eszmeralda.i.papugi
15.02.14, 21:15
"M.dała radę odwrócić wszystko. Gdy po ośmiotygodniowym pobycie w wiadomej klinice wróciła do domu, natychmiast wszyscy uwierzyli: atak był na wskroś jednorazowy, w zasadnie nie był to atak, tylko zbieg niefortunnych okoliczności, w każdym razie żadnych, ale to żadnych nawrotów nie będzie, jest całkowicie, ale to całkowicie wyleczona. Prawie udana - pogotowie przyjechało dosłownie w ostatniej chwili - próba wykrwawienia się drogą rozharatania szkłem wszelkich możliwych żył jęła, z godziny na godzinę, z dnia na dzień, stawać się gwarancją absolutnej normalności. Rozmaite rzeczy mogą się jeszcze w życiu zdarzyć, ale samobójstwo? Śmiechu warte! Co jak co, ale nie to! Tamto? Tamto było tak dziwne, że w zasadzie nie można go liczyć... Piwo! Trawa! Prochy! Butelka się rozbiła, szkło zbierałam, skaleczyłam się, to prawda - głęboko, ale jakie samobójstwo! Jakbym chciała, nawet po alkoholu bym trafiła! Z udowej tętnicy jucha do miednicy! Przez dziurę w udzie dusza nie pójdzie! Ze szpitala powinni mnie następnego dnia rano wypisać! Nic mi nie było! Ale jak to mówią: tyle w kim mądrości, ile cierpliwości. Wytrzymałam, posiedziałam i nie żałuję. Niejedno widziałam.
Jak słowo daję: zazdrościliśmy jej normalności. Było jasne, że jest nie tylko najnormalniejsza z nas, ale i najnormalniejsza pod słońcem! Jaki nawrót? Kto jak kto, ale M. nie zwariuje nigdy. Jest to absolutnie jasne. I było to absolutnie jasne. Póki nie nastąpił nawrót, póki doszczętnie nie zwariowała i póki na schizofrenię - z głodu, całkowicie oderwana od świata, upaprana własnymi odchodami - nie zmarła. No cóż, i Nietzsche, i Dostojewski mieli ciężką śmierć. Ale nie aż tak ciężką. I pod tym względem była lepsza.
Jerzy Pilch
"Drugi dziennik"
str. 29/30