17.01.05, 23:11
Czy wasze dzieci tez z wami spia.Moja corcia juz na dobre zadomowila sie w
moim lozku i nijak nie moge ja wyrzucic.Zajmuje 3/4 lozka,rozpycha sie i
chyba uwaza ze to normalne a ja najchetniej przeniosla bym sie do jej pokoju.
Niestety to moja wina bo wczesniej spala w swoim lozeczku ale jak miala 1.5
roku to przeprowadzilysmy sie do wiekszego mieszkania i minelo pare dni zanim
jej pokoj byl gotowy,do tego czasu pozwolilam jej spac u mnie no i juz nie
dala sie z niego wyniesc.Nawet ostatnio wnioslam do jej pokoju telewizor zeby
mogla ogladac bajki w swoim lozku.Oczywiscie oglada a nawet czasami uda sie
jej zasnac ale i tak w nocy przylazi nawet nie wiem kiedy.
Macie moze jakies pomysly bo ja juz nie mam.
Obserwuj wątek
    • nesla Re: Spanie 18.01.05, 11:20
      nigdy nie zrozumiem spania w tym samym lozku z dzieckiem, balabym sie ze sie
      udusi! Milena ma 2 miesiace i od drugiego tygodnia zycia spi w swoim pokoju,
      pierwszy tydzien spala w wozku obok naszego lozka.
      • saraanna Re: Spanie 18.01.05, 13:43
        Zrozumiesz jak twoja corcia bedzie wieksza.Poki dziecko jest malutkie i nie
        wyjdzie ze swojego lozeczka to nie ma problemu.Im wieksze tym gorzej.Zreszta
        nie tylko ja mam taki problem ,corka kolezanki 4 lata co noc wchodzi do lozka
        rodzicow,syn kolezanki 6 lat to samo no i dzieci mojej siostry-wczesniej
        pomagala barierka na schodach ,teraz starsza corka 8 lat bez problemu ja otwiera
        i razem z 4 bratem tylko patrza jak sie wepchnac do lozka do rodzicow.
        Raczej o to ze moja 3.5 letnia Sara sie udusi nie mam sie co martwic predzej
        ja spadne z lozka tak sie rozpycha.
        • saraanna Re: Spanie 18.01.05, 13:46
          mialo byc 4 letnim bratem (chyba jestem glodna)
    • kasia157 Re: Spanie 20.01.05, 09:58
      No ja niestety tez mam ten sam problem. Moj 2 letni syn wstaje 2 razy w nocy i
      przychodzi do nas do lozka. Zasypia u nas a pozniej trzeba go z powrotem
      odnosic do jego lozeczka. Sytuacje pogarsza jeszcze fakt, ze teraz mamay drugie
      dziecko, ktore spi w kolysce obok naszego lozka. Trudno wiec w takiej sytuacji
      odzwyczajac go od tych nocnych wedrowek. Jezeli bysmy go teraz zmuszali do
      spania u siebie to poczulby sie odsuniety na bok, a tego teraz nalezy za
      wszelka cene uniknac. Pozostaje wiec nastawic sie na nieprzespane noce przez
      najblizsze 6 - 12 miesiecy:(((
      • marza26 Re: Spanie 20.01.05, 12:56
        Hej! Moj synus jest jeszcze malutki,bo prawie 6 miesiecy i nie wyobrazam sobie
        spac bez niego w lozku. Na szczescie mamy duuze lozko i spimy tam we trojke.
        Rza sprobowalam przekladac Tomiska do lozeczka ale on jest uzalezniony od
        piersi i bez ich obecnosci w poblizu nie moze zasnac albo sie budzi. Dla mnie
        tez jest wygodne to ze spi ze mna gdyz budzi sie pare razy w nocy i zasnie
        dopiero gdy dostanie piers. A spi nie w srodku i nie pod nasza koldra wiec
        bezpecznie. Pozdrawiam!
    • merlott Re: Spanie 20.01.05, 16:43
      a ja moze wyjde na wyrodna matke, ale ja nie cierpie spac ze swoja coreczka w
      jednym lozku. uwielbiam ja poprzytulac, ale jesli mamy spedzic w tym samym
      lozku razem noc, wstaje na drugi dzien totalnie wykonczona, gdyz nie potrafie
      sie "wylaczyc" i wyspac.

      dlatego tez moja cora od urodzenia spala w swoim lozeczku. Od kilku jednak dni
      wszystko sie zmienilo - Mala (8m) zabkuje, do lozeczka nie mozna jej w ogole
      odlozyc, spi (o ile mozna to nazwac snem) z nami. Codziennie probujemy powrotu
      do jej lozeczka i codziennie nam nie wychodzi. Przeraza mnie to troche. Mam
      nadzieje, ze jak minie ten okres zabkowania wszystko wroci do normy, choc jak
      czytam Wasze posty to troszke sie o to obawiam...
      • beba3 Re: Spanie 25.01.05, 19:06
        Z pierwsza corka spalismy chyba z poltora roku w jednym lozku. Kiedy
        postaralismy sie o druga zaczelismy myslec o przeniesieniu jej do swojego
        lozeczka. Nienawidzila serdecznie szczebelkow i bardzo wyraziscie to okazywala.
        Mimo, ze byla jeszcze malutka kupilismy jej 'dorosle' lozeczko. Znalezlismy w
        Ikea bezpieczna wersje. Przod i tyl lozka jest skladany o 90 stopni i
        wyscielony materacem, z boku zamontowalismy barierke. Jagoda mogla wchodzic i
        wychodzic z lozeczka wtedy kiedy chciala. W tym niemowlecym byly wyjmowane 3
        szczebelki i rowniez mogla sie z niego wydostac ale siedzenie 'za kratkami'
        dzialalo na nia traumatycznie....
        O uduszenie sie nie balam. Zawsze mialam bardzo czujny sen. Raczej obawialam
        sie 'smierci lozeczkowej'. W przypadku bezdechu liczylam na szybka pobudke i
        akcje ratunkowa. Zreszta nie tylko mialam takie czarne mysli ale tez _ja_
        bardzo chcialam spac z Goga. Wewnetrzna potrzeba.
        Z Pyska to juz zupelnie co innego. Nie przespane noce daly mi w kosc i wtedy
        kiedy tylko moglam chcialam zasnac 'snem sprawiedliwego'. Obawialam sie tez jak
        odbierze nasze spanie z maluchem Jagoda. No i jeszcze przerazala mnie
        wizja 'powtorki z rozrywki'....
        Pierwsza noc po powrocie ze szpitala byla ciezka. We czworo spalismy w jednym
        lozku. Nikt z wyjatkiem Pyski sie nie wyspal. Jaga chciala spac z nami a ja nie
        bylam w stanie co chwile wstawac do Pysi wiec i ona z nami spala. Maz zostal
        aby pilnowac starszej....Moze sie przeniosl w miedzyczasie ale nie odnotowalam
        tego.
        Na szczescie kolejna noc byla znacznie przyjemniejsza. Jagoda w swoim lozeczku
        a Patrycja pol na po u nas i w kolysce.
        Jagody lozko ze szczeblami stalo i u nas w pokoju i w jej. Kiedy stalo u nas
        staralam sie pokazac jej ze tak tez jest fajnie spac. Bezskutecznie...
        Kiedy bylo u niej, czula sie opuszczona. Ciezko bylo jakos lagodnie ja
        przestawic. Dopiero 'dorosle' lozko, nowa posciel, jaski, przytulanki i wiecej
        zabawek sprawily, ze chciala spac u siebie.
        Wprowadzilismy tez zwyczaj regularnego czytania jej przed snem, w lozku. To
        byla dzialka meza.
        Z satysfakcja stwierdzam, ze jednak sie nam udalo. Bylo ciezko ale dalismy rade!
        Zapewne o niebo latwiej byloby gdyby od poczatku czy niemal od poczatku spala w
        swoim lozeczku ale jakos w tym przypadku, nie cofnelabym czasu.
        Patrycja chyba do 4 czy 5 miesiaca spala w kolysce w naszym pokoju lub w
        lozeczku we wspolnym pokoju z Jagoda. Bardzo czesto, kiedy zabkowala czy byla
        po szczepieniu, bardzo zmeczona i rozdrazniona, spala z nami. Kiedy meczyly ja
        kolki, rowniez.
        Byla prowadzona kampania przeciwko spaniu z dzieckiem w jednym lozku. Widzialam
        ze trzy razy napisy ale nie doczytalam/ nie zapamietalam, ile jest rocznie
        ofiar takiego procederu. Nawet jestem 'za' ale bardzo milo wspominam wspolne
        spanie z maluszkiem. Byly oczywiscie momenty zwatpienia i marzenia aby kupic
        dwa goromne lozka i miec swiety spokoj. Roznie to bywalo.
        Przez ostatni miesiac dziewczyny spaly razem na wersalce. Bywaly dni, ze milion
        razy do nich wchodzilam i ukladalam z powrotem do lozka (glownie Pyske), znowu
        cos czytalam, opowiadalam, kladlam sie z nimi (pomiedzy nimi, w "nogach", z
        boku lozka...). byly tez stale numety typu "siku" i "pic" czesto nawet "am-am"
        (jesc). Sprytne te dzieci! Najgorszy wynik to trzy godzinne usypanie. Oszalec
        mozna!
        Ciesze sie ze znowu jestesmy w domu i kazdy wrocil do swojego lozka.
        Zapalone swiatlo w przedpokoju i uchylone dzwi bardzo szybko zniknely z
        repertuaru usypania.
        Byl taki czas kiedy Jagoda przychodzila w nocy do naszego lozka. Zanosilam ja z
        powrotem i spalam z nia w jej lozeczku. Kiedy spanie bylo tortura a mala
        gleboko odplynela to wracalam do siebie rozprostowac kosci. Pamietam tez czas
        kiedy, na podlodze, jako pierwszy zasypial Nikodem (uspiony swoim czytaniem) a
        dopiero potem Goga. Wazne, ze razem! No i oczywiscie rano slychac
        bylo: 'mamo!', gramolenie z poscieli i tupot nozek. A potem: hops! i w duzym
        lozku!
        Rozpislam sie ale tak mnie na wspominki cos wzielo......
        Ogolnie to nawet moge byc przeciw spaniu w jednym lozku ale i tak robie po
        swojemu.... Jak zawsze, niestety!
        Radzialbym jednak zastapic telewizor ksiazkami i gazetami i obecnoscia rodzica
        (najlepiej zawsze tego samego lub dyzurami czy tez obecnoscia obojga - grunt
        aby zawsze tak samo to przebiegalo) az do usniecia dziecka i piec minut dluzej.
        Trzeba uwazac aby nie zbudzic malucha wychodzac! Grozi to katastrofa!
        Oczywiscie trwa to wieki i przez jakis czas czlowiek nie obejrzy ani jednego
        filmu po 20:30 czy tez co tam kto robi o tej porze....
        U nas sie sprawdzilo dlatego goraco polecam!
        Powodzenia!
        PS Jesli dziecko jest chore i tego chce zawsze spi z nami.
    • czarodziejski_dywan To ja też jestem wyrodna... 28.01.05, 09:52
      ...chociaż ja siebie tak nie postrzegam :-)
      Nie znoszę spać w dzieciakami w jednym łóżku, ba, ja nie lubię spać z nimi w
      jednym pokoju! Dlaczego? Bo słyszę każdy szelest, każdy wzdechnięcie, a w
      rezultacie czuję się tak, jakbym w ogóle nie spała!

      Starszemu synowi, gdy był znacznie młodszy, pozwalaliśmy czasem na spanie z
      nami (nie od razu, po prostu gdy w nocy przynosiliśmy go na jedzenie, zostawał
      już z nami). Efekt--on spał w poprzek łóżka, a my zwisając po bokach, wygięci
      tak, że rano nie nadawaliśmy się do niczego. Zresztą pewnego dnia synek
      zrozumiał, że skoro są rodzice, znaczy, że można się bawić i zamiast spania
      zaczynało się hasanie... Potem nauczliśmy go, że zasypia się i śpi
      samodzielnie, od tej pory młody śpi bez problemów. Nie umie spać z nami w
      jednym pomieszczeniu--stąd problemy na wakacjach, bo nasze dziecko musi mieć
      osobny pokój.
      Teraz młodszy zakłóca nam sen, jeszcze śpi z nami w pokoju, ale już planuję
      zmianę tej sytuacji. Z korzyścią także dla małego, gdyż i on męczy się śpiąc z
      nami w jednym pokoju--przeszkadza mu światło, a człowiek chiałby wieczorem coś
      poczytać, przeszkadza mu, gdy w nocy obracamy się z boku na bok i łóżko
      hałasuje. Może to więc cecha osobnicza i jedne dzieci lubią spać same, a inne
      muszą z rodzicami?
      • beba3 Re: To ja też jestem wyrodna... 28.01.05, 21:02
        Moim tez przeszkadzalo swiatlo i szelesty, budzily sie, ale spac i tak lubia z
        nami.
        Myslalam, ze moze przyszedl czas na odzwyczajenie od smoczka Malej. Spala cala
        noc bez niego ale o 6 obudzila sie z placzem. Dostala dylka i wzielam ja do
        naszego lozka. Tak slodka sie przytulala, ze az balam sie zasnac aby nie
        obrocila sie do mnie tylem...
        Sie czlowiek jakis sentymentalny na starosc robi, czy co? ;-D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka