzo źle. Zawalone studia, wiecznie zły humor, poczucie spartolonego życia itp. Ale wszystko ma swoje granice. Ile można? Zacząłem nazywać rzeczy po imieniu - kurestwo jest kurestwem i koniec. Jak mi ktoś robi krzywdę i trąbi przy tym że to moja wina - to jest zwykłym gnojem i koniec. A jak chce odejść (albo lepiej mnie zostawić) to niech spie... jak najdalej. Nie ma innego sposobu. Dobrem na złość nie poradzisz. I co najlepsze - 2 lata po rozstaniu przyszła do mnie skowycząc o dalsze bycie razem - na moich warunkach byle tylko być ze mną. Ale kto mi odda te lata poniżenia i ten żal. I smutek, że człowiek kogoś kochał a uczucie to było nic nie warte, albo co gorsza obracało się przeciw Tobie. Dlatego trzymaj się bo i tak jesteś wygrana, a on... jeszcze wróci, zapłakany mały gnojek, kopnięty w dupę przez życie i kobiety. Najlepszego
          • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 16:03
            I sie poplakalam...
            Wbrew temu co mowia mi wszyscy wokol, ze powinnam teraz go
            zniszczyc, zalatwic i nie wiem co jeszcze - nie potrafie. Nie czuje
            potrzeby odgrywania sie na nim, krzywdzenia go, mszczenia sie.
            Poniekad wyplywa to chyba stad, ze wierze w to co napisales -
            uczciwosc, dobro i milosc predzej czy pozniej procentuje. Mam
            nadzieje, ze w mojej bajce tez tak bedzie...
            Ps. Ostatnio ON mi powiedzial, ze jestem egoistka, bo zadam 500 zl
            miesiecznie na syna, a jesli ON bedzie sie musial wyprowadzic i
            wynajac mieszkanie, to zostanie mu na zycie tylko 1000 zl!
            Biedaczysko...
            • knokkelmann1 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 16:24
              To teraz to ty jesteś egoistką? znowu to samo.... jak już pisałem, on się tym żywi, to mu sprawia przyjemność - że Ty się martwisz, że nie chcesz się odgrywać, że okazujesz mu swoje uczucie. To jego paliwo - jak się nie postawisz to on nie zrezygnuje z tego za szybko. Przecież miło jest ranić i patrzeć jak boli innych, prawda? Jest parszywym tchórzem. Ale on ma nie dyskutować - ma za to uregulować to co jest Ci winien i się, w miarę grzecznie, pożegnać. Niech się buja z inną - zobaczysz jaką będziesz miała satysfakcje jak ten mały króliczek wróci - na tarczy, pojękując, jak to bywa w przypadku takich twardzieli. Wtedy przetestujesz raz jeszcze swoje uczucia - na razie trzymaj się i nie daj się. Wygrasz na pewno
              • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 27.08.09, 17:11
                Nie wiem, czy chce miec satysfakcje. Nie kreci mnie czyjes
                nieszczescie. Choc gdzies w srodku wierze, ze za kazde slowo, gest i
                zachowanie kiedys bedzie musial zaplacic. Tylko ze wtedy nie bedzie
                mnie to obchodzic. Przynajmniej taka mam nadzieje.
                Nie zniknie z mojego zycia, jest ojcem mojego dziecka i tego nie
                zmienie. Musze nauczyc sie zyc bez niego. Dla siebie i syna. Musze
                nauczyc sie, ze sama dla siebie jestem najwieksza wartoscia.
                Walczyc zamierzam tylko o to, co mi sie prawnie nalezy - przede
                wszystkim po to, zeby zapewnic dziecku spokojna przyszlosc.
    • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 30.10.09, 20:58
      13 listopada, żeby było śmieszniej w piątek, mam rozprawę rozwodową.
      Wiele myśli kotłuje mi się w głowie. Trochę strachu, ciekawości,
      żalu... Wszystko się zmieni.
      Staram się wierzyć, że na lepsze...
      • kasiapfk Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 31.10.09, 10:11
        Miriam, będzie dobrze.
    • miriam73 Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 12.11.09, 19:53
      Jutro rano rozprawa.
      Dziwnie mi jakoś...
      • 1elizka Re: i zyli dlugo i nie szczesliwie... 12.11.09, 21:14
        Miriam73smileMoja sprawa rozwodowa jutro o 9.00.Dostaje głupawki na
        maxa.
        • leptis M/elizki 13.11.09, 07:17
          Trzyma kciuki za Wasz spokoj dzisiaj.

          Wasz konkret dzisiaj z rana to dobry wyglad,
          bez potarganych powiek placzem, bez spowolnionych ruchow glupawkami.

          Jeszcze z siedem dni do Nitkowychsmile, urodzin i
          i nie zycze sobie smutku na forum w takie swietosmile

          badzcie konkretne a jak czujecie ze sie gubicie,
          po prostu wezcie cos do pisania i piszcie,
          piszcie szlaczki, wzorki badz sensowne procesowe notatki

          Dwie siodemki dla Was z Krakowa na szczescie przesylamsmile

          MEsmile Uwazajcie na Siebie
          • 1elizka Re: M/elizki 13.11.09, 17:06
            Wielkie dzięki za wszelkie wsparciesmileNie dostałam głupawki, nie
            płakałam. Sprawe rozwodową odroczono na czas zakończenia sprawy
            karnej, czyli minimum do 1 grudnia. Co potem? nie wiem, będę z Wami.
            Każdego dnia uczę sie na nowo wiary w dobrych ludzi. Dziękuje i
            pozdrawiam.
            • miriam73 Re: M/elizki 30.11.09, 22:45
              Witam po przerwie.
              Z wielką radością pragnę ogłosić, że mam SWÓJ komputer bez programów monitorująco-szpiegujących i innych pluskiewsmile
              Mogę pisać co myślę bez żenujących uwag i krytyki - chyba, że mój prawie-ex-mąż śledzi moje wątki...
              Jak już pisałam rozprawa była 13 w piątek (ja to mam zawsze szczęście) i póki co orzeczenia o rozwodzie nie ma. Druga sprawa 11 stycznia.
              Moje dziecko było w sądzie "wysłuchane", bo tak to się teraz nazywa, miałam dziś zajrzeć w akta, ale czasu mi nie starczyło. Może jutro zobaczę co się sędziemu udało z niego wycisnąć (skryty jest i nieśmiały, więc pewnie skończyło się na odpowiedziach TAK, NIE i NIE WIEM).
              Sama sprawa- no cóż- mimo, że mój prawie-ex wynajął prawniczkę nie wpłynęła na mnie szczególnie destrukcyjnie.
              Dowiedziałam się za to mnóstwa ciekawych rzeczy - że byłam chorobliwie zazdrosna, że płacimy czynsz za mieszkanie (50 m2 w cegle) 200zł, że nie kupuję synowi spodni za 50zł, bo dziecko nie chodzi w firmowych ciuchach... I jeszcze, że prawie-ex od 1 listopada ma wynajęte mieszkanie (cały czas mieszkał z nami).
              I pewnie mieszkałby do dziś, ale powiedziałam mu, że mam dość kłótni i awantur i skoro ma gdzie mieszkać, to ja nie widzę przeszkód...
              I wyniósł się. Oczywiście wszystkim opowiada, że wyrzuciłam go z domu... I w ogóle, że zła kobieta jestem. I jak on był na delegacji w lipcu, to KTOŚ U MNIE BYŁ. I on to ma PRAWIE udowodnione... Żenada.
              Z dzieckiem widuje się raz, dwa razy w tygodniu. Zabiera go na kilka godzin do siebie. Nie utrudniam, nie wymyślam przeciwwskazań.
              Mogę się założyć, że po orzeczeniu o rozwodzie będzie to znacznie rzadsze. Za dobrze go znam.
              A co do mnie? Ostatnio skupiam się na szukaniu plusów. I wychodzi mi, że wcale nie jest mi najgorzej. Mam znacznie więcej czasu dla siebie, nikt mi nie wymawia, że zamiast sprzątać czytamsmile
              Mimo to boję się. Że to chwilowe, że znowu ulegnę jego manipulacji i doprowadzi mnie do skraju załamania. Znowu uda mu się wmówić mi, że to wszystko moja wina, bo mogłam inaczej, bo nie rozumiałam, bo byłam egoistycznie skupiona na sobie. On wie jak to robić... Kilkanaście dni temu gotowa była wsiąść do samochodu i rozwalić się na pierwszym drzewie...
              Umówiłam się na wizytę do psychologa. Chcę, żeby ktoś mi pomógł nie wierzyć w jego słowa, zaufać sobie i uwierzyć, że jestem dobrym, wartościowym człowiekiem...
              Fajnie, że jesteściesmile
              • viktoria37 Re: M/elizki 30.11.09, 22:55
                Miriam, badz dzielna..trzymam kciuki bys odnalazla same prawdziwe
                plusy smile..pozdrawiam
              • bogusiamaria Re: M/elizki 30.11.09, 23:21
                Wielkie uściski- pięknie się podnosisz-masz klasę!
                I piękny charakter-tylko przed następnym związkiem przerób problem kobiet,które
                kochają za bardzo(mają go kobiety nie tylko w związkach AA-poważnie).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka