Dodaj do ulubionych

z siekiera na lekarza...

17.11.05, 01:47
No, kiedys ktos zastosowal taki myk na nauczyciela w Polsce, potem nas
licealisci tak straszyli na praktykach, coby studenci nie podskakiwali za
bardzo... Ale do rzeczy.
Kurczatko sie rozschorowalo. Od poniedzialku ma goraczke, nawet po
paracetamolu ponizej 38 rzadko spada. Wczoraj jeszcze sie obzeral i
rozrabial, wiec myslalam, ze przejdzie, bo juz tak bywalo, ale dzisiuaj to
byla tragedia. Przez caly dzien nie zjadl ani nie wypil prawie nic,
wrzeszczal i marudzil tylko. Po poludniu zadzwonilam do lekarza i pozwolono
mi laskawie przyjsc natychmiast, tzn. mialam sie zjawic w ciagu 15 minut. z
jezykiem na brodzie zdazylam, wyczekalam sie jak glupia, po ponad godzinie w
koncu nas wezwano. Pan doktor bez ceregieli kazal mlodego rozebrac, osluchal,
zajrzal do gardla i uznal, ze wszystko jasne. Dla niego. CVo bylo jasne, to
dopiero musialam go doslownie niemal za jezyk ciagnac. Z wielka laska mnie
poinformowal, ze mlody ma zapalenie migdalkow i przerost prawego. Gdy
wyrazilam swioje zdziwienie, bo przeciez poltora miesiaca temu m lody byl
operowany przez laryngologa, ktory dwukrotnie ogladal jego migdalki i
gardlowe byly w porzadku. Genialny domowy wysmial laryngologa, wyszydzil jego
kompetencje jako lekarza, a na moja uwage, ze przy zapaleniu migdalkiu sie u
mnie bynajmniej znacznie powiekszaja, uznal, ze az tak na pewno nie, a
laryngolog jest slepy. Dostalam recepte, znowu musialam sie wypytac co to
dokladnie za lek, nie dowiedzsialam sie wiecej niz tyle, ze to antybiotyk.
Dopiero w aptece cos wiecej wydusilam, pani byla na tyle mila, zeby poddac w
watpliwosc zbyt duza jak na jej gust dawke i sprawdzila dokladnie wiek i
wage. Mlody ledwo sie zalapal, chociaz aptekarce wydawalo sie, ze na az tak
bardzo chorego nie wyglada.
Jest u nas dwoch domowych, normalnie chodze do innego i jestem nim po prostu
zachwycona, ale w tym tygodniu go nie ma. Do tego lekarza juz nigdy w zyciu
nie pojde. Jezeli juz, to chyba tylko z siekiera. Pierwszy raz spotkalam sie
z tak otwarta krytyka innego lekarza. Tutaj chyba jest to najbardziej lojalna
grupa zawodowa. Jak dotad nawet jak sie jeden z drugim nie zgadzal, to zawsze
to jakos tak zakrecaja, ze nigdy wina na lekarza nie wychodzi.

A mialam sie pochwalic, ze kurczatko rosnie jak na drozdzach, wczoraj bylam u
dietetyczki, powoli bedziemy odstawiac dodatkowe kalorie, musze tylko powazyc
mlodego, zeby dojsc, czy wystarczajaca ilosc maminego mleczka dostaje, jak
nie, to dostanie wapno, skoro zadnego innego nabialu nie moze jesc. Dobrze
chociaz, ze dietetyczke mam fajna.
Obserwuj wątek
    • beba3 Re: z siekiera na lekarza... 17.11.05, 10:57
      Ciesze sie, ze kurczaczek przybiera na wadze. :-) Przelom juz nastapil, fajnie!
      Oby tak dalej!
      Rowniez nie lubie lekarza w zastepstwie. Najgorzej kiedy mu trzeba wszystko
      jasno wyluszczyc. Cala historie choroby a przeciez ma swoj komputerek...
      Siekiera to moze nie ale jesli nie musze to nie ide. Juz wole szukac na walasna
      reke. Ty w tym przypadku nie moglas... Konieczne bylo badanie.
      Moze to byla dla niego jakas skrajna niekompetencja a moze mial gorszy dzien?
      Moi lekarze tez niewiele mowia a ja nie potrafie ich pociaganc za jezyk....
      Szkoda.
      Jagodzie w niedziele przeszla 'trzydniowka'. Czulam sie jak zbity psiak ale nie
      jak jeszcze rok czy dwa lata temu, kiedy odchodzialm od zmyslow w takich
      przypadkach. I o lekarzu nawet nie pomyslalam. Przesunela mi sie granica do
      interwencji lekarskiej. Mma nadzieje, ze kiedys nie przeocze jakis symptomow
      choroby i nie zbagatelizuje ich.
      • tijgertje Re: z siekiera na lekarza... 17.11.05, 12:23
        Beba, mysle, ze tutaj kazdy w jakis sposob dostosowuje sie do tutejszych
        warunkow. W Polsce moj siostrzeniec tylko kichnie i od razu biuegnie sie z n im
        do lekarza, sprawdzic, czy jakiegos zapalenia pluc nie ma. moja rodzina za
        kazdym razem jest w szoku, ze jak mlody tylko przeziebiony, albo ma "tylko"
        goraczke, to mnie do lekarza nawet nie zarejestruja. Sama nauczylam sie
        obserwowac kurczatko, jezeli mam watpliwosci, to pcham sie do lekarza na sile.
        Juz ich calkiem niezle tresuje:-) Garaczke mlody miewal juz kilkakrotnie, ale
        przechodzi po 2-3 dniach, teraz nie no i mlody przestal jesc. Dzisiaj
        goraczkuje nadal, jest nienormalnie spokojny, ale przed chwila pierwszy raz
        zjadl cos w miare konkretnego. Tylko antybiotyk mu nie smakuje. Wrzeszczy,
        pluje i trzeba w niego na sile wlewac:-( Zawsze mam watpliwosci, bo sama bylam
        faszerowana antybiotykami niemal non stop, odpornosc mam do kitu i przewod
        pokarmowy w nie najlepszym stanie. Lekarze, ktorzy nawet nie chca mi
        powiedziec, co jest mojemu dziecku, a od razu wypisuja antybiotyk, wkurzaja
        mnie do potegi. Raz sie zdarzylo, ze lekarz rozpoznal astmatyczne zapalenie
        oskrzeli i dowalil antybiotyk, potem mlodemu zdarzaly sie dokladnie takie zsame
        ataki dusznosci, ktore okazaly sie tylko alergia, ale bez zapalenia i po lekach
        antyhistaminowych w ciagy 2-3 dni wszystko mijalo. Szkoda, ze nie wszyscy
        lekarze sa kompetentni.
        • anitax Re: z siekiera na lekarza... 17.11.05, 20:24
          Tijgertje, jak ja Cie dobrze rozumiem! Dla mnie lekarz rodzinny to zlo
          konieczne i chyba najlepiej samemu skonczyc medycyne zeby tu jakos przetrwac.
          Ze wzgledu na przeprowadzki mialam juz chyba z 6 lekarzy rodzinnych i dopiero
          obecny jest ok. Nie bede zanudzac szczegolami dotyczacymi mylnych diagnoz,
          stawianych chyba w oparciu o jasnowidzenie, przestarzalych lekow czy leczenia -
          jak ja to nazywam - metoda 'jak cie bola oczy to je zamknij, a jak nogi, to sie
          poloz', bez zadnych staran dotarcia do PRZYCZYN choroby. Wynika to chyba z
          oszczednosci, bo badania tu sporo kosztuja, a lekarze chyba maja jakies limity
          (jesli wiecie cos na ten temat, to napiszcie). Z czasem nabieram podejrzen, ze
          glownym przedmiotem na studiach medycznych w Holandii jest kontrola kosztow ;-)

          Mam alergie na tutejsza sluzbe zdrowia i lecze ja metoda:
          - sprawdz kazdy lek w internecie i skonsultuj zalecenia z polskim lekarzem
          - jak uwazasz, ze konieczne sa badania, to 'pracuj' nad rodzinnym, az Ci je
          zleci
          - jak uwazasz, ze konieczna jest wizyta u specjalisty, to sie jej domagaj az do
          skutku
          - badania, ktore moga zaczekac robie w Polsce, rachunki przesylam do firmy
          ubezpieczeniowej z dopiskiem 'spoed' (zawsze uznaja).

          Uczciwie musze jednak przyznac, ze podoba mi sie, ze lekarze nie od razu
          faszeruja pacjentow lekami. Ale to chyba jedyny plus.

          Mam nadzieje, ze antybiotyk dla Twojego synka okaze sie skuteczny i synek
          szybko wyzdrowieje. Trzymajcie sie !
          • pantagruella Re: z siekiera na lekarza... 17.11.05, 20:39
            masz calkowita racje anitax!
            • beba3 Re: z siekiera na lekarza... 17.11.05, 23:49
              Tygrysie!
              Wielu lekarzy nie moze rozpoznac alergii. Nie wiem dlaczego tak jest...
              Ja od kilku (kilkunastu) lat mam czeste katary i zle samopoczucia. Czasami
              myslalam sobie, ze to chyba alergia ale zawsze jakos tak sie skladalao, ze
              dostalam jakies leki czy sama sobie zaaplikowalam syropek i kropelki do nosa,
              paracetamol i wczesniej czy pozniej mijalo...
              Tu na podstawie _wywiadu_ stwierdzili alergie i zapisali mi leki ktorych nie
              moglam stosowac bedac w ciazy czy karmiac piersia. Co innego ulotka a co innego
              lekarz...
              Marza mi sie testy i odczulanie ale ni umiem sie za to zabrac... Podobno w
              Hengelo, miescie sasiadujacym z moim, jest dwuletni system odczulania. Szkoda,
              ze moj lekarz nic na ten temat nie wie. Troche zaskakujace!
              Anita!
              Madrze piszesz! :-)
              • diuna22 Re: z siekiera na lekarza... 18.11.05, 09:46
                U nas w srode tez jest zastepstwo - tak ustalone na stale - naszej lekarki nie
                ma i jest jakis niemota. Bylam ze starszym synkiem - uderzyl sie w ucho,
                zakrwawiony caly, zle to wygladalo - a ten nawet nie mial czym przemyc mu tego
                ucha. Zapisal jakas masc, kazal jechac do apteki a nastraszyl mnie jeszcze ze
                chrzastka z ucha moze sie wylewac, ze wtedy to chirurg ale ucho znieksztalcone
                bedzie a szkoda slow. Juz tez nigdy do niego nie pojde i tyle. Nasza jest taka
                zrownowaznona, spokojna i kompetenta co najwazniejsze. Jak cos trzeba podaje -
                jak cos starszego pogryzlo i spochl nam w szkole - podala jakis lek i juz
                wieczorem bylo oki a na drugi dzien juz calkiem nie bylo widac. Wytlumaczyla
                spokojnie, dala ulotke dodatkowa na temat leku, zapisala jeszcze dodatkowo
                syrop jakby znowu cos to mam od razu podac.
          • zuzka71 Re: z siekiera na lekarza... 18.11.05, 10:03
            > - badania, ktore moga zaczekac robie w Polsce, rachunki przesylam do firmy
            > ubezpieczeniowej z dopiskiem 'spoed' (zawsze uznaja).

            anita do tych badan nie masz skierowania od domowego i sama dopisujesz 'spoed' i
            ci to uznaja?? pozdr.zuz
            • anitax Re: z siekiera na lekarza... 18.11.05, 21:06
              W Polsce chodze na kontrole do ginekologa, czasem robie cytologie, czasem
              jakies inne badania, w 7 tygodniu ciazy poszlam na USG. Rachunki przesylam do
              ubezpieczalni, w formularzu pisze, ze wizyta byla konieczna i pilna, ze nie
              moglam czekac az wroce do Holandii (jak mam malo miejsca to tylko
              pisze 'spoed'). I tyle. Jeszcze mi sie nigdy nie zdarzylo, zeby mi nie zwrocono
              pieniedzy. Szczegolnie, ze rachunek za wizyte u specjalisty to ok. 12-15 euro
              (tyle, co tutaj telefoniczne konsultacje z rodzinnym).
    • agagaby Re: z siekiera na lekarza... 18.11.05, 10:14

      --U nas tez byly migdalki. Zaczelo sie od ropiejacego oczka( a moze to tak przy
      okazji bylo?) Poszlismy do pana doktora , ktory brudnymi rekoma zajrzal w oko
      (bylo to dwa tyg. temu w poniedzialek). "myc przegotowana woda i jak nie zginie
      za tydzien przyjsc"
      Na drugi dzien dwa oczka zawolone ropa i maly dostal goraczki i przestal jest
      i pic, a jak juz cos zje to wymiotuje(chlustal doslownie).
      W srode dzwonimy do lekarza z pytaniem co zrobic, maly i tak malo wazy i boje
      sie ze sie odwodni. "podawac czesto po troszku". Latwo powiedziec jak on sie
      drze przy probie podania czegokolwiek.
      Pojawil sie kaszel wiec w piatek lece rano na spreekuur(chyba tak sie pisze?) .
      Przyjela nas inna pani doktor na stazu(nie wygladala na Holenderke). Od razy
      zbadala pluca, uszy, oczy(juz nie bylo ropki tak duzo), gardlo.(tamten nawet go
      nie osluchal)
      No i tu byl pies pogrzebany, zaczerwienione i powiekszone migdalki.
      Dostalismy syrop na kaszel(na ktorym pisze ze u dzieci powyzej 3 roku zycia;
      ale dostal 1/6 dawki wiec chyba nie zaszkodzi).
      I podawac malo a czesto . Nawet nie wspomniala zeby podac jakies dodatkowe
      witaminki, nic.
      Lece do apteki a tam slysze od zdziwionej pani , ze nie ma witamin dla dzieci
      ponizej 3 lat( tylko A, A+D,K).
      No i czekalismy . Dobrze ze mialam Sinlac wiec podalam do mleka zamiast kleiku
      (choc w czesci wypelnic braki witamin z mleka).
      W niedziele jakos maly wiecej zjadl ale w nocy na spioca. Od wtorku nie
      zwraca . A wczoraj wypil tyle soczku(200ml) jak nigdy dotad. I mleka
      przyzwiocie 580ml i owoc mu znow smakuje.
      A tak wogole to wychodzilam z siebie jak maly nie chcial jesc.
      Ile twoje kurczatko wazylo w wieku 7 miesiecy?
      papapapapapapa

      Najnowsze fotki Gabriela
      Gaby ma juz...
      • tijgertje Re: z siekiera na lekarza... 18.11.05, 11:15
        Kurczatko jak mialo 7 miesiecy to wazylo jeszcze niezle: 7,6kg. Jak mial 8mies,
        to przestal jesc, 9,5 jak po 3 tygodniach opuscil szpital i znowu zaczal
        rosnac, wazyl wtedy rowne 8kg. Jeszcze 6 tygodni temu pierwsza cyfra na wadze
        bylo 9, teraz po rozpoznaniu alergii wreszcie rosnie jak nalezy, wazyl w
        poniedzialek 10,61kg! Ma prawie 21,5 miesiaca.
        Witamin dla maluchow jako takich nie ma, ale tu i tak nie podaje sie ich w
        czasie choroby, jes+i juz, to dopiero po. Dla mlodego potrzebowac teraz bede
        wapno z magnezem, dla dzieci tez tu takiego nie ma, wiec musimy kombinowac i
        dzielic dorosle tabletki. Na razie musze kurczatko wazyc, zeby dojsc, ile mleka
        z piersi wypija,w zaleznosci od tego musimy wyliczyc, jaka dawke wapnia
        potrzebuje. Wyszlo, ze jest uczulony na mleko i soje, wiec trudno inaczej
        uzupelnic braki wapnia. Z lekami dla dzieci to wogole tragedia tutaj. Mam
        problem z alergia wlasnie, bo na katar sienny nie ma lekow ponizej 6 lat, a
        trudno dzilic krople do oczu czy do nosa na cwiartki:-) Mysle, z bierze sie to
        tez z tutejszego podejscia, dla malych dzieci jak najmniej lekow, zeby sie
        uodpornily, a ze wzgledu na klimat katar sienny u malych dzieci wlasciwie nie
        wystepuje. Nie konsultuje sie z lekarzami w Polsce (raz po pobycie w szpitalu,
        zostala potwierdzona diagnoza holenderska). Wtedy chyba calkiem bym zglupiala.
        • anitax Re: z siekiera na lekarza... 18.11.05, 21:36
          > Nie konsultuje sie z lekarzami w Polsce (raz po pobycie w szpitalu,
          > zostala potwierdzona diagnoza holenderska). Wtedy chyba calkiem bym
          zglupiala.
          U mnie sprawa jest prosta, bo mama jest pediatra. Stad moja 'alergia', bo wiem
          czym mnie tu lecza. Dowiaduje sie np., ze lek X od rodzinnego stosowano w
          Polsce 10 lat temu, a teraz sa nowsze, lepsze preparaty Y, 'ale tego ci pewnie
          nie zapisza, bo za drogie'.
          W ciazy mialam domowy telefon mojej polskiej ginekolog, tak na wszelki wypadek.
      • agagaby A mojGaby wciaz chory:( 02.02.06, 21:50

        • beba3 Re: A mojGaby wciaz chory:( 02.02.06, 22:27
          Lekow nie kojarze, zreszta nie ma pamieci do nazw.
          Co do zapalaenia oskrzeli to u nas pomogl antybiotyk przepisany w Polsce.
          Dziecko sie tak samo meczylo. Kaszlalo az do wymiotow.
          Jako ze Jagoda jest alergikiem i podobno jest b. wrazliwa i lapie szybko
          infekcje, nie powinnismy sie tym przejmowac... Kaszel to u niej normalka. Ten
          jednak nie byl. Wywarlismy na lekarzu holenderskim presje (pod wplywem
          polskiego) i zrobilismy RTG po trzech miesiacach meczacego kaszlu. Wyszlo, ze
          bylo zapalenie oskrzeli i antybiotyk zadzialal. Na szczescie bez zmian plucnych.
          Na zapalenie oskrzeli podaje sie jednak antybiotyk. Nie jestem lekarzem ale
          teraz kiedy uslysze, ze to jest wlasnie to, to nie dam sie zbyc!
          Po raz ostatni tez lecze zatoki paracetamolem. Koszmar!
          Moze kiedys zrobie awanture bo mnie trafia juz jak to pisze!
          Jeszcze to przemysle! ;-)
          • agagaby Re: A mojGaby wciaz chory:( 03.02.06, 14:32

            • beba3 Re: A mojGaby wciaz chory:( 04.02.06, 00:19
              Napisze Ci tak: jako ze z Jagoda jednak chodzilismy do lekarza. Coraz rzadziej
              ale jednak. Nic to nie dawalo i cigle nas zbywano osiagnelismy tym nieczestym
              chodzeniem:
              -szczepienie przeciwko grype,
              -ten RTG (po trzech mc i _nasz_ 'pomysl' (za rada polskiego) ale zawsze)
              -skierowanie do alergologa (nareszcie _specjalista_ a nie spycholog i gadka:
              wrazliwa na infekcje)
              Mielismy _trzech_ innych lekarzy wczesniej i to juz zupelnie bylo
              nieporozumienie. Lekarze uniwersyteccy ktorym jakos nie zalezalo zupelnie na
              pracy i pacjetach. Taka przechowalnia? Malo im placili?
              Roziazali w koncu ten uniwersytecki bajzel i przepisali nas do normalnej
              praktyki. Nie wiem czy ta lekarka jest lepsza czy gorsza. Tez klna na nia ale
              wychodzilismy pewne rzeczy i to jest ten plusik ze nasza wspolpraca idzie juz w
              lata powoli.
              Musz ja nachodzic z moja alergia i wyrobic sobie akta. Z wywiadu ze
              spaecjalista wyszlo ze ja oczywiscie tez jestem alergikiem ale musze miec
              skierowanie a o te nie latwo. Nie wystarczy poprosic...
              • diuna22 Re: A mojGaby wciaz chory:( 05.02.06, 00:38
                To my narzekac jak na razie nie mozemy - zarowno dla dzieci jak i dla nas.
                Nasza lekarka kieruje nas gdzie trzeba i na co trzeba. I oby to nie uleglo
                zmianie :).
                • beba3 Re: A mojGaby wciaz chory:( 05.02.06, 00:41
                  Diuna!
                  To nie zmieniaj i trzymaj sie jej nawet jesli sie przeprowadzicie! ;-)To
                  prawdziwy skarb! Mowie powaznie!
                  • diuna22 Re: A mojGaby wciaz chory:( 05.02.06, 00:44
                    Wiesz w wyszukaniu pomogla kolezanka meza z pracy - podzwonila po praktykach,
                    powiedziala jaki problem z malym, popytala mame - pracuje w szpitalu - i nas
                    umowila wlasnie do obecnej. I choc czesto wizyta opozniona - nic to - skoro
                    wiem ze pomoze :))).
                    • moni-bel Re: A mojGaby wciaz chory:( 07.02.06, 09:13
                      Jak tak czytam o waszych przygodach z lekarzmi to czuje wielkie
                      wspolczucie.Nigdy nie wiedzialam ze w holandi tak ciezko dostac sie do
                      specjalisty,lub znalesc dobrego lekarza rodzinnego, ja mieszkam kilka
                      kilometrow od granicy holenderskiej, juz inny kraj(belgia) i inne
                      zwyczaje.Tutaj do specjalisty mozna dostac sie latwo bez skierowania .Pojscie
                      do ginekologa, pediatry ,laryngologa itp nie stanowi zednego problemu.Poprostu
                      dzwonie do cenrum medycznego lub do szpitala i umawiam sie na wizyte a moj
                      domowy lekarz nie robi z tego problemu.oprocz tego wieksza czesc specjalistow
                      prowadzi tez prywatna praktyke wiec dostep do nich jest ulatwiony, mno i
                      oczywiscie kasa chorych(ubezpieczenie) zwraca czesc kosztow.
                      powodzenia z lekarzami i glowa do gory
                      • anitax pediatra 07.02.06, 22:03
                        Agaby, jak Ty sie dostalas do pediatry? Mam juz serdecznie dosc mojej rodzinnej
                        i tych na dyzurach, ktorzy nas regularnie odsylaja z tlumaczeniem, ze 'to
                        wirus', czyli nie nadaje sie do leczenia, bo 'samo przejdzie'. Nie moge
                        patrzec jak Lisa sie meczy: kaszle, z nosa sie albo leje, albo jest zapchany.
                        Od prawie 2 tygodni bardzo malo je, zostawia polowe, a rodzinni mnie
                        uspokajaja, ze 'jeszcze sie nie odwodnila'. Tak jakby czekali az sie odwodni i
                        dopiero wtedy mieli zamiar cos robic.
                        Jestem tu w calkowitym szoku, bo dziecko jest chore a ja nie jestem w stanie mu
                        pomoc ... Juz powoli zaczynalam myslec o powrocie do Polski, bo tutejsza sluzba
                        zdrowia (przynajmniej ta pierwszego kontaktu) to dno kompletne ...
                        • agagaby Anitax 07.02.06, 23:10

                          • beba3 Re: Anitax 08.02.06, 00:16
                            Moze Tygrys podpowie. Miala dziewczyna przejscia z lekarzami i przetarla juz
                            szlak...
                            • tijgertje Re: Anitax 08.02.06, 02:01
                              oj mialam, mialam... Jeszcze sie to ciagnie, ale moich "ulubiencow" widuje juz
                              coraz rzadziej. Ja wyladowalam u pediatry po tym, jak mlody w wieku 8 miesiecy
                              przestal jesc i zaczal gwaltownie tracic na wadze. Jak poszlam do domowego, to
                              trafilam akurat na zastepce. ktry okazal sie bardzo kumaty i osobiscie dzwonil
                              do szpitala, zeby nas do pediatry umowic. Czekalismy tydzien, w tym czasie mlody
                              nadal chudl. Polecam 2 sposoby: sposob lotniskowy, o ktorym bebie wspominalam, ¨polegajacy na tym, ze nie ruszasz sie z miejsca, jezeli nie dostaniesz tego
                              co chcesz, w tym wypadku okupywac nalezy gabinet domowego. Drugi sposob,
                              sprawdzony przeze mnie przy okazji szwankujacego woreczka zolciowego to telefon
                              do ubezpieczenia. Po 2 miesiacach oczekiwania na operacje zadzwonilam
                              i zoperowana zostalam w ciagu tygodnia. Na twoim miejscu zadzwonilabym do
                              ubezpieczenia i poskarzyla sie na domowego, mozesz troche podkolorowac objawy
                              chorobowe, popros aby oni umozliwili ci zbadanie dziecka przez pediatre, albo
                              niech cie skieruja do innego domowego, bo wiedz, ze zawsze masz prawo do drugiej
                              opini! Zwykle stosuje sie to w powaznych dolegliwosciach, ale takie prawo
                              przysluguje przy kazdej dolegliwosci. Zawsze zapisz nazwisko osoby z ktora
                              rozmawialas, jezeli powiedza ci, ze oddzwonia, to zapytaj, kiedy dokladnie,
                              jezeli w umowionym terminie nie bedzie odzewu, dzwon jeszcze raz, do skutku.
                              Czasem to bywa upierdliwe, ale jezeli pokazesz, ze wiesz, czego chcesz, bedziesz w stanie powiedziec kiedy z kim i o czym rozmawialas, to sukces gwarantowany, bo gdyby nic nie zrobili, skladasz skarge. Pediatra Kasperka chyba za mna nie
                              przepada. Jak trzeba, to stosuje metode lotniskowa i nie przejmuje sie, ze czeka
                              na korytarzu tlum ludzi, bo lekarz moze mi poswiecic max. 10 minut. Wymusilam juz troche badan. Kloce sie jak trzeba, jak lekarka mi mowi, ze jakies badanie
                              jest niepotrzebne, to zawsze wale kontrargumentem, ze by mi udowodnila bez badania, ze costam jest tak a nie inaczej. Teraz juz chyba bez dyskusji
                              na wszystko sie zgodzi, jak ja opieprzylam, ze przez rok na wszystko dziecko
                              badali, a zlekcewazyli alergie, o ktorej ja trabilam non stop. Oj, biedni
                              ci lekarze ze mna. Ja bym sie chetnie za ciebie poklocila. Ubaw mam, jak mi sie uda aroganckiego lekarza, ktory mysli, ze wszystkie rozumy pozjadal, zapedzic
                              w kozi rog i na takiego z gory popatrzec:-))) To juz zaczyna byc dyscyplina sportowa u mnie:-)))
                              Trzymaj sie, jakbys chciala cos jeszcze wiedziec, to pisz. Mam nadzieje, ze Lisa
                              szybciutko wyzdrowieje.
                              • agagaby Tijgercie:) 08.02.06, 17:18

                              • kolor201 Re: Anitax 11.02.06, 22:22
                                Czesc dziewczyny!Widze ze kazda narzeka!Ja tez.Tutejsza madycyna jest
                                ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooookropna.Ci
                                ludzie pojecia niemaja co robic!!!Nawet ze szpitala dzieciecego po kilku
                                wizytach ucieklam wyleczyc dzieci nieraz do polski(gdzie mam naszczescie
                                swietna lekarz pediatre).Moje dzieci mialy salmonelle.Starszy goraczkowal 3
                                tygodnie dzien w dzien do 40!stopni wymiotowal i mial biegunke.nie zdanzal
                                doldtywac na wc i tak ciagle.Zaden lekarz nie domyslil sie takiej
                                choroby.Mlodsze dziecko mialo wtedy 11tygodni i biegunka biegunka
                                biegunka...Straszne co my wtedy przezylismy.Domowi wizyty nocne szpitale i tak
                                wkolko.I wirus wirus wirus.Ja wylwm jak glupia.Krzyczalam i prosilam ich o
                                badania.Zrobili po 15dniach i okazalo sie ze z malymi jest dobrze i mamy jechac
                                do domu.Myslalam ze ich powybijam w tym szpitalu!!!!Dziecko 40.5stopni tracilo
                                przytomnosc drgawki a oni do domu!!!!!!!!!Nastepnego dnia Polecialam do polski
                                gdzie moja lekerz dala natychmiast antybiotyk o szerokim zakresie dzialania i
                                badania krwi kalu i moczu.juz po 3 godz wiedzielismy ze to
                                salmonella.antybiotyk trafiony!!!Maly po 2 dniach o wiele lepiej wygladal i
                                zaczal normalnie jesc.mala nie potrzebowala antyb ao juz w holandi jej
                                ustapily objawy.Ale uwaga!!!Niespodzianka!!!po tygodniu leczenia malego
                                zadzwonili ze szpitala dzieciecego ze znaja wyniki pobranego kalu i ze to
                                salmonella!!!WOW WOW!!!I prosze przyjechac dziecko musi otrzymac antybiotyk!!!!
                                Myslelismy ze padniemy!!!Od tego czasu zawsze mam przy sobie nurofen i setki
                                lekarstw polskich na rozne dolegliwosci.W tym tez antybiotyki dla dzieci.
                                • beba3 kolor201! 12.02.06, 00:54
                                  Nie zazdroszcze! Az trudno uwierzyc w az taka niekompetencje!
                                  Nie dziwie sie, ze masz kiepskie zdanie o opiece medycznej w Holandii.
                                  Co przezylas, to Twoje! Siwych wlosow mozna dostac i nerwicy...
                                  No i szkoda maluchow... :-(
    • emilanova Re: z siekiera na lekarza... 08.02.06, 23:09
      No to teraz ja troche ponarzekam. W poniedzialek poszlam z malym do lekarza
      domowego, bo maly ma od ponad 2 tygodni kupki zielone ze sluzem (a czasem nawet
      sam sluz). Jest to dla mnie niepokojace, bo naczytalam sie, ze moze to moze byc
      przyczyna jakies infekcji, wiec prosilam lekarza o skierowanie na badania moczu
      i kalu i co uslyszalam, oczywiscie nie ma potrzeby bo jak nie ma goraczki to nic
      sie nie dzieje. Wkurzylam sie. Chcialam dla siebie skierowanie do dermatologa i
      do ginekologa, przepisal jakies leki a skierowania nie otrzymalam. Jestem
      zalamana, tutaj to naprawde trzeba byc umierajacym aby dostac gdzies
      skierowanie. Mam ochote opuscic ten kraj. Chyba musze postepowac tak jak
      Tijgertje, byc bardziej stanowcza, inaczej nie da sie tu wytrzymac.
      Pozdrawiam wszystkich wytrwalych.
      • tijgertje Re: z siekiera na lekarza... 09.02.06, 00:15
        Emilka, ja cie straszyc nie chce, ale u nas kupy z przejrzystym sluzem okazaly sie jedynym objawem alergii pokarmowej. Zmienilas mu cos ostatnio w diecie? Tak 2-4 tygodni przed sluzowatymi kupami? Kasper byl badany na tysiac sposobow, zadne badania nic nie wykazaly, moczu i kalu tez nie, doszlam metoda eliminacji i prowokacji. Mi przez rok wciskano, ze sluz jest normalnym zjawiskiem przy karmieniu piersia. Mlody jest na diecie, nadal karmie a sluzu niet.
        • emilanova Re: z siekiera na lekarza... 10.02.06, 00:51
          Daje mu wiecej mleka modyfikowanego, piers ssie tylko troche w nocy. Mam
          nadzieje, ze to nie alergia.
          • nesla Re: z siekiera na lekarza... 10.02.06, 12:01
            Ty sie nie cackaj z tym lekarzem tylko badz stanowcza. Jezeli uwazasz ze cos
            jest nie tak to zadaj skierowania na badania. Do ginekologa nie da ci
            skierowania bez powodu, musi byc powod, jesli masz jakies objawy to
            przynajmniej MUSI zrobic ci uitstrijkje w swojej praktyce, wysle probke do
            laboratorium i na tej podstawie moze ci przepisac jakis lek.
            • dada32 Re: z siekiera na lekarza... 10.02.06, 13:22
              poszlam po skierowanie do ginekologa akurat mojego domowego nie bylo - byla
              recepcjonistka i mowi mi ze tym zajmuje sie domowy ja powiedzialam ze nie ma
              mowy a ona ze skierowania nie dostane i jak chce to mam isc sama do szpitala.
              poszlam do szpitala w ktorym rodzilam i gdzie bylam na wizycie kontrolnej po
              porodzie (ostatni raz 1.5roku temu) i w recepcj powiedzialam ze chce sie umowic
              na wizyte- wyznaczyli date o nic nie pytali. zadnego skierowania nie musialam
              pokazywac.
              moze mialam szczescie ale powiedzialam ze moj domowy tam mnie nie dotknie!
              pozdrowionka
      • agagaby Re: z siekiera na lekarza... 10.02.06, 12:16

    • asiaimoda Re: z siekiera na lekarza... 16.06.06, 21:26
      Jestem tu po raz pierwszy.I widze, ze inne mamy tez tu swoje przeszly.Moja
      corka ma 7 lat.Kilka lat temu juz, jeszcze w Polsce zachorowala na nerki.Ciezko
      bylo, ale dzieki natychmiastowej reakcji lekarza udalo sie dziecko
      uratowac.Leczenie trwalo dlugo ale bylo przeprowadzone do konca.
      oD wrzesnia 2005 r. jestem w Holandii z corka.W Wielki Piatek przed
      Wielkanoca, mala zaczela goraczkowac i ogolnie zaczelo sie zle dziac
      Lekarka domowa kilka razy odmowila telefonicznie pomocy (bo sa swieta i
      mielismy poczekac "do po swietach").Pseudolekarka wiedzial o ciezkiej chorobie
      nerek,a mimo to zbagatelizowala sprawe, mimo ze dzwonilismy kilka razy,
      blagajac o pomoc.Bylam nawet zdecydowana leciec samolotem do Polski do szpitala.
      Nie posluchalam pani doktor i rano ,w sobote bylam w szpitalu z mala.Jak jej
      zbadali mocz to od razu zaczeli wszyscy wokol nas biegaci i od razu na
      odzial.Diagnoza:ostre odmiedniczkowe zapalenie nerek.Niestety nie
      zdazylismy,okazalo sie ze przyjecalismy juz za pozno.I prawa nerka zostal
      uszkodzona.Jestem do tej pory w szoku.Bardzo boje sie o dalsze leczenie corki
      tutaj.Bo jak na razie idzie im to bardzo niemrawo.Bylismy tydz. temu na
      kontroli i wsomnialam p. doktor o szczepionce ktora kiedys corka brala przez 3
      mies. i bardzo jej pomogla .To dosc drogi , szwajcarski lek.P.doktor byla
      oburzona.powiedziala,ze nie mam wymyslac jak maja ja leczyc.Ze oni wiedza
      sami.Ja zapytalam o ten lek po konsultacji telefonicznej z lekarzem-specjalista
      z Polski, ktora wczesniej corke leczyla i "moja" p.doktor z Polski
      powiedziala,ze jak najbardziej to podawac dziecku(lek jest lagodny, nie
      powoduje zadnych skutkow ubocznych)...Teraz to mam mlyn w glowie.Najgorsza ta
      bezsilnosc...Aha jak trafilysmy do szpitala i zapytalam lekarza co by sie stalo
      jakbym posluchala lekarza pierwszego kontaktu i przyjechala dopiero po swietach
      z corka....to nic mi nie odpowiedzial,tylko patrzyl ze smutkiem w
      oczach...Pozdrawiam serdecznie
      • lenkaaa Re: z siekiera na lekarza... 16.06.06, 23:06
        Wlos sie na glowie jezy, jak czytam co Wam sie przytrafilo !!! Wiesz, ze ja bym
        chyba nie popuscila i skarge jakas napisala na tego lekarza domowego - do
        organizacji zrzeszajacej, ktorej podlega; albo list do samego lekarza opisujacy
        cala sytuacje (czyli, ze dzwonilas i Cie zignorowano, itd...). Listem poleconym
        bym wyslala, zeby byl dowod. I w liscie poprosilabym lekarza o ustosunkowanie
        sie do calej tej sytuacji.
        No naprawde w szoku jestem. Nie przyjeto Cie bo byly Swieta..!!! Slow mi brak...
        • asiaimoda Re: z siekiera na lekarza... 16.06.06, 23:40
          Dziekuje ze te slowa.Chce mi sie plakac na samo wspomnienie tamtej sytuacji.Na
          poczatku bardzo chcailam aby pseudolekarka poniosla konsekwencje.Przeciez tu
          chodzilo o zycie mojego dziecka!Ale wszyscy dookola zaczeli mi uswiadamiac, ze
          nic nie zdzialam.Nie znam jezyka i nie znam nikogo kto moglby mi pomoc.Wiec sie
          poddalam.Nie korzystam juz natomiast z "uslug" p. doktor.Jak dziecko jest chore
          to jade od razu do szpitala.Dziecko bierze teraz po tej chorobie
          antybiotyk,ktory moze brac nawet 6 miesiecy.Ma to pomoc w zregenerowaniu tej
          chorej nerki.Na ostatniej kontroli ,powiedzieli mi ze nie jest dobrze i ze mamy
          czekac na 16.08 na wizyte u urologa!I ze prawdopodobnie bedzie koneczna
          operacja!U malej stwierdzono refluks ukl. moczowego i cofajacy sie mocz siega
          prawie do tej chorej nerki.Martwie sie bardzo,bo niw powiedzial mi prawie nic o
          tej chorobie,sama po powrocie do domu zaczelam szukac w necie i wtedy pojawily
          sie pytania.P.doktor powiedziala, ze jakby sie cos dzialo to mam dzwonic,dala
          swoja pieczatke.Juz dwa dni(przez osobe ,ktora mowi po niderl.) probuje sie do
          niej dodzwonic bo mam pytania odnosnie tego schorzenia u dziecka, a oni
          odpowiadaja ze p.dr jest zajeta!Korzystajac z rad przeczytanych tu, na fotum
          (za co ogromnie wszystkim dziekuje) w poniedzialek dzwonimy do ubezpieczalni.
          • lenkaaa Re: z siekiera na lekarza... 17.06.06, 00:12
            Wiesz, ja bym jednak nie popuscila. Wlasnie dlatego, ze chodzi tu o ludzkie
            ZYCIE. Przeciez, ta lekarka nawet nie wie do czego doprowadzila ! Niech ma
            swiadomosc do czego doszlo przez jej skandaliczne i niedopuszczalne zachowanie !
            Ja bym zrobila tak: znalazla nowego lekarza domowego i napisala ten list do
            lekarki z zadaniem odniesienia sie do calej tej sytuacji (przy okazji mialabys
            potwierdzenie na pismie faktu,iz rzeczywiscie dzwonilas do niej tamtego dnia).
            Osobny list ze skarga na lekarke tez bym wyslala.
            Nie chce sie narzucac, ale gdybys jednak sie zdecydowala cos zrobic w tej
            sprawie, to daj mi znac na gazetowa. Postaram sie pomoc w miare mozliwosci.
            Trzymaj sie cieplo :o)
            • go.ga Re: z siekiera na lekarza... 17.06.06, 11:44
              Nie pamietam dokladnie, ale na 100% sa instytucje, gdzie mozna zglaszac bledy
              medyczne. I moim zdaniem trzeba to robic. Wiele osob sobie odpuszcza, a szkoda.
              Bo prawda o pewnych lekarzach nie wychodzi na jaw i dalej szkodza.
              Trzeba sie dowiedziec gdzie.
              Wiele rzeczy mozna tez zglaszac do ubezpieczyciela. Dla nich tego typu bledy to
              przede wszystkim spore straty (bo leczenie drozsze) i moga sie zainteresowac
              lekarzem-partaczem.
            • tere_tere Re: z siekiera na lekarza... 17.06.06, 11:50
              ja bym tez sie nie poddala i nie odpuscila. chociazby po to, zeby babe
              wystraszyc. niech sie nastepnym razem zastanowie, co mowi i jak reaguje. moze
              przez to uratujesz zycie abo zdrowie innego dziecka?

              nie wiem, czy choroba twojej coreczki jest odwracalana, wiecnie wiem czy mog wam
              zyczyc "powrotu do zdrowia". tak czy tak, mam nadzieje, ze wszystko pojdzie w
              najlepszym kierunku, w jakim moze. i pamietaj: tu trzeba o swoje walczyc i sie
              upierac przy swoje racji, wtedy mozna wszystko zdzialac! powodzenia.
              • asiaimoda Re: z siekiera na lekarza... 17.06.06, 15:40

                Dziekuje Wam bardzo...ale ja zaczynam sie powaznie zastanawiac nad powrotem do
                Polski.Szkoda tylko ze spalilam za soba wszystkie mosty.Ale tu, w Holandii
                zycie mi sie zupelnie nie uklada,najgorsze jest to ze jestem zupelnie sama...To
                uszkodzenie nerki spowodowane odmiedniczkowym zapaleniem nerek,podobno moze sie
                cofnac, ale nie wiadomo.Moze tez postepowac.Chociaz juz tak do konca nie wiem
                bo to opinia hol.lekarza.Lekarz w Polsce ,z ktorym jestem w kontakcie nie umie
                mi tak na odleglosc niczego powiedziec, bo musialaby znac wszystkie
                wyniki.Ciezko mi zaufac tutejszym lekarzom,a ten niepokoj o zdrowie corki jest
                wykanczajacy.Nie wiem czy rzeczywiscie mozemy spokojnie sobie czekac na ta
                kontrole za 2 miesiace czy trzeba cos dzialac, juz ,jak najszybciej.Dlatego mam
                ogromna prosbe do WSZYSTKICH.Moze znacie dobrego urologa.Moze byc nawet
                Amsterdam.Ja mieszkam kolo Enkhuizen.Serdecznie pozdrawiam.Asia






                • diuna22 Re: z siekiera na lekarza... 17.06.06, 18:41
                  Witam, nie znam wielu urologow a tylko jednego - pracuje w UMCG Groningen -
                  opiekuje sie moim synkiem. Czy jest dobry? Nie wiem do konca bo dopiero 3 raz
                  sie spotkalismy - moj maly ma zespol wad w tym jedna nerke - prawa po lewej
                  stronie - lewej brak. Maly jest cewnikowany. Lekarz do jakiego jezdzimy pracuje
                  w Spina Bifida Team - nie wiem czy przyjmuje poza nia :(. Jak dla mnie jest na
                  razie ok - nazywa sie dr M. de Jong.
                  Mam porownanie do Polski - i znam ze 2 nazwiska do ktorych warto uderzyc ale
                  wlasnie w Polsce. Jezeli masz pytania pisz na gazetowa. Pozdrawiam :).
                  • beba3 Re: z siekiera na lekarza... 18.06.06, 00:24
                    Nie znam lekarza i nie moge Ci tak pomoc ale chce napisac, ze trzymam kciuki za
                    twoje dziecko. mam nadzieje, ze wszystko dobrze sie ulozy. Kolejki sa i trzeba
                    odstac swoje ale moze faktycznie, warto udac sie do Polski a wczesniej wziac
                    wszystkie wyniki i historie choroby. Jest tez cos takiego jak druga konsultacja
                    i trzeba to zalatwaic przez swoja Ubeziczalnie.
                    Skarge na lekarza - papracza zlozylabym koniecznie! To jest skanadl! Chociazby
                    do Ubezpieczalni i do swojej praktyki. Do lekarki tez.
                    Bardzo mi przykro!
                • kasia157 Re: z siekiera na lekarza... 18.06.06, 13:52
                  Jezeli uwazasz, ze Twoje dziecko bedzie mialo zapewniona lepsza opieke medyczna
                  w Polsce niz w Holandii to powinnas jak najszybciej wrocic do Polski. Nie wiem
                  nad czym sie zastanawiasz bo przeciez wiadomo, ze zdrowie dziecka najwazniejsze.
                  • beba3 Re: z siekiera na lekarza... 19.06.06, 08:27
                    Nie zawsze jest mozliwosc powrotu do kraju ale moze chociaz konsultacje?
                    Co do pouczania lekarza jak leczyc dziecko, to niestety musisz sobie sama
                    wyszykac informacje i pytac, wymagac, i prosic o wyjasnienie dlaczego tak, a
                    nie inaczej. Po dobroci to z nimi nie zawsze wskorasz to czego chcesz.
                    Pytanie brzmi: czy coreczka moze czekac te dwa miesiace czy tez powinno sie to
                    zrobic teraz a wszystko jest kwestja kolejki, duzej ilosci oczekujacych.
                    Wtedy terzeba dzialac. Zaczac od tych tutaj i ich przycisnac albo skapitulowac
                    i umowic sie w Polsce.
                    Trzymam kciuki!
                    • go.ga Re: z siekiera na lekarza... 19.06.06, 16:38
                      Mozna tez podzwonic po innych szpitalach, moze gdzies indziej sa ktotsze
                      kolejki niz 2 miesiace.
    • diuna22 Re: z siekiera na lekarza... 19.06.06, 10:52
      Czekam na wiadomosci - napisz co u Was? Ja bym opcjowala za druga opinia -
      poprzez ubezpieczyciela. I nie ma na co czekac. Lukasz tez mial ostre
      odmiedniczkowe jak mial rok - no i na jednej nerce bo jedna posiada.
      Przelezelismy 10 dni w szpitalu. Potem czeste kontrole w tym badanie
      kreatyniny, badanie izotopowe itp. Ale to jeszcze w PL.
      A co do Polski nawet jezeli nie masz tam ubezpieczenia - masz tu. Placisz tam
      za wizyte a tu Ci zwracaja - przynajmniej ja nie mam problemow jak na razie z
      moim. Za kazdym razem jak jedziemy poniewieramy sie po lekarzach. Lacznie z
      dentysta. I zakupami w aptece.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka