tijgertje
20.05.10, 13:38
Niby nic strasznego sie nie stalo, ale to z radosci i ulgi:) Dzis
rano wychodzilam ze szkoly i bylam swiadkiem "akcji" urzadzonej
przez jednego 5-latka z autyzmem. Pomoglam dyrektorce chlopaka
uspokoic i do szkoly zaniesc, bo gdybym przy bramie nie stala,
ucieklby z terenu szkoly i nie wiadomo, gdzie sie zatrzymal:/
Ryczalam potem jak bobr, uswiadomiwszy sobie, ze gdybym inaczej
wychowywala mlodego, takie akcje mielibysmy pewnie na porzadku
dziennym. Mlody ma tzw autyzm klasyczny, wedlug niektorych kryteriow
to naciezsza forma autyzmu, ale nowsze zasady diagnozowania
okreslaja rodzaj zaburzen i obszary ich wystepowania sa podstawa do
diagnozy. Diagnoza mlodego oznacza tyle, ze zaburzenia w jego
rozwoju wystepuja na wszystkich obszarach diagnostycznych:
sensoryka, motoryka, rozwoj spoleczno-emocjonalny,uzywanie i
rozumienie jezyka. (ja mam Aspergera, roznica jest taka, ze w ZA nie
wystepuja zaburzenia rozwoju jezyka a pozostale sa lzejsze). Dzieki
wysokiej inteligencji mlody ma szanse na normalne zycie, choc zycie
ulatwia nam fakt, ze ja doskonale rozumiem w jaki sposob funkcjonuje
jego mozg (jego myslenie jest niemal doskonala kopia mojego). Po
roznych instytucjach placzemy sie juz 2,5 roku, ale w koncu wszystko
zaczelo sie ukladac. Mlody ma super szkole, ktora chce z nami
wspolpracowac i mimo, ze nie zawsze wszystko jest idealne, to
lepszegi miejsca dla niego sobie nie wyobrazam. Do 6. urodzin udalo
mi sie zwolnic go na 2 popoludnia ze szkoly, pracowalam z nim w
domu, glownie nad motoryka. Postepy sa ogromne i mlody jest coraz
pewniejszy siebie. Dobe czasy minely, jak skonczyl 6 lat, musial
chodzic pelnowymiarowo:/ Oznaczalo to tyle, ze po powrocie ze szkoly
byl tak padniety, ze urzadzal awantury, wsciekal sie o byle co, o
zadnych zajeciach poza szkola nie bylo mowy, bo nie mial nawet sily,
spal godzine poltorej wiecej niz dotychczas, a mi sie serce krajalo
widzac dziecko cofajace sie w rozwoju w niesamowitym tempie. Nie
moglam tak tego zostawic, pogadalam z dyrektorka, dostalam jej
poparcie i uzbrojona w grubasny segregator z papierami mlodego
uderzylam na bitwe do urzednika nadzorujacego obowiazek szkolny.
Mimo, ze wszyscy mnie zapewniali, ze to zadnego sensu nie ma,
okazalo sie, ze pani miala najwiekszy problem z tym, jak nasza
prosbe podciagnac pod przepisy. Udalo sie!!! Mlody do konca roku ma
2 popoludnia wolne, na poczatku wrzesnia mamy juz umowione kolejne
spotkanie, na ktorym zdecydujemy co dalej:) W GGZ szczeny zbierali z
podlogi, nie wierzac, ze takie zwolnienie okazalo sie mozliwe:)
Dzisiaj ostatnia wazna wiadomosc, po wszelkich perypetiach
papierowych dostalam list i informacja, ze przyznali mu "rugzak",
szkola dostanie pieniadze na dodatkowa pomoc dla niego. No i jak tu
mialam nie ryczec;)
Moja rodzina w Polsce w ogole neguje nasze diagnozy, mimo, ze ja
glowe daje, ze to u nas dziedziczna przypadlosc, po mojej mamie i
dziadku (z opowiesci przypuszczam, ze po babce mamy tez), 2 moich
siostrzencow ma spore zaburzenia, ale nawet lekarze zaprzeczaja, ze
to MOGLBY byc autyzm, bo oni sa INTELIGENTNI. autyzm to zaburzenia
spoleczne, a nie choroba psychiczna czy uposledzenie umyslowe! Mam
kolejny powod potwierdzajacy decyzje o mieszkaniu w Wiatrakowie. Tu
wiedza o autyzmie jest popularniejsza niz mozna by bylo
przypuszczac, ani mnie, ani mlodego nikt nie traktuje jak idiotow i
mimo, ze nieraz przepisy sa zbyt biurokratyczne, to mozliwosci mamy
tu duuuuzo wieksze niz w Polsce. Ech, no lepszego dnia sobie nie
molgam zyczyc;)