Postanowiłam się lekko pochwalić. Przez 4 tyg ćwiczyłam skalpel 3-4 razy w tygodniu. Z racji wieku i kondycji najciężej było mi się rozbujać. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego jakie ćwiczenia mogę wykonywać, a jakich powinnam unikać (choćby obciążenia stawu biodrowego) i te które obciążały robiłam "lżej". Z każdym dniem ćwiczenia szły mi lepiej i choć pociłam się jak norka to całkiem było mi dobrze

Efektem były zgubione cm w pasie i biodrach, jednak waga stała.
Niby Chodakowska każe wywalić wagę przez okno, ja na nią właziłam. W ostatnim tygodniu za namową tej pod puszczalskiej babowej, która dyga ćwiczenia lepiej i szybciej i częściej niż ja do Chodakowskiej dołączyłam Mel B. Mel okazała się bliższa memu sercu, ona jest taka swoja, poci się, sapie, wzdycha, a Choda niestety idealna, perfekcyjna i aż sztuczna.
Ale ja nie o tym.. kiedy doszła Mel (10 min na brzuch i 10 min na tyłek) waga mi zeszła, nie dużo ale jednak..
Efekt po miesiącu ćwiczeń bez diety 9 cm w pasie, 5 cm w biodrach i 2 kg mniej ... i przebadałam się dokładnie (tak jak sobie obiecałam). O tym jak gruba baba przychodzi do lekarza i jak jest w pierwszej chwili potraktowana nie będę was zanudzać i zresztą nie jest to tematem tego wątku. W każdym razie już wiem co mi jest, jak dalej mam postępować i... myślę, że już wkrótce efekty "dygania" będą jeszcze lepsze
Zatem dziewczyny ruszajcie się bo to samo zdrowie i te endorfiny.. po ćwiczeniach kocham wszystkich - serio