azza4
24.10.07, 11:52
Mam problem z miejscem do mieszkania.Obecnie mieszkam w czyms co
mozna nazwac buda lub kurnikiem ale nie domkiem czy mieszkaniem.Ma
to moze ok 40 m2 i do tego jest tak rozplanowane,ze i tak calej
powierzchni sie nie wykorzystuje.Przykre jest to,ze chyba jest to
tylko moj problem.Moj chlop go nie widzi.Tymczasem jak mala np. je
to w calym domu festiwal i wielkie porzadki potem a niedlugo zacznie
chodzic.Moj M nie uznaje mebla pt.wersalaka i tym sposobem mamy na
tym metrazu jeszcze okazala sypialnie.Rece opadaja.Ale do rzeczy.Ta
nasza "rezydencja"stoi na gruncie ok.1000m2.Grunt nalezy do gminy i
jeszcze jakiegos urzedu" od wody"bo stoi obok wody.Wczesniej
mieszkala tu jakas babcia,ktora teraz jest w domu starcow i placimy
jej za wynajem.Moj M mieszka tu juz 7 lat i mowi,ze musi tu siedziec
bo mu ten grunt przepadnie.Gdyby stal sie jego to moglby wybudowac
wtedy jakis domek.Tylko,ze to sie moze stac iles tam lat i nie za
darmo ale za ladnych paredziesiat tysiakow.Co tu duzo gadac.Czuje,ze
mi nawija makaron na uszy.Wiem,ze nie chcialby ani w bloku ani w
domku szeregowym mieszkac.Panisko,mysli tylko o swojej
dupie.Perspektywa ilus tam lat czekania mnie nie urzadza.Musze juz
zmienic lokum.Inaczej prawdopodobnie przez to sie wszystko rozleci
bo juz zaczynaja sie klotnie.Moze wiecie cos na temat takiego
zasiedzenia gruntu?czy to,ze jest dziecko i ciasnota nie
przyspieszyloby sprawy?Czy to wogole jest mozliwe bo narazie sprawe
znam tylko z relacji mojego M.A moze cos mi poradzicie (Chlopa na
razie nie bede zmieniac:)))